Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łza Oceanu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łza Oceanu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 października 2022

Od Lexie do Crylin

Lexie klęczała na posadzce sali tronowej przed zasiadającymi na tronie królem i królową. Jej pani, Mirajane, zasiadała po lewej dłoni ojca, a na jej twarzy malował się niepokój. 
- Lexie E'eian z Tehali, jesteś oskarżona o kradzież klejnotu koronnego Mirajane Melanie z rodu Reiss, Łzy Oceanu. Co masz na swoją obronę? - zapytał król, patrząc z góry na gwardzistkę.
- Gdy ją brałam, była już fałszywką, panie - odparła beznamiętnie Lexie, nie podnosząc spojrzenia. - Została skradziona prawdopodobnie dzień lub dwa wcześniej. Przywódca jednego z gangów wysłał kilku doświadczonych złodziei, by podjęli się tej próby, podczas gdy ja trafiłam na trop jedynie jednego, tego, któremu się nie powiodło.
[...] Najemniczka sięgnęła po koronę i zdjęła ją ze stojaka. Przez chwilę chyba coś przy niej majstrowała, po czym odłożyła ją na miejsce i powoli ruszyła w kierunku wyjścia. Gdy przechodziła koło kryjówki gwardzistki ta przystawiła jej nóż do gardła.
- Zapłacę ci dwa razy więcej. Pracujesz teraz dla mnie.
Homme d’honneur. Są rzeczy cenniejsze od pieniędzy. Choć mogę mieć swoje powody do współpracy. Wszystko uzgodnimy. Kiedy na niebie w pełni zakwitnie białe kwiecie, ponownie się spotkamy. Tym razem wśród latających kropel kamiennej syreny. Jeśli jednak się nie zjawisz lub naślesz na mnie ludzi… będę przychodzić co noc po łzę. Z zasady nie lubię zabijać, ale tym razem nie będę miała z tym problemów. À tout à l'heure! [...]
Chcąc nie dopuścić, by przywódca wymierzył mu karę zgodził się dostarczyć swojemu przywódcy sporządzoną przeze mnie fałszywkę.
[...] - Chciałaś, bym zaprowadziła cię do swojego pracodawcy. Mogę to zrobić, ale nie tak jawnie. Dlatego zaproponuję ci pewien układ. Ty załatwisz mi dobrze wykonaną kopię łzy oceanu, a ja zaprowadzę cię do niego. [...]
Jednak tamten przejrzał nasz podstęp. Miał już prawdziwą perłę od innego złodzieja w swoich rękach. 
[...] - Cóż, moja droga, najwyraźniej zostałaś perfidnie oszukana - powiedział cicho. - Kopia. Piękna, perfekcyjna kopia. A szkoda. Nieźle sobie radziłaś, jak na kobietę.
Zdołaliśmy go ogłuszyć, nie znał naszych atutów, jego  i odebrać kamień, a następnie uciec, jednak...
[...] Z twarzy dowódcy spełzł nieprzyjemny wyraz, gdy okuta w żelazną rękawicę dłoń gwardzistki zderzyła się centralnie z jego czołem, pozbawiając go przytomności. W ostatniej chwili został powstrzymany przed przywaleniem głową w blat biurka i zmiażdżeniem drogocennego klejnotu. Lexie ostrożnie odłożyła go na stertę papierów, po czym powoli wzięła Łzę Oceanu do rękawicy i podniosła do oczu. [...]
Gdy używając przywódcy gangu jako zakładnika zdołaliśmy wydostać się z ich siedziby, złodziej mnie zdradził. Użył swojej magii, kryształów na tyle potężnych, że ich rozproszenie wycieńczyło mnie, a gdy się zbudziłam, go już nie było, a resztki rozczłonkowanego ciała szefa gangu walały się wszędzie dookoła.
[...]  Krew rozchlapana była po całej komnacie, kawałki mięsa czerwieniły się zdrowym, naturalnym kolorem na klepisku. Crylin dyszała, opierając się o krzesło, na którym wciąż jeszcze siedziały nogi mężczyzny. [...]
Nie wiem panie, czemu przeżyłam. Zapewne zbytnio się śpieszył, by upewnić się, że magia nie położyła mnie trupem. Zapewne na każdego zadziałałaby dostatecznie skutecznie. Nie wiedział, że zgubił liścik z groźbą, co dało mi możliwość naprawienia mojego błędu. Jak jednak wiesz panie, na próżno.
[...] Zwitek papieru wylądował u jej stóp. Strażniczka schyliła się i podniosła go delikatnie. Czytała, a z każdym słowem robiło jej się coraz zimniej.
"Wiemy, że przetrzymujesz gdzieś szefa, dlatego mamy dla ciebie propozycje nie do odrzucenia. Znaleźliśmy tu małą białowłosą ślicznotkę, jeśli nie chcesz, by koledzy się za nią wzięli, lepiej przyprowadź szefa całego. Masz 48 godzin, inaczej młoda zostanie rozszarpana od środka. A za tobą ruszy każdy wojownik i najemnik. Pamiętaj, że i tak cię znajdziemy, a oddanie młodej to jedynie nasza dobra wola. Masz być o 23 pod karczmą i nie próbuj żadnych sztuczek."[...]
Złodziej miał pod swoją opieką dziecko najwyraźniej tak dla niego ważne, że gotów był zaryzykować wszystko, by je odzyskać. Mając to na względzie, przez straż miejską odnalazłam kryjówki gangu. Przynajmniej te, o których wiedziała straż.
[...] Mam listę kryjówek twojego gangu, współpracowników oraz kontakt do agenta straży w ich szeregach. [...]
Szukała miejsca, które zostało zaatakowane przez złodzieja. Na szczęście nie zajęło mi to dużo czasu. Pozostawił za sobą ślady krwi i rozdartych przestępców. 
[...] Lexie minęła ciało czujki, której pierś rozdarta była pazurami bestii i ruszyła w stronę wejścia do meliny. Para łotrzyków, najwyraźniej ochroniarzy zaległa w uchylonych drzwiach bez życia. Buty gwardzistki mlasnęły cicho, gdy wkroczyła do środka. Nie wiele pozostało tam dla niej do zrobienia. Przestępca przy wejściu musiał stracić głowę, nim zorientował się, że coś się dzieje. Kilkoro pomniejszych rabusiów zostało przygniecionych masywnym stołem, a jeden, który najwyraźniej zdołał przeskoczyć lecący mebel, wisiał wbity od dołu w stalowy kandelabr. Ciało z cichym świstem poszybowało ze swojego miejsca i mlasnęło o podłogę. Kobieta przekroczyła parę nóg, pozbawionych reszty i starannie wyminęła butem ciągnące się jelita, zmierzając na zaplecze. [...]
Odnalazłam go w chwili, w której wymieniał perłę na dziewczynkę z jakąś rudowłosą dziewczyną.
[...] Crylin trzymała perłę w pazurach, wpatrując się nieruchomo w jakiś punkt przed sobą.
- W przeciwnym razie twoje mała ange skończy martwa, dame dragon. - Lexie wychynęła z krótkiego korytarzyka, a jej oczom ukazała się osobliwa scena. Na przeciw na wpół przeobrażonej smoczycy na niskim stoliku siedziała wysoka i wychudzona dziewczynka o rudych włosach do ramion i zielonych oczach, w jednej ręce trzymając na kolanach coś, co przypominało drewniany flet, a drugą niedbale opierając za sobą. Obok niej stała wyglądająca na przerażoną mała dziewczynka, do której szyi przyciśnięty był nóż, stojącego za nią opryszka o pustym wyrazie twarzy.
Crylin zacisnęła gwałtownie dłoń na perle i przed twarzą gwardzistki wyrosła kryształowa ściana. Kobieta instynktownie się cofnęła, jednak zaraz wyciągnęła dłoń, by zlikwidować magiczną przeszkodę. Kryształ posypał się pod jej dotykiem, a ona wpadła do środka w chwili, w której rudowłosa z uśmiechem chowała coś w biust, stojąc na ziemi. Oczy tha'xil i tamtej spotkały się i dziewczynka uniosła flet do ust. [...]
Tamta dziewczyna... mój panie, miała dziwny przedmiot... - Lexie zawahała się, po raz pierwszy od początku relacji.
- Mów dalej - zarządał król.
- Coś jak drewniany flet. Gdy dmuchnęła w moją stronę, omiótł mnie strumień magii, praktycznie unieruchamiając swoją mocą. 
[...] Lexie poczuła, jak uderzył w nią strumień magicznej mocy z małej odległości, szorstkim piaskiem zdzierając skórę, raniąc do krwi drobnymi odłamkami, rozdzierając ubranie i szurając po wnętrzu zbroi. Wyciągnęła dłoń, sięgając w stronę dziewczynki z obiektem, jednak ta odskoczyła, znajdując się bliżej drzwi. Gwałtownie przestała dmuchać i dała nura na zewnątrz. Gwardzistka skoczyła za nią, jednak opryszek, który popchnął przestraszoną dziewczynkę, zablokował swoimi plecami drzwi.
- Aria, moja ange, moja kochana mała ange - Crylin schwyciła dziewczynkę w ramiona, przytulając ją z całej siły dokładnie w momencie, w którym Lexie wjechała włócznią w opryszka i odrzuciła go na bok. Ten osunął się, nienaturalnie wyginając ciało, a gwardzistka wypadła na zewnątrz. Rudowłosej dziewczyny jednak już nigdzie nie było.
Kobieta wróciła na zaplecze. Smoczyca powoli wracała do swoich zwykłych kształtów, wtulona w swoją siostrzyczkę. 
- Musicie uciekać. - Lexie oparła się ciężko o ścianę. Adrenalina, która dotąd przyćmiewała wszystkie inne odczucia, powoli schodziła, pozostawiając po sobie ból, zmęczenie i mroczki przed oczami. - Zaraz pewnie będzie tutaj straż miejska. Lepiej, żeby was nie znaleźli.
Crylin podniosła spojrzenie na kobietę. 
- Garde, ja musiałam...
Jednak tamta powstrzymała ją uniesieniem dłoni. Robiło jej się czarno przed oczami, ale musiała wytrzymać jeszcze chwilę. 
- Nie ważne. Uratowałaś swoją siostrę. Cieszę się. - od strony sali głównej rozległ się hałas butów, uderzających o drewno. Ktoś zaczął wykrzywiać coś niezbyt dla gwardzistki zrozumiałego. - Uciekajcie. Poradzę sobie z tym... jakoś.
- Chodź, Aria...  - Crylin wzięła dziewczynkę na ramiona i przyskoczyła do drzwi. Mijając Lexie wyszeptała jeszcze ciche - dziękuję.
Chwilę później do pomieszczenia wparowało kilka osób. Może dwie, może pięć. Kobieta ledwie trzymała się na nogach, oparta o ścianę, uciskając najmocniej krwawiącą ranę. Znaleźli się przy niej, mówili coś, jednak nie rozumiała słów. Powoli odpływała w bolesną, szorstką ciemność. [...]
Dało to im czas na ucieczkę. Dalszą historię znasz, panie.
Król zamyślił się.
- Ojcze - odezwała się z kolei Mirajane — Lexie postąpiła na pewno w najlepszy możliwy sposób, by ochronić nas wszystkich. Jestem pewna, że decyzje, które podjęła, były słuszne, gdy...
- Dosyć! - Król uniósł dłoń z powagą. 
- Ale ojcze! Nie możesz ukarać MOJEJ gwardzistki! Ona... ja...
- Mirajane, dosyć. - Król wstał, patrząc surowo na córkę. - Lexie E'eian z Tehali, niniejszym uznaję cię winną postawionym ci zarzutom...
- Ojcze! - Mirajane również wstała. - Nie możesz tego zrobić!
- ...i skazuję na dożywocie w lochu. Straże, zabrać ją.
Lexie podniosła się z kolan, nie unosząc jednak głowy. Para gwardzistów chwyciła kobietę pod ramiona i wyprowadziła z sali, pozostawiając króla, kłócącego się ze swoją latoroślą.
Zwykle więźniowie wyprowadzani w ten sposób byli, gdy nadmiernie wyrywali się, chcąc uciec od swojego losu. Jednak tym razem uchwyt strażników był raczej krzepiący, niż nienawistny.
- Trzeba było to od razu zgłosić - mruknął gwardzista po prawej. - Wtedy kapitan by się tym zajął, załagodził. 
- Nie powinnaś brać tego na siebie - pokiwał głową drugi.
- Co cię podkusiło?
- To, co zawsze - Lexie westchnęła i uśmiechnęła się słabo.

