- Załóż mi cokolwiek, a spłonie bezpowrotnie. - Usłyszał w odpowiedzi i ponownie się roześmiał.
Ah, ten jej ognisty temperament, skwitował w myślach i zaczął powtarzać sobie swój scenariusz.
Założył ręce na piersi.
- I weź mi wytłumacz Ashe, czemu ona jest zwykłą służącą? - zagadnął cicho do siedzącego mu na ramieniu ptaka nie odrywając wzroku od tańczącej. - Czemu nie dołączyła się już dawno do grupy Fariana?
- Los wyznaczył jej taką ścieżkę i to nią podąża - Odpowiedziała ognistopióra. - Zresztą nie znam jej dobrze, skąd mogę wiedzieć, dlaczego akurat w taj mieścinie żyje.
- Jak zwykle mówisz nudno i bez polotu - parsknął na to czarnowłosy.
W tym samym momencie tuż za nim rozległ się głośny huk. Drgnął zaskoczony i prawie się potknął, gdy tuż obok niego przeleciało kilka odłamków ściany pobliskiego budynku. Ashe poderwała się do lotu, a młodzieniec odskoczył pod drzewo, by spanikowany tłum go przypadkiem nie staranował.
- Co do... - stęknął zaskoczony i szybko rozglądał się po okolicy szukając źródła zamieszania.
Nie pozwalały mu na to jednak walące się budynki i rozbiegana ludność, której krzyki rozbrzmiewały mu w głowie, jakby znalazł się w piekle wśród dusz potępionych nie pomagały rozeznać się w sytuacji. Głośny skrzek sprawił, że odruchowo spojrzał w lewo. Wśród ludzi udało mu się dostrzec małą dziewczynkę, Lathię, która próbowała wydostać się z ciągnącego ją za sobą tłumu. Ashe krążyła nad nią nie odrywając od niej spojrzenia, dzięki temu elf doskonale znał położenie młodej damy, choć nieraz znikała mu z oczu ze względu na swój niski wzrost.
Niewiele myśląc ruszył w jej stronę przepychając się pomiędzy ludźmi. Niektórzy wyklinali go, jednak nie zwracał na to uwagi, musiał tylko dotrzeć do Lathii i tylko o tym na razie myślał. Przepchnął się przez ostatnie kilka osób i złapał młodą, która krzyknęła zaskoczona, gdy jej głowa nagle znalazła się ponad tłumem.
- Czy mogę służyć młodej damie swoją pomocną dłonią? - spytał ją radośnie chcąc by nieco się uspokoiła. - Zaraz się stąd wydostaniemy.
To powiedziawszy zaczął przeciskać się w stronę sceny, przy której po raz ostatni widział Fariana i Annmea'ę. Gdy niemal tam dotarł dziewczyna wyszła mu i Lathii na spotkanie. W przeciwieństwie do innych była opanowana i szybko podejmowała decyzje, co dalej.
- Chodź, musimy stąd uciekać! - krzyknęła i pociągnęła go za sobą.
Nie oponował, nawet gdyby powiedziała coś innego wycofałby się, by mieć pewność, że trzymana przez niego dziewczynka jest bezpieczna. A potem by wrócił, by zobaczyć źródło całego zamieszania. O ile będzie mu dane to zrobić.
- Padnij! - Annmea nagle pociągnęła go na zimny bruk, ledwo udało mu się podeprzeć, by nie przygnieść Lathii.
Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, zaoponować na jej działania zasłoniła go i dziewczynkę własnym ciałem chcąc ich zasłonić przez spadającym fragmentem muru. Cudowny gest, ale samobójczy. Wyciągnął rękę planując szybko zmienić się w niedźwiedzia i podeprzeć lecący na nich odłam. Jednak jego dłoń cofnęła się zaskoczona, gdy wokół jego i dziewcząt rozbłysła ochronna bariera, na której spadający fragment muru rozpadł się i zmienił w pył, jakby dotychczas był tylko mocno ściśniętym piaskiem, który po mocniejszym uderzeniu rozpadł się na milion drobinek.
- Nic wam nie jest? - zamrugał zaskoczony słysząc to pytanie, wokół nich panowała cisza.
Annmea chwiejnie podniosła się z ziemi i wzięła na ręce Lathię, która szybko doszła do siebie i wpatrywała się w dziewczynę błyszczącymi z podekscytowania oczami. Aidan jednak nie podzielał jej entuzjazmu, podniósł się z ziemi zapominając niemal całkowicie o tym, co przed chwilą się działo. Skupił swój wzrok na Mea'i.
- Jak to zrobiłaś? - odezwał się nagle.
- Ja... - Dziewczyna zawahała się i odwróciła wzrok.
W tym samym momencie podszedł do nich młody mężczyzna o jasnych, kręconych włosach. Kompletnie zignorował obecność Aidana i Lathii, skupił się na czarnowłosej.
- Intuicja mnie nie zwiodła - odezwał się melodyjnym głosem nie przestając się uśmiechać, a za nim pojawiło się jeszcze kilku podobnie do niego odzianych ludzi. - Wiedziałem, że tutaj odnajdziemy córkę Eyolfa Mealinesenne i Dayenne Mealinesenne z rodu Birschon.
Aidan w tym samym momencie skupił swoją uwagę na uszach rozmówcy. Był elfem, nie miał co do tego żadnych wątpliwości. A dotychczas większość elfów, które spotkał, pochodziła z Leoatle bądź miała tam dalszą rodzinę. Zesztywniał nieco. Sytuacja byłaby ultra ciekawa, gdyby się okazało, że jakimś przypadkiem się znają. Jednocześnie było to niepokojące.
- Aidanie, zaprowadź proszę Lathię do Fariana, Później ci wyjaśnię to, co będę mogła. - Słowa Ann wyrwały go z zamyślenia, gdy tylko to powiedziała oddaliła się wraz z grupą magów.
Przez chwilę patrzył jak się oddalają, jednak odegnał od siebie niepokojące myśli i ruszył z dziewczynką w stronę namiotu Fariana. Rozpętany chaos został już opanowany, większość zachowywała się jakby do niczego nie doszło. Jednak jego głowę zaprzątała bariera, którą dziewczyna wyczarowała. Miała w swoich żyłach magiczną krew, młodzieniec, który do nich podszedł zaraz po tym wydarzeniu tylko to potwierdził. Aidan spojrzał w niebo starając się znaleźć Ashe, po feniksie nie było jednak śladu.
- To ci dopiero ciekawy dzień - skwitował, gdy znalazł się koło namiotu a Lathia pobiegła do jednej z obecnych tam kobiet.
- Fakt, takiego wydarzenia nikt się raczej nie spodziewał. - Farian stanął obok niego, nie odrywał wzroku od ledwo widocznej z tej odległości Annmea'i rozmawiającej z tajemniczymi przybyszami.
Zapadła cisza i Aidan wiedział, miał stuprocentowe przeczucie, że nie wyciągnie żadnych informacji od dziewczynie od tego cygana. Oboje byli dość tajemniczy.
Po raz kolejny obejrzał się za Ashe a w jego głowie zawitał mały plan. Zagwizdał chcąc przywołać zaginionego ptaka, jednak nie uzyskał odpowiedzi.
- Chyba pójdę rozejrzę się za Ashe, jeszcze wpakuje się w jakieś kłopoty - skomentował spokojnie i oddalił się od namiotu. Celowo wybrał okrężną drogę chcąc przyczaić się bliżej rozmawiających. Na pewno uda mu się spokojnie zakraść. Jak nie to znajdzie Ashe i ją tam wyśle.
