wtorek, 7 sierpnia 2018

Od Dolorem do Takako

Opuściłam sypialnię zajmowaną przez dziewczynę i ruszyłam wolno korytarzem. Miałam wiele rzeczy do zrobienia, więc tak, jak poprzednio, nie mogłam pilnować porządku na piętrze. Ja i Diaval ponownie musieliśmy podzielić obowiązki.
Zeszłam do kuchni i otworzyłam awaryjne drzwi, prowadzące na zewnątrz. Kruk rozłożył skrzydła, po czym wzbił się w powietrze. Przez chwilę obserwowałam, jak szybuje po zachmurzonym niebie, by w końcu usiąść na parapecie pod oknem od pokoju Takako. Nie mogłam pozwolić, by któreś z tej trójki mi przeszkodziło. Gdyby to jednak nastąpiło, nie miałabym wyjścia i zakończyłabym naszą znajomość w niezbyt przyjemny dla moich gości sposób.
Tak, jak poprzednio odsunęłam kosze na bok i otworzyłam klapę w podłodze. Następnie wzięłam do ręki stary świecznik i zeszłam z nim po schodach. Słabe światło świecy rozpraszało mrok wokół nas, który wydawał się być tak gęsty, jak bagno. Czarne bagno, w którym wszystko, co zostało pozbawione światła tonie i nie ma możliwości powrotu.
Ostrożnie stawiałam każdy krok. Narobienie hałasu było w tym momencie zbędne. Automatycznie zaraz po postawieniu obu nóg na zimnej, kamiennej podłodze, skierowałam się do również kamiennego stołu, na którym leżeli ci, co mi się narazili. A raczej to, co z nich zostało.
Miałam to szczęście, że piwnica została urządzona przed przejęciem przeze mnie rządów. Ktoś mądry wpadł na pomysł, żeby umieścić w niej kamienny stół do krojenia mięsa, ponieważ krew trudniej usuwa się z drewnianego. Zbliżyłam świecę do pochodni, wiszącej na ścianie. Jej koniec szybko zapłoną i oświetlił częściowo pomieszczenie.
Na początek włożyłam czarny fartuch i rękawiczki. Dopiero później zabrałam się do pracy. Spojrzałam na przygotowane wcześniej narzędzia i wybrałam nożyce. Za ich pomocą obcięłam włosy ofiar oraz pozbyłam się ubrań z ich ciał. Następnie wrzuciłam materiały do jednego kosza, a włosy do drugiego. Wszystko musiało być na właściwym miejscu. Inaczej usuwanie dowodów by się nie powiodło.
Później przy udziale szczypiec usunęłam zęby i wrzuciłam je do małego wiadra. Następnie przyszedł czas na paznokcie i organy wewnętrzne wraz z oczami. Wszystko zostało posegregowane.
Dopiero po "oczyszczeniu mięsa" mogłam oddzielić skórę od mięśni, a mięśnie od kości. Zwinęłam beżowe płaty jak dywan i umieściłam je w dużym, pustym koszu. Mięso natomiast trafiło do dużego wiadra obok. Po tym wszystkim przyszedł czas na kości. Wrzucałam je po kolei do miski i rozdrabniałam moździeżem, tworzącym z nią komplet. Po starciu wszystkich kości na proch, przesypałam go do dużej miski. Na koniec posprzątałam. To był koniec mojej pracy na ten dzień.
Odłożyłam rękawice i fartuch na miejsce, po czym zgasiłam pochodnię. Następnie wróciłam ze świecą do kuchni. Na nowo ukryłam klapę, po czym wyszłam na zewnątrz. Diaval poderwał się z miejsca i podleciał do mnie. Gdy tylko usiadł na moim ramieniu, przekazał mi informacje o wszystkim, co miało miejsce pod moją nieobecność.
- Panna i młodzieniec sam na sam o tej porze? To nietaktowne nawet jeśli są przyjaciółmi.
Kruk skinął głową, zgadzając się z moimi słowami.
- Póki do niczego nie doszło, nie mam zamiaru interweniować. Chodźmy, nam też przyda się odpoczynek.
Wraz z krukiem na początek udałam się do łazienki, by dopiero po dokładnej kąpieli ułożyć się do snu przebrana w piżamę.
***
Wstałam jeszcze nim zapiał kogut, by przygotować śniadanie. Miałam przed sobą kolejny pracowity dzień.
Zaniosłam wszystkie lekkie potrawy na stół i przygotowałam go na powitanie gości.


