Nie czekając dłużej, ruszyłam ku łaźni, zarzucając sobie materiał na ramię.
- Zużyję ci całą - oznajmiłam zadowolona i zamknęłam za sobą drzwi. Tak dawno nie myłam się ciepłą wodą... jeśli nie korzystałam z publicznych łaźni z zimną wodą, brałam kąpiel w jeziorze czy wodospadzie, by chociaż zmyć z siebie smród. To była jedna wada, która przeszkadzała mi w życiu; brak własnej ciepłej wody. Gdy ciecz oblała moje nagie ciało, poczułam się jak w niebie. To było całkowicie inne uczucie, niż przy lodowatej wodzie, w której nie chciałeś spędzić więcej, niż trzy minuty. W tej chwili zamarzył mi się własny dom, taki mały, cztery szare ściany, ale z własną łaźnią... może by kupić sobie jakiś i osiedlić się gdzieś na stałe?
Siedziałam w pomieszczeniu dobrą godzinę i wcale nie zużyłam mu wody, wręcz przeciwnie. Uszanowałam jego słowa, dotyczące niemarnowania wody i starałam się wykorzystać jej jak najmniej - dlatego praktycznie polewałam się gorącą wodą, której temperatura była dla mnie idealna. Przez resztę czasu, po prostu sobie siedziałam i cieszyłam się ciepłem wokół. Gdy dobiegł do mnie odgłos pukania w drzwi i pytanie, czy żyję, zaczęłam się zbierać. Ostatni raz poczułam na sobie krople gorącej cieczy, starając się zapamiętać to przyjemne uczucie. Wróciłam do swoich ubrań i wyszłam z łaźni.
- Ciepła woda się skończyła! - oznajmiłam wchodząc do pokoju. Musiał siedzieć w kuchni, skoro go tutaj nie było. Skłamałam jeśli chodzi o wodę, chciałam po prostu, by uwierzył w to kłamstwo i nalał sobie najgorętszej wody myśląc, że to ostatnie resztki ciepłej. Chciałam sobie po prostu z niego pożartować.
Wskoczyłam na jego wolne łóżko i wygodnie się w nim ułożyłam. By nie stracić ciepła po wodzie, owinęłam się w kołdrę niczym naleśnik. Zamknęłam oczy i oddałam się chwili.
- Nie za wygodnie? - usłyszałam ponury głos Cyrka. - Chyba nie sądzisz, że będziesz spała na moim łóżku - mruknął. Nie spojrzałam na niego, zamiast tego posłałam mu uśmiech.
- Przecież wiem. Daj mi tu chwilę poleżeć, tak dawno nie miałam styczności z czymś tak miękkim. Jak będziesz chciał się położyć, daj znać. Ja śpię na górze.
- Na górze? Chyba nie zauważyłaś, ale to nie jest piętrowe łóżko - otworzyłam jedno oko.
- Uważasz, że jestem głupia? - zaśmiałam się. Użyłam mocy; zamieniłam się w ducha i uniosłam ponad łóżko, ale bez kołdry. - Często śpię w powietrzu, na wypadek jakichś zwierząt. Nie mam ochoty czatować w nocy i dorzucać do ogniska, by je odstraszyć - po zademonstrowaniu mojego sposobu snu, wróciłam na łóżko i do kołderki.
<Cyrus?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smocze złoto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smocze złoto. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 19 czerwca 2018
Od Cyrusa do Ashley
Zmierzyłem ją pobieżnie wzrokiem, z każdą sekundą coraz bardziej upewniając się w przekonaniu, że jednak proponowanie dziewczynie przyjść do mego domu to był pomysł nie o tyle zły, co aż fatalny. Jak to się mówi, co się stało, to się nie odstanie. Klamka zapadła. Kości zostały rzucone i tysiąc innych epitetów, które mogłyby opisać daną sytuację. Dlatego machnąłem ręką na słowa dziewczyny, po czym podszedłem do komody. Otworzyłem jedną z szuflad i zacząłem przeglądać jej zawartość.
— Naprzeciwko sypialni znajduje się łaźnia — mruknąłem jakby od niechcenia. Wnioskując po trzasku paneli podłogowych, towarzyszącemu przenoszenia ciężaru z jednej nogi na drugą, dziewczyna musiała się już nudzić. Nie zwróciłem na to wybitnej uwagi, bo cierpliwość jest cnotą, którą trzeba wyrobić sobie tak czy owak. A jeśli komuś brakuje tej cechy... Cóż. Któżby był lepszym obiektem do trenowania swego charakteru niż uparty smok?
Po chwili poszukiwań, odnalazłem to, czego szukałem. Obróciłem w palcach miękki materiał, ukradkowo nawet nabierając w nozdrza woń. Przywodziła ona na myśl las, pola oraz kwiaty, rosnące w pełnym słońcu. Co za tym szło, również dom, jego okolice i wszystko, co zostało mi odebrane przez własną, głupią decyzję. Nie chcąc coraz bardziej zatracać się w przeszłości, rzuciłem tkaninę w stronę Ashley, po czym odwróciłem się. Dziewczyna oglądała właśnie obiekt w swoich ramionach, unosząc pytająco brwi. Splotłem ręce za plecami, po czym minąłem ją, kierując się do kuchni. W progu zatrzymałem się i zerknąłem przez ramię na towarzyszkę.
— Oszczędzaj tylko wodę.
< Ash?>
— Naprzeciwko sypialni znajduje się łaźnia — mruknąłem jakby od niechcenia. Wnioskując po trzasku paneli podłogowych, towarzyszącemu przenoszenia ciężaru z jednej nogi na drugą, dziewczyna musiała się już nudzić. Nie zwróciłem na to wybitnej uwagi, bo cierpliwość jest cnotą, którą trzeba wyrobić sobie tak czy owak. A jeśli komuś brakuje tej cechy... Cóż. Któżby był lepszym obiektem do trenowania swego charakteru niż uparty smok?
Po chwili poszukiwań, odnalazłem to, czego szukałem. Obróciłem w palcach miękki materiał, ukradkowo nawet nabierając w nozdrza woń. Przywodziła ona na myśl las, pola oraz kwiaty, rosnące w pełnym słońcu. Co za tym szło, również dom, jego okolice i wszystko, co zostało mi odebrane przez własną, głupią decyzję. Nie chcąc coraz bardziej zatracać się w przeszłości, rzuciłem tkaninę w stronę Ashley, po czym odwróciłem się. Dziewczyna oglądała właśnie obiekt w swoich ramionach, unosząc pytająco brwi. Splotłem ręce za plecami, po czym minąłem ją, kierując się do kuchni. W progu zatrzymałem się i zerknąłem przez ramię na towarzyszkę.
— Oszczędzaj tylko wodę.
< Ash?>
niedziela, 3 czerwca 2018
Od Ashley do Cyrusa
Spojrzałam w stronę chłopaka, siedzącego na klaczy. Dość długo zajęło mu wypowiedzenie tych słów; wyglądał, jakby się nad czymś zastnawiał, nie ruszał się z miejsca i dopiero po jakimś czasie się odezwał i poruszył koniem. Lekko się uśmiechnęłam, zastanawiając się nad propozycję.
- A masz wygodne łóżko? Bo mimo wszystko ziemia i trawa jest miękciejsza od podłogi – powiedziałam oczekując pozytywnej odpowiedzi. Cyrus wyglądał na zdziwionego tym pytaniem, ale skinął głową. Uśmiechnęłam się szeroko. - Więc skorzystam z okazji. Rzadko śpie w domach – "a raczej nigdy" poprawiłam się w myślach. Wstałam z ziemii i chwyciłam wodze Ramzesa. Pociągnęłam go w kierunku towarzyszy, gdy gdzieś w oddali niebo zabłysnęło białym blaskiem, a po chwili usłyszeliśmy grzmot, charakterystyczny dla zbliżajacej się burzy. Wskoczyłam na ogiera. - Świetne wyczucie czasu – pochwaliłam go.
Podczas drogi do miasta, burza była coraz bliżej. Zastanawiałam się, czy to moja wina (czy to możliwe, że przyzwałam tak szaloną pogodę, bez żadnych magicznych zdolności czarownic i innych wiedźm?), czy może zwykły przypadek. Gdy kopyta uderzały o betonową posadzkę, zaczęły spadać pierwsze krople. Pospiewszyliśmy konie do kłusa, a gdy stajnia była już blisko, przeszliśmy do galopu. Mimo, iż mój ogier powinien już zostać stąd wypisany i nie powinno go tu być, wątpię, by ktokolwiek skapnął się, że Ramzes przesiaduje tutaj nielegalnie. Zostawiając konie w boksach z jedzeniem i wodą, wyszliśmy ze stajni. W tej chwili lunął porządny deszcz, biegiem wpadliśmy do jego sklepu, nieco dysząc. Machnięciem ręki zebrałam wodę z twarzy i ruszyłem za Cyrusem, który podążał po schodach. Gdy znaleźliśmy się w jego lokum, zdjęłam buty i ruszyłąm do salonu. Byłam bliska rzucenia się na łóżko, ale mnie powstrzymał.
- Jesteś cała mokra, nie kładź się – odwróciłam się w jego stronę przewracajac oczami.
- I tak to potem zrobię. Ostatnim razem na łóżku leżałam... parę miesięcy temu – stwierdziłam.
<Cyrus?>
- A masz wygodne łóżko? Bo mimo wszystko ziemia i trawa jest miękciejsza od podłogi – powiedziałam oczekując pozytywnej odpowiedzi. Cyrus wyglądał na zdziwionego tym pytaniem, ale skinął głową. Uśmiechnęłam się szeroko. - Więc skorzystam z okazji. Rzadko śpie w domach – "a raczej nigdy" poprawiłam się w myślach. Wstałam z ziemii i chwyciłam wodze Ramzesa. Pociągnęłam go w kierunku towarzyszy, gdy gdzieś w oddali niebo zabłysnęło białym blaskiem, a po chwili usłyszeliśmy grzmot, charakterystyczny dla zbliżajacej się burzy. Wskoczyłam na ogiera. - Świetne wyczucie czasu – pochwaliłam go.
Podczas drogi do miasta, burza była coraz bliżej. Zastanawiałam się, czy to moja wina (czy to możliwe, że przyzwałam tak szaloną pogodę, bez żadnych magicznych zdolności czarownic i innych wiedźm?), czy może zwykły przypadek. Gdy kopyta uderzały o betonową posadzkę, zaczęły spadać pierwsze krople. Pospiewszyliśmy konie do kłusa, a gdy stajnia była już blisko, przeszliśmy do galopu. Mimo, iż mój ogier powinien już zostać stąd wypisany i nie powinno go tu być, wątpię, by ktokolwiek skapnął się, że Ramzes przesiaduje tutaj nielegalnie. Zostawiając konie w boksach z jedzeniem i wodą, wyszliśmy ze stajni. W tej chwili lunął porządny deszcz, biegiem wpadliśmy do jego sklepu, nieco dysząc. Machnięciem ręki zebrałam wodę z twarzy i ruszyłem za Cyrusem, który podążał po schodach. Gdy znaleźliśmy się w jego lokum, zdjęłam buty i ruszyłąm do salonu. Byłam bliska rzucenia się na łóżko, ale mnie powstrzymał.
- Jesteś cała mokra, nie kładź się – odwróciłam się w jego stronę przewracajac oczami.
- I tak to potem zrobię. Ostatnim razem na łóżku leżałam... parę miesięcy temu – stwierdziłam.
<Cyrus?>
czwartek, 31 maja 2018
Od Cyrusa do Ashley
Obserwowałem ją przez ramię, jak szykuje się do spania. Czy co ona tam robi, aby zregenerować siły. Czułem, że coś jest z Ashley nie tak, że nie jest zwykłym człowiekiem. Ha, a kiedy ja ostatnio spotkałem zwykłego człowieka? Chyba kilka tygodni temu. Nawet mój dostawca produktów do sklepu okazał się jakąś tam krzyżówką elfa i jakiegoś innego stworzenia. Zdziwilłem się wtedy totalnie i dopiero po chwili zauważyłem, że rzeczywiście, jego uszy są jakieś takie bardziej zaostrzone.
— No to.. — Mruknąłem, głaszcząc Kelpie po boku — Chyba się będę zbierał, nie?
— No to.. — Mruknąłem, głaszcząc Kelpie po boku — Chyba się będę zbierał, nie?
Ash wzruszyła ramionami, zbyt zajęta tym, co miała do zrobienia. Stałem jeszcze chwilę jak ostatni przegryw, walcząc ze sobą i myślami. Miałem ją tam zostawić? A co jak się coś dziewczynie stanie? Jednak, z drugiej strony, gdybym ją zabrał dziewczę do siebie, musiałbym wydać więcej na jedzenie. A nie dajcie bogowie w niebiosa, że najemca by to zobaczył!
Zastrzegłem się przecież, że nikogo sprowadzać nie będę.
W ten sposób, plusy przeważyły nad minusami. Byłem już gotowy do powrotu do miasta, siedząc wyprostowany w siodle, poprawiając popręg.
Otworzyłem usta, aby coś dopowiedzieć, lecz postanowiłem już zamilknąć. Za dużo się odzywam. Ująłem pewniej wodze w swoje dłonie, zamknąłem oczy i ścisnąłem nogami boki konia.
— Jeśli chcesz... Możesz pojechać ze mną. Tylko nie myśl sobie za wiele!
<Ash? Przepraszam, za opóźnienie ;___:>
— Jeśli chcesz... Możesz pojechać ze mną. Tylko nie myśl sobie za wiele!
