Cholera! Lubię ten płaszcz, znów będę musiał oddać go do naprawy, choć dobrze, że to nie kurtka bo dziewczyna już straciłabym głowę. Ugasiłem szybko niewielki płomień, wszyscy dobrze wiemy, że żar pozostawiony sam sobie, może się szybko rozwinąć…
- I ty próbujesz mi udowodnić, że znasz się na czarach? Moja droga, kluczem do sztuk magicznych jest samokontrola, nawet taki zwykły śmiertelnik jak ja to wie. – otrzepałem płaszcz i przerzuciłem go przez ramię. – A i Twoje szczęście, że dla niepoznaki zabrałem ze sobą płaszcz. Jednak jego naprawa i tak może Cię srogo kosztować, więc bacz na swoje słowa. Nie wyglądasz na kogoś kto jest w stanie mi się wypłacić. – Znów nie dałem dziewczynie dojść do słowa. – Na razie nie chciałem Cię zastraszyć, a jedynie ostrzec, ale widzę że moje rady są Ci zbędne, więc lepiej zejdź mi z oczu zanim stanie ci się krzywda. Za wszystkie przewinienia jakich się dzisiaj dopuściłaś nie jeden zapłacił życiem.
- Za kogo Ty się masz?! Jak śmiesz mi grozić! Chyba nie myśli…
- Cicho. – przerwałem szybko dziewczynie i wytężyłem słuch.
- Ooo! Nie będziesz mnie uciszał! – powiedziała wściekła.
- Na Bogów! Siedź przez chwile cicho! – warknąłem i znów starałem się nasłuchiwać.
To był znajomy mi głos. Te same słowa padły kiedy przyłapałem chłopaka na próbie kradzieży mojego sztyletu. Podszedłem do krawędzi budynku, tak jak się obawiałem, to był Sam otoczony przez trzech ogromnych mężczyzn, a jedynym z nich był ów sprzedawca mięsa. Szybkim ruchem zrzuciłem płaszcz na ziemię, zniszczony i tak na niewiele się zda. – Zostań tu i nie pchaj nosa w nie swoje sprawy, załatwię to. – rzuciłem przez ramię i zeskoczyłem na balkon piętro niżej, a z niego na ziemie i w mgnieniu oka znalazłem się między chłopakiem, a osiłkami. – Pomogę Ci, ten jeden jedyny raz, zrozumiałeś? – zwróciłem się po cichu do Sama, tak aby napastnicy nie usłyszeli
– Panowie, trzech silnych mężczyzn na jednego dzieciaka? To bardzo nieuczciwy podział. Widać, że chłopak dopiero się uczy. Załatwmy zatem sprawę na spokojnie, Wy pozwolicie mu odejść, a ja daruje Wam życie.
- Nie obchodzi mnie w co się bawicie w tym waszym pałacu, ale jeśli myślisz że możesz stawiać mi jakieś warunki to się grubo mylisz. – odezwał się władca straganu z mięsem i zrobił krok w naszą stronę.
- Dobrze, tak jak mówiłem załatwmy to pokojowo, ile chłopak jest Wam winny?
- Ha! Czyżby Książę Złodziei miał zamiar zapłacić dług biednego chłopca?! – zaśmiali się między sobą, a ja wykorzystałem chwilę, by rozeznać się z terenem - Teraz już za późno na litość!
- Jak sobie życzycie. – szybkim ruchem ręki wyciągnąłem miecz i prostą ręką wymierzyłem przed siebie, wolną dłonią zasłoniłem chłopaka. – Puśćcie dzieciaka, teraz to sprawa między mną, a Wami.
Ruszyli w moim kierunku. Szybki ruchem odepchnąłem Sama na bok i zająłem pozycje, kiedy wyczułem unosząca się w powietrzu woń magii. Miała nie pchać nosa w nie swoje sprawy…
< Rin? Musiałam trochę urozmaicić akcję x3 >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapach magii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapach magii. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 lipca 2017
Od Rin do Sakita
Przez chwilę stałam tylko i gapiłam się w plecy chłopaka, ale zaraz się otrząsnęłam, machnęłam dłonią, aby unieruchomić go na kilka sekund i podbiegłam stając wprost przed nim. O nie, mnie się tak nie traktuje. Mimo wszystko jestem księżniczką i, ciężko to mówić, ale mam dumę oraz godność, i bardzo nie lubię, gdy ktoś odnosi się do mnie w taki sposób
- Po pierwsze, przepraszam bardzo, ale ja mam serce i nie narażam ludzi bez potrzeby a zamierzałam mu jedynie pomóc... – chłopak parsknął unosząc brwi.
