wtorek, 15 września 2020
Od Cythian'diala i Lottielle
Od Mirajane do Lexie
Wiedziałam od samego początku, że Lexie bardziej będzie przejmowała się moim stanem, niż czymkolwiek innym. To w niej doceniałam i uwielbiałam. Zawsze była dla mnie rodziną, zawsze się mną opiekowała jak starsza siostra. Zawsze mogłam na nią liczyć, jak na nikogo innego na ziemi... Dlatego obiecałam sobie, że będę ją chroniła tak samo, jak ona chroni mnie. Kiedy trzymała moją dłoń, czułam się bezpieczna. Zawsze odczuwałam, że Lexie chroniła mnie jak jajko, jak porcelanową lalkę, której najmniejsza ryska może zaszkodzić. Z jednej strony to było dość upierdliwe... Ale z drugiej... Tak właśnie okazuje mi swoje oddanie.
Zaczęliśmy rozmawiać o Merze, o tym co może się z nim dziać... Tak się bałam, że wizja mojej gwardzistki może się spełnić. Że mój rycerz może nie żyć. Że już nigdy nie zobaczę tej dziwnie uspokajającej mnie zbroi, tego chroniącego mnie ciała. Potrząsnęłam głową na tą myśl, nawet nie chciałam tego mieć w głowie. On. Musiał. Żyć. Musiał być przy mnie i Lexie. Jesteśmy rodziną. Razem.
Kiedy brązowowłosa wspomniała o szaleńcu-lekarzu, z początku niezbyt dobrze przyjęłam informację, że ma mnie leczyć. Ba. Nawet nie chciałam do niego płynąć. Nie czułam się... Chora. Choć wiedziałam, że coś się we mnie złego dzieje, często tego nawet nie odczuwałam, przez co chętnie wykonywałam kolejne to eksperymenty i ćwiczyłam kolejne zaklęcia. Ah, magia. Szczególnie ta magia, którą ja się posługiwałam sprawiała, że czułam się dopełniona, czułam się kimś ważnym, bo mogłam osiągnąć coś, czego mało księżniczek osiągnęło. Mogłam być lepsza. Mogłam być zapisana w kartach historii, jako ktoś, kto wynalazł coś naprawdę cudownego. To były marzenia, ale wierzyłam, że się spełnią.
Gdy Lexie kazała otworzyć mi buzię, nieco się zdziwiłam. Zabrzmiało to dziwnie, ale czy ja powinnam się tym martwić? Nie. Oczywiście że nie. Musiałam zaufać dla gwardzistki, która powiedziała, że dzięki temu będę mogła oddychać pod wodą. Już miałam mówić o mojej bańce, kiedy ta przypomniała mi o tym, że w momencie, kiedy będzie mnie trzymała, ja nie będę mogła użyć mocy... Ile razy mnie zaskoczyła tym. Kilka razy uratowała jednak moje życie, kiedy magia wymknęła się poza moją kontrolę. Wtedy gdy otworzyłam buzię i Lexie była blisko mnie, zdałam sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy widziałam lekki rumieniec na jej policzkach. Nie wiedziałam czym mogło to być spowodowane, ale uznałam, że po prostu się krępowała robiąc to. W końcu, nieco grzebała mi w buzi, co mogło być nieco peszące. Mnie też to zawstydziło, dlatego na moich bladych policzkach wstąpił również pudroworóżowy rumieniec.
Przytuliłam się do Lexie, a po chwili tryton złapał dłoń gwardzistki i ruszyliśmy w ogromnej prędkości. Poczułam, jak nieco mi się zatykają uszy z powodu ciśnienia, nie powiem, nawet nieco się wystraszyłam, przez co mocniej złapałam moją przyjaciółkę, przylegając do niej swoim ciałem. Dziewczyna również mnie mocniej przycisnęła do siebie. Poczułam, jak dolnej części mojego ubioru trzyma się nikt inny, jak mój słodki Discord... Zwierzak trzymał się mocno pazurkami i udawało mu się. Widocznie wiedział, że da radę nam pomóc.
Po dłuższej chwili znaleźliśmy się blisko brzegu... Już spod wody czułam unoszącą się nad wyspą dziwną, gęstą i ciężką aurę. Wręcz przytłaczającą, pełną... W sumie nawet nie wiedziałam czego. Wypłynęliśmy na powietrze, a wtedy wyjęłam z mojego gardła urządzenie. Schowałam je do torby, wiedząc, że przyda się nam jeszcze. Przyznam, wyjmowanie tego sprawiło, że czułam ogromny dyskomfort, wręcz obrzydzenie. Westchnęłam po chwili, trzymając się ramienia Lexie.
- Cóż, dalej was nie mogę zaprowadzić. Tutaj musicie sobie poradzić same, panienki. Wiem, że wokół wyspy jest jakieś wejście, ale nie mam pojęcia jakie. - powiedział tryton, po czym ukłonił się do nas. - Jak będę znowu potrzebny, proszę, oto muszla, którą będziecie mogły wezwać mnie lub jakiegoś innego trytona. - po tych słowach, zniknął w głębinie.