<Ash? Przepraszam, za opóźnienie ;___:>
piątek, 20 kwietnia 2018
Od Ashley do Cyrusa
Byłam ciekawa, czy rytuał zadziałał. Gdy oglądałam wiedźmy (oczywiście w formie ducha, na wypadek), wzywały siły natury i żywiołów, by rzucić klątwę na jakieś miasteczko. Sądziłam, że ich wierszyki to umówione zaklęcia znalezione w starych księgach i nie wierzyłam, że moje gadanie cokolwiek da. To po prostu była zabawa, zerwanie z rutyną i zrobienie czegoś innego.
I to było inne. Gdy siedzieliśmy na ziemi, nagle usłyszeliśmy krzyki, a po chwili zerwała się burza; tak jakby. Nie było żadnych chmur, z gołego nieba zasianego gwiazdami, nagle zaczęły walić pioruny. Nie w nas, tylko w las. Stamtąd też dochodziły krzyki, które raz się nagłaśniały, a raz cichły. Oboje wstaliśmy i spojrzeliśmy w tamtą stronę. Nikt nie wybiegł, nikt się nie pokazał, a pioruny dalej strzelały. Złapałam się za głowę.
- To zbyt proste - mruknęłam bardziej sama do siebie. - Jestem pewna, że kogoś wkurzyli - machnęłam ręką i się odwróciłam. Ruszyłam w stronę swojego ogiera, który zbudził się pod wpływem hałasu. Pogłaskałam go po szyi i skierowałam wzrok na las.
- To by było zbyt prawdopodobne - odpowiedział Cyrus, który po chwili podszedł do swojej klaczy. Chwilę tak staliśmy i oglądaliśmy zjawisko niewyjaśnionych piorunów, aż minęły. Oglądaliśmy je w ciszy, zastanawiałam się, czy to przypadek, że natrafili na kogoś, kto zaczął miotać w nich piorunami gdy ja przeprowadzałam rytuał, czy może na prawdę coś wyczarowałam... bardziej prawdopodobne byłyby pioruny z mocy Cyrusa, ale on także wyglądał na takiego, który nic nie rozumie. A może tak dobrze udaje i chce mi zrobić po prostu przyjemność?
Nieee.... jestem czarownicą i tyle.
Krzyki i dziwne zjawisko ustało. Zakończyło się to wszystko porządnym wyładowaniem elektrycznym, który trafił w nasze ognisko. Buchnęło ogniem do góry i na boki, prawie dotykając nas. Musieliśmy przytrzymać zwierzęta, ponieważ były bliskie ucieczki. Jeśli ja to zrobiłam, raczej nie obejdzie się bez kolejnych odwiedzin kogoś, kto zacznie mi wypominać kim jestem i że nie powinnam wpływać na inne rasy i takie tam.
Spojrzałam na niebo.
- Wszystkie karczmy pewnie pozamykane - stwierdziłam wzdychając. - Lepiej wracaj, jak chcesz zmrużyć oko - powiedziałam do Cyrka.
- A ty? - spojrzałam na ognisko.
- Będzie się paliło do rana, więc tu zostanę. Dzisiaj jak spałam na sianie, wszystko mi się powbijało do ubrania i ciała. Wolę trawę - ruszyłam w kierunku drzewa, by móc do niego przywiązać Ramzesa na wypadek, gdyby strzeliła mu do głowy jakaś wędrówka.
<Cyrus?>
I to było inne. Gdy siedzieliśmy na ziemi, nagle usłyszeliśmy krzyki, a po chwili zerwała się burza; tak jakby. Nie było żadnych chmur, z gołego nieba zasianego gwiazdami, nagle zaczęły walić pioruny. Nie w nas, tylko w las. Stamtąd też dochodziły krzyki, które raz się nagłaśniały, a raz cichły. Oboje wstaliśmy i spojrzeliśmy w tamtą stronę. Nikt nie wybiegł, nikt się nie pokazał, a pioruny dalej strzelały. Złapałam się za głowę.
- To zbyt proste - mruknęłam bardziej sama do siebie. - Jestem pewna, że kogoś wkurzyli - machnęłam ręką i się odwróciłam. Ruszyłam w stronę swojego ogiera, który zbudził się pod wpływem hałasu. Pogłaskałam go po szyi i skierowałam wzrok na las.
- To by było zbyt prawdopodobne - odpowiedział Cyrus, który po chwili podszedł do swojej klaczy. Chwilę tak staliśmy i oglądaliśmy zjawisko niewyjaśnionych piorunów, aż minęły. Oglądaliśmy je w ciszy, zastanawiałam się, czy to przypadek, że natrafili na kogoś, kto zaczął miotać w nich piorunami gdy ja przeprowadzałam rytuał, czy może na prawdę coś wyczarowałam... bardziej prawdopodobne byłyby pioruny z mocy Cyrusa, ale on także wyglądał na takiego, który nic nie rozumie. A może tak dobrze udaje i chce mi zrobić po prostu przyjemność?
Nieee.... jestem czarownicą i tyle.
Krzyki i dziwne zjawisko ustało. Zakończyło się to wszystko porządnym wyładowaniem elektrycznym, który trafił w nasze ognisko. Buchnęło ogniem do góry i na boki, prawie dotykając nas. Musieliśmy przytrzymać zwierzęta, ponieważ były bliskie ucieczki. Jeśli ja to zrobiłam, raczej nie obejdzie się bez kolejnych odwiedzin kogoś, kto zacznie mi wypominać kim jestem i że nie powinnam wpływać na inne rasy i takie tam.
Spojrzałam na niebo.
- Wszystkie karczmy pewnie pozamykane - stwierdziłam wzdychając. - Lepiej wracaj, jak chcesz zmrużyć oko - powiedziałam do Cyrka.
- A ty? - spojrzałam na ognisko.
- Będzie się paliło do rana, więc tu zostanę. Dzisiaj jak spałam na sianie, wszystko mi się powbijało do ubrania i ciała. Wolę trawę - ruszyłam w kierunku drzewa, by móc do niego przywiązać Ramzesa na wypadek, gdyby strzeliła mu do głowy jakaś wędrówka.
<Cyrus?>
środa, 18 kwietnia 2018
Od Cyrusa do Ashley
Im dłużej spoglądałem na ten dziwny pokaz, pseudorytuał, czy co to tam miało być, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że kobiety to są jednak jakieś dziwne. Nie dość, że mówią półsłówkami, okrążając zręcznie temat, unikając jego sedna, to w dodatku potrafią nagle zacząć tańczyć wokół ogniska, mamrocząc inkantacje.
Nie mówię, oczywiście, że mężczyźni również tak robią, w końcu słyszy się o męskich sabatach, ale te są rzadsze. O wiele rzadsze, niż ich kobiece odpowiedniki. To białogłowe są częściej obdarzane zdolnością magiczną, jako czarownice, to do nich garną czarne koty i to kobiety mają jakiś taki talent do wyszukiwania dobrych ziół wśród leśnych krzewów.
Jednak wracając do meritum sprawy - rytuał.
Nie powiem, rozbawił mnie. Jako poboczny obserwator, odniosłem wrażenie, że Ashley postradała zmysły, że jej ruchy są pozbawione jakiegokolwiek sensu. Że robi to po to, aby się popisać. Zaśmiałem się pod nosem, kiedy jej głos stał się niższy, nieco drapieżny i tajemniczy. Zupełnie jak stereotypowa czarownica. Szykowałem się już do ułożenia na trawie i zdrzemnięcia się, ale dziewczyna stanęła za mną niespodziewanie, a następnie pociągnęła, niszcząc w ten sposób plany o pozostaniu z boku. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem, a za razem delikatną sugestią, iż to, co robi, będzie mieć konsekwencje. Nie miłe dla jej osoby.
- Wstawaj. Smok w moim rytuale się bardzo przyda. - Powiedziała władczo, ciągnąc mnie za sobą w stronę ognia.
Nie mówię, oczywiście, że mężczyźni również tak robią, w końcu słyszy się o męskich sabatach, ale te są rzadsze. O wiele rzadsze, niż ich kobiece odpowiedniki. To białogłowe są częściej obdarzane zdolnością magiczną, jako czarownice, to do nich garną czarne koty i to kobiety mają jakiś taki talent do wyszukiwania dobrych ziół wśród leśnych krzewów.
Jednak wracając do meritum sprawy - rytuał.
Nie powiem, rozbawił mnie. Jako poboczny obserwator, odniosłem wrażenie, że Ashley postradała zmysły, że jej ruchy są pozbawione jakiegokolwiek sensu. Że robi to po to, aby się popisać. Zaśmiałem się pod nosem, kiedy jej głos stał się niższy, nieco drapieżny i tajemniczy. Zupełnie jak stereotypowa czarownica. Szykowałem się już do ułożenia na trawie i zdrzemnięcia się, ale dziewczyna stanęła za mną niespodziewanie, a następnie pociągnęła, niszcząc w ten sposób plany o pozostaniu z boku. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem, a za razem delikatną sugestią, iż to, co robi, będzie mieć konsekwencje. Nie miłe dla jej osoby.
- Wstawaj. Smok w moim rytuale się bardzo przyda. - Powiedziała władczo, ciągnąc mnie za sobą w stronę ognia.
Na nic się zdały ostentacyjne jęki, westchnięcia i przewracanie oczami. Ash kontynuowała to, co zaczęła i nie wyglądała, jakby miała przestać. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości.
Kilkukrotnie próbowałem się wymknąć, tłumacząc się bólem głowy, ale brunetka zawsze przywracała mnie na dawne miejsce. Po kilku próbach, uznałem, że walka nie ma sensu, więc po prostu poddałem się magii miejsca, dając się upić wszechobecną energią. Tak, mój stan można było określić mianem "upojenia magicznego", gdyż zupełnie jak po ciężkim wieczorze w karczmie, w głowie mi szumiało, a nastrój jakoś tak się poprawił. Stałem się śmielszy. Już bez ogródek podchodziłem do towarzyszki, być może znajdującej się w podobnym stanie, co ja. Nie zwracałem na to uwagi. Chciałem być po prostu przy niej, czuć obecność Ashley. I móc ponownie ją pocałować, poczuć ten dreszcz, gdy drżące usta spotykają się ze sobą po raz pierwszy. Ale aby to zrobić, musiałem poczekać na odpowiednią okazję.
<Ash?>
piątek, 13 kwietnia 2018
Od Ashley do Cyrusa
Powtórka z rozrywki? Cóż, może lubię dręczyć, śmiać się i manipulować ludźmi, ale co za dużo, to nie zdrowo. Żeby dalej szukać nas po całym lesie? Czy na prawdę im się tego chciało? Najwidoczniej chcieli albo pomścić swych spalonych braci, albo chcieli po prostu sprawdzić, czy okolica jest bezpieczna. Tak czy siak to nie ma znaczenia, nic raczej nie wpłynęłoby by na to, co zrobił Cyrek. Czym on tak właściwie został popchnięty, że tak sobie z du*u mnie pocałował? Stałam jak wryta w ziemię, zapominając o łowcach i o tym, że mam nogi do ucieczki i ręce, by go odepchnąć. Po prostu odebrało mi całkowicie władzę w całym ciele, po tym niezrozumianym czynie. Nie powiem, ze było źle, wręcz przeciwnie, ale... na pewno zaraz pojawi się logiczne wyjaśnienie tego zajścia.
Zrobiło mi się ciepło, gdy mnie obejmował i pocałował. Usłyszałam ciche szmery i rozmowy dochodzące z lasu. Zapewne łowcy już nas spostrzegli i stwierdzili, że nie będę nam "przeszkadzać". Usłyszałam także chytry śmieszek, a po chwili szelest liści. łowcy zniknęli za drzewami, a Cyrus odsunął się ode mnie. Jego mina się nie zmieniła, dalej był tym samym dumnym smokiem, nie licząc tego, że wpatrywał się we mnie w milczeniu. Zabrał rękę, a ja patrzyłam na niego pytającym spojrzeniem. W końcu jednak podniosłam ręce do góry zachęcając go, do tłumaczeń. Nie będę przecież się na niego wydzierać, nie zrobił mi żadnej krzywdy, a to samo w sobie było dość miłe, ale...
Smoki to honorowe i dumne siebie stworzenia. Wątpię, by którykolwiek z nich pocałował byle kogo.
- Chciałem, by zostawili nas w spokoju - odezwał się w końcu przerywając ciszę. Pokiwałam powoli głową i wzięłam powietrza do płuc.
- I udało się - stwierdziłam i wróciłam na swoje miejsce przy ognisku. Owszem, zostawili nas samych, pewnie myśląc, że jesteśmy zakochaną parą, która zaraz się zacznie przy ognisku...
Nasze konie już dawno temu postanowiły się położyć i nieco odpocząć, a stworzonko przez chwilę nie uwagi zdążyło gdzieś zwiać. Szkoda, było takie urocze, że miałam ochotę go wpakować do swojego pomniejszającego woreczka i zabrać ze sobą. Ale niech wraca na łono natury, póki jakiś kretyński łowca go nie zestrzeli.
Między nami zapanowała cisza, którą postanowiłam przerwać. Wstałam i nachyliłam się nad ogniem.
- Widziałeś kiedyś jak czarownice odprawiały rytuały przy ognisku? - spojrzał na mnie i pokręcił przecząco głową. - A ja tak. I mam zamiar rzucić jakieś zaklęcie na łowców - na twarzy chłopaka pojawiło się rozbawienie.
- A masz w sobie jakąś cząstkę magii? - zapytał, na co się chwilę zamyśliłam.