- To, że zamierzałaś niewiele, by mu dało. – zmrużyłam gniewnie oczy na te słowa i kontynuowałam.
- … po drugie, naprawdę zaskakuje mnie, że ktoś taki jak Ty ma tak wysokie mniemanie o sobie, ale "darowanie mi życia" to słaby tekst, aby kogoś zastraszyć, tyle Ci powiem. Po trzecie zaś, pragnę Cię poinformować o tym, że prędzej to Ty nie powinieneś wchodzić w drogę mi oraz, radzę Ci, nigdy więcej nie mówić do mnie takim tonem. – posłałam mu ostre spojrzenie a po chwili uśmiechnęłam się słodko. – Chyba, że to spotkanie z ziemią było dla Ciebie czymś przyjemnym. Mogę to poprawić. Chłopak zerknął na mnie, a ja odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że jest rozbawiony, a mnie i całą tę sytuacje traktuje jak coś nieznaczącego, nad czym ma pełną władzę. Fuknęłam na myśl o tym i nie panując nad sobą z moich palców wystrzeliły płomyki po czym wylądowały na brzegu jego płaszcza, leżącego na ziemi. Otworzyłam szeroko oczy, a moje usta ułożyły się w nieme "och", gdy ten zajął się niewielkim ogniem.
< Sakit? Gdy kogoś nie lubisz, strzel go ogniem c: >
- Po pierwsze, przepraszam bardzo, ale ja mam serce i nie narażam ludzi bez potrzeby a zamierzałam mu jedynie pomóc... – chłopak parsknął unosząc brwi.
- To, że zamierzałaś niewiele, by mu dało. – zmrużyłam gniewnie oczy na te słowa i kontynuowałam.
- … po drugie, naprawdę zaskakuje mnie, że ktoś taki jak Ty ma tak wysokie mniemanie o sobie, ale "darowanie mi życia" to słaby tekst, aby kogoś zastraszyć, tyle Ci powiem. Po trzecie zaś, pragnę Cię poinformować o tym, że prędzej to Ty nie powinieneś wchodzić w drogę mi oraz, radzę Ci, nigdy więcej nie mówić do mnie takim tonem. – posłałam mu ostre spojrzenie a po chwili uśmiechnęłam się słodko. – Chyba, że to spotkanie z ziemią było dla Ciebie czymś przyjemnym. Mogę to poprawić. Chłopak zerknął na mnie, a ja odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że jest rozbawiony, a mnie i całą tę sytuacje traktuje jak coś nieznaczącego, nad czym ma pełną władzę. Fuknęłam na myśl o tym i nie panując nad sobą z moich palców wystrzeliły płomyki po czym wylądowały na brzegu jego płaszcza, leżącego na ziemi. Otworzyłam szeroko oczy, a moje usta ułożyły się w nieme "och", gdy ten zajął się niewielkim ogniem.
< Sakit? Gdy kogoś nie lubisz, strzel go ogniem c: >
poniedziałek, 10 lipca 2017
Od Sakita do Rin
Zaśmiałem się w duchu. „Nie masz możliwości ukarania mnie za pyskowanie”. Więc, tak jak myślałem, dziewczyna nie jest stąd, ale jest zbyt pewna siebie jak na kogoś kto się zgubił. Mimo wszystko jej postawa nie wskazuje na stałego mieszkańca Merkez, a więc praca dorywcza.
Uspokoiłem myśli, czując przewagę nad dziewczyną, która najwidoczniej nawet nie zdaje sobie sprawy, że mogła odebrać chłopakowi życie i za chwilę może stracić własne, ale po co psuć zabawę? Im mniej osób traktuje mnie jak księcia, tym lepiej.
