Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Takako i Crylin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Takako i Crylin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 stycznia 2019

Od Crylin do Takako

Kiedy kobieta wyciągnęła nożyk z torby, poczułam, jak moje ciało znacznie się spina. Mimo wszystko musiałam powstrzymać się przed nagłymi ruchami, sama w końcu prosiłam o pomoc, a jeśli działania kobiety mają pomóc mojej siostrze, to muszę to zaakceptować. Stałam, jak na szpilkach uważnie przyglądając się poczynaniom obcych mi osób. Ogromne było moje zdziwienie, gdy do moich dłoni trafiła niewielka fiolka z nieciekawie wyglądającą substancją. ”Trucizna?” – przyszło mi pierwsze do głowy, jednak nie miało to kompletnie sensu. Nie znałam się na tutejszych ziołach i lekarstwach, poza tym, jaki sens miałoby uśmiercenie obcej osoby? Niepostrzeżenie zerknęłam na jasnowłosą dziewczynkę. Wydawało mi się przez chwilę, że na jej zaróżowiałej twarzyczce pojawił się delikatny uśmiech.
- Może, zanim wyjdziemy, czy wiecie może gdzie moglibyśmy znaleźć jakieś miejsce w karczmie do przenocowania? Te które odwiedziliśmy nie miały ani jednego pokoju wolnego, a spanie pod niebem dzisiaj odpada. – Zaczęłam intensywnie myśleć nad odpowiedzią. Z jednej strony, nie chciałam słać jej do miejsca mojej aktualnej pracy, z drugiej musiałam odwdzięczyć się za wystawioną dłoń w czasie upadku. Miałam swoje zasady i honor, jak przystało na członkinię rodu Doragon.
- Jakieś dwa kilometry stąd jest karczma, wystarczy iść cały czas prosto. Nie mogę wam dokładnie opisać, jak wygląda, ale jeśli powiecie, że jesteście od Angech, bez problemu was przyjmą. – Spojrzałam przez materiał na długowłosą kobietę, a następnie na jej towarzyszy. Jeden z nich uważnie mi się przyglądał, jakby wyczuwał ode mnie coś niepokojącego. Gdyby nie aktualne okoliczności mogłabym bez problemu pokazać mu jego obawy na własnej skórze. Wymusiłam się na delikatny uśmiech, aby wyglądać naturalnie, jak na zwykłą mieszczankę. – Mogę was odprowadzić, chce się na coś przydać, jako wasza dłużniczka.
Delikatnie się skłoniłam, ukazując swój szacunek i wdzięczność. Mimo wszystko cichy głosik w mojej głowie buntował się temu pomysłowi. Gdybym odprowadziła tę trójkę, najprawdopodobniej rzuciłabym się w oczy ze względu na przepaskę, która w karczmie jest dość rozpoznawalna.
- Dziękujemy, ale nie trzeba, powinniśmy trafić. – Odpowiedziała uprzejmie, przyglądając się z zaciekawieniem na moją twarz. Chwilę później towarzystwo, przekroczyło drzwi wejściowe, a ja spojrzałam na fiolkę, bijąc się z myślami.
„Wypić? Czy może pozbyć się?” – Ostatecznie nie tknęłam zawartości szklanej buteleczki. Zamiast tego opiekowałam się Arią, a kiedy się obudziła, mogłam zauważyć w jej oczach iskierki szczęścia. W przeciwieństwie do mnie, jej czarne oczy często zachwycały się różnymi pięknymi rzeczami. W jej spojrzeniu można czytać, jak z otwartej księgi.
- Crylin? Nie jesteś na mnie zła? – Spytała ze skruchą, ówcześnie obserwując oddalającą się starszą kobietę.
- Zła? Nie mam do tego powodu, ange. – Uśmiechnęłam się i posadziłam siostrę na swoich kolanach. – Ale następnym razem, jeśli coś ci się stanie, od razu mi powiedz, a jeśli mnie nie będzie, to idź do kogokolwiek.
Złożyłam delikatny pocałunek na czole czarnookiej i przykryłam szczelniej kocem. Widziałam, jak spokojnie przytakuje i ponownie znika w objęciach Morfeusza. Najlżej jak tylko mogłam, położyłam siostrę do łóżka, następnie podziękowałam sąsiadce za pomoc, kłaniając się nisko. Kątem oka dostrzegłam pełną buteleczkę lekarstwa, którego nie miałam zamiaru wypić. Miałam ważniejsze rzeczy do roboty, a dokładniej pewna kobieta i jej dwójka partnerów. Musiałam wiedzieć, kim jest i czy rzeczywiście jej dobroć nie jest jakimś oszustwem.
Dość pośpiesznie chwyciłam płachtę z głębokim kapturem i ruszyłam w kierunku karczmy. Wskoczyłam na drzewo znajdujące się najbliżej okna, w którym wyczuwałam charakterystyczną woń. Dokładnie pamiętałam zapach osoby, która przebywała w mieszkaniu, poznawałam też dwa kolejne zapachy, jednak były one nieco inne niż kobiety. Niestety nie mogłam do końca wybadać otoczenia przez deszcz, więc postanowiłam przez uchylone okno puścić swojego płomiennego motyla. Dzięki tej zdolności łączącej ogień z moim ciałem zdołałam wyraźniej usłyszeć rozmowy trójki osób.
Ułożyłam obie dłonie w kulkę i po chwili pozwoliłam świecącemu płomykowi przedostać się do pomieszczenia.