- Były ploty, że mam anielskie korzenie... To ja sobie wymyślam, że miałam w rodzinie wiedźmę - stwierdziłam. Zaczęłam krążyć wokół ogniska. - No dobra... A teraz słuchajcie mnie gwiazdy i księżycu - zaczęłam majaczyć byle co, tworząc dziwne rymy, by koniec końców rzucić urok na każdego z łowców, który znajdował się w tym lesie. - Niech ciemność zasłoni im drogi, a strach zaślepi umysły... - mówiłam niskim głosem, po chwili stając za Cyrusem, który to oglądał z rozbawieniem. - Wstawaj - złapałam go za rękę i pociągnęłam do góry. - Smok w moim rytuale się bardzo przyda - stwierdziłam i kontynuowałam ten dziwny ciąg, który przez kręcenie się wokół ogniska i własnej osi, przypominał nieco taniec...
Zrobiło mi się ciepło, gdy mnie obejmował i pocałował. Usłyszałam ciche szmery i rozmowy dochodzące z lasu. Zapewne łowcy już nas spostrzegli i stwierdzili, że nie będę nam "przeszkadzać". Usłyszałam także chytry śmieszek, a po chwili szelest liści. łowcy zniknęli za drzewami, a Cyrus odsunął się ode mnie. Jego mina się nie zmieniła, dalej był tym samym dumnym smokiem, nie licząc tego, że wpatrywał się we mnie w milczeniu. Zabrał rękę, a ja patrzyłam na niego pytającym spojrzeniem. W końcu jednak podniosłam ręce do góry zachęcając go, do tłumaczeń. Nie będę przecież się na niego wydzierać, nie zrobił mi żadnej krzywdy, a to samo w sobie było dość miłe, ale...
Smoki to honorowe i dumne siebie stworzenia. Wątpię, by którykolwiek z nich pocałował byle kogo.
- Chciałem, by zostawili nas w spokoju - odezwał się w końcu przerywając ciszę. Pokiwałam powoli głową i wzięłam powietrza do płuc.
- I udało się - stwierdziłam i wróciłam na swoje miejsce przy ognisku. Owszem, zostawili nas samych, pewnie myśląc, że jesteśmy zakochaną parą, która zaraz się zacznie przy ognisku...
Nasze konie już dawno temu postanowiły się położyć i nieco odpocząć, a stworzonko przez chwilę nie uwagi zdążyło gdzieś zwiać. Szkoda, było takie urocze, że miałam ochotę go wpakować do swojego pomniejszającego woreczka i zabrać ze sobą. Ale niech wraca na łono natury, póki jakiś kretyński łowca go nie zestrzeli.
Między nami zapanowała cisza, którą postanowiłam przerwać. Wstałam i nachyliłam się nad ogniem.
- Widziałeś kiedyś jak czarownice odprawiały rytuały przy ognisku? - spojrzał na mnie i pokręcił przecząco głową. - A ja tak. I mam zamiar rzucić jakieś zaklęcie na łowców - na twarzy chłopaka pojawiło się rozbawienie.
- A masz w sobie jakąś cząstkę magii? - zapytał, na co się chwilę zamyśliłam.
- Były ploty, że mam anielskie korzenie... To ja sobie wymyślam, że miałam w rodzinie wiedźmę - stwierdziłam. Zaczęłam krążyć wokół ogniska. - No dobra... A teraz słuchajcie mnie gwiazdy i księżycu - zaczęłam majaczyć byle co, tworząc dziwne rymy, by koniec końców rzucić urok na każdego z łowców, który znajdował się w tym lesie. - Niech ciemność zasłoni im drogi, a strach zaślepi umysły... - mówiłam niskim głosem, po chwili stając za Cyrusem, który to oglądał z rozbawieniem. - Wstawaj - złapałam go za rękę i pociągnęłam do góry. - Smok w moim rytuale się bardzo przyda - stwierdziłam i kontynuowałam ten dziwny ciąg, który przez kręcenie się wokół ogniska i własnej osi, przypominał nieco taniec...
<Cyrek?>
Od Cyrusa do Ashley
Skrzyżowałem ręce na brzuchu i spojrzałem na jasne niebo. Miałem ochotę wrócić już do domu, ale nie zostawię tutaj Ashley. Bo co będzie, jak wrócą myśliwi? Albo ktoś w tym stylu? Niby potrafi walczyć, ale ostatecznie, mimo wszystko, nieważne, jak dobrym wojownikiem by nie była, to nadal dziewczyna, a obowiązkiem mężczyzny jest jej ochrona za każdą cenę.
Ale, zbyt bardzo odszedłem od tematu rozmyślań. W końcu, moja urokliwa towarzyszka czekała na odpowiedź.
- Kelpie urodziła się na wolności. - zacząłem swoją opowieść, krzyżując nogi ze sobą. Ash zerknęła na mnie z mieszaniną uczuć w spojrzeniu. Podłapując jej spojrzenie, uniosłem brwi.
- No co?
- Dlaczego zabrałeś dzikiego konia z jego prawdziwego domu? Tak się nie robi.- Wydawało mi się, że usłyszałem w głosie dziewczyny krytykę. Czy ona śmie MNIE krytykować? Może ją lubię, ale wszystko ma swoje granice!
Uniosłem się honorem, podniosłem dumnie podbródek i spojrzałem z wyższością na towarzyszkę.
- Bo tak. - Odparłem krótko, po czym oczyściłem gardło, aby kontynuować historię swojej klaczy. Ash z oburzeniem zarzuciła włosami.
- "Bo tak" to nie jest odpowiedź!
- Dla mnie jest. A teraz, daj mi skończyć!
Ostatecznie, nastał wieczór, a nam rozmawiało się tak dobrze, że rozpaliliśmy ognisko z chrustu, znalezionego w lesie. Dokładnie, to ja zebrałem wszelkie gałązki, a Ashley bawiła się ze szczeniakiem. Zwierzątko przyzwyczaiło się do naszej obecności. Polubiło również dziewczynę, co wywnioskowałem po tym, że nie uciekało i nie piszczało. Albo po prostu się bało.
Po podpaleniu roślinności mocą brunetki, usiedliśmy wokół ognia. Zbliżyłem dłonie do ognia, aby się ogrzać od środka. Lubiłem płomienie, nawet pomimo tego, że moim żywiołem była energia. To prawdopodobnie rasowy odruch, polegający na poszukiwaniu ognia i przebywaniu w jego bezpiecznym blasku. W końcu, moi przodkowie głównie posiadali umiejętności, związane z płomieniami, a dopiero potem, na drodze ewolucji, rozwinęliśmy nowe zdolności.
Dziewczyna obejrzała się przez ramię.
- Co jest?
- Ktoś idzie! - wysyczała Ash, wstając. Spomiędzy drzew wyszli łowcy, nadal jednak nas nie zobaczyli. Spanikowałem i zrobiłem jedyną, logiczną rzecz. Przyciągnąłem do siebie Ashley i pocałowałem ją, licząc, że obcy zostawią nas w spokoju. Oraz sam chciałem kiedyś pocałować kobietę, ale do tego za nic w świecie się nie przyznam!
<Towarzyszko? ;3 >
Ale, zbyt bardzo odszedłem od tematu rozmyślań. W końcu, moja urokliwa towarzyszka czekała na odpowiedź.
- Kelpie urodziła się na wolności. - zacząłem swoją opowieść, krzyżując nogi ze sobą. Ash zerknęła na mnie z mieszaniną uczuć w spojrzeniu. Podłapując jej spojrzenie, uniosłem brwi.
- No co?
- Dlaczego zabrałeś dzikiego konia z jego prawdziwego domu? Tak się nie robi.- Wydawało mi się, że usłyszałem w głosie dziewczyny krytykę. Czy ona śmie MNIE krytykować? Może ją lubię, ale wszystko ma swoje granice!
Uniosłem się honorem, podniosłem dumnie podbródek i spojrzałem z wyższością na towarzyszkę.
- Bo tak. - Odparłem krótko, po czym oczyściłem gardło, aby kontynuować historię swojej klaczy. Ash z oburzeniem zarzuciła włosami.
- "Bo tak" to nie jest odpowiedź!
- Dla mnie jest. A teraz, daj mi skończyć!
Ostatecznie, nastał wieczór, a nam rozmawiało się tak dobrze, że rozpaliliśmy ognisko z chrustu, znalezionego w lesie. Dokładnie, to ja zebrałem wszelkie gałązki, a Ashley bawiła się ze szczeniakiem. Zwierzątko przyzwyczaiło się do naszej obecności. Polubiło również dziewczynę, co wywnioskowałem po tym, że nie uciekało i nie piszczało. Albo po prostu się bało.
Po podpaleniu roślinności mocą brunetki, usiedliśmy wokół ognia. Zbliżyłem dłonie do ognia, aby się ogrzać od środka. Lubiłem płomienie, nawet pomimo tego, że moim żywiołem była energia. To prawdopodobnie rasowy odruch, polegający na poszukiwaniu ognia i przebywaniu w jego bezpiecznym blasku. W końcu, moi przodkowie głównie posiadali umiejętności, związane z płomieniami, a dopiero potem, na drodze ewolucji, rozwinęliśmy nowe zdolności.
Dziewczyna obejrzała się przez ramię.
- Co jest?
- Ktoś idzie! - wysyczała Ash, wstając. Spomiędzy drzew wyszli łowcy, nadal jednak nas nie zobaczyli. Spanikowałem i zrobiłem jedyną, logiczną rzecz. Przyciągnąłem do siebie Ashley i pocałowałem ją, licząc, że obcy zostawią nas w spokoju. Oraz sam chciałem kiedyś pocałować kobietę, ale do tego za nic w świecie się nie przyznam!
<Towarzyszko? ;3 >
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
Od Ashley do Cyrusa
Pewnie zabawnie wyglądałam, z tym zielskiem we włosach. Owszem, widziałam już inne dziewczyny z kwiatami we włosach, ale im one pasowały; rozpromienione, cera jasna, radosne oczy, zwiewne i śliczne sukienki oraz ta niewinność, która od nich biła. A ja? Czarny strój, czarny humor, mordercze myśli... Ta, na pewno stokrotki i inne trawki mi pasowały. Pewnie byłam śliczna, jak pół dupy zza krzaka.
Ale przez małe stworzonko całkowicie zapomniałam o mojej urodzie. Wzięłam stworzenie do rąk i podniosłam je, odchylając się do tyłu i kładąc na plecach. Zwierzę wisiało nad moją twarzą.
- Jest śliczny - stwierdziłam. - Ale wszystko co małe, to słodkie - podniosłam się o położyłem go obok siebie. Zaczęłam go głaskać po głowie. Cyrek to jednak ma wzrok, ja byłam całkowicie pochłonięta przez jazdę i jedyne zwierze, jakie widziałam, to jelenia, którego przez chwilę goniliśmy. - A jak dorasta jest wielkie i bardziej humorzaste - mruknęłam ze zmarszczonym czołem i położyłam głowę przy zwierzątku.
- To raczej te mniejsze są bardziej szalone i nie wiadomo co im strzeli do głowy - powiedział Cyrek. Spojrzałam na niego na chwilę, potem wróciłam do naszego nowego towarzysza. Wyobraziłam sobie, jak dorasta przy boku jakiegoś mordercy, tylko po to, by pomagać mu w pracy. Ile wtedy by trupów leżało na ziemi.
- Ramzesa kupiłam od jakiegoś farmera. Często do niego przychodziłam i oglądałam, jakie ma konie. Bardziej można było się dogadać z tymi młodymi i je zrozumieć, niż ze starszymi, którym nie pasowało to, lub tamto. Ramzes jednego dnia ale jest szczęśliwy tak bardzo, że po prostu po tobie przebiegnie, a drugiego dnia ponury, że czasem nawet kostki cukru nie wystarczają, by zachęcić go do jazdy - spojrzałam na ogiera, który po napiciu się, zaczął stukać kopytami i zwracać na siebie uwagę klaczy. Podniosłam się do siadu i zmierzyłam wzrokiem nasze konie. Cyrus także tam spojrzał. - A trzeciego dnia podlizuje się - mruknęłam. Usłyszałam śmiech chłopaka.
- Jesteś zazdrosna o konia? - zapytał, prychnęłam pod nosem.
- To tak, jakby najlepszy przyjaciel mnie zdradzał - fuknęłam niby obrażona i wróciłam do zwierzątka. - W końcu towarzyszy mi w każdej podróży. Chociaż wyboru to nie ma - ostatnie zdanie powiedziałam ciszej i bardziej do siebie. - A ty skąd masz Kelpie?
<Cyrus?>
Ale przez małe stworzonko całkowicie zapomniałam o mojej urodzie. Wzięłam stworzenie do rąk i podniosłam je, odchylając się do tyłu i kładąc na plecach. Zwierzę wisiało nad moją twarzą.
- Jest śliczny - stwierdziłam. - Ale wszystko co małe, to słodkie - podniosłam się o położyłem go obok siebie. Zaczęłam go głaskać po głowie. Cyrek to jednak ma wzrok, ja byłam całkowicie pochłonięta przez jazdę i jedyne zwierze, jakie widziałam, to jelenia, którego przez chwilę goniliśmy. - A jak dorasta jest wielkie i bardziej humorzaste - mruknęłam ze zmarszczonym czołem i położyłam głowę przy zwierzątku.
- To raczej te mniejsze są bardziej szalone i nie wiadomo co im strzeli do głowy - powiedział Cyrek. Spojrzałam na niego na chwilę, potem wróciłam do naszego nowego towarzysza. Wyobraziłam sobie, jak dorasta przy boku jakiegoś mordercy, tylko po to, by pomagać mu w pracy. Ile wtedy by trupów leżało na ziemi.
