Osobiście uwielbiam iść prostszymi drogami i szukać najłatwiejszych rozwiązań, dlatego według mnie lepiej się przystosować, niż ciągle zmieniać dane. Nie wyróżniając się, nie zwrócisz na siebie zbędnej uwagi, a gdy będziesz ciągle zmieniać miejsce zamieszkania, bo pewnego dnia przypadkiem wydało się, kim jesteś, i tak cię znajdą. Nawet jeśli ludzie są naiwni i głupi, to jednak są tacy odmieńcy, którzy tworzą to wszystko; czy idiota stworzył by komórkę, albo dom, który nie zawali się po jednym trzaśnięciu drzwiami? Raczej nie. W tym świecie za nich wszyscy myślą ludzie powołani do tego. Pilnują miasta i tego, co się w nim dzieje. Nawet jeśli ja sama podróżuje i znikam tak szybko jak się pojawiam, to jest to jednak moja praca, przed którą się do wszystkiego przystosowałam.
- Damy radę – poklepałam go po plecach. - Ale najpierw idziemy po Ramzesa. Zostawiłam go w stajni przy karczmie, która znajduje się jakieś cztery przecznice stąd – dodałam. Nathaniel spojrzał na mnie znudzonym wzrokiem, na co tylko się szeroko uśmiechnęłam i powiedziałam, aby się ruszał, a nie stał jak kołek. Niezachwycony z wycieczki ruszył szybkim krokiem. - Masz jakąś robotę? - zapytałam po drodze. Nathaniel pokręcił głową.
- Miałem pracować tu i tak, w zależności od tego, gdzie mnie przyjmą – skinęłam głową i wpadłam na pewien pomysł.
- To ja cię zatrudniam – klepnęłam go po plecach. Spojrzał na mnie zdziwiony. - Nauczę cie jednocześnie rozmawiać z ludźmi i nimi manipulować, na dodatek ty sobie trochę zarobisz – wytłumaczyłam. Nic nie odpowiadał przez parę minut, zdążyliśmy przejść już jedną ulicę. Zaciągnęłam go między budynki, przeszliśmy na duży plac, a następnie przez targ. Szybko mu wytłumaczyłam, że idziemy skrótem. W końcu znaleźliśmy się w odpowiedniej karczmie.
- Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Żebym pracował u siebie i... - machnęłam ręką, mi zamilkł.
- Nie, ale od czegoś trzeba zacząć – odparłam wchodząc do środka. Przywitała nas woń piwa zmieszanego z potem. Podeszłam do właściciela, który siedział przy stole i akurat siłował się na rękę. Widziałam go tylko raz, ale trudno jest zapomnieć kogoś z takimi wąsami i brodą; były zaplecione w warkocze i wyglądał jak typowy wiking. Brakowało tylko hełmu i topora. Przerwałam im oświadczając, że zabieram jednego konia ze stajni; nie jest to potrzebne, zazwyczaj idziesz do stajennego, ale ostatnie trafiłam na takiego pijaka, który najpierw nie chciał mi oddać ogiera, a następnie oskarżył mnie o porwanie. Dopiero po załatwieniu sprawy mogłam opuścić ich miasto. Właściciel ów karczmy zmierzył mnie surowym wzrokiem i skinął głową. Nim zdążyłam stąd wyjść z chłopakiem, zwrócili mu uwagę, że jest okropnie chudy. Nathaniel nie wiedząc co odpowiedzieć spojrzał na mnie. Zatrzymałam się i podeszłam do ich stolika.
- Siłujesz się? - zapytałam jeden z nich odkładając kufel piwa na stół. Chłopak pokręcił głową, na co wszyscy się zaśmiali. - Wiedziałem, nikt o takim ciele tego nie robi. Jesteście zbyt słabi i powinno was się wyrżnąć co do jednego – klepnęłam Nathaniela po plecach wpadając na cudowny pomysł.
- Mogę założyć się o wszystkie wasze oszczędności, że pokona najsilniejszego – uśmiechnęłam się. Każdy z nich wybuchnął śmiechem, a towarzysz cicho zapytał, co robię. - Chcę zarobić – popchnęłam go do przodu i wyjmując woreczek pieniędzy wystawiłam go na stół. - Wymiękacie? - zlustrowali mnie wzrokiem i każdy z nich wyjął po woreczku monet na stół. - Świetnie – ustąpili miejsca chłopakowi, a on na nie niechętnie usiadł. Wystawił rękę, kiedy jego przeciwnik już to zrobił i tylko czekał na niego. Złapał go mocnym chwytem delikatnie miażdżąc mu rękę. Kiedy Nathaniel położył palce na jego, używając telekinezy nieco zgniotłam rękę przeciwnika.
- Tylko nie odrywać łokci od stołu – po puszczeniu ich dłoni przez wysokiego czarnoskórego, natychmiast obie ręce przechyliły się w prawo; chłopak przegrywał. Ale nie o to chodziło. Używając swojej mocy to ja się z nim siłowałam, a ręka towarzysza była tylko przykrywką. Po jakichś trzech minutach siłowania się z tym ogrem udało nam się. Szybko wyszliśmy z karczmy z woreczkami pieniędzy.
- No, teraz szybko do stajni. Tacy zazwyczaj się denerwują i mszczą – zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Więc po to było? - zapytał oburzony. - Co to miało mnie nauczyć? - wzruszyłam ramionami.
- Chciałam się pobawić i zarobić – zaczęłam wkładać wszystko do małego lnianego woreczka, który wszystko zmniejszał. - A jak chcesz, to sobie pomyśl, że miało to cię nauczyć tego, że nie możesz dawać się tak poniżać – dodałam na koniec.
- Świetnie. Teraz musisz, że będą chcieli zemsty? - dalej był poddenerwowany, co w jego wykonaniu było dość zabawne.
- Jesteś kim jesteś, co oni mogą co zrobić? - prychnęłam. - Chyba, że kłamiesz i nic nie potrafisz – spojrzałam na niego ostrym wzrokiem.
<Nasthaniel?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unikaj kontaktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unikaj kontaktu. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 grudnia 2017
niedziela, 26 listopada 2017
Od Nathaniela do Ashley
- Aż tak ze mną źle? - zapytałem biorąc łyk gorącego napoju.
- Nawet jeszcze gorzej. - zaśmiała się.
Uśmiechnąłem się pod nosem, wiedziałem, że nie rozumiała do końca mojego postępowania ale nie miałem siły komukolwiek opowiadać szczegółowo co się tam działo. Nawet Albert nie wiedział, po prostu wypełnił moją wolę ucieczki.
- Możemy w sumie iść. Tylko nie zmuszaj mnie do picia tego czegoś gorzkiego. - mruknąłem mając na myśli ten ich zacny alkohol.
Jak można to w ogóle pić?! Usłyszałem śmiech dziewczyny.
- Wiesz, większość ludzi tutaj pije ale zawsze możesz mówić, że jesteś abstynentem.
Mi pasuje, abym tylko nie musiał brać tego do ust. Po wypiciu kawy znów wyszliśmy, zgarnąłem dodatkowy klucz z szafki i dałem go dziewczynie. Spojrzała na mnie pytająco.
- Mówiłaś, że zostaniesz. Klucz ci się przyda bo nie zawsze jestem w domu, a nawet z mocami się tam nie dostaniesz. - uśmiechnąłem się do siebie wspominając zabezpieczenia założone przez Alberta.
- Dzięki! - uśmiechnęła się i schowała klucz.
Ruszyliśmy ulicą w stronę centrum miasta, dziewczyna mówiła mi to i owo o ludziach, ich zwyczajach i zachowaniach. Starałem się to poukładać sobie w głowie ale nie szło mi najlepiej.
- Dużo mi powiedziałaś, ale nadal nie mam zielonego pojęcia co robić. - westchnąłem.
- O to, to ty się już nie martw. Zrobię z ciebie najlepszego nie wyróżniającego się człowieka na tym świecie.
- Nie mógłbym po prostu zmieniać danych co miesiąc i miejsca zamieszkania? Albert by to tak kazał załatwić. - mruknąłem do siebie.
- Kim jest Albert? - zapytała.
