Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kradziej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kradziej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2019

Od Fufu do Azraela

Całkowicie nie rozumiem jego zachowania! Nie dość, że rzucił się na mnie jak jakiś chłop i prostak to jeszcze śmiał obrażać moich rodziców, gdy to jego użarło to jakże piękne stworzenie! Znaczy, dobra, jest dość nietypowe i wygląda egzotycznie, może nawet jest z Khayru, ale mimo wszystko było naprawdę urokliwe. Szczególnie, że mój ojciec nigdy nie przepadał jakoś za zwierzakami, a na futro marudził, więc może byłaby szansa go o coś takiego poprosić. O, albo nawet mogłabym go dostać od tego człowieka! W końcu go uratowałam, prawda?
- Przepraszam bardzo, nigdzie Wami nie gardziłam! - Pisnęłam, odwracając się gwałtownie w jego stronę, gdy ten skończył swoje psioczenie. - Ja tu człeka ratuję, a ten jak się odwdzięcza? No jak? Zamiast dać mi zwierzątko w podziękowaniu, powiedzieć coś czy wynieść na rękach w akcie wzruszenia to ten najzwyczajniej w świecie marudzi! I to jeszcze klnie przy damach! Wiesz, że tak nie wypada? - Zawołałam gwałtownie, zapominając o tym, że miałam mu nic nie mówić o moim planie.
Tyle dobrze, że drogę ucieczki znałam akurat doskonale. Nie pierwszy raz przemierzałam te korytarze i nawet służba zdążyła się już przyzwyczaić do moich niecodziennych przechadzek po tych okolicach. Znaczy, no, niektórych trzeba było wspomóc lekką porcją złota, by nie mówili nic mojemu ojcu, ale większość z nich zwyczajnie mnie ignorowała czy kwitowała to jedynie lekkim skinieniem głowy. Nie byłam w żaden sposób dla nich uciążliwa, a nawet starałam się ich zawsze jakoś rozweselić, więc nie widzieli powodu, by coś z tym robić. No chyba, że ojczulek się na mnie wściekał, że znowu mnie gdzieś wcięło. Szczególnie, gdy właśnie podczas tych przechadzek robiłam sobie krzywdę i brudziłam wszystkie pobliskie komnaty krwią. Właśnie, przecież te ostatnie plamy wyglądają świeżo. To nie ja je zostawiłam!
- Hej, Ty krwawisz! - Zawołałam nagle, spoglądając na jego ramię. - Widzisz? Trza było nie podtykać łapek pod nieznane Ci zwierzaki. Każdy może dziabnąć! A przynajmniej tak mówi mój tato. - Mruczałam, grzebiąc w swojej torbie w poszukiwaniu czegoś co mogłoby tu pomóc. Na szczęście, jak wiadomo, kobiety potrafią całkiem sporo przydatnych rzeczy upchnąć w takim kawałku materiału, więc już po chwili trzymałam w ręce dużą chustkę. - No dawaj to ramię tutaj! Może i jestem tą wyższą, głupią i gardzącą wszystkimi, ale tyle razy się już zepsułam, że bez problemu powinnam Cię opatrzyć.

< Az? Udało się! >

poniedziałek, 6 maja 2019

Od Azraela do Fufu

Spojrzałem na lekko rozjuszonego Lezarda wpatrzonego w dziewczynę. Może jakoś wielce jej nie lubiłem, w sumie była mi ona obojętna. To jednak nie za bardzo chciałem, aby stała się jej krzywda. Wszak była księżniczką, córką króla. Za to na pewno by mnie stracili i to w porządnych męczarniach.
- Mogę go dotknąć? - usłyszałem wesoły, prawie piszczący głos dziewczyny.
- Nie rad.. - zanim w ogóle cokolwiek powiedziałem dziewczyna zrobiła kilka kroków w stronę stworzenia. Ten przedreptał zdenerwowany w miejscu po czym rzucił się w jej stronę. Tak naprawdę zakryłem ją swoimi ciałem w ostatnim momencie, przez co mój towarzysz wgryzł mi się porządnie w ramię. Szybko mnie puścił i zaskomlał przepraszająco lekko się przy tym cofającego.
- Ej! - Pisnęła, gdy zasłoniłem stworzenie - Widzisz? Nie lubi Cię i Cię gryzie! Mnie, by polubił.
Słysząc to spojrzałem na nią mocno czerwonymi oczami. Moją złość jeszcze potęgował naprawdę mocny ból po ugryzieniu.
- I właśnie dlatego kurwa nie lubię was wysoko urodzonych. Myślicie, że wam wszystko wolno i jesteście najlepsi. Bo co? Bo macie władze i pieniądze. Czy to właśnie pozwala wam tak gardzić nami, biedniejszymi? - warknąłem łapiąc się za krwawiące ramię. - Mogłem mu pozwolić się na ciebie rzucić, ale nie odezwało się we mnie sumienie. - wyszeptałem bardziej do siebie niż do niej. Byłem wściekły na nią i na siebie. Na siebie, że zachciało mi się ją ratować i na nią, że nawet nie potrafi za to podziękować. A ten gad lubi mnie bardziej niż kogokolwiek innego. Kiedy już zauważył swój błąd podszedł do mnie i wtulił swój pysk w mój bok mrucząc mi w myślach przeprosiny. Coś czułem, że ta rana szybko się nie zagoi, a przy okazji zostanie po niej blizna.