- Ramzesa kupiłam od jakiegoś farmera. Często do niego przychodziłam i oglądałam, jakie ma konie. Bardziej można było się dogadać z tymi młodymi i je zrozumieć, niż ze starszymi, którym nie pasowało to, lub tamto. Ramzes jednego dnia ale jest szczęśliwy tak bardzo, że po prostu po tobie przebiegnie, a drugiego dnia ponury, że czasem nawet kostki cukru nie wystarczają, by zachęcić go do jazdy - spojrzałam na ogiera, który po napiciu się, zaczął stukać kopytami i zwracać na siebie uwagę klaczy. Podniosłam się do siadu i zmierzyłam wzrokiem nasze konie. Cyrus także tam spojrzał. - A trzeciego dnia podlizuje się - mruknęłam. Usłyszałam śmiech chłopaka.
- Jesteś zazdrosna o konia? - zapytał, prychnęłam pod nosem.
- To tak, jakby najlepszy przyjaciel mnie zdradzał - fuknęłam niby obrażona i wróciłam do zwierzątka. - W końcu towarzyszy mi w każdej podróży. Chociaż wyboru to nie ma - ostatnie zdanie powiedziałam ciszej i bardziej do siebie. - A ty skąd masz Kelpie?
<Cyrus?>
Od Cyrusa do Ashley
Uniosłem delikatnie kącik ust, a następnie popuściłem wodze Kelpie, aby klacz mogła się napić.
Naprawdę była zmęczona po naszym wyścigu, biegła przez las jak szalona. Nie dziwiłem się jej, w końcu, uwielbiała wolność, a co lepszego może ją dać niż powrót na łono natury?
Zwłaszcza dla konia, prosto ze stepów, hodowanego do długich podróży.
Dało się to poznać po smukłym ciele, długich nogach oraz kształtnej głowie. Dlatego właśnie tę klacz wybrałem spośród wielu na targu.
Jednak, wracając do pytania Ashley. Czy Ash. Jakoś nie mogłem się przyzwyczaić do jej imienia, z nieznanych powodów. Skąd pochodziłem?
Z gór. Z gniazda tam się znajdującego. Dopiero potem przenieśliśmy się do zamku.
Nie będę jednak zanudzać dziewczyny takimi szczegółami czy ciszą, jaka nastała.
- Urodziłem się w Aranaii. Od jakiegoś roku, może więcej, wędruję po świecie. - odpowiedziałem, ciągnąc delikatnie konia za wodze. Następnie, gdy klacz podniosła głowę, podprowadziłem ją do Ramzesa, a następnie usiadłem obok dziewczyny. Oparłem się o pień i podciągnąłem nogę do swojej piersi.
Po krótkim namyśle, wyrwałem z ziemi małego kwiatka, o białych płatkach, prawdopodobnie stokrotkę, wsunąłem ją za ucho Ash. Ciemnowłosa zerknęła na mnie kątem oka.
- Co robisz? - Spytała z podejrzliwością w głosie, po czym odwróciła się w moją stronę. Zaśmiałem się więc krótko, po czym wskazałem na kępkę kwiatów.
- Dekoruję cię jak jedno z twoich pudełek.- odparłem, kontynuując swoje nowe, małe hobby. Wkrótce we włosach towarzyszki znajdowało się wszelkie zielsko, jakie znalazłem. Nawet jej pasowało. Chociaż, gdyby tylko się rozpromieniła...
Nakazałem jej gestem, aby poczekała, a następnie zniknąłem między drzewami. Trochę mi to zajęło, lecz ostatecznie wróciłem do dziewczyny z ciemnoszarą kulką.
- Cyrek? Co tam masz? - Ashley wyprostowała się, aby spojrzeć, co jej przyniosłem. Jej oczy rozbłysły, kiedy położyłem drobne zwierzątko na jej kolanach.
- To mały warg. Jak jechaliśmy, widziałem go, jak biegał sam po lesie. - Wyjaśniłem, gładząc szczenię za uchem. - Pomyślałem, że ci się spodoba.
<Ashley?>
Naprawdę była zmęczona po naszym wyścigu, biegła przez las jak szalona. Nie dziwiłem się jej, w końcu, uwielbiała wolność, a co lepszego może ją dać niż powrót na łono natury?
Zwłaszcza dla konia, prosto ze stepów, hodowanego do długich podróży.
Dało się to poznać po smukłym ciele, długich nogach oraz kształtnej głowie. Dlatego właśnie tę klacz wybrałem spośród wielu na targu.
Jednak, wracając do pytania Ashley. Czy Ash. Jakoś nie mogłem się przyzwyczaić do jej imienia, z nieznanych powodów. Skąd pochodziłem?
Z gór. Z gniazda tam się znajdującego. Dopiero potem przenieśliśmy się do zamku.
Nie będę jednak zanudzać dziewczyny takimi szczegółami czy ciszą, jaka nastała.
- Urodziłem się w Aranaii. Od jakiegoś roku, może więcej, wędruję po świecie. - odpowiedziałem, ciągnąc delikatnie konia za wodze. Następnie, gdy klacz podniosła głowę, podprowadziłem ją do Ramzesa, a następnie usiadłem obok dziewczyny. Oparłem się o pień i podciągnąłem nogę do swojej piersi.
Po krótkim namyśle, wyrwałem z ziemi małego kwiatka, o białych płatkach, prawdopodobnie stokrotkę, wsunąłem ją za ucho Ash. Ciemnowłosa zerknęła na mnie kątem oka.
- Co robisz? - Spytała z podejrzliwością w głosie, po czym odwróciła się w moją stronę. Zaśmiałem się więc krótko, po czym wskazałem na kępkę kwiatów.
- Dekoruję cię jak jedno z twoich pudełek.- odparłem, kontynuując swoje nowe, małe hobby. Wkrótce we włosach towarzyszki znajdowało się wszelkie zielsko, jakie znalazłem. Nawet jej pasowało. Chociaż, gdyby tylko się rozpromieniła...
Nakazałem jej gestem, aby poczekała, a następnie zniknąłem między drzewami. Trochę mi to zajęło, lecz ostatecznie wróciłem do dziewczyny z ciemnoszarą kulką.
- Cyrek? Co tam masz? - Ashley wyprostowała się, aby spojrzeć, co jej przyniosłem. Jej oczy rozbłysły, kiedy położyłem drobne zwierzątko na jej kolanach.
- To mały warg. Jak jechaliśmy, widziałem go, jak biegał sam po lesie. - Wyjaśniłem, gładząc szczenię za uchem. - Pomyślałem, że ci się spodoba.
<Ashley?>
sobota, 7 kwietnia 2018
Od Ashley do Cyrusa
Tak właściwie, to za co ja zapłaciłam? Chyba tylko za boks i pożywienie, był tak zaniedbany... Musiałam się porządnie wyczyścić, by doprowadzić go do ładu. Co ciekawsze, nie jeździłam na nim od dwóch dni, a podkowy miał zapchane wszelkim świństwem. Przy okazji nakarmiłam go jeszcze i dałam wody, w zamian za wyskubanie resztki słomy z moich włosów. Pomyśleć, że spałam na kocu... Gdy czesałam jego grzywę, a on gawędził sobie z koniem Cyrka, chłopak zaproponował nagle wspólną przejażdżkę.
- W sumie, to czemu nie. Rozbudzę nieco Ramzesa, przez podróżą - poklepałam konia po szyi, gdy skończyłam czesać grzywę. Zaszłam go od tyłu i zaczęłam czyścić ogon. Same kołtuny... jakby sam sobie próbował zrobić piękną fryzurę, kończąc na poplątaniu wszystkich włosów.
- Jaką podróżą? - zapytał.
- Pewnie wylądujemy w Cellan. W końcu są tam najpiękniejsze biżuterie i wyroby. Warto zajrzeć - stwierdziłam zastanawiając się, kiedy to miasto upadnie. Skoro królewski ród niezbyt sobie radzi z państwem, to znaczy, że kiedyś w końcu musi upaść, prawda? A gdy to się stanie, złodzieje będą mieli wszystko podane na talerzu. Dobrze by było być na bieżąco z informacjami, czemu by nie skorzystać?
- Tylko ceny są skandaliczne - zauważył, lekko się uśmiechnęłam.
- Dlatego tam mam zamiar sprzedać twoją szkatułkę - smok zerknął na mnie kątem oka, ale już nie drożył tego tematu, bo po co? Przecież wszystko było wyjaśnione. Moja cena w tym mieście nie będzie "inna". Po za tym jest tam tyle amatorów i innych kretynów, że na pewno któryś się skusi na moją historyjkę o pudełku.
Po wyczyszczeniu koni i ich osiodłaniu, wyszliśmy ze stajni z naszymi końmi. Wsiedliśmy na nie i stępem wyszliśmy z miasta, na otwartą przestrzeń. Dopiero wtedy pozwoliliśmy sobie na galop i mały wyścig przez las. Ponieważ każde z nas obrało inną drogę, a meta nie została wyznaczona, nie było wygranego. Ale naszym koniom najwyraźniej podobał się ten "niby wyścig". Slalomem między drzewami, przeszkody w postaci strumyków, wąskich rzek czy rozwalonych drzew, a nawet wyścigi z innymi leśnymi stworzeniami. By odpocząć, wybraliśmy się na polanę przy jeziorze, aby nasi towarzysze mogli ugasić pragnienie. Ja za to usiadłam sobie wygodnie pod drzewem i w jego cieniu obserwowałam, jak Cyrek odprowadza klacz do wody.
- Tak właściwie, to skąd ty jesteś? - zapytałam smoka, gdy był na tyle blisko, by mógł usłyszeć to pytanie. - Bo moim domem jest cały świat - założyłam ręce za głowę i przymknęłam oczy.
<Cyrus?>
- W sumie, to czemu nie. Rozbudzę nieco Ramzesa, przez podróżą - poklepałam konia po szyi, gdy skończyłam czesać grzywę. Zaszłam go od tyłu i zaczęłam czyścić ogon. Same kołtuny... jakby sam sobie próbował zrobić piękną fryzurę, kończąc na poplątaniu wszystkich włosów.
- Jaką podróżą? - zapytał.
- Pewnie wylądujemy w Cellan. W końcu są tam najpiękniejsze biżuterie i wyroby. Warto zajrzeć - stwierdziłam zastanawiając się, kiedy to miasto upadnie. Skoro królewski ród niezbyt sobie radzi z państwem, to znaczy, że kiedyś w końcu musi upaść, prawda? A gdy to się stanie, złodzieje będą mieli wszystko podane na talerzu. Dobrze by było być na bieżąco z informacjami, czemu by nie skorzystać?
- Tylko ceny są skandaliczne - zauważył, lekko się uśmiechnęłam.
- Dlatego tam mam zamiar sprzedać twoją szkatułkę - smok zerknął na mnie kątem oka, ale już nie drożył tego tematu, bo po co? Przecież wszystko było wyjaśnione. Moja cena w tym mieście nie będzie "inna". Po za tym jest tam tyle amatorów i innych kretynów, że na pewno któryś się skusi na moją historyjkę o pudełku.
Po wyczyszczeniu koni i ich osiodłaniu, wyszliśmy ze stajni z naszymi końmi. Wsiedliśmy na nie i stępem wyszliśmy z miasta, na otwartą przestrzeń. Dopiero wtedy pozwoliliśmy sobie na galop i mały wyścig przez las. Ponieważ każde z nas obrało inną drogę, a meta nie została wyznaczona, nie było wygranego. Ale naszym koniom najwyraźniej podobał się ten "niby wyścig". Slalomem między drzewami, przeszkody w postaci strumyków, wąskich rzek czy rozwalonych drzew, a nawet wyścigi z innymi leśnymi stworzeniami. By odpocząć, wybraliśmy się na polanę przy jeziorze, aby nasi towarzysze mogli ugasić pragnienie. Ja za to usiadłam sobie wygodnie pod drzewem i w jego cieniu obserwowałam, jak Cyrek odprowadza klacz do wody.
- Tak właściwie, to skąd ty jesteś? - zapytałam smoka, gdy był na tyle blisko, by mógł usłyszeć to pytanie. - Bo moim domem jest cały świat - założyłam ręce za głowę i przymknęłam oczy.
<Cyrus?>
Od Cyrusa do Ashley
Cyrek. Skąd jej przyszło takie zdrobnienie do głowy? Teoretycznie mogło być gorzej. Na przykład taki Cyriuszek, jakiego jedna z nimf wymyśliła. Albo Russi. Z drugiej strony, są takie piękne określenia mojej osoby!
Ale nie będę narzekał. Sam fakt, że postanowiła wyjawić mi swoje imię, był kluczowym momentem w naszej małej znajomości. Takie wyznania zbliżają ludzi i coś w tym stylu.
Prostując się dumnie, pogłaskałem pysk Kelpie. Między mną a Ashley zawisło pytanie, na które nie byłem pewien, co mam odpowiedzieć.
Prawdę? Wtedy może mnie wyśmiać. Że jestem słaby. Byłoby to również przyznanie się do błędu, czego nigdy, przenigdy, za wszystkie skarby świata nie zrobię. Nie, nie, nie. To już gorsze od łatki słabeusza - To zakrawa o utratę honoru oraz mej godności.
