Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niespodzianka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niespodzianka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 grudnia 2018

Od Parysa do Richarda

Skuliłem się mocniej kiedy Zajrzał do mnie. Zakryłem pysk łapą i westchnąłem. Leżałem długo, słuchając. W końcu kiedy on zasnął,  ja również. Było tak ciepło, i wygodnie... Nie to co w boksie, z sianem jako wyściółką.
Obudził mnie grzmot. Podskoczyłem a potem podniosłem się powoli z kocem na grzbiecie. Zeskoczyłem z kanapy i ruszyłem powoli do jego sypialni. Tu przed wejściem przyspieszyłem bardzo i rozpędziłem się przestraszony grzmotem. Biegłem moment w miejscu, ślizgając się na podłodze, a następnie wjechałem pod jego łóżko szybko. Zakryłem pysk łapami i leżałem tam. Drżałem, popiskując cicho. Uspokoiłem się trochę kiedy długo nic nie uderzało i spróbowałem zasnąć. Nic to jednak nie dało kiedy huk brzmiał jakby coś się stało tuż obok mnie. Zaskowyczałem i zacząłem piszczeć kuląc się jeszcze bardziej. I wtedy poczułem jego ręce. Bez wahania wyszedłem do niego i pozwoliłem się wciągnąć na łóżko, pod kołdrę. Wepchnąłem mu nos pod pachę i przylgnąłem do niego mocno. Drżałem przerażony, zamykając mocno oczy. Pan zakrył moje ucho i zaczął mnie głaskać. Zamerdałem lekko ogonem i wtuliłem się mocniej w jego ciało. Był taki ciepły. Przełknąłem ślinę i odetchnąłem. Zasnąłem przy nim, czując się bezpiecznie, w ciepłym i miłym miejscu...
Obudziłem się rano, przed nim. Leżał teraz do mnie tyłem, a ja zajmowałem większą część łóżka. Ziewnąłem i wyciągnąłem się, wyciągając tylne i przednie łapy. Położyłem mu pysk na głowie i zacząłem lizać jego ucho chcąc go obudzić. Podskoczył zaskoczony i złapał mnie za głowę. Chyba nie wiedział co się dzieje, ale kiedy poczuł moją sierść zaczął mnie drapać po głowie. Polizałem jego rękę zadowolony i położyłem się na boku, znowu mocno wyciągając łapy. Leżałem tak póki nie usłyszałem że zmienia pozycję. Spojrzałem na niego, odchylając głowę do tyłu. Leżał teraz na plecach i patrzył na mnie. Przewróciłem się na brzuch, kładąc się na boku w jego stronę i też spojrzałem mu w oczy. Jak tylko jego ręka przesunęła się po mojej głowie położyłem pysk na jego piersi i spojrzałem mu w oczy. Westchnąłem, a on się uśmiechnął. Nie musiał nic mówić, ta chwila była bardzo przyjemna.
W końcu jednak oboje wstaliśmy zmuszeni przez głód.
-Idziemy jeść piesku, co? Zrobię Ci coś dobrego.-Szedłem tuż obok jego nogi patrząc na niego. W kuchni tym razem leżałem obok jego nóg, ale tak żeby nie przeszkadzać i czekałem  na swoje śniadanie. Czując zapach świeżego mięsa bezczelnie złapałem surowego kurczaka i zeskoczyłem z nim na ziemię. Zacząłem zajadać, chrupiąc kości. Patrzyłem na niego czy mi nie zabierze. Dostałem jeszcze jajko rozbite na talerzyku. Oblizywałem się potem smakowicie, patrząc jak on je. W końcu jednak podszedłem pod drzwi i zacząłem w nie drapać łapą.

