Noc rozpoczęła się już na dobre i pierwsze śmielsze gwiazdy zaczynały rozświetlać niebiański firmament. Zakapturzone postaci powoli przemierzały pogrążone w mroku uliczki. Ich szaty cicho szeleściły przy każdym kroku. Szeptem prowadziły rozmowę w Starej Mowie. Miłej i melodyjnej w wymowie. Mimo znajomości dziewczyna nie mogła usłyszeć nawet jednego słowa. W jej głowie wciąż rozbrzmiewały słowa młodego, blondwłosego elfa. Wiedziałem, że tutaj odnajdziemy córkę Eyolfa Mealinesenne i Dayenne Mealinesenne z rodu Birschon. Córkę Eyolfa Mealinesenne i Dayenne Mealinesenne... I tak w kółko. W końcu, przez to wszystko, potknęła się o porzucony na ziemi śmieć. Straciła równowagę i niechybnie upadła by na ścieżkę, gdyby nie refleks elfiego chłopaka. Złapał ją w ostatniej chwili i mocno przytrzymał.
- Nic ci nie jest panienko? - Spytał wpatrując się w nią intensywnym spojrzeniem szmaragdowych oczu.
- Nie... - Rzekła przytrzymując się jego ramienia. - Wszystko w porządku, Szlachetny Panie. - dodała po chwili przypominając sobie odpowiedni zwrot.
Elf pomógł jej złapać równowagę po czym roześmiał się perlistym śmiechem.
- To niezwykle uprzejme, że nazywasz mnie Szlachetnym Panem. Jednakże ja nim nie jestem. - rzekł, a roześmiane ogniki nie znikały z jego oczu. - Znam twoje imię lecz nie podałem ci swojego.
Kiedy był pewien, że dziewczyna stoi stabilnie na ziemi, zrobił krok do tyłu.
- Nazywam się Sauiriel z rodu Derrów. - Wykonał lekki ukłon w stronę Mea'i. - Moi towarzysze to Eurien i Aurien z rodu Hureów oraz Xantien z Aeunów i Berigun z Geirów.
Kolejno wskazywał elfów, z których każdy złożył dziewczynie delikatny i grzeczny ukłon. Ona odpowiedziała na nie lekkim dygnięciem. Kiedy już się sobie przedstawili ruszyli w dalszą drogę.
- Podróżujemy większą kompanią. - Rzekł Sauriel po chwili ciszy. - Poznasz ich już wkrótce.
- Panie... -zaczęła Mea.
Chłopak posłał jej spojrzenie z ukosa. Uśmiechnął się delikatnie.
- Znaczy Saurielu. - poprawiła się, odsuwając zbłąkane kosmyki z twarzy. - Czy wasza obecność tutaj oznacza iż moi rodzice... Moja rodzina.... Czy oni żyją?
Cień przemknął po szlachetnych rysach elfa i jego przyjaciół. Młodzian zdawał się nad czymś intensywnie rozmyślać. Po chwili, która wydawała się dziewczynie godzinami, młodzieniec odetchnął ciężko.
- Tutaj nie możemy rozmawiać. Źle się czuję w tej ograniczonej przestrzeni. - Rzekł w końcu, nie zaspokajając ciekawości dziewczyny.
Po tych słowach zamilkł. W końcu wyłonili się na skraju miasta. Annmea patrzyła w stronę kolorowych namiotów. Zebrani przed nimi artyści z rodzinami powoli pakowali dobytek. Najwyraźniej zrozumieli, że jarmark oficjalnie dobiegł końca. Niektórzy z nich byli ranni. Dziewczyna zwalczyła pokusę, żeby odłączyć się od elfów i pobiec aby pomóc ludziom.
- Spokojnie panienko. - rzekł ten nazwany Aurienem. - Nasze siostry już zostały powiadomione o zaistniałej sytuacji. One się nimi zajmą.
Słowa mężczyzny mimo wszystko jej nie uspokoiły, ale postanowiła mu zaufać. I rzeczywiście po chwili z miasta wyłonił się kordon barwnie ubranych elfek. Każda z nich dźwigała ciężką torbę, w której prawdopodobnie miały potrzebny sprzęt. Dziewczyna zauważyła nagle Fariana. Uniosła dłoń w geście pozdrowienia. Twarz starego mężczyzny zasępiła się jednak, gdy ujrzał kto jej towarzyszy. Po chwili podszedł do niego Aidan, a ona postanowiła skoncentrować się na tym czego elfowie chcieli od niej.
- Na pewno zastanawiasz się czemu nagle zaczęliśmy cię poszukiwać. - rzekł trafnie elf. - Szczególnie, że od tamtych wydarzeń minął szmat czasu.
Mea pokiwała kilka razy głową.
- Otóż coś złego zaczyna powracać zaa Darawy. Trudno nam jest określić co to takiego, gdyż nie mieliśmy z tym do czynienia od wieków. Od czasów jednej z wojen, którą prowadzili magowie z Telepsa Lan. Twoi przodkowie Annmea'o.
- Wiem. Jednak jaki to ma ze mną związek? - przerwała mu.
Jeden z elfów posłał jej zniesmaczone spojrzenie. Jednak Sauriel się tym nie przejął.
- Poszła plotka, że do Miasta w Górze zaczęli powracać magowie i elfowie z całego Sayari. Możliwe, że wśród nich będzie twoje rodzeństwo. - rzekł spokojnie.
- Moje rodzeństwo? Ale co z moimi rodzicami? Jeśli nikt z moich braci i sióstr was nie wysłał to w takim razie kto?
- Annmeo Miadello Mealinesenne, ja, najmłodszy syn Deuriella z rodu Derrów, Sauriel z rodu Derrów zostałem wysłany przez Eyolfa Mealinesenne i Dayenne Mealinesenne z rodu Birchson, w celu odnalezienia ich drugiej najstarszej córki. Ciebie.
Słowa uderzyły ją jak obuch. Z wrażenia aż musiała się oprzeć o drzewo, by nie upaść. Tyle lat żyła w przekonaniu, że wszystkie jej bliskie osoby już dawno przekroczyły wrota Krainy Zmarłych.
- To oni żyją? - wymamrotała.
- Na to wygląda. Musisz czym prędzej wyruszyć do Aranay'i by dołączyć do nich w Mieście.
- To oni tam wracają? Przecież lasy Aranay'i są niedostępne. Dawne ścieżki zatarte. A mieszkające tam elfy nie przepuszczą nikogo przez swoje tereny! - zaprzeczyła dziewczyna.- Poza tym nie znam drogi!
- Takie krążą pogłoski, że powracają na tamte tereny. Widać może sama kraina wskazuje im drogę,a mogę cię zapewnić panienko, że mieszkające tam elfy są jak najbardziej po stronie magów.
- Nic z tego nie rozumiem... - wyszeptała opierając dłoń o czoło.
- Nie musisz. Wszystko wyjaśni się z czasem. Wiadome jest to, że musisz wyjechać z Merkez tak szybko jak to tylko możliwe. Jeśli my cię odnaleźliśmy to ci, którzy chcą twojej śmierci również niedługo złapią twój trop. I myślę, że wiedzą iż znajdujesz się w tym mieście. Świadczyć może o tym dziś atak tej bestii. Atakują we wszystkich miastach. Poszukują Magicznej Krwi.
- Co to było za stworzenie? - spytała niepewnie.
- Smok. - Rzekł chłopak.
- Smok? Przecież te stworzenia dawno...
- Wyginęły? - dokończył jeden z kompanów elfa. - Też nam się tak zdawało. Jednak dzisiejsze wydarzenie dowiodło, że najwyraźniej wciąż żyją i mają się nadzwyczaj dobrze.
- Wracając do tematu. - rzekł w końcu blondyn. - Musimy zaplanować w jaki sposób przedostaniesz się z Merkez do Aranayi.
- Poczekaj Saurielu. - rzekła powoli dziewczyna. - Skoro wieść iż magowie powracają do Miasta w Górze... Z tego co pamiętam tych magów były setki jak nie tysiące! Jeżeli tam wracają.. Byłoby ich widać. Lub skoro mówią o tym ludzie może oznaczać jedno. Jeśli tam pojedziemy wpadniemy w pułapkę.
Uśmiech znów zagościł na twarzy chłopaka.
- O co chodzi? - rzekła dziewczyna przerywając swój monolog.
Spojrzała uważnie na chłopaka.
- O to panienko, że magowie nie podróżują sami...
- Ale i tak powinna być zauważona taka wielka migracja ludzi.. - przerwała mu.
Wzrok Sauriela spoważniał.
- Wybacz.. Po prostu nie rozumiem.. Jak? Ani skąd..
- Posłuchaj panienko. Magowie wracają, albo zaczną wracać. W dniu przesilenia zimowego, zgodnie z tradycją moje plemię zebrało się na Czuwanie. O północy pojawiła się Wyrocznia. Doskonale pamiętam jej słowa: "Kiedy zło powraca z wielką siłą, wróci dobro co powstrzyma, tę plagę. Telepsa Lan to latarnia, gdy ciemność owładnie świat." Później spojrzała na mojego ojca i rzekła: "Oni żyją. Zacne rody o Magicznej Krwi. Wciąż ktoś z nich żyje i oni wrócą. Powrócą do Miasta. Do domu" I gdy wypowiedziała słowo "dom" wszyscy poczuli nagle, jakby powierzyła im jakąś wspaniałą tajemnicę. Tydzień później zaczęły się ataki tych bestii, najpierw na prowincji, a teraz jak widać teraz także i tutaj. Oraz w dzień Końca Roku pojawili się twoi rodzice. Jako pierwsi wrócili do Góry. Stamtąd postanowili odszukać mego ojca, który od lat był ich przyjacielem. Od tamtego czasu cię szukamy Annmeo. Niektórzy szukają innych rodów. Naszej grupie przypadła twoja rodzina oraz kilka innych. Możesz ich znów ujrzeć, tylko nam zaufaj.- spojrzał z wyczekiwaniem na nią.
Annmea wzięła kilka głębokich wdechów. Wyprostowała się, jakby zaraz miała przemówić przed tłumem ludzi.
- Tak pięknie posługujesz się ich imionami i nazwiskami. Znasz ich rody oraz powołujesz się na swego ojca, który był, jak twierdzisz, ich przyjacielem. Mówisz mi o Wyroczni, a także na potwierdzenie swych słów używasz ważnych dla nas Magów, dni w roku. Tylko, że... Że.. -zawahała się przez chwilę. Z jednej strony bardzo tęskniła, za rodziną i chciała ich zobaczyć. Sprawdzić jak wyrosło jej młodsze rodzeństwo, uściskać to starsze. Przekonać się czy starszy brat zmężniał. Z drugiej strony nie umiała zaufać mężczyźnie, który pojawił się znikąd zaraz po ataku potwora, który mógł skrzywdzić bliskie dla niej osoby. W końcu postanowiła wyznać mu prawdę. Jej wzrok pociemniał. - Nie ufam ci Saurielu. Żadnemu z was. Skąd mogę wiedzieć, że nie chcecie mnie wyprowadzić w pułapkę. Ci co chociaż trochę słuchali w czasie opowieści na dobranoc, zdają sobie sprawę, jak pełna niebezpieczeństw jest droga przez Aranayę. Niewspominając już o samej podróży przez Równiny. Nawet jeśli uda mi się dotrzeć do Miasta w Górze skąd mam pewność, że nie czeka tam na mnie pułapka?
- Jak śmiesz?! - wykrzyknął jeden z elfów. - Mój Pan jest szlachetnym i prawym elfem! Tak samo jak cały jego ród! Odpowiesz mi za to zuchwalstwo!
Szybkim ruchem wyciągnął dłoń w rękawicy i złapał dziewczynę za ramię. Zamknął je w żelaznym uścisku i przyciągnął do siebie. Annmea szarpnęła się, jednak jedynie poczuła ból.
- Puść ją natychmiast Xantienie. - rzekł spokojnie Sauriel.
- Ależ Panie... Ona właśnie cię obraziła! - zaprzeczył.
Bez ostrzeżenia powietrze, zaczęło się elektryzować. Na niebie, zaczęły zbierać się burzowe chmury. Odległe grzmoty i zygzaki błyskawic zdawały się przybliżać z każdą chwilą.
- Jeśli nie chcesz huraganu, puść ją! - wykrzyknął zaskoczony blondyn.
Mężczyzna trzymający Meę dopiero teraz zauważył co się dzieje. Jak oparzony odskoczył od niej. Zaskoczona dziewczyna zachwiała się, jednak nie upadła. Powietrze uspokoiło się, jednak groźba burzy na dobre zawisła nad odległymi terenami.
- Musisz bardziej kontrolować swoje emocje. - mruknął Sauriel.
- Jeszcze jedno słowo...- zaczęła Mea.
Chłopak uniósł dłoń uciszając ją.
- Możesz to zrobić. - rzekł. - I przyrzekam na swój honor, że nie zrobię nic, aby ci to uniemożliwić.
- Panie jesteś pewien? - rzekł Xantien.
Elf pokiwał głową.
- Jeśli cię to przekona, byś nam zaufała, zezwalam ci.
Dziewczyna lekko odetchnęła. Położyła palce na skroniach chłopaka. Zamknęła oczy, aby przypomnieć sobie odpowiednie zaklęcie. Po czym wraz ze słowami wypływającymi z jej ust, wślizgnęła się do wspomnień elfa. Uprzejmie ominęła te z dzieciństwa i wczesnej młodości. Przejrzała te od czasu, gdy wszystko się zaczęło. Nie znalazła nic. Cierpliwie przeglądała dzień po dniu i minutę po minucie. Podświadomie pragnęła jednak ujrzeć swoich rodziców i przekonać się, że to nie jest tylko piękny sen, który pryśnie, gdy dojdzie do niepożądanego momentu. Teraz oboje byli bezbronni, tak, że elfowie mogli w każdej chwili zrobić jej krzywdę. Stłumiła te myśli. Musiała się skupić na zadaniu. W końcu doszła do dnia, gdy Wyrocznia pojawiła się w czasie Czuwania. Wszystko było tak jak elf powiedział. Teraz ledwie zwracała uwagę na pozostałe dni do Dnia Końca Roku. Wreszcie ich ujrzała. Wydawało się jej, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Zobaczyła swoich rodziców. Oboje postarzeli się okrutnie. Ojciec cały posiwiał i schudł, a oczy takie same jej, niegdyś wypełnione blaskiem i radością teraz były smutne i zatroskane. Niegdyś czarne jak heban i długie włosy matki, były poprzetykane pasmami siwych kosmyków. Błękitne jak ocean oczy również były pozbawione wszelkiej radości. Towarzyszył im chłopiec na oko dziesięcioletni. Dziewczyna z westchnieniem rozpoznała w nim Nikoleana, jej najmłodszego braciszka, który w tamtym dniu miał zaledwie dwa latka. Prowadził za rękę dziewczynkę, która była jej lustrzanym odbiciem. Wyglądała na jakieś cztery lata. "Leonne" odczytała z ust brata. Ukochana bohaterka książki całego rodzeństwa. Dziewczynka co chwilę coś mówiła do brata, który cierpliwie odpowiadał na jej wszystkie pytania. Annmea uśmiechnęła się delikatnie do siebie. Równie delikatnie wysunęła się z umysłu elfa. Mimo, że znalazła odpowiedzi na swoje pytania to teraz w jej głowie pojawiła się setka innych. Co z pozostałą trójką młodszego rodzeństwa? Czy też byli z nimi? Czy może zostali zabrani przez swoich mistrzów? Lub kogoś z rodziny? A co ze starszymi? Gdzie byli? I czy, jeśli żyli to wrócą do Miasta?
- To co? Teraz mi ufasz? - spytał chłopak.
Dziewczyna pokiwała kilka razy głową. Po czym niepewnie objęła elfa i mocno przytuliła.
- Dziękuję. - wyszeptała mu do ucha. - Bardzo ci dziękuję.
- Nie ma za co. - rzekł przytulając ją. - Nie płacz już. Niedługo się z nimi zobaczysz. Twój ojciec mówił, że rozmawiał z najstarszym z synów. Znalazł już całe twoje rodzeństwo. Na pewno niedługo już będziecie razem.
Annmea odsuneła się od niego.
- Poznałeś Nikoleana? -spytała go nagle. - I Leonne? Jacy są?
- Skąd znasz Leonne? Przecież to zdażyło się dziesięć lat temu?