<Takako? >

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Od Nichio do Regulusa

Mówiąc szczerze, to gadanie Regulusa powoli mnie, jednym słowem, wkurwiało. I to nie przez to, że byłem głodny (a wtedy robię się drażliwy jak niejedna baba). Sam nie byłem pewien, dlaczego, ale po prostu jedyne, na co miałem ochotę, to uderzyć go w ten mały nos, pogryźć, zjeść... Ale nie mogłem tego zrobić. Jakby coś mnie blokowało. Cholera, od kiedy jestem taki miękki?
Zerknąłem na pudło w swoich dłoniach, a następnie na chłopaka. Przewróciłem oczami. Nie chcę z nim iść. Muszę wypełnić misję. Kolejne ukradkowe spojrzenie, do przewrócenia dołączyło westchnięcie. Nie chcę go zostawić. A jak coś mu się stanie? Ktoś zaatakuje go, myśląc, że te rzeźby to jakieś drogocenne rzeczy?
Na myśl o ciele Reggiego w jakimś rowie, zadrżałem nieco wbrew sobie i wpakowałem Dyubuka czy inne drewno do torby. Bezpardonowo zacząłem zbierać jego rzeźby, ignorując zszokowane spojrzenie chłopaka.
— N-Nichio? — wyjąkał, kiedy zarzuciłem sobie na ramię przedmioty, a jemu wcisnąłem swoją, lżejszą torbę. Chwilę ją ważył w dłoniach, aby później, pod moim naciskiem, przełożyć skórzany pasek przez szyję.
— A więc, gdzie mieszkasz? — spytałem jakby od niechcenia, kierując się ku bramie. Regulus jakimś cudem za mną nadążył. Zamyślił się chwilę.
— Trochę trudno się tam dostać...
Wzruszyłem ramionami i wziąłem z pobliskiego straganu wykałaczkę, którą włożyłem do swoich ust.
— No i? Lubię wyzywania. To co? Gdzie idziemy? Tylko decyduj się, Pancho zaraz będzie taki denerwujący, że będziesz błagał, abym go uciszył.
— Ej! — Pies zaprotestował momentalnie, a kiedy się roześmiałem, prychnął, odwracając wzrok na Regulusa.

<Reggi?>

Od Carreou do Sivika

Na szczęście, Sivik okazał się na tyle tolerancyjną osobą, że pozwolił mi na dokończenie modłów, w ogóle przy tym nie przeszkadzając. To całkiem miłe z jego strony. Jest przecież wiele osób, które darzą szczerą nienawiścią tych, co mają otwarte umysły na istoty wyższe, nazywając ich wariatami czy po prostu idiotami. W skrajnych przypadkach, robią jeszcze gorsze rzeczy. Tak złe, że nawet nie chcę o nich myśleć. Nie lubię myśleć o grzechach, nieuleczalnej chorobie, która toczy każdy wymiar, nie dając nikomu odetchnąć od siebie. Jedyne schronienie znajduje się w ramionach Ojca, który przyjmuje każde zagubione owieczki jak własne dzieci. Zauważyłem, że od dłuższego czasu stałem się bardzo religijny. To znaczy, zawsze byłem, ale teraz to jakby przybrało na sile. Może to wina działania Stwórcy, może taka jest moja natura. A może chciałem po prostu przekonać samego siebie, że nie jestem sam na tym świecie, odrzucić od siebie fakt, że mój Pan może już nigdy nie wróci? Nie wiem. Nie chcę chyba wiedzieć.
Mężczyzna opadł na łóżko, ponownie wzbudzając we mnie chęć rzucenia się na pomoc. Odczuwałem wewnętrzny, nadany przez własną podświadomość przymus, aby choć trochę poprawić te poduszki, choć trochę otulić kołdrą Siviego, choć trochę...!
— Pozwolisz — powiedział mężczyzna, kiedy już usiadł w, najpewniej, najtwardszym miejscu na meblu — Udam się na krótki spoczynek, jeśli to nie problem.
Skinąłem gorliwie głową, przez co kilka jasnych kosmyków opadło mi na twarz. Spojrzałem na nie szybko i niedbałym gestem odgarnąłem za uszy. Nie chciałem przecież, aby Piórkowy Człowiek uznał mnie za zapatrzonego w siebie narcyza. Zależało mi na jego opinii chyba bardziej niż jakiejkolwiek innej osoby na tym świecie.
— Oczywiście, Sivik. Należy ci się — splotłem dłonie na swoim brzuchu, bawiąc się kciukami — Miłych snów.
Zakończyłem swoją wypowiedź szerokim, ciepłym uśmiechem. Może to sprawi, że Sivi nie będzie już miał koszmarów?