Rozejrzałam się dokładnie, a po chwili przede mną wyskoczył z wody Discord, piszcząc zadowolony i machając ogonem. W oka mgnieniu wyleciał z oceanu, powiększając się i patrząc na nas obie. Uśmiechnęłam się lekko. Haresy wyjątkowo szybko goiły rany, a mój maluch szczególnie szybko, mały mistrz chaosu. Z pomocą Lexie weszłam na zwierzę, a potem pomogłam jej wejść na grzbiet pupila. Białowłosa hybryda po chwili ruszyła niezbyt szybko w kierunku miejsca, gdzie będziemy mogli bezpiecznie wylądować. Przeczuwałam, że ochrona wyspy może nie przyjąć nas miło, ale o tym się przekonamy, jak wylądujemy. Popatrzyłam na Lexie.
- Wiesz, nie powiem... To miejsce jest dziwne. Chyba... Chyba nawet nieco się boję tam wejść. Ta aura jest tutaj taka ciężka, dziwna... Jest bardzo gęsta... Nie wiem dlaczego. - powiedziałam, po czym mruknęłam. - Mam nadzieję, że nic złego się nie wydarzy... - dodałam.
(Lexie?)
Od Orelli do Cythian'diala
Od Crylin do Lexie
Jak to możliwe? Tak szybko wszystko ogarnęła w czasie, gdy ja padałam z wycieńczenia? Właściwie... gdzie ja jestem?
Wszędzie wyczuwałam dziwne zapachy powodujące mój niepokój. Otworzyłam notes i zaczęłam czytać. Wiele pożytecznych informacji... ale musiałam się śpieszyć. Wstałam na równe nogi, chwytając się drewnianej podpory.
- Gdy tylko odnajdę siostrę, jestem do twojej dyspozycji Garde [Strażniczko]. - Odparłam poważnie, przeszywając ją wzrokiem. - Jednak, bym mogła ją odbić, albo chociaż odnaleźć na czas, będę potrzebowała łzy.
Gwardzistka spojrzała na mnie ostro, najwyraźniej wciąż była nieufna, co nie dziwiło mnie tak bardzo. W końcu zobaczenie na własne oczy osoby, która dosłownie rozszarpała człowieka, nie wzbudza nikogo zaufaniem. Nie wspominając o kradzieży i morderstwie na jednym z jej przyjaciół w fachu.
- W jaki sposób ona miałaby pomóc? Planujesz oddać ją w zamian za dziewczynkę? - Była pewna siebie, ale również niezwykle chłodna.
- Non [Nie], powinnaś wiedzieć, że od początku nie planowałam oddawać Łzy Oceanu. Użycie jej w niewłaściwy sposób bądź do złych celów, skończyłoby się... tragedią. - Podeszłam do niej, wystawiając rękę. - Dlatego musisz mi zaufać, a przekonasz się, do czego to jest zdolne.
- Skąd mam mieć pewność, że akurat ty potrafisz się nią posługiwać? - Nie chciała odpuścić...
- W przeciwieństwie do ciebie, moja wiedza o przedmiotach magicznych wywodzi się z setek lat, w których panowały smoki. - Wyjaśniłam płynnie. - Łza Oceanu pozwoli mi zwiększyć swoje instynkty i siłę. Chère Madame [Droga Pani] nie będę tak wycieńczona se transformer en dragon [smoczą transformacją/przemianą]. Nie martw się o Łzę, zostanie zwrócona osobiście do twych rąk. - Odparłam dumnie i zaczęłam otwierać swój naszyjnik. Klejnot powinien się w nim zmieścić, a przeciwnicy nie muszą wiedzieć, że jestem w jego posiadaniu.
Kobieta przez chwilę zastanawiała się nad tym, co powinna zrobić, jednak w końcu z niechęcią wypisaną na twarzy, podała mi przedmiot. Chwyciłam go w dłonie, a wokół niego zaczął pojawiać się kryształ i ogień. Moja rana w dość błyskawicznym tempie zaczęła się zlepiać, pozostawiając jedynie bladą linię.
- Nie zawiodę Cię Garde [Strażniczko/Gwardzistko]. - Ukłoniłam się jej w podzięce, następnie chowając klejnot do naszyjnika. Na mojej skórze zaczęły pojawiać się łuski, a paznokcie zmieniły wygląd na długie i ostre szpony. Zaczęłam się intensywnie zastanawiać nad zabraniem ze sobą kobiety. Ostatecznie może być to samobójcza droga, a ja nie lubiłam narażać osób trzecich. Po chwili przemyśleń postanowiłam wybór dać mon Garde. - Nie chcę wplątywać Cię w te ordures [śmieci], ale nie zabronię Ci, jeśli będziesz chciała wyruszyć ze mną. - Podałam jej swoją dłoń, która teraz bardziej przypominała łapę. - Dam radę przetransportować nas obie na skrzydłach.