- Nie znam jej. Wyczytałam to jednak z ruchu warg Nikoleana. Poza tym to imię. Leonne. Jest to imię naszej ulubionej bohaterki z książek. Tak samo jak Nikolean. Oboje pochodzą z tej samej historii.
- Naszej czyli całego..
- Owszem. Całego naszego rodzeństwa.
Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Jesteś bardzo związana ze swoją rodziną. Widzę to w twoich oczach.
Annmea pokiwała kilka razy głową. Po czym spojrzała w kierunku namiotu Fariana. Mężczyzna wciąż stał na zewnątrz, mimo iż zerwał się zimny wiatr.
- Jest jeszcze ktoś, kogo uważam za rodzinę i muszę z nim teraz porozmawiać.
Elf spojrzał w tym samym kierunku.
- Rozumiem. Jak już się zdecydujesz znajdziesz nasz obóz na skraju lasu. - rzekł wskazując na światła kilka kilometrów za polem namiotowym. - Do zobaczenia. - rzekł, kłaniając się.
Dziewczyna odkłoniła mu się. I szybko pobiegła w kierunku Fariana. Mocno go objęła i przytuliła.
- Farianie! Oni żyją. Wszyscy. Moja rodzina żyje! - rzekła wtulając dłoń w szczupły tors mężczyzny.
- Bardzo się cieszę. Annmeo wejdźmy do środka, musimy porozmawiać.
Jego ton od razu nie spodobał się Meii. Jednak posłusznie weszła do środka. Wokół stołu stała cała rodzina Fariana, a w kącie na pryczy spała Lathia. Dziewczyna niepewnie zajęła wskazane jej miejsce.
- Muszę się ci do czegoś przyznać. - zaczął Farian. - Kilka miesięcy po naszym pierwszym spotkaniu, przyszedł do mnie chłopak. Domagał się wskazania miejsca twojego pobytu. Nie wiedziałem kim jest. Teraz już wiem. Wtedy jednak, pamiętając o mojej obietnicy, że będę chronić wszystkich ważnych dla twego mistrza ludzi, powiedziałem mu, że nie żyjesz. Bałem się, że chce cię skrzywdzić.
- Kim on był? - spytała powoli dziewczyna.
- Nie ważne kim. Ważne, że wiesz teraz, że możesz odnaleźć swoich bliskich.- zaprzeczyła Roxalia.
- KIM...ON...BYŁ? - wycedziła te słowa.
- Mea... - mruknęła Leitia.
Farian uniósł dłoń. I wziął głęboki oddech.
- Myślę, że był to twój najstarszy brat. Niradahar.
- Czemu mi wtedy nie powiedziałeś? Przecież od razu bym go rozpoznała? To w końcu mój brat! - krzyknęła zrywając się z miejsca. Krzesło z hukiem przewróciło się na drewnianą podłogę. Gniew płonął w oczach dziewczyny dużym i jasnym płomieniem. - Jak mogłeś?! Ufałam ci Farianie, a ty nie powiedziałeś mi o czymś tak ważnym!
- Annmeo... - zaczął mężczyzna.
Dziewczyna jednak go nie słuchała. Wybiegła z namiotu. Na ścieżce wpadła na Aidana. Szybko go przeprosiła i pobiegła dalej. Deszcz i łzy zamazywały jej wzrok. Zatrzymała się dopiero w połowie drogi do obozu elfów. Usiadła pod jedną z gęstych wierzb i rozpłakała się. W duszy przeklinała wszystkich bogów i boginie, wszystkich ludzi, a najbardziej tych, którzy zniszczyli jej całe szczęście. Rozdzielili rodzinę i skazali na życie jako niewolnica, a później służąca.
- Wszystko w porządku? - usłyszała głos Aidana.
Wytarła łzy z twarzy. Mimo, że już się trochę uspokoiła wciąż jeszcze drżała. Była przemoczona, zziębnięta i głodna, a także miała mętlik w głowie.
- Nie wiem... - przyznała cicho.
- Chcesz mi powiedzieć? - spytał siadając obok niej.
- Nie wiem... - powtórzyła jak echo.
- Jestem dobrym słuchaczem, a przy okazji potrafię dochować tajemnicy. - posłał jej delikatny i szczery uśmiech.
- W porządku.
Dziewczyna opowiedziała mu o najbardziej oczywistych faktach. Pominęła tylko, że jej ród należy do jednych z najpotężnijszych i najdłuższych Linii Magicznej Krwii, a także ledwie wspominała o Mieście w Górze. Kiedy spojrzała zapadła między nimi cisza.
- I co? Pewnie teraz uciekniesz, bo uznasz, że skoro jestem magiem to mogę być niebezpieczna? To mówią ludzie swoim dzieciom?
<Aidan?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uchawi wa siri-Ukryta Magia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uchawi wa siri-Ukryta Magia. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 stycznia 2018
niedziela, 31 grudnia 2017
Od Elandrina do Annmea'i
- Będziemy tu częściej wpadać - stwierdził krótko, kiedy wraz z Ashe znaleźli się w ich namiocie by zacząć przygotowywać się do przedstawień. - Podoba mi się tu, mają dobre jedzenie.
- I ładne dziewczęta - prychnęła samica feniksa potrząsając głową. - Idąc do namiotu obejrzałeś się za co najmniej pięcioma.
- Kochana, za kogo ty mnie masz... - stęknął z udawanym smutkiem i teatralnie zatrzepotał rzęsami, niczym panienka zalecająca się do ukochanego. - Jestem prostym, skromnym człowiekiem, który większość czasu spędza na samotnych podróżach, mam prawo przyglądać się ludziom, jak już ich spotkam. Zwłaszcza pięknym.
W jego uszach zabrzmiało kolejne prychnięcie na co roześmiał się serdecznie. Wyjął ze swoich bagaży jeden z ulubionych strojów zakładany tylko w takie dni jak obecny. Była to jaskrawożółta koszula z czarnymi, błyszczącymi zdobieniami na ramionach i plecach oraz płócienne, czarne spodnie, które w przeciwieństwie do góry stroju posiadały kolorowe naszywki jak reszta posiadanych ubrań. Z reguły narzucał na to jeszcze płaszcz, jednak dziś było za ciepło, już rano wiedział, że z niego zrezygnuje.
- Może ciebie też w powinniśmy w coś ubrać? - zaproponował Ashe.
- Załóż mi cokolwiek, a spłonie bezpowrotnie. - Usłyszał w odpowiedzi i ponownie się roześmiał.
Ah, ten jej ognisty temperament, skwitował w myślach i zaczął powtarzać sobie swój scenariusz.
- Załóż mi cokolwiek, a spłonie bezpowrotnie. - Usłyszał w odpowiedzi i ponownie się roześmiał.
Ah, ten jej ognisty temperament, skwitował w myślach i zaczął powtarzać sobie swój scenariusz.
***
W tej granatowej sukience wyglądała przepięknie. Przyciągała wzrok każdego, nawet tych, którzy wcześniej, gdy jeszcze w codziennych ubraniach kręciła się wokół, nie zwrócili na nią uwagi. Aidan miał wrażenie, że kobiety wzrokiem pożerały stylizację, mężczyźni natomiast wiernie podążali wzrokiem za jej ruchami, którym towarzyszyło ciche dzwonienie dzwoneczków. Sam elf śledził natomiast wszystko. Każdy ruch idealnie współgrał z muzyką, sama opowiadana w tym czasie historia również wciągała słuchającego.
Założył ręce na piersi.
- I weź mi wytłumacz Ashe, czemu ona jest zwykłą służącą? - zagadnął cicho do siedzącego mu na ramieniu ptaka nie odrywając wzroku od tańczącej. - Czemu nie dołączyła się już dawno do grupy Fariana?
- Los wyznaczył jej taką ścieżkę i to nią podąża - Odpowiedziała ognistopióra. - Zresztą nie znam jej dobrze, skąd mogę wiedzieć, dlaczego akurat w taj mieścinie żyje.
- Jak zwykle mówisz nudno i bez polotu - parsknął na to czarnowłosy.
W tym samym momencie tuż za nim rozległ się głośny huk. Drgnął zaskoczony i prawie się potknął, gdy tuż obok niego przeleciało kilka odłamków ściany pobliskiego budynku. Ashe poderwała się do lotu, a młodzieniec odskoczył pod drzewo, by spanikowany tłum go przypadkiem nie staranował.
- Co do... - stęknął zaskoczony i szybko rozglądał się po okolicy szukając źródła zamieszania.
Nie pozwalały mu na to jednak walące się budynki i rozbiegana ludność, której krzyki rozbrzmiewały mu w głowie, jakby znalazł się w piekle wśród dusz potępionych nie pomagały rozeznać się w sytuacji. Głośny skrzek sprawił, że odruchowo spojrzał w lewo. Wśród ludzi udało mu się dostrzec małą dziewczynkę, Lathię, która próbowała wydostać się z ciągnącego ją za sobą tłumu. Ashe krążyła nad nią nie odrywając od niej spojrzenia, dzięki temu elf doskonale znał położenie młodej damy, choć nieraz znikała mu z oczu ze względu na swój niski wzrost.
Niewiele myśląc ruszył w jej stronę przepychając się pomiędzy ludźmi. Niektórzy wyklinali go, jednak nie zwracał na to uwagi, musiał tylko dotrzeć do Lathii i tylko o tym na razie myślał. Przepchnął się przez ostatnie kilka osób i złapał młodą, która krzyknęła zaskoczona, gdy jej głowa nagle znalazła się ponad tłumem.
- Czy mogę służyć młodej damie swoją pomocną dłonią? - spytał ją radośnie chcąc by nieco się uspokoiła. - Zaraz się stąd wydostaniemy.
To powiedziawszy zaczął przeciskać się w stronę sceny, przy której po raz ostatni widział Fariana i Annmea'ę. Gdy niemal tam dotarł dziewczyna wyszła mu i Lathii na spotkanie. W przeciwieństwie do innych była opanowana i szybko podejmowała decyzje, co dalej.
- Chodź, musimy stąd uciekać! - krzyknęła i pociągnęła go za sobą.
Nie oponował, nawet gdyby powiedziała coś innego wycofałby się, by mieć pewność, że trzymana przez niego dziewczynka jest bezpieczna. A potem by wrócił, by zobaczyć źródło całego zamieszania. O ile będzie mu dane to zrobić.
- Padnij! - Annmea nagle pociągnęła go na zimny bruk, ledwo udało mu się podeprzeć, by nie przygnieść Lathii.
Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, zaoponować na jej działania zasłoniła go i dziewczynkę własnym ciałem chcąc ich zasłonić przez spadającym fragmentem muru. Cudowny gest, ale samobójczy. Wyciągnął rękę planując szybko zmienić się w niedźwiedzia i podeprzeć lecący na nich odłam. Jednak jego dłoń cofnęła się zaskoczona, gdy wokół jego i dziewcząt rozbłysła ochronna bariera, na której spadający fragment muru rozpadł się i zmienił w pył, jakby dotychczas był tylko mocno ściśniętym piaskiem, który po mocniejszym uderzeniu rozpadł się na milion drobinek.
- Nic wam nie jest? - zamrugał zaskoczony słysząc to pytanie, wokół nich panowała cisza.
Annmea chwiejnie podniosła się z ziemi i wzięła na ręce Lathię, która szybko doszła do siebie i wpatrywała się w dziewczynę błyszczącymi z podekscytowania oczami. Aidan jednak nie podzielał jej entuzjazmu, podniósł się z ziemi zapominając niemal całkowicie o tym, co przed chwilą się działo. Skupił swój wzrok na Mea'i.
- Jak to zrobiłaś? - odezwał się nagle.
- Ja... - Dziewczyna zawahała się i odwróciła wzrok.
W tym samym momencie podszedł do nich młody mężczyzna o jasnych, kręconych włosach. Kompletnie zignorował obecność Aidana i Lathii, skupił się na czarnowłosej.
- Intuicja mnie nie zwiodła - odezwał się melodyjnym głosem nie przestając się uśmiechać, a za nim pojawiło się jeszcze kilku podobnie do niego odzianych ludzi. - Wiedziałem, że tutaj odnajdziemy córkę Eyolfa Mealinesenne i Dayenne Mealinesenne z rodu Birschon.
Aidan w tym samym momencie skupił swoją uwagę na uszach rozmówcy. Był elfem, nie miał co do tego żadnych wątpliwości. A dotychczas większość elfów, które spotkał, pochodziła z Leoatle bądź miała tam dalszą rodzinę. Zesztywniał nieco. Sytuacja byłaby ultra ciekawa, gdyby się okazało, że jakimś przypadkiem się znają. Jednocześnie było to niepokojące.
- Aidanie, zaprowadź proszę Lathię do Fariana, Później ci wyjaśnię to, co będę mogła. - Słowa Ann wyrwały go z zamyślenia, gdy tylko to powiedziała oddaliła się wraz z grupą magów.
Przez chwilę patrzył jak się oddalają, jednak odegnał od siebie niepokojące myśli i ruszył z dziewczynką w stronę namiotu Fariana. Rozpętany chaos został już opanowany, większość zachowywała się jakby do niczego nie doszło. Jednak jego głowę zaprzątała bariera, którą dziewczyna wyczarowała. Miała w swoich żyłach magiczną krew, młodzieniec, który do nich podszedł zaraz po tym wydarzeniu tylko to potwierdził. Aidan spojrzał w niebo starając się znaleźć Ashe, po feniksie nie było jednak śladu.
- To ci dopiero ciekawy dzień - skwitował, gdy znalazł się koło namiotu a Lathia pobiegła do jednej z obecnych tam kobiet.
- Fakt, takiego wydarzenia nikt się raczej nie spodziewał. - Farian stanął obok niego, nie odrywał wzroku od ledwo widocznej z tej odległości Annmea'i rozmawiającej z tajemniczymi przybyszami.
Zapadła cisza i Aidan wiedział, miał stuprocentowe przeczucie, że nie wyciągnie żadnych informacji od dziewczynie od tego cygana. Oboje byli dość tajemniczy.
Po raz kolejny obejrzał się za Ashe a w jego głowie zawitał mały plan. Zagwizdał chcąc przywołać zaginionego ptaka, jednak nie uzyskał odpowiedzi.
- Chyba pójdę rozejrzę się za Ashe, jeszcze wpakuje się w jakieś kłopoty - skomentował spokojnie i oddalił się od namiotu. Celowo wybrał okrężną drogę chcąc przyczaić się bliżej rozmawiających. Na pewno uda mu się spokojnie zakraść. Jak nie to znajdzie Ashe i ją tam wyśle.
Założył ręce na piersi.
- I weź mi wytłumacz Ashe, czemu ona jest zwykłą służącą? - zagadnął cicho do siedzącego mu na ramieniu ptaka nie odrywając wzroku od tańczącej. - Czemu nie dołączyła się już dawno do grupy Fariana?
- Los wyznaczył jej taką ścieżkę i to nią podąża - Odpowiedziała ognistopióra. - Zresztą nie znam jej dobrze, skąd mogę wiedzieć, dlaczego akurat w taj mieścinie żyje.
- Jak zwykle mówisz nudno i bez polotu - parsknął na to czarnowłosy.
W tym samym momencie tuż za nim rozległ się głośny huk. Drgnął zaskoczony i prawie się potknął, gdy tuż obok niego przeleciało kilka odłamków ściany pobliskiego budynku. Ashe poderwała się do lotu, a młodzieniec odskoczył pod drzewo, by spanikowany tłum go przypadkiem nie staranował.
- Co do... - stęknął zaskoczony i szybko rozglądał się po okolicy szukając źródła zamieszania.
Nie pozwalały mu na to jednak walące się budynki i rozbiegana ludność, której krzyki rozbrzmiewały mu w głowie, jakby znalazł się w piekle wśród dusz potępionych nie pomagały rozeznać się w sytuacji. Głośny skrzek sprawił, że odruchowo spojrzał w lewo. Wśród ludzi udało mu się dostrzec małą dziewczynkę, Lathię, która próbowała wydostać się z ciągnącego ją za sobą tłumu. Ashe krążyła nad nią nie odrywając od niej spojrzenia, dzięki temu elf doskonale znał położenie młodej damy, choć nieraz znikała mu z oczu ze względu na swój niski wzrost.
Niewiele myśląc ruszył w jej stronę przepychając się pomiędzy ludźmi. Niektórzy wyklinali go, jednak nie zwracał na to uwagi, musiał tylko dotrzeć do Lathii i tylko o tym na razie myślał. Przepchnął się przez ostatnie kilka osób i złapał młodą, która krzyknęła zaskoczona, gdy jej głowa nagle znalazła się ponad tłumem.