czwartek, 19 lipca 2018

Od Takako do Dolorem

Miło się spędzało czas w tak licznym towarzystwie. Każda minuta przemijała jak sen do momentu w którym czas nadszedł, aby samemu się zanurzyć w błogi sen. Zastanawiałam się już od pewnego czasu, jak wygląda kobieta z uśmiechem na twarzy.
Dolorem była uprzejmą damą, która odprowadziła nas do naszych pokoi. Trochę dziwnie się czułam, że będę sama spać w pokoju. Przebrana w piżamę, zostałam ułożona do snu przez Dolorem.
- Życzę dobrej nocy - powiedziała kobieta. Usłyszałam jak zrobiła pierwszy krok w stronę drzwi. Zebrałam całkowicie swoją koncentrację i zatrzymałam ją chwytając za kawałek jej sukienki. - Czy coś się stało? - zapytała spokojnym, a zarazem opanowanym głosem.
- Dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłaś - powiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Puściłam kawałek jej sukienki tym samym pozwalając jej odejść. Ułożyłam się do snu. Łóżko było wygodne. Po dłuższym wyczekiwaniu, aż zasnę naszedł ubogi sen.
Niemowlę zawinięte w kocyk trzymało palec jednego z rodziców. Dziecię małe uśmiechało się gorąco w stronę rodziców. Sceneria wyjęta niczym z jakiejś pięknej bajki. Rodzice wyglądali na szczęśliwych. Ja stałam z boku i przyglądałam się wszystkiemu uważnie. Może i nie widziałam twarzy rodziców, a sama byłam niewidoma to w śnie widziałam wszystko. Koło nich mogłam zauważyć kwiaty, które rozkwitały. Całe tło za nimi było wypełnione pięknymi kwiatami. Piękna sceneria zniknęła, a zamiast niej pojawiła się ta w której to same dziecko zostało porzucone w koszyku. Jakiś mężczyzna znalazł je mężczyzna. Kwiaty ponownie pojawiły się w tle jednak były to same słoneczniki. Kolejne scenerii były tak samo piękne jak poprzednie. Kolejną scenerią była ta w której rycerz, mój "ojciec", mistrz, był we krwi. Leżał, a ja stałam i nie potrafiłam nic zrobić.
Obudziłam się ze łzami w oczach. Nie mogąc dalej przebywać w tym pokoju, wyszłam z pokoju. Skierowałam się do pokoju obok w którym był Yuzuki.
- Takako co się stało? - przestraszony podbiegł do mnie. Przytulił mnie, a ja tylko mocniej wtuliłam się w niego. - Idziemy na zewnątrz? - nie czekając na moją odpowiedź, wziął mnie na ręce i przez okno, opuściliśmy jego pokój. Usiedliśmy na dachu. Po deszczu zostały tylko ślady. Zapach po takim deszczu jednak zawsze był najlepszy.
- Na zewnątrz jest lepiej niż w środku - wtuliłam się do jego torsu i z uśmiechem na twarzy zamknęłam oczy.
Obudziłam się gdy promienie słońca zaczęły padać na mnie. Czując bijące ciepło, otworzyłam oczy. Może i nie potrafiłam niczego zobaczyć, ale uczucie gdy nie byłam sama było najlepsze.
- Lepiej będzie jak wrócimy do środka - powiedziałam cicho.
- Masz rację - opowiedział Yuzu gładząc mnie po głowie.
Wróciliśmy do pokoju chłopaka w ten sam sposób w jaki z niego wyszliśmy. Podziękowałam swojemu towarzyszowi i wrócił do swojego pokoju.
- Dzień dobry - powiedziałam jak tylko wyczułam obecność Dolorem. Byłam już przebrana, zaścieliłam łóżko za sobą. Poranna rutynę odpękałam prawie, że do końca. To co mi pozostało to splecenie swoich włosów.