<Garde? Jaka twa decyzja?>
Od Lexie do Mirajane
sobota, 12 września 2020
Od Matriasena do Zachariasa
środa, 9 września 2020
Od Mirajane do Lexie
Poczułam jak ktoś mnie kładzie mnie w dziwnym miejscu, ale czułam, że mogę być tam bezpieczna... Ciągle jednak obawiałam się o bliskich. Dlaczego nie mogłam się obudzić i im pomóc?! Chcę się obudzić! Chcę się zaopiekować moją rodziną! Chcę, aby byli już obok mnie! Mój Mer i Lexie!
---
- Mer! Popatrz! Mam wianek od jakiejś dziewczynki z miasta! - krzyknęłam. - Lexie! - dodałam.
Uśmiechnęłam się słodko, biegnąc do moich najbliższych. Widziałam, jak Mer ma na sobie swoją tradycyjną zbroję, a Lexie była ubrana w mundur. Zarumieniłam się lekko, po czym kiedy przybiegłam do nich, zaśmiałam się.
- Cóż, jak mam być szczera, nauczyłam się od niej co nieco, dzięki czemu mam wianek dla każdego. - powiedziałam, po czym podeszłam do mojej gwardzistki.
Założyłam na jej głowę kwiatki, przytulając ją lekko. Kiedy już uśmiechnęłam się do niej i obdarzyłam ją uczuciem, zbliżyłam się do Mera. Od razu poczułam rumieńce na policzkach... Westchnęłam cicho, wkładając wianek na jego głowę z uśmiechem.
- Bardzo ci pasuje... - szepnęłam, a potem zauważyłam jedno...
Mer ukłonił się do mnie, ujął mą dłoń i uchylił lekko swój hełm, całując moją dłoń w geście podziękowania. Zarumieniłam się jeszcze mocniej, a potem odwróciłam głowę. W głowie przeleciało mi tyle myśli... Szczególnie ta, że chciałam ujrzeć jego twarz i chciałam pocałować jego policzek w geście podziękowania. Nie odzywał się, ale mimo to, zawsze czułam się przy nim bezpieczna... Odsunęliśmy się od siebie, a potem usiedliśmy razem na polanie w pobliżu miasta... Było tam pięknie, było tam dużo kwiatów... Przez ten czas zrobiłam jeszcze jeden wianek, który Mer zabrał z moich dłoni i założył mi go na głowę... To była przepiękna chwila.
---
Właśnie, kiedy patrzyłam w hełm Mera, obudziłam się... Otworzyłam lekko oczy, rozglądając się. Ciężko odetchnęłam.
- Lexie... Mer... G-Gdzie jesteście... - szepnęłam.
- Jestem tutaj, księżniczko. - powiedziała nagle moja gwardzistka.
Wolno obróciłam głowę w jej stronę, patrząc na nią nieco zamglonym wzrokiem. Uśmiechnęłam się bardzo słabo, ściskając bezsilnie jej dłoń. Westchnęłam, aby po chwili spróbować się podnieść. Lexie jednak mnie położyła z powrotem.
- Musisz odpoczywać... - powiedziała.
Zimno nadal było dość... uporczywe. Czułam się tak, jakbym nie miała mojego ciała. Chłód, naprawdę ogromny chłód... Nie wiedziałam w sumie co to miało znaczyć. Przyglądałam się dokładnie mojej gwardzistce, czy jest z nią wszystko w porządku... Bardzo się bałam, czy nikt jej nie skrzywdził. Gdyby tak było, sama bym zabiła tego lub tą, którzy ją skrzywdzili. To byłoby... Jasne, że nikt by nie przeżył. Zrobiłabym wszystko, aby moja rodzina żyłą w spokoju. Westchnęłam cicho, a potem uśmiechnęłam się do gwardzistki.
- Dziękuję, że tutaj jesteś... Wiesz może, co się dzieje z Merem? Bardzo się o niego martwię. - powiedziałam.
- Niestety, ciężko mi cokolwiek o nim powiedzieć. - odpowiedziała mi moja przyjaciółka.
Zmartwiłam się... Ale wiedziałam, skąd ona może wiedzieć... Popatrzyłam na miejsce, gdzie leżałam, była to muszla, tak sądziłam przynajmniej. Zauważyłam mojego pupila, który wiernie przy mnie leżał. Zagryzłam lekko wargę, patrząc po chwili na Lexie.
- Dziękuję, że jesteś... - dodałam. - Powinnyśmy porozmawiać z tymi syrenami w pobliżu... Pomogą tobie i mnie... A potem też Merowi... Chcę, aby tutaj wrócił... Chcę, aby był już z nami... Z jego rodziną... - szepnęłam, zamykając oczy. - Uratujmy go, proszę... - dodałam.
(Lexie?)