- Czy mogę służyć młodej damie swoją pomocną dłonią? - spytał ją radośnie chcąc by nieco się uspokoiła. - Zaraz się stąd wydostaniemy.
To powiedziawszy zaczął przeciskać się w stronę sceny, przy której po raz ostatni widział Fariana i Annmea'ę. Gdy niemal tam dotarł dziewczyna wyszła mu i Lathii na spotkanie. W przeciwieństwie do innych była opanowana i szybko podejmowała decyzje, co dalej.
- Chodź, musimy stąd uciekać! - krzyknęła i pociągnęła go za sobą.
Nie oponował, nawet gdyby powiedziała coś innego wycofałby się, by mieć pewność, że trzymana przez niego dziewczynka jest bezpieczna. A potem by wrócił, by zobaczyć źródło całego zamieszania. O ile będzie mu dane to zrobić.
- Padnij! - Annmea nagle pociągnęła go na zimny bruk, ledwo udało mu się podeprzeć, by nie przygnieść Lathii.
Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, zaoponować na jej działania zasłoniła go i dziewczynkę własnym ciałem chcąc ich zasłonić przez spadającym fragmentem muru. Cudowny gest, ale samobójczy. Wyciągnął rękę planując szybko zmienić się w niedźwiedzia i podeprzeć lecący na nich odłam. Jednak jego dłoń cofnęła się zaskoczona, gdy wokół jego i dziewcząt rozbłysła ochronna bariera, na której spadający fragment muru rozpadł się i zmienił w pył, jakby dotychczas był tylko mocno ściśniętym piaskiem, który po mocniejszym uderzeniu rozpadł się na milion drobinek.
- Nic wam nie jest? - zamrugał zaskoczony słysząc to pytanie, wokół nich panowała cisza.
Annmea chwiejnie podniosła się z ziemi i wzięła na ręce Lathię, która szybko doszła do siebie i wpatrywała się w dziewczynę błyszczącymi z podekscytowania oczami. Aidan jednak nie podzielał jej entuzjazmu, podniósł się z ziemi zapominając niemal całkowicie o tym, co przed chwilą się działo. Skupił swój wzrok na Mea'i.
- Jak to zrobiłaś? - odezwał się nagle.
- Ja... - Dziewczyna zawahała się i odwróciła wzrok.
W tym samym momencie podszedł do nich młody mężczyzna o jasnych, kręconych włosach. Kompletnie zignorował obecność Aidana i Lathii, skupił się na czarnowłosej.
- Intuicja mnie nie zwiodła - odezwał się melodyjnym głosem nie przestając się uśmiechać, a za nim pojawiło się jeszcze kilku podobnie do niego odzianych ludzi. - Wiedziałem, że tutaj odnajdziemy córkę Eyolfa Mealinesenne i Dayenne Mealinesenne z rodu Birschon.
Aidan w tym samym momencie skupił swoją uwagę na uszach rozmówcy. Był elfem, nie miał co do tego żadnych wątpliwości. A dotychczas większość elfów, które spotkał, pochodziła z Leoatle bądź miała tam dalszą rodzinę. Zesztywniał nieco. Sytuacja byłaby ultra ciekawa, gdyby się okazało, że jakimś przypadkiem się znają. Jednocześnie było to niepokojące.
- Aidanie, zaprowadź proszę Lathię do Fariana, Później ci wyjaśnię to, co będę mogła. - Słowa Ann wyrwały go z zamyślenia, gdy tylko to powiedziała oddaliła się wraz z grupą magów.
Przez chwilę patrzył jak się oddalają, jednak odegnał od siebie niepokojące myśli i ruszył z dziewczynką w stronę namiotu Fariana. Rozpętany chaos został już opanowany, większość zachowywała się jakby do niczego nie doszło. Jednak jego głowę zaprzątała bariera, którą dziewczyna wyczarowała. Miała w swoich żyłach magiczną krew, młodzieniec, który do nich podszedł zaraz po tym wydarzeniu tylko to potwierdził. Aidan spojrzał w niebo starając się znaleźć Ashe, po feniksie nie było jednak śladu.
- To ci dopiero ciekawy dzień - skwitował, gdy znalazł się koło namiotu a Lathia pobiegła do jednej z obecnych tam kobiet.
- Fakt, takiego wydarzenia nikt się raczej nie spodziewał. - Farian stanął obok niego, nie odrywał wzroku od ledwo widocznej z tej odległości Annmea'i rozmawiającej z tajemniczymi przybyszami.
Zapadła cisza i Aidan wiedział, miał stuprocentowe przeczucie, że nie wyciągnie żadnych informacji od dziewczynie od tego cygana. Oboje byli dość tajemniczy.
Po raz kolejny obejrzał się za Ashe a w jego głowie zawitał mały plan. Zagwizdał chcąc przywołać zaginionego ptaka, jednak nie uzyskał odpowiedzi.
- Chyba pójdę rozejrzę się za Ashe, jeszcze wpakuje się w jakieś kłopoty - skomentował spokojnie i oddalił się od namiotu. Celowo wybrał okrężną drogę chcąc przyczaić się bliżej rozmawiających. Na pewno uda mu się spokojnie zakraść. Jak nie to znajdzie Ashe i ją tam wyśle.
Ann? Niedokońcamiwyszłojakchciałam. Elek podsłuchiwacz, on lubi wiedzieć.
czwartek, 28 grudnia 2017
Od Annmea'i c.d do Aidana
Dziewczyna obdarzyła chłopaka jednym z jej niewielu pięknych uśmiechów. Komplement bardzo jej pochlebił i mimo największych starań nie mogła go zatuszować. Gromki śmiech Fariana rozniósł się po placu.
- Nie stójmy tak tutaj! Dalej! Wynieśmy stoły i krzesła, aby zjeść tutaj razem! - zakrzyknął mężczyzna.
Szybko z namiotu wyniesiono długie stoły. Wkrótce na placu zaroiło się od ludzi w różnym wieku, różnym kolorze skóry, różnej mowie. Nie brakowało dzieci, kobiet i mężczyzn. Każdy pomagał przygotować tradycyjną ucztę. Aidan mimo, że chciał również pomóc szybko został przepędzony ze względu na poranione dłonie.
- Mowy nie ma! - zadecydowała głośno Leita. - Poza tym już kończymy.
I rzeczywiście stół był już zastawiony. I nie była to przynajmniej skromna uczta. Każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie. Dla Ashy też znalazły się pyszności. Dziewczyna zajęła miejsce obok Aidana. Uśmiechnęła się do niego lekko. Sama przed sobą nie umiała przyznać, że zaczynała lubić tego chłopaka. Uspakajała, a jednocześnie smuciła, ją myśl, że prawdopodobnie po dzisiejszym wieczorze już nigdy nie zobaczy Aidana. On wyjedzie, ona zostanie. Starała się jednak odsunąć od siebie te ponure myśli i cieszyć się wspólnym posiłkiem z bliskimi przyjaciółmi.
- Powiedz mi co słychać w pracy? - spytała mnie Roxalia, matka Leitii i Lathii.
- To co zawsze Rox. Naema wydziera się o wszystko, a i Anna i Sae ciągle się mnie czepiają. Coraz bardziej mam ich dosyć...
- Meo proszę bądź bardziej wyrozumiała dla Naemy. Musi zarządzać taką ilością osób, ma prawo się denerwować. Chociaż racja nie powinna tak na was krzyczeć. - rzekł Farian.
Dziewczyna pokiwała jedynie głową, po czym uśmiechnęła się do starszego mężczyzny.
- Masz rację Farianie. Szczególnie, że dziś mają szczególnie dużo na głowie.
Słońce przyjemnie grzało zebranych ludzi przy stole. Każdy rozmawiał z każdym. Kiedy posiłek dobiegł końca artyści i ich rodziny najpierw pomogły sprzątnąć, aby później rozejść się na ostateczne próby. Za nie całą godzinę rozpoczynały się pokazy.
- Ja już muszę iść Aidanie.- rzekła do elfa.
- Taak. Ja też powinienem iść się przygotować do przedstawienia.
- Jak coś mój występ będzie za dwie godziny. Więc jeśli chcesz przyjdź. - rzekła szybko, po czym jej policzki przykryły rumieńce. -Muszę już iść.
Szybko zniknęła w przygotowanym dla niej namiocie. Raz jeszcze obejrzała wszystkie tasiemki i inne rzeczy przy kostiumie.
-Gotowa?- spytała Roxalia wchodząc do środka. - Pomóc ci?
- Tak. Poproszę. - rzekła dziewczyna zdejmując koszulę.
Z pomocą kobiety szybko ubrała swój strój. Roxalia pomogła jej również pozawiązywać wszystkie tasiemki i rzemyki. Oraz zapiać dzwoneczki. Kobieta uparła się by ułożyć jej włosy mimo, że Mea zarzekała się że rozpuszczone wystarczą.
- Roxalio... -zaczęła niepewnie, gdy ta czesała jej włosy.
- Tak kochanie?
- Zastanawiam się czy nie opuścić miasta..
Kobieta na chwilę przerwała tę czynność.
- Czemu chcesz to zrobić? - spytała po chwili.
- Jak opowiadał wam Farian, żyłam w całkiem innym miejscu od tego. I nie wiem.. Kiedy myślę sobie, że mogłabym podróżować po świecie to...
- Chodzi o tego młodego elfa, prawda? - trafiła celnie.
- Ja...- zarumieniła się. - Wiesz Roxalio tak na prawdę nie wiem. On podróżuje.. Jest wolny, a ja? Codziennie od długiego czasu robię to samo. I mam wrażenie, że nikt z mojej rodziny nie miał dla mnie takiego planu. Tak na prawdę nie wiem gdzie jest moje miejsce.
- To zrozumiałe w twoim wieku. - rzekła Roxalia odkładając szczotkę. - To jasne, że nie wiesz gdzie przynależysz. Ale uważam, ze powinnaś dać sobie czas. Może w końcu wszystko się wyjaśni. Wierzę, że Farian ma jakiś plan wobec ciebie. W końcu ma dług u twojego zmarłego mistrza.
- Nie wiesz co planuje?
- Nie. Ale na pewno wyniknie z tego coś dobrego. - rzekła upinając dziewczynie włosy. - I gotowe! Jak ci się podoba?
Mea zerknęła do lustra. Musiała przyznać, że cyganka znała się na rzeczy. W tej fryzurze wyglądała na prawdę pięknie.
- Jak myślisz, czy mogę spytać o to Fariana? - rzekła.
- Nie wiem, kochanie. Wiesz, że on jest bardzo tajemniczą osobą. Ale możesz spróbować. Teraz jednak musimy już iść. Powinniśmy być wcześniej by to wszystko przygotować.
***
Występy grupy Fariana dobiegły końca. Zostały nagrodzone gromkimi brawami. Teraz nadeszła kolej Meii. Dziewczyna powoli weszła na podest sceny. Każdy krok rozbrzmiewał dźwiękiem dzwoneczków. Ostatnie promienie światła kładły się szerokim cieniem na placu. Wokół prowizorycznej sceny ustawiono pochodnie. Mea zlustrowała wzrokiem tłum. Zauważyła grupę przybyszy, którzy uważnie przeczesywali tłum wzrokiem. Ich aury mówiły jej iż są oni potężnymi magami. Takimi na których lepiej jest uważać. Przymknęła powieki kiedy ich wzrok przesunął się po jej obliczu. Wyszeptała kilka słów w Starej Mowie. Kiedy znów podniosła powieki z zadowoleniem stwierdziła, że jej aura jest teraz niewidoczna. Jednak poczuła na sobie wzrok jednego z magów. Młodzieniec szybko został zaabsorbowany przez swoich kompanów, którzy po chwili zniknęli w jednej z uliczek. Kiedy promień Słońca padł na jej twarz rozbrzmiała muzyka. Mea jak zawsze dała się jej ponieść. Melodia była doskonale dobrana do przedstawianej historii. "Młoda elfka traci dom przez zazdrosnych ludzi. Tuła się po świecie nie mogąc znaleźć swojego miejsca. Nagle spotyka na swojej drodze ludzkiego mężczyznę. Zakochują się w sobie. Niestety na skutek wojny młodzieniec ginie bez śladu. Zrozpaczona dziewczyna, pewna, że jej ukochany nie żyje, rzuca się z klifu. Nie trafia jednak do Krainy Zmarłych. Staje się duchem, którego nikt nie widzi. Niespodziewanie chłopak powraca. Nie jest jednak już taki sam. Stał się mrukliwy i nieprzyjemny. Jego ciało znaczą liczne blizny. Nawet nie przejął się, że dziewczyna odebrała sobie życie. Elfka za wszelką cenę chce mu udowodnić, że go nie opuściła. Mijają miesiące i wszystkie jej starania idą na nic. Pogrąża się w coraz większej rozpaczy. Dowiaduję się o zaklęciu, które sprawi, że będzie widoczna przez pięć minut. Później jej duch zniknie ze świata na zawsze. Zbliża się Święto Wiosennego Przesilania. Dziewczyna w końcu decyduje się na ten krok. Pojawia się na polanie. Chłopak ją widzi lecz kiedy próbuję ją objąć, jego ramiona..."
Nagły powiew gorącego powietrza przerywa występ. Wokół zaczynają rozbrzmiewać krzyki. Huk rozpadających się ścian. Mea wraca do rzeczywistości. Zeskakuje ze sceny.
- Trzeba wszystkich stąd zabrać! I to już! - krzyknęła do Fariana.
Mężczyzna od razu wziął się za działanie. Coś latało nad ich głowami, wzniecając panikę. Wcześniej widziani magowie próbowali ochronić uciekając ludność przez odłamkami domów. Dziewczyna w tłumie wypatrzyła Aidan'a. Podbiegła do niego. Trzymał na rękach przerażoną Lathię.
- Chodź musimy stąd uciekać! - krzyknęła, łapiąc go za ramie.
Było jednak za późno. Ogromny kawał muru osunął się i poleciał w ich stronę.
- Padnij! - krzyknęła ciągnąc chłopaka z dziewczynką na bruk.
Zakryła ich sobą. Zacisnęła powieki szykując się na uderzenie. Chciała jedynie ochronić córkę ludzi, których traktowała jak rodzina oraz chłopaka, który był dla niej pierwszą osobą, z którą mogła się tak na prawdę zaprzyjaźnić. Nie chciała umierać. Nie tak. Nie teraz. Wiedziała, że żaden z magów nie zdąży. Poczuła wirowanie magi w powietrzu. Przygotowała się na najgorsze. Nic się jednak nie wydarzyło. Powoli uniosła powieki. Wokół nich błyszczała tarcza ochronna. Srebrzysta powłoka ochroniła ich przed śmiercią. Zaklęcie to było bardzo wyczerpujące. Bez ostrzeżenia tarcza pękła obsypując ich wszystkich pyłem.
- Nic wam nie jest? - spytała dziewczyna podnosząc się chwiejnie na nogi.
Rozejrzała się dookoła. Po bestii nie było śladu. Miasto było puste i niezwykle ciche.
Mała dziewczynka wpatrywała się w nią jak urzeczona, wzięła ją na ręce. Elf był jednak zaskoczony.
- Jak to zrobiłaś? - wypalił nagle.
- Ja... -zająknęła się.
Nie zdążyła dokończyć, gdy podszedł do nich ten młodzieniec który wcześniej lustrował ją wzrokiem. Odrzucił kaptur peleryny ukazując jasne loki. Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Intuicja mnie nie zwiodła. - rzekł, gdy dołączyli do niego jego kompanii. - Wiedziałem, że tutaj odnajdziemy córkę Eyolfa Mealinesenne i Dayenne Mealinesenne z rodu Birchson.
- Poczekaj chwilę. - rzekła, stawiając Lathię na ziemi. - Skąd znasz imiona moich rodziców?
- Znajdźmy bardziej ustronne miejsce do rozmów. Co powiesz panienko na teren obozu na obrzeżach miasta? Tam gdzie wszyscy artyści się zatrzymują?
Jego spojrzenie był szczere, a intencje nie wydawały się złe. Dziewczyna kiwnęła więc głową. Do miasta zaczęli wracać mieszkańcy i wszyscy zaczęli się im przyglądać.
- Dobrze więc. Niech tak będzie. - rzekła szybko. - Ale tak by pozostać w zasięgu wzroku grupy Fariana.