<Dolorem?>

środa, 11 lipca 2018

Od Dolorem do Takako

Pogładziłam delikatnie grzbiet kruka. Diaval nie spuszczał wzroku z goszczonej przez nas trójki. Wciąż im nie ufał. Nie dziwiło mnie to, w końcu znamy ich głównie z imion. Oni również o nas niewiele wiedzieli, ale nie wyglądali, jakby im to specjalnie przeszkadzało. Siedzieliśmy tak w salonie jeszcze kilka godzin, spędzając czas na rozmowie. Chciałam poznać jak najwięcej szczegółów, ale wiedziałam, że muszę być niezwykle delikatna. Inaczej dziewczyna się przede mną nie otworzy. Poznałam jej zawód, dowiedziałam się nawet dlaczego zapuściła się w te strony, jakich ziół szukała i w jakim celu. Jednak to wciąż było za mało. Ale wystarczająco na ten etap znajomości. Otworzyłam kolejną butelkę wina i napełniłam nim kieliszki. Gdy Takako i jej przyjaciele zrobili się senni, przygotowałam dla nich piżamy. Po udaniu się z nimi do łazienki, przyznałam im pokoje. Każdy z nich był urządzony w podobnym stylu. Ciężkie, masywne meble z drewna dębu o dużych rozmiarach zdobiły każdy z nich. Na podłodze leżały perskie dywany. Wzorzyste ściany były pełne ręcznie malowanych przez artystów obrazów. Jednak tym, co najbardziej przykuwało uwagę były ogromne łóżka z baldachimem. Zaprowadziłam Takako do tego, które zostało jej przydzielone. 
- Życzę dobrej nocy. - powiedziałam, gdy dziewczyna już leżała pod kołdrą. Następnie ruszyłam wolno do drzwi. 

< Takako? >

poniedziałek, 9 lipca 2018

Od Takako do Dolorem

Przypuszczenia o deszczu sprawdziły się tak więc Dolorem poprosiła mnie przy pomocy zdejmowania prania z linki.  Uśmiechnęła się i że zadowoleniem kroczyłam tam gdzie Dolorem poszła. Nie spuszczałam jej ani na moment. Wzięłam kosz na pranie, a kobieta zajęła się brakiem prania i składania go. Jak skończyliśmy z praniem odłożyliśmy je w odpowiednie pranie. Chłopcy mieli posprzątane i wrócili do mnie. Dolorem dała nam czyste ubrania do przebrania się po czym kazała nam ugościć się w salonie. Pozostawiła nas w obecności kruka, a sama zniknęła gdzieś.
- Jak tylko dostaniemy jakieś wezwanie to odejdziemy stąd... - powiedziałam cicho pod nosem. - Nie chce przysparzać więcej problemów Dolorem. Ona jest zbyt miła dla takiego nieudacznika jak ja - poczułam dłoń na swojej głowie. Był to Yuzu który zawsze mnie pocieszał w taki o to Przypuszczenia o deszczu sprawdziły się tak więc Dolorem poprosiła mnie przy pomocy zdejmowania prania z linki.  Uśmiechnęła się i że zadowoleniem kroczyłam tam gdzie Dolorem poszła. Nie spuszczałam jej ani na moment. Wzięłam kosz na pranie, a kobieta zajęła się brakiem prania i składania go. Jak skończyliśmy z praniem odłożyliśmy je w odpowiednie pranie. Chłopcy mieli posprzątane i wrócili do mnie. Dolorem dała nam czyste ubrania do przebrania się po czym kazała nam ugościć się w salonie. Pozostawiła nas w obecności kruka, a sama zniknęła gdzieś.
- Jak tylko dostaniemy jakieś wezwanie to odejdziemy stąd... - powiedziałam cicho pod nosem. - Nie chce przysparzać więcej problemów Dolorem. Ona jest zbyt miła dla takiego nieudacznika jak ja - poczułam dłoń na swojej głowie. Był to Yuzu który zawsze mnie pocieszał w taki o to sposób.
Usłyszałam jak Dolorem się zbliżała. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Ciasto jakie przyrządziła kobieta było przepyszne.
- Co was sprowadza w te strony, jeśli można wiedzieć? - zapytała się, a ja spojrzałam się w jej stronę.
- Przyszłam po kilka ziół oraz roślin. Jednak z tego wszystkie wyszło na to, że spędziliśmy tutaj noc. No i przez pewien bieg wydarzeń ja napotkałam ciebie, będąc cała obłocona a chłopcy doszli. Wiem, że to już mówiłam, ale dziękuję ci za wszystko co dla nas zrobiłaś - uśmiechnęłam się do niej.