- Od razu widać, że nie pochodzisz ze stolicy, więc tym razem daruję ci życie, przymykając oko na twoje zuchwalstwo i lekkomyślność. – widząc, że dziewczyna chce się wtrącić, kontynuowałem, nie dając jej dojść do słowa – Wróćmy zatem do sprawy chłopaka. Jeśli nadal masz zamiar udawać że nie wiesz o co chodzi, uściślę: Do sprawy Samuela Santo pochodzącego z Khayr, którego w swojej lekkomyślności niemal pozbawiłaś życia, chłopak ma szczęście, że jest szybki i potrafi się nieźle chować. Więc następnym razem kiedy najdzie Cię ochota mieszania się w nie swoje sprawy, lepiej porządnie się zastanów zanim znów narazisz czyjeś życie, szczególnie kiedy ten „ktoś” wyżywia całą rodzinę. – widok zaskoczenia jakie malowało się na jej twarzy, poprawił mi humor, a idący za tym gniew tylko dodał sił. Zacząłem, znów nie dając jej dojść do słowa – I jeszcze jedna rada na przyszłość, nigdy nie wchodź mi w drogę, tym bardziej nie staraj się pokrzyżować moich planów, następnym razem nie będę tak wyrozumiały. - zabrzmiało bardziej jak groźba niż przyjacielska rada, ale to w sumie dobrze. Obróciłem się plecami do dziewczyny i udałem w stronę schodów prowadzanych na dół. Nie obchodziło mnie już co dziewczyna ma do dodania.
< Rin? Nie, nie zepsułaś ;D >
Uspokoiłem myśli, czując przewagę nad dziewczyną, która najwidoczniej nawet nie zdaje sobie sprawy, że mogła odebrać chłopakowi życie i za chwilę może stracić własne, ale po co psuć zabawę? Im mniej osób traktuje mnie jak księcia, tym lepiej.
- Od razu widać, że nie pochodzisz ze stolicy, więc tym razem daruję ci życie, przymykając oko na twoje zuchwalstwo i lekkomyślność. – widząc, że dziewczyna chce się wtrącić, kontynuowałem, nie dając jej dojść do słowa – Wróćmy zatem do sprawy chłopaka. Jeśli nadal masz zamiar udawać że nie wiesz o co chodzi, uściślę: Do sprawy Samuela Santo pochodzącego z Khayr, którego w swojej lekkomyślności niemal pozbawiłaś życia, chłopak ma szczęście, że jest szybki i potrafi się nieźle chować. Więc następnym razem kiedy najdzie Cię ochota mieszania się w nie swoje sprawy, lepiej porządnie się zastanów zanim znów narazisz czyjeś życie, szczególnie kiedy ten „ktoś” wyżywia całą rodzinę. – widok zaskoczenia jakie malowało się na jej twarzy, poprawił mi humor, a idący za tym gniew tylko dodał sił. Zacząłem, znów nie dając jej dojść do słowa – I jeszcze jedna rada na przyszłość, nigdy nie wchodź mi w drogę, tym bardziej nie staraj się pokrzyżować moich planów, następnym razem nie będę tak wyrozumiały. - zabrzmiało bardziej jak groźba niż przyjacielska rada, ale to w sumie dobrze. Obróciłem się plecami do dziewczyny i udałem w stronę schodów prowadzanych na dół. Nie obchodziło mnie już co dziewczyna ma do dodania.
< Rin? Nie, nie zepsułaś ;D >
Od Rin do Sakita
Uniosłam brwi na widok chłopaka w moim wieku o ciemnych włosach i oczach strzelających promieniami. To był ten sam facet, na którym chwilę wcześniej posłużyłam się swoimi czarami. Gdy wykrzyczał ostatnie zdanie, posądzając mnie wręcz o nieznajomość magii uśmiechnęłam się lekko, a wokół moich palców pojawiły się błękitne płomyki, którymi zaczęłam się bawić. Chłopak jedynie na nie zerknął. Miałam przemożne wrażenie, że go znam, ale nie przypominałam sobie żadnej konkretnej sytuacji, więc po prostu to zignorowałam
- Myślę, że znajomość dwóch zaklęć na krzyż... – zaczęłam podkreślając jego słowa. – Upoważnia mnie do korzystania z nich w dowolny sposób. Jeśli Ty wejdziesz w ich drogę – nic nie poradzę. – Spojrzałam na niego, mając wrażenie, że wkurza się coraz bardziej. Kolejny uśmiech z mojej strony.