- Doskonale. - rzekł młody chłopak. Elf, jak dziewczyna zauważyła gdy się odwrócił.
- Aidanie zaprowadź proszę Lathię do Fariana. Później ci wyjaśnię to co będę mogła. - rzekła dziewczyna, po czym podbiegła dogonić tajemniczą grupę magów.
<Aidan? Wyyyyyyyyybacz że tak długo i tak słabo!>
- Nie stójmy tak tutaj! Dalej! Wynieśmy stoły i krzesła, aby zjeść tutaj razem! - zakrzyknął mężczyzna.
Szybko z namiotu wyniesiono długie stoły. Wkrótce na placu zaroiło się od ludzi w różnym wieku, różnym kolorze skóry, różnej mowie. Nie brakowało dzieci, kobiet i mężczyzn. Każdy pomagał przygotować tradycyjną ucztę. Aidan mimo, że chciał również pomóc szybko został przepędzony ze względu na poranione dłonie.
- Mowy nie ma! - zadecydowała głośno Leita. - Poza tym już kończymy.
I rzeczywiście stół był już zastawiony. I nie była to przynajmniej skromna uczta. Każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie. Dla Ashy też znalazły się pyszności. Dziewczyna zajęła miejsce obok Aidana. Uśmiechnęła się do niego lekko. Sama przed sobą nie umiała przyznać, że zaczynała lubić tego chłopaka. Uspakajała, a jednocześnie smuciła, ją myśl, że prawdopodobnie po dzisiejszym wieczorze już nigdy nie zobaczy Aidana. On wyjedzie, ona zostanie. Starała się jednak odsunąć od siebie te ponure myśli i cieszyć się wspólnym posiłkiem z bliskimi przyjaciółmi.
- Powiedz mi co słychać w pracy? - spytała mnie Roxalia, matka Leitii i Lathii.
- To co zawsze Rox. Naema wydziera się o wszystko, a i Anna i Sae ciągle się mnie czepiają. Coraz bardziej mam ich dosyć...
- Meo proszę bądź bardziej wyrozumiała dla Naemy. Musi zarządzać taką ilością osób, ma prawo się denerwować. Chociaż racja nie powinna tak na was krzyczeć. - rzekł Farian.
Dziewczyna pokiwała jedynie głową, po czym uśmiechnęła się do starszego mężczyzny.
- Masz rację Farianie. Szczególnie, że dziś mają szczególnie dużo na głowie.
Słońce przyjemnie grzało zebranych ludzi przy stole. Każdy rozmawiał z każdym. Kiedy posiłek dobiegł końca artyści i ich rodziny najpierw pomogły sprzątnąć, aby później rozejść się na ostateczne próby. Za nie całą godzinę rozpoczynały się pokazy.
- Ja już muszę iść Aidanie.- rzekła do elfa.
- Taak. Ja też powinienem iść się przygotować do przedstawienia.
- Jak coś mój występ będzie za dwie godziny. Więc jeśli chcesz przyjdź. - rzekła szybko, po czym jej policzki przykryły rumieńce. -Muszę już iść.
Szybko zniknęła w przygotowanym dla niej namiocie. Raz jeszcze obejrzała wszystkie tasiemki i inne rzeczy przy kostiumie.
-Gotowa?- spytała Roxalia wchodząc do środka. - Pomóc ci?
- Tak. Poproszę. - rzekła dziewczyna zdejmując koszulę.
Z pomocą kobiety szybko ubrała swój strój. Roxalia pomogła jej również pozawiązywać wszystkie tasiemki i rzemyki. Oraz zapiać dzwoneczki. Kobieta uparła się by ułożyć jej włosy mimo, że Mea zarzekała się że rozpuszczone wystarczą.
- Roxalio... -zaczęła niepewnie, gdy ta czesała jej włosy.
- Tak kochanie?
- Zastanawiam się czy nie opuścić miasta..
Kobieta na chwilę przerwała tę czynność.
- Czemu chcesz to zrobić? - spytała po chwili.
- Jak opowiadał wam Farian, żyłam w całkiem innym miejscu od tego. I nie wiem.. Kiedy myślę sobie, że mogłabym podróżować po świecie to...
- Chodzi o tego młodego elfa, prawda? - trafiła celnie.
- Ja...- zarumieniła się. - Wiesz Roxalio tak na prawdę nie wiem. On podróżuje.. Jest wolny, a ja? Codziennie od długiego czasu robię to samo. I mam wrażenie, że nikt z mojej rodziny nie miał dla mnie takiego planu. Tak na prawdę nie wiem gdzie jest moje miejsce.
- To zrozumiałe w twoim wieku. - rzekła Roxalia odkładając szczotkę. - To jasne, że nie wiesz gdzie przynależysz. Ale uważam, ze powinnaś dać sobie czas. Może w końcu wszystko się wyjaśni. Wierzę, że Farian ma jakiś plan wobec ciebie. W końcu ma dług u twojego zmarłego mistrza.
- Nie wiesz co planuje?
- Nie. Ale na pewno wyniknie z tego coś dobrego. - rzekła upinając dziewczynie włosy. - I gotowe! Jak ci się podoba?
Mea zerknęła do lustra. Musiała przyznać, że cyganka znała się na rzeczy. W tej fryzurze wyglądała na prawdę pięknie.
- Jak myślisz, czy mogę spytać o to Fariana? - rzekła.
- Nie wiem, kochanie. Wiesz, że on jest bardzo tajemniczą osobą. Ale możesz spróbować. Teraz jednak musimy już iść. Powinniśmy być wcześniej by to wszystko przygotować.
***
Występy grupy Fariana dobiegły końca. Zostały nagrodzone gromkimi brawami. Teraz nadeszła kolej Meii. Dziewczyna powoli weszła na podest sceny. Każdy krok rozbrzmiewał dźwiękiem dzwoneczków. Ostatnie promienie światła kładły się szerokim cieniem na placu. Wokół prowizorycznej sceny ustawiono pochodnie. Mea zlustrowała wzrokiem tłum. Zauważyła grupę przybyszy, którzy uważnie przeczesywali tłum wzrokiem. Ich aury mówiły jej iż są oni potężnymi magami. Takimi na których lepiej jest uważać. Przymknęła powieki kiedy ich wzrok przesunął się po jej obliczu. Wyszeptała kilka słów w Starej Mowie. Kiedy znów podniosła powieki z zadowoleniem stwierdziła, że jej aura jest teraz niewidoczna. Jednak poczuła na sobie wzrok jednego z magów. Młodzieniec szybko został zaabsorbowany przez swoich kompanów, którzy po chwili zniknęli w jednej z uliczek. Kiedy promień Słońca padł na jej twarz rozbrzmiała muzyka. Mea jak zawsze dała się jej ponieść. Melodia była doskonale dobrana do przedstawianej historii. "Młoda elfka traci dom przez zazdrosnych ludzi. Tuła się po świecie nie mogąc znaleźć swojego miejsca. Nagle spotyka na swojej drodze ludzkiego mężczyznę. Zakochują się w sobie. Niestety na skutek wojny młodzieniec ginie bez śladu. Zrozpaczona dziewczyna, pewna, że jej ukochany nie żyje, rzuca się z klifu. Nie trafia jednak do Krainy Zmarłych. Staje się duchem, którego nikt nie widzi. Niespodziewanie chłopak powraca. Nie jest jednak już taki sam. Stał się mrukliwy i nieprzyjemny. Jego ciało znaczą liczne blizny. Nawet nie przejął się, że dziewczyna odebrała sobie życie. Elfka za wszelką cenę chce mu udowodnić, że go nie opuściła. Mijają miesiące i wszystkie jej starania idą na nic. Pogrąża się w coraz większej rozpaczy. Dowiaduję się o zaklęciu, które sprawi, że będzie widoczna przez pięć minut. Później jej duch zniknie ze świata na zawsze. Zbliża się Święto Wiosennego Przesilania. Dziewczyna w końcu decyduje się na ten krok. Pojawia się na polanie. Chłopak ją widzi lecz kiedy próbuję ją objąć, jego ramiona..."
Nagły powiew gorącego powietrza przerywa występ. Wokół zaczynają rozbrzmiewać krzyki. Huk rozpadających się ścian. Mea wraca do rzeczywistości. Zeskakuje ze sceny.
- Trzeba wszystkich stąd zabrać! I to już! - krzyknęła do Fariana.
Mężczyzna od razu wziął się za działanie. Coś latało nad ich głowami, wzniecając panikę. Wcześniej widziani magowie próbowali ochronić uciekając ludność przez odłamkami domów. Dziewczyna w tłumie wypatrzyła Aidan'a. Podbiegła do niego. Trzymał na rękach przerażoną Lathię.
- Chodź musimy stąd uciekać! - krzyknęła, łapiąc go za ramie.
Było jednak za późno. Ogromny kawał muru osunął się i poleciał w ich stronę.
- Padnij! - krzyknęła ciągnąc chłopaka z dziewczynką na bruk.
Zakryła ich sobą. Zacisnęła powieki szykując się na uderzenie. Chciała jedynie ochronić córkę ludzi, których traktowała jak rodzina oraz chłopaka, który był dla niej pierwszą osobą, z którą mogła się tak na prawdę zaprzyjaźnić. Nie chciała umierać. Nie tak. Nie teraz. Wiedziała, że żaden z magów nie zdąży. Poczuła wirowanie magi w powietrzu. Przygotowała się na najgorsze. Nic się jednak nie wydarzyło. Powoli uniosła powieki. Wokół nich błyszczała tarcza ochronna. Srebrzysta powłoka ochroniła ich przed śmiercią. Zaklęcie to było bardzo wyczerpujące. Bez ostrzeżenia tarcza pękła obsypując ich wszystkich pyłem.
- Nic wam nie jest? - spytała dziewczyna podnosząc się chwiejnie na nogi.
Rozejrzała się dookoła. Po bestii nie było śladu. Miasto było puste i niezwykle ciche.
Mała dziewczynka wpatrywała się w nią jak urzeczona, wzięła ją na ręce. Elf był jednak zaskoczony.
- Jak to zrobiłaś? - wypalił nagle.
- Ja... -zająknęła się.
Nie zdążyła dokończyć, gdy podszedł do nich ten młodzieniec który wcześniej lustrował ją wzrokiem. Odrzucił kaptur peleryny ukazując jasne loki. Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Intuicja mnie nie zwiodła. - rzekł, gdy dołączyli do niego jego kompanii. - Wiedziałem, że tutaj odnajdziemy córkę Eyolfa Mealinesenne i Dayenne Mealinesenne z rodu Birchson.
- Poczekaj chwilę. - rzekła, stawiając Lathię na ziemi. - Skąd znasz imiona moich rodziców?
- Znajdźmy bardziej ustronne miejsce do rozmów. Co powiesz panienko na teren obozu na obrzeżach miasta? Tam gdzie wszyscy artyści się zatrzymują?
Jego spojrzenie był szczere, a intencje nie wydawały się złe. Dziewczyna kiwnęła więc głową. Do miasta zaczęli wracać mieszkańcy i wszyscy zaczęli się im przyglądać.
- Dobrze więc. Niech tak będzie. - rzekła szybko. - Ale tak by pozostać w zasięgu wzroku grupy Fariana.
- Doskonale. - rzekł młody chłopak. Elf, jak dziewczyna zauważyła gdy się odwrócił.
- Aidanie zaprowadź proszę Lathię do Fariana. Później ci wyjaśnię to co będę mogła. - rzekła dziewczyna, po czym podbiegła dogonić tajemniczą grupę magów.
<Aidan? Wyyyyyyyyybacz że tak długo i tak słabo!>
sobota, 7 października 2017
Od Elandrina do Annmea'i
Z każdą chwilą Annmea podobała mu się coraz bardziej. Zignorował ciche prychnięcie Ashy, w którym przypominała mu, że na początku o każdej dziewczynie potrafił tak myśleć. Jakby nie patrzeć feniksica również zaufała Mei, więc kto wie, może tym razem jego przeczucie było słuszne. Bo tym razem nieustannie towarzyszyło mu wrażenie, że nowo poznana idealnie tylko udawała nieśmiałą i delikatną. Na początku sam uznał ją za słabą i potrzebującą ochrony, gdyby spotkało się ją gdzieś w jakimś ciemnym lesie. Jednak nie umknęło uwadze elfa, że non stop była czujna w jego towarzystwie i starannie przemyślała własne odpowiedzi. Wątpił w jej niepewność wobec ludzi, miał wrażenie, że gdyby faktycznie miał wobec niej złe zamiary, potrafiłaby się bez trudu obronić samodzielnie.
Kiedy dziewczyna wyszła z jego namiotu w towarzystwie małej cyganki, która swoim zachwytem i pytaniami rozbroiła elfa kompletnie, odprowadził obie wzrokiem, potem skierował zaciekawione spojrzenie na Ashę.
- Czemu ją sprowadziłaś? - zapytał i wrócił do swoich bagaży.
- Żeby zajęła się twoimi ranami? - odpowiedziała mu obojętnie Asha.
- Od kiedy się o mnie troszczysz? - zachichotał pod nosem i zlustrował przyjaciółkę kątem oka.
- Od kiedy wiem, że ty wszelkie rany masz za nic i nic byś z tym nie zrobił. - Zatrzepotała skrzydłami i usadowiła się wygodniej na postawionej dla niej żerdzi.
- Pierwszy raz udzielasz mi od razu grzecznie odpowiedzi. - Odwrócił się w jej stronę i oparł zabandażowane dłonie na biodrach. - Nie jesteś może chora? Mogę sprawdzić czy nie masz gorączki.
- A ja mogę oparzyć ci jeszcze twarz. Jednak nie wiem, czy Annmea da radę ci pomóc, jeśli to zrobię - odgryzła się Asha. - Przynajmniej nie będziesz miał jak zaczepić okolicznych dziewcząt. Nie będą widziały w tobie nic ładnego. Wręcz będą uciekać na twój widok.
- Jesteś podła... - Aidan teatralnie położył rękę na piersi i zasmucił się sztucznie. - Skreślisz w ten sposób moją karierę.
Oboje dyskutowali jeszcze dłuższą chwilę. Mówili o wszystkim, młodzieniec dał radę wyciągnąć od towarzyszki kilka dodatkowych informacji o dziewczynie, którą dziś poznał. Nie było mu to bardzo potrzebne, jednak wolał wiedzieć o Annmea'i, co nieco, nawet od kogoś innego, jeśli sama nie chciała o tym mówić.
Nie widział, ile czasu minęło zanim opuścił swój namiot. Asha została w środku, gdy tylko skończyli rozmawiać zasnęła, toteż nie chcąc ryzykować ponownego podpalenia zostawił ją w spokoju. Przez sen zdarzały jej się samozapłony, Aidana to zawsze bawiło, bo feniksica uparcie upierała się, że to niemożliwe. Gdzie ona, wspaniała i cudowna dama mogła tak zrobić. To niedopuszczalne. Młodzieniec parsknął pod nosem i rozejrzał po okolicy.
Kręciło się tu wielu ludzi, w większości byli to artyści z daleka, choć na pewno znajdowali się w tym tłumie również miejscowi. Pojawiali się na dróżce przed nim i znikali ponownie wśród różnobarwnych namiotów i drzew. Wszyscy samotnie bądź w mniejszych lub większych grupach szli w sobie znanych kierunkach, prawie każdy był uśmiechnięty. Aidan zatrzymał się na chwilę i dokładnie przyjrzał otoczeniu. Kolorowych płacht przybywało, Już dawno nie zatrzymał się na żadnym jarmarku, prawie zapomniał jak radośnie wszystko przebiegało i trwało. Nawet szykowanie tego wszystkiego nie było naznaczone ponurym humorem ludzi przy tym pracujących. Panowało tylko wszechobecne zaciekawienie i niecierpliwość do rozpoczęcia wydarzenia.
Chłopak wziął głęboki wdech i ruszył dalej. Ręce piekły go odrobinę. Mógłby przysiąc, że kiedy sam się nimi zajmował nigdy nie narzekał potem na szczypanie, a tym razem trochę go to dekoncentrowało. Zawsze wiedział, że maści mają inne, lepsze działanie niż woda, którą z reguły obmywał rany, jednak sam nie znał się na ziołach. Nie potrafił przyrządzić maści i leków, a nieczęsto miało okazję je kupić. Więc już dawno zrezygnował z używania ich i nie narzekał, w końcu jeszcze żył.
- Czemu ją sprowadziłaś? - zapytał i wrócił do swoich bagaży.