<Dolorem?> :3 

niedziela, 1 lipca 2018

Od Dolorem do Takako

Dziewczyna po raz kolejny zwiesiła głowę. 
- Powinnam być w stanie rozróżnić zioła, gdyż jestem w stanie rozpoznać je po zapachu. Mogę również podlać kwiatki, ale to i tak mogę zrobić źle... - zaczęła wymieniać po chwili 
- Jestem bezużyteczna we wszystkim, jakim cudem mogę komuś pomóc gdy to wszyscy wciąż pomagają mi? 
Z ukrywaną niechęcią wysłuchałam tej depresyjnej mowy. Ślepota a paraliż to co innego. Takako wróciła na ziemię i zwinęła się na niej w kulkę. Westchnęłam cicho. I co ja mam z nią zrobić? Uniosłam wzrok ku górze, oczekując jakiejś podpowiedzi od nieba. Czarne chmury przypomniały mi o czymś bardzo ważnym. 
- Wstań, bo się ubrudzisz. Pomożesz mi zdjąć pranie. 
Zabrałam swoje oraz te przeznaczone dla dziewczyny kosze i wiadra. Plony bez skazy zaniosłam do kuchni, a pozostałe zostawiłam na zewnątrz pod bocznymi drzwiami. Szybkim krokiem udałam się po duży kosz na pranie i przyniosłam go Takako. Następnie zaprowadziłam ją na miejsce, gdzie suszyło się pranie. Czym prędzej zaczęłam je zbierać, składać i wrzucać do kosza trzymanego przez dziewczynę. Gdy sznurki były już całkowicie pozbawione ciężaru, przeszłam z Takako do pokoju, w którym trzymałam ubrania dla służby i pościel. Następnie wróciłyśmy do przyjaciół dziewczyny. Zawołałam wszystkich ze sprzętem do domu, a tam dokonałam kolejnego podziału owoców. Goście otrzymali nowe, czyste ubrania i po przebraniu się w nie zostali zaproszeni do salonu. Rozpaliłam w kominku i poczęstowałam wszystkich winem własnej roboty. Następnie przeprosiłam gości na chwilę, informując ich, że idę coś przygotować. Zostawiłam z Takako i jej przyjaciółmi kruka. Sama wróciłam do kuchni, w której to przygotowałam placek z zebranych owoców. Przyniosłam go na tacy wraz z talerzami i widelczykami. Każdemu ukroiłam po kawałku, a na niewielkim talerzyku Diaval'a rozsypałam trochę kruszonki. Pogładziłam opuszkami palców czarne pióra. Następnie usiadłam na fotelu. 
- Co was sprowadza w te strony, jeśli można wiedzieć? 
<Takako? >

sobota, 30 czerwca 2018

Od Takako do Dolorem

Zawsze sprawiłam problemy innym. Chociaż, że chciałam pomóc to i tak nie potrafiłam. Swój wzrok i głowę zniżyłam. Nie miałam kompletnie żadnego pomysłu w jaki sposób mogłabym odwdzięczyć się dziewczynie za jej dobroć.  Dziewczyna wstała co dokładnie usłyszałam. Ona sama pomogła mi wstać na równe nogi. Była miła w dodatku robiła wszystko z gracją i kulturą. Przynajmniej tak usłyszałam od chłopaków. Ja tylko mogłam oceniać ją po tobie głosu oraz zachowaniu wobec mnie i osób znajdujących się do okoła.
- Co jestem w stanie zrobić? - dobre pytanie, powtórzyłam sobie je po cichu w myślach. Trochę się bałam, że nie będę w stanie w niczym pomóc. Każdy się stara i jest w stanie pomóc, a ja znowu jestem bezradna.
- Powinnam być w stanie rozróżnić zioła, gdyż jestem w stanie rozpoznać je po zapachu. Mogę również podlać kwiatki, ale to i tak mogę zrobić źle... - zaczęłam wymieniać w głowie, ale tak naprawdę mówiłam wszystko na głos. - Jestem bezużyteczna we wszystkim, jakim cudem mogę komuś pomóc gdy to wszyscy wciąż pomagają mi - nagle zorientowałam się, że wszystko to co mówiłam sobie w myślach tak naprawdę wypowiedziałam na głos. Dolorem wszystko usłyszała, a mi nie pozostało nic innego jak tylko zawstydzić się i zniżyć swoją głowę ponownie w dół. Koniec końców bałam się, że znowu ktoś się na mnie zawiedzie. Czarne scenariusze w mojej głowie zaczęły przelatywać jeden po drugim. Wróciłam do swojej poprzedniej pozycji, skulając się w kulkę, aby zakryć swoje zawstydzenie oraz bezradność.
<Dolorem?> (///▽///)