< Richard? >

Od Richarda do Parysa

Biedny Parys... Jak można tak traktować psa?
Ja rozumiem, inną istotę rozumną, jakiegoś człowieka czy coś, kogoś, kto na to zasłużył... Ale psa?
Posprzątałem plamki krwi, które znalazły się na podłodze. Ucho powinno się teraz ładnie zagoić, bez tego kawałka żelastwa.
Poszedłem do łazienki. Chciałem dać mu czas, by się uspokoił, więc była to idealna chwila wieczorną toaletę.
Nalałem do wanny pełno gorącej wody, prawie wrzątku. Idealna temperatura.
Zanurzyłem się w niej, odprężając. Cóż, to był jednak ciężki dzień...
Ale czułem się dobrze. Już od dawna nie zrobiłem nic dobrego...
A chyba uratowałem żywą istotę. Kto wie, co tamten handlarz by z nim zrobił...
Teraz będzie bezpieczny. A ja nie będę sam.
Leżałem w wodzie przez jakiś czas, wpatrując się w sufit spowity w mrok oraz wsłuchując się w głuchą ciszę przerywaną jedynie odgłosem mojego oddechu.
Gdy już dość się wymoczyłem dokończyłem mycie się, osuszyłem się i ubrałem lekkie, lniane spodnie.
Wypuściłem z łazienki kłęby pary. Chłodne powietrze uderzyło w moją rozgrzaną skórę.
Zajrzałem do salonu, do Parysa. Wciąż tam leżał...
- Ja idę spać, piesku. Możesz zostać tutaj, ale możesz przyjść do mnie, do łóżka. Zostawię Drzwi otwarte. Dobranoc - zgasiłem światło i ruszyłem do sypialni.
Rozebrałem się i położyłem do spania...
Powietrze w nocy było ciężkie... Czyli burza.
Ale to nie to mnie obudziło.
Słyszałem piski, przerażony skowyt.
Parys.
Chyba boi się burzy...
Po odgłosach zorientowałem się, że był pod łóżkiem. Na wpół śpiąc sięgnąłem tam, z zamkniętymi oczami szukając go dłońmi. Gdy wyczułem jego miękką sierść chwyciłem go i przyciągnąłem do siebie, po czym wciągnąłem go na łóżko.
Przytuliłem psa do siebie, mocno owijając go kołdrą i zakrywając jego ucho dłonią. Miałem nadzieje że tyle starczyło...

< :3 >

Od Parysa do Richarda

Potrząsnąłem głową i się otrzepałem przed nim. Nikt nie tyk kolczyka. Cały czas boli, więc nie. Cofnąłem głowę kiedy jego ręce do mnie wystartowały. Spiąłem się do skoku i przeleciałem nad jego ramieniem. Co prawda upadłem przy lądowaniu ale szybko się zebrałem i ruszyłem biegiem. Wparowałem do uchylonych drzwi, sypialnia. Zapędzony przez niego wskoczyłem na łóżko i szczeknąłem na niego mocno. Stałem na łóżku, merdając ogonem i szczekając na niego.
-No chodź, tylko to zdejmiemy.-Zacząłem ujadać zażarcie, cofając się, brzmiąc coraz mniej przyjaźnie. Cofnął się, z dziwną miną.-Spokojnie, Parys, spokojnie. Chcę tylko wyciągnąć kolczyk.-Wszedłem łapami na poduszki, stając do niego bokiem, pomrukując. Mężczyzna próbował znaleźć najlepsze miejsce do złapania mnie. Nie spuszczałem go z oka. Kiedy stanął za mną wiedziałem, że coś się szykuje. Zanim jego ramiona całkiem mnie objęły pod brzuchem wykonałem zajęczy skok i czmychnąłem na podłogę. Stamtąd wczołgałem się pod łóżko. Spojrzałem na niego i odsłoniłem kły kiedy schylił się do mnie. Warknąłem głośno jak tylko zaczął zbliżać do mnie rękę. Gdy objął moją łapę palcami i spróbował mnie wyciągnąć zacząłem kąsać jego dłoń wściekle. Ciągnął jednak uparcie i w końcu znalazłem się między jego nogami. Zanim wyskoczyłem mu do twarzy złapał mnie za pysk i zamknął mi go. Próbowałem uwolnić głowę, ale trzymał mnie silnie, zaledwie jedną ręką. Zacząłem skamleć, a gdy ruszył kolczyk zakwiliłem i zacząłem się jeszcze silniej szarpać, tym razem do tyłu.-Ciiii, zaraz będzie po wszystkim. Spokojnie, pomogę Ci. Chwilkę, powoli.-Uspokajał mnie, choć nic to nie dawało. Kiedy wyciągnął kolczyk po prostu popłynęła krew z ropą. Popiskiwałem dalej, zapierając się mocno łapami. Spojrzałem na niego zraniony. Pogłaskał mnie lekko po boku i wytarł ucho.-Zaraz przestanie boleć, będzie dobrze piesku.-Rozluźnił palce na moim pysku a ja przeskoczyłem jego nogę, odszedłem kawałek i potrząsnąłem głową. Stałem przodem do niego aby go kontrolować. Kiedy wyciągnął rękę żeby mnie znowu pogłaskać szybko się odsunąłem ruszając do wyjścia z pomieszczenia. Jak tylko wstał uciekłem. Ruszyłem prosto na kanapę, gdzie wszedłem pod koc. Patrzyłem na niego spod okrycia, z wyrzutem i znowu niepewnie. A mówiłem, że nie...