< Fufu? >

wtorek, 11 grudnia 2018

Od Fufu do Azraela

Wciąż wyrzucałam sobie moje nikłe zdolności planowania czy też brnięcia w kłamstwa bo wcale mi to teraz nie pomagało. Znaczy, moje aktualne wypowiedzi były na całkiem dobrym poziomie, patrząc na co poniektóre dawniejsze sytuacje, ale chłopak nie wyglądał na przekonanego. Ba, zdawało mi się nawet, że przez chwilę był rozbawiony moim zachowaniem, a jego oczy dziwnie zabłysły. Ja wiem, że zazwyczaj jestem dość radosną i zabawną osóbką, ale w tym momencie nie chciałam taka być. Miałam być straszna i prowadzić więźnia do celi! Ot co! Niech on sobie nie myśli, że może się tutaj śmiać czy...- urwałam w połowie, gdy po lochach rozszedł się regularny dźwięk kopyt.
- Koń? - bąknęłam nieświadomie, odwracając się w stronę hałasu i nadstawiając ucha.
Moje serce podeszło mi na chwilę do gardła. Co prawda straż raczej nie poruszała się konno po zamku, a tym bardziej po tych korytarzach, ale jeśli ktokolwiek, by nas nakrył to miałabym przechlapane. Ojciec znów, by marudził jak to nieodpowiedzialnie się zachowuje i, że nic mi powierzyć nie można, a tajemniczy chłopak na pewno, by został stracony. Dla przykładu. Bo przecież muszę brać przykład z mojego przewspaniałego i cudownego ojczulka, a własne pomysły odrzucić na bok. Idiotyczne.
Dlatego też w pierwszym odruchu chciałam znów pociągnąć mojego towarzysza i schować się za zasłoną czy czymkolwiek innym. Nieważne gdzie, byle, by mieć nikłe poczucie bezpieczeństwa bo naszej dwójki to na pewno, by nie pomieściło. Dźwięk jednak niepokojąco rósł, a zanim zdążyłam cokolwiek zdziałać - koło nas pojawił się koń. Jaszczurka? Czy też  może bardziej wierzchowiec? Nie miałam pojęcia, które określenie byłoby najtrafniejsze.
- To... Twój? - spytałam nieśmiało, słuchając wypowiedzi chłopaka.
On był... cudowny! Znaczy, dla sprecyzowania, dla mnie większość stworzeń co chodzi na czterech łapach czy więcej jest cudowne, ale ten urzekł mnie całkowicie! Posturą przypominał on konia, i nawet z tyłu wychwyciłam te kopyta, które wcześniej łomotały po zamku, ale cała reszta była typowo gadzia czy też psia. Przecież to miało łapy drapieżnika, ogon jaszczura, a do tego na łbie miało błonę! Czy ogon może mu odrastać? Czy skoro ma błonę to ma też może skrzela? Bogowie, w życiu nie widziałam takiego stwora!
- Mogę go dotknąć? - spytałam zachwycona, a moje oczy zalśniły na moment.

< Az? Wybacz, że tak długo, mnie trza kopać po zadku! >

sobota, 17 marca 2018

Od Azraela do Fufu

Dziewczyna wyglądał na lekko spanikowaną, no nic dziwnego też bym się bał. Jednak ja już przywykłem do odgłosów, jakie wydaje Lezard. Po chwili takiego stania poczułem jak, jestem łapany za ręce i ciągnięty w bok.
- Chodź. - usłyszałem prostą komendę ze strony dziewczyny.
Wszystko stało się tak nagle, że nawet nie zdążyłem zareagować, a już znajdowaliśmy się w jakimś ciemnym korytarzu. Wyglądało na to, że dawno tutaj nikogo nie było. Uchwyty na pochodnie