- To Ty śmiesz mi przeszkadzać i wywracać na środku drogi! Ten chłopiec..
- Chłopiec? Myślałam, że rozmawiamy o Tobie. Jakiego chłopca masz na myśli? – Rzuciłam niewinnym głosem i spojrzałam na swoje ręce, przerzucając płomyki z jednej dłoni do drugiej.
- Dobrze wiesz jaki chłopiec! Ten co okradał stragany! Miałem zamiar... – Wściekłość aż z niego emanowała. Zbliżył się do mnie o kilka kroków, a ja wtedy zauważyłam, że jest tylko kilka centymetrów wyższy ode mnie
- Chyba Ci się przewidziało. Ja nie zauważyłam żadnego chłopca. – Jego oczy na ułamek sekundy zrobiły się nieco większe, a potem zmrużył je gniewnie jakby zrozumiał w co gram.
- Zaraz pośle Cię za kraty, albo i lepiej za pyskowanie swojemu... – parsknęłam śmiechem w połowie jego wypowiedzi. Czy on myśli, że ma władze Króla?
- Za pyskowanie? Słuchaj, nie wiem kim dla siebie jesteś w swoim urojonym światku wewnątrz własnego umysłu, ale tutaj nie masz możliwości ukarania mnie za, ekhem, PYSKOWANIE. Za to ja nie muszę mieć oporów przed zgłoszeniem gdzieś napaści przez jakiegoś obcego faceta. – wzruszyłam ramionami i posłałam mu wiele mówiące spojrzenie spod lekko uniesionych brwi.
< Sakit? Błagam, powiedz, że nie zepsułam jego zachowania x.x >
- Myślę, że znajomość dwóch zaklęć na krzyż... – zaczęłam podkreślając jego słowa. – Upoważnia mnie do korzystania z nich w dowolny sposób. Jeśli Ty wejdziesz w ich drogę – nic nie poradzę. – Spojrzałam na niego, mając wrażenie, że wkurza się coraz bardziej. Kolejny uśmiech z mojej strony.
- To Ty śmiesz mi przeszkadzać i wywracać na środku drogi! Ten chłopiec..
- Chłopiec? Myślałam, że rozmawiamy o Tobie. Jakiego chłopca masz na myśli? – Rzuciłam niewinnym głosem i spojrzałam na swoje ręce, przerzucając płomyki z jednej dłoni do drugiej.
- Dobrze wiesz jaki chłopiec! Ten co okradał stragany! Miałem zamiar... – Wściekłość aż z niego emanowała. Zbliżył się do mnie o kilka kroków, a ja wtedy zauważyłam, że jest tylko kilka centymetrów wyższy ode mnie
- Chyba Ci się przewidziało. Ja nie zauważyłam żadnego chłopca. – Jego oczy na ułamek sekundy zrobiły się nieco większe, a potem zmrużył je gniewnie jakby zrozumiał w co gram.
- Zaraz pośle Cię za kraty, albo i lepiej za pyskowanie swojemu... – parsknęłam śmiechem w połowie jego wypowiedzi. Czy on myśli, że ma władze Króla?
- Za pyskowanie? Słuchaj, nie wiem kim dla siebie jesteś w swoim urojonym światku wewnątrz własnego umysłu, ale tutaj nie masz możliwości ukarania mnie za, ekhem, PYSKOWANIE. Za to ja nie muszę mieć oporów przed zgłoszeniem gdzieś napaści przez jakiegoś obcego faceta. – wzruszyłam ramionami i posłałam mu wiele mówiące spojrzenie spod lekko uniesionych brwi.
< Sakit? Błagam, powiedz, że nie zepsułam jego zachowania x.x >
Od Sakita
Milion obowiązków, dwa miliony ludzi, którzy o nich mówią, trzy miliony przypomnień i jeden książę który powinien temu wszystkiemu zaradzić. Co im wszystkim nagle odbiło? Nie robię tego co do mnie należy od pierwszego dnia mojego życia, kiedy zamiast uśmiechać się do mieszkańców czy ryczeć w nadziei na trochę żarcia, poszedłem spać. Do dziś wspaniały, pierworodny syn wielkiego Yaradana, woli spacerować ulicami ich marnego królestwa niż przeznaczać czas na „ważne decyzje, kierujące losami całego Sayari”. Od ich podejmowania jest w końcu król! A ja powinienem zająć się losami moich poddanych. Powinienem oczywiście nie znaczy że to robię, ale to dobra wymówka, żeby wyrwać się z tego domu pełnego wariatów i zwinąć co nieco.