- Znowu powiedziałem coś na głos? - zaśmiała się - To mój przyjaciel, który mnie tu wysłał, dał papiery i wymyślił życiorys. Taki, stary przyjaciel. - uśmiechnąłem się na tę myśl. - A teraz spróbujmy zrobić ze mnie człowieka. Co nie należy raczej do najprostszych zadań. - odparłem w końcu.
< Ashley? Ja tam czytałem wszystkie wcześniejsze op bo też jakoś mi z głowy wyleciało po przerwie xddd >
- Nawet jeszcze gorzej. - zaśmiała się.
Uśmiechnąłem się pod nosem, wiedziałem, że nie rozumiała do końca mojego postępowania ale nie miałem siły komukolwiek opowiadać szczegółowo co się tam działo. Nawet Albert nie wiedział, po prostu wypełnił moją wolę ucieczki.
- Możemy w sumie iść. Tylko nie zmuszaj mnie do picia tego czegoś gorzkiego. - mruknąłem mając na myśli ten ich zacny alkohol.
Jak można to w ogóle pić?! Usłyszałem śmiech dziewczyny.
- Wiesz, większość ludzi tutaj pije ale zawsze możesz mówić, że jesteś abstynentem.
Mi pasuje, abym tylko nie musiał brać tego do ust. Po wypiciu kawy znów wyszliśmy, zgarnąłem dodatkowy klucz z szafki i dałem go dziewczynie. Spojrzała na mnie pytająco.
- Mówiłaś, że zostaniesz. Klucz ci się przyda bo nie zawsze jestem w domu, a nawet z mocami się tam nie dostaniesz. - uśmiechnąłem się do siebie wspominając zabezpieczenia założone przez Alberta.
- Dzięki! - uśmiechnęła się i schowała klucz.
Ruszyliśmy ulicą w stronę centrum miasta, dziewczyna mówiła mi to i owo o ludziach, ich zwyczajach i zachowaniach. Starałem się to poukładać sobie w głowie ale nie szło mi najlepiej.
- Dużo mi powiedziałaś, ale nadal nie mam zielonego pojęcia co robić. - westchnąłem.
- O to, to ty się już nie martw. Zrobię z ciebie najlepszego nie wyróżniającego się człowieka na tym świecie.
- Nie mógłbym po prostu zmieniać danych co miesiąc i miejsca zamieszkania? Albert by to tak kazał załatwić. - mruknąłem do siebie.
- Kim jest Albert? - zapytała.
- Znowu powiedziałem coś na głos? - zaśmiała się - To mój przyjaciel, który mnie tu wysłał, dał papiery i wymyślił życiorys. Taki, stary przyjaciel. - uśmiechnąłem się na tę myśl. - A teraz spróbujmy zrobić ze mnie człowieka. Co nie należy raczej do najprostszych zadań. - odparłem w końcu.
< Ashley? Ja tam czytałem wszystkie wcześniejsze op bo też jakoś mi z głowy wyleciało po przerwie xddd >
sobota, 25 listopada 2017
Od Ashley do Nathaniela
Nie potrafiłem go zrozumieć. Władze chciałby mieć każdy i gdybym miała taką możliwość, na pewno bym z niej skorzystała. Możliwość władania wszystkimi i wszystkim... kto by tego nie chciał? A tak, ten typ. Może ma inne poglądy? Albo z całkowicie innej perspektywy na to patrzy? Cóż... zainteresował mnie. W końcu rzadko spotyka się takiego kogoś; kogoś, kto uciekł od przejęcia władzy, a tym bardziej demona. W końcu jesteśmy... jacy jesteśmy.
- Dobra, zostanę - powiedziałam obracając się w taki sposób, że głowa zwisała mi w dół zza brzegiem łóżka. Dłonie położyłam na brzuchu i obserwowałam do góry nogami, jak chłopak wychodzi z pokoju. - Masz kawę?! - krzyknęłam. Po chwili ciszy dowiedziałam się, że tylko rozpuszczalną. - To mi zrób! - dodałam i na chwilę zamknęłam oczy rozmyślając nad tym wszystkim. Czy gdybym ja miała możliwość zostania władcą, wybrałabym tą opcję? Pierwsza myśl jest oczywista, że bez wahania. Ale... ludzie są ciekawsi. Tutaj więcej się dzieje, a ponieważ od małego tutaj żyłam, przywiązałam się do tych naiwnych i głupiutkich Pionków. Pamiętam, że przez jakiś czas próbowałam żyć wśród swoich - nie wyszło. Co ciekawsze, kiedy jego rodzice kazali mu robić coś, czego nie chciał, moi zostawili mnie bez słowa.
Po chwili do mojego nosa doszedł słodki zapach kawy. Ześlizgnęłam się z łóżka na ziemię i wstając poszłam do kuchni. Stanęłam przed dwoma kubkami wdychając ich cudny aromat. Kiedy Nathaniel zabrał jedną szklankę, ja wzięłam drugą. - To jak... - wzięłam łyka napoju, a gorąca ciecz rozlała się w moim gardle. Przyjemne uczucie.
- Co jak? - zapytał chłopak siadając przy stole. Ja usiadłam sobie na jego blacie. Rzadko przebywam w domach, a tym bardziej w takich, gdzie mogę być sobą. Zazwyczaj trzeba było utrzymać kulturę, jeśli chciało się mieć z tego niezły ubaw. A tutaj... chyba będę go często odwiedzała.
- Idziemy na miasto? - dokończyłam trzymając kubek w dwóch dłoniach, jakbym chciała się nim ogrzać. - Może po tych tygodniach w końcu się czegoś nauczysz - dodałam z delikatnym uśmiechem. - Bo jak na razie to nawet zwykły człowiek zauważy, że coś z tobą nie gra.
<Nathaniel? Już zapomniałam o czym pisaliśmy>
- Dobra, zostanę - powiedziałam obracając się w taki sposób, że głowa zwisała mi w dół zza brzegiem łóżka. Dłonie położyłam na brzuchu i obserwowałam do góry nogami, jak chłopak wychodzi z pokoju. - Masz kawę?! - krzyknęłam. Po chwili ciszy dowiedziałam się, że tylko rozpuszczalną. - To mi zrób! - dodałam i na chwilę zamknęłam oczy rozmyślając nad tym wszystkim. Czy gdybym ja miała możliwość zostania władcą, wybrałabym tą opcję? Pierwsza myśl jest oczywista, że bez wahania. Ale... ludzie są ciekawsi. Tutaj więcej się dzieje, a ponieważ od małego tutaj żyłam, przywiązałam się do tych naiwnych i głupiutkich Pionków. Pamiętam, że przez jakiś czas próbowałam żyć wśród swoich - nie wyszło. Co ciekawsze, kiedy jego rodzice kazali mu robić coś, czego nie chciał, moi zostawili mnie bez słowa.
Po chwili do mojego nosa doszedł słodki zapach kawy. Ześlizgnęłam się z łóżka na ziemię i wstając poszłam do kuchni. Stanęłam przed dwoma kubkami wdychając ich cudny aromat. Kiedy Nathaniel zabrał jedną szklankę, ja wzięłam drugą. - To jak... - wzięłam łyka napoju, a gorąca ciecz rozlała się w moim gardle. Przyjemne uczucie.
- Co jak? - zapytał chłopak siadając przy stole. Ja usiadłam sobie na jego blacie. Rzadko przebywam w domach, a tym bardziej w takich, gdzie mogę być sobą. Zazwyczaj trzeba było utrzymać kulturę, jeśli chciało się mieć z tego niezły ubaw. A tutaj... chyba będę go często odwiedzała.
- Idziemy na miasto? - dokończyłam trzymając kubek w dwóch dłoniach, jakbym chciała się nim ogrzać. - Może po tych tygodniach w końcu się czegoś nauczysz - dodałam z delikatnym uśmiechem. - Bo jak na razie to nawet zwykły człowiek zauważy, że coś z tobą nie gra.
<Nathaniel? Już zapomniałam o czym pisaliśmy>
Od Ashley do Nathaniela
Nie potrafiłam go zrozumieć. Władze chciałby mieć każdy i gdybym miała taką możliwość, na pewno bym z niej skorzystała. Możliwość władania wszystkimi i wszystkim... kto by tego nie chciał? A tak, ten typ. Może ma inne poglądy? Albo z całkowicie innej perspektywy na to patrzy? Cóż... zainteresował mnie. W końcu rzadko spotyka się takiego kogoś; kogoś, kto uciekł od przejęcia władzy, a tym bardziej demona. W końcu jesteśmy... jacy jesteśmy.