Spokojnie słuchałam rozmów o niczym, jednak w pewnym momencie głosy ustały. Poczułam, jak płomyk zostaje zniszczony. Sprawnie zniknęłam z miejsca zdarzenia, a zaraz potem ktoś odsłonił zasłony.
,,Wiedzieli, że ktoś ich podsłuchuje.” – Pomyślałam. Na mojej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech, który zazwyczaj oznaczał moją ciekawość i podziw.
,, Jednak mam nową misję, dowiedzieć się więcej na temat tej trójki.”
- Niech zacznie się zabawa!

<Takako?>

środa, 16 stycznia 2019

Od Takako do Crylin

Sama nie wiem dlaczego, ale będąc w obecnym mieście nie potrafiłam znaleźć żadnej karczmy dla naszej trójki, aby móc znaleźć miejsce do przenocowania. W dodatku obecna "piękna" pogoda w niczym nam nie pomagała. Trochę byłam zirytowana, ale nie poddawałam się i szukałam dalej. Yuzu i Ryuu byli pod postacią człowieka, bo z pierwszej karczmy wyrzucili mnie ze względu na ich zwierzęcą formę. Chciałam wejść do następnej karczmy, gdy zobaczyłam jak biegnie w moja stronę jakaś dziewczyna. Była wstrząśnięta i wyglądała jakby szukała czegoś ale bardziej wyglądało jakby szukała kogoś.
- Czy mogę ci jakoś pomóc? - zapytałam się tym samym zatrzymując ją przed wpadnięciem na mnie.
- Wiesz może gdzie w tym mieście znajduje się jakiś lekarz? - była zmęczona i wyglądała na wystraszoną.
- Może ja będę w stanie pomóc? - uśmiechnęłam się do niej, a ona jakby odetchnęła z ulgą. Sama nie wiem kiedy dotarłam do jej domu, ale znaleźliśmy się tam bardzo szybko. Wskazała mi miejsce w którym jakaś dziewczyna leżała. Była mocno rozpalona. Obok niej stała kobieta, robiąc jej zimne okłady.
- Czy coś ją użądliło? - po dotknięciu zabandażowanej ręki wiedziałam co mogło się wydarzyć.
- Tak, ale nie wiem dokładnie co - odpowiedziała starsza kobieta. Zdjęłam opatrunek, wyjęłam ze swojej torby mały nożyk, którym przecięłam skórę.
- Yuzu czy mógłbyś przygotować nowy opatrunek oraz wyjąć z mojej torby maść którą dzisiaj przygotowałam - uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Wyjęłam z nacięcia coś podobnego do żądła osy, jednak to było odrobinę bardziej groźne. Po usunięciu go z dłoni dziewczyny, opatrzyłam ranę, a maść posmarowałam na czoło. To specjalna maść pomagająca zbić gorączkę.
- Nic jej nie będzie - odwróciłam się w stronę dziewczyny. - Zostawię wam maść. Musicie ją stosować do momentu w którym gorączka całkowicie nie minie. Zaklęcie uleczające pomoże jej wrócić szybciej do zdrowia - wytłumaczyłam. - Owad jaki ją użądlił jest bardzo znany w tych terenach jednak mało kto wie, że ich żądła pozostają po ukąszeniu pod skórą. Są małe i bardziej groźniejsze od tych zwykłych owadów. - miałam nadzieję, że uspokoiłam kobiety wystarczająco, aby mogły zasnąć. - Poza tym to powinnaś wypić to, abyś się nie przeziębiła. Jesteś w mokrych ubraniach od dłuższego czasu, a pora roku i pogoda są bardzo dobre na to, aby zachorować - uśmiechnęłam się, chwytając Ryuu za jego płaszcz. - Wybaczcie nam, ale już musimy iść. Ryuu jakbyś mógł mnie poprowadzić - uśmiechnęłam się do niego. - Może zanim wyjdziemy, czy wiecie może gdzie moglibyśmy znaleźć jakieś miejsce w karczmie do przenocowania? Te które odwiedziliśmy nie miały ani jednego pokoju wolnego, a spanie pod niebem dzisiaj odpada. - to był dobry pomysł na to, aby się zapytać. Zwłaszcza, że miasto się zmieniło od mojej ostatniej wizyty.