< >

Od Richarda do Parysa

Hah, tak uroczo spał....
Gdy pies zasnął na moich kolanach, wykorzystałem ten czas do głaskania go. Delikatnie i ostrożnie oglądałem jego uszy, łapy...
Słodki.
Gdy się obudził od razu zażądał spacerka. Wypuściłem go...
A wtedy zaczął świrować. Biegał, skakał...
Aż miło się patrzyło.
Pozwoliłem mu biegać. Niech się wyszaleje. Potem, hmmm... Wyczeszemy go. I umyjemy mu łapy. Aż będzie błyszczał.
Po pewnym czasie zauważyłem, że chyba zapraszał mnie do zabawy.
No, skoro tak...
Zaczęła się nasza mała prywatna gonitwa. Biegłem za nim, utrzymując powoli zmniejszającą się odległość.
Mogłem go dogonić. To ciało dawało mi takie możliwości.
Złapałem go po pewnym czasie. Chwyciłem go pod łapami, unosząc do gory. Jego pysk zamknął się na moim ramieniu, jednak nie mocno, a jedynie jakby przeżuwając, wydając z siebie zabawne odgłosy.
- No, dość Świeżego powietrza. Idziemy do domu. - spojrzałem w niebo. - Zaraz będzie ciemno... - skierowałem się do budynku, wciąż pożerany przez zwierzę.
Zmrok na Ucurum Taxti często zapadał w ciągu nawet kilku minut.
Z psem na rękach skierowałem się do łazienki, gdzie od razu zapaliłem światło.
Postawiłem Parysa na szafce. Nasze oczy były na tym samym poziomie
- A teraz trochę cię umyjemy... Nie wiem czy lubisz kąpiele, a dzisiaj jest i tak za późno, więc umyjemy tylko łapy, resztę uczeszemy. - znalazłem małą szmatkę którą namoczyłem w ciepłej wodzie. Delikatnie chwyciłem jego łapę...
Nie protestował. Delikatnie, ale dokładnie zacząłem czyścić całe jego stopy. Poduszeczki, pomiędzy nimi, dookoła.. Każdą łapę po kolei.
Czesanie też poszło dobrze. Jego sierść była tak aksamitna, że nawet kołtuny było łatwo rozplątać. A wyglądał po prostu coraz lepiej.
- No dobrze, to by było na tyle... Jeszcze wyjme ci ten kolczyk, dobrze? Nie chce, żebyś się gdzieś nim zaczepił i rozerwał sobie ucho... Dobrze? - posmyrałem go pod brodą