- Dobra, zostanę - powiedziałam obracając się w taki sposób, że głowa zwisała mi w dół zza brzegiem łóżka. Dłonie położyłam na brzuchu i obserwowałam do góry nogami, jak chłopak wychodzi z pokoju. - Masz kawę?! - krzyknęłam. Po chwili ciszy dowiedziałam się, że tylko rozpuszczalną. - To mi zrób! - dodałam i na chwilę zamknęłam oczy rozmyślając nad tym wszystkim. Czy gdybym ja miała możliwość zostania władcą, wybrałabym tą opcję? Pierwsza myśl jest oczywista, że bez wahania. Ale... ludzie są ciekawsi. Tutaj więcej się dzieje, a ponieważ od małego tutaj żyłam, przywiązałam się do tych naiwnych i głupiutkich Pionków. Pamiętam, że przez jakiś czas próbowałam żyć wśród swoich - nie wyszło. Co ciekawsze, kiedy jego rodzice kazali mu robić coś, czego nie chciał, moi zostawili mnie bez słowa.
Po chwili do mojego nosa doszedł słodki zapach kawy. Ześlizgnęłam się z łóżka na ziemię i wstając poszłam do kuchni. Stanęłam przed dwoma kubkami wdychając ich cudny aromat. Kiedy Nathaniel zabrał jedną szklankę, ja wzięłam drugą. - To jak... - wzięłam łyka napoju, a gorąca ciecz rozlała się w moim gardle. Przyjemne uczucie.
- Co jak? - zapytał chłopak siadając przy stole. Ja usiadłam sobie na jego blacie. Rzadko przebywam w domach, a tym bardziej w takich, gdzie mogę być sobą. Zazwyczaj trzeba było utrzymać kulturę, jeśli chciało się mieć z tego niezły ubaw. A tutaj... chyba będę go często odwiedzała.
- Idziemy na miasto? - dokończyłam trzymając kubek w dwóch dłoniach, jakbym chciała się nim ogrzać. - Może po tych tygodniach w końcu się czegoś nauczysz - dodałam z delikatnym uśmiechem. - Bo jak na razie to nawet zwykły człowiek zauważy, że coś z tobą nie gra.
< Nathaniel? Już zapomniałam o czym pisaliśmy >
- Dobra, zostanę - powiedziałam obracając się w taki sposób, że głowa zwisała mi w dół zza brzegiem łóżka. Dłonie położyłam na brzuchu i obserwowałam do góry nogami, jak chłopak wychodzi z pokoju. - Masz kawę?! - krzyknęłam. Po chwili ciszy dowiedziałam się, że tylko rozpuszczalną. - To mi zrób! - dodałam i na chwilę zamknęłam oczy rozmyślając nad tym wszystkim. Czy gdybym ja miała możliwość zostania władcą, wybrałabym tą opcję? Pierwsza myśl jest oczywista, że bez wahania. Ale... ludzie są ciekawsi. Tutaj więcej się dzieje, a ponieważ od małego tutaj żyłam, przywiązałam się do tych naiwnych i głupiutkich Pionków. Pamiętam, że przez jakiś czas próbowałam żyć wśród swoich - nie wyszło. Co ciekawsze, kiedy jego rodzice kazali mu robić coś, czego nie chciał, moi zostawili mnie bez słowa.
Po chwili do mojego nosa doszedł słodki zapach kawy. Ześlizgnęłam się z łóżka na ziemię i wstając poszłam do kuchni. Stanęłam przed dwoma kubkami wdychając ich cudny aromat. Kiedy Nathaniel zabrał jedną szklankę, ja wzięłam drugą. - To jak... - wzięłam łyka napoju, a gorąca ciecz rozlała się w moim gardle. Przyjemne uczucie.
- Co jak? - zapytał chłopak siadając przy stole. Ja usiadłam sobie na jego blacie. Rzadko przebywam w domach, a tym bardziej w takich, gdzie mogę być sobą. Zazwyczaj trzeba było utrzymać kulturę, jeśli chciało się mieć z tego niezły ubaw. A tutaj... chyba będę go często odwiedzała.
- Idziemy na miasto? - dokończyłam trzymając kubek w dwóch dłoniach, jakbym chciała się nim ogrzać. - Może po tych tygodniach w końcu się czegoś nauczysz - dodałam z delikatnym uśmiechem. - Bo jak na razie to nawet zwykły człowiek zauważy, że coś z tobą nie gra.
< Nathaniel? Już zapomniałam o czym pisaliśmy >
poniedziałek, 20 listopada 2017
Od Nathaniela do Ashley
Zastanawiałem się przez chwilę nad tym co powiedziała mi dziewczyna. Westchnąłem.
- To musi być najlepsze uczucie na świecie. Wolność, możesz robić co chcesz i nic ci nikt nie powie. Nikt nie powie "tak nie wolno. Tak nie przystoi. Stój prosto. Zachowuje się. Nie tak. Ucz się. Pilnuj. W końcu musisz mieć nienaganną postawę aby dopełnić woli rodziców". - dziewczyna spojrzała ba mnie pytając po raz kolejny. - Powiedziałem to na głos? - zapytałem retoryczne.
- No więc? Co takiego Cię ogranicza? - zapytała wygodniej się układając.
- Wszystko. Zasady.
- Nie rozumiem. Przecież możesz robić co zechcesz. Jako demon nikt nie może Ci nic zrobić. - zadziała się.
- Chciałbym żyć tak beztrosko jak ty. Nie zdajesz sobie sprawy jak wygląda życie demona... - tu na moment przerwałem.
- Jakiego demona?
Zaczynałem się zastanawiać czy powinienem jej o tym mówić. Chociaż wątpię aby uwierzyła w moje słowa.
- Nathaniel?
- Słyszałaś może, że poszukują pewnego demona i oferują wysoką nagrodę jeżeli ktoś przyprowadź co żywego?
- Obiło mi się o uszy, że szukają jakiegoś dzieciaka, który zwiał przed przejęciem władzy. Ale nie wiem do czego zmierzasz.
Spojrzałem na nią zamglonym wzrokiem, utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy do póki nie dotarło do dziewczyny co próbuje jej przekazać. Spojrzała na mnie jak na wariata i zapytała:
- Uciekłeś przed najlepszą rzeczą jaką mogła Cię spotkać! Kto by nie chciał mieć władzy nad wszystkimi demonami! - podniosła się do siadu.
- Ja. Ja bym nie chciał. - mruknąłem i zmrużyłem oczy. - Ciekawe czy też byś tak myślała wychowywując się z tymi świrami i byłabyś zmuszona do wielu rzeczy. - dodałem obojętnie.
- Na twoim miejscu z pewnością bym się zgodziła. Jako władca demonów można zniszczyć wszystko i wszystkich, zmusić każdego do posłuszeństwa.
- Mi się to jakoś tak kolorowo nie widzi. Nienawidzę swoich rodziców za to do czego mnie zmuszał i co chcieli robić że mną dalej bez mojej zgody. W porę otrząsnąłem się z transu i przejrzałem na oczy. W rew pozorom to nie wygląda tak świetnie. - mruknąłem przypominając sobie do czego chcieli zmusić mnie rodzice. Przeszedł mnie niekontrolowany dreszcz, który zauważyła Ashley. - To nic. - podniosłem się z łóżka. - Jak chcesz to tu zostań do póki nie wyjedziesz. Albo ci się nie znudzi.
Ashley? Ha, dołek psychiczny ;-;
- To musi być najlepsze uczucie na świecie. Wolność, możesz robić co chcesz i nic ci nikt nie powie. Nikt nie powie "tak nie wolno. Tak nie przystoi. Stój prosto. Zachowuje się. Nie tak. Ucz się. Pilnuj. W końcu musisz mieć nienaganną postawę aby dopełnić woli rodziców". - dziewczyna spojrzała ba mnie pytając po raz kolejny. - Powiedziałem to na głos? - zapytałem retoryczne.
- No więc? Co takiego Cię ogranicza? - zapytała wygodniej się układając.
- Wszystko. Zasady.