- Żeby zajęła się twoimi ranami? - odpowiedziała mu obojętnie Asha.
- Od kiedy się o mnie troszczysz? - zachichotał pod nosem i zlustrował przyjaciółkę kątem oka.
- Od kiedy wiem, że ty wszelkie rany masz za nic i nic byś z tym nie zrobił. - Zatrzepotała skrzydłami i usadowiła się wygodniej na postawionej dla niej żerdzi.
- Pierwszy raz udzielasz mi od razu grzecznie odpowiedzi. - Odwrócił się w jej stronę i oparł zabandażowane dłonie na biodrach. - Nie jesteś może chora? Mogę sprawdzić czy nie masz gorączki.
- A ja mogę oparzyć ci jeszcze twarz. Jednak nie wiem, czy Annmea da radę ci pomóc, jeśli to zrobię - odgryzła się Asha. - Przynajmniej nie będziesz miał jak zaczepić okolicznych dziewcząt. Nie będą widziały w tobie nic ładnego. Wręcz będą uciekać na twój widok.
- Jesteś podła... - Aidan teatralnie położył rękę na piersi i zasmucił się sztucznie. - Skreślisz w ten sposób moją karierę.
Oboje dyskutowali jeszcze dłuższą chwilę. Mówili o wszystkim, młodzieniec dał radę wyciągnąć od towarzyszki kilka dodatkowych informacji o dziewczynie, którą dziś poznał. Nie było mu to bardzo potrzebne, jednak wolał wiedzieć o Annmea'i, co nieco, nawet od kogoś innego, jeśli sama nie chciała o tym mówić.
Nie widział, ile czasu minęło zanim opuścił swój namiot. Asha została w środku, gdy tylko skończyli rozmawiać zasnęła, toteż nie chcąc ryzykować ponownego podpalenia zostawił ją w spokoju. Przez sen zdarzały jej się samozapłony, Aidana to zawsze bawiło, bo feniksica uparcie upierała się, że to niemożliwe. Gdzie ona, wspaniała i cudowna dama mogła tak zrobić. To niedopuszczalne. Młodzieniec parsknął pod nosem i rozejrzał po okolicy.
Kręciło się tu wielu ludzi, w większości byli to artyści z daleka, choć na pewno znajdowali się w tym tłumie również miejscowi. Pojawiali się na dróżce przed nim i znikali ponownie wśród różnobarwnych namiotów i drzew. Wszyscy samotnie bądź w mniejszych lub większych grupach szli w sobie znanych kierunkach, prawie każdy był uśmiechnięty. Aidan zatrzymał się na chwilę i dokładnie przyjrzał otoczeniu. Kolorowych płacht przybywało, Już dawno nie zatrzymał się na żadnym jarmarku, prawie zapomniał jak radośnie wszystko przebiegało i trwało. Nawet szykowanie tego wszystkiego nie było naznaczone ponurym humorem ludzi przy tym pracujących. Panowało tylko wszechobecne zaciekawienie i niecierpliwość do rozpoczęcia wydarzenia.
Chłopak wziął głęboki wdech i ruszył dalej. Ręce piekły go odrobinę. Mógłby przysiąc, że kiedy sam się nimi zajmował nigdy nie narzekał potem na szczypanie, a tym razem trochę go to dekoncentrowało. Zawsze wiedział, że maści mają inne, lepsze działanie niż woda, którą z reguły obmywał rany, jednak sam nie znał się na ziołach. Nie potrafił przyrządzić maści i leków, a nieczęsto miało okazję je kupić. Więc już dawno zrezygnował z używania ich i nie narzekał, w końcu jeszcze żył.
Dwukrotnie okrążył okolicę i wymienił kilka słów z miejscowymi. Głównie były to dzieci, dorośli byli zbyt zajęci swoimi pracami, choć niektórzy w międzyczasie chętnie wymienili się plotkami ze świata i kraju, w którym się znajdowali. Niemniej od swoich młodocianych rozmówców, młodzieniec dowiedział się, że jarmark, który aktualnie szykowano, był dość popularny, organizowany od kilkunastu lat, rok w rok, zawsze w tych samych dniach. Wydarzenia wchodzące już w tradycję konkretnej okolicy zawsze przyciągały wielu ludzi.
Nie mogąc znaleźć zajęcia zdecydował się pójść nad strumień. Już z odległości czuł delikatny chłód bijący od płynącej wody. Aż naszła go ochota zanurzenia w niej dłoni, ale bandaże, do których obecności ciągle nie przywykł, uświadamiały go, że na razie musi sobie odpuścić. Następnego dnia już sobie na pewno nie przepuści takiej okazji. Aidan stanął nad brzegiem strumienia i rozejrzał się.
Rosnące gdzieniegdzie rozłożyste drzewa dawały dużo cienia, jednak w wielu miejscach słońce i tak przebiło się przez warstwy liści i gałęzi. Woda w strumieniu pozostawiała po sobie cichy szum, czyste kamienie na dnie koryta połyskiwały, jakby były to kamienie szlachetne. W oddali młodzieniec dostrzegł też kilka wierzb, których cienkie gałązki zanurzone były w strumieniu.
Miejsce było bardzo urokliwe, idealne by spędzić tu cały dzień, bądź nawet kilka na leniwieniu się. Czarnowłosy coraz bardziej był za tym, by zostać tu na dłużej, na ten moment i tak nigdzie się nie spieszył. Miał zamiar usiąść na chwilę, aby pocieszyć się chociaż wyczuwalnym chłodem wody, kiedy dostrzegł Annmea'ę leżącą na trawie i wygrzewającą się w promieniach słonecznych. Uśmiechnął się pod nosem i zbliżył się do niej leniwym krokiem, niby przypadkiem zasłonił jej źródło ciepła.
Parsknął, gdy pomyliła go z nieznaną mu dziewczyną. Nie miał jej tego za złe, nie było się co gniewać o taką błahostkę. Jednak wywołany tą gafą rumieniec, który naznaczył policzki dziewczyny, rozbawił kuglarza jeszcze bardziej. Wyszczerzył się radośnie, bez wahania zaproponował swojej rozmówczyni spacer, na który z chęcią przystała.
Gdy rozmawiali, jej obszerna wiedza, którą się przez przypadek wykazała, zaskoczyła go. Nawet on, kiedy jeszcze mieszkał w Leoatle, nie uczył się takich rzeczy. Szkoda, czasem go to ciekawiło. Nauczyciele niestety naciskali na inne dziedziny, historia, choć również ważna, nie była wzięta pod uwagę do tego samego stopnia, co np. etyka. Słowa Mea'i tak go zainteresowały, że ponownie rozważył doedukowanie się podczas podróży. Może sięgnięcie do najodleglejszej historii świata da mu nowe pomysły na przedstawienia? To był zawsze jakiś plan na opracowanie czegoś nowego. Poznawanie kultury poszczególnych państw też nieraz pomogło mu coś oryginalnego i niepowtarzalnego stworzyć.
Nawet nie zauważył kiedy znaleźli się na pograniczach miasta. Zagadali się na tyle, że nawet rosnący głód nie zwrócił na siebie uwagi Aidana.
- Może coś zjemy? - zasugerował spokojnie. - Chyba już pora na obiad.
- Masz rację. Chociaż powinniśmy wracać. Wspólny obiad wszystkich artystów jest tradycją - odpowiedziała mu dziewczyna. - Myślę, że miejsce dla Ashy też się znajdzie - zachichotał na te słowa cicho, ciekawy był jak wspomniana zareaguje na taką propozycję. Jeszcze nigdy nie dała się wkręcić do jedzenia z innymi ludźmi. Wolała samodzielnie polować i jeść, jak raz nie miała wyboru i musiała pożywiać się z elfem i jego znajomymi obraziła się i nie tknęła tego, co jej oferowano. - Więc co powiesz na obiad ze słynną grupą taneczno-akrobatyczno-wokalną Fariana? - zapytała go Mea z uśmiechem.
- Hm.. - zamyślił się szukając jakichkolwiek informacji o człowieku zwanym Farianem. Po chwili w jego oczach błysnęła iskierka zaciekawienia i podekscytowania. - Jeśli to ten Farian i jego grupa, o których miałem już wielokrotnie okazję słyszeć to bardzo chętnie, a nawet jeszcze bardziej. W końcu nadarzyła się okazja, by go poznać! - Zdjął rękę z ramienia dziewczyny i klasnął w dłonie.
Dwoma susami wyprzedził dziewczynę i ukłonił się przed nią wskazując jedną dłonią drogę powrotną do obozu artystów, a drugą wyciągając w kierunku czarnowłosej towarzyszki.
- Pozwoli pani teraz odprowadzić się do miejsca, z którego zaczęliśmy naszą wspólną wycieczkę? - zapytał uroczyście, Annmea przez chwilę wpatrywała się w niego nieodgadnionym spojrzeniem, ale w ułamku sekundy ponownie się uśmiechnęła i skinęła głową.
Ujął delikatnie jej dłoń i uroczyście poprowadził ich z powrotem do namiotów. Pozwolił sobie w międzyczasie opowiedzieć kilka zabawnych historyjek z jego podróży. Nie za dużo, co by nie zdradzić wszystkich historii w ciągu jednego dnia. Dziewczyna w kilku momentach zaśmiała się cicho, ucieszyło to Aidana. Kiedy dotarli do obozowiska Mea przejęła prowadzenie i pokierowała ich do namiotu należącego do trupy Fariana. Idąc w jego kierunku przykuli uwagę kręcących się przy nim ludzi. Aidan puścił rękę Annmea'i, gdy mała dziewczynka, Lathia, która wcześniej uznała ich za parę, wyłoniła się z namiotu i w radosnych podskokach ruszyła ku nim. Młodzieniec uśmiechnął się i przystanął na chwilę. Zwrócił głowę w stronę swojego namiotu, który ledwie widział z obecnej pozycji i zagwizdał cicho. Usłyszał w odpowiedzi skrzek Ashy, feniksica już nie spała. I tak jak się spodziewał, po chwili przyleciała do niego, przysiadła na jego ramieniu.
- Dalej próbujesz zauroczyć dziewczynę swoją głupotą? - zapytała go ironicznie, odpowiedział jej parsknięciem i pstryknięciem w dziób.
- Nie przesadzaj. - Podszedł do Annmea'i, która rozmawiała ze starszym mężczyzną, którego na pierwszy rzut oka Aidan uznał za Fariana. - Dzień dobry, słyszałem, że mogę otrzymać okazję spotkania Fariana i jego grupy, jak tylko podążę za tą młodą damą. Czy dobrze trafiłem? - Wyciągnął dłoń do starszego człowieka i uśmiechnął się szeroko. - Wielki Aidan, a ta piękna dama - Wskazał wolną dłonią Ashę. - To Asha. Wygląda na niebezpieczną, ale to tylko pozory, na co dzień jest potulna jak baranek. - Na jego słowa feniksica zamachnęła się skrzydłami i niby przypadkiem uderzyła go jednym w tył głowy.
- Witam! Dobrze pan trafił, Wielki Aidan jak mniemam? Niewielu jest elfów, którzy podróżują w towarzystwie feniksa. - Farian zaśmiał się serdecznie i uścisnął dłoń czarnowłosego, jednak zrobił to ostrożnie, od razu zauważył bandaże. - Słyszałem od Reinaira, że Mea musiała już kogoś opatrywać. Teraz już wiemy, kto na początek dnia postanowił skorzystać z pomocy lekarskiej. Na szczęście widzę, że nic więcej się nie stało.
- Ah, tak. Niefortunny wypadek z ogniem, dziwne, na co dzień ten żywioł nic do mnie nie ma. - Aidan przeczesał włosy dłonią. - Jednak do końca jarmarku powinienem się już obyć bez kolejnych ran do opatrywania, a i te nie są bardzo poważne. - Nie zdziwię się, jeśli trafi się kilku rannych delikwentów, bo usłyszą jaka piękna opieka lekarska może im się trafić. - Uśmiechnął się ukradkiem do Annmea'i i puścił do niej oczko.
Nie mogąc znaleźć zajęcia zdecydował się pójść nad strumień. Już z odległości czuł delikatny chłód bijący od płynącej wody. Aż naszła go ochota zanurzenia w niej dłoni, ale bandaże, do których obecności ciągle nie przywykł, uświadamiały go, że na razie musi sobie odpuścić. Następnego dnia już sobie na pewno nie przepuści takiej okazji. Aidan stanął nad brzegiem strumienia i rozejrzał się.
Rosnące gdzieniegdzie rozłożyste drzewa dawały dużo cienia, jednak w wielu miejscach słońce i tak przebiło się przez warstwy liści i gałęzi. Woda w strumieniu pozostawiała po sobie cichy szum, czyste kamienie na dnie koryta połyskiwały, jakby były to kamienie szlachetne. W oddali młodzieniec dostrzegł też kilka wierzb, których cienkie gałązki zanurzone były w strumieniu.
Miejsce było bardzo urokliwe, idealne by spędzić tu cały dzień, bądź nawet kilka na leniwieniu się. Czarnowłosy coraz bardziej był za tym, by zostać tu na dłużej, na ten moment i tak nigdzie się nie spieszył. Miał zamiar usiąść na chwilę, aby pocieszyć się chociaż wyczuwalnym chłodem wody, kiedy dostrzegł Annmea'ę leżącą na trawie i wygrzewającą się w promieniach słonecznych. Uśmiechnął się pod nosem i zbliżył się do niej leniwym krokiem, niby przypadkiem zasłonił jej źródło ciepła.
Parsknął, gdy pomyliła go z nieznaną mu dziewczyną. Nie miał jej tego za złe, nie było się co gniewać o taką błahostkę. Jednak wywołany tą gafą rumieniec, który naznaczył policzki dziewczyny, rozbawił kuglarza jeszcze bardziej. Wyszczerzył się radośnie, bez wahania zaproponował swojej rozmówczyni spacer, na który z chęcią przystała.
Gdy rozmawiali, jej obszerna wiedza, którą się przez przypadek wykazała, zaskoczyła go. Nawet on, kiedy jeszcze mieszkał w Leoatle, nie uczył się takich rzeczy. Szkoda, czasem go to ciekawiło. Nauczyciele niestety naciskali na inne dziedziny, historia, choć również ważna, nie była wzięta pod uwagę do tego samego stopnia, co np. etyka. Słowa Mea'i tak go zainteresowały, że ponownie rozważył doedukowanie się podczas podróży. Może sięgnięcie do najodleglejszej historii świata da mu nowe pomysły na przedstawienia? To był zawsze jakiś plan na opracowanie czegoś nowego. Poznawanie kultury poszczególnych państw też nieraz pomogło mu coś oryginalnego i niepowtarzalnego stworzyć.
Nawet nie zauważył kiedy znaleźli się na pograniczach miasta. Zagadali się na tyle, że nawet rosnący głód nie zwrócił na siebie uwagi Aidana.
- Może coś zjemy? - zasugerował spokojnie. - Chyba już pora na obiad.
- Masz rację. Chociaż powinniśmy wracać. Wspólny obiad wszystkich artystów jest tradycją - odpowiedziała mu dziewczyna. - Myślę, że miejsce dla Ashy też się znajdzie - zachichotał na te słowa cicho, ciekawy był jak wspomniana zareaguje na taką propozycję. Jeszcze nigdy nie dała się wkręcić do jedzenia z innymi ludźmi. Wolała samodzielnie polować i jeść, jak raz nie miała wyboru i musiała pożywiać się z elfem i jego znajomymi obraziła się i nie tknęła tego, co jej oferowano. - Więc co powiesz na obiad ze słynną grupą taneczno-akrobatyczno-wokalną Fariana? - zapytała go Mea z uśmiechem.
- Hm.. - zamyślił się szukając jakichkolwiek informacji o człowieku zwanym Farianem. Po chwili w jego oczach błysnęła iskierka zaciekawienia i podekscytowania. - Jeśli to ten Farian i jego grupa, o których miałem już wielokrotnie okazję słyszeć to bardzo chętnie, a nawet jeszcze bardziej. W końcu nadarzyła się okazja, by go poznać! - Zdjął rękę z ramienia dziewczyny i klasnął w dłonie.
Dwoma susami wyprzedził dziewczynę i ukłonił się przed nią wskazując jedną dłonią drogę powrotną do obozu artystów, a drugą wyciągając w kierunku czarnowłosej towarzyszki.