<>

Od Parysa do Richarda

Obserwowałem go cały czas kiedy tylko zajął miejsce obok mnie. Miedy wyciągnął smakołyk postawiłem uszy i przełknąłem głośno ślinę. Miałem na to straszną ochotę, tak smakowicie pachniało... Kiedy podsunął mi rękę pod pysk cofnąłem głowę od razu aż wstając do siadu. Spojrzałem w dół, na zawartość jego ręki i przeknąłem znowu. Powąchałem mięso i zdjąłem je językiem z jego otwartej dłoni. Potem ją wylizałem dokładnie i spojrzałem na niego wyczekująco. Zamiast dać mi kolejny smakołyk wyciągnął rękę żeby mnie pogłaskać. Chciałem już warknąć na niego kiedy dotknął mojego futra, ale w tym samym momencie dostałem smakołyk. Zacząłem go żuć kiedy głaskał mnie za uchem. Dostałem kolejny kiedy skończyłem poprzedni, on jednak wciąż mnie dotykał. Pasował mi taki układ, jedzenie za możliwość dotyku.
Aż najadłem się tymi kąskami. Spojrzałem mu w oczy i pochyliłem głowę. Polizałem jego dłoń a potem wepchnąłem mu nos pod palce.
-Dobry pies, grzeczny. Nic Ci nie zrobię, widzisz?-Pogłaskał mnie po mostku nosa a ja zamknąłem oczy. Położyłem się, wyciągając łapy na jego kolana. Takie głaskanie było takie przyjemne. Ziewnąłem rozluźniony i oblizałem nos. Spojrzałem na niego, patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Wpatrywałem się w jego oczy długo. Potem przyciągnąłem się i położyłem na jego kolanach. Pozwoliłem sobie na chwilę snu.
Kiedy się obudziłem musiałem od razu na dwór. Zaskoczyłem i poszedłem do drzwi. Zaskomliłem głośno i mężczyzna szybko do mnie podszedł.
-Siku? To idź.-otworzył mi drzwi a ja od razu ruszyłem pędem w stronę otwartej bramy.
-Parys!-Wyrwał za mną, ale ja biegłem dalej. Tu przed bramą skręciłem jak na torze i ruszyłem dookoła domu. Zatrzymałem się na szybkie siku i znowu ruszyłem. Przebiegłem obok niego, rzucając mu spojrzenie. Znowu wyrwałem do przodu, trawa tak śmiesznie łaskotała łapy~

<Gonisz?! :D>

Od Richarda do Parysa

Hah... Przeczucie mnie nie zawodzi. Jak dobrze, że podałem mu specyfik..
Gdy mnie pogryzł przez kilka chwil go obserwowałem. Ze strachem wypatrywałem jakichkolwiek oznak zatrucia, działania kwasu...
...ale było dobrze. Lek podziałał.
Wycofałem się z kuchni, dając mu spokojnie zjeść.
Zniknąłem w najbliższym pomieszczeniu. Stałem przy drzwiach, nasłuchując jego kroków.
Czekałem tak, póki po odgłosach nie dało się domyślić, że pies wrócił na do salonu. Przez cały ten czas obserwowałem swoje ramię, zadowolony z działania stworzonego przez siebie ciała. Rany po zębach powoli malały, by po kilku chwilach całkiem się zabliźnić. Ciecz, która pozostała na skórze wtarłem w ich pozostałości, małe, ciemniejsze plamki, by się ich całkowicie pozbyć.
Wróciłem do kuchni. Ogarnąłem tam trochę, szukając sposobu na pokazanie Parysowi że nie mam wobec niego złych zamiarów. Chyba szykowalo się trudne zadanie...
Jedyne co wpadło mi do głowy to jedzenie. Może jakieś smakowite kąski by go jakoś przekonały...
Zacząłem więc szukać czegoś, co by się nadawało. Padło na suszone mięso.
Czy ktoś byłby w stanie mu się oprzeć?
Ruszył do salonu powolnym, spokojnym krokiem. Pies wrócił na koc.
Gdy wszedłem do pokoju podniósł łeb, na moment marszcząc pysk.
Nie zważając na to uśmiechnąłem się do niego i podszedłem, siadając na końcu kanapy, na odległość ramienia.
Postawiłem sobie na kolanach puszkę z mięsem. Gdy odkręciłem wieczko zauważyłem, że pies postawił uszy i zaczął niuchać.
Wziąłem sobie kawałek mięsa i zacząłem go powoli przeżuwać. Parys uważnie mnie obserwował, wyraźnie zaciekawiony.
Kolejny kawałek położyłem na otwartej dłoni i delikatnie przysunąłem do jego pyska..