<Crylin?>

wtorek, 15 stycznia 2019

Od Crylin

Minęły trzy dni od rozpoczęcia mojej misji, ale nareszcie udało mi się ją wykonać i wrócić po zapłatę. Przez ten czas musiałam dać siostrę pod opiekę sąsiadce, która jak zawsze nie miała z tym problemu. Nie lubiłam zostawiać Arii samej, ale musiałam, aby zagwarantować jej dach nad głową. Spokojnym krokiem kierowałam się do karczmy, z której już od dłuższego czasu wykonywałam zlecenia obcych mi ludzi. W myślach wyklinałam paskudną pogodę. Zdecydowanie pory deszczowe nie odpowiadały mi przez ograniczoną widoczność. Kiedy jednak dostrzegłam charakterystyczny znak tawerny, w głębi duszy cieszyłam się, że w końcu otrzymam zapłatę. Poprawiłam czarny materiał chusty na twarzy i otworzyłam agresywnie drzwi. Przez chwilę przyglądałam się otoczeniu, by zaraz później dumnie ruszyć w stronę barmana. Usłyszałam, jak dźwięki burzy cichną w towarzystwie skrzypiących drzwi. Usiadłam wygodnie na krześle, wyciągając z sakiewki monety, które niedbale rzuciłam na blat. Brązowowłosy karczmarz szybko zebrał pieniądze i zaczął nalewać mój ulubiony trunek.
- Dość szybko wróciłaś, najwyraźniej misja nie była tak trudna, jak się spodziewałem. – Ciemne tęczówki uważnie przyglądały się potwierdzeniu wykonanej misji, którym tym razem była poplamiona krwią księga.
- Pamiętaj, nie robię tego za darmo, dupeur. – Odrzekłam chłodnym tonem, widząc jego lepkie rączki na księdze. Postawił przede mną trunek, wzdychając męczeńsko.
Szybko odsłoniłam materiał chusty i jednym chlustem wypiłam alkohol, który po chwili rozgrzał moje ciało. Po chwili na stole pojawiła się moja zapłata za zlecenie. Szybko zebrałam wynagrodzenie i nie zwracając szczególnej uwagi na otoczenie, zamówiłam kolejną kolejkę.
- Mam kilka nowych ofert, które mogą cię w najbliższym czasie zainteresować. – Machnęłam zachęcająco dłonią, aby mówił dalej. – Jest zlecenie, aby pozbyć się dzikich bestii z obrzeży miasta, albo zabójstwo handlarza podającego się za lekarza i sprzedającego zatrute lekarstwa.
- Gdzie ostatnio widziano tego handlarza? – Spytałam, bawiąc się kieliszkiem.
- I tu jest właśnie problem. Wiadomo tylko, że przebywa gdzieś w tym państwie, jako doktor Alberto.
- Biorę!
- Haha, przecież ta ślepa kura nie złapałaby tego doktorka, jakby przeszedł jej przed nosem. – Kpiący śmiech rozbrzmiał obok mnie.
- Oj chłopie, rzucasz sobie gwoździe pod nogi. – Ostrzegł wstawionego kolegę, wiedząc, jak to się skończy.