[...] Leżała, rozłożona na twardej pryczy. Myślała o Mirajane. Księżniczka na pewno zamartwiała się teraz o nią. Pewnie lada chwila może się spodziewać jej wizyty tutaj. Będzie musiała ją zapewnić, że wszystko jest w porządku, że to jej wina... jakoś ją uspokoić. Przecież wciąż ma Mer. No i może ją przecież odwiedzać, kiedy chce. Lexie nie była entuzjastycznie nastawiona do tej rozmowy. Wiedziała, że jej pani nie zrozumie jej argumentów. Że będzie chciała walczyć o nią do końca.
Drzwi celi szczęknęły cicho. Lexie poderwała się błyskawicznie.
- Moja pani... - zamilkła i błyskawicznie opadła na kolana przed wchodzącym władcą. - Proszę mi wybaczyć, panie. Nie ciebie się spodziewałam.
- Wiem Lexie, moja córka próbuje się do ciebie dostać, odkąd zostałaś zamknięta. Jednak chciałem się z tobą spotkać pierwszy. - Król przeszedł przez pomieszczenie i opadł na pryczę. Klęcząca kobieta przesunęła się nieco, by pozostać przodem do władcy w stosownej odległości. - W normalnej sytuacji karą za kradzież tak cennego artefaktu byłaby śmierć, jednak... - król zawiesił głos.
- Zdaję sobie sprawę, panie. Jej wysokość Mirajane nie byłaby z tego rada. Tylko mojej pani zawdzięczam życie. Jeśli jest jakiś sposób, w jaki mogę się jej przydać przed śmiercią, zrobię to. - Lexie uniosła lekko głowę, nie nawiązując jednak kontaktu wzrokowego z władcą.
- Nie powinnaś deklarować zgody przed usłyszeniem, co mam do powiedzenia - zauważył miękko król. 
- Zadeklarowałam zgodę, przystępując do Gwardii Królewskiej, panie - odparła pewnie kobieta i zamilkła na chwilę. - Jeśli pragniesz, bym coś uczyniła, zrobię to.
- Flet również zaginął z naszego skarbca. - oznajmił król, budząc zaskoczenie w gwardzistce. - Ze skarbca drugiej stolicy konkretnie. To niebezpieczny przedmiot, którego trytony strzegły przez wieki. Przedmiot pozwalający na akumulację energii z istot żywych pozostawiając jedynie pustą skorupę. Energii, którą potem można użyć. - Król westchnął. - Mirajane nie może się dowiedzieć, że posyłam cię, byś go odzyskała. Inaczej sama zechce jechać, a to postawi jej życie w niebezpieczeństwie. Tylko ty, jak widać, jesteś odporna na działanie tego przedmiotu z piekieł.
- Nie zasługuję panie na takie zaufanie. - Lexie skłoniła niżej głowę. 
- Cieszę się, że powierzyłem ci opiekę nad Mirajane. Gdy odzyskamy artefakt, wrócisz do niej na służbę. - Król się podniósł ze swojego miejsca.
- Dziękuję, panie... - Lexie poczuła, jak do oczu napływają jej łzy ulgi. Wszystko, co musiała zrobić, odzyskać artefakt i będzie mogła znów stanąć u boku swojej pani. - Dziękuję.
Król przystanął na chwilę w wyjściu, przyglądając się z góry kobiecie, ale nic nie powiedział, wychodząc.

 Koniec wątku

czwartek, 17 września 2020

Od Lexie do Crylin

Słowa smoczycy bardzo powoli wybrzmiewały w głowie Lexie. Darawa. Legendarne i przerażające miejsce, z którego pochodziły najstraszniejsze kreatury, kraina pradawnych smoków. Czy Mer mógł być smokiem? A jeśli nie, to czym był? Gwardzistka przywołała nieruchomy obraz hełmu towarzysza. Milczący. Spokojny. Lojalny. A jednak nigdy nie odkładał swojej zbroi. Zamkowe plotki przypisywały mu różne właściwości, a jednak król nie przydzieliłby swojej córki nieodpowiedniej osobie. Kobieta odepchnęła te myśli na bok. Mer był jej wiernym towarzyszem. Nie było istotne kim, albo czym, był. Tak długo, jak... 
  Jej przemyślenia przerwała gwałtowna beczka, wykonana przez Crylin. Zła na towarzyszkę burknęła coś, na co ta zareagowała równie nagłym zwinięciem skrzydeł. Gwardzistce zaparło dech w piersi, gdy leciały w stronę ziemi. Gdzieś z tyłu jej umysłu przeleciały jakieś urywki myśli. Więc jednak pamięta. Jednak chciała mnie zabić od początku. Kilkanaście metrów nad ziemią smoczyca rozłożyła skrzydła i wyhamowała. Wyrównała lot i po chwili wylądowały. 
- Jak ci się podobała podróż? 
  Kobieta przestąpiła z nogi na nogę, rozkoszując się uczuciem gruntu pod stopami.
- Następnym razem idę piechotą - mruknęła, patrząc ponuro na emanującą energią smoczycę. Crylin nie wyglądała na specjalnie poruszoną jej słowami. - I też nie jestem człowiekiem. - Przejechała dłonią po łusce, znajdującej się na jej lewym ramieniu i poprawiła dość mechanicznie zbroję. Najemniczka obrzuciła ją badawczym spojrzeniem. 
- Ale nie jesteś też tak nieludzką jak ja, Garde. A to pomaga w wielu sprawach - zauważyła z przekąsem.
- Pod tym względem miałam to nieszczęście. - Lexie pochyliła głowę, poprawiając potargane wiatrem włosy, nie chcąc patrzeć w oczy tej osoby. Za bardzo pobudzały jej pamięć. - Ruszajmy lepiej. 
  Gwardzistka już czuła w ustach smak krwi. Nie lubiła tego uczucia. I jej rodzina i lata treningu w straży nauczyły ją, że istotne jest przede wszystkim ludzkie życie. Że jest ono czymś, co trzeba chronić. Odbieranie go kłóciło się z tą kluczową zasadą. Podeszła do rogu budynku i wyjrzała w wąski zaułek. Niepozorne wejście wyglądało na niestrzeżone, jednak była pewna, że gdzieś tu znajduje się czujka. Tylko nie była w stanie jej zobaczyć. Gwałtownie smoczyca śmignęła koło niej z nieludzką prędkością, aż ciepłe powietrze owiało twarz kobiety. Po chwili w uliczce coś tępo upadło na bruk. Gwardzistka wychyliła się, by zobaczyć Crylin, wyrywającą pazur z piersi stosunkowo drobnego łotrzyka. Na jego twarzy widniał wyraz zdziwienia. 
- Był tylko jeden - oznajmiłą smoczyca, wycierając pazur w jego szatę.
- Dobrze. - Lexie schyliła się do bandyty i z jego szat wydobyła niewielką, metalową broszkę. Obróciła ją w palcach i spojrzała w oczy smoczycy. - Będę osłaniać ci plecy, skup się na wydobyciu małej. Jeśli ją pochwycisz - uciekaj. 
 Crylin drgnęło ucho i zamiast odpowiedzieć, wspięła się błyskawicznie na najbliższy budynek. Gwardzistka kopnęła ciało czujki, by przewrócić je na twarz i zakryć przynajmniej częściowo rany. W ostatniej chwili zdążyła się wycofać za swój załom budynku. Drzwi skrzypnęły cicho i ciężkie kroki rozbrzmiały w zaułku.
  Zrobiły tylko kilka kroków, nim rozległo się ciche przekleństwo i kolejne dwa ciała upadły na bruk. Lexie dobyła włóczni i wychynęła zza rogu. Crylin spojrzała na nią, będąc już przy drzwiach.
- Zatem zostawiam ci moje plecy, Garde - oznajmiła i zniknęła w środku. Brunetka puściła się biegiem w ślad za nią. 
(Crylin? Oh well, liczyłam na bardziej stealth podejście, ale w sumie od tego, jak zaczęłyśmy trudno było mi wyprowadzić inny plan xd)

Od Crylin do Lexie

 Nurkować z tej wysokości? Przecież nie jest tak wysoko. Czyżby Garde intrépide [nieustraszona gwardzistka] miała akrofobię?

Uśmiechnęłam się pod nosem i wzniosłam się jeszcze wyżej.
- Będę potrzebowała twojej pomocy w nawigacji, nie znam tych terenów tak dobrze, jak ty. Poza tym lepiej wiesz, gdzie mogą być, skoro zdobyłaś tak ważne informacje. - Odparłam, wzrokiem badając tereny wokół. Już zapomniałam, jak przyjemne jest latanie po niebie.
- Leć bardziej na zachód. - Usłyszałam, na co zmieniłam swój lot.
- Mam do Ciebie pytanie wielkiej wagi, ten człowiek w zbroi... Kto to jest? Jak wygląda? Ma niezwykle przyjemny dla ucha głos, taki władczy, a zarazem bez uczuć. Przypominał mi głos jednego ze smoków na Darawie. - Podzieliłam się swoimi przemyśleniami. - Będę musiała się wam odwdzięczyć po tym wszystkim, choć jeszcze je ne sais pas comment [nie jest mi wiadome jak].
- Mówisz o Mer? To mój przyjaciel, kompan. Razem służymy księżniczce i się wspieramy. Jego wygląd jest nikomu nieznany, nawet mi, pomimo długiej znajomości. - Odpowiedziała, a mnie to niebywale zainteresowało.
- Mon cher [Moja droga], a nie zastanawiałaś się może, że twój przyjaciel tak jak ja, prawdziwe pochodzenie ma na Darawie? Jego wygląd może być znacznie inny niż tutejszych istot, dlatego skrywa się pod ciężką zbroją. - Przyśpieszyłam lot, robiąc silniejsze ruchy dość jasnymi skrzydłami. - Pomyśl o tym przez chwilę, sama kryłam się za przepaską. - Powiedziałam, a następnie obie ucichłyśmy. Dałam pomyśleć kobiecie o swoich słowach.

Ta nieprzerwana cisza trwająca wystarczająco długo, sprawiała, że miałam ochotę sobie trochę pożartować. Zadanie miałyśmy ciężkie i niezwykle ważne. Przeciwnik nie mógł zdążyć, zawiadomić innych ludzi, bo mogliby zabić moją malutką ange [anielice/aniołka]. Mimo to nawet jak przyszłoby mi oddać życie, nie mogło być ono nudne. Chwyciłam znacznie mocniej Garde, aby nie wypadła przez przypadek, po czym zrobiłam w powietrzu beczkę, przyprawiając tym samym swoją towarzyszkę o szok.
- Nie wygłupiaj się, mamy ograniczony czas. - Odparła na sztuczkę. Przewróciłam oczami, po czym zwinęłam swoje skrzydła, pozwalając nam spadać, niczym skok ze spadochronu, w ten sposób znacznie przyśpieszając zbliżanie się do ziemi. Trzymałam cały czas mocno kobietę, rozkładając skrzydła, dopiero gdy byłyśmy blisko ziemi. Wręcz odbiłam się od niskiego lotu ku górze, aby nie ryzykować spojrzeniami jakichś ludzi, którzy mogliby przez przypadek nas ujrzeć. W najgorszym wypadku zasialiby panikę i wieści dotarłyby do zamku.
- Nie możesz być ciągle taka sztywna i tak jako człowiek masz znacznie łatwiej w życiu. Nie musisz cierpieć podczas okresów godowych i wołać bądź szukać partnera. Zaufaj mi, to jest męka przez piekło, tak samo, jak cała Darawa. - Powiedziałam, a gdy kobieta wskazała mi miejsce, gdzie powinnam wylądować, zrobiłam to tym razem nieco ostrożniej. Trzeba było przygotować się do walki, co oznaczało spory wysiłek. - Jak ci się podobała podróż?

<Garde?>

wtorek, 15 września 2020

Od Lexie do Crylin

Kobieta spojrzała na smocze szpony Crylin. Ponownie znalazły się tak blisko jej piersi, że serce zabiło jej mocniej. Przełknęła ślinę, próbując odzyskać spokój i spojrzała w oczy towarzyszki. Nie, żeby wiele to zmieniało. One również były przecież smocze.
- Chcesz ich wszystkich zabić? - upewniła się, a smoczyca skinęła głową.
- Nie widzę innego wyjścia, Garde.
  W głowie Lexie galopowały sprzeczne myśli. Jako gwardzista nie powinna uczestniczyć w rzezi, jednak w tym momencie i tak pozwoliła sobie na zbyt wiele w pogoni za Łzą Oceanu. Nie mogła wrócić bez niej. Ale Mer ją krył. Jeśli wpadną, on również zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Chociaż straż już i tak wie, że gwardzistka zamierza coś zrobić z gangiem. Jego zniszczenie i tak pójdzie na jej konto. Więc być może nie miało to już większego znaczenia. No i kryształ.
- W tym punkcie nie ma już odwrotu - oznajmiła, niechętnie chwytając zakończoną pazurami dłoń. Zimny dreszcz przebiegł przez jej ciało, czując, jak szpony zaciskają się lekko wokół jej nadgarstka. - Wyjdźmy w takim razie na dach. Pójdę pierwsza. Nie chcę, by ucierpieli cywile. 
  Crylin skinęła głową, a brunetka wyszła na korytarz. Był pusty i spokojny. Zza żadnych drzwi nie dobiegały dźwięki krzątania się po domu czy ludzkie głosy. Gwardzistka zlokalizowała drabinę i dała znak towarzyszce, że jest bezpiecznie. Chwilę później bez większych problemów wydostały się na dach i dopiero w świetle wschodzącego słońca Lexie miała szansę ujrzeć w pełnej klasie smoczą formę najemniczki. Crylin przeciągnęła się, rozkładając skrzydła na boki. Wąskie korytarze domu wyraźnie nie były przystosowane do tak masywnych postaci. Jej łuski zafalowały, a przebiegający przez nie odblask słońca skojarzył się Lexie ze skondensowaną mocą, płynącą w Źródle na Tehali.
- Wsiadaj -  Kobieta uklękła i spojrzała wyczekująco na gwardzistkę. Ta otrząsnęła się z wrażenia i nieco chwiejnie podeszła do smoczycy. Kiedyś dosiadała smoka. Gdy była dzieckiem, czasem niektóre młodsze osobniki brały dzieci na przejażdżkę. Ale smoki miały zupełnie inną anatomię, niż ludzie. I wiele odstających, masywnych kolców, których można było się przytrzymać. Bez przekonania weszła na plecy kobiety, oplatając jej szyję rękoma. Crylin chwyciła jej nogi.
- Jesteś cięższa, niż wyglądasz, Garde - mruknęła do siebie pod nosem. 
- Nie zamierzam ściągać pancerza - zaznaczyła strażniczka.
  Smoczyca wstała, poprawiając jeźdźca na swoich plecach i wycofała się nieco. Gdy była już niemal na skraju dachu ruszyła biegiem przed siebie. Lexie zaparło oddech w piersiach, gdy powierzchnia, pod nogami najemniczki, skończyła się i potężne machnięcia skrzydeł uniosły je ponad miasto. Żołądek kobiety uciekł gdzieś w głąb brzucha, a  smoczyca dalej wznosiła się z dużą prędkością. Dopiero gdy miasto zaczęło wyglądać jak zabawkowa makieta nieco, zwolniła i wyrównała lot. 
- Tylko mi nie mów, że zamierzasz nurkować z tej wysokości. - Gwardzistka patrzyła na odległą ziemię. Niby zdarzało jej się wcześniej latać, jednak nie specjalnie lubiła ten sposób poruszania się. Mimo wszystko dobrze było czuć pod nogami stabilny grunt.
(Crylin? Powiedz, że tak xD)

