Babcia Boo podreptała w stronę przyczepy i wręcz wskoczyła na nią, stając naprzeciwko wejścia. Odsunęła kotarę i weszła do środka. Z wnętrza mojego domku na kółkach dało się słyszeć co chwila jakieś szuranie. Powolnym krokiem wraz z osłem staruszki podeszłam do drabinki, do której zwierzę przywiązałam. Pogłaskałam osła po głowie i zaczęłam spinać się na podest. Chwilę przed moim wejściem przypomniałam sobie jak wielki bałagan mam w środku. Walnęłam otwartą dłonią w czoło i odsunęłam kotarę. Nie miałam pojęcia, co mogło się tutaj wydarzyć, ale na podłodze nie było ani jednej sakiewki z ziołami. Wszystkie moje rzeczy były poukładane. Popatrzyłam na staruszkę, która jak gdyby nigdy nic robiła herbatę. Co z tą kobietą jest nie tak. Nikt normalny nie posprzątałby takiego armagedonu w kilka minut. Moja szczęka spadła na ziemię. W tej przyczepie w życiu nie było tak czysto.
- Kochanieńka, zamknij buzię, jeszcze coś połkniesz – powiedziała staruszka, po czym usiadła w rogu przy małym stoliku, kładąc na nim 2 filiżanki z ziołami.
Szybko podeszłam do stolika i usiadłam. Herbata pachniała cudownie. Miała w sobie jakby nutę wanilii, jakichś owoców, mięty i czegoś, czego nie mogłam określić. Myślałam, że znam wszystkie zioła, a tu chyba jednak się myliłam.
Spojrzałam na Babcię Boo, która już kończyła pić swoje ziółka.
Kim ta kobieta jest?
- Nie chcę być zbytnio ciekawska, ale czym się Babcia zajmuje? – spytałam, a na twarzy staruszki pojawił się promienny uśmiech.
Babciu?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tercja i Babcia Boo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tercja i Babcia Boo. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 listopada 2017
środa, 22 listopada 2017
Od Babci Boo do Tercji
Może i miała podejrzane zioła w kieszeni, ale nie dało się ukryć, że uśmiech miała po prostu cudny. No, aż sama się rozpromieniłam.
- Dziękuję złociutka.- Poklepałam osła po szyi. - Łobuz bywa czasami nieposłuszny, ale nigdy nie musiałam używać ziół, by go ruszyć. Skąd je masz?
- To nic wielkiego. - Młoda z zakłopotaniem złapała się za tył głowy. - Trochę ususzonej oślimętki z południowych lasów, bardzo przydatna chociaż wszyscy uważają go za chwast.
Parsknęłam pod nosem.
- Coś za skromna jesteś. Sama mam trochę ziół w kredensie, ale one nie robią z osła baranka. Swoją drogą, dałabyś się zaprosić na filiżankę herbaty? Tych ziół na pewno mi nie zabrakło.
- Z przyjemnością, pani...?
- Jaka pani, mów mi babciu. Babciu Boo, jeśli łaska. - Podreptałam do tyłu wozu. - A ja jak mam Ci mówić?
- Tercja wystarczy.
- Wolę złociutka. - Wskoczyłam na coś w rodzaju ganku i odsłoniłam kotarę. Przywitał mnie największy bajzel, jaki zrobiłam w tym tygodniu.
(Tercja? Wymyśl coś spektakularnego, herbata nie musi być taka nudna)
- Dziękuję złociutka.- Poklepałam osła po szyi. - Łobuz bywa czasami nieposłuszny, ale nigdy nie musiałam używać ziół, by go ruszyć. Skąd je masz?
- To nic wielkiego. - Młoda z zakłopotaniem złapała się za tył głowy. - Trochę ususzonej oślimętki z południowych lasów, bardzo przydatna chociaż wszyscy uważają go za chwast.
Parsknęłam pod nosem.