- Pozwoli pani teraz odprowadzić się do miejsca, z którego zaczęliśmy naszą wspólną wycieczkę? - zapytał uroczyście, Annmea przez chwilę wpatrywała się w niego nieodgadnionym spojrzeniem, ale w ułamku sekundy ponownie się uśmiechnęła i skinęła głową.
Ujął delikatnie jej dłoń i uroczyście poprowadził ich z powrotem do namiotów. Pozwolił sobie w międzyczasie opowiedzieć kilka zabawnych historyjek z jego podróży. Nie za dużo, co by nie zdradzić wszystkich historii w ciągu jednego dnia. Dziewczyna w kilku momentach zaśmiała się cicho, ucieszyło to Aidana. Kiedy dotarli do obozowiska Mea przejęła prowadzenie i pokierowała ich do namiotu należącego do trupy Fariana. Idąc w jego kierunku przykuli uwagę kręcących się przy nim ludzi. Aidan puścił rękę Annmea'i, gdy mała dziewczynka, Lathia, która wcześniej uznała ich za parę, wyłoniła się z namiotu i w radosnych podskokach ruszyła ku nim. Młodzieniec uśmiechnął się i przystanął na chwilę. Zwrócił głowę w stronę swojego namiotu, który ledwie widział z obecnej pozycji i zagwizdał cicho. Usłyszał w odpowiedzi skrzek Ashy, feniksica już nie spała. I tak jak się spodziewał, po chwili przyleciała do niego, przysiadła na jego ramieniu.
- Dalej próbujesz zauroczyć dziewczynę swoją głupotą? - zapytała go ironicznie, odpowiedział jej parsknięciem i pstryknięciem w dziób.
- Nie przesadzaj. - Podszedł do Annmea'i, która rozmawiała ze starszym mężczyzną, którego na pierwszy rzut oka Aidan uznał za Fariana. - Dzień dobry, słyszałem, że mogę otrzymać okazję spotkania Fariana i jego grupy, jak tylko podążę za tą młodą damą. Czy dobrze trafiłem? - Wyciągnął dłoń do starszego człowieka i uśmiechnął się szeroko. - Wielki Aidan, a ta piękna dama - Wskazał wolną dłonią Ashę. - To Asha. Wygląda na niebezpieczną, ale to tylko pozory, na co dzień jest potulna jak baranek. - Na jego słowa feniksica zamachnęła się skrzydłami i niby przypadkiem uderzyła go jednym w tył głowy.
- Witam! Dobrze pan trafił, Wielki Aidan jak mniemam? Niewielu jest elfów, którzy podróżują w towarzystwie feniksa. - Farian zaśmiał się serdecznie i uścisnął dłoń czarnowłosego, jednak zrobił to ostrożnie, od razu zauważył bandaże. - Słyszałem od Reinaira, że Mea musiała już kogoś opatrywać. Teraz już wiemy, kto na początek dnia postanowił skorzystać z pomocy lekarskiej. Na szczęście widzę, że nic więcej się nie stało.
- Ah, tak. Niefortunny wypadek z ogniem, dziwne, na co dzień ten żywioł nic do mnie nie ma. - Aidan przeczesał włosy dłonią. - Jednak do końca jarmarku powinienem się już obyć bez kolejnych ran do opatrywania, a i te nie są bardzo poważne. - Nie zdziwię się, jeśli trafi się kilku rannych delikwentów, bo usłyszą jaka piękna opieka lekarska może im się trafić. - Uśmiechnął się ukradkiem do Annmea'i i puścił do niej oczko.
Annmea? Przepraszam, że tak długo .-.
niedziela, 24 września 2017
Od Annmei'i do Eladrin'a
"Wielki Aidan". Dziewczynę zaciekawiło czy jest tak "wielki" jak to mówił jego tytuł. Lekki zapach ziół zaczął unosić się z naczynia, w którym je rozcierała. Oznaczało to, że mikstura jest gotowa. Uśmiechnęła się delikatnie słysząc komplement. Sięgnęła do torby, po czyste bandaże.
- Pytasz mnie co tu robię? - rzekła powoli, jakby zastanawiając się co może mu zdradzić. - Oprócz pomocy medycznej... Będę występowała razem z cyganami. Tymi z tego dużego namiotu. Oni są tutaj od dawna więc jeśli byś czegoś potrzebował nie bój się do nich udać. Na pewno ci pomogą.
"Łał.. Dłuższa wypowiedź do kogoś oprócz cyganów...". Uniosła ostrożnie naczynie i podeszła do chłopaka. Delikatnie ujęła rękę chłopaka, aby móc dobrze posmarować jego rany. Kiedy się skrzywił i próbował cofnąć dłoń pokazała, że ma co nie co siły. Mocno go przytrzymała.
- Mieszkam w okolicy na stałe. - przemilczałam ostatnie pytanie.
Zazwyczaj, gdy ludzie słyszą, że jesteś służącą odnoszą się do ciebie z pogardą. A jest ona tym większa im służy się komuś wysoko postawionemu.
- Chciałabym jednak stąd wyjechać któregoś dnia. - szepnęła nagle.
Jednak szybko zasznurowała usta, aby nic więcej nie zdradzić. Dokończyła opatrywać drugą dłoń. Obie zabandażowała w taki sposób, aby można było poruszać palcami. Było to na pewno, bardziej zajmujące, ale na pewno dużo bardziej wygodne. Kiedy skończyła podniosła się i zaczęła zbierać do wyjścia. Nagle poczuła, że ktoś złapał ją za nadgarstek. Obróciła się i napotkała spojrzenie elf.
- To czemu nie wyjedziesz? - zapytał.
Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć do namiotu wpadła Lathia. Córka Reinair'a. Widząc nas zrobiła duże oczy i wydęła swoje małe policzki. Stuprocentowy okaz dziecięcego zaskoczenia. Mea szybko wyrwała swoją rękę.
- Lati, kochanie co tutaj robisz? - spytała podchodząc do dziewczynki. - Ojciec cię przysłał?
Uniosła ją nad ziemię.
- Aha! To twój chłopak? - zapytała mała nagle.
Czarnowłosa jedynie się zaśmiała, a jej śmiech przypominał odgłos srebrnych dzwoneczków.
- Nie malutka. Nie jest. Jedynie mu pomogłam. - powiedziała do dziewczynki. - Powiedz mi jednak. - rzekła odstawiając ją na ziemię. - Po co Reinair cię tutaj przysłał?
- Papa kazał ci przekazać, że pora abyś przećwiczyła swój występ. - nagle zauważyła Ashę.
Oczy rozszerzyły się jej z zachwytu. Wyminęła Meę i podeszła do Aidana.
- To pana przyjaciółka? - spytała swoim dziecinnym głosikiem. - Jest śliczna.
Aidan zaśmiał się lekko.
- To jest Asha. - rzekł. - Jest feniksem.
- Ptakiem z ognia? - zapiszczała zachwycona Lathia.
- Lathia! - krzyknął nagle Reinair. - Przyprowadź Meę! Musimy omówić jej występ.
Mea podeszła do dziewczynki. Wzięła ją za rękę.
- Chodź Lati. Musimy już iść. - ruszyła do wyjścia.
Zanim jednak opuściła namiot odwróciła się do chłopaka.
- Miło mi było cię poznać Aidan'ie. Uważaj, żeby nie rozdrażnić więcej Ashy, bo na razie nie będę mogła ci udzielić pomocy. - rzekła z lekkim uśmiechem.
Sięgnęła po torbę. Wychodząc z namiotu została lekko oślepiona przez słońce. Po jego pozycji poznała, że już zrobiło się późno. Na ubitej ziemi przed dużym namiotem już rozstawiono mnóstwo kufrów. Każde zawierały mnóstwo kolorowych strojów i równie kolorowych dodatków. Cyganie już szukali strojów pasujących do ich części przedstawienia. Kiedy tylko zbliżyły się do nich, dziewczynka wyrwała się Meii. Podbiegła do swoich rodziców i rzuciła się im w ramiona. Mea uśmiechnęła się smutno na ten widok. Przyśpieszyła kroku i podeszła do nich. Zaczęła grzebać w kufrach. Jednak po chwili Farian odciągnął ją od tego zajęcia.
- Znalazłem ci panienko inną suknię. - rzekł wprowadzając ją do mniejszego namiotu. - Kiedy tylko ją zobaczyłem pomyślałem o tobie.
Na sienniku leżała granatowa sukienka. Kreacja kończyła się w połowie uda. Ale do tego był pasek, który był kawałkiem materiału. Kiedy dziewczyna będzie tańczyć, będzie on falować niczym ogon nocnego nieba. Góra dobrze opinała i uwydatniała kobiece kształty. Ozdobiona była złotymi tasiemkami oraz dzwoneczkami.
- Zatańczysz bez butów. - rzekł Reinair wchodząc do środka. - Mam dla ciebie getry do tej sukni. Siostra się uparła..Dodamy ci tajemniczości woalką na twarz i włosy.
- Łał.. Sporo tego. - dziewczyna z wrażenia usiadła.
- No wiesz jesteś już dorosła. A także wyrosłaś na piękną dziewczynę.- rzekł Farian. - Damy ci się zastanowić. Jeśli nie chcesz. Nie musisz tego zakładać.
Mea kiwnęła lekko głową.
- Mogłabym do tego jeszcze dostać rękawiczki? - spytała z lekkim uśmiechem. - Kreacja jest piękna. Szkoda, aby nie pokazać jej światu. Wiem, że w tym roku mamy sporą konkurencję.
- Reinair - zaczął surowo starszy mężczyzna.
- Na mnie nie patrz. Mea jest bardziej spostrzegawcza niż nam się wydaje. - rzekł syn.
Obaj opuścili namiot, mówiąc żeby trochę poćwiczyła na razie bez stroju. A po obiedzie w sukni. Raz jeszcze przyjrzała się ubraniom. Przygładziła materiał. Gładki i chłodny.
- Piękny. - szepnęła.
Po chwili do namiotu weszła Leita i jej siostra Lathia. Obie miały ze sobą instrumenty. Jednak zanim Mea zdążyła coś powiedzieć Leita rozsiadła się na sienniku obok sukni.
- Co sądzisz o tym nowym kuglarzu? Aidanie? Podobno jest niezły w tym co robi.- rzekła.
Mea jedynie przeczesała włosy palcami, po czym związała je wstążką tak, aby jej nie przeszkadzały.
- Myślę, że to czy jest dobry czy nie dowiemy się podczas jego występu. A teraz pomóż mi, bo chcę dobrze zgrać kroki z muzyką.
Przez następne dwie godziny ćwiczyła z dziewczynami swój układ. Kilka razy pomyliła kroki, jednak nadrobiła to tak, że nie było widać. Po treningu zostało jej pół godziny wolnego. Postanowiła więc pójść nad strumień i wziąć kąpiel, bo ociekała potem. Dziewczyny rozstawiły parawan, żeby mogły w spokoju zmyć z siebie pot i kurz.
- Dobrze, że zabrałam ze sobą strój na zmianę. - rzekła Mea wkładając czystą koszulę i spodnie. - Nie ma to jak kąpiel w chłodnym strumieniu w gorący dzień.
Ułożyła się na trawie, grzejąc w promieniach słońca. Nagle na jej twarz padł cień.
- Leita odsuń się. Zasłaniasz słońce. - mruknęła nie otwierając oczu.
Znajomy śmiech sprawił, że się poderwała. To nie Leita stała na nią, a Aidan. Rumieniec pokrył jej policzki.
- Przepraszam. Myślałam, że to moja przyjaciółka. - mruknęła pod nosem.
- Jeśli chcesz mogę być twoim przyjacielem. - rzekł uśmiechając się uśmiechem, który na pewno sprawiał, że każda dziewczyna od raz by się w nim zakochała. - Chcesz się może kawałek przejść?
Dziewczyna spojrzała w stronę strumienia, gdzie siostry moczyły stopy w chłodnej wodzie.
- Czemu nie. Gdzie Asha?
- Odpoczywa. - podał jej dłoń pomagając wstać z trawy. - Chyba jesteś kimś niezwykłym.
- Tak? - rzekła zaskoczona.
"No tak! Powinnam była o tym pamiętać!"
- Chociaż mogłaby być na mnie zła. - rzekł przeczesując włosy dłonią. - Ale i tak na codzień feniksy raczej szybko się nie zaprzyjaźniają z ludźmi.
- Jest to nieufna rasa. Nie dziwię się im. Wieki temu kiedy mroczne siły nawiedziły Sayari, mroczni magowie używali ich piór do potężnych zaklęć. Mordowali je dla ich krwi, która wciąż jest cennym składnikiem wielu eliksirów i zaklęć. Znacząco wzmacnia ich moc przez żywioł, który reprezentują. - powiedziała, zanim zdążyła się powstrzymać.
- Łał. Sporo wiesz jak na służącą. - powiedział obejmując ją beztrosko ramieniem.
- Asha się wygadała? - zgadła.
Chłopak roześmiał się i pokiwał głową.
- Kiedyś się tego nauczyłam. Kiedy byłam dzieckiem kochałam takie historię. Łatwiej było mi wszystko zrozumieć.
- Ja uczyłem się innych rzeczy. - stwierdził chłopak.
Powoli zbliżyli się do granic miasta.
- Może coś zjemy? - zaproponował elf. - Chyba już pora na obiad.
- Masz rację. Chociaż powinniśmy wracać. Wspólny obiad wszystkich artystów jest tradycją. Myślę, że miejsce dla Ashy też się znajdzie.
Aidan zaśmiał się po raz kolejny. "Bardzo wesoły"przemknęło Meii przez myśl. "Łatwo o wszystkim zapomnieć."
- Więc co powiedz na obiad ze słynną grupą taneczno-akrobatyczno-wokalną Fariana? - rzekła dziewczyna z lekkim uśmiechem.
<Aidan?>
sobota, 23 września 2017
Od Elandrina do Annamea'i
Jarmarki były dla Aidana okazją by spotkać się z innymi podróżnymi artystami i zostać na dłużej w jakiejś mieścinie. Zawsze liczył na to, że spotka jednego ze swoich nauczycieli, jednak ci, jak na złość, wydawali się omijać takie wydarzenia szerokim łukiem. Mało prawdopodobne, że im się nie chciało, takie dni był idealną szansą na zarobek lub rozsławienie swojej osoby. I nawet, gdyby dwójka artystów się nie lubiła, oboje by przyszli, po prostu ignorowaliby siebie nawzajem, a namioty rozstawili po przeciwnych stronach miasta. Dlatego też Aidan uznawał, że być może gdzieś w innym kraju działo się dokładnie to samo i starzy znajomi udali się tam, bo mieli bliżej. Jakby nie patrzeć nie każdy podróżował po całym świecie. Powodów mogło być wiele, dlatego również tym razem przyjął spokojnie, że nie zna innych ludzi obecnych na jarmarku. Choć był w stu procentach pewien, iż jeszcze do wieczora się do zmieni.
Jarmarki niosły też ze sobą dłuższą przerwę. Bowiem, gdy już dobiegały końcowi, choć niektórzy kuglarze rozchodzili się w swoje strony, inni zostawali by odpocząć. Młody elf należał do tej drugiej grupy. Po aktywnie spędzonych dniach wolał porzucić na dzień lub kilka swoją pracę i oddać się błogiemu lenistwu. Z reguły poza miastem, by mieć święty spokój i ciszę dla siebie. Asha również cieszyła się z tego czasu, jednak nigdy nie chciała zdradzić swojemu przyjacielowi dlaczego. Nie żeby robiło mu różnicę czy wie, czy nie. Jego towarzyszka lubiła odpowiadać na pytania nie udzielając odpowiedzi, więc z czasem dał sobie spokój z naciskaniem na to, by mówiła mu o większości rzeczy, które robi, gdy znika z zasięgu jego wzroku.
Tym razem tylko wiedział czemu wyfrunęła z namiotu zostawiając go samego. Doskonale wiedział jak łatwo jest ją rozdrażnić proponując zabawy z dziećmi. Tradycyjnie żartował, przecież gdy przemierzali Merkez kilkakrotnie obiecał jej, że młodocianych będzie trzymał od niej z daleka.
- Jestem spokojna, co? - parsknął pod nosem i przewrócił oczami wpatrując się w swoje ręce. - I oczywiście mam dobrą pamięć. Ostatni raz przypominałem jej obietnicę wczoraj. Starzeje się biedna.