Od Crylin do Lexie

Jak to możliwe? Tak szybko wszystko ogarnęła w czasie, gdy ja padałam z wycieńczenia? Właściwie... gdzie ja jestem?
Wszędzie wyczuwałam dziwne zapachy powodujące mój niepokój. Otworzyłam notes i zaczęłam czytać. Wiele pożytecznych informacji... ale musiałam się śpieszyć. Wstałam na równe nogi, chwytając się drewnianej podpory.
- Gdy tylko odnajdę siostrę, jestem do twojej dyspozycji Garde [Strażniczko]. - Odparłam poważnie, przeszywając ją wzrokiem. - Jednak, bym mogła ją odbić, albo chociaż odnaleźć na czas, będę potrzebowała łzy.
Gwardzistka spojrzała na mnie ostro, najwyraźniej wciąż była nieufna, co nie dziwiło mnie tak bardzo. W końcu zobaczenie na własne oczy osoby, która dosłownie rozszarpała człowieka, nie wzbudza nikogo zaufaniem. Nie wspominając o kradzieży i morderstwie na jednym z jej przyjaciół w fachu.
- W jaki sposób ona miałaby pomóc? Planujesz oddać ją w zamian za dziewczynkę? - Była pewna siebie, ale również niezwykle chłodna.
- Non [Nie], powinnaś wiedzieć, że od początku nie planowałam oddawać Łzy Oceanu. Użycie jej w niewłaściwy sposób bądź do złych celów, skończyłoby się... tragedią. - Podeszłam do niej, wystawiając rękę. - Dlatego musisz mi zaufać, a przekonasz się, do czego to jest zdolne.
- Skąd mam mieć pewność, że akurat ty potrafisz się nią posługiwać? - Nie chciała odpuścić...
- W przeciwieństwie do ciebie, moja wiedza o przedmiotach magicznych wywodzi się z setek lat, w których panowały smoki. - Wyjaśniłam płynnie. - Łza Oceanu pozwoli mi zwiększyć swoje instynkty i siłę. Chère Madame [Droga Pani] nie będę tak wycieńczona se transformer en dragon [smoczą transformacją/przemianą]. Nie martw się o Łzę, zostanie zwrócona osobiście do twych rąk. - Odparłam dumnie i zaczęłam otwierać swój naszyjnik. Klejnot powinien się w nim zmieścić, a przeciwnicy nie muszą wiedzieć, że jestem w jego posiadaniu.
Kobieta przez chwilę zastanawiała się nad tym, co powinna zrobić, jednak w końcu z niechęcią wypisaną na twarzy, podała mi przedmiot. Chwyciłam go w dłonie, a wokół niego zaczął pojawiać się kryształ i ogień. Moja rana w dość błyskawicznym tempie zaczęła się zlepiać, pozostawiając jedynie bladą linię.

- Nie zawiodę Cię Garde [Strażniczko/Gwardzistko]. - Ukłoniłam się jej w podzięce, następnie chowając klejnot do naszyjnika. Na mojej skórze zaczęły pojawiać się łuski, a paznokcie zmieniły wygląd na długie i ostre szpony. Zaczęłam się intensywnie zastanawiać nad zabraniem ze sobą kobiety. Ostatecznie może być to samobójcza droga, a ja nie lubiłam narażać osób trzecich. Po chwili przemyśleń postanowiłam wybór dać mon Garde. - Nie chcę wplątywać Cię w te ordures [śmieci], ale nie zabronię Ci, jeśli będziesz chciała wyruszyć ze mną. - Podałam jej swoją dłoń, która teraz bardziej przypominała łapę. - Dam radę przetransportować nas obie na skrzydłach. 

<Garde? Jaka twa decyzja?>

piątek, 14 czerwca 2019

Od Lexie do Crylin

Cóż. Po części miał rację. Lexie doskonale to wiedziała. Nie powinna deklarować czegoś, czego mogła nie być w stanie spełnić. Ale kierował nią impuls. Kto jak kto, ale akurat ona wiedziała co to znaczy utracić swoje rodzeństwo. Zresztą je obie trochę poniosło. Gwardzistka spojrzała na szczątki ciała, walające się po jaskini. Ciężko to będzie wytłumaczyć straży miejskiej, jeśli znajdą je w okolicy tego bałaganu. Niby wejście do groty było dobrze ukryte, jednak dziwnym zbiegiem okoliczności, gdy pojawiało się ciało któryś z miejskich psów dość szybko był w stanie je wywęszyć.
  Nie było zresztą powodu, by pozostawać tu choćby chwilę dłużej. Zresztą czas uciekał. 48 godzin to nie wiele na odnalezienie dziecka, ukrytego przez miejscowy gang. I w tym wypadku najlepszą opcją wydawało się skontaktować z ich konkurentami i przekonać do współpracy. 
  Gwardzistka wyszła z jaskini za smoczycą. Na zewnątrz zaczynało już robić się jasno, jednak wciąż jeszcze nie było widać słońca na nieboskłonie. Musiało być koło trzeciej. Crylin leżała przed grotą na brzuchu, prawie się nie poruszając. Piasek wokół niej zabarwiony był krwią. Lexie westchnęła i uklękła przy towarzyszce.
- W tym stanie jej nie pomożesz - powiedziała miękko, po czym delikatnie wsunęła dłonie pod jej kolana oraz barki, po czym dźwignęła z podłoża, niczym małe dziecko. Dziewczyna nie była zbyt ciężka, znacznie cięższe ładunki kazano gwardzistce nosić podczas szkolenia, nie było to więc dla niej zbyt dużym problemem. Dziewczyna nie zaprotestowała. Nie zrobiła też nic, żeby jej to uniemożliwić. Musiała być na prawdę wyczerpana.
  Znacznie większym okazało się wybranie miejsca, do którego chciał ją zanieść. I nawet Lexie, choć zwykle miała problem z niuansami zawiłości odczytywania ludzkich emocji była pewna, że Crylin nie podziękowałaby jej za zaniesienie się do szpitala. Gwardzistka ruszyła powoli w stronę miasta. O tej porze i tak będzie tam raczej nie wiele osób i chwilowo powinny pozostać niezauważone. Jej stopy automatycznie skierowały się do zamku. W końcu nie było bezpieczniejszego miejsca na niebie i ziemi, niż  ta masywna budowla, wchodząca masywnymi palami w morze. 
  Nie była do końca pewna co zrobi, gdy do niego dotrze, na całe szczęście - nie musiała. Ku swojemu zdziwieniu zauważyła znajomą, zakutą w zbroję sylwetkę, zmierzającą w stronę zamku. Przyśpieszyła kroku i wkrótce zrównała się z Mer. Wyraz jego przyłbicy był jak zawsze nieprzenikniony. Nie dał po sobie poznać, że zauważył pojawienie się swojej współpracowniczki.
- Mer, potrzebuję ustronnego mieszkanka - oznajmiła cicho. Strażnik nie odpowiedział, jednak zmienił nieznacznie kierunek marszu. Lexie to w nim kochała. Robił co było trzeba bez zbędnego hałasu. 
  Nie szli długo. Zbroja zaprowadziła ich do ciasnej uliczki, z obu stron okolonej niezbyt eleganckimi kamieniczkami. Mer zatrzymał się przed trzecim wejściem i pchnął drewniane drzwi, które bez sprzeciwu otworzyły się na klatkę schodową. Wprowadził gwardzistkę na drugie piętro i wprowadził do niewielkiego mieszkanka, które zresztą również było otwarte. Widać nikt nie nachodził masywnego gwardzisty - przemknęło przez myśl Lexie.
  Kobieta ułożyła Crylin na niewielkim posłaniu (idealnie pościelonym!), znajdującym się w rogu pokoju.
- Przynieś jakichś szmat i ciepłej wody - rozkazała i powiodła wzrokiem za masywną zbroją, przemieszczającą się z trudem po ciasnym mieszkanku. Czym to miejsce właściwie dla niego było? Domem? Czy to znaczyło, że to tu mieszka, gdy znika z zamku? Czy tu... czasem ściąga zbroję?
  Po chwili koło gwardzistki pojawiła się balia z wodę i szmaty. Z niejaką wprawą Lexie wzięła się do oczyszczenia i opatrzenia rany. 
- Powiem, że jesteś chora - usłyszała przy drzwiach głęboki, grobowy głos. Odwróciła się zaskoczona, by ujrzeć stalową rękawicę i zatrzaskujące się drzwi.

[...]Siedzenie na podłodze i wpatrywanie się w sufit na pewno nie pomoże siostrze Crylin. W tym momencie jednak Lexie nie była w stanie więcej zrobić. No i musiała sobie poukładać kilka rzeczy w głowie. Przede wszystkim fakt, iż jej towarzyszka jest smoczym dzieckiem. Co samo w sobie nie było aż tak szokujące, gdyby nie to, że rozpoznawała tego smoka. Poza tym Matriasen... po co temu odległemu władcy potrzebny był artefakt z Leoatle? Sama Łza Oceanu wydała się nagle dziewczynie tajemniczym przedmiotem. W końcu nigdy sama by nie wpadła na to, że posiada jakąś moc. Wyciągnęła przedmiot z rękawicy i spojrzała na niego pod światło. W jej dłoniach i tak był bezużyteczny - zwykła, ładna błyskotka. Czym mogła się stać w dłoniach kogoś innego?
  Crylina na posłaniu poruszyła się niespokojnie. Chyba powoli wracała do sił. Gwardzistka schowała artefakt i wstała, by spojrzeć na towarzyszkę z góry. Miała otwarte oczy. Te kryształowe tęczówki... Lexie przebiegł dreszcz po plecach.
- Poczyniłam pewne kroki - powiedziała chłodno, sięgając do pasa po notatnik. - Procedury jasno określają zasadę postępowania w wypadku porwania. Mam listę kryjówek twojego gangu, współpracowników oraz kontakt do agenta straży w ich szeregach. 
  Rzuciła notesem w dziewczynę.
(Crylin? To co robimy?^^)

czwartek, 6 czerwca 2019

Od Crylin do Lexie

Odbić? Chce zesłać na mnie jeszcze swoich ludzi?!
- Chcesz nasłać mi na łeb jeszcze straż?! - Warknęłam, odwracając głowę w jej stronę. - Wiesz dokładnie, skąd jestem. Nie pozwolę siebie i Arii wpakować znów na Darawe!
W mgnieniu oka znalazłam się przy gwardzistce, odcinając jej drogę ucieczki ogonem... Raz w życiu doprowadzono mnie do takiego stanu... ale nic z tego dobrego nie wynikło. Brązowowłosa, próbowała się odsunąć, przez co trafiła na ścianę jaskini. W ręku trzymała mocno kartkę, która po części miała plamy krwi, ale mojej własnej.
- Nikt nie musi wiedzieć, kim jesteś, a możemy szybciej ją znaleźć. - Odparła spokojnie, ale po jej oczach i tak widziałam podziw połączony z przerażeniem. Byłam wściekła i załamana jednocześnie, nie chciałam wiedzieć, co mogą zrobić mojej małej kruszynce.
- Nie jestem naiwna, przecież wiem, że nie ruszysz straży, by znaleźć jedno obce dziecko. - Złapałam za jej ramie szponami. Mimo emocji starałam się być delikatna, nie było mi na rękę zabijanie jej i zwiększanie sobie ilości wrogów. - Nikt tak nie robi bez dobrych wyjaśnień.
Odsunęłam się, kiedy zaczęły pojawiać się zawroty głowy. Tylko adrenalina utrzymywała mnie w tak dobrym stanie, tym bardziej w takiej formie.
- Aria... Moja malutka ange... - Schowałam twarz w szponach. Pomału złość ustępowała, przez co dopadał mnie żal. - Przecież ona nic złego nie zrobiła... - Opadłam na kolana, a moje rogi zaczęły się kurczyć. Łuski zanikały tak samo, jak ogon, nie mogłam dopuścić do siebie wizji, co by z nią zrobili. Siły mnie odstępowały, co oznaczało, że będę niezdolna do czegokolwiek. Za dużo siły pobiera ode mnie pojawienie się tylu smoczych elementów.
- Rozpoczniemy poszukiwania, przecież nie mogli jej jakoś daleko zabrać. - Mówiła kobieta, a mnie martwiła jedna dość ważna rzecz...
- Nie czułam jej, zatuszowali zapach, nie znajdę ange przez węch... - Powstrzymywałam łzy, które tak boleśnie próbowały się wydostać. Czułam się słabo, nie tylko przez wywołanie smoczych atrybutów, ale również psychicznie byłam wyczerpana. Chciałam tylko mieć przy sobie siostrzyczkę... - I pomyśleć, że to wszystko zaczęło się, aby zdobyć pieniądze na jej prezent urodzinowy... - Mruknęłam, żałując, że zebrałam zlecenie od tego człowieka. Dobrze wiedziałam, jaki jest, ale to wszytko, z pewnością nie było na moją głowę.
Nie słuchałam, co dalej mówiła Lexie. Właściwie i tak mało co kontaktowałam przez wyczerpanie, musiałam chwilkę odpocząć. Zdołałam się uspokoić, ale i tak wyglądałam, jak żywy trup. Wstałam na drżących nogach i ruszyłam do wyjścia. Chciałam chociaż trochę odsunąć się od bijącego we mnie odoru krwi, a najlepiej pojawić się przed grotą. Słyszałam kroki gwardzistki, która podążała za mną w dość sporym odstępie, jednak mało mnie to teraz obchodziło. Potrzebowałam powietrza, ale nawet nie byłam w stanie do końca wyjść z jaskini. Dosłownie przed wejściem znów wszystko mi pociemniało, a nogi zwiotczały. Nawet podtrzymywanie się ściany nie pomogło i po prostu upadłam całym ciałem na ziemię. Karciłam się w myślach, że dałam się wcześniej zranić. Moja rana na ramieniu wciąż krwawiła, pozbywając się ze mnie cennej krwi. W dodatku dobrze wiedziałam, że moje ciało nie potrafi normalnie goić skaleczeń, nie wspominając o tym, że często nawet w naturalny sposób nie może. Tyle pieniędzy, które musiałam poświęcić na różne podejrzane płyny, mogłabym przeznaczyć na spokojne życie, przynajmniej na kilka miesięcy.
Garde mogła ze mną robić, co by tylko zapragnęła, a ja i tak nie byłabym w stanie się ruszyć. Dobrze, że chociaż przytomność się utrzymywała...