Kłamstwo natomiast wydawało się być najodpowiedniejszym wyjściem, moim skromnym zdaniem. Nie jest może prawe i szlachetne, aczkolwiek ukryję w ten sposób fakt, że dzisiaj ledwo co zwlokłem się z łóżka, a w głowie szumi mi jak na kacu. Oraz wzbudzę więcej pytań, niż odpowiedzi, co zwiększy mój poziom "tajemniczości" w oczach innych.
- No.. Tak trochę. Ale ogólnie, nic mi nie jest.- Burknąłem pod nosem, decydując się na pół-prawdę. To złoty środek między dwoma wyjściami i odpowiedziami na tę sytuację. Nie pokazuje mnie od strony kłamcy i słabeusza, ale również daje odpowiedź na pytanie. Jednym słowem - idealnie!
- Tak trochę, mówisz? - Ashley zaśmiała się krótko, po czym poklepała bok swojego konia. Kelpie na ten widok podniosła swój ogon, również oczekując pieszczot. Dlatego podrapałem ją delikatnie za uchem. Widząc, jak bardzo ją zaniedbali w tej stajni, przeprosiłem na chwilę towarzyszkę, a następnie zacząłem się czyszczeniem rumaka. Ciemnowłosa obserwowała to przez chwilę, a następnie również zajęła się pielęgnacją Ramzesa. Same konie szturchały się nosami, obwąchiwały i ogólnie prowadziły zwierzęcą dyskusję, opierającą się na parsknięciach czy innych odruchach.
- Co powiesz na przejażdżkę? - Zapytałem nagle, przerywając wyciąganie słomy z ogona klaczy. Zgodnie z przekonaniem ludowym, nie należy wsiadać na konia, gdy ten ma coś we włosiu, bo można spaść. Niby nie byłem zabobonny, ale należy uważać.
<Ash?>
Ale nie będę narzekał. Sam fakt, że postanowiła wyjawić mi swoje imię, był kluczowym momentem w naszej małej znajomości. Takie wyznania zbliżają ludzi i coś w tym stylu.
Prostując się dumnie, pogłaskałem pysk Kelpie. Między mną a Ashley zawisło pytanie, na które nie byłem pewien, co mam odpowiedzieć.
Prawdę? Wtedy może mnie wyśmiać. Że jestem słaby. Byłoby to również przyznanie się do błędu, czego nigdy, przenigdy, za wszystkie skarby świata nie zrobię. Nie, nie, nie. To już gorsze od łatki słabeusza - To zakrawa o utratę honoru oraz mej godności.
Kłamstwo natomiast wydawało się być najodpowiedniejszym wyjściem, moim skromnym zdaniem. Nie jest może prawe i szlachetne, aczkolwiek ukryję w ten sposób fakt, że dzisiaj ledwo co zwlokłem się z łóżka, a w głowie szumi mi jak na kacu. Oraz wzbudzę więcej pytań, niż odpowiedzi, co zwiększy mój poziom "tajemniczości" w oczach innych.
- No.. Tak trochę. Ale ogólnie, nic mi nie jest.- Burknąłem pod nosem, decydując się na pół-prawdę. To złoty środek między dwoma wyjściami i odpowiedziami na tę sytuację. Nie pokazuje mnie od strony kłamcy i słabeusza, ale również daje odpowiedź na pytanie. Jednym słowem - idealnie!
- Tak trochę, mówisz? - Ashley zaśmiała się krótko, po czym poklepała bok swojego konia. Kelpie na ten widok podniosła swój ogon, również oczekując pieszczot. Dlatego podrapałem ją delikatnie za uchem. Widząc, jak bardzo ją zaniedbali w tej stajni, przeprosiłem na chwilę towarzyszkę, a następnie zacząłem się czyszczeniem rumaka. Ciemnowłosa obserwowała to przez chwilę, a następnie również zajęła się pielęgnacją Ramzesa. Same konie szturchały się nosami, obwąchiwały i ogólnie prowadziły zwierzęcą dyskusję, opierającą się na parsknięciach czy innych odruchach.
- Co powiesz na przejażdżkę? - Zapytałem nagle, przerywając wyciąganie słomy z ogona klaczy. Zgodnie z przekonaniem ludowym, nie należy wsiadać na konia, gdy ten ma coś we włosiu, bo można spaść. Niby nie byłem zabobonny, ale należy uważać.
<Ash?>
piątek, 6 kwietnia 2018
Od Ashley do Cyrusa
Zamiast wynajmować wolny pokój czy miejsce na hamaku, zanocowałam w stajni z dwóch powodów: pogoda była świetna, brak wiatru, nie duszno, bez chmur... noc po prostu idealna na spanie pod gołym niebem. Drugi powód był taki, że karczmarz był złodziejem: za zwykły pokój brał tyle, co ja bym zapłaciła za porządne zakupy dla wielkiej, głodnej rodziny. Wyjęłam z woreczka jakiś koc i pościeliłam go na sianie, po czym na nim zasnęłam. Obudził mnie stajenny, który kazał mi się stąd wynosić. Ziewnęłam przeciągle oznajmiając mu, że skoro zapłaciłam za konia, ja także mogę tu przebywać. Gdy odszedł, poleżałam jeszcze chwilę, aż siano nie zaczęło mi się wbijać w skórę. Zgarnęłam kocyk, otrzepałam jego i siebie i go schowałam. Poszłam do swojego ogiera, który wyjął z moich włosów sterczący kłos i go zjadł.
- Niedługo wyruszamy dalej - poklepałam go po szyi i krzyknęłam do stajennego zapytanie, która godzina. Odparł, że jest po południu. Już dawno tak długo nie spałam. Wyszłam na chwilę na targ, bu zakupić coś do jedzenia i kostki cukru dla Ramzesa. Po powrocie okazało się, że nie tylko ja odwiedziłam swoją szkapę. Zauważyłam wczorajszego znajomego przy siwej klaczy. Po chwili podszedł do mnie.
- Dobrze, że zamknęłaś sklep... Tak poza tym, jak cię zwą? - nie odpowiedziałam od razu. Automatycznie przypomniało mi się, jak mnie wczoraj nazwał. Delikatnie się uśmiechnęłam.
- Fanka - ceremonialnie się ukłoniłam i dałam kostkę cukru dla Ramzesa. - Wczoraj się jakoś dogadaliśmy bez imion - zauważyłam. Takie rzeczy nie często się zdarzają.
- Owszem, ale wypada się przedstawić - odpowiedział ze spokojem. Koń szturchnął mnie, więc oddałam mu ostatnią kostkę. Potem ruszył w stronę smoka, którego szturchnął pyskiem.
- Nazywam się Ashley, a to Ramzes. Masz jakieś marchewki? - zapytałam obserwując, jak koń wymaga od niego czegoś do jedzenia.
- Przed chwilą oddałem wszystkie mojej klaczy, Kelpie - wskazał na klaczkę stojąca dwa boksy dalej. Na swoje imię koń zarżał. - Ja zwę się Cyrus - teatralnie się ukłonił.
- Będę cię nazywać Cyrek - oznajmiłam z lekkim uśmiechem. Spojrzał na mnie z obrażoną dumą w oczach, jednak nie zwróciłam na to uwagi. - Jak się czujesz? Wczoraj chyba użyłeś zbyt dużo energii - zauważyłam.
- Niedługo wyruszamy dalej - poklepałam go po szyi i krzyknęłam do stajennego zapytanie, która godzina. Odparł, że jest po południu. Już dawno tak długo nie spałam. Wyszłam na chwilę na targ, bu zakupić coś do jedzenia i kostki cukru dla Ramzesa. Po powrocie okazało się, że nie tylko ja odwiedziłam swoją szkapę. Zauważyłam wczorajszego znajomego przy siwej klaczy. Po chwili podszedł do mnie.
- Dobrze, że zamknęłaś sklep... Tak poza tym, jak cię zwą? - nie odpowiedziałam od razu. Automatycznie przypomniało mi się, jak mnie wczoraj nazwał. Delikatnie się uśmiechnęłam.
- Fanka - ceremonialnie się ukłoniłam i dałam kostkę cukru dla Ramzesa. - Wczoraj się jakoś dogadaliśmy bez imion - zauważyłam. Takie rzeczy nie często się zdarzają.
- Owszem, ale wypada się przedstawić - odpowiedział ze spokojem. Koń szturchnął mnie, więc oddałam mu ostatnią kostkę. Potem ruszył w stronę smoka, którego szturchnął pyskiem.
- Nazywam się Ashley, a to Ramzes. Masz jakieś marchewki? - zapytałam obserwując, jak koń wymaga od niego czegoś do jedzenia.
- Przed chwilą oddałem wszystkie mojej klaczy, Kelpie - wskazał na klaczkę stojąca dwa boksy dalej. Na swoje imię koń zarżał. - Ja zwę się Cyrus - teatralnie się ukłonił.
- Będę cię nazywać Cyrek - oznajmiłam z lekkim uśmiechem. Spojrzał na mnie z obrażoną dumą w oczach, jednak nie zwróciłam na to uwagi. - Jak się czujesz? Wczoraj chyba użyłeś zbyt dużo energii - zauważyłam.
<Cyrus?>
środa, 4 kwietnia 2018
Od Cyrusa do Ashley
Nigdy jako tako nie śniłem. Zawsze, kiedy zamykałem w nocy oczy, widziałem jedynie wspomnienia z dnia, jaki było mi dane przeżyć. Lecz nie dzisiaj. Nie po tym wieczorze.
Nawiedzały mnie ludzkie twarze, wykrzywione w wyrazie nieopisanego cierpienia, płonące i, jednym słowem, przerażające.
Przez to obudziłem się zlany potem, gwałtownie siadając na podłodze. Prawie od razu przeżyłem bliskie spotkanie piątego stopnia z blatem lady. Masując obolałe czoło, podniosłem się i rozejrzałem po sklepie. Był zamknięty, tak samo zaopatrzony jak wcześniej. A w dodatku, ujrzałem leżące pieniądze oraz list. Tym drugim przejąłem się mniej.
Wziąłem monety w palce, obróciłem je, a nawet przejrzałem się w metalowej powierzchni. Przystojny jak zwykle. Cudownie. Dla pełnego wizerunku przedsiębiorczego młodzieńca, brakowało mi idealnie ułożonej fryzury. Tym się jednak zajmę później.
Notatkę oraz koc zaniosłem na piętro, okrycie kładąc na łóżko, a kartkę pobieżnie czytając. Uśmiechnąłem się delikatnie, wiedząc, że sprawiłem mojej fance radość. Może nawet przyjdzie tutaj i kupi jeszcze trochę rzeczy? Może zostawi jeszcze trochę pieniążków?
Zająłem się przygotowywaniem posiłku, czyli sałatki z owoców razem z ciepłą, słodką bułką. Kiedy zajrzałem do szafek, a następnie do spiżarni, zobaczyłem pustki. Całkowite pustki. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że nie zrobiłem żadnych zakupów, nie licząc butelki mleka. Ale akurat na to nie miałem ochoty. Chcąc nie chcąc, musiałem doprowadzić się do stanu użyteczności społecznej, wziąć wiklinowy koszyk, mały mieszek pieniędzy i pójść na rynek. Zamykając za sobą sklep, przelotnie zerknąłem na szybę, aby upewnić się, że nikt już nie bawił się w nawiedzonego malarza. Na szczęście, niczego takiego nie było.
Jedno zmartwienie mniej.
Po dotarciu między stragany, zacząłem się rozglądać. W końcu, tu może być tyłu potencjalnych rzezimieszków, tak chętnych na moje ukochane pieniądze! A w moich planach nie leżała niedobrowolna dotacja zawartości swojego mieszka na jakieś niecne plany.
Dokonałem zakupów, zarówno na śniadanie jak i obiad, a następnie odwiedziłem publiczną stajnię. Nie dlatego, że chciałem spotkać tam ciemnowłosą. Nie. Po prostu odczuwałem mentalną potrzebę odwiedzenia Kelpie. Klacz na pewno stęskniła się za moją obecnością oraz marchewkami, co było powodem kupna po drodze kilku pomarańczowych warzyw.
Wszedłem do środka budynku, nie witając się z jakimkolwiek pracownikiem i od razu skierowałem się do boksu mojej klaczy. Zacmokałem, gdy już byłem na miejscu, a jasny pysk wysunął się zza bramy. Z uśmiechem pogłaskałem konia, a następnie nakarmiłem go marchewkami. W czasie, gdy Kelpie chrupała przysmaki, podnosząc swój piękny ogon jak to ma w zwyczaju, zerknąłem w bok. Moje oczy mnie nie myliły. To moja fanka. Stała tam, zajmowała się jakimś karoszem. Gdy zwróciła na mnie uwagę, skinąłem głową na przywitanie. Następnie uśmiechnąłem się, podszedłem do niej i pogłaskałem czarnego ogiera.
- Dobrze, że zamknęłaś sklep.. Tak poza tym, jak cię zwą?
< Ashley?>
poniedziałek, 2 kwietnia 2018
Od Ashley do Cyrusa
Już tak dawno się tak świetnie nie bawiłam! A efekt, jaki dały pioruny z ogniem był powalający! Nawet o tym nie myśląc, weszłam w stan demona. Oczy zmieniły kolor na czerwony, a z głowy wyrosły mi kręcone, dość spore rogi. Żałuje tylko jednego: że nie zdążyli zobaczyć mojej prawdziwej formy przed spaleniem. Byłam taka szczęśliwa... Już tak dawno nikt nie dostarczył mi tyle rozrywki, jak smok. Ponad to spełnił część moich myśli: pozabijać ich wszystkich, wytępić, wnieść w ziemię, zgnoić ludzką rasę i pozbyć się ich raz na zawsze.