< Więcej już nie uskrobie xd >

Od Parysa do Richarda

Obudziłem sje i sam wypiłem całą miskę w wodzie. Zeskoczyłem na ziemię i zacząłem się przeciągać, ziewając szeroko. Najpierw przednie łapy daleko do przodu a tyłek do tyłu i w górę, a potem zadnie łapy jak najdalej i pierś najbardziej do przodu. Otrzepałem się i wylizałem jeszcze raz miskę. Byłem naprawdę spragniony. Zauważyłem, że nie ma tego mężczyzny i zacząłem się rozglądać. Węszyłem przy tym wszystko. Kiedy poczułem zapach gotowanego mięsiwa powoli ruszyłem jego śladem. Nawet jakbym chciał to wszystkie pomieszczenia były zamknięte. Sprawdzałem to kilka razy, węsząc pod każdymu drzwiami. Dotarłem w końcu do przestronnej i dobrze zorganizowanej kuchni, źródła smakowitego zapachu. Aż poczułem, że mocniej się ślinę. Przestąpiłem próg i ruszyłem powoli, jak najdalej od niego, nie spuszczając z niego oczu. Węszyłem szukając głównie wody ale też jedzenia.
Zatrzymałem się raptownie kiedy się do mnie odwrócił. Od razu spojrzałem przed siebie i znizyłem się na łapach, kuląc ogon i szyję. Próbowałem być niewidocznym.
-Jak dobrze, że wstałeś. Zaraz dostaniesz coś dobrego, piesku. Przygotowałem dla Parysa coś smacznego.-Skierowałem na niego wzrok. Kiedy się zbliżył szybko uciekłem do pokoju, a potrafiłem błyskawicznie się przemieszczać. Spojrzałem na stół i wziąłem miskę w zęby. Powoli, z gracją i uwagą żeby nie stłuc miski wróciłem do kuchni. Delikatnie położyłem ją w niewielkiej odległości od niego i szybko się wycofałem. Mężczyzna spojrzał na mnie zdziwiony, ale podniósł miskę. Oby tylkp zrozumiał...! Zacząłem lekko merdać kiedy usłyszałem dźwięk nalewanej wody. Kiedy postawił miskę nie od razu podszedłem. Dopiero kiedy odszedł kilka kroków wróciłem się napić. Wypiłem tak jeszcze miskę a potem położyłem się pod ścianą, naprzeciw niego. Trzymałem głowę wysoko, zbierając ten cudny zapach.
-Podano do stołu.-Spojrzałem na porcelanowy talerz z jedzeniem. Teraz od razu się odsunął a ja chętnie podszedłem jeść. Całkowicie skupiłem się na pochłanianiu jedzenia. Nie zwróciłem nawet uwagi na to, że się zbliżył. Dopiero jego ręką w pobliżu mojego jedzenia wzbudziła we mnie odruch obronny. Tym razem nie dałem żadnych ostrzeżeń. Od razu pokąsałem jego rękę z groźnym odgłosem. Spojrzałem na niego, przyciskał poranioną rękę do ciała. Bardzo zdziwiłem się widząc zieloną ciecz zamiast krwi, ale nie okazałem tego. Stałem nad talerzem, wciąż odsłaniając kły. Na moich wąsach widoczna była zielona kropla. Byłem gotowy bronić swojego jedzenia. Mężczyzna wyszedł, a ja dokończyłem w spokoju. Po posiłku wróciłem na koc. Położyłem się tam, oblizując smacznie.