<Lexie? >

poniedziałek, 27 maja 2019

Od Lexie do Crylin

Strażniczka odprowadziła spojrzeniem towarzyszkę. Przez chwilę przeleciało jej przez myśl, że w jej zawodzie byłaby bezpieczniejsza, gdyby nie posiadała swojej siostrzyczki. Odrzuciła jednak szybko te myśli i targając ze sobą mężczyznę udała za płomienną istotą. Droga nie była długa, a miejsce w którym się znalazła było zaskakująco dobrze ukryte. Będąc w środku zdecydowała się wykorzystać jedno ze stojących tam krzeseł, by przymocować do niego więźnia. Gdy upewniła się, że więzy trzymają mocno znalazła nieco wody i chlusnęła mu w twarz. Obudził się z parsknięciem, plując wodą. Gwardzistka ze spokojem czekała, aż pozbędzie się wody z ust, a gdy już to nastąpiło przeszła do zadawania pytań.
- Jak zdobyłeś perłę?
  Nie odpowiedział. Dziewczyna pokiwała głową. To przecież oczywiste, że nie zechce mówić tak po prostu.
- Możemy to zrobić w przyjemny lub nie przyjemny sposób - wyznała. - Możesz mi powiedzieć wszystko od razu albo... - tu zawiesiła na chwilę głos, jakby się ociągała - albo wezmę ten nóż - to mówiąc powoli wyciągnęła stalowe ostrze z pochwy i obróciła je w palcach - wsunę delikatnie pod paznokieć na twoim palcu wskazującym. - Wykonała ruch, jakby delikatnie wsuwała nóż w niewielką szczelinę. - Początkowo nic nie poczujesz, a potem ostrze wślizgnie się głębiej, zatapiając w delikatnym ciele twojego palca. Mówią, że doświadczeni mistrzowie tortur za jednym podejściem potrafią wyważyć paznokieć. W ten sposób. - Gwałtownie nacisnęła na trzonek sprawiając, że klinga odskoczyła w górę. - Niestety, nigdy wcześniej tego nie robiłam, mogę więc potrzebować kilku podejść, by zrobić to właściwie. Spróbujemy?
  Powoli przysunęła klingę do palca szefa i równie powoli zaczęła wsuwać jej koniuszek pod paznokieć. Pierwsza kropla krwi spłynęła z palca mężczyzny na ramę krzesła.
- Jeden z moich ludzi mi ją przyniósł - odpowiedział niechętnie, a czując, że nóż dalej kontynuuje swoją wędrówkę przyspieszył tempo. - To był Kalin, kazałem mu ją przynieść niezależnie od Crylin na wypadek, gdyby zawiodła.
- Dobrze -  Lexie zatrzymała wędrówkę klingi. - A teraz trudniejsze pytanie: kto ci kazał ukraść Łzę? Nie? Nie chcesz na to odpowiedzieć? Dobrze więc. Najwyraźniej musimy wejść głebiejjjj.
  Stęknął, gdy ostrze wbiło się znacznie agresywniej w mięso, przecinając nerwy. A gdy gwardzistka gwałtownie nacisnęła rękojeść wrzasnął z bólu. Jego paznokieć wyraźnie się wybrzuszył, jednak nie odpadł. Lexie cofnęła nóż i spojrzała na krew na jego koniuszku. Cmoknęła z niezadowoleniem.
- Zły kąt. Spróbujmy jeszcze raz. - Przystawiła koniuszek do opuszki mężczyzny.
- Matriasen! Matriasen jest zleceniodawcą!
- Co? - Strażniczka przypadkiem wepchnęła nóż głębiej, a mężczyzna jęknął.
- Matriasen, syn Trevisa z rodu Valhinów, władca Sharru. Błagam, wyciągnij to, mówię prawdę!
  Gwardzistka posłuchała jego prośby. Zresztą usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się czujnie, by upewnić się, że oto przybyła jej towarzyszka.

[...]Lexie stała nieco z boku. Na jej oczach niewidoma najemniczka przeobraziła się w prawdziwą bestię sprawiając, że gwardzistce na chwilę stanęło serce. Ten kolor łusek, ten kształt pyska, te rogi. Te oczy. Nie było wątpliwości. Dziewczyna poczuła gulę w gardle i przełknęła głośno ślinę. Zwitek papieru wylądował u jej stóp. Strażniczka schyliła się i podniosła go delikatnie. Czytała, a z każdym słowem robiło jej się coraz zimniej. Tymczasem smocze dziecko rozszarpywało we wściekłości szefa gangu.
  Krew rozchlapana była po całej komnacie, kawałki mięsa czerwieniły się zdrowym, naturalnym kolorem na klepisku. Crylin dyszała, opierając się o krzesło, na którym wciąż jeszcze siedziały nogi mężczyzny.
  Gwardzistka podeszła do niej powoli, pilnując by przez cały czas pozostawać poza zasięgiem jej morderczych pazurów. Obryzgana krwią i parująca z wciąż gotującego się w niej gniewu pół-smoczyca wyglądała na prawdę imponująco. I przerażająco.
- Zmobilizuję całą straż. Odbijemy ją - oznajmiła rzeczowo.
(Crylin? Wybacz, jeśli źle odczytałam twoją intencję, ale stwierdziłam, że tak będzie zabawniej^^ Jeśli bardzo cię to zabolało to możesz w odwecie zrobić coś głupiego Lexie. I będziemy kwita.)

niedziela, 19 maja 2019

Od Crylin do Lexie

Przyglądałam się tafli wody przed nami, zastanawiając się nad czymś. Czy znałam odpowiednie miejsce?... Oczywiście, ale gdyby gwardzistka zdradziła je komuś ze straży... miałabym kłopoty... To jedyne miejsce w pobliżu, gdzie wraz z siostrą mogłyśmy się ukryć. Już teraz powinnam zakończyć naszą współpracę, przez to wszystko grozi mi i siostrze niebezpieczeństwo. Zacisnęłam mocno pięści, które zaczęły się niekontrolowanie palić. Zawsze się tak działo, kiedy zaczynałam się bać.
- Mam jedno miejsce i nie jest jakoś daleko. - Odparłam niepewnie, po czym uklękłam na podłożu. Obie dłonie położyłam na większym kamieniu i zamieniałam energię w ogień, tworząc kobietę. Kiedy cała była już gotowa, czułam, jak mój oddech zrobił się cięższy. Wstałam na równe nogi ociężale i położyłam rękę na jej głowie, przekazując rozkaz.
- Ona cię zaprowadzi na miejsce, a, jako że wygląda jak istota pewnej rzadkiej i niebezpiecznej rasy, to nic nie powinno was zaatakować. - Odparłam i już miałam kierować się w swoją stronę, ale strażniczka mnie zatrzymała.
- A ty gdzie zamierzasz iść? Nie jest rozważne wracać teraz do miasta. - Odwróciłam się do niej i spojrzałam w jej oczy. Miała całkowitą rację, powrót do miasta może skończyć się teraz moją śmiercią, ale są rzeczy ważne i ważniejsze.
- Garde, nie wiem, czego uczyli cię w straży, ale ja nie zostawiam swoich na pewną śmierć. Muszę wrócić po Arie, zanim ją znajdą i zabiją. - Wyjaśniłam chłodno i nim kobieta zdążyła cokolwiek powiedzieć, zniknęłam jej z oczu. Teraz najważniejsza była siostra, która nie dość, że nie była o niczym świadoma, to pewnie zaczęła się martwić.

Niepostrzeżenie czaiłam się w cieniu, aby nie dać się zauważyć. Widziałam kilku łowców, którzy zapewne pragnęli mojej głowy. Dość szybko zorientowali się, że coś jest nie tak... Skakałam po dachach, ogrodzeniach, murkach, chowałam w koronach drzew. Było ich naprawdę dużo, zapewne poszukują szefa... nie dla słuszności, mogłabym dać sobie rękę uciąć, że wszystko to robią dla pieniędzy. W sumie sama bym zaczęła go szukać, jak za wykonane zadanie nikogo bym nie zastała, a tym bardziej należnego wynagrodzenia.
Po chwili dotarłam pod swój dom. Szybko weszłam do środka i zaczęłam szukać młodej.
- Aria? Aria, gdzie jesteś? Aria! Nie strasz mnie. - Szukałam białowłosej, ale nigdzie jej nie było. Zaczęłam biegać po całym mieszkaniu, ale znalazłam jedynie zapisaną kartkę.
Wiemy, że przetrzymujesz gdzieś szefa, dlatego mamy dla ciebie propozycje nie do odrzucenia. Znaleźliśmy tu małą białowłosą ślicznotkę, jeśli nie chcesz, by koledzy się za nią wzięli, lepiej przyprowadź szefa całego. Masz 48 godzin, inaczej młoda zostanie rozszarpana od środka. A za tobą ruszy każdy wojownik i najemnik. Pamiętaj, że i tak cię znajdziemy, a oddanie młodej to jedynie nasza dobra wola. Masz być o 23 pod karczmą i nie próbuj żadnych sztuczek.
Mało co nie rozszarpałam kartki, czytając zdanie po zdaniu. Zacisnęłam mocno zęby i schowałam papier do kieszeni.
- Moja malutka Aria... - Czułam, jak moje oczy zaczynają piec, a ciało atakują spazmy.
Tylko cię tkną Aria... a wybije każdego... Będą cierpieć bez końca... powypruwam im flaki!!
Na miejsce jaskini wracałam tą samą drogą, jak ktoś mnie zauważył, ginął na miejscu. Nie oszczędzałam nikogo, nawet nie zwróciłam uwagi, że przecięto mi skórę na ramieniu. Ostatecznie, każdy przeciwnik kończył rozszarpany przez smocze pazury.
Będąc już z dala od miasta, a dokładniej pod wejściem do jaskini, pozwoliłam słonym łzom spłynąć po mych policzkach. Wgłąb wejścia, już widziałam mały stolik, który przyniosłam dość dawno, aby Aria mogła na nim jeść w spokoju. Złapałam się za głowę, kierując do jednego z tuneli, w którym słyszałam dźwięki. Wzbierała się we mnie wściekłość, była aż tak silna, że musiałam się powstrzymywać, aby tylko cała nie pokryć się ogniem.
- Jesteś już, a gdzie młoda? ... Czyja to krew? - Spytała gwardzistka, ale na te słowa, tylko ścisnęłam mocniej dłoń. Zauważyłam, że grubas się już obudził, w dodatku był przywiązany do krzesła.
- Va chier! Zapierdole cię sukinsynie, gdzie jest Aria! (przekleństwo, więc nie tłumacze dosłownie) - Ryknęłam głośno, warcząc, jednak ten ani drgnął. - Przysięgam, że rozszarpię cię, jak nie powiesz, gdzie ją zabrali.
Od razu moje kły się wydłużyły, na rękach zaczęły powstawać łuski. Przecięłam opaskę i z furią wpatrywałam się na jego wystraszoną twarz. Nie wiedział o mnie nic i na pewno nie spodziewał się widoku smoczego dziecka.
Złapałam go szponami za szyję, warcząc i rycząc groźnie. Wyjęłam zapisaną przez najemników kartkę i przytknęłam mu pod nos.
- Gdzie ona jest!? - Kiedy nic nie odpowiedział, rzuciłam kartkę za siebie. Pomiędzy warknięciami dało się słyszeć, jak krew z mojej rany kapie na zimne kamienie.