Mijałem kolorowe budynki i stragany pełne bezwartościowych rzeczy, których nawet nie opłacało mi się kraść. Poza tym, tutaj to żadna zabawa, nawet nie muszę się zbytnio kryć. Podszedłem do stoiska, zabrałem jedno jabłko i zwróciłem oczy ku sprzedawczyni.
- Życzę smacznego, mój panie! – uśmiechnęła się do mnie i zajęła klientami.
A nie mówiłem? Nawet gdybym chciał im zapłacić, nie przyjęliby ode mnie grosza. W końcu mój wspaniały ojciec zapewnia im dobrobyt. Udałem się zatem dalej, gryząc co jakiś czas jabłko i nie reagując na uśmiechnięte mordki jakie mnie mijały, i powitania idące z ich strony. W końcu zobaczyłem młodego chłopaka, kradnącego kiść bananów z pobliskiego straganu. To był bez wątpienia Sam, nigdy nie pomylę tego dzieciaka z kimkolwiek innym. Powiem szczerze, że to jedyna osoba w tej dziurze jaką naprawdę szanuję. Tylko ten smarkacz odważył się mnie okraść i tylko jemu prawie się udało. Próbował zabrać mi wtedy sztylet, doskonale to pamiętam, bo młody wiedział czego chce. Za to ostrze mógłby postawić dom i wykarmić cała rodzinę. Jednakże nie wiedział z kim zadziera, był wtedy tylko małym brzdącem. Wtedy go przyłapałem, ale dzieciak nie raz podwędził mi kilka jabłek czy brzoskwini które ze sobą niosłem. Co prawda jeszcze nie udało mu się zwinąć ostrza, ale może pewnego dnia dojdzie do perfekcji. Chciałem sprawdzić jak mu idzie więc ruszyłem za chłopakiem w nadziei, że w końcu odważy się na jakieś grubszy wybryk bo jak na razie stara się kraść tyle ile jest mu niezbędne do przeżycia. Chłopak trochę mnie rozczarował kiedy podszedł do stoiska z mięsem i zabrał kawałek wołowiny. Chyba nie wiedział, że sprzedawca to największa szumowina w tym mieście i za kradzież spierze malca na kwaśne jabłko. Ruszyłem załagodzić tą sytuację, wiedząc że Sam sobie nie poradzi z czterokrotnie większym przeciwnikiem, kiedy poczułem coś pod moimi nogami, a chwile później smak betonu o który uderzyłem z impetem. Podniosłem się szybko i obejrzałem za siebie, ale nie było tam nic o co mógłbym się przewrócić, prosta droga, nic więcej. W powietrzu unosiła się delikatna woń magii. Rozejrzałem się dookoła, chłopak zdążył uciec, mój upadek skutecznie odwrócił uwagę sprzedawcy, ale nie tego teraz szukałem. Gdzie jest duszyczka która odważyła się pokrzyżować mi plany?! Mój wzrok na ułamek sekundy zatrzymał się na postaci siedzącej na skraju budynku. Minęło raptem kilka minut kiedy znalazłem się na dachu, zaraz za osoba, która mi przeszkodziła. Nie kryłem się, więc nic dziwnego że dziewczyna usłyszała moje kroki i w kilka sekund odwróciła się do mnie twarzą. Nie wyglądała na kogoś kto się zgubił, ale i nie pochodziła z Merkez, ale to teraz nie miało znaczenia. Liczy się to że pokrzyżowała mi plany.
- Jak śmiesz mi przeszkadzać?! Nikt Cię nigdy nie uczył aby nie zadzierać z silniejszymi od siebie? Myślisz że znajomość dwóch zaklęć na krzyż, upoważnia cię do pchania nosa w nie swoje sprawy?! – Nie byłem zły, szczerze powiedziawszy, nie obchodziło mnie zbytnio co tutaj robi, ani pod jaka wymówką, rzuca mi kłody pod nogi. Stwierdziłem po prostu, że narobienie jej strachu będzie ciekawszym zajęciem niż pałętanie się po mieście. Poza tym, niech nie myśli że coś takiego ujdzie jej na sucho!