- Coś za skromna jesteś. Sama mam trochę ziół w kredensie, ale one nie robią z osła baranka. Swoją drogą, dałabyś się zaprosić na filiżankę herbaty? Tych ziół na pewno mi nie zabrakło.
- Z przyjemnością, pani...?
- Jaka pani, mów mi babciu. Babciu Boo, jeśli łaska. - Podreptałam do tyłu wozu. - A ja jak mam Ci mówić?
- Tercja wystarczy.
- Wolę złociutka. - Wskoczyłam na coś w rodzaju ganku i odsłoniłam kotarę. Przywitał mnie największy bajzel, jaki zrobiłam w tym tygodniu.
(Tercja? Wymyśl coś spektakularnego, herbata nie musi być taka nudna)
wtorek, 21 listopada 2017
Od Tercji do Babci Boo
Kiedy tylko zauważyłam staruszkę, która najwyraźniej nie umiała poradzić sobie z osłem, zatrzymałam swoją przyczepę.
- Em... Przepraszam? – zapytałam niepewnie.
- Oh, to ja przepraszam młody człowieku! Ale jak widzisz, stara babka ma problem z krnąbrnym osłem. Na miłość boską, nic go nie rusza! Nawet marchewka na kiju.
Popatrzyłam na staruszkę z politowaniem, ale także delikatnym rozbawieniem, którego starałam się nie okazywać. W miarę możliwości, szybko zeszłam z przyczepy i po chwili byłam już przy kobiecie.
- Mam na imię Tercja. Pomogę. – powiedziałam, po czym nie czekając na odpowiedź kobiety, z kieszeni spodni wyciągnęłam zioła. Chwilkę potrzymałam przed osłem, który w końcu zareagował i ruszył z miejsca. Pogłaskałam zwierzę po głowie i odeszłam czekając na odpowiedź kobiety.
Staruszka popatrzyła na mnie podejrzliwie, ale ja nie zwróciłam na to uwagi. Położyłam zioła na jej ręce i zaczęłam się uśmiechać.
< Dobra Babciu, dawaj. Nie mam pojęcia jak to rozciągnąć :P >
- Em... Przepraszam? – zapytałam niepewnie.
- Oh, to ja przepraszam młody człowieku! Ale jak widzisz, stara babka ma problem z krnąbrnym osłem. Na miłość boską, nic go nie rusza! Nawet marchewka na kiju.
Popatrzyłam na staruszkę z politowaniem, ale także delikatnym rozbawieniem, którego starałam się nie okazywać. W miarę możliwości, szybko zeszłam z przyczepy i po chwili byłam już przy kobiecie.
- Mam na imię Tercja. Pomogę. – powiedziałam, po czym nie czekając na odpowiedź kobiety, z kieszeni spodni wyciągnęłam zioła. Chwilkę potrzymałam przed osłem, który w końcu zareagował i ruszył z miejsca. Pogłaskałam zwierzę po głowie i odeszłam czekając na odpowiedź kobiety.
Staruszka popatrzyła na mnie podejrzliwie, ale ja nie zwróciłam na to uwagi. Położyłam zioła na jej ręce i zaczęłam się uśmiechać.
< Dobra Babciu, dawaj. Nie mam pojęcia jak to rozciągnąć :P >
Od Babci Boo
- Łobuz! - Skarciłam kędzierzawego osiołka. - Ruszże się wreszcie!
Nic na niego nie działało! Prosiłam, błagałam, pchałam, ciągnęłam za cugle, nęciłam marchewką, groziłam kijem, jeszcze raz prosiłam… ale on nic. Jak głaz, tylko stoi pośrodku niczego. Że musiało mu się odwidzieć akurat tu, gdzie nie ma ani jednej życzliwej duszyczki.
Zaparłam się jeszcze raz i z całej siły, jaką odnalazłam w moich starych kościach, PCHNĘŁAM go od tyłu. Jakie rezultaty? Marne, jakby ktoś go do ziemi przykleił.