<Lexie?>

środa, 8 maja 2019

Od Lexie do Crylin

Gwardzistka z niejakim trudem zdołała pokonać zaporę schodów, ciągnąc ze sobą mężczyznę. Crylin dobrze się sprawiła, w zamieszaniu na parterze nikt nie zwracał uwagi na brunetkę i jej bagaż. W burdach karczemnych zbyt wiele jest nieprzytomnych, by zważać na to, kim oni są. Lexie, zgodnie z zaleceniami najemniczki, skierowała się w stronę baru, osłaniając twarz ramieniem, okutym w ciężką rękawicę. Kilka razy poczuła, jak coś ciężkiego się o nią obija, jednak zignorowała ten fakt na razie i w ostatniej chwili umykając pędzącej szarży wyjątkowo dobrze zbudowanego najemnika wpadła za kontuar, rzucając ciężkim ciałem przywódcy bandytów o ziemię. Mężczyzna wydał z siebie głuchy odgłos, gdy siła pędu wydusiła z jego płuc całe powietrze przez zatykającą jego usta szmatę.
- Pośpiesz się, garde. - Pochylona nad klapą postać Crylin poprawiała właśnie opaskę na oczach. Przez chwilę gwardzistce wydawało się, że ujrzała pod nią błysk błękitnego kryształu, jednak nie miała czasu się nad tym teraz zastanawiać. 
  Starając się nie wychylać ponad blat ruszyła w stronę towarzyszki, wlokąc za sobą ciało nieprzytomnego. Kilkanaście centymetrów nad nią o ścianę roztrzaskała się butelka z winem, a odłamki poleciały na wszystkie strony razem z czerwonym trunkiem, na chwilę oślepiając strażniczkę. Lexie ocierając oczy jedną ręką, drugą niemal wrzuciła swojego jeńca do otworu w podłożu karczmy, po czym rzucając przelotne spojrzenie Crylin sama do niego wskoczyła.
  Wylądowała twardo dobrych kilka metrów poniżej na miękkiej, nieco błotnistej ziemi. Uniosła za kark swojego jeńca i otrzepała go nieco, by nie pobrudzić swojego ubrania, po czym zarzuciła go sobie na ramię. Za jej plecami najemniczka wylądowała miękko i wyczarowała niewielką kulę ognia, rozjaśniając korytarz. Lexie odwróciła się, odsuwając nieco na bok i omiotła spojrzeniem niewidomą. Nie skomentowała rozpalenia przed nią ognia, jednak uniosła brew.
- Prowadź - powiedziała cicho, jednak mimo to ciche korytarze porwały jej głos i poniosły w ciemną dal.
  Kobieta bez słowa wyminęła gwardzistkę i pewnym krokiem ruszyła tunelem. Widać korzystała już z niego wcześniej. I zapewne nie tylko z tego. Lexie zaczęła się zastanawiać, czy gdyby udało jej się pociągnąć tę współpracę i zawiązać silniejsze kontakty z podziemiem przestępczość w Leoatle nie zostałaby zminimalizowana. Szybko jednak odrzuciła te myśli, jako nierealne. Nawet jeśli zdobyłaby wpływy w podziemiu to przecież jako gwardzistka i tak nie miała niczego, co mogłaby zaoferować tak dużej grupie ludzi.
  Kroki kobiet odbijały się w ciszy o klepisko, a ogień na dłoni Crylin migotał. Gwardzistce przypomniał się moment, w którym dziewczyna wychodziła z gabinetu szefa. Wydawało jej się, czy ściągnęła opaskę? A potem? Poprawiała ją, czy wiązała na nowo? Jej oczy były kryształowe... chyba. Lexie widziała już takie oczy. Po plecach przebiegły jej ciarki. Była wtedy dzieckiem, jednak dobrze pamiętała dobroduszną sylwetkę Flitza - młodego smoka kryształu, który często bawił się z dziećmi Tha'xil na jej rodzinnej wyspie. W końcu opiekował się też jej bratem. W końcu... był tam z nimi tego dnia. Kobiecie po plecach przeleciały ciarki. Przed oczyma stanął jej obraz tych oczu. Tych roześmianych i przyjaznych oczu. Oczu, należących do przyjaciela. Zupełnie pustych.
  Delikatny powiew zimnego wiatru wyrwał gwardzistę z ponurych rozmyślań. Błoto pod jej stopami ustąpiło miejsca kamieniowi i po chwili obie kobiety znalazły się na morskim wybrzeżu. Za nimi ziały mroczne otwory grot, wyrzeźbionych przez wodę.
- Dokąd teraz zamierzasz się udać, garde? - głos Crylin skierował myśli gwardzistki na tory, które dotąd starały się omijać. Nie mogła wziąć mężczyzny na zamek, nie mogła go oddać w ręce straży miejskiej. Potrzebowały cichego, ustronnego miejsca, w którym w spokoju mogłyby z nim porozmawiać.
- Zakładam, że znasz odpowiednie miejsce, by rozmówić się z nim? - Lexie poprawiła ciało mężczyzny, które zaczynało jej powoli ciążyć na ramieniu.
(Crylin? Mi też nie poszło najlepiej xd W każdym razie jedziemy z tym koksem!)

niedziela, 14 kwietnia 2019

Od Crylin do Lexie

Spoglądałam spod materiału na gwardzistkę z nietęgą miną. Mnie również nie podobała się aktualna sytuacja, tym bardziej że teraz w niebezpieczeństwie jestem nie tylko ja i Lexie, ale również jej towarzysze i moja siostrzyczka.
- Można się domyślić, że ze skarbca, a jeśli chodzi o zleceniodawcę… Może być spory problem, garde. – Pomachałam głową na boki. – To jak szukanie jednej perły w ogromnym jeziorze. Jednak postaram się, skontaktować z kilkoma sojusznikami. Będę też miała do ciebie prośbę, ale to później. Teraz trzeba się wydostać. Z nim nawet mowy nie ma na ucieczkę przez okno. Za ladą baru są drzwi prowadzące na zaplecze. Zwolnię ci drogę i zrobię zamieszanie, aby nikt nie zwracał na was uwagi, a ty się przekradniesz. Najwyżej, jak coś nie wypali, to nie odwracaj się, zatrzymam ich. – Uśmiechnęłam się przerażająco, ukazując widocznie większe i bardziej zaostrzone kły. Wyczuwając zagrożenie chciałam prosić Lexi o zapewnienie małej siostrzyczce bezpieczeństwa. W tym momencie ściągałam na nią kłopoty, a wiedziałam, że z Lexie byłaby bezpieczniejsza... Przynajmniej do czasu, aż wszystko się uspokoi.

Zauważyłam uniesioną do góry brew swojej towarzyszki, która jeszcze tak naprawdę nie wiedziała, co potrafię. Odwróciłam się i spokojnie otworzyłam drzwi, nie patrząc przed siebie, dopiero jak uderzyłam w coś twardego, skupiłam się na wzroku. Zsunęłam z twarzy opaskę, aby ułatwić sobie prace.

- Bonjour et au Renoir. (Witam i żegnam) – Odparłam, po czym nabrałam więcej powietrza i uwalniając wewnętrzny ogień, dmuchnęłam w przeciwników. Zasięg płomieni był na tyle obfity, że nie mieli nawet czasu na ucieczkę. Nie pomogły im specjalne stroje, a ja nie pozwoliłam uwolnić nawet grama ich krzyków. Ciała przyszpiliłam kryształem do ściany, który zaczął się rozprzestrzeniać, pokrywając skórę w całości. Umiejętność lepszego panowania nad zdolnościami przy kontakcie wzrokowym zawsze była przydatna, szkoda tylko, że nie często mogłam sobie na nią pozwolić. Rozejrzałam się w głąb korytarza, ale wcześniejszych cwaniaczków już tu nie było. Kiwnęłam gwardzistce, że droga wolna i idąc pierwsza, kontrolowałam teren. Wcześniej oczywiście ponownie nałożyłam ciemny materiał na oczy. Nie może się rozprzestrzenić moje pochodzenie, a nie miałam pewności, czy ktoś na dole mi nie ucieknie podczas mordu.

Czując mdłości, pośpiesznie zakryłam sobie usta. Zawsze efekty uboczne ziania ogniem z ust były nieprzyjemne, wolałam używać do tego rąk, ale czasem byłam zmuszona się pozbyć gorąca z organizmu. Szybko powstrzymałam się przed zwróceniem śniadania i ruszyłam dalej przed siebie, układając w głowie plan działania. Przed schodami zatrzymałam brązowowłosą ręką.
- Dam ci znak, kiedy masz zejść. – Szepnęłam i zeszłam na dół.

Na szczęście nie było tu wiele osób, więc najzwyczajniej w świecie siadłam przed barem obok czarnowłosego mężczyzny. Niepostrzeżenie chwyciłam jego nóż do rzucania i schowałam do kabury. Zamówiłam sobie piwo dla niepoznaki i rozglądałam po pomieszczeniu. Ludzie śmiali się i upijali w najlepsze, nie zwracając uwagi na otoczenie. Gdy odebrałam napój, wstałam i zaczęłam się kierować w stronę wolnego stolika. Rzuciłam nóż w stopę jednego z ludzi, wywołując małe zamieszanie. Zaraz później dało się słyszeć krzyk i przekleństwa skierowane na właściciela ostrza. Następnie popchnęłam jedną z kobiet na pobliskiego mężczyznę, który zareagował na to, szczerząc się i klejąc do rudowłosej. W końcu i ona nie wytrzymała i rzuciła się na mężczyznę, prowokując resztę. W międzyczasie ukradłam sakiewkę z pieniędzmi kolejnemu mężczyźnie i podrzuciłam pod nogi siedzącego młodzieńca. Wróciłam do okradzionego gagatka, szepcząc mu na ucho: Słyszałam, jak niedaleko ktoś chwalił się, że cię okradł. W końcu zaczęło pojawiać się na tyle duże zamieszanie, że nikt nie zwracał uwagi na nic. Jedynie wciąż przeszkadzał mi barman, próbujący uspokoić najemników. Wypiłam do dna piwo i rzuciłam kuflem w pracownika, który padł na ziemię nieprzytomny. Każdy się kłócił i bił, nie zauważając nawet na to uwagi. Szybko wypuściłam płomiennego motyla w kierunku schodów, pilnując, aby każdy był zajęty czymś innym. Coraz musiałam unikać źle wymierzonych ciosów lub uważać, aby ktoś na mnie nie wpadł. Po chwili zauważyłam Lexie ciągnącą nieprzytomnego mężczyznę ze schodów. Spojrzałam na nią, wycofując się w bardziej bezpieczne miejsce, którym był bar.