środa, 27 czerwca 2018

Od Annmeii do Carreou

Dziewczyna przez chwilę milczała. Zaskoczyły ją słowa Carreou. Wydawało się jej, że dobrze udawała. Wygląda na to, że nie wystarczająco. Poczuła też wpływ innej magii. Nie zablokowała jej. Nie miała na to siły. Usiadła na chłodnych kamieniach obok drobnego blondyna. Wolną dłonią, delikatnie pogładziła go po włosach, aby zyskać na czasie.
- Panie Carreou... - zaczęła niepewnie.
Nie wiedziała czy może mu zaufać. Chociaż widziała, że mężczyzna czuł się lepiej. Jeszcze trzy czy cztery dni i powinno być wszystko dobrze. A jeśli się nie myliła i ta magia pochodziła od niego, nawet szybciej, bo się uleczy. Tak jak mistrz nie popierała tego typu zachowania. Chyba, że w ostateczności, gdy grozi ci ogromne niebezpieczeństwo czy jesteś potrzebny, a ranny czy chory, jesteś bezużytecznym. W każdym razie, niedługo miała go zabrać stąd. W mieście pewnie już huczało od nowiny, że przywódca jednej z największych i najsławniejszych trup artystycznych nie żyje. Zdecydowała się wyznać mu prawdę. Spojrzała na tę niewinną twarz. Wyglądał jak ci święci z obrazów, które widziała kiedyś w katedrze, gdy kuzynka Roxali brała ślub.
- Dzisiaj o poranku... - wyszeptała, czując gulę w gardle.
Wzięła głęboki oddech. Gula jednak nie zniknęła.
- Umarł człowiek, który przez ostatnie kilka lat zastąpił mi ojca, a jego rodzina stała się moją. - Powiedziała w końcu.
Pojedyncze łzy zaczęły spływać po jej twarzy, a ramionami wstrząsnął szloch.
- A ja nie mogłam mu pomóc. Tyle dla mnie zrobił, a gdy mogłam mu się w końcu odwdzięczyć to tego nie chciał. A bez zgody mi nie wolno było nic zrobić. To moja wina, że już go nie ma.
Ukryła twarz w dłoniach. Co z tego, że jestem magiem? To nic nie znaczy! 
- Chcę wrócić do domu. - szepnęła tak cicho, aby Carreou nie mógł jej usłyszeć.
Nagle poczuła, że czyjeś ramiona ją obejmują.
- Już dobrze. - usłyszała słowa Carreou. - Wszystko, będzie dobrze. Ojciec zawsze ma plan. A po chwilach smutku przychodzi radość.
Podniosła wzrok i przyjrzała się chłopakowi. Chciałaby posiadać taką wiarę jak on. Dawno już straciła wiarę w bogów. Może są tam gdzieś w swoich siedzibach, jednak nie ma ich na Ziemi. A losy ludzi są im całkiem obojętne. Czy to byli ich wierni wyznawcy czy osoby, które w nich nie wierzyły. Tak na dobrą sprawę byli sami na tym świecie.
- Plan? - szepnęła. - Wybacz Panie Carreou, ale nie wierzę w coś takiego.  W sensie w siłę, która kieruje naszym życiem.
Wstała, wyswobadzając się z objęć mężczyzny. Delikatnie postawiła go na nogi.
- Powinien pan jeszcze odpoczywać. - Rzekła podrzucając do ognia i stawiając kociołek z resztkami z wczorajszej kolacji. Na jedną porcję starczało. I tak nie miała ochoty teraz jeść.
Myślami była gdzie indziej. Zastanawiała się kim jest Carreou. Do głowy przychodziła jej jedynie myśl, że jest kapłanem. Jednak w jego ubiorze nie widziała emblematów z żadnej świątyni. No może poza krucyfiksem. Ale czemu takto sprzedawał obrazy? Zbyt wiele pytań kłębiło się jej w głowie.
- Rozumiem, że możesz mieć wątpliwości - usłyszała słowa Carreou. - Lecz to normalne w takich sytuacjach. Musisz jednak pamiętać, że w każdej chwili swojego życia, nawet tej najciemniejszej, odnajdziesz światło w Ojcu. Nie jestem od tego, aby cię przekonywać, ale... Po prostu nigdy o tym nie zapominaj.
Uśmiechnęła się smutno na jego słowa. Tyle wiary w jednym człowieku. Tak bardzo przypominał jej ją, jeszcze całe lata temu. Nie potrafiła go zrozumieć. Przecież skoro jest wyznawcą swojego "Ojca" to czemu wciąż wierzy mimo tego co się wydarzyło kilka dni temu? A także zdarzało się wcześniej? Czy jeszcze nie pojął, że pomimo tak silnej wiary jest sam.
- Trochę trudno mi w to uwierzyć. - Powiedziała patrząc w płomienie.
Czuła ich siłę i doskonale wiedziała co mogą zrobić. Mogła sięgnąć po ich moc i... Szybko pokręciła głową powstrzymując się przed tym pragnieniem. Ogień lekko zamigotał. Miała nadzieję, że Carreou tego nie zauważył. Jednak on wyglądał na zamyślonego. Na wszelki wypadek ukryła jeszcze bardziej swoją aurę magiczną.
- Błogosławieni ci, co nie widzieli, a uwierzyli. - rzekł w końcu.
- Błogosławieni, mówisz - szepnęła.
Przerzuciła włosy na plecy. Między nimi zapadła cisza. W końcu potrawka się zagrzała. Nałożyła jedzenie dla Carreou. Nalała też wody do kubka. Bez słowa wróciła do paleniska i zaczęła grzebać w nim pogrzebaczem.
- Panie Carreou... - zaczęła zwracając na siebie jego uwagę. - Wybacz mi, że nie potrafię obdarzyć wiarą tego samego co pan. Ale przez lata doszłam do wniosku, że tylko nad swoim życiem mam realną kontrolę. -Chociaż też nie zawsze. Dodała w myślach. - I żadne bóstwo ani nic innego na to nie wpływa. I muszę się trzymać tej myśli.