- Tak mi się odpłacasz za te wszystkie lata? Wstydź się łobuzie. - Podparłam się pod boki i zgromiłam wzrokiem osiołka. Osiołek odwzajemnił mi się dosyć znużonym spojrzeniem. Ach, poddaję się.
Jak sobie tam mamrotałam niezbyt miłe przymiotniki pod nosem (dzieci, zakryjcie uszy), coś na czterech kółkach nadjechało z naprzeciwka.
- Em...Przepraszam? - Zapytał ktoś niepewnie, wyrywając mnie z tego niezbyt pogodnego stanu.
- Oh, to ja przepraszam młody człowieku! - Rozpromieniłam się jak skowronek. Spojrzałam to na Łobuza, to na nią/niego. - Ale jak widzisz, stara babka ma problem z krnąbrnym osłem. Na miłość boską, nic go nie rusza! Nawet marchewka na kiju.
Może to przez to, że kij, jaki znajduje się na końcu marchewki, był trochę kiepsko zapamiętany przez osiołka. Mogłam nim wcześniej nie grozić, ale mniejsza z tym.
Łobuz nie był przecież aż taki głupi, żeby zatrzymywać się bez powodu pośrodku pustkowia. Zdarzało się mojemu maleństwu przejawiać zdolności prorocze (czy coś ty tym rodzaju), ale nie brałam ich na poważnie przecież. Pewien wróżbita mi to przekazał, ale coś tak sądzę, że to ma podobną wartość, co te jego wróżenie z ręki czy inne czarodziejskie szacher-macher. Mój mały, głupiutki osiołek ma wizje, dobre sobie! Chyba po prostu jest trochę stuknięty, tak samo wróżbita.
(Ktoś chce pomóc?)
Nic na niego nie działało! Prosiłam, błagałam, pchałam, ciągnęłam za cugle, nęciłam marchewką, groziłam kijem, jeszcze raz prosiłam… ale on nic. Jak głaz, tylko stoi pośrodku niczego. Że musiało mu się odwidzieć akurat tu, gdzie nie ma ani jednej życzliwej duszyczki.
Zaparłam się jeszcze raz i z całej siły, jaką odnalazłam w moich starych kościach, PCHNĘŁAM go od tyłu. Jakie rezultaty? Marne, jakby ktoś go do ziemi przykleił.
- Tak mi się odpłacasz za te wszystkie lata? Wstydź się łobuzie. - Podparłam się pod boki i zgromiłam wzrokiem osiołka. Osiołek odwzajemnił mi się dosyć znużonym spojrzeniem. Ach, poddaję się.
Jak sobie tam mamrotałam niezbyt miłe przymiotniki pod nosem (dzieci, zakryjcie uszy), coś na czterech kółkach nadjechało z naprzeciwka.
- Em...Przepraszam? - Zapytał ktoś niepewnie, wyrywając mnie z tego niezbyt pogodnego stanu.
- Oh, to ja przepraszam młody człowieku! - Rozpromieniłam się jak skowronek. Spojrzałam to na Łobuza, to na nią/niego. - Ale jak widzisz, stara babka ma problem z krnąbrnym osłem. Na miłość boską, nic go nie rusza! Nawet marchewka na kiju.
Może to przez to, że kij, jaki znajduje się na końcu marchewki, był trochę kiepsko zapamiętany przez osiołka. Mogłam nim wcześniej nie grozić, ale mniejsza z tym.
Łobuz nie był przecież aż taki głupi, żeby zatrzymywać się bez powodu pośrodku pustkowia. Zdarzało się mojemu maleństwu przejawiać zdolności prorocze (czy coś ty tym rodzaju), ale nie brałam ich na poważnie przecież. Pewien wróżbita mi to przekazał, ale coś tak sądzę, że to ma podobną wartość, co te jego wróżenie z ręki czy inne czarodziejskie szacher-macher. Mój mały, głupiutki osiołek ma wizje, dobre sobie! Chyba po prostu jest trochę stuknięty, tak samo wróżbita.
(Ktoś chce pomóc?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)