- Nie rozumiem. Przecież możesz robić co zechcesz. Jako demon nikt nie może Ci nic zrobić. - zadziała się.
- Chciałbym żyć tak beztrosko jak ty. Nie zdajesz sobie sprawy jak wygląda życie demona... - tu na moment przerwałem.
- Jakiego demona?
Zaczynałem się zastanawiać czy powinienem jej o tym mówić. Chociaż wątpię aby uwierzyła w moje słowa.
- Nathaniel?
- Słyszałaś może, że poszukują pewnego demona i oferują wysoką nagrodę jeżeli ktoś przyprowadź co żywego?
- Obiło mi się o uszy, że szukają jakiegoś dzieciaka, który zwiał przed przejęciem władzy. Ale nie wiem do czego zmierzasz.
Spojrzałem na nią zamglonym wzrokiem, utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy do póki nie dotarło do dziewczyny co próbuje jej przekazać. Spojrzała na mnie jak na wariata i zapytała:
- Uciekłeś przed najlepszą rzeczą jaką mogła Cię spotkać! Kto by nie chciał mieć władzy nad wszystkimi demonami! - podniosła się do siadu.
- Ja. Ja bym nie chciał. - mruknąłem i zmrużyłem oczy. - Ciekawe czy też byś tak myślała wychowywując się z tymi świrami i byłabyś zmuszona do wielu rzeczy. - dodałem obojętnie.
- Na twoim miejscu z pewnością bym się zgodziła. Jako władca demonów można zniszczyć wszystko i wszystkich, zmusić każdego do posłuszeństwa.
- Mi się to jakoś tak kolorowo nie widzi. Nienawidzę swoich rodziców za to do czego mnie zmuszał i co chcieli robić że mną dalej bez mojej zgody. W porę otrząsnąłem się z transu i przejrzałem na oczy. W rew pozorom to nie wygląda tak świetnie. - mruknąłem przypominając sobie do czego chcieli zmusić mnie rodzice. Przeszedł mnie niekontrolowany dreszcz, który zauważyła Ashley. - To nic. - podniosłem się z łóżka. - Jak chcesz to tu zostań do póki nie wyjedziesz. Albo ci się nie znudzi.
Ashley? Ha, dołek psychiczny ;-;
sobota, 16 września 2017
Od Ashley do Nathaniela
Delikatnie się uśmiechnęłam rozbawiona.
- Wszystko jest proste, wystarczy spojrzeć na to z odpowiedniej strony – powiedziałam kładąc się na plecach na jego łóżku. To było normalne łoże, materac, poszuka i koc, a nie jakiś stary hamak, zardzewiałe deski, kujące siano, czy twarde jak kamień coś, co ma przypominać łóżko. To było wygodne, miałam ochotę zamknąć oczy i oddać się objęciom Morfeusza. Ale chyba nie wypada w tej chwili zasypiać, prawda? - A co do mnie, to sama wybrałam sobie takie życie. Wśród Pionków żyje już jakieś sto dwadzieścia lat, może nie całe – jednak zamknęłam oczy. Przywołałam do swojej głowy wspomnienia z dawnych lat; bardzo dawnych. - Na pewno chce ci się słuchać? - zapytałam.
- Tak – odpowiedział stanowczo, na co lekko się uśmiechnęłam i ziewnęłam przeciągle.
O dziwo, zamiast wychować się wśród swoich, ktoś mnie podrzucił w kocu pod drzwi sierocińca. I to w tym świecie, w ludzkim świecie. Zakonnice opowiadali, że nikt się nie zgłosił, nikt nie przyznał, więc zostałam całkowicie bez rodziny. Ja zawsze zgadywałam, że rodzice chcieli się mnie pozbyć. Wrzucili do losowego tunelu, który mnie przeniósł na jakiś śmietnik. Tam ktoś musiał usłyszeć płacz dzieciaka, więc mnie zaniósł tam, gdzie się chowają sieroty. Potem było o wiele ciekawie.
Już o pierwszego roku życia przedmioty wokół mnie latały. Gdy byłam zła, coś wybuchało, a gdy szczęśliwa, wszyscy uciekali. Ponoć było wtedy jeszcze gorzej. Nie miałam co liczyć na serdeczność rówieśników, nawet zakonnice traktowały mnie jak pomiot szatana. Przez pierwsze tygodnia próbowały mnie trzymać pod kluczem, w osobnej komórce, jakby zmuszając samych siebie do tego, by mnie utrzymywać przy życiu. Ale w końcu się złamały, kiedy prawie udusiłam kobietę, nawet do niej nie podchodząc. Mogłam robić co chcę i nikt mi nie wchodził w drogę, bo się bał. Bardzo mi się to podobało. Rzucałam meblami, rwałam tkaniny, niszczyłam zabawki, by po chwili to wszystko naprawić do pierwotnego wyglądu i znowu zniszczyć. Dali mi nawet osobny pokój.
A potem... jakoś się żyło. Nauczyłam się czarnej magii, podróżować między wymiarami... cudnie.
- A wiesz czemu wybrałam ten świat, zamiast demonicznych stron? - podniosłam się i otworzyłam oczy, by spojrzeć w jego oczy. - Bo Pionki są głupie i naiwne. Można nimi manipulować i robić co chcesz, nawet bez użycia magii – uśmiechnęłam się. - Dlatego ten świat nie jest taki trudny. To jak... - na chwilę zamilkłam zastanawiając się nad dobrym wyborem słów. - Życie z durnymi demonami, którzy nie umieją czarować, a ty, aby się nie wyróżniać, też tego nie robisz – powiedziałam w końcu. - Teraz ty. Opowiadaj czemu nie mogłem się sprzeciwić i co cię powstrzymuje przed prowadzenie spokojnego życia – ponownie się położyłam, tym razem zakładając ręce za tył głowy. Zamknęłam oczy czekając na jego historię.
< Nathaniel? >
- Wszystko jest proste, wystarczy spojrzeć na to z odpowiedniej strony – powiedziałam kładąc się na plecach na jego łóżku. To było normalne łoże, materac, poszuka i koc, a nie jakiś stary hamak, zardzewiałe deski, kujące siano, czy twarde jak kamień coś, co ma przypominać łóżko. To było wygodne, miałam ochotę zamknąć oczy i oddać się objęciom Morfeusza. Ale chyba nie wypada w tej chwili zasypiać, prawda? - A co do mnie, to sama wybrałam sobie takie życie. Wśród Pionków żyje już jakieś sto dwadzieścia lat, może nie całe – jednak zamknęłam oczy. Przywołałam do swojej głowy wspomnienia z dawnych lat; bardzo dawnych. - Na pewno chce ci się słuchać? - zapytałam.
- Tak – odpowiedział stanowczo, na co lekko się uśmiechnęłam i ziewnęłam przeciągle.
O dziwo, zamiast wychować się wśród swoich, ktoś mnie podrzucił w kocu pod drzwi sierocińca. I to w tym świecie, w ludzkim świecie. Zakonnice opowiadali, że nikt się nie zgłosił, nikt nie przyznał, więc zostałam całkowicie bez rodziny. Ja zawsze zgadywałam, że rodzice chcieli się mnie pozbyć. Wrzucili do losowego tunelu, który mnie przeniósł na jakiś śmietnik. Tam ktoś musiał usłyszeć płacz dzieciaka, więc mnie zaniósł tam, gdzie się chowają sieroty. Potem było o wiele ciekawie.
Już o pierwszego roku życia przedmioty wokół mnie latały. Gdy byłam zła, coś wybuchało, a gdy szczęśliwa, wszyscy uciekali. Ponoć było wtedy jeszcze gorzej. Nie miałam co liczyć na serdeczność rówieśników, nawet zakonnice traktowały mnie jak pomiot szatana. Przez pierwsze tygodnia próbowały mnie trzymać pod kluczem, w osobnej komórce, jakby zmuszając samych siebie do tego, by mnie utrzymywać przy życiu. Ale w końcu się złamały, kiedy prawie udusiłam kobietę, nawet do niej nie podchodząc. Mogłam robić co chcę i nikt mi nie wchodził w drogę, bo się bał. Bardzo mi się to podobało. Rzucałam meblami, rwałam tkaniny, niszczyłam zabawki, by po chwili to wszystko naprawić do pierwotnego wyglądu i znowu zniszczyć. Dali mi nawet osobny pokój.