Nieświadomie jej dłoń powędrowała do lewego ramienia. Zdążyła ją jednak zatrzymać w pół drogi, nim dotknęła ukrytego, pod warstwami bandaża i ubrania, piętna niewolnicy. Czasem wciąż czuła ogień i ból w tym miejscu tak samo prawdziwy jak lata temu. Mimo, że minęło tyle czasu. Wciąż często rozglądała się w tłumie, w obawie iż ujrzy ją któraś z kurtyzan. Doniesie swojej Pani, a potem będzie zmuszona wrócić do nich. Wedle prawa wciąż pozostawała niewolnicą, towarem, a ona moją właścicielką. I nawet ujawnienie nazwiska czy poparcie znamienitej Grupy Fariana, czy Naemy by jej przed tym losem nie uratowało. Swoją drogą zastanawiała się czy nazwisko wciąż coś znaczy. Obawiała się również, że może spotkać tych którzy sprzedali ją wtedy w niewolę. Mimo, że zmieniła się nie mal do poznania. Wciąż czasem w ciemności słyszała słowa ich przywódcy: Jesteś taką śliczną, choć głupią, dziewczyną. Wziąłbym sobie ciebie, gdybyś tylko była starsza i oczywiście nie była paskudną wiedźmą. 
Wtedy nie zabił byś mojej rodziny i puścił nas wolno. Odwarknęła mu wtedy. Nie było to zbyt mądre. Mocnym uderzeniem posłał ją wtedy w zaspę przy drodze. Ogień rozgorzał wtedy w jej oczach, jednak nie zapłonął w rękach, a szkoda. "Nie zapomnę cię." Warknął oprych. "Takich oczu się nie zapomina." 