Machnął ręką, jakby odganiając natrętną muchę i wrócił do rozpakowywania swoich bagaży. Poparzone dłonie bolały go trochę, ale nie miał czasu na siedzenie i martwienie się tym. Dzień trwał, minuty mijały, musiał się przygotować na swoje występy. Zabandażuje rany później, zresztą najpierw musiał znaleźć zapasowe bandaże, nie pamiętał, gdzie je wtrynił, za każdym razem były w innym miejscu. Jakby jakiś złośliwy chochlik przekładał je za każdym razem, w nadziei, że utrudni tym znacząco życie elfa.
Drgnął lekko, gdy nagle w wejściu do namiotu pojawiła czarnowłosa dziewczyna i zamrugał zdziwiony, gdy na jej ramieniu zauważył siedzącą Ashę. Samica feniksa rzadko tak spoufalała się z innymi ludźmi. Aidanowi sporo czasu zajęło przekonanie jej do siebie. Jednak w dziewczynie musiało być coś, co Asha uznała za wystarczające, by zapewne porozmawiać i przyprowadzić.
- O, znalazłaś Ashę - skomentował spokojnie i oderwał się od swoich rzeczy.
Dziewczyna nie odezwała się, ograniczyła się do prostego kiwnięcia głową. Małomówna z natury czy wstydliwa? Spytał się młodzieniec w myślach, jednak w tej chwili jego myśli zakłóciła Asha, która przeleciała szybko z ramienia dziewczyny i wylądowała obok niego.
- Zawstydzasz ją swoim głupim uśmiechem, wyglądasz jak zboczeniec - Prychnięcie, które usłyszał w swojej głowie rozbawiło go, ledwo zdusił śmiech.
- Czy ty aby nie przesadzasz moja droga? - odparł pewnie i skrzyżował ręce na piersi. - Ja tam nie widzę w sobie nic podejrzanego.
- Powinieneś w końcu dorosnąć...
- To nie ja biję ludzi, gdy mnie denerwują. - mruknął niewinnie i wzruszył ramionami. - Przecież wczoraj ci obiecałem, że dzieciaki się do ciebie nie zbliżą, a dziś tylko żartowałem.
- Przynajmniej coś zrobiłam, byś nie nabawił się żadnych zakażeń - fuknęła surowo. - Bo jak widzę nic nie zrobiłeś z oparzeniami tylko zająłeś się bzdetami. Annmea zaoferowała swoją pomoc.
- Oh? - Mężczyzna zwrócił się w stronę dziewczyny momentalnie przypominając sobie o jej obecności. Faktycznie, trzymała przy sobie torbę, najprawdopodobniej z ziołami i moździerz. - Czyli umiesz zrobić coś z tymi oparzeniami - odezwał się i przechylił głowę z zaciekawieniem przyglądając się przybyłej.
Ponownie odpowiedziała tylko kiwnięciem i bez zbędnych słów oraz ruchów zajęła się mieszaniem składników, które ze sobą przyniosła. Cisza trochę irytowała Aidana, ale nie zraził się małomównością Annmea'i, zapewne dziewczyna na początku była zamknięta w sobie. Z czasem powinna się otworzyć, zawsze tak jest z cichymi osobami. Usiadł więc blisko niej i przez chwilę obserwował, co robi.
- Może umilimy sobie ten czas rozmową? - zapytał w nadziei, że odezwie się choć na chwilę. - Jesteś jedną z artystek? - Usłyszał w swojej głowie westchnięcie z nutą politowania, na co uśmiechnął się szerzej rozbawiony. Asha zapewne sądziła, że szuka sobie ludzkiego towarzysza do dalszej podróży. Nie ukrywał, gdyby jakiś artysta, lub nawet osoba zajmująca się czymś innym, zechciała się do niego dołączyć z chęcią by na to przystał. Zwłaszcza pięknym damom nie umiałby odmówić.
- Można tak powiedzieć. Ale nie do końca. - Jej głos był delikatny i cichy, choć to drugie zapewne wynikało z zachowania Annmea'i wobec nieznajomych. Choć Aidan miał co do jej nieśmiałości wątpliwości, jej ruchy były pewne i dokładne. Nie wyglądała na onieśmieloną jego towarzystwem. - Może ty opowiesz mi coś o sobie? Skąd jesteś? I na ile zatrzymałeś się w Merkez? - zapytała szybko i skupiła się ponownie na tym co robiła.
Uniósł brew, ale nie oderwał spojrzenia od czarnowłosej. Rozsiadł się wygodniej i westchnął cicho.
- Asha pewnie już ci powiedziała jak się nazywam, niemniej pozwolę sobie przedstawić się raz jeszcze. Jestem Wielki Aidan, podróżny kuglarz i rybałt, jednak to jest raczej oczywiste. Jestem prostym podróżnikiem, pochodzenie nie ma dla mnie znaczenia. Od tak dawna jestem w podróży, że mogę tylko powiedzieć, że moim domem jest cały świat. - Przerwał na chwilę, by przemyśleć odpowiedź na ostatnie pytanie. - Na ile tu zostanę? Kto wie? Na dzień, dwa? Może na tydzień, jeśli będę chciał po jarmarku odpocząć. Zresztą bardzo tu ładnie, miło by było pozwiedzać okolicę. - Przeciągnął się leniwie. - Jeżeli chcesz jeszcze czegoś się dowiedzieć pytaj śmiało, mogę odpowiedzieć na wiele pytań. Jednak mogę teraz zapytać o ciebie? Co tak piękna dziewczyna robi na jarmarku, oprócz zajmowania się ranami nierozważnych ludzi? Mieszkasz gdzieś w okolicy? Czym zajmujesz się na co dzień?
Jarmarki niosły też ze sobą dłuższą przerwę. Bowiem, gdy już dobiegały końcowi, choć niektórzy kuglarze rozchodzili się w swoje strony, inni zostawali by odpocząć. Młody elf należał do tej drugiej grupy. Po aktywnie spędzonych dniach wolał porzucić na dzień lub kilka swoją pracę i oddać się błogiemu lenistwu. Z reguły poza miastem, by mieć święty spokój i ciszę dla siebie. Asha również cieszyła się z tego czasu, jednak nigdy nie chciała zdradzić swojemu przyjacielowi dlaczego. Nie żeby robiło mu różnicę czy wie, czy nie. Jego towarzyszka lubiła odpowiadać na pytania nie udzielając odpowiedzi, więc z czasem dał sobie spokój z naciskaniem na to, by mówiła mu o większości rzeczy, które robi, gdy znika z zasięgu jego wzroku.
Tym razem tylko wiedział czemu wyfrunęła z namiotu zostawiając go samego. Doskonale wiedział jak łatwo jest ją rozdrażnić proponując zabawy z dziećmi. Tradycyjnie żartował, przecież gdy przemierzali Merkez kilkakrotnie obiecał jej, że młodocianych będzie trzymał od niej z daleka.
- Jestem spokojna, co? - parsknął pod nosem i przewrócił oczami wpatrując się w swoje ręce. - I oczywiście mam dobrą pamięć. Ostatni raz przypominałem jej obietnicę wczoraj. Starzeje się biedna.
Machnął ręką, jakby odganiając natrętną muchę i wrócił do rozpakowywania swoich bagaży. Poparzone dłonie bolały go trochę, ale nie miał czasu na siedzenie i martwienie się tym. Dzień trwał, minuty mijały, musiał się przygotować na swoje występy. Zabandażuje rany później, zresztą najpierw musiał znaleźć zapasowe bandaże, nie pamiętał, gdzie je wtrynił, za każdym razem były w innym miejscu. Jakby jakiś złośliwy chochlik przekładał je za każdym razem, w nadziei, że utrudni tym znacząco życie elfa.
Drgnął lekko, gdy nagle w wejściu do namiotu pojawiła czarnowłosa dziewczyna i zamrugał zdziwiony, gdy na jej ramieniu zauważył siedzącą Ashę. Samica feniksa rzadko tak spoufalała się z innymi ludźmi. Aidanowi sporo czasu zajęło przekonanie jej do siebie. Jednak w dziewczynie musiało być coś, co Asha uznała za wystarczające, by zapewne porozmawiać i przyprowadzić.
- O, znalazłaś Ashę - skomentował spokojnie i oderwał się od swoich rzeczy.
Dziewczyna nie odezwała się, ograniczyła się do prostego kiwnięcia głową. Małomówna z natury czy wstydliwa? Spytał się młodzieniec w myślach, jednak w tej chwili jego myśli zakłóciła Asha, która przeleciała szybko z ramienia dziewczyny i wylądowała obok niego.
- Zawstydzasz ją swoim głupim uśmiechem, wyglądasz jak zboczeniec - Prychnięcie, które usłyszał w swojej głowie rozbawiło go, ledwo zdusił śmiech.
- Czy ty aby nie przesadzasz moja droga? - odparł pewnie i skrzyżował ręce na piersi. - Ja tam nie widzę w sobie nic podejrzanego.
- Powinieneś w końcu dorosnąć...
- To nie ja biję ludzi, gdy mnie denerwują. - mruknął niewinnie i wzruszył ramionami. - Przecież wczoraj ci obiecałem, że dzieciaki się do ciebie nie zbliżą, a dziś tylko żartowałem.
- Przynajmniej coś zrobiłam, byś nie nabawił się żadnych zakażeń - fuknęła surowo. - Bo jak widzę nic nie zrobiłeś z oparzeniami tylko zająłeś się bzdetami. Annmea zaoferowała swoją pomoc.
- Oh? - Mężczyzna zwrócił się w stronę dziewczyny momentalnie przypominając sobie o jej obecności. Faktycznie, trzymała przy sobie torbę, najprawdopodobniej z ziołami i moździerz. - Czyli umiesz zrobić coś z tymi oparzeniami - odezwał się i przechylił głowę z zaciekawieniem przyglądając się przybyłej.
Ponownie odpowiedziała tylko kiwnięciem i bez zbędnych słów oraz ruchów zajęła się mieszaniem składników, które ze sobą przyniosła. Cisza trochę irytowała Aidana, ale nie zraził się małomównością Annmea'i, zapewne dziewczyna na początku była zamknięta w sobie. Z czasem powinna się otworzyć, zawsze tak jest z cichymi osobami. Usiadł więc blisko niej i przez chwilę obserwował, co robi.
- Może umilimy sobie ten czas rozmową? - zapytał w nadziei, że odezwie się choć na chwilę. - Jesteś jedną z artystek? - Usłyszał w swojej głowie westchnięcie z nutą politowania, na co uśmiechnął się szerzej rozbawiony. Asha zapewne sądziła, że szuka sobie ludzkiego towarzysza do dalszej podróży. Nie ukrywał, gdyby jakiś artysta, lub nawet osoba zajmująca się czymś innym, zechciała się do niego dołączyć z chęcią by na to przystał. Zwłaszcza pięknym damom nie umiałby odmówić.
- Można tak powiedzieć. Ale nie do końca. - Jej głos był delikatny i cichy, choć to drugie zapewne wynikało z zachowania Annmea'i wobec nieznajomych. Choć Aidan miał co do jej nieśmiałości wątpliwości, jej ruchy były pewne i dokładne. Nie wyglądała na onieśmieloną jego towarzystwem. - Może ty opowiesz mi coś o sobie? Skąd jesteś? I na ile zatrzymałeś się w Merkez? - zapytała szybko i skupiła się ponownie na tym co robiła.
Uniósł brew, ale nie oderwał spojrzenia od czarnowłosej. Rozsiadł się wygodniej i westchnął cicho.
- Asha pewnie już ci powiedziała jak się nazywam, niemniej pozwolę sobie przedstawić się raz jeszcze. Jestem Wielki Aidan, podróżny kuglarz i rybałt, jednak to jest raczej oczywiste. Jestem prostym podróżnikiem, pochodzenie nie ma dla mnie znaczenia. Od tak dawna jestem w podróży, że mogę tylko powiedzieć, że moim domem jest cały świat. - Przerwał na chwilę, by przemyśleć odpowiedź na ostatnie pytanie. - Na ile tu zostanę? Kto wie? Na dzień, dwa? Może na tydzień, jeśli będę chciał po jarmarku odpocząć. Zresztą bardzo tu ładnie, miło by było pozwiedzać okolicę. - Przeciągnął się leniwie. - Jeżeli chcesz jeszcze czegoś się dowiedzieć pytaj śmiało, mogę odpowiedzieć na wiele pytań. Jednak mogę teraz zapytać o ciebie? Co tak piękna dziewczyna robi na jarmarku, oprócz zajmowania się ranami nierozważnych ludzi? Mieszkasz gdzieś w okolicy? Czym zajmujesz się na co dzień?
Annmea?
wtorek, 19 września 2017
Od Annmea'i do Elandrin'a
W końcu dostałam cały weekend wolnego. Mogłam odwiedzić przyjaciół w mieście. Obudziłam się wcześniej przed służbą. Tak byłam szczęśliwa, że pozwoliłam sobie na użycie magii. Przeniosłam wodę z studni do kotła. Rozpaliłam ogień pstryknięciem palców. Potem zaniosłam ciepłą wodę do misek. Zaczęłam dzwonić dzwonem, aby obudzić służące.
- Wstawajcie! Jest już świt! Pani Naema was skrzyczy!
W czasie kiedy powoli zbierali się z łóżek wypełniłam miski ciepłą wodą. Różowy poblask powoli wypełniał ogromną komnatę. Pod jej sufitem suszyło się pranie.
- Tobie to dobrze... - zaczęła narzekać Anna.
Wzruszyłam ramionami wiążąc buty. Doskonale wiedziałam po co Naema się mnie stąd pozbywała. Musiała dziś zadecydować o moim dalszym losie. Przygładziłam spodnie i porządnie zasznurowałam skórzaną kamizelkę.
- Znów będziesz się zadawać z tymi cyganami? - zaszeptała mi Saya.
Podskoczyłam na dźwięk jej głosu. Po co się pytała. Wiedziała doskonale, że w mieście nie miałam nikogo innego niż oni. A na dodatek zaczynał się jarmark! I ja bym miała to przegapić? W życiu! Narzuciłam płaszcz na ramiona i wyszłam tylnym wyjściem. Wróciłam się jeszcze do piwnic. Zgarnęłam wcześniej z kuchni trochę resztek i nakarmiłam nimi szczury, które szeptały mi nowinki z zamku. Zebrałam kilka książek, wyciągnęłam trochę pęczków ziół, kilka rolek bandaży i wyszłam. Szłam powoli dróżką do miasta. Trawa w rowach wciąż błyszczała rosą. Ale ponad drogą zaczął już unosić się kurz.
- O witaj Meo! - zawołał wesoło dostawca.
- Dzień dobry... - mruknęłam cicho.
- Widzę, że masz wolne. Wsiadaj dziś letnie przesilenie więc dostawa była większa i mam sporo miejsca. - rzekł zatrzymując wóz.
Pomógł mi na niego wsiąść. Chciał wziąć ode mnie torbę. Jednak mocno ścisnęłam jej pasek i mu na to nie pozwoliłam. Lepiej, aby nikt jej nie dotykał. Kiedy dotarliśmy do miasta szybko się z nim pożegnałam. Przełożyłam pieniądze od skrytki w cholewie buta. Mimo wczesnej pory na ulicach było mnóstwo ludzi. Przyłączyłam się do wesołej ciżby. Ale szybko wymknęłam się z tłumu. Ruszyłam znanymi mi już uliczkami. Po godzinie kluczenia wyszłam na otwartą przestrzeń, prosto do poletka namiotowego cyganów i innych artystów. Na przywitanie wybiegła mi Leita. Zarzuciła ramiona na szyję. Mimo drobnej budowy miała siłę małego byczka. Wywróciłam się w kurz.
- Lei! - zawołałam.
Dziewczyna nawet nie myślała, żeby ze mnie zejść.
- Farian'ie! - krzyknęłam przywołując na pomoc mężczyznę.
Po chwili siwa głowa przyjaciela rodziny wychyliła się z namiotu. Spojrzał na nas swoimi jasnymi oczami.
- Leita! Zejdź w tej chwili z Meii. Dopiero przyszła. A ty już nie dajesz jej oddychać. - skarcił ją.
Dziewczyna naburmuszyła się, ale wstała i ruszyła do drugiego namiotu. Zdmuchnęłam samotne pasmo z oczu. Farian wyciągnął do mnie dłoń i pomagając mi wstać. Zauważyłam, że wszyscy już zaczęli się przyglądać. Ale nie z wścibstwem, a od tak ze zwykłej ciekawości.
- Cieszę się, że udało ci się wyrwać z służby. Niech ci się przyjrzę. - rzekł oglądając mnie. - Urosłaś. Mogę przysiąc, że ostatnio byłaś niższa.