A potem... jakoś się żyło. Nauczyłam się czarnej magii, podróżować między wymiarami... cudnie.
- A wiesz czemu wybrałam ten świat, zamiast demonicznych stron? - podniosłam się i otworzyłam oczy, by spojrzeć w jego oczy. - Bo Pionki są głupie i naiwne. Można nimi manipulować i robić co chcesz, nawet bez użycia magii – uśmiechnęłam się. - Dlatego ten świat nie jest taki trudny. To jak... - na chwilę zamilkłam zastanawiając się nad dobrym wyborem słów. - Życie z durnymi demonami, którzy nie umieją czarować, a ty, aby się nie wyróżniać, też tego nie robisz – powiedziałam w końcu. - Teraz ty. Opowiadaj czemu nie mogłem się sprzeciwić i co cię powstrzymuje przed prowadzenie spokojnego życia – ponownie się położyłam, tym razem zakładając ręce za tył głowy. Zamknęłam oczy czekając na jego historię.
< Nathaniel? >
piątek, 8 września 2017
Od Nathaniela do Ashley
Czyli zgadłem, gdyby była człowiekiem byłbym skończony. Nie wiedziałem dlaczego nie chciała gadać o tym wcześniej, ale to już chyba nie moja sprawa, prawda? No cóż, stałem tak się jej przyglądając, nie wiedziałem dokładnie jak to ubrać w słowa.
- Nieobeznany? - powtórzyłem jej pytanie z lekkim śmiechem, jakby było to oczywiste. - Trudno jest być obeznanym w świecie, z którym wcześniej nigdy nie miało się do czynienia.
Spojrzała na mnie pytająco i gestem wskazała abym to rozwinął.
- Wyobraź sobie, że z dnia na dzień zostajesz przeniesiona do wymiaru, o którym nic nie wiesz i musisz obcować z tymi dziwnymi istotami, które są strasznie głupie i naiwne.
- Trafiłeś tutaj niedawno? - zapyta z powrotem zamykając oczy.
- Kilka tygodni temu.
- Dlaczego nic nie wiesz o tym świecie? Z jakiego wymiaru się tu przeniosłeś i dlaczego? - zapytała chyba ciekawa tego co jej powiem.
- Przeniósł mnie tutaj mój znajomy, ponieważ w tym wymiarze będą mnie szukać w jako ostatnim. Przeniosłem się z wymiaru gdzie panują demony. Uciekam przed rodziną. A nic o tym świecie nie wiem, ponieważ nie chcieli mi nic o nim mówić. - streściłem, również kładąc się na łożku obok dziewczyny.
- Dlaczego po prostu się nie sprzeciwiłeś? - zapytała.
- Nie mogłem. - mruknąłem.
- Dlaczego?
- Bo to nie jest takie proste. - Westchnąłem ciężko. - Teraz chcę coś usłyszeć o tobie. - odetchnąłem już z ulgą.
< Ashley? Thiaaa.... Weny zero >
- Nieobeznany? - powtórzyłem jej pytanie z lekkim śmiechem, jakby było to oczywiste. - Trudno jest być obeznanym w świecie, z którym wcześniej nigdy nie miało się do czynienia.
Spojrzała na mnie pytająco i gestem wskazała abym to rozwinął.
- Wyobraź sobie, że z dnia na dzień zostajesz przeniesiona do wymiaru, o którym nic nie wiesz i musisz obcować z tymi dziwnymi istotami, które są strasznie głupie i naiwne.
- Trafiłeś tutaj niedawno? - zapyta z powrotem zamykając oczy.
- Kilka tygodni temu.
- Dlaczego nic nie wiesz o tym świecie? Z jakiego wymiaru się tu przeniosłeś i dlaczego? - zapytała chyba ciekawa tego co jej powiem.
- Przeniósł mnie tutaj mój znajomy, ponieważ w tym wymiarze będą mnie szukać w jako ostatnim. Przeniosłem się z wymiaru gdzie panują demony. Uciekam przed rodziną. A nic o tym świecie nie wiem, ponieważ nie chcieli mi nic o nim mówić. - streściłem, również kładąc się na łożku obok dziewczyny.
- Dlaczego po prostu się nie sprzeciwiłeś? - zapytała.
- Nie mogłem. - mruknąłem.
- Dlaczego?
- Bo to nie jest takie proste. - Westchnąłem ciężko. - Teraz chcę coś usłyszeć o tobie. - odetchnąłem już z ulgą.
< Ashley? Thiaaa.... Weny zero >
środa, 26 lipca 2017
Od Ashley do Nathaniela
Delikatnie się uśmiechnęłam. Ciekawe, dlaczego pyta? W mojej głowie zaczęły pojawiać się nowe i ciekawe scenariusze. Gdyby był człowiekiem, takie pytanie mogłoby go pogrążyć w ciemności. Gdyby był łowcą, albo on by zginął, albo ja. Gdyby był innej rasy, jak elf czy animag, nic by się raczej nie stało. Ale skąd mu do głowy mógł przyjść taki pomysł, aby zapytać mnie o bycie demonem? To jeszcze nic, ale w takim miejscu? Między Pionkami? Nawet, jeśli większa część nie jest zwykłymi ludźmi, to jednak takie posunięcie z jego strony jest bardzo ryzykowne. Wcześniej wydawał mi się dziwny, nieobeznany, a teraz nieco... głupi. Tak, głupiutkie dziecko nie wie, że w każdej chwili może go ktoś podsłuchiwać? Nawet zwykły człowiek, który sam w sobie może nie być groźny, a jednak może na ans ściągnąć kłopoty? Zabawne, taki bezmyślny, a nie wydaje mi się, żeby był Pionkiem. Gdyby nim był, raczej by się mnie bał, bał by się zadać mi takie pytanie, a on hardo stał przede mną, pewny siebie i mierzył mnie morderczym wzrokiem.
- Skąd takie przypuszczenia? - zapytałam ciekawa, uśmiechając się zadziornie. Jednocześnie głupiutki, a taki ciekawy i zabawny.
- Czyli zgadłem? - nie spuszczał ze mnie wzroku. Jestem pewna, że gdyby strzelał laserem z oczu lub potrafił zabijać samym wzrokiem, właśnie by to na mnie wykorzystał.
- Takich rzeczy się nie omawia na środku drogi – powiedziałam nieco ciszej, ruszając przed siebie. Chwilę tak szłam spokojnym tempem, kiedy Nathaniel stał w miejscu i się nie ruszał. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. - Będziesz tak stał? - zaśmiałam się i ponownie ruszyłam, a po chwili białowłosy do mnie dołączył. Długo szliśmy w ciszy w stronę jego domu. Gdy znaleźliśmy się pod drzwiami, wprosiłam się do środka. W sumie, nie miał tu nic do gadania, jeśli chciał znać prawdę. Dlaczego mam zamiar mu odpowiedzieć szczerze? Bo sama czuje, że nie jest normalny i nie należy do Pionków. Czuć od niego inna, mroczną energię, która praktycznie zawsze towarzyszy przy nas, czyli przy demonach. Po za tym swój swego pozna, to jest pewne.
Kiedy chłopak zamykał drzwi ja się rozglądałam po pomieszczeniu.
- Ładnie masz. Ja zazwyczaj sypiam w karczmach i ruszam dalej – przyznałam dalej się rozglądając, kiedy z tyłu mnie stanął Nathaniel. Poczułam na sobie jego morderczy wzrok. Odwróciłam się w jego stronę.
- Już nie stoimy na środku drogi – powiedział mocnym głosem.
- Zauważyłam – odpowiedziałam siadając na łóżku. Już tak dawno nie miałam okazji chociażby usiąść na mięciutkim łóżeczku... a może zamieszkam w jednym miejscu? Chyba tylko na miesiąc, dłużej bym nie dała rady.
- Odpowiesz mi? - nacisnął. Położyłam się i założyłam ręce za głowę. Było cudnie, zamknęłam oczy.
- Chyba nie muszę. Swój swego pozna – przyznałam. - Ale ja mam lepsze pytanie. Dlatego jesteś taki... nieobeznany ze wszystkim? - zapytałam, podnosząc jedną brew do góry.
<Nathaniel?>
- Skąd takie przypuszczenia? - zapytałam ciekawa, uśmiechając się zadziornie. Jednocześnie głupiutki, a taki ciekawy i zabawny.