<Lexie?>

sobota, 16 marca 2019

Od Lexie do Crylin

  Lexie uważnie obserwowała zachowanie najemniczki, podążając za nią niczym cień. Nie odzywanie się, zimny wygląd i podążanie za kimś było w końcu jej specjalnością. Można powiedzieć wręcz, że mogła to robić całymi dniami, nie odczuwając zmęczenia czy nudy. Zresztą czy można odczuwać nudę, gdy przez cały czas jest się świadkiem wyczynów osoby, której się asystuje? Gwardzistce nigdy nie zdarzyło się nudzić przy boku humorzastej księżniczki, a bok zadziornej najemniczki był nawet ciekawszy. Oczy Lexie omiotły spojrzeniem wszystkie szumowiny, znajdujące się w tym wątpliwej reputacji miejscu instynktownie szukając potencjalnych zagrożeń. Czujniki kobiety zareagowały natychmiast serią pisków i syren, jednak wskazania mieściły się w dopuszczalnej normie. Przynajmniej do tamtej chwili, gdy przekroczona została strefa intymności gwardzistki.
- No proszę, czyżby nowa zabaweczka szefa? - Lexie poczuła nieprzyjemną, lepką i ciężką łapę na swoim ramieniu. - No pokaż nam się nowa, chcemy wiedzieć, w kim wybierać w nocy.
  Mięśnie kobiety zareagowały, zanim jeszcze informacja została poprawnie przesłana do mózgu, zaprotokołowana i odesłana z powrotem. Lexie chwyciła jego dłoń i poruszając się z szybkością i zwinnością profesjonalnego strażnika wykręciła rękę typa, sprawiając że syknął z bólu i zaskoczony opadł na jedno kolano. Normalnie dla gwardzistki były to moment, w którym by zapytała, co ma z nim zrobić, jednak gdy do głosu doszedł wreszcie świadomy umysł, nie zaś wyuczone przez lata treningu instynkty ta opcja została szybko odrzucona. Kobieta kopnęła podeszwą buta w twarz,napastnika, puszczając jednocześnie jego wykręconą rękę. Wszystko to wydarzyło się w przeciągu kilku, może kilkunastu sekund.
  Drugiemu mężczyźnie, widząc co stało się z jego towarzyszem, nieco zrzedła mina, jednak wziął się w garść, by zachować twarz przed wyglądającymi ciekawie z karczmy bywalcami. Tego wieczoru zapewne sprzeczka "tej nowej" z nimi zapewne będzie jednym z głównych tematów do żartów w gronie najemników.
- Ostra z ciebie laseczka, co? - powiedział, opierając się uwodzicielsko o ścianę, próbując jeszcze jakoś uratować beznadziejną sytuację.
- Lepiej się nie zbliżaj, bo się zatniesz, plouc - odparła Crylin z doskonałym refleksem osoby, przyzwyczajonej do rozmowy w tym tonie. - Twój kolega nie wygląda najlepiej, a szkoda by było oszpecić również twoją piękną twarzyczkę.
- Chodźmy już - mruknęła Lexie. - Czas mnie goni.
- Chwileczkę... - kobieta wymierzyła celnego kopniaka w krocze bandyty, po czym wyminęła jego zwijające się z bólu ciało bez słowa. Gwardzistka ruszyła za nią. Odkąd wsypała piratów nie miała do czynienia z takimi ludźmi. I chyba zdążyła już odzwyczaić się od ich sposobu postępowania. Zniesmaczało ją i zapewne niesmak pozostanie w jej ustach jeszcze przez kilka dni.
  Najemniczka się zatrzymała, na co ciało Lexie zareagowało niemal bez ingerencji umysłu. Znajdowały się przed drzwiami. Drzwiami, w których nie było nic niezwykłego, ot zwykłe, drewniane drzwi. Zapewne nikt nie zatrzymywałby na nich swojego spojrzenia dłużej, niż przez sekundę gdyby nie fakt, że stały przed nim dwie uzbrojone po zęby postaci, swoją posturą przypominające filary od mostu.
- Mam artefakt dla szefa, garde - powiedziała niewidoma, pokazując strażnikom pudełeczko. Ci spojrzeli na siebie wymownie. Lexie poczuła ukłucie zazdrości. Wymowne spojrzenia! W tak perfekcyjnej synchronizacji! A ona, choć tak bardzo się starała nie zdołała wymienić jeszcze ani jednego z Mer. Nawet najbardziej niezgrabnego!
- Pokaż go - rozkazał jeden z nich.
  Niewidoma uniosła pudełeczko na wysokość swojej piersi i otworzyła jej. Nastąpiła chwila prawdy. Przez umysł gwardzistki przeleciał pełen rachunek sumienia, w którym upewniała się, że jej dłonie nie dotknęły klejnotu.
  Łza Oceanu, a właściwie Wierna Kopia Łzy Oceanu leżała w ciszy wewnątrz pudełeczka, lśniąc delikatnym, mistycznym blaskiem. Mężczyzna delikatnie ją podniósł i obrócił w palcach.
  Lexie zaparło dech w piersiach.
- Wygląda w porządku - przyznał, odkładając ją na miejsce i odsuwając się nieco na bok. Drugi ochroniarz zrobił to samo i obie kobiety weszły do biura.
  Na jego końcu, za masywnym meblem siedziała osoba, która najwyraźniej była owym tajemniczym "szefem". Nie zareagowała na nasze przybycie, zajęta najwyraźniej oglądaniem pod lupą diamentu. Najemniczka pewnym krokiem podeszłą do biurka i położyła na nim szkatułkę, co zwróciło uwagę mężczyzny. Gwardzistka zbliżyła się, starając się by nie wypaść zbyt sztywno. Mężczyzna odsunął lupę sprzed swoich oczu po czym wziął pudełko. Otworzył je jedną dłonią, by drugą wydobyć przedmiot. Uśmiechnął się, jednak w tym wyrazie nie było wesołości.
- Cóż, moja droga, najwyraźniej zostałaś perfidnie oszukana - powiedział cicho. - Kopia. Piękna, perfekcyjna kopia. A szkoda. Nieźle sobie radziłaś, jak na kobietę.
  Lexie zareagowała w tym samym momencie, w którym zrobiła to najemniczka. I nie była to reakcja, jakiej spodziewała się tamta. Ręka niewidomej została przechwycona w połowie drogi w stronę przywódcy, a z nadgarstka wytrącony nóż. Ciężki przedmiot upadł na blat z cichym stuknięciem. Następnie ręka, która jeszcze przed chwila trzymała broń została wykręcona za plecy kobiety.
- Co robisz? - syknęła, uwięziona w uścisku kobiety. Gwardzistka nie odpowiedziała. Jej wzrok zastygł nieruchomo na szefie.
- Twoja koleżanka jest teraz pod moją kontrolą - spokojnie odpowiedział mężczyzna. - Zmartwiło mnie, że spóźniasz się z wykonaniem zadania, więc wziąłem sprawy w swoje ręce.
  Sięgnął pod biurko i wyciągnął stamtąd niewielki pakuneczek, skupiając na nim całą uwagę zgromadzonych. Na oczach kobiet rozwinął go, ukazując... Łzę Oceanu. Lexie poczuła ucisk w żołądku. Najemniczka szarpnęła się gwałtownie, jednak gwardzistka tylko zacieśniła chwyt. A póki ją trzymała, ta nie była w stanie użyć swojej magi.
- Po co więc zlecałeś to mnie, skoro sprawniej zdołałeś zając się tym sam, caïd? - zapytała ponuro.
- Widzisz... - mężczyzna uśmiechnął się paskudnie. - Miałem nadzieję...
  W tym momencie uścisk na ręce niewidomej zelżał, a z twarzy dowódcy spełzł nieprzyjemny wyraz, gdy okuta w żelazną rękawicę dłoń gwardzistki zderzyła się centralnie z jego czołem, pozbawiając go przytomności. W ostatniej chwili został powstrzymany przed przywaleniem głową w blat biurka i zmiażdżeniem drogocennego klejnotu. Lexie ostrożnie odłożyła go na stertę papierów, po czym powoli wzięła Łzę Oceanu do rękawicy i podniosła do oczu.
- Co to miało znaczyć, garde? - Najemniczka wyglądała na zdenerwowaną. Brunetka schowała klejnot do wnętrza rękawicy i obeszła biurko, nie spoglądając na towarzyszkę. Wyjęła z kieszeni kawałek sznura i zajęła się wiązaniem dłoni szefa za plecami.
- Intuicja - mruknęła, zwinnie poruszając dłońmi w sekwencji więzów. - Wyczuwanie nastrojów pana jest moją mocną stroną.
- Twierdził, że miesza ci w umyśle, ale wygląda na to, że jednak nie miał zdolności telepatycznych - zauważyła ironicznie niewidoma, zaplatając ręce na piersi.
  Lexie wydobyła z kieszeni kolejny kawał sznura i zniknęła pod stołem, wiążąc nogi przywódcy najemników.
- Powiedzmy, że usłyszałam, ale zignorowałam nakaz posłuszeństwa - odparła, by po chwili podnieść się i wydobyć na światło dzienne już ostatni element układanki "mój jeniec" - knebel. Bezceremonialnie wcisnęła bandycie szmatę do gardła, po czym dźwignęła jego ciało i spojrzała w kierunku okna. - Jesteś w stanie nas stąd wydostać?
- Co planujesz, garde? - w słowach najemniczki było coś, co kazało Lexie przypuszczać, że gdyby posiadała wzrok, mrużyłaby zapewne oczy.
- Muszę wiedzieć, skąd ją ma. I kto mu to zlecił - oznajmiła gwardzistka. - Więc?
(Crylin? Przepraszam, jeśli w ostatnim fragmencie Crylin nie jest Crylinowa, ale totalnie nie miałam pojęcia na ile będzie spokojna, a na ile agresywna ;-;)

niedziela, 3 marca 2019

Od Crylin do Lexie

Po dość niespodziewanym przybyciu mojej siostry, szybko wraz z gwardzistką ustaliłyśmy miejsce następnego spotkania. Niestety tak jak się spodziewałam, kobieta nie miała ochoty na odrobinę rozrywki, jaką były zagadki. Właściwie mogłam się spodziewać tego po niej. Żołnierze nigdy nie umieli się bawić, jedynie martwili się dobrem władcy, który i tak ich okłamuje. Z drugiej strony żyjemy na świecie opartym na łganiu w żywe oczy i pojedyncze osoby tego nie zmienią. Myśli te spowodowały, że nawet przez chwilę zrobiło mi się szkoda brązowowłosej. Gardziłam kłamcami, a tym samym sama jestem jednym z nich i nie tłumaczy tego, nawet moja troska o siostrę. Gdyby ludzie dowiedzieli się, kim jestem i skąd pochodzę, kto by mógł wiedzieć, co by zrobili.
Moje myśli przerwał cichutki głosik Arii. Jako że niosłam ją na rękach, mogłam dokładnie usłyszeć jej prośbę.
- Jutro pobaw się ze mną, dobrze? Zostań ze mną w domu. – Białowłosa miała zamknięte oczka i kurczowo trzymała się mojej szyi. Natychmiast posmutniałam na jej słowa, zdając sobie sprawę, jak ostatnio mało czasu poświęcałam swojej ange (anielicy). Miałam świadomość, że czuje się samotna i nie zawsze rozumie, dlaczego tak często wybywam z domu.
- Zostanę skarbie, obiecuje. – Szepnęłam, przytulając ją jeszcze bardziej do swojej piersi.
~*~
Przez następne dni spędzałam czas z siostrą, ucząc ją smoczej mowy, mimo że nie miała smoczych zdolności. Wciąż była córką rodu Doragon, więc byłam pewna, co do lekcji tego języka. Również zaczęłam uczyć ją podstawowych chwytów obronnych. Czułam, że nie zawsze będę w stanie ją bronić, a jest już na tyle duża, by zacząć trening. Oczywiście byłam surowa, ale jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, cieszyła się, że w końcu zgodziłam się na zajęcia z samoobrony.
Kiedy jednak nadszedł czas na spotkanie z gwardzistką, od razu rozpoczęłam realizowanie swojego planu. Poszliśmy odwiedzić sąsiadkę, która już nie jeden raz nam pomogła. Mimo że nie była człowiekiem, miałam do niej ogromne zaufanie. Aria darzyła sympatią staruszkę i wraz z nią nie raz coś piekły w kuchni. Dopiero wieczorem, kiedy zauważyłam senny wzrok białowłosej, postanowiłam działać, bo już i tak byłam pewna swojego spóźnienia. Usiadłam na krzesełku przed pianinem. Delikatnie musnęłam opuszkami przyjemnie polakierowane drewno, następnie przenosząc je na klawisze.
- Crylin, zaśpiewasz w ludzkim języku? Proooszę. – Ujrzałam jej duże węgliki w oczach, które zawsze mnie rozczulają.
- Spróbuje, bijou (skarbie). – Dziewczynka położyła się na fotelu, wtulając się do jednej z poduszek.

Czasem zazdroszczę drzewom spokojnych snów,
Że rozumieją się bez żadnych słów
I że nie wstydzą się swych zielonych łez.
Czasem zazdroszczę drzewom ich drewnianych serc.

Kątem oka ujrzałam, jak z kuchni zerka staruszka. Przypatrywała się mojej grze, jak i słowom, które pierwszy raz mogła zrozumieć.

Zazdroszczę też tak bardzo aniołom z gór,
Nie skrzydeł, aureoli, ale domów z chmur.
Lekkiego puchu, w którym kryją myśli swe.
Tak bardzo im zazdroszczę wiary w lepszy dzień.
Przy każdej czarnej chwili ciszy.
Choć serce wrzeszczy,
Nikt nie słyszy.
Pod powiekami krople rosy zimny deszcz
I słów zgubiony sens.

Widziałam, jak Aria usypia na czerwonym fotelu. Uwielbiała, jak jej śpiewałam do snu już, kiedy była niemowlakiem. Mimo to nie przerywałam gry, chciałam mieć pewność, że dziewczynka się nie obudzi, poza tym, sama wspominałam swoje dzieciństwo, śpiewając tę piosnkę.

I jakoś niespokojnie płynie teraz krew, gdy idę,
Drogą, przy której czarny las rozdartych drzew.
Zostało dziś jedynie ruszyć w inny świat.
Zrozumieć ciszę i być z ciszą za pan brat.
I niech mi jeszcze raz powtórzą,
Że nie ostatnią jesteś burzą,
Spalonym zdjęciem, co się długo będzie tlić.
Niech mi powtórzą albo już nie mówią nic.

W pewnym momencie powstrzymywałam się przed łzami, przypominając sobie jeden z najboleśniejszych wspomnień przeszłości. Obiecałam sobie, że nie pozwolę, by białowłosa przeżyła to, co ja, dlatego będę bronić ją całym swoim sercem.

Przy każdej czarnej chwili ciszy,
Choć serce wrzeszczy,
Nikt nie słyszy.
Pod powiekami krople rosy zimny deszcz.
I słów zgubiony sens…