< Richard? >

Od Richarda do Parysa

Biedne, przerażone zwierzę...
Zajmowałem się nim jak najdelikatniej i najdokładniej, opatrując rany, podając leki przeciwbólowe i tym podobne. Chciałem, żeby mi zaufał...
Ale czego oczekiwać od psa, którego tak potraktował właściciel?
Gdy Parys zasnął, głaskałem go przez kilka chwil. Spał tak mocno...
...właściwie...
Teraz mogłem podać mu środek na uodpornienie. Nawet tego nie poczuje, a jeśli któregoś razu mnie ugryzie, przynajmniej będzie bezpieczny.
Odczekałem jeszcze kilka chwil, ostrożnie gładząc jego uszy. Nawet nie drgnął gdy wstałem, na szczęście.
Szybko ruszyłem do pracowni. Nie miałem pojęcia gdzie schowałem środek. Ostatni raz używałem go kilka lat temu.... Według logiki powinien być tam gdzie go zostawiłem, ale oczywiście go tam nie było.
Znalazłem go jednak dość szybko. Przygotowałem zastrzyk i ruszyłem znów na górę, ponownie zahaczając o gabinet. Przyda się również coś na wzmocnienie...
Uzbrojony w dwie igły wróciłem do psa, który nawet nie drgnął. Przysiadłem na ziemi koło niego.
Palcami delikatnie przebiegłem po jego łapie, szukając żyły. To w nią wbiłem obie igły, powoli, by go nie obudzić. Obserwowałem, jak pod wpływem leków przez kilka chwil drżą mu łapy, zadowolony, że specyfik działa.
Musiałem jeszcze tylko przygotować mu jedzenie. Stawiałem na to, że gdy tylko się obudzi sam wstanie na łapy, więc w drodze do kuchni pozamykałem wszystkie inne drzwi, zostawiając mu tylko jedną drogę.
Dopiero w kuchni zdałem sobie sprawę z tego, że nie wiem, co takie psy jedzą. Dawno nie miałem z żadnym styczności..
Padło na gotowane mięso. Miał zęby drapieżnika, ale był również ssakiem, czyli do zdrowej diety potrzebne były witaminy...
Jak w transie tworzyłem dla niego wymyślne danie, gdy usłyszałem stukot pazurów o posadzkę

< Uwaga, zapachy że ho ho~ >

Od Parysa do Richarda

Patrzyłem na tego człowieka przerażony kiedy mordował pana. Chciałem uciec, a kiedy mnie zawinął w płaszcz zacząłem znowu skamleć i próbowałem się wyślizgnąć z jego rąk.
Kiedy zabierał mnie z lądu patrzyłem za znaną ziemią. Trząsłem się ze strachu. Kim jest ten człowiek, czego ode mnie chce...?
W końcu znalazłem się w jego domu, a potem w gabinecie lekarskim próbowałem zeskoczyć ze stołu. Szczerzyłem na niego zęby, kwiliłem i powarkiwałem. Oblizywałem też nerwowo nos cały czas odsłaniając zęby.
-Spokojnie, nic Ci nie zrobię. Chcę Ci pomóc.-Próbował mnie uspokoić spokojnym głosem. Kiedy złapał moją łapę wyrwałem mu ją i cofnąłem się prawie spadając ze stołu. Objął mnie mocno  za szyję, stając plecami do mojej głowy i wbił mi igłę pod skórę. Zawyłem i zacząłem się szarpać. Trzymał mnie tak dopóki nie zacząłem słabnąć. Traciłem kontakt ze światem, wszystko zaczęło zwalniać. Zwróciłem treść żołądka a potem powoli usiadłem. Zacząłem się bujać z trudem utrzymując równowagę. Chwilę po tym jak posprzątał stół położyłem się i spojrzałem na niego.-To teraz się tobą zajmę.-Fuknąłem na niego, ale nie byłem w stanie podnieść głowy. Zaczął się przy mnie kręcić oglądając mnie, dotykając i wbijając kilka razy igłę pod skórę. Nałożył jakieś mazidło na bolące skaleczenia. Nie mogłem nic zrobić, jedynie wodzić za nim leniwie wzrok.
Jak skończył wyszedł na chwilę, troszkę dłuższą chwilę a potem wrócił. Podniósł mnie w pół i zaniósł do salonu. Położył mnie na kanapie, na kocu, a potem mnie w niego zawinął. Wciąż wodziłem za nim wzrokiem.
-No, zaraz to zdejmiemy, już nie będzie uciskać.-Mówił do mnie takim spokojnym głosem. Rozpiął pasek kagańca i zsunął go z mojego pyska. Ułożył mój łeb delikatnie i pogłaskał mnie. Ja tylko zamruczałem. Wciąż nie mogłem się ruszyć. Spojrzałem na stolik, na którym leżała szklana miseczka z wodą i strzykawka.
W chwili gdy odzyskałem na tyle siły i sprawności, żeby podnieść głowę mężczyzna od razu wstał z fotela, na którym cały czas siedział i podsunął mi bliżej miskę. Warknąłem na niego kiedy się zbliżył. Spojrzał na mnie łagodnie i wziął strzykawkę. Nabrał do niej wody i zbliżył ręce do mojego pyska. Położyłem uszy po sobie i znowu na niego warknąłem ostrzegawczo. On jednak podniósł moją wargę i wsunął mi plastik. Zmusił mnie tym samym do rozwarcia zębów. Chciałem już zareagować agresją, ale on po prostu wpuścił chłodną wodę, która spłynęła mi do gardła. Zaskoczony zacząłem pić powoli, cały czas na niego patrząc.
-Dobry pies, o to chodzi.-Podniósł rękę żeby mnie znowu pogłaskać. Wtedy szybko złapałem jego dłoń zębami. Nie zrobiłem mu krzywdy, dałem ostatnie ostrzeżenie. Spojrzałem mu prosto w oczy. Uszanował moją przestrzeń, zabrał rękę i po prostu napoił mnie jeszcze raz. Oblizałem nos i położyłem znowu głowę. Teraz do mnie dotarło jak bardzo zmęczony jestem, fizycznie już trochę odpocząłem, ale psychicznie. Ziewnąłem i skuliłem się mocno, zasypiając. Zdążyłem jeszcze poczuć jak mnie głaszcze. No co za człowiek...