- Czyli zgadłem? - nie spuszczał ze mnie wzroku. Jestem pewna, że gdyby strzelał laserem z oczu lub potrafił zabijać samym wzrokiem, właśnie by to na mnie wykorzystał.
- Takich rzeczy się nie omawia na środku drogi – powiedziałam nieco ciszej, ruszając przed siebie. Chwilę tak szłam spokojnym tempem, kiedy Nathaniel stał w miejscu i się nie ruszał. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. - Będziesz tak stał? - zaśmiałam się i ponownie ruszyłam, a po chwili białowłosy do mnie dołączył. Długo szliśmy w ciszy w stronę jego domu. Gdy znaleźliśmy się pod drzwiami, wprosiłam się do środka. W sumie, nie miał tu nic do gadania, jeśli chciał znać prawdę. Dlaczego mam zamiar mu odpowiedzieć szczerze? Bo sama czuje, że nie jest normalny i nie należy do Pionków. Czuć od niego inna, mroczną energię, która praktycznie zawsze towarzyszy przy nas, czyli przy demonach. Po za tym swój swego pozna, to jest pewne.
Kiedy chłopak zamykał drzwi ja się rozglądałam po pomieszczeniu.
- Ładnie masz. Ja zazwyczaj sypiam w karczmach i ruszam dalej – przyznałam dalej się rozglądając, kiedy z tyłu mnie stanął Nathaniel. Poczułam na sobie jego morderczy wzrok. Odwróciłam się w jego stronę.
- Już nie stoimy na środku drogi – powiedział mocnym głosem.
- Zauważyłam – odpowiedziałam siadając na łóżku. Już tak dawno nie miałam okazji chociażby usiąść na mięciutkim łóżeczku... a może zamieszkam w jednym miejscu? Chyba tylko na miesiąc, dłużej bym nie dała rady.
- Odpowiesz mi? - nacisnął. Położyłam się i założyłam ręce za głowę. Było cudnie, zamknęłam oczy.
- Chyba nie muszę. Swój swego pozna – przyznałam. - Ale ja mam lepsze pytanie. Dlatego jesteś taki... nieobeznany ze wszystkim? - zapytałam, podnosząc jedną brew do góry.
<Nathaniel?>
poniedziałek, 24 lipca 2017
Od Nathaniela do Ashley
Zgodziłem się, ale gdzie ona chce iść? Nie mam w ogóle pojęcia o czym ona mówi, ale lepiej udawać kogoś "normalnego". No bo co jej powiem? "Hah, wybacz ale nie mam pojęcia o czym Ty mówisz bo jestem z innego wymiaru i w sumie to nie wiem nic o tym świecie."? I tak już pewnie uważa mnie za kogoś dziwnego lub chorego psychicznie, jest też taka opcja.
- A gdzieś dokładnie chcesz iść? - zapytałem, idąc obok dziewczyny.
- Hm, nie wiem w sumie, a Ty gdzieś konkretnie chcesz iść?
- Em, mi to obojętne...
Jak mogę chcieć gdzieś konkretnie iść, skoro nie wiem nawet czym jest to o czym ona mówi. Spokojnie, jakoś się z tego wybrnie. Poszedłem za dziewczyną do jakiegoś miejsca. Usiedliśmy przy stoliku, chwile pogadaliśmy w sumie o niczym, potem zamówiliśmy coś do picia. Upiłem łyka i się zakrztusiłem, na co Ashley się głośno zaśmiała.
- Co ty? Nigdy nie piłeś? - nie przestawała się śmiać.
- Można tak powiedzieć. - mruknąłem.
- Abstynent? - zaśmiała się głośniej. He? Że kto? Nie ważne, pokiwałem delikatnie twierdząco głową.
- Aż tak ci nie smakuje? - zapytała.
- Gorzkie, cierpkie i mdłe. - odparłem zrezygnowany.
- Mówisz i wyglądasz jakbyś z księżyca spadł! - znowu się zaśmiała.
- Można tak to ująć. - mruknąłem prawie niesłyszalnie.
- To może zamów coś innego? Musi być coś co lubisz pić. - powiedziała widocznie zainteresowana.
- Hm... Może... mleko? Jest słodkie i dobrze smakuje. - odparłem po chwili zastanowienia.
Najwidoczniej Ashley rozbawiła moja odpowiedź, ponieważ znów się zaśmiała. Po chwili mimo wszystko, dostałem to czego chciałem.
- Skąd ty się urwałeś skoro nawet alkoholu nie pijesz? - zapytała z uśmiechem.
- Powiedzmy, że z bardzo daleka.
- To znaczy skąd?
- Jak to ujęłaś wcześniej, dla was, prawie z księżyca.
Mówiąc "was" miałem na myśli ludzi, jednak ta dziewczyna coraz bardziej wydawała mi się inna. Ciagle towarzyszyła jej mroczna energia, tak dobrze mi znana, a jednak nie mogłem po prostu zapytać. Po jakimś czasie wyszliśmy z karczmy, przeszliśmy się jakiś kawałek po mieście.
- Ja to już chyba będę wracał do siebie. - powiedziałem.
- Już idziesz? Noc jeszcze młoda! No ale jeśli bardzo chcesz to dobra. Ale musisz mi obiecać, że się jeszcze spotkamy!
- Mogę cię o coś zapytać? - wpatrywałem się w jakiś niewidzialny punkt.
- Jasne! Wał śmiało!
- Jesteś demonem? - spojrzałem na nią z kamiennym wyrazem twarzy i wzrokiem mogącym zabić.
< Ashley? >
- A gdzieś dokładnie chcesz iść? - zapytałem, idąc obok dziewczyny.
- Hm, nie wiem w sumie, a Ty gdzieś konkretnie chcesz iść?
- Em, mi to obojętne...
Jak mogę chcieć gdzieś konkretnie iść, skoro nie wiem nawet czym jest to o czym ona mówi. Spokojnie, jakoś się z tego wybrnie. Poszedłem za dziewczyną do jakiegoś miejsca. Usiedliśmy przy stoliku, chwile pogadaliśmy w sumie o niczym, potem zamówiliśmy coś do picia. Upiłem łyka i się zakrztusiłem, na co Ashley się głośno zaśmiała.
- Co ty? Nigdy nie piłeś? - nie przestawała się śmiać.
- Można tak powiedzieć. - mruknąłem.
- Abstynent? - zaśmiała się głośniej. He? Że kto? Nie ważne, pokiwałem delikatnie twierdząco głową.
- Aż tak ci nie smakuje? - zapytała.
- Gorzkie, cierpkie i mdłe. - odparłem zrezygnowany.
- Mówisz i wyglądasz jakbyś z księżyca spadł! - znowu się zaśmiała.
- Można tak to ująć. - mruknąłem prawie niesłyszalnie.
- To może zamów coś innego? Musi być coś co lubisz pić. - powiedziała widocznie zainteresowana.
- Hm... Może... mleko? Jest słodkie i dobrze smakuje. - odparłem po chwili zastanowienia.
Najwidoczniej Ashley rozbawiła moja odpowiedź, ponieważ znów się zaśmiała. Po chwili mimo wszystko, dostałem to czego chciałem.
- Skąd ty się urwałeś skoro nawet alkoholu nie pijesz? - zapytała z uśmiechem.
- Powiedzmy, że z bardzo daleka.
- To znaczy skąd?
- Jak to ujęłaś wcześniej, dla was, prawie z księżyca.
Mówiąc "was" miałem na myśli ludzi, jednak ta dziewczyna coraz bardziej wydawała mi się inna. Ciagle towarzyszyła jej mroczna energia, tak dobrze mi znana, a jednak nie mogłem po prostu zapytać. Po jakimś czasie wyszliśmy z karczmy, przeszliśmy się jakiś kawałek po mieście.
- Ja to już chyba będę wracał do siebie. - powiedziałem.
- Już idziesz? Noc jeszcze młoda! No ale jeśli bardzo chcesz to dobra. Ale musisz mi obiecać, że się jeszcze spotkamy!
- Mogę cię o coś zapytać? - wpatrywałem się w jakiś niewidzialny punkt.
- Jasne! Wał śmiało!