Zaprzestałam gry, jeszcze przez chwilę przypatrując się klawiszom w idealnym bezruchu. Dopiero uświadamiając sobie o spotkaniu, przekręciłam głowę na siostrę, głęboko pochłoniętą w śnie. Zdołałam jedynie przykryć ją kocem i chwycić maskę. Przed wyjściem zarzuciłam na siebie ciemny płaszcz, chowając w nim białe pasma włosów.
Dość pośpiesznie przemieszczałam się pomiędzy uliczkami, co jakiś czas sprawdzając czas. Tak jak się spodziewałam, na miejsce trafiłam spóźniona, jednak gwardzistka wciąż tam była.
- Wybacz za spóźnienie, garde (gwardzistko). – Szepnęłam, delikatnie kłaniając się przed dziewczyną. Mimo wszystko znałam takie słowo jak kultura. – Czy wszystko masz?
Jako odpowiedź dostałam jedynie niewyraźne mruknięcie, jednak to mi wystarczyło.
- Więc chodź, na miejsce jest kawałek, w tym czasie wyjaśnię ci parę spraw. – Odpowiedziałam, po czym zaczęłam kierować się w stronę karczmy. – Po pierwsze nie zwracaj na siebie większej uwagi na miejscu, a jak ktoś coś do ciebie będzie miał, nie bój się użyć tych cudeniek w pochwie.
- Skąd wiesz, co mam przy sobie, skoro mnie nie widzisz? – Zauważyłam, że wciąż była w stosunku do mnie bardzo podejrzliwa, ale z drugiej strony nie dziwiłam się jej.
- Czuję zapach metalu, mogę być ślepa, ale węch zastępuje mi wzrok, dlatego wciąż jestem w stanie walczyć. – Odparłam spokojnie, wciąż brnąć w kłamstwo swojej ślepoty. – Więcej zaufania, mamy tego samego przeciwnika, a nie wiem jak ty, ale ja muszę jeszcze trochę pożyć...
Kiedy byłam pewna, że moja interlokutorka zrozumiała, kontynuowałam swoją wypowiedź.
- Od razu zgłosimy się do szefa za wykonanym zadaniem, ale i chęcią przyłączenia się nowej najemniczki. Wtedy obie wylądujemy w gabinecie z dala od ciekawskich spojrzeń. Oczywiście wcześniej będę musiała pokazać ‘’swoją zdobycz’’, aby zostać wpuszczoną, więc mam nadzieję, że kopia łzy jest dobra. W gabinecie będziesz mogła robić, co tylko chcesz z mężczyzną. W razie potrzeby będę cię osłaniać, jednak jeśli nie chcesz go brać na jakieś przesłuchania czy coś, to zginie na miejscu. Nikt nie może się dowiedzieć, że z tobą pracuje. - Chociaż i tak będę musiała się przeprowadzić z siostrą, bo już nie będzie tu bezpieczna. – Dodałam w myślach.
~*~
Będąc już przed drzwiami karczmy, delikatnie szturchnęłam swoją towarzyszkę.
- Bądź zimna. – Szepnęłam, po czym z całej siły walnęłam w drzwi, tym samym je otwierając. Wiele spojrzeń od razu zawędrowało w naszą stronę. Spokojnym tempem podeszłam do lady i kładąc pudełko z kopią łzy oceanu.
- No proszę, a jednak udało ci się wykonać zadanie. Szef już się niecierpliwił i uznał cię za uciekinierkę. – Powiedział prześmiewczo barman. Już chwytał za pudełko, kiedy jego ręka została przebita przez szpikulec.
- Zapomniałeś już, że tylko szef może ode mnie odebrać cel ogłoszenia? – Wywarczałam. - Poza tym znalazłam mu kolejnego człowieka. Więc teraz powiesz mi, gdzie jest, chce odebrać zapłatę.
Widziałam, jak powstrzymywał się przed krzykiem, najwyraźniej jeszcze nikt nie przebił mu ręki do blatu, co i tak było dla mnie dużym szokiem, zważając na wkurzającą naturę mężczyzny.
- W biurze… - Wysyczał, na co wyjęłam z niego szpikulec i wraz z towarzyszką podążyłyśmy w kierunku schodów. – Suka.
Słysząc jego ostatnie słowo, uśmiechnęłam się złośliwie i rzuciłam sztylet tak, że wbił się obok głowy mężczyzny.
- Uważaj, do kogo mówisz, bo następnym razem przypadkiem trafię cię w ten twój pusty łeb.
Kiedy już myślałam, że dalsza droga będzie spokojna, na naszej drodze pojawiło się kolejnych dwóch mężczyzn. Jeden z nich był elfem, drugiego nie byłam w stanie zidentyfikować, chociaż miałam wrażenie, że skądś ich znam.
- No proszę, czyżby nowa zabaweczka szefa? – Zakpił jeden z nich, łapiąc gwardzistkę za ramię. – No pokaż nam się nowa, chcemy wiedzieć, w kim wybierać w nocy.

<Lexie?>

sobota, 23 lutego 2019

Od Lexie do Crylin

  Lexie poczuła się niezręcznie, gdy na scenę tej poufnej rozmowy wparowała ta mała istotka. Oczywiście pamiętała, jak najemniczka mówiła, że są ważniejsze rzeczy od pieniędzy, nie sądziła jednak, że w takiej chwili na własne oczy będzie dane jej zobaczyć prawdopodobnie jedną z nich. Osoba, za którą poświęciłabyś życie, co? Gwardzistka uśmiechnęła się pod nosem. W takich chwilach nie cierpiała swojej delikatnej natury Tha'xil.
  Odwróciła się przodem do dziewczynki i kucnęła, by być na jej poziomie.
- Nie przyjaźnimy się - powiedziała cicho. Wyciągnęła dłoń, jakby chciała pogładzić ją po głowie, jednak zaraz ją cofnęła, jakby zażenowana. Najemniczka zrezygnowała z wyciągania do gwardzistki dłoni i również ją opuściła. - Ale mam nadzieję, że to się zmieni. - Podniosła wzrok na najemniczkę i kiwnęła głową. Następnie wstała i rozejrzała się czujnie. - Ale to potrwa. Poradzisz sobie?
  Gwardzistka zrobiła sugestywny ruch głową w kierunku, z którego przyszła Aria.
- Nie musisz się o to martwić, garde - powiedziała, a Lexie pokiwała głową. Rzeczywiście, nie musiała. Najemniczka nie wygadała jak osoba, o którą ktoś musi się martwić.
- Gdzie i kiedy następny raz? - spytała rzeczowo. Skoro czas tak bardzo naglił nie należało się dłużej rozwodzić nad tą sprawą.
- Białe oko spogą...
  Gwardzistka zrobiła zamaszysty, gwałtowny ruch ręką sprawiając, że dziewczynka wciąż przytulona do najemniczki skuliła się nieco.
- Data i miejsce. - Lexie nie miała ochoty rozgryzać kolejnej zagadki i patrolować miasta po nocach. Miała już dość problemów z dodatkowymi wartami w skarbcu. Po śmierci Tracka zrobiła się luka w zaufanym personelu i ostatecznie kobieta dostała wszystkie jego zmiany. Trudno powiedzieć, by była z tego powodu szczęśliwa. Z drugiej strony dawało jej to też okazję do podrobienia Łzy Oceanu. - Proszę.
- Podczas pierwszej kwadry, przy świątyni Flier, a dokładniej jej prawej nawie - wyjaśniła, strażniczka była pewna, że gdyby nie materiał, zakrywający jej oczy, na pewno by nimi wymownie wywróciła. - Dostatecznie jasno?
  Gwardzistka pokiwała głową i zrobiła ruch, jakby miała odejść, jednak się zawahała.
- Pytaj o Lexie E'eian, jeśli coś się zmieni - powiedziała cicho po namyśle i naciągając kaptur mocniej na twarz szybkim, wojskowym krokiem oddaliła się z miejsca spotkania, pozostawiając za sobą płaczącą syrenę.

[...]Zdjęcie precyzyjnych wymiarów z Łzy okazało się nie być takie proste, jak początkowo się spodziewała. Po ostatnim włamaniu zwiększono liczbę strażników i prawie przez cały czas przebywała w towarzystwie innego gwardzisty. Oczywiście to normalne, że po takim wydarzeniu jak włamanie zwiększa się ochronę. Szczególnie, że wciąż nie wykryto, co zostało ukradzione (ponieważ nic nie zostało ukradzione, co jednak było wiadome jedynie Lexie). Dodatkowo strażniczka nie czuła się najlepiej z faktem, iż musi dopuścić się fałszerstwa klejnotu korony królestwa Leoatle. Takie rzeczy były wbrew regulaminowi, którym już dawno nauczyła się zastępować swoją wrażliwą moralność. Gdy wyjmowała kryształ z jego miejsca trzęsła jej się ręka, a gdy go odkładała, niemal upuściła go na posadzkę. Niemal, bo gdy tylko opuścił opuszki jej palców, samodzielnie wsunął się na swoje miejsce. 
  Znalezienie odpowiedniej formy nie było wyczynem. W całym mieście było mnóstwo rzemieślników, którzy za grosze byli w stanie zrobić dla ciebie podróbkę czegokolwiek. Większość z nich nie miała za grosz uczciwości, co tylko działało na korzyść gwardzistki. Ci, którym brakuje poszanowania dla prawa zwykle lubią mieć dług wdzięczności u tych, którzy któregoś dnia mogą szepnąć katowi, że nie warto marnować na nich sznura. Kopia więc, którą otrzymała była dokładna i wierna, a delikatne szkło, z którego została utworzona miało miękką i śliską fakturę. Tak jak powinno. Potrzebowała tylko zaklęcia. I dobrej szkatułki.

[...]- Czar fluorescencyjny oraz odorescencyjny. Proste zaklęcia kosmetyczne. - Mag oglądał dokładnie kamień ze wszystkich stron. - Faktycznie, mogą mu nadać bardziej magiczny wygląd, jednak prawdziwy znawca od razu przejrzy iluzję. Nie, nie. W tej sytuacji trzeba czegoś... mocniejszego.
- Potrzebuję tego jutro o świcie - oznajmiła gwardzistka, stojąc sztywno przy samym wejściu do królestwa magi. Samo przebywanie w tym miejscu sprawiało, że czuła mrowienie na skórze. Zdążyła już się odzwyczaić od tego uczucia i wcale nie miała ochoty znów się do niego przyzwyczajać.
- Mało czasu, mało czasu - czarodziej zacmokał ustami. - To będzie kosztować.
- Czy to nie kolcobot królewski - zainteresowała się niespodziewanie gwardzistka, zwracając uwagę na niewielki słoiczek, wciśnięty na półkę razem z innymi rzeczami. Miała nadzieję, że to było to. Otrzymała bardzo dokładne opisy wszystkich nielegalnych ingrediencji, które znajduje się niekiedy w magicznych sklepach i odkąd weszła przeszukiwała wzrokiem półki w poszukiwaniu jednej z nich. Strzeliła na oślep, jednak najwyraźniej szczęście jej dopisywało.
- Jutro rano, tak? - zapytał z nagłym zapałem mag. - Oczywiście, oczywiście. Będę musiał bardzo się sprężyć, jednak jest to do zrobienia. Tak, tak. - Czarnodziej chwycił Lexie pod ramię i zaczął prowadzi w kierunku drzwi. -  A teraz proszę mnie zostawić samego. Mistrz potrzebuje się skupić!
  I nim się obejrzała była już na zewnątrz. Bycie gwardzistą zdecydowanie ma swoje plusy.

[...]Pudełeczko obijało się jednostajnie o nogę postaci, ubranej w prosty, wygodny, skórzany strój,  długi, nie rzucający się w oczy płaszcz, wyposażony w zestaw ostrzy i długą, zakrzywioną szablę. To zaskakujące, że Mer trzyma takie rzeczy. Lexie nigdy nie podejrzewałaby tej wolno mielącej informacje, masywnej zbroi o używanie tak subtelnych i wyrafinowanych narzędzi, jakimi są noże. Najwyraźniej wiele jeszcze nie wiedziała o swoim partnerze. Co ważniejsze liczyła, że nie będzie musiała sama ich używać, gdyż pomijając szkolenie gwardii królewskiej nigdy nie uczyła się władać tak małym ostrzem.
  Gwardzistka, a właściwie Najemniczka - poprawiła samą siebie w myślach - nerwowo zacisnęła i rozprostowała palce w grubych, obłożonych metalem rękawicach. Nie chciała w żadnym razie ryzykować kontaktu spreparowanej Łzy ze skórą. Zaklęcie prawdopodobnie puściłoby, nim zdążyłaby wogle pomyśleć, że tam jest.
  Przystanęła, przy nawie bocznej świątyni Flier. Odetchnęła głębiej. Nie lubiła takich miejsc. Blisko bogów. Za bardzo przywodziły jej na myśl Źródło pierwotnej magii oraz jej kapłanów. Zastygła w bezruchu, wykorzystując jedną z umiejętności, którą gwardziści opanowali do perfekcji - drzemanie w pozycji na baczność z otwartymi oczyma i aktywnymi zmysłami, jak u psa czy królika. Z tego stanu wyrwał ją ruch i ciemna postać, zbliżająca się do świątyni.
(Crylin?)