<Dziwnie pachnący?>

Od Richarda do Parysa

Po raz kolejny wybrałem się do miasta... Ale tym razem nie tylko w interesach.
Ostatnio wyjątkowo mi się nudziło.
Gdy tylko w torbie znalazło się wszystko, czego potrzebowałem, zacząłem szukać rozrywki.
W mieście było sporo różnych miejsc, w których mógłbym miło spędzić czas. Tawerny, teatry...
No, jakoś nie miałem na to ochoty.
Ale, aaale, co my tu maaamy… Hohoho…
Tory wyścigowe! Dreszczyki emocji, idealnie!
Dostałem się tam bez problemu. Kto wie, czy trzeba było mieć jakiś bilet czy coś... Mi udało się wejść tak czy tak.
Akurat miały zacząć się wyścigi psów. Zapowiadało się ciekawie.
Gapie pokrzykiwali z radością i niecierpliwością, czekając, aż zwierzęta ruszą do biegu.
Gdy rozległ się dzwonek z klatek wystartowały wspaniałe, smukłe psy, bodajże charty. Już na samym początku jeden z nich przykuł mój wzrok..
Mocnymi susami wyrywał się na sam przód pogoni. Czarny jak noc, o falującej sierści.
Chce go. Ja go chce. Będzie mój.
Byłem prawie pewny, że wygra. Cóż, stało się inaczej, ale nie obchodziło mnie to. Nie chciałem psa na wyścigi, tylko psa-towarzysza. I tyle.
Tuż po zakończeniu gonitwy szybko udałem się za mężczyzną, który odprowadził gdzieś psa. Miałem zamiar go odkupić, za wszelką cenę... Nawet jeśli miałbym go ukraść.
Zaniepokoiła mnie jednak jedna rzecz... Im bliżej byłem, tym głośniej słyszałem podejrzane odgłosy... Piski, kwilenie, skowytanie. Odgłosy uderzeń.
Przyspieszyłem.
...Ten kurwesyn bił MOJEGO psa. KATOWAŁ go!
Cicho niczym cień zjawiłem się za mężczyzną, łapiąc go za rękę i uniemożliwiając mu kolejny cios.
- No błagam, po co ta agresja.... - rzuciłem słodko, powoli zabierając temu gnojowi smycz z dłoni. Miałem go najwyżej ukraść... Ale tego nie daruję. - Chce kupić tego psa. Ile? Jak się nazywa?
Kolesiowi od razu zaświeciły się oczy. Zaczął rzucać jakieś komentarze, że tak, że to jego Parys, champion, że wygrał tyle wyścigów... Gdyby wiedział, jak mało mnie to obchodziło...
- Och, Szanowny Panie, Pan się jeszcze nieźle na nim dorobi! Może i już się starzeje, ale mogę Panu po dobrej cenie wspaniałego szczeniaka dorzucić, szczeniaka jak marzenie...
- Nie. Chce tylko jego. - uciąłem go krótko, sięgając po sakiewkę. - Ile? - zapytałem po raz kolejny. Mężczyzna podał mi jakąś śmieszną sumę... Cóż, dla niego to chyba fortuna.
Wysypałem na dłoń złote monety, warte dużo więcej niż ta jego cena. Gdy je mu podałem, nie czekał. Od razu je chwycił, odstępując od psa skulonego i trzęsącego się na ziemi.
Handlarz nie nacieszył się pieniędzmi. Złamanie karku komuś takiemu było samą przyjemnością. A i psy stróżujące, zamknięte kilka boksów dalej, były bardzo zadowolone z dodatkowego posiłku..
Nie zbierałem monet z ziemi. Nie były mi potrzebne.
Zdjąłem z siebie płaszcz. Torbę zarzuciłem na plecy i schyliłem się do psa.
- Cześć, Parys... Spokojnie, nie bój się mnie... Ja ci nic nie zrobię... - pies wciąż był przerażony. Delikatnie owinąłem go swoim płaszczem i wziąłem na ręce. Teraz można było iść do domu.
Przez całą podróż łodzią trzymałem go na kolanach, nie puściłem nawet na chwilę. A w domu...
W domu od razu do gabinetu, najpierw tego lekarskiego.