Nie sądziłam, że towarzysz opadnie z sił i zemdleje. Gdy się odwróciłam, wylądował na ziemi z zamkniętymi oczami. Puścił miecz, który upadł obok jego ramienia, dalej lekko naelektryzowany. Przeleciała wzrokiem po spalonych ciałach i wciągnęłam do nosa zapach słodkiego spalonego ludzkiego mięsa. Delikatnie się uśmiechnęłam. Chwilę stałam w ciszy i z zamkniętymi oczami, aż rogi nie zniknęły, a oczy nie przybrały sztucznej barwy. Następnie spojrzałam na leżącego chłopaka. Normalnie, pewnie biłabym się z myślami, czy go zostawić, czy nie, ale zważając na to, że dostarczył mi tyle rozrywki, oraz jest mi winien małe tajemnicze pudełeczko, użyłam telekinezy i go podniosłam. Niosłam go w powietrzu przez las, aż nie dotarłam do jego końca. Tutaj położyłam go sobie na plecach i udając, że niosę go własnymi siłami, dotarłam do jego sklepu. Położyłam go na ziemi, pod głowę kładąc mu jego własne ubranie. Chwilę poklepałam go po policzku, aż stwierdziłam, że zaczekam aż się obudzi. Podeszłam do lady, skąd zabrałam pudełko. Położyłam za to na jego miejsce sumę, o jaką się umówiliśmy.
Wyjęłam z woreczka białą farbę i pędzel i pokryłam nią pudełko. Gdy wysychało, mogłam tylko czekać. Byłam ciekawa, co pierwsze się stanie: on się obudzi, czy farba wyschnie. Najwidoczniej moc zabrała mu dość sporo energii, ponieważ zdążyłam przykleić ładne niebieskie wzory z serwetki na pudełko. Wystarczy tylko ładnie podkoloryzować historię tego przedmioty i upchnę to jakiemuś amatorowi za 400 monet. Ewentualnie zniżę cenę dla kogoś lepszego do 300, ale za mniej nie oddam. Ponieważ chłopak dalej się nie budził, a ja musiałam sprawdzić, jak trzyma się mój Ramzes i wynająć sobie jakiś wolny pokój, zaniosłam smoka za ladę, tak na wypadek. Okryłam go jakimś kocem i zostawiłam kartkę: "Świetnie się bawiłam. Jak coś, znajdziesz mnie w najbliższej karczmie lub stajni. Ewentualnie na targu." Kartkę położyłam na ladę. Wzięłam do ręki klucz i zamknęłam sklep, po czym przeszłam przez drzwi jako duch.
<Cyrus?>
Nie sądziłam, że towarzysz opadnie z sił i zemdleje. Gdy się odwróciłam, wylądował na ziemi z zamkniętymi oczami. Puścił miecz, który upadł obok jego ramienia, dalej lekko naelektryzowany. Przeleciała wzrokiem po spalonych ciałach i wciągnęłam do nosa zapach słodkiego spalonego ludzkiego mięsa. Delikatnie się uśmiechnęłam. Chwilę stałam w ciszy i z zamkniętymi oczami, aż rogi nie zniknęły, a oczy nie przybrały sztucznej barwy. Następnie spojrzałam na leżącego chłopaka. Normalnie, pewnie biłabym się z myślami, czy go zostawić, czy nie, ale zważając na to, że dostarczył mi tyle rozrywki, oraz jest mi winien małe tajemnicze pudełeczko, użyłam telekinezy i go podniosłam. Niosłam go w powietrzu przez las, aż nie dotarłam do jego końca. Tutaj położyłam go sobie na plecach i udając, że niosę go własnymi siłami, dotarłam do jego sklepu. Położyłam go na ziemi, pod głowę kładąc mu jego własne ubranie. Chwilę poklepałam go po policzku, aż stwierdziłam, że zaczekam aż się obudzi. Podeszłam do lady, skąd zabrałam pudełko. Położyłam za to na jego miejsce sumę, o jaką się umówiliśmy.
Wyjęłam z woreczka białą farbę i pędzel i pokryłam nią pudełko. Gdy wysychało, mogłam tylko czekać. Byłam ciekawa, co pierwsze się stanie: on się obudzi, czy farba wyschnie. Najwidoczniej moc zabrała mu dość sporo energii, ponieważ zdążyłam przykleić ładne niebieskie wzory z serwetki na pudełko. Wystarczy tylko ładnie podkoloryzować historię tego przedmioty i upchnę to jakiemuś amatorowi za 400 monet. Ewentualnie zniżę cenę dla kogoś lepszego do 300, ale za mniej nie oddam. Ponieważ chłopak dalej się nie budził, a ja musiałam sprawdzić, jak trzyma się mój Ramzes i wynająć sobie jakiś wolny pokój, zaniosłam smoka za ladę, tak na wypadek. Okryłam go jakimś kocem i zostawiłam kartkę: "Świetnie się bawiłam. Jak coś, znajdziesz mnie w najbliższej karczmie lub stajni. Ewentualnie na targu." Kartkę położyłam na ladę. Wzięłam do ręki klucz i zamknęłam sklep, po czym przeszłam przez drzwi jako duch.
<Cyrus?>
niedziela, 1 kwietnia 2018
Od Cyrusa do Ashley
Zerknąłem na dziewczynę, skinąłem delikatnie głową i uniosłem kąciki ust. Nareszcie. Mogę pokazać swoją świetność tym niedowiarkom.
Swój pokaz zacząłem od przygotowania gruntu. Bo jak to tak? Na żywca?
Zacząłem ściągać w nasze okolice energie naturalne, które utworzyły na niebie czarne, wirujące chmury, przez które nawet srebrzyste światło księżyca nie dało się przebić. Na karku czułem już, że zaczynam się łączyć z zebraną elektrycznością. Teraz wystarczyło znaleźć jedynie przewodnik na jej moc. Ogarnąłem spojrzeniem zebranych, po czym, kiedy ujrzałem leżący samotnie miecz, prześlizgnąłem się pod ręką jednego z wojowników, zrobiłem niezwykle piękny, powabny, elegancki oraz pełen gracji przewrót, niestety brudząc swoje szaty trawą i chwyciłem za rękojeść. Wyprostowałem się, wzniosłem broń do góry i przywołałem piorun. Ból szarpnął moją ręką. Taki efekt uboczny często występował po długim nie używaniu "mojego" żywiołu, co było spowodowane oduczeniem się ciała przyjmowania takich ilości energii. Krzyknąłem wbrew sobie, zamknąłem oczy, a wyładowanie trafiło w metalowe ostrze. Wiązki mocy oplotły miecz, wypełniając go elektrycznością. Część z niej przeszła również na rękę. Byłem związany ze swoim przewodnikiem, co świadczyło, że mogę używać pełnego arsenału mocy. Jednym słowem - idealnie. Stanąłem między ciemnowłosą, lewitującą w tej swojej ni to stałej ni to gazowej formie, wycelowałem w wojowników i przyjąłem bojową pozycję.
- Kto się chce ze mną zmierzyć, co?! - Z niesamowitą pewnością siebie wykonałem lekki zamach. Elektryczne skwierczenie przeszyło powietrze. Ktoś z bandy wycofał się i uciekł. Przywódca skwitował to przewróceniem oczami.
- Ubijmy te czarownice. - Oznajmił spokojnym, lecz pełnym powagi głosem, pewniej chwytając za włócznię.
Zaczęła się walka. Miotałem wyładowaniami elektrycznymi, które działały na szerokim, lecz krótkim obszarze. Dziewczyna natomiast z delikatnym uśmiechem wypuszczała spomiędzy swoich palców cienkie smugi ognia. W pewnym momencie, zbliżyłem się do ciemnowłosej, a następnie czubkiem miecza wskazałem na jej dłoń. Fanka uniosła pytająco brew.
- Wypuść ogień. - Oznajmiłem, spoglądając na nowych wojowników, którzy przybyli do lasu prawdopodobnie z powodu huków, które się w okolicy rozlegały.
- Po co mam to zrobić?
- Po co? Wywołamy piekło.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie, a ja zrobiłem to samo. Następnie skinęła delikatnie głową i wykonała prośbę.
Połączenie dymu, ognia oraz elektryczności sprawił, że zabójczy obłok, czy raczej gorąca, dusząca chmura, paralizująca i paląca każdego, kto znajdował się na drodze, wytępiła wszystkich. Jak szczury. Jedyne, co po ludziach zostało, były tlące się stosy. Już miałem się cieszyć z naszego zwycięstwa, kiedy nagle upadłem na ziemię. Poczułem się taki słaby. Wyczerpany. Bez życia. Takie szastanie mocą to na mnie za dużo, przez co zacząłem mdleć. Nim moje oczy się zamknęły, przysięgam, zobaczyłem na głowie brunetki rogi. Najprawdziwsze rogi.
< Ash? Popiołku ty mój? :D >
Swój pokaz zacząłem od przygotowania gruntu. Bo jak to tak? Na żywca?
Zacząłem ściągać w nasze okolice energie naturalne, które utworzyły na niebie czarne, wirujące chmury, przez które nawet srebrzyste światło księżyca nie dało się przebić. Na karku czułem już, że zaczynam się łączyć z zebraną elektrycznością. Teraz wystarczyło znaleźć jedynie przewodnik na jej moc. Ogarnąłem spojrzeniem zebranych, po czym, kiedy ujrzałem leżący samotnie miecz, prześlizgnąłem się pod ręką jednego z wojowników, zrobiłem niezwykle piękny, powabny, elegancki oraz pełen gracji przewrót, niestety brudząc swoje szaty trawą i chwyciłem za rękojeść. Wyprostowałem się, wzniosłem broń do góry i przywołałem piorun. Ból szarpnął moją ręką. Taki efekt uboczny często występował po długim nie używaniu "mojego" żywiołu, co było spowodowane oduczeniem się ciała przyjmowania takich ilości energii. Krzyknąłem wbrew sobie, zamknąłem oczy, a wyładowanie trafiło w metalowe ostrze. Wiązki mocy oplotły miecz, wypełniając go elektrycznością. Część z niej przeszła również na rękę. Byłem związany ze swoim przewodnikiem, co świadczyło, że mogę używać pełnego arsenału mocy. Jednym słowem - idealnie. Stanąłem między ciemnowłosą, lewitującą w tej swojej ni to stałej ni to gazowej formie, wycelowałem w wojowników i przyjąłem bojową pozycję.
- Kto się chce ze mną zmierzyć, co?! - Z niesamowitą pewnością siebie wykonałem lekki zamach. Elektryczne skwierczenie przeszyło powietrze. Ktoś z bandy wycofał się i uciekł. Przywódca skwitował to przewróceniem oczami.
- Ubijmy te czarownice. - Oznajmił spokojnym, lecz pełnym powagi głosem, pewniej chwytając za włócznię.
Zaczęła się walka. Miotałem wyładowaniami elektrycznymi, które działały na szerokim, lecz krótkim obszarze. Dziewczyna natomiast z delikatnym uśmiechem wypuszczała spomiędzy swoich palców cienkie smugi ognia. W pewnym momencie, zbliżyłem się do ciemnowłosej, a następnie czubkiem miecza wskazałem na jej dłoń. Fanka uniosła pytająco brew.
- Wypuść ogień. - Oznajmiłem, spoglądając na nowych wojowników, którzy przybyli do lasu prawdopodobnie z powodu huków, które się w okolicy rozlegały.
- Po co mam to zrobić?
- Po co? Wywołamy piekło.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie, a ja zrobiłem to samo. Następnie skinęła delikatnie głową i wykonała prośbę.
Połączenie dymu, ognia oraz elektryczności sprawił, że zabójczy obłok, czy raczej gorąca, dusząca chmura, paralizująca i paląca każdego, kto znajdował się na drodze, wytępiła wszystkich. Jak szczury. Jedyne, co po ludziach zostało, były tlące się stosy. Już miałem się cieszyć z naszego zwycięstwa, kiedy nagle upadłem na ziemię. Poczułem się taki słaby. Wyczerpany. Bez życia. Takie szastanie mocą to na mnie za dużo, przez co zacząłem mdleć. Nim moje oczy się zamknęły, przysięgam, zobaczyłem na głowie brunetki rogi. Najprawdziwsze rogi.
< Ash? Popiołku ty mój? :D >
sobota, 31 marca 2018
Od Ashley do Cyrusa
Oczywiście. I jem jeszcze śniadanie z samym księciem Merkez.
- No niestety, trochę ciężko zaglądać do niego często, jak jest się w podróży - postanowiłem zagrać z Cyrusem w jego grę, chociaż nie miałam pojęcia, o kim mówiliśmy. Ale skoro to uratuje nasze... jego życie, to warto spróbować. - Ale mówię wam, jeszcze nigdy w życiu nie zawiódł mnie. Normalnie, jakby czytał w myślach klienta - skończyłam, a smok kontynuował. Opowiadał o jego pięknych strojach wystawionych na pokaz na jakimś tam zamku, o tym, że każda szanowana się szlachta nosi jego ubrania... ale ich najwidoczniej przestało to interesować.
- Dobra, starczy - powiedział dowódca stopując smoka. Ten raptownie zamilkł, najwidoczniej obrażony, jak się w stosunku do niego zachowują. Delikatnie się uśmiechnęłam rozbawiona. - Nie mam już ochoty słuchać o jakimś Smitfonie. Mówcie, kim jesteście, inaczej poderżnę wam gardła - jemu poderżniesz, poprawiłam go w myślach.