sobota, 9 lutego 2019

Od Crylin do Lexie

Po nieudanej próbie wykonania misji wróciłam do domu, ówcześnie sprawdzając, czy przypadkiem nikt mnie nie śledzi. Było już bardzo późno, dlatego nie spodziewałam się zastać młodszą siostrę chodzącą po korytarzu. Kiedy jednak ujrzałam lekkie, ciepłe światło w pokoju, mój umysł zaczął tworzyć rozmaite scenerie, niestety negatywne. Pośpiesznie szarpnęłam za klamkę, w tym samym czasie zdejmując maskę i przepaskę.
- Aria? – Zaczęłam wołać dziewczynkę, przeszukując coraz to kolejne pomieszczenia, aż w końcu moim oczom ukazała się biała czupryna. – Skarbie, czemu nie śpisz? Jest już bardzo późno.
Dość szybko dostrzegłam onyksowe oczęta, oświetlane ciepłym płomieniem świeczki i roztrzepane dwa kucyki.
- Nie mogłam spać. Bałam się być sama. – Wyszeptała zmęczona, podchodząc do mnie. Spokojnie objęłam ją rękoma, głaszcząc po głowie.
- Nie bój się, bijou (skarbie). Już jestem przy tobie. – Podniosłam Arie, która szybko wtuliła się w zagłębienie mojej szyi. Wolną ręką sięgnęłam po lichtarz, aby oświetlić sobie drogę do pokoju.
- Mogę dzisiaj spać z tobą Crylin? – Spytała, usypiając na rękach w swojej białej koszuli nocnej.
- Jasne. – Szepnęłam, kierując się do sypialni. Odłożyłam mlecznowłosą na pościel, po czym sama przebrałam się w piżamę.
~*~
Minęło kilka dni od felernej akcji w skarbcu, kiedy to na niebie zawitał srebrzysty księżyc w pełni. Ubrałam się w swój standardowy strój i ruszyłam na miejsce spotkania. Na szczęście nie było ono daleko od domu, mogłabym nawet powiedzieć, że nie raz pojawiałam się tam, jako zwykła mieszczanka, wraz z siostrą.
Cierpliwie wyczekiwałam strażniczki, spoglądając na fontannę spod przepaski i maski wilka. Miałam przeczucie, że brązowowłosa nie zignoruje ostrzeżenia i pojawi się za kilka chwil. W tym samym czasie zastanawiałam się nad rozwiązaniem sytuacji zlecenia. Gdyby mężczyzna nie był zagrożeniem dla Arii, a jego cała organizacja szumowinami, prawdopodobnie zrezygnowałabym z propozycji gwardzistki. Jednak w aktualnej sytuacji, współpraca z kobietą mogłaby przynieść mi wiele korzyści, oczywiście, jeśli wszystko zostałoby dobrze zaplanowane.
- Omdunner… - Usłyszałam niedaleko siebie. Lekko zaskoczona, kątem oka spojrzałam w kierunku znajomego głosu. Nie przekręcałam jednak głowy. Wystarczyło, że wyczuliłam wzrok, aby dostrzec strażniczkę. Mimowolnie kącik moich ust powędrował ku górze. Pierwszy raz spotkałam się z kimś, kto wymawiał słowa w moim ojczystym języku, nie znając ich znaczenia. Sytuacja ta zachęciła mnie do niewinnego żartu.
- Ne pas vous avoir laissez moi. (Nie zawiodłaś mnie) – Nie spojrzałam nawet na jej osobę. - Vous êtes l’un de ma famille? (Jesteś jedną z mojego rodu?)
Przyglądałam się jej skrzywionej buźce, powstrzymując przed wybuchem śmiechu. Mimo zakłopotania brązowowłosej postanowiłam nie drążyć tej zabawy. Chciałam szybko wrócić do siostry, która kolejny raz musiała zostać sama.
- Tylko żartowałam, ale lepiej nie wypowiadaj słów, których znaczenia nie znasz. – Odparłam dość szorstko. – Chciałaś, bym zaprowadziła cię do swojego pracodawcy. Mogę to zrobić, ale nie tak jawnie. Dlatego zaproponuję ci pewien układ.
- Jaki? – Jej ręce oplotły się w geście zainteresowania.
- Ty załatwisz mi dobrze wykonaną kopię łzy oceanu, a ja zaprowadzę cię do niego, jednak wcześniej musisz upewnić się, że wyglądem będziesz przypominać najemnika. W innym wypadku cały plan pójdzie w łeb.
- Dobra, ale po co ci kopia i czemu sama się tym nie zajmiesz? Przecież widziałaś, jak wygląda. – Spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Jeśli nie wykonam zadania, a nagle zginie pracodawca, wszelkie podejrzenia przejdą na mnie, tym bardziej że pałam wielką nienawiścią do tego mężczyzny. – Wyjęłam z pochwy na nodze metalowy szpikulec, by chwilę później zacząć się nim bawić.
- Rozumiem, ale to nie zmienia faktu, że sama możesz się… - Nie dałam jej dokończyć, od razu chwytając za maskę. Delikatnie ją zdjęłam, ukazując czarny materiał w miejscu oczu.
- Nie widziałam go, jedynie byłam w stanie wyczuć jego kształtu. Nie mam pojęcia, jak wygląda, a tym bardziej, z jakich materiałów mogłabym go zrobić. – Ponownie założyłam maskę na twarz. Sądziłam, że moja interlokutorka zacznie jeszcze bardziej dopytywać się szczegółów, jednak nie miało to miejsca.
- I tak powinna spaść na ciebie kara. – Szepnęła cicho, jakby do siebie, ale na szczęście to usłyszałam.
- A to niby dlaczego? – Zakpiłam.
- Zabiłaś jednego z naszych strażników. – Mogłabym przysiądź, że ton głosu gwardzistki się podniósł, a mnie zaczęło zastanawiać, czy istoty po tej części gór naprawdę tak ubolewają nad stratą kogoś, z kim tylko pracują.
- Wiem i nie zamierzam za to przepraszać. – Odparłam spokojnie, jakby było to dla mnie czymś oczywistym. Nie dałam nawet oburzonej kobiecie się zbesztać, bo znów zaczęłam swój monolog. – Gdybym żałowała jego śmierci, oznaczałoby to, że sama nie doceniałabym życia. Nie było tu nic innego niż zabić lub zostać zabitym. Sądzisz, że pozwoliłby mi żyć ze świadomością, że jakimś cudem dostałam się aż tak daleko?

Nie zdążyłam dokładnie obgadać planu, kiedy w końcu pojawiłybyśmy się u szefa, słysząc szybkie stąpania i piskliwy krzyk.
- La petite sœur! (siostrzyczko) – Diametralnie odwróciłam się w stronę pędzącej białowłosej. Była czymś wystraszona, nie dało się tego nie zauważyć.
- Aria! Co ty tu robisz? Powinnaś już dawno spać w łóżku. – Skarciłam dziewczynkę, która zamiast się zatrzymać, skoczyła mi prosto w ręce.
- Panowie cię szukają. Powiedzieli, że jak cię znajdą to szef coś ci zrobi niedobrego. – Zaczęła popłakiwać, na co ją podniosłam, przytulając mocno.
- Nic ci nie zrobili? – Pozwoliłam sobie na spokojny ton, stojąc naprzeciw wyraźnie zdziwionej brązowowłosej. Czarnooka pokręciła przecząco głową, po czym dodała.
- Słyszałam, jak rozmawiali przed domem.
- Oczekują łzy, trzeba się pośpieszyć, więc wchodzisz w to? – Skierowałam przed siebie dłoń, czekając na jakikolwiek ruch.
- To twoja przyjaciółka? – Szepnęła dość głośno, na co jedna z brew gwardzistki się uniosła. – Ładna jest i wygląda na silną.
<Lexie?>

poniedziałek, 4 lutego 2019

Od Lexie do Crylin


Lexie instynktownie chciała ruszyć w pościg. Pościg był jedną z tych rzeczy zakorzenionych w świadomości gwardzistów gdzieś pomiędzy odruchem źrenicznym a wymiotnym. Poczuła jednak, że jej buty przytwierdzone są do podłoża, schyliła się więc by ujrzeć twardy kryształ opasujący je. Szybko dotknęła je dłonią, a gdy ten rozsypał się w drobny pył zrobiła ruch, jakby chciała kontynuować nie zaczętą pogoń… jednak zrezygnowała. Nie było sensu gonić ulotnego cienia. To, co teraz powinna zrobić to upewnić się, że najemnik odszedł, że strażnikom nic nie jest i odłożyć kamień na miejsce. Łza Oceanu… co takiego było w tym krysztale, że ktoś mógł zapragnąć go ukraść? Gwardzistka nie znała się na takich rzeczach. W jej dłoni był zresztą tylko okruchem skały produkującym powoli sypiący się za nią pył. Odłożyła go do kieszeni i ruszyła na obchód. Upewniła się, że pomieszczenie jest puste i wyszła do przedsionka, by zobaczyć przyszpilonego do ściany strażnika. Jego ręce i nogi były przebite, a głowa uwięziona w krysztale. Prawdopodobnie nie miał nawet szansy podnieść swoją włócznię. Ryzyko zawodowe, a jednak Lexie poczuła narastający ciężar na sercu. Wróciła do skarbca, by odłożyć Łzę na swoje miejsce. Procedura wymagała, by w wypadku znalezienia martwego strażnika wszcząć alarm, musiała się więc upewnić, że zanim to zrobi wszystko będzie na właściwym miejscu. Nie byłoby przecież dobrze, gdyby ktoś oskarżył ja o kradzież. Nie dociekłaby wtedy kto i dlaczego chce ten przeklęty odłamek skały.
Wróciła do przedsionka i chwyciła za linę dzwonka alarmowego. Pociągnęła mocno trzy razy, po czym zajęła się strażnikiem. Jedno muśnięcie palców wystarczyło, by pozbyć się magicznej materii z ciała gwardzisty. Opadł bez życia na ziemię, jednak dla pewności Lexie sprawdziła mu puls. Właśnie układała go na plecach, gdy na schodach pojawiło się trzech strażników z pełnym wyposażeniem. Kobieta poderwała się na równe nogi i wyprężyła w pozycji na baczność. Zasalutowała, a przybysze spojrzeli na nią pytająco.
- Ktoś zamordował Tracka, panie – wyjaśniła.
- Stern, sprawdź skarbiec. Troy, zaalarmuj resztę. – polecił najbliżej stojący strażnik i dwóch jego towarzyszy zniknęło we wnętrzu. Kapral Devis, bo to właśnie on odpowiedział na wezwanie, podszedł bliżej ciała. – Jak?
- Przyszpilony kryształem do ściany, panie. Zginął na miejscu.
- Rozumiem – przytaknął tamten. Rozległ się szczęk zbroi i dwóch pozostałych gwardzistów pojawiło się przy zmarłym.
- Nikogo nie ma, panie. Nie wygląda też na to, by coś zostało skradzione – zameldował posłusznie jeden z nich. Kapral zamyślił się.
- O świcie zrobimy szczegółowy przegląd – zawyrokował. – Jeśli nie złapią tego drania to i tak nie ma się co martwić tym teraz. Nikogo nie widziałaś?
- Nie, panie – skłamała płynnie Lexie.
- Lepiej się módl, żeby nie zginęło nic wartościowego – mruknął ponuro kapral. – Konsekwencje zawsze są w takich sprawach nieciekawe. A teraz wracaj na swój posterunek. Gdy Stern skończy obchód niech zostanie z tobą na posterunku.
- Tak, panie. – Gwardzistka zasalutowała, a Devis który słyszał o perfekcjonalistycznej naturze strażniczki odwdzięczył się tym samym, po czym wyszedł.

[…]- Ale nic nie ukradli? – upewniła się Mirajane ze zdziwieniem.
- Tak, wasza wysokość. – odparła kobieta beznamiętnie.
- Dziwna sprawa. – Księżniczka oparła się wygodniej na fotelu, zakładając nogę na nogę. Przyłożyła dłoń do twarzy w wyrazie intensywnego zamyślenia. – Będzie trzeba ją zbadać.
  Poderwała się gwałtownie ze swojego miejsca siedzącego i ruszyła w stronę drzwi.
- Idziemy! – wykrzyknęła, a gwardzistka posłusznie ruszyła za nią. Straż zamkowa przeprowadziła już pełne dochodzenie i niczego nie znalazła, wątpiła więc by księżniczce się to udało, jednak z doświadczenie wiedziała, że takie rzeczy jak zerowe prawdopodobieństwo znalezienia czegokolwiek nie odwiodłyby jej pani od powziętej decyzji. Podążyła więc za nią mając tylko nadzieję, że Mirajane nie będzie chciała biegać po mieście szukając złodzieja.

[…]Już trzecią noc z rzędu Lexie maszerowała w obszernym płaszczu ulicami miasta. Najemnik był wyjątkowo dowcipną i poetycką osobą, czego gwardzistka nie pochwalała. Nie mógł podać jawnych danych, dokładnego czasu i miejsca, zamiast tego rzucił zagadką, która po pewnym śledztwie, przeprowadzonym przez gwardzistkę dała pięć różnych lokalizacji oraz siedem różnych czasów, w tym pięć z nich, te bardziej prawdopodobne pięć, miało miejsce w nocy. Na całe szczęście, bo mogła się wyrwać ze swoich kwater po zakończeniu służby. Jednak nocne eskapady powodowały u strażniczki notoryczne znużenie i ostatnio nawet, aż wstyd się przyznać, zdarzyło jej się ziewnąć na warcie! Niby jedyną postacią w okolicy był Mer, a on prawdopodobnie nie zwróciłby uwagi, gdyby Lexie położyła się w poprzek korytarza i zasnęła, jednak co się wydarzyło, to się wydarzyło. Wystarczyło, że gwardzistka o tym wiedziała, by było godne potępienia.
Brunetka przystanęła pod kamiennym rzygaczem w kształcie syreny. Rozejrzała się. Ani żywego ducha. Miejsce numer jeden – zaliczone. Ruszyła w dalszą drogę. Następna na liści była fontanna trzech syren na Placu Portowym. To miejsce nawet o tej porze było dość ruchliwe. W tym tłumie nikt by pewnie nie zauważył dwóch postaci wymieniających poufne informacje. Gwardzistka oparła się o kamień fontanny i czekała. Dała najemnikowi pięć minut, nim ruszyła do kolejnego punktu – niewielkiej fontanny płaczącej syreny, która jednak okazała się tej nocy kompletnie sucha – jak zresztą poprzedniej. Najwyraźniej od dwóch dni jakieś rury były zatkane i nikt się jeszcze nimi nie zajął. Jednak strażniczka poświęciła kilka minut na oczekiwanie również w tamtym miejscu. Bezskutecznie. Dopiero pod następnym pomnikiem, przedstawiającym dość buntowniczo wyglądającą syrenę z mieczem wzniesionym do góry ktoś okazał się czekać. I tym razem postać była szczelnie opatulona warstwami materiału, spod którego jednak przeświecały kobiece atrybuty. Było coś jeszcze, co skłoniło Lexie do wniosku, że ma do czynienia z tą samą postacią co ostatnio – nie widziała jej oczu.
Wieloletnie treningi w szkole rycerskiej nauczyły strażniczkę dwóch rzeczy – że nie należy zastanawiać się nad składem bulgoczącego w kotle gulaszu i że w ciemności najłatwiej dostrzec mignięcie białek oczu przeciwnika – nawet jeśli jest perfekcyjnie zakamuflowany.
Gwardzistka, niby przypadkiem, stanęła koło najemniczki, przodem do sikającej wodą fontanny. Nigdy nie poświęcała jej zbyt wiele uwagi, nie interesowała się za bardzo bezużyteczną sztuką jakichś podrzędnych, masowych artystów. Teraz jednak czuła, że dokładnie zapozna się z detalami tej rzeźby, zanim cała sprawa zostanie doprowadzona do końca.
- Omdunner… - zaryzykowała, próbując przypomnieć sobie fonetyczne brzmienie słowa, którym została powitana w skarbcu przez złodziejkę.
  Przez chwilę panowała cisza. Gwardzistka czekała. Co więcej mogła zrobić?
(Crylin? #wery_gud_frencz XD)