- Jesteś demonem? - spojrzałem na nią z kamiennym wyrazem twarzy i wzrokiem mogącym zabić.
< Ashley? >
sobota, 15 lipca 2017
Od Ashley do Nathaniela
Ramzes spał w swoim boksie. Przez chwilę opierałam się o drewnianą belkę zastanawiając się, co teraz zrobić. Za nim pójdę poszukać (Poszukać? Raz, dwa go wytropię, wyczuję jego energie) tego chłopaka, który uciekł ode mnie aż się kurzyło (zabawny), muszę przemyśleć co teraz zrobić. Ogier smacznie sobie drzemał i nie wyobrażam sobie go teraz budzić, skoro ja sama nienawidzę wstawać, kiedy mi się nie chcę, więc może najpierw poszukać noclegu? Chyba, że bym skorzystała z karczmy, od której wynajęłam boks dla konia. Ale szczerze? Nie podoba mi się tamto miejsce. Kiedy tyko weszłam poczułam na sobie tak wiele par cudzych oczu, że nawet odechciało mi się brać tu cokolwiek dla Ramzesa. Nie tchórzę, to po prostu złe przeczucie. A podpalenie budynku w największym z państw na oczach ludzi raczej nie będzie dobrym pomysłem. Cóż... wrócę tu jeszcze po konia, ale teraz znajdę sobie jakiś nocleg.
Wyszłam ze stajni i podążyłam w stronę energii, jaką po sobie zostawił ów chłopak. Była ona słaba, ale im bliżej się znajdowałam, tym mocniejsza. Co zabawne, sam wyczuł, że byłam obok. No właśnie, wyczuł. To tylko mnie utwierdza w tym, że nie jest człowiekiem. Ale przecież nie zapytam go prosto z mostu: "Kim jesteś? Bo na pewno nie człowiekiem.".
- Ciekawe te twoje wyczucie. - stwierdziłam stając obok niego. - Gdzie idziesz? - zapytałam. Wydawał się ciekawą osobą, nawet ciekawsza niż te wszystkie Kozły ofiarne. Już go lubię.
- Do siebie. - odpowiedział.
- Chyba się nie wkurzysz, jeśli Ci potowarzyszę. - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
- Skoro musisz. - odparł obojętnie, na co się uśmiechnęłam.
- Świetnie. A tak w ogóle znasz jakąś dobrą karczmę do noclegu? - skorzystałam z okazji. Chłopak chwilę milczał, jakby był niepewny tego, co ma odpowiedzieć.
- Raczej nie.
- Szkoda. A wybierzesz się teraz ze mną do jakiejś? Mało tu ciekawych osób, z którymi można, by gdzieś zajść. - stwierdziłam przypominając sobie te wszystkie Pionki, które siedzą w karczmach i tylko piją, jakby nie mieli żadnych lepszych rzeczy do roboty.
< Nathaniel? To dobrze, bo ona nie da ci spokoju xd >
Wyszłam ze stajni i podążyłam w stronę energii, jaką po sobie zostawił ów chłopak. Była ona słaba, ale im bliżej się znajdowałam, tym mocniejsza. Co zabawne, sam wyczuł, że byłam obok. No właśnie, wyczuł. To tylko mnie utwierdza w tym, że nie jest człowiekiem. Ale przecież nie zapytam go prosto z mostu: "Kim jesteś? Bo na pewno nie człowiekiem.".
- Ciekawe te twoje wyczucie. - stwierdziłam stając obok niego. - Gdzie idziesz? - zapytałam. Wydawał się ciekawą osobą, nawet ciekawsza niż te wszystkie Kozły ofiarne. Już go lubię.
- Do siebie. - odpowiedział.
- Chyba się nie wkurzysz, jeśli Ci potowarzyszę. - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
- Skoro musisz. - odparł obojętnie, na co się uśmiechnęłam.
- Świetnie. A tak w ogóle znasz jakąś dobrą karczmę do noclegu? - skorzystałam z okazji. Chłopak chwilę milczał, jakby był niepewny tego, co ma odpowiedzieć.
- Raczej nie.
- Szkoda. A wybierzesz się teraz ze mną do jakiejś? Mało tu ciekawych osób, z którymi można, by gdzieś zajść. - stwierdziłam przypominając sobie te wszystkie Pionki, które siedzą w karczmach i tylko piją, jakby nie mieli żadnych lepszych rzeczy do roboty.
< Nathaniel? To dobrze, bo ona nie da ci spokoju xd >
piątek, 14 lipca 2017
Od Nathaniela do Ashley
- Nathaniel. - mruknąłem, niezbyt rozumiejąc postawę dziewczyny.
Przewertowałem w pamięci podobny gest, hm, powitanie? Odwzajemniłem ruch i uścisnąłem jej dłoń z lekkim uśmiechem. - Akurat o to się nie martwię. - dodałem lekko tajemniczym tonem.
Ashley zaśmiała się, spojrzałem na nią z niemałym zdziwieniem. Ludzie są doprawdy ciekawi, chociaż czy ona jest człowiekiem? Czuć od niej tę mroczną energię.
- Wyglądasz na trochę zdezorientowanego. - zaśmiała się lekko. - Zgubiłeś się tu? Czy coś?
- Zgubiłem? - powtórzyłem jej pytanie. - Nie, chyba nie.
- Chyba? - znów się zaśmiała.
- Ja to chyba muszę już iść. - powiedziałem chcąc się już ewakuować.
- A to dlaczego?
- Mam coś jeszcze do załatwienia... - odparłem po chwili.
- Mogę się przejść z Tobą! - oznajmiła radośnie.
- To związane z pracą, więc lepiej nie. Spotkamy się jeszcze kiedyś... To cześć! - zawołałem na odchodne i... uciekłem, jak najszybciej się dało. W sumie prawdę powiedziałem, musiałem się spotkać z jakimś gościem za kilka minut. Czułem, jakby ktoś mnie obserwował, zignorowałem to jednak i poszedłem na spotkanie...
Poszło szybko, na szczęście klient przeszedł od razu do sedna i nie owijał w bawełnę, zadanie było proste - udowodnienie niewinności. Zajęło mi to z godzinę, łatwa kasa. Wracałem do lokum kiedy znów wyczułem już dość dobrze znaną mi energię.
- Cześć, Ash. - uśmiechnąłem się do siebie.
- No witaj. Szybko się zawinąłeś wcześniej. Skąd wiedziałeś, że to ja? - zapytała z ciekawością.
- Wyczucie...
< Ashley? Nie mam skłonności masochistycznych (chyba) ale możesz xd >
Przewertowałem w pamięci podobny gest, hm, powitanie? Odwzajemniłem ruch i uścisnąłem jej dłoń z lekkim uśmiechem. - Akurat o to się nie martwię. - dodałem lekko tajemniczym tonem.
Ashley zaśmiała się, spojrzałem na nią z niemałym zdziwieniem. Ludzie są doprawdy ciekawi, chociaż czy ona jest człowiekiem? Czuć od niej tę mroczną energię.
- Wyglądasz na trochę zdezorientowanego. - zaśmiała się lekko. - Zgubiłeś się tu? Czy coś?
- Zgubiłem? - powtórzyłem jej pytanie. - Nie, chyba nie.
- Chyba? - znów się zaśmiała.
- Ja to chyba muszę już iść. - powiedziałem chcąc się już ewakuować.
- A to dlaczego?
- Mam coś jeszcze do załatwienia... - odparłem po chwili.
- Mogę się przejść z Tobą! - oznajmiła radośnie.
- To związane z pracą, więc lepiej nie. Spotkamy się jeszcze kiedyś... To cześć! - zawołałem na odchodne i... uciekłem, jak najszybciej się dało. W sumie prawdę powiedziałem, musiałem się spotkać z jakimś gościem za kilka minut. Czułem, jakby ktoś mnie obserwował, zignorowałem to jednak i poszedłem na spotkanie...
* * *
Poszło szybko, na szczęście klient przeszedł od razu do sedna i nie owijał w bawełnę, zadanie było proste - udowodnienie niewinności. Zajęło mi to z godzinę, łatwa kasa. Wracałem do lokum kiedy znów wyczułem już dość dobrze znaną mi energię.
- Cześć, Ash. - uśmiechnąłem się do siebie.