- Ale po co te nerwy? Nie wiesz, że jak rozmawia się z innymi spokojnie, to wyniki rozmowy są lepsze i większe? - pouczyłam go. Zmarszczył czoło.
- Mam was dosyć... - mruknął i podniósł do góry włócznie. Skierował ją w kierunku chłopaka.
- Ja bym odradzała... - odezwałam się. - Nie słyszałeś o magicznych istotkach z tego lasu, podobnych do wróżek? - zapytałam, gdy spojrzał na mnie. Nie opuścił broni, ale jeszcze nie wbił jej w ciało chłopaka.
- Kłamiesz - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Jak uważasz - odwróciłam wzrok rozglądając się po lesie. Przez chwilę nic się nie działo, aż nagle przez moje ciało nie przeleciała strzała. Wbiła się w trawę, a ja poczułam dziwne machnięcie powietrzy przy sercu. Przeszły mnie dreszcze. Odwróciłam się w stronę idioty, który postanowił mnie zaatakować. - Doigrałeś się... - mruknęłam i używając pirokinezy sprawiłam, ze jego ciało zapłonęło. Zaczął krzyczeć i biegać w różne strony, byle tylko zgasić płomień. Odwróciłam się w kierunku dowódcy, który się cofnął. Używając telekinezy, podniosłam jakiegoś grubasa stojącego parę kroków od mojego celu, po czym rzuciłam człowiekiem na tego, który trzymał włócznię. Oboje wylądowali gdzieś po drugiej stronie. - Może teraz ty się czymś popiszesz? - szturchnęłam go biodrem, oglądając, jak ludzka zapałka płonie.
<Cyrus? Krótkie, nudne... to przez święta>
- No niestety, trochę ciężko zaglądać do niego często, jak jest się w podróży - postanowiłem zagrać z Cyrusem w jego grę, chociaż nie miałam pojęcia, o kim mówiliśmy. Ale skoro to uratuje nasze... jego życie, to warto spróbować. - Ale mówię wam, jeszcze nigdy w życiu nie zawiódł mnie. Normalnie, jakby czytał w myślach klienta - skończyłam, a smok kontynuował. Opowiadał o jego pięknych strojach wystawionych na pokaz na jakimś tam zamku, o tym, że każda szanowana się szlachta nosi jego ubrania... ale ich najwidoczniej przestało to interesować.
- Dobra, starczy - powiedział dowódca stopując smoka. Ten raptownie zamilkł, najwidoczniej obrażony, jak się w stosunku do niego zachowują. Delikatnie się uśmiechnęłam rozbawiona. - Nie mam już ochoty słuchać o jakimś Smitfonie. Mówcie, kim jesteście, inaczej poderżnę wam gardła - jemu poderżniesz, poprawiłam go w myślach.
- Ale po co te nerwy? Nie wiesz, że jak rozmawia się z innymi spokojnie, to wyniki rozmowy są lepsze i większe? - pouczyłam go. Zmarszczył czoło.
- Mam was dosyć... - mruknął i podniósł do góry włócznie. Skierował ją w kierunku chłopaka.
- Ja bym odradzała... - odezwałam się. - Nie słyszałeś o magicznych istotkach z tego lasu, podobnych do wróżek? - zapytałam, gdy spojrzał na mnie. Nie opuścił broni, ale jeszcze nie wbił jej w ciało chłopaka.
- Kłamiesz - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Jak uważasz - odwróciłam wzrok rozglądając się po lesie. Przez chwilę nic się nie działo, aż nagle przez moje ciało nie przeleciała strzała. Wbiła się w trawę, a ja poczułam dziwne machnięcie powietrzy przy sercu. Przeszły mnie dreszcze. Odwróciłam się w stronę idioty, który postanowił mnie zaatakować. - Doigrałeś się... - mruknęłam i używając pirokinezy sprawiłam, ze jego ciało zapłonęło. Zaczął krzyczeć i biegać w różne strony, byle tylko zgasić płomień. Odwróciłam się w kierunku dowódcy, który się cofnął. Używając telekinezy, podniosłam jakiegoś grubasa stojącego parę kroków od mojego celu, po czym rzuciłam człowiekiem na tego, który trzymał włócznię. Oboje wylądowali gdzieś po drugiej stronie. - Może teraz ty się czymś popiszesz? - szturchnęłam go biodrem, oglądając, jak ludzka zapałka płonie.
<Cyrus? Krótkie, nudne... to przez święta>
środa, 28 marca 2018
Od Cyrusa do Ashley
Z całych sił powstrzymywałem się przed obruszeniem. "Kim jesteście"? Tak do mnie? Tę dziewczynę, rozumiem, jest może i ładna, ale nie jest mną, no ale ja przepraszam bardzo!
Tóż to poniżanie i uwłaczanie mej smoczej osobistości!
- Nic wam do tego, ludzie. - ostatnie słowo, które wydobyło się z moich ust, miało słabo zawoalowane obrzydzenie w swoim brzmieniu. W końcu, nie miałem obowiązku okazywać szacunku smokobójcom. Przywódca bandy spojrzał po towarzyszach, a następnie zaśmiał się gromko. Podrzucił włócznię w dłoniach, a po chwili już kierował się w moją stronę. Brunetka nadal zdawała się być zajęta łaskotkami, lecz wiedziałem, że obserwuje czujnie zbliżającego się osobnika. Czyżby ona nie lubiła ludzi tak samo, jak ja? Idealna towarzyszka!
- A to co? - Grot włóczni dotknął mojego ogona. Przełknąłem ślinę. Nie dość, że krew znajduje się na moich łuskach, to w dodatku wojownik jest niebezpiecznie blisko mojego serca. I to nie w znaczeniu emocjonalnym. Jego to bym za całe złoto Sayari nie pokochał. Ale wystarczy, że podniesie wyżej tę włócznie, a zginę. Tatko, ja NIECHYBNIE zginę!
- Pasek. Od Louis Smuitton. -
- Kogo? - Na pociągłej, brzydkiej twarzy osobnika płci męskiej pojawił się grymas zdziwienia. Żachnąłem się oburzony, teatralnym gestem kładąc dłoń na piersi.
- Nie znasz? -
Ludzie spojrzeli po sobie. Wychodziło na to, że nie. Co za ignorancja!
Oczyściłem chrząknięciem gardło.
- A więc, Louis Smitton był znanym projektantem mody z samego Merkez. Produkował najlepsze ubrania, był mistrzem, ba, bożyszczem w swoim fachu! - Zacząłem się powoli rozkręcać. Nawet dobrze mi to szło, mimo przysłowiowego noża na gardle. Czy raczej włóczni. Zabawne. - Od 1598 roku posiada swój własny dom mody, gdzie, słuchaj tego! Ubiera się sam Yaradan z rodu Krallów! -
- Ten grubas? - Ciemnowłosa podniosła brwi. Machnąłem dłonią.
- Wszystko jedno! Ale, ale, to nie wszystko! Znam Louisa, to mój stary druh i to właśnie on sprezentował mi ten pasek, osobiście! -
Pokazałem pasko - ogon, obracając się wokół. W końcu, jak miałem blefować, to na całego.
- Czyli ty to taki pedał? - Zauważył ktoś z tłumu, a po chwili wszyscy zaczęli rżeć jak konie na pastwisku. Żałosne. Nawet pogromca uśmiechnął się i opuścił dłoń.
- Wiesz, jesteś nawet zabawny. -
- Oczywiście, że wiem. Ja wiem wszystko. - Objąłem ramieniem brunetkę. - Ona też ubiera się u Smitton! Ale.. tak trochę rzadziej.. -
<Ashie? :P >
Tóż to poniżanie i uwłaczanie mej smoczej osobistości!
- Nic wam do tego, ludzie. - ostatnie słowo, które wydobyło się z moich ust, miało słabo zawoalowane obrzydzenie w swoim brzmieniu. W końcu, nie miałem obowiązku okazywać szacunku smokobójcom. Przywódca bandy spojrzał po towarzyszach, a następnie zaśmiał się gromko. Podrzucił włócznię w dłoniach, a po chwili już kierował się w moją stronę. Brunetka nadal zdawała się być zajęta łaskotkami, lecz wiedziałem, że obserwuje czujnie zbliżającego się osobnika. Czyżby ona nie lubiła ludzi tak samo, jak ja? Idealna towarzyszka!
- A to co? - Grot włóczni dotknął mojego ogona. Przełknąłem ślinę. Nie dość, że krew znajduje się na moich łuskach, to w dodatku wojownik jest niebezpiecznie blisko mojego serca. I to nie w znaczeniu emocjonalnym. Jego to bym za całe złoto Sayari nie pokochał. Ale wystarczy, że podniesie wyżej tę włócznie, a zginę. Tatko, ja NIECHYBNIE zginę!
- Pasek. Od Louis Smuitton. -
- Kogo? - Na pociągłej, brzydkiej twarzy osobnika płci męskiej pojawił się grymas zdziwienia. Żachnąłem się oburzony, teatralnym gestem kładąc dłoń na piersi.
- Nie znasz? -
Ludzie spojrzeli po sobie. Wychodziło na to, że nie. Co za ignorancja!
Oczyściłem chrząknięciem gardło.
- A więc, Louis Smitton był znanym projektantem mody z samego Merkez. Produkował najlepsze ubrania, był mistrzem, ba, bożyszczem w swoim fachu! - Zacząłem się powoli rozkręcać. Nawet dobrze mi to szło, mimo przysłowiowego noża na gardle. Czy raczej włóczni. Zabawne. - Od 1598 roku posiada swój własny dom mody, gdzie, słuchaj tego! Ubiera się sam Yaradan z rodu Krallów! -
- Ten grubas? - Ciemnowłosa podniosła brwi. Machnąłem dłonią.
- Wszystko jedno! Ale, ale, to nie wszystko! Znam Louisa, to mój stary druh i to właśnie on sprezentował mi ten pasek, osobiście! -
Pokazałem pasko - ogon, obracając się wokół. W końcu, jak miałem blefować, to na całego.
- Czyli ty to taki pedał? - Zauważył ktoś z tłumu, a po chwili wszyscy zaczęli rżeć jak konie na pastwisku. Żałosne. Nawet pogromca uśmiechnął się i opuścił dłoń.
- Wiesz, jesteś nawet zabawny. -
- Oczywiście, że wiem. Ja wiem wszystko. - Objąłem ramieniem brunetkę. - Ona też ubiera się u Smitton! Ale.. tak trochę rzadziej.. -
<Ashie? :P >
niedziela, 25 marca 2018
Od Ashley do Cyrusa
Obserwowałem jak nieznany wojownik wyciąga broń z klatki piersiowej smoka. Było mi trochę żal tego stwora; w końcu są rzadkie, a wnioskując po osobniku stojącego obok mnie, także ciekawe. I właśnie przez takiego ludzkiego kretyna ich populacja maleje, a moje życie jest nudne. Po raz wtóry przeleciało mi przez głowę, że chciałabym ich wszystkich pozabijać, ale świat bez Pionków byłby jeszcze nudniejszy. W końcu nie ma tak durnych i dających się manipulować ras, jak oni, a w tym cała zabawa.
- To nie ten! - krzyknął i cisnął grot w naszą stronę (zrobił to odruchowo, wątpię, by w nas celował, skoro nawet nas nie zauważył). Strzała wylądowała drzewo od nas, słyszałam, jak chłopak przełyka gulę w gardle. Co tu się dziwić? W tej chwili jego pobratymca leży martwy na ziemi. - Ten smok, dzięki któremu ta wiedźma uciekła, był biały! - wydarł się na swoich towarzyszy, którzy ściskali w dłoniach łuki i strzały, najwidoczniej przerażeni, że ich dowódca (tak sądzę) jest wściekły.
- Z dołu każdy smok wygląda tak samo - odezwał się ktoś cichym i niepewnym głosem. Mężczyzna, który przed chwilą stał przy martwym smoku, podszedł do tego, który odważył się odezwać.
- Ale nie każdy jest ujeżdżany przez człowieka! - uderzył go w twarz. Aż poczułam dreszcze. Spojrzałam na Cyrusa, który tak samo jak ja, przyglądał się całemu zajściu, ale głównie był wpatrzony w martwe ciało. Szturchnęłam go lekko w ramię.
- Jak cię zobaczą, zabiją cię - spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Jakbym tego nie wiedział, ciebie też - mruknął i zrobił krok w tył. Tak jak to bywa w tajemniczych filmach grozy czy czymś tam, stanął na gałązkę, a przez jego chrupnięcie, wszystkie głowy zaczęły się rozglądać wokół poszukując źródła dźwięku. Tylko ten jeden rosły mężczyzna spojrzał w dobrym kierunku; zmrużył oczy i ruszył w naszą stronę. Gdy oboje mieliśmy zamiar stąd uciec, zatrzymaliśmy się pod jego głosem "Stać!".
- Uciekać, czy podejść - powiedziałam sama do siebie i zamieniłam się w ducha, na wypadek, gdyby zechcieli strzelać. Każda strzała przeleci przeze mnie na wylot. Kiedy my tak staliśmy nie wiedząc co zrobić, przed nami pojawili się towarzysze pogromcy smoków. Byliśmy zmuszeni się ujawnić.
- Kim jesteście? - zapytał jeden z nich, kiedy ich dowódca zaczął krążyć wokół nas i uważnie nam się przyglądać. Czy nas rozpoznał? Mnie może jeszcze nie, ale Cyrus zdecydowanie się wyróżnia. Tym bardziej, że wokół pasa ma owinięty biało ogon. A takiego smoczego koloru ten mężczyzna właśnie poszukuje.