Wzdrygnęła się na samą myśl o tym. Poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Carreou. To przywołało ją do rzeczywistości. Musiała się do tego zdystansować pomimo, że w obecnej sytuacji było to ciężkie. Oni wszyscy odeszli do Krainy Zmarłych. A próba sprowadzenia ich na ziemię, byłaby ogromnym grzechem, a także zasmuciłaby ich. A także byłaby wbrew zasadom na jakich się wychowywała. Nie była nekromantą. Musiała się pogodzić z tym, że nie należeli już do tego świata. Każdego to czekało. Czy świętych czy grzeszników. Królów i żebraków. Jedna myśl często zaprzątała jej głowę. Co się stało z ludźmi, którzy rozeszli się po całym świecie.. Dawno temu zdążyła im wybaczyć, że w tamtym czasie jej nie bronili. Że nie zbuntowali się, gdy byli ciągnięci przez całą Aranayę w największym śniegu. Każda reakcja z ich strony była niebezpieczna. Rozumiała, że bali się o życia swoje i swoich bliskich. Dzięki życiu i słuchaniu mądrości magów, wiedzieli kiedy odpuścić. Mimo, że wcześniej odważnie walczyli u ich boku, broniąc wspólnego domu, swoich rodzin i przyjaciół. A kiedy przegrali i magowie musieli uciekać przed rzezią, oni wiedzieli, że muszą się poddać, bo agresorzy ich nie skrzywdzą. Bo to nie było ich celem. Zamierzali zniszczyć "zło w jego gnieździe". Chcieli zniszczyć magów co im się udało. Owiana legendą Gildia z Księżycowej Doliny już nie istniała.
- Mea powiedz coś. - usłyszała szept Carreou.
- Oh. Wybacz mi Panie Carreou. Trochę się zamyśliłam. - Spróbowała się uśmiechnąć. Wyszła jednak marna parodia uśmiech. - Odkładając na bok wcześniejszą rozmowę, niech mi pan powie proszę jak się Pan czuje?
Mimo, że wciąż czuła się mocno przygnębiona dalej martwiła się o podopiecznego. Zaczęła się nawet zastanawiać, jak go w tym zamieszaniu wyprowadzić z zamku. W końcu musiała się nim wciąż zajmować i być przy rodzinie Fariana. Na razie jednak próbowała nie zawracać sobie tym głowy. Jakoś dam sobie z tym radę. Postanowiła. Jak zawsze zresztą. Dodała po chwili.

<Carreou?>

sobota, 23 czerwca 2018

Od Dolorem do Takako

Spojrzałam przez ramię na dziewczynę, klęczącą za mną, by po chwili się do niej odwrócić.
- Dolorem... - zaczęła nieśmiało. Od razu poczułam, że w czymś jest problem.
- Tak, słucham? - zapytałam ze stoickim spokojem.
- Jakie to rośliny, które zbierasz? - Takako wyraźnie chciała zacząć rozmowę od czegoś innego. Chcąc dowiedzieć się, o co chodzi, postanowiłam odpowiedzieć na wszystkie wymijające pytania, jakie mi zada. Albo raczej prawie wszystkie.
- Głównie są tu przyprawy i zioła, które często wykorzystuję do gotowania. Tymianek, szczypiorek, bazylia i jeszcze kilka innych. - zaczęłam wymieniać.
- Wybacz, że sprawiam ci problemy, ale czy mogę zrobić coś innego dla ciebie niż zbieranie owoców z drzew? Wiesz, ja sobie trochę nie radzę z odróżnianiem dobrych jabłek od tych, co muszą zostać i od tych, co są złe. Naprawdę przepraszam za kłopot jaki ci wciąż przysparzam. - Takako spuściła wzrok. Nagła zmiana tematu mnie zaskoczyła. Jednak faktycznie zapomniałam o tym, że dziewczyna jest niewidoma. I co ja mam z nią zrobić? Nie chcę wpuszczać jej do kuchni, nie jest w stanie pracować w ogrodzie, a ze zwierzętami pewnie też sobie nie poradzi.
Westchnęłam cicho i odwróciłam się w stronę dziewczyny.
- Co więc jesteś w stanie zrobić? - wstałam i pomogłam zrobić dziewczynie to samo.

<Takako? Nie szkodzi ^^ >