Zaśmiałam się z jego szczerych słów. Mocno go przytuliłam.
- Stęskniłam się za tobą. Cieszę się widząc cię w dobrym zdrowiu.
Mężczyzna jedynie się roześmiał. Kiedy prowadził mnie do głównego namiotu zdążyłam zauważyć, że do miasta przybyło wielu nowych artystów. Moją uwagę przykuł samotny, kolorowy namiot na uboczu. Nie tak daleko, żeby powiedzieć innym by się nie zbliżali, ale na tyle daleko żeby mieć większą prywatność. Po ustaleniu kolejności występów podpytywałam o nowych artystów.
- I tak jesteś wcześniej niż się nam wydawało. Do rozpoczęcia prób jeszcze trochę czasu idź. Pospaceruj. Potem będziesz ciężko pracować. - Rzekł Reinair, syn Farian'a.
Kiwnęłam lekko głową. Wyszłam z namiotu zabierając książkę o ziołach. Usiadłam pod rosłym dębem. Coś zaszemrało w konarach. Uniosłam wzrok i ujrzałam złociste oczy. Nie należały na pewno do kota. Chciałam się bliżej przyjrzeć niezwykłemu stworzeniu. Położyłam książkę na trawie i złapałam się najniższego konaru. Zaczęłam się wspinać i już po paru krokach zrównałam się, jak się okazało, ptakiem. Usiadłam na konarze na przeciwko niego. A raczej niej. Poznałam to w jej oczach. Dumna to zdecydowanie dominująca u niej cecha.
- Witaj. - rzekłam w odpowiednim dialekcie.
Nie musisz mówić w tym dialekcie. Ja cię doskonale zrozumiem we wspólnej.
Tak zaskoczył mnie jej piękny głos w mojej głowie, że prawie spadłam. Musiałam mocniej przytrzymać się gałęzi.
- Kim jesteś? Nigdy nie widziałam tak innego stworzenia od innych. - rzekłam już w Wspólnej Mowie.
Bo ja jestem wyjątkowa. Jestem feniksem.
"Feniks!" to słowo odbiło się w mojej głowie echem. Od razu przypomniałam sobie co czytałam o tych stworzeniach. "O ognistym charakterze." To zdanie na pewno je opisywało.
- Bądź więc pozdrowiona ognista pani. - rzekłam przypominając sobie frazesy. - Tyś, która ujarzmiła ogień, czyniąc go sobie poddanym.
W mojej głowie rozbrzmiał niezwykły, perlisty śmiech.
Daruj sobie te słowa. Nawet Aidan tak do mnie nie powiedział przy pierwszym spotkaniu.
- Aidan? Twój przyjaciel? Ten co mieszka w tym namiocie z boku obozowiska?
Ciekawe... Jesteś jedną z niewielu, którzy nie uważają, że Aidan to mój pan. W sumie powinnam już wrócić. I przydałaby się mu pomoc... Trochę go oparzyłam.
Mogłam przysiąc, że się uśmiechnęła. Kiwnęłam lekko głową.
- Znam się na ziołach. Umiem przygotować maść na oparzenia. - powiedziałam.
Zielarka?
- Nie. Służąca. Ale to długa historia. - rzekłam lekko wymijająco. - Spotkajmy się przy głównym namiocie cyganów. Mam tam swoje rzeczy.
Feniks kiwnął głową. Wzbił się w powietrze, podczas kiedy ja ostrożnie zeszłam na ziemię. Na ostatnim konarze poślizgnęła mi się stopa i spadłam na trawę.
Jesteś niezdarna. Usłyszałam w głowie jej słowa. Jednak to było jedynie stwierdzenie. Nie nagana. Podniosłam książkę i ruszyłam do namiotu. Wzięłam torbę i poprosiłam o moździerz.
- Już ktoś sobie krzywdę zrobił? A to przecież dopiero początek dnia! - zaczął narzekać syn Farian'a.
Uśmiechnęłam się do niego lekko. Nabrałam wody w miejscu, gdzie wiedziałam, że na pewno jest czysta. Kiedy szłam do namiotu przyjaciela feniksicy, poczułam jak siada mi na ramieniu.
Dali ci jakieś imię? spytała mnie nagle.
I równie nagle mnie olśniło. Nie przedstawiłam się jej!
- Mam na imię Annmea, jednak wołają na mnie Mea.. I tak właściwie się wszystkim przedstawiam.- rzekłam.
Asha. usłyszałam słowa stworzenia. Widać podała swoje imię. Milczała przez resztę drogi. Weszłam do namiotu. Uniosłam połę, żeby do środka wpuścić trochę powietrza.
- O znalazłaś Ashę- rzekł męski głos, zapewne należący do Aidan'a.
Kiwnęłam jedynie głową. Ptak zeskoczył z mojego ramienia i wylądował obok chłopaka. Między nimi nastąpiła wymiana zdań. Tylko jednostronna. Bo nie słyszałam już słów Ashy.
- Czyli umiesz zrobić coś z tymi oparzeniami. - rzekł w końcu Aidan, zwracając na mnie uwagę.
Jedynie kiwnęłam głową. Otworzyłam torbę i wyciągnęłam kilka składników. Wrzuciłam je do moździerza, dolałam odrobinę wody i zaczęłam wszystko rozcierać.
- Może umilimy sobie ten czas rozmową? - rzekł chłopak z uśmiechem. - Jesteś jedną z artystek?
- Można tak powiedzieć. Ale nie do końca. - mruknęłam pod nosem. - Może ty opowiesz mi coś o sobie? Skąd jesteś? I na ile zatrzymałeś się w Merkez? - wyrzuciłam szybko z siebie te pytania, aby nie mógł mnie o nic więcej zapytać. Zajęłam się swoim zadaniem. Uniosłam dłoń nad prawie zmieloną papkę. Wyszeptałam kilka słów i zielonkawa maź przez chwilę zajaśniała niebiesko. Jedynie Asha posłała mi zaciekawione spojrzenie. "Przyśpieszy gojenie." Przesłałam jej swoje myśli. Usłyszałam jakiś ruch za plecami. Kątem oka zobaczyłam, że chłopak zmienił pozycję, aby mu było wygodnie. Teraz lepiej mogłam zobaczyć oparzenia. Nie były jakoś bardzo poważne, ale jednak musiały być bolesne. Czułam się przez niego obserwowana. Zachowywałam jednak czujność. Byłam na swoim terenie. Zajęłam się ucieraniem ziół, aby wszystkie składniki dobrze się połączyły.
<Aidan?>
- Wstawajcie! Jest już świt! Pani Naema was skrzyczy!
W czasie kiedy powoli zbierali się z łóżek wypełniłam miski ciepłą wodą. Różowy poblask powoli wypełniał ogromną komnatę. Pod jej sufitem suszyło się pranie.
- Tobie to dobrze... - zaczęła narzekać Anna.
Wzruszyłam ramionami wiążąc buty. Doskonale wiedziałam po co Naema się mnie stąd pozbywała. Musiała dziś zadecydować o moim dalszym losie. Przygładziłam spodnie i porządnie zasznurowałam skórzaną kamizelkę.
- Znów będziesz się zadawać z tymi cyganami? - zaszeptała mi Saya.
Podskoczyłam na dźwięk jej głosu. Po co się pytała. Wiedziała doskonale, że w mieście nie miałam nikogo innego niż oni. A na dodatek zaczynał się jarmark! I ja bym miała to przegapić? W życiu! Narzuciłam płaszcz na ramiona i wyszłam tylnym wyjściem. Wróciłam się jeszcze do piwnic. Zgarnęłam wcześniej z kuchni trochę resztek i nakarmiłam nimi szczury, które szeptały mi nowinki z zamku. Zebrałam kilka książek, wyciągnęłam trochę pęczków ziół, kilka rolek bandaży i wyszłam. Szłam powoli dróżką do miasta. Trawa w rowach wciąż błyszczała rosą. Ale ponad drogą zaczął już unosić się kurz.
- O witaj Meo! - zawołał wesoło dostawca.
- Dzień dobry... - mruknęłam cicho.
- Widzę, że masz wolne. Wsiadaj dziś letnie przesilenie więc dostawa była większa i mam sporo miejsca. - rzekł zatrzymując wóz.
Pomógł mi na niego wsiąść. Chciał wziąć ode mnie torbę. Jednak mocno ścisnęłam jej pasek i mu na to nie pozwoliłam. Lepiej, aby nikt jej nie dotykał. Kiedy dotarliśmy do miasta szybko się z nim pożegnałam. Przełożyłam pieniądze od skrytki w cholewie buta. Mimo wczesnej pory na ulicach było mnóstwo ludzi. Przyłączyłam się do wesołej ciżby. Ale szybko wymknęłam się z tłumu. Ruszyłam znanymi mi już uliczkami. Po godzinie kluczenia wyszłam na otwartą przestrzeń, prosto do poletka namiotowego cyganów i innych artystów. Na przywitanie wybiegła mi Leita. Zarzuciła ramiona na szyję. Mimo drobnej budowy miała siłę małego byczka. Wywróciłam się w kurz.
- Lei! - zawołałam.
Dziewczyna nawet nie myślała, żeby ze mnie zejść.
- Farian'ie! - krzyknęłam przywołując na pomoc mężczyznę.
Po chwili siwa głowa przyjaciela rodziny wychyliła się z namiotu. Spojrzał na nas swoimi jasnymi oczami.
- Leita! Zejdź w tej chwili z Meii. Dopiero przyszła. A ty już nie dajesz jej oddychać. - skarcił ją.
Dziewczyna naburmuszyła się, ale wstała i ruszyła do drugiego namiotu. Zdmuchnęłam samotne pasmo z oczu. Farian wyciągnął do mnie dłoń i pomagając mi wstać. Zauważyłam, że wszyscy już zaczęli się przyglądać. Ale nie z wścibstwem, a od tak ze zwykłej ciekawości.
- Cieszę się, że udało ci się wyrwać z służby. Niech ci się przyjrzę. - rzekł oglądając mnie. - Urosłaś. Mogę przysiąc, że ostatnio byłaś niższa.
Zaśmiałam się z jego szczerych słów. Mocno go przytuliłam.
- Stęskniłam się za tobą. Cieszę się widząc cię w dobrym zdrowiu.
Mężczyzna jedynie się roześmiał. Kiedy prowadził mnie do głównego namiotu zdążyłam zauważyć, że do miasta przybyło wielu nowych artystów. Moją uwagę przykuł samotny, kolorowy namiot na uboczu. Nie tak daleko, żeby powiedzieć innym by się nie zbliżali, ale na tyle daleko żeby mieć większą prywatność. Po ustaleniu kolejności występów podpytywałam o nowych artystów.
- I tak jesteś wcześniej niż się nam wydawało. Do rozpoczęcia prób jeszcze trochę czasu idź. Pospaceruj. Potem będziesz ciężko pracować. - Rzekł Reinair, syn Farian'a.
Kiwnęłam lekko głową. Wyszłam z namiotu zabierając książkę o ziołach. Usiadłam pod rosłym dębem. Coś zaszemrało w konarach. Uniosłam wzrok i ujrzałam złociste oczy. Nie należały na pewno do kota. Chciałam się bliżej przyjrzeć niezwykłemu stworzeniu. Położyłam książkę na trawie i złapałam się najniższego konaru. Zaczęłam się wspinać i już po paru krokach zrównałam się, jak się okazało, ptakiem. Usiadłam na konarze na przeciwko niego. A raczej niej. Poznałam to w jej oczach. Dumna to zdecydowanie dominująca u niej cecha.
- Witaj. - rzekłam w odpowiednim dialekcie.
Nie musisz mówić w tym dialekcie. Ja cię doskonale zrozumiem we wspólnej.
Tak zaskoczył mnie jej piękny głos w mojej głowie, że prawie spadłam. Musiałam mocniej przytrzymać się gałęzi.
- Kim jesteś? Nigdy nie widziałam tak innego stworzenia od innych. - rzekłam już w Wspólnej Mowie.
Bo ja jestem wyjątkowa. Jestem feniksem.
"Feniks!" to słowo odbiło się w mojej głowie echem. Od razu przypomniałam sobie co czytałam o tych stworzeniach. "O ognistym charakterze." To zdanie na pewno je opisywało.
- Bądź więc pozdrowiona ognista pani. - rzekłam przypominając sobie frazesy. - Tyś, która ujarzmiła ogień, czyniąc go sobie poddanym.
W mojej głowie rozbrzmiał niezwykły, perlisty śmiech.
Daruj sobie te słowa. Nawet Aidan tak do mnie nie powiedział przy pierwszym spotkaniu.
- Aidan? Twój przyjaciel? Ten co mieszka w tym namiocie z boku obozowiska?
Ciekawe... Jesteś jedną z niewielu, którzy nie uważają, że Aidan to mój pan. W sumie powinnam już wrócić. I przydałaby się mu pomoc... Trochę go oparzyłam.
Mogłam przysiąc, że się uśmiechnęła. Kiwnęłam lekko głową.
- Znam się na ziołach. Umiem przygotować maść na oparzenia. - powiedziałam.
Zielarka?
- Nie. Służąca. Ale to długa historia. - rzekłam lekko wymijająco. - Spotkajmy się przy głównym namiocie cyganów. Mam tam swoje rzeczy.
Feniks kiwnął głową. Wzbił się w powietrze, podczas kiedy ja ostrożnie zeszłam na ziemię. Na ostatnim konarze poślizgnęła mi się stopa i spadłam na trawę.
Jesteś niezdarna. Usłyszałam w głowie jej słowa. Jednak to było jedynie stwierdzenie. Nie nagana. Podniosłam książkę i ruszyłam do namiotu. Wzięłam torbę i poprosiłam o moździerz.
- Już ktoś sobie krzywdę zrobił? A to przecież dopiero początek dnia! - zaczął narzekać syn Farian'a.
Uśmiechnęłam się do niego lekko. Nabrałam wody w miejscu, gdzie wiedziałam, że na pewno jest czysta. Kiedy szłam do namiotu przyjaciela feniksicy, poczułam jak siada mi na ramieniu.
Dali ci jakieś imię? spytała mnie nagle.
I równie nagle mnie olśniło. Nie przedstawiłam się jej!
- Mam na imię Annmea, jednak wołają na mnie Mea.. I tak właściwie się wszystkim przedstawiam.- rzekłam.
Asha. usłyszałam słowa stworzenia. Widać podała swoje imię. Milczała przez resztę drogi. Weszłam do namiotu. Uniosłam połę, żeby do środka wpuścić trochę powietrza.
- O znalazłaś Ashę- rzekł męski głos, zapewne należący do Aidan'a.
Kiwnęłam jedynie głową. Ptak zeskoczył z mojego ramienia i wylądował obok chłopaka. Między nimi nastąpiła wymiana zdań. Tylko jednostronna. Bo nie słyszałam już słów Ashy.
- Czyli umiesz zrobić coś z tymi oparzeniami. - rzekł w końcu Aidan, zwracając na mnie uwagę.
Jedynie kiwnęłam głową. Otworzyłam torbę i wyciągnęłam kilka składników. Wrzuciłam je do moździerza, dolałam odrobinę wody i zaczęłam wszystko rozcierać.
- Może umilimy sobie ten czas rozmową? - rzekł chłopak z uśmiechem. - Jesteś jedną z artystek?
- Można tak powiedzieć. Ale nie do końca. - mruknęłam pod nosem. - Może ty opowiesz mi coś o sobie? Skąd jesteś? I na ile zatrzymałeś się w Merkez? - wyrzuciłam szybko z siebie te pytania, aby nie mógł mnie o nic więcej zapytać. Zajęłam się swoim zadaniem. Uniosłam dłoń nad prawie zmieloną papkę. Wyszeptałam kilka słów i zielonkawa maź przez chwilę zajaśniała niebiesko. Jedynie Asha posłała mi zaciekawione spojrzenie. "Przyśpieszy gojenie." Przesłałam jej swoje myśli. Usłyszałam jakiś ruch za plecami. Kątem oka zobaczyłam, że chłopak zmienił pozycję, aby mu było wygodnie. Teraz lepiej mogłam zobaczyć oparzenia. Nie były jakoś bardzo poważne, ale jednak musiały być bolesne. Czułam się przez niego obserwowana. Zachowywałam jednak czujność. Byłam na swoim terenie. Zajęłam się ucieraniem ziół, aby wszystkie składniki dobrze się połączyły.
<Aidan?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)