- Ej, paczcie! - zaśmiał się dość otyły osobnik, którego ręka przelatywała przez moje ciało; bawił się machaniem dłoni jak mały dzieciak, a ja akurat miałam łaskotki na brzuchu, dlatego musiałam się zmusić, by w tak poważnej sytuacji nie zacząć się śmiać.
<Cyrus? Czekałam, aż ktoś dokończy>
- To nie ten! - krzyknął i cisnął grot w naszą stronę (zrobił to odruchowo, wątpię, by w nas celował, skoro nawet nas nie zauważył). Strzała wylądowała drzewo od nas, słyszałam, jak chłopak przełyka gulę w gardle. Co tu się dziwić? W tej chwili jego pobratymca leży martwy na ziemi. - Ten smok, dzięki któremu ta wiedźma uciekła, był biały! - wydarł się na swoich towarzyszy, którzy ściskali w dłoniach łuki i strzały, najwidoczniej przerażeni, że ich dowódca (tak sądzę) jest wściekły.
- Z dołu każdy smok wygląda tak samo - odezwał się ktoś cichym i niepewnym głosem. Mężczyzna, który przed chwilą stał przy martwym smoku, podszedł do tego, który odważył się odezwać.
- Ale nie każdy jest ujeżdżany przez człowieka! - uderzył go w twarz. Aż poczułam dreszcze. Spojrzałam na Cyrusa, który tak samo jak ja, przyglądał się całemu zajściu, ale głównie był wpatrzony w martwe ciało. Szturchnęłam go lekko w ramię.
- Jak cię zobaczą, zabiją cię - spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Jakbym tego nie wiedział, ciebie też - mruknął i zrobił krok w tył. Tak jak to bywa w tajemniczych filmach grozy czy czymś tam, stanął na gałązkę, a przez jego chrupnięcie, wszystkie głowy zaczęły się rozglądać wokół poszukując źródła dźwięku. Tylko ten jeden rosły mężczyzna spojrzał w dobrym kierunku; zmrużył oczy i ruszył w naszą stronę. Gdy oboje mieliśmy zamiar stąd uciec, zatrzymaliśmy się pod jego głosem "Stać!".
- Uciekać, czy podejść - powiedziałam sama do siebie i zamieniłam się w ducha, na wypadek, gdyby zechcieli strzelać. Każda strzała przeleci przeze mnie na wylot. Kiedy my tak staliśmy nie wiedząc co zrobić, przed nami pojawili się towarzysze pogromcy smoków. Byliśmy zmuszeni się ujawnić.
- Kim jesteście? - zapytał jeden z nich, kiedy ich dowódca zaczął krążyć wokół nas i uważnie nam się przyglądać. Czy nas rozpoznał? Mnie może jeszcze nie, ale Cyrus zdecydowanie się wyróżnia. Tym bardziej, że wokół pasa ma owinięty biało ogon. A takiego smoczego koloru ten mężczyzna właśnie poszukuje.
- Ej, paczcie! - zaśmiał się dość otyły osobnik, którego ręka przelatywała przez moje ciało; bawił się machaniem dłoni jak mały dzieciak, a ja akurat miałam łaskotki na brzuchu, dlatego musiałam się zmusić, by w tak poważnej sytuacji nie zacząć się śmiać.
<Cyrus? Czekałam, aż ktoś dokończy>
sobota, 24 marca 2018
Od Cyrusa do Ashley/ Ktosia
Zerknąłem w stronę mojego pobratymca, który rzeczywiście kierował się ku nam. Wiedziałem jednak, że nic nam nie zrobi. Jaki miałby sens w polowaniu na własnego pobratymca, czyż nie?
Na wszelki wypadek, obniżyłem jednak swój lot, aby ten drugi mógł nas spokojnie wyminąć.
I właśnie w tym momencie się zdziwiłem. Głuchy, ostrzegawczy warkot wydobył się z gardzieli stworzenia, które, owszem, przeleciało nad nami, jednak prawie od razu zawróciło i zaczęło krążyć wokół nas. Brunetka przeskakiwała wzrokiem to na mnie, to na drugiego stwora.
- Będziecie walczyć? - Spytała podekscytowana, na co skinąłem nieznacznie głową. Nie miałem innego wyjścia. Bestia najzwyczajniej w świecie nie miała dobrych zamiarów. Dłonie dziewczyny zacisnęły się mocniej na mych kolcach. O, nie, nie, nie. Panienka nie będzie mi siedzieć na grzbiecie, bo wystarczy jedno kłapnięcie szczęk przeciwnika, aby została pożarta prawie że żywcem. Dlatego zanurkowałem w dół, w pewnym momencie obracając się łapami w górę. W ten sposób, fanka została zmuszona puścić się, a z racji niewielkiej wysokości, wylądowała na trawie z tylko kilkoma siniakami.
- Hej, wracaj tu! - Krzyknęła, podrywając się z ziemi, lecz ja już byłem ponownie w powietrzu. Zrównałem się z pobratymcem. Teraz, gdy mogłem się mu lepiej przyjrzeć bez podekscytowanej dziewczyny na karku, zobaczyłem, że należy do bardziej dzikich smoków, bez zdolności przemiany w człowieka.
Ah, to dlatego mnie zaatakował. Zadziałał instynktownie. Zacząłem najpierw od zaprezentowania swojej siły, poprzez zawiśnięcie przed stworzeniem i pokazanie kłów. Widząc, jak opowiada w ten sposób, zrozumiałem, że mam do czynienia z samcem.
On zaatakował pierwszy, swe pazury wbijając w moją pierś, chronioną łuskami jak zbroją. Odpowiedziałem mu na to uderzeniem ogona, który zdawał się odepchnąć na niecałą minutę bestię. Smok szybko podjął ponowną walkę, tym razem za swój cel obierając bok. Od tego ciosu trudno było mi się obronić, gdyż przez wielkość, miałem problemy z nagłymi zrywami. Dlatego wspólnie opadliśmy na ziemię. Ból promieniował po moim gadzim cielsku, spowodowany siłą uderzenia o powierzchnię. Większość powietrze została mi z płuc wypchnięta, razem z kolejnymi wiązkami energii.
Oponent odsunął się gwałtownie ode mnie, jakby zdziwiony, tym co właśnie zobaczył. Nim podniosłem się, rycząc jak wściekłe zwierzę, smok po raz kolejny wrócił w przestworza. Ja również zrobiłem to samo, lecz zdekoncentrowałem się czyimś oddechem..
- No leć! Musisz go dogonić! - Zawołała brunetka, ponownie usadowując się między rogami. Tym razem zrzucenie jej nie wchodziło w grę. Dlatego wziąłem krótki rozbieg, machnąłem skrzydłami i zacząłem się wznosić. Samiec natomiast leciał coraz wyżej, planując kolejny atak z powietrza, prawdopodobnie wycelowany w moją fankę. Prawdopodobnie połączył tym swoim małym łebkiem, że skoro pozwalam się dosiadać, musimy się znać. Już miałam kierować się w dół, gdy coś świsnęło w powietrzu. Wpierw strzała przeleciała nad jego skrzydłami, zwracając na to jedynie uwagę stworzenia. Wyhamowałem prewencyjnie, aby ocenić sytuację. Ktoś był w lesie bądź gdzieś w dole i strzelał do nas. Ah, to wszystko przez naszą "podróż" nad tamtą wioską..
Kolejne strzały trafiały w większym, czy mniejszym stopniu w cel. We mnie również kilka wycelowano, więc zacząłem się poruszać na tyle sprawnie, aby być trudniejszym obiektem niż tamten gad, co jedynie ryczał i zionął ogniem, swym spojrzeniem szukając napastnika. Nie potrwało to długo, gdyż ostatecznie jeden z grotów utknął mu w stawie skrzydła. W jakimś nieprawdopodobnym odruchu chciałem mu pomóc, jednak było już za późno. Cielsko spadło do lasu, łamiąc drzewa jak zapałki.
- Sprawdźmy to, błagam! - Wjęczała mi nad uchem ciemnowłosa. Przewróciłem oczami. Przynajmniej ten międzyrasowy gest mogła zrozumieć. Wylądowałem na trawie, między drzewami i potruchtałem w miejsce, gdzie znajdował się mój przeciwnik. Zatrzymałem się jednak na widok kopii, wbitej w jego klatkę piersiową. Od razu rozpoznałem zabójczy dla smoków stop srebra i platyny. Stojący obok truchła wojownik oparł się nogą o bok samca, wyciągając broń. Z przerażeniem obserwowałem ściskającą na trawę krew. Która niedługo, może należeć również do mnie.
< Ash? Albo tajemniczy pogromco? >
Na wszelki wypadek, obniżyłem jednak swój lot, aby ten drugi mógł nas spokojnie wyminąć.
I właśnie w tym momencie się zdziwiłem. Głuchy, ostrzegawczy warkot wydobył się z gardzieli stworzenia, które, owszem, przeleciało nad nami, jednak prawie od razu zawróciło i zaczęło krążyć wokół nas. Brunetka przeskakiwała wzrokiem to na mnie, to na drugiego stwora.
- Będziecie walczyć? - Spytała podekscytowana, na co skinąłem nieznacznie głową. Nie miałem innego wyjścia. Bestia najzwyczajniej w świecie nie miała dobrych zamiarów. Dłonie dziewczyny zacisnęły się mocniej na mych kolcach. O, nie, nie, nie. Panienka nie będzie mi siedzieć na grzbiecie, bo wystarczy jedno kłapnięcie szczęk przeciwnika, aby została pożarta prawie że żywcem. Dlatego zanurkowałem w dół, w pewnym momencie obracając się łapami w górę. W ten sposób, fanka została zmuszona puścić się, a z racji niewielkiej wysokości, wylądowała na trawie z tylko kilkoma siniakami.
- Hej, wracaj tu! - Krzyknęła, podrywając się z ziemi, lecz ja już byłem ponownie w powietrzu. Zrównałem się z pobratymcem. Teraz, gdy mogłem się mu lepiej przyjrzeć bez podekscytowanej dziewczyny na karku, zobaczyłem, że należy do bardziej dzikich smoków, bez zdolności przemiany w człowieka.
Ah, to dlatego mnie zaatakował. Zadziałał instynktownie. Zacząłem najpierw od zaprezentowania swojej siły, poprzez zawiśnięcie przed stworzeniem i pokazanie kłów. Widząc, jak opowiada w ten sposób, zrozumiałem, że mam do czynienia z samcem.
On zaatakował pierwszy, swe pazury wbijając w moją pierś, chronioną łuskami jak zbroją. Odpowiedziałem mu na to uderzeniem ogona, który zdawał się odepchnąć na niecałą minutę bestię. Smok szybko podjął ponowną walkę, tym razem za swój cel obierając bok. Od tego ciosu trudno było mi się obronić, gdyż przez wielkość, miałem problemy z nagłymi zrywami. Dlatego wspólnie opadliśmy na ziemię. Ból promieniował po moim gadzim cielsku, spowodowany siłą uderzenia o powierzchnię. Większość powietrze została mi z płuc wypchnięta, razem z kolejnymi wiązkami energii.
Oponent odsunął się gwałtownie ode mnie, jakby zdziwiony, tym co właśnie zobaczył. Nim podniosłem się, rycząc jak wściekłe zwierzę, smok po raz kolejny wrócił w przestworza. Ja również zrobiłem to samo, lecz zdekoncentrowałem się czyimś oddechem..
- No leć! Musisz go dogonić! - Zawołała brunetka, ponownie usadowując się między rogami. Tym razem zrzucenie jej nie wchodziło w grę. Dlatego wziąłem krótki rozbieg, machnąłem skrzydłami i zacząłem się wznosić. Samiec natomiast leciał coraz wyżej, planując kolejny atak z powietrza, prawdopodobnie wycelowany w moją fankę. Prawdopodobnie połączył tym swoim małym łebkiem, że skoro pozwalam się dosiadać, musimy się znać. Już miałam kierować się w dół, gdy coś świsnęło w powietrzu. Wpierw strzała przeleciała nad jego skrzydłami, zwracając na to jedynie uwagę stworzenia. Wyhamowałem prewencyjnie, aby ocenić sytuację. Ktoś był w lesie bądź gdzieś w dole i strzelał do nas. Ah, to wszystko przez naszą "podróż" nad tamtą wioską..
Kolejne strzały trafiały w większym, czy mniejszym stopniu w cel. We mnie również kilka wycelowano, więc zacząłem się poruszać na tyle sprawnie, aby być trudniejszym obiektem niż tamten gad, co jedynie ryczał i zionął ogniem, swym spojrzeniem szukając napastnika. Nie potrwało to długo, gdyż ostatecznie jeden z grotów utknął mu w stawie skrzydła. W jakimś nieprawdopodobnym odruchu chciałem mu pomóc, jednak było już za późno. Cielsko spadło do lasu, łamiąc drzewa jak zapałki.
- Sprawdźmy to, błagam! - Wjęczała mi nad uchem ciemnowłosa. Przewróciłem oczami. Przynajmniej ten międzyrasowy gest mogła zrozumieć. Wylądowałem na trawie, między drzewami i potruchtałem w miejsce, gdzie znajdował się mój przeciwnik. Zatrzymałem się jednak na widok kopii, wbitej w jego klatkę piersiową. Od razu rozpoznałem zabójczy dla smoków stop srebra i platyny. Stojący obok truchła wojownik oparł się nogą o bok samca, wyciągając broń. Z przerażeniem obserwowałem ściskającą na trawę krew. Która niedługo, może należeć również do mnie.
< Ash? Albo tajemniczy pogromco? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)