< Piesełku? >

Od Parysa do Richarda

Spojrzałem przez kraty na tor. Psy wokół mnie ujadały podekscytowane. Ja czekałem, wypatrywałem swojej zwierzyny, przestępując z łapy na łapę. Czekałem podniecony myślą o pościgu. Słyszałem gwar ludzi, czułem ich pot, zapach jedzenia z trybun. Zacząłem skamleć nie mogąc poradzić sobie z tymi emocjami. Usłyszałem dźwięk zapowiadający rozpoczęcie gonitwy, a chwilę potem dzwonek i mechanizm podnoszący kraty. Wystartowałem od razu, skupiając cały swój wzrok na uciekającym aporcie. Nie zwracałem uwagi na biegnące za mną psy, na ich ujadanie, na wrzawy i krzyki z trybun. Po prostu biegłem. Odbijałem się od ziemi, kolejnymi susami zbliżając się do swojej ofiary a tym samym mety. Zostawiałem za sobą tumany kurzu. I nagle usłyszałem dyszenie obok siebie. Zastrzygłem uszami i kątem oka spojrzałem na rywala. Nie znałem tego psa, ale był już w połowie mojej długości. Zebrałem się jeszcze mocniej. Nie dam mu wygrać, nie może mnie prześcignąć. Cała widownia, wraz z komentatorami skupiła się na naszej dwójce. Szliśmy łeb w łeb... Poczułem strach i niepewność, ten pies był bardzo szybki. Przez głowę przeszła mi myśl jak pan zareaguje kiedy przegram. Przyspieszyłem jeszcze bardziej. Meta~! Widzę ją, dam radę. Nie dogoni mnie, już trzy czwarte długości...!
Przegrałem... Zdążyłem się podnieść aby zająć drugie miejsce. Ale ja przegrałem... Spojrzałem na zagłębienie w ziemi, o które się potknąłem. Już miałem tam biec kiedy właściciel tego psa stanął w tamtym miejscu. Zakrył to! Usłyszałem gwizd. Odwróciłem głowę w stronę pana. Podszedłem z nisko zwieszoną głową. Podkuliłem też ogon, który i tak już nisko trzymałem. Złapał mnie za obroże i zabrał z toru, do boksów. Spojrzałem mu w oczy i zamerdałem lekko ogonem, popiskując. Chciałem go w ten sposób przeprosić. Patrzył na mnie chwilę a potem zakwiliłem kiedy mnie kopnął. Przewróciłem się i wtedy on zacząłem okładać mnie smyczą. Wyłem piskliwie próbując uniknąć jego batów. Wstałem i spróbowałem uciec, ale zakrył mu drogę ucieczki z boksu. Mój pan wciąż mnie okładał, nie bacząc na moje piski i skamlenia. W końcu zachwiałem się na łapach i upadłem. Nie miałem nawet się jak bronić przez kaganiec. Leżałem u jego stóp, a on dalej mnie bił. Poczułem dziwny zapach, ale nie miałem odwagi odwrócić głowy. Ale na pewno ktoś przyszedł, ktoś nowy...