- No witaj. Szybko się zawinąłeś wcześniej. Skąd wiedziałeś, że to ja? - zapytała z ciekawością.
- Wyczucie...
< Ashley? Nie mam skłonności masochistycznych (chyba) ale możesz xd >
czwartek, 13 lipca 2017
Od Ashley do Nathaniela
I nagle wszyscy się zatrzymali. Jeden wóz za drugim. Słychać było krzyki ludzi, którzy popędzali tego z przodu, oraz rżenie koni, osłów czy bawołów, które miały dość tego hałasu,a chciały się nacieszyć chwilą odpoczynku. Tylko Ci z samego początku wiedzieli co się stało, a Ci z tyłu musieli czekać, albo spróbować wyminąć wszystko co było trudniejsze. Droga nie była za szeroka, a każdy się na siebie darł. A wszystko przez wymęczonego woła, który odmówił współpracy. W pewnym momencie wóz, który handlował dywanami i innym podobnym materiałem, zatrzymał się przez strajk zwierzęcia, które miało dość ciągnięcia tego powozu. Facet kierujący był bliski szału, a kiedy zwierzak położył się na ziemi i nie miał zamiaru wstać, mężczyzna wysiadł z wozu, musiał w końcu coś zrobić. Za nim wybiegł mały chłopczyk, na oko miał z jakieś siedem lat. Najpierw podążył za ojcem, który zaczął bić woła biczem - a mimo tego zwierzak nie miał zamiaru wstać. Chłopiec nie chcąc na to patrzeć odwrócił się i ruszył przed siebie, akurat wpadając pod kopyta konia, na którym siedziała tajemnicza postać okryta kapturem. Koń spłoszony takim pojawieniem się obcego dzieciaka pod swoimi kończynami stanął dęba i uderzył chłopca w twarz. Swego jeźdźca zwalił, a małego wywalił na ziemie. Ludzie zaczęli do nich podbiegać i im pomagać, kiedy ja siedziałam sobie wygodnie na jakimś drewnianym dachu i się temu przyglądałam. Zabawna scenka. Gdyby wół się nie położył albo mężczyzna go nie przeciążył, nie doszło by do tego. Mógł chociaż zainteresować się własnym dzieciakiem, a nie wyżywać się na zwierzaku.
Z uśmiechem na ustach zeszłam z miejsca widokowego. Stanęłam na kamienistym chodniku i ruszyłam w stronę stajni, która mieściła się jakiś kilometr ode mnie. Merkez było ogromne, a co z tym idzie - większa szansa na sprzedaż. Pobędę tutaj jeszcze jakiś tydzień i ruszam dalej.
Poczułam na sobie czyjś wzrok. Chwilowo go zignorowałam, aż stał się nie do wytrzymania. Odwróciłam się, a moją uwagę przykuł białowłosy chłopak, który raptownie odwrócił wzrok, odwrócił się i zaczął iść jakby nigdy nic. Lekko uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam za nim. W końcu stanął i obserwował... kobietę z dzieckiem? A może tak się zagapił w niewidzialny punkt? Też tak czasem mam.
- Na co patrzysz? - stanęłam obok niego. Spojrzał na mnie i się lekko cofnął.
- Na nic. - odpowiedział nieco cicho. Przymrużyłam lekko oczy, wyczuwałam od niego dziwną energię...
- Zagapiłeś się w niewidzialny punkt? - skinął w końcu głową. - Też tak mam. - powiedziałam. - Jestem Ashley. - wyciągnęłam w jego kierunku rękę. Patrzył na nią jakbym chciała: - Spokojnie, przecież cię nie zjem. Chyba, że masz takie życzenie. - zaśmiałam się miło.
Wydawał się taki przestraszony, jakby się zgubił w tym mieście. Ciekawa osóbka.
< Nathaniel? Mogę Cię pognębić? xd >
Z uśmiechem na ustach zeszłam z miejsca widokowego. Stanęłam na kamienistym chodniku i ruszyłam w stronę stajni, która mieściła się jakiś kilometr ode mnie. Merkez było ogromne, a co z tym idzie - większa szansa na sprzedaż. Pobędę tutaj jeszcze jakiś tydzień i ruszam dalej.
Poczułam na sobie czyjś wzrok. Chwilowo go zignorowałam, aż stał się nie do wytrzymania. Odwróciłam się, a moją uwagę przykuł białowłosy chłopak, który raptownie odwrócił wzrok, odwrócił się i zaczął iść jakby nigdy nic. Lekko uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam za nim. W końcu stanął i obserwował... kobietę z dzieckiem? A może tak się zagapił w niewidzialny punkt? Też tak czasem mam.
- Na co patrzysz? - stanęłam obok niego. Spojrzał na mnie i się lekko cofnął.
- Na nic. - odpowiedział nieco cicho. Przymrużyłam lekko oczy, wyczuwałam od niego dziwną energię...
- Zagapiłeś się w niewidzialny punkt? - skinął w końcu głową. - Też tak mam. - powiedziałam. - Jestem Ashley. - wyciągnęłam w jego kierunku rękę. Patrzył na nią jakbym chciała: - Spokojnie, przecież cię nie zjem. Chyba, że masz takie życzenie. - zaśmiałam się miło.
Wydawał się taki przestraszony, jakby się zgubił w tym mieście. Ciekawa osóbka.
< Nathaniel? Mogę Cię pognębić? xd >
środa, 12 lipca 2017
Od Nathaniela
Udało mi się skontaktować z Albertem, musiałem czekać aż wszystko będzie gotowe. W tym czasie moja niby rodzina przygotowywała mnie do panowania. A raczej próbowali, starałem się jednak udawać, że wszystko jest w porządku. Kilka dni potem znów skontaktowałem się z Albertem, kiedy miałem okazje uciekłem. Z pomocą znajomego rodziny trafiłem tutaj, pod inną formą, na Ziemię. Nie wiedziałem jeszcze co mnie tu czeka, Al na szczęście wcześniej wszystko przygotował, na przykład moje dane i historię. Dostałem jeszcze od niego mapę tej Ziemi, abym gdzieś trafił i się nie pałętał bez celu. Ten wymiar bardzo różnił się od tego, w którym dotychczas mieszkałem, tutaj wszystko było inaczej, dlatego musiałem wiedzieć jak się zachowywać. Albert wysłał mnie niedaleko jednego z większych państw tego wymiaru, postanowiłem na razie obserwować ludzi. Na zajęciach, na które musiałem uczęszczać, niewiele chcieli mi mówić o innych wymiarach, rasach czy chociażby zwyczajach jakie panują gdzieś indziej. Ilekroć pytałem zbywali mnie, dlatego teraz kompletnie nic nie wiem o tym świecie. Z tego co dowiedziałem się będąc tutaj, to jestem aktualnie w Merkez, jednym z największych państw. Obserwowałem wielu ludzi, jednak ciągle nie miałem pojęcia o zachowaniu, niektórzy prosili mnie abym coś dla nich zrobił, za każde "zlecenie" dostawałem pieniądze. Z początku tego nie rozumiałem, nic dziwnego! Wcześniej nie wolno było mi opuszczać domu! Dowiedziałem się wielu rzeczy, jednak nadal nic o byciu. Podążałem znów za jakimś człowiekiem, wyglądał na zadowolonego z życia, uśmiechał się i witał ze wszystkimi, jednak nagle moją uwagę przykuła inna osobistość. Wpatrywałem się w tę osobę dosyć długo, aż do czasu kiedy zostałem zauważony. Odwróciłem wzrok i poszedłem dalej przed siebie, błagając, aby osoba nie podeszła do mnie. Zawiesiłem wzrok gdzieś w oddali, podążając przed siebie bez celu myślałem co tak mnie zainteresowało w tamtej osobie, przecież dla mnie nie różniła się od innych ludzi. Jednak od tej osoby biła dziwna energia, a może mi się wydawało? Nie zauważyłem kiedy przystanąłem i wlepiałem wzrok w... no właśnie, w co się wpatrywałem? W przestrzeń, jakbym widział jak drobinki tlenu mieszają się z innymi gazami, jakbym wypatrywał czegoś w niewidzialnej substancji. Wtedy z transu wyrwała mnie osoba, która stanęła obok mnie i chyba chciała zacząć rozmowę.
< Jakaś chętna osoba? >
< Jakaś chętna osoba? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)