< Rin? Sakitek to bardzo miły człek x3 >
Od Rin
Usiadłam na krawędzi dachu, spuszczając nogi w dół i patrząc na mieszkańców uwijających się na placu targowym pode mną. Słońce mocno prażyło, więc zsunęłam z głowy chustkę, a po chwili również i płaszcz, dając odetchnąć zmęczonym mięśniom. Dzień powoli się kończył, a ja zaczęłam rozmyślać nad moim miejscem do spania. Dzisiaj jest ostatnia noc na strychu karczmy, którą zapewniła mi dorywcza praca w niej, w głowie już obracałam możliwości na kolejne dni. Jeśli jutro nie znajdę jakiejś kilkudniowej roboty, będę musiała się obejść bez jedzenia, bo wszystkie swoje monety zdążyłam już wydać – broń Boże w jakiś bezsensowny sposób! Każda bez wyjątku poszła na jedzenie lub sen w przyzwoitym miejscu (no dobra, może prawie każda). Ale cóż, dzień bez kolacji i noc pod gołym niebem jeszcze nikogo nie zabiła, przynajmniej sama w sobie, w dosłownym znaczeniu.
Patrząc w dół zauważyłam jakiegoś chłopca, który poruszając się w cieniu co i raz podkradał coś z kolejnego straganu. Widząc jego zniszczone ubranie oraz resztę wyglądu, zrobiło mi się go żal i chciałam mu pomóc, domyślając się, że jest w trudnej sytuacji. W chwili gdy jakiś wysoki mężczyzna kątem oka go dostrzegł, ja szybko machnęłam dłonią, rzucając mu pod nogi niewidzialną kłodę, aby przez upadek zapomniał o tym, co zdawało mu się, że widział. Gdy otrzymałam zamierzony efekt, uśmiechnęłam się w duchu. Chyba nie mam wystarczająco dobrego serca, aby być księżniczką, no, cóż, chyba mówi się trudno.
Zajęta swoimi myślami oraz ludźmi na targu, nie wychwyciłam niczyjej obecności. Dopiero w momencie gdy usłyszałam za sobą stuknięcie buta o płaski dach, zorientowałam się, że coś jest nie tak. Zgarniając dłonią płaszcz i chustkę, zerwałam się na równe nogi, jednocześnie obracając się. Mentalnie już przygotowałam się na użycie magii w razie potrzeby. Mrużąc oczy w zachodzącym słońcu spojrzałam na znajdującą się kilka metrów ode mnie postać.
< Ktoś? c: >
Patrząc w dół zauważyłam jakiegoś chłopca, który poruszając się w cieniu co i raz podkradał coś z kolejnego straganu. Widząc jego zniszczone ubranie oraz resztę wyglądu, zrobiło mi się go żal i chciałam mu pomóc, domyślając się, że jest w trudnej sytuacji. W chwili gdy jakiś wysoki mężczyzna kątem oka go dostrzegł, ja szybko machnęłam dłonią, rzucając mu pod nogi niewidzialną kłodę, aby przez upadek zapomniał o tym, co zdawało mu się, że widział. Gdy otrzymałam zamierzony efekt, uśmiechnęłam się w duchu. Chyba nie mam wystarczająco dobrego serca, aby być księżniczką, no, cóż, chyba mówi się trudno.
Zajęta swoimi myślami oraz ludźmi na targu, nie wychwyciłam niczyjej obecności. Dopiero w momencie gdy usłyszałam za sobą stuknięcie buta o płaski dach, zorientowałam się, że coś jest nie tak. Zgarniając dłonią płaszcz i chustkę, zerwałam się na równe nogi, jednocześnie obracając się. Mentalnie już przygotowałam się na użycie magii w razie potrzeby. Mrużąc oczy w zachodzącym słońcu spojrzałam na znajdującą się kilka metrów ode mnie postać.
< Ktoś? c: >
Subskrybuj:
Posty (Atom)