- Chyba żartujesz, co mi może zrobić ślepa baba? – Otwartą dłonią walnął w blat. Wykorzystując chwilę, wyciągnęłam z pochwy cienkie ostrza i rzuciłam tak, aby wbiły się pomiędzy trzema palcami chłystka. Następnie wbiłam swoje przedłużone kunai między nogi najemnika kilka centymetrów od jego przyrodzenia. Nie musiałam nawet przekręcać głowy w jego stronę, by idealnie trafić w wyznaczone miejsca.
- Ferme ta gueule. – Z moich ust wydobyły się spokojne, a zarazem chłodne słowa.
- Ostrzegałem. – W pubie rozbrzmiał melodyjny głos właściciela.
Znudzona atmosferą, podniosłam się z wygodnego krzesła, ówcześnie chwytając i zwijając zlecenie w rulon. Wychodząc z budynku, ponownie nałożyłam na twarz materiał. Pośpiesznie ruszyłam w stronę domu, sprawdzając, czy przypadkiem ktoś mnie nie śledzi. Chciałam jak najszybciej pójść po siostrę, dlatego pośpiesznie rozebrałam się ze stroju roboczego i nałożyłam swoje codzienne ubrania. W drzwiach włożyłam płaszcz, do którego włożyłam naszyjnik z niebiesko-zielonym kamieniem na środku. Zawsze jak znikałam na kilka dni, przynosiłam Arii coś ładnego z podróży w ramach przeprosin. Zmęczonym wzrokiem spojrzałam na porywisty wiatr, niosący ze sobą stado kropli wody. Westchnęłam głośno i pobiegłam pod mieszkanie siwej, starszej kobiety. Głośno zapukałam w jasne drzwi, a już po chwili otworzyła mi zmartwiona kobieta, wpuszczając do środka. Coś mi jednak nie pasowało w jej wyrazie twarzy.
- Dzień dobry, przyszłam po Arie. – Delikatnie uśmiechnęłam się do kobiety, jednak ten szybko zniknął z mojej twarzy, gdy ujrzałam leżącą w salonie siostrę. Cała była pokryta rumieńcami, na głowie leżał zimny okład, a jej ręka była obwiązana bandażem. – Dobry Boże, Aria, co się stało?
Jak najszybciej pobiegłam do siostry i złapałam za rozpalony policzek.
- Dziś rano, powiedziała, że wieczorem, jak wracała z koleżanką, ugryzło ją coś w rękę. Początkowo myślałam, że to nic poważnego, ale zaczęła dostawać gorączki, a w miejscu ugryzienia, powstał obrzęk. Nie wiedziałam, co mam robić.
- Jest gdzieś w okolicy lekarz dla ludzi? – Spytałam zestresowana, próbując wybudzić białowłosą.
- Nie mam pojęcia, nie jestem człowiekiem.
- Aria, wytrzymaj amour. – Pocałowałam rozpalone czoło siostry i wybiegłam z mieszkania.
Biegłam w deszczu, poszukując kogoś, kto mógłby mi pomóc. Gdybym sama znała się na medycynie, prawdopodobnie nie musiałabym się teraz bać o życie swojej ostatniej rodziny. Miałam wrażenie, że biegłam po opustoszałych drogach wieczność, kiedy w końcu zauważyłam jakąś postać przed sobą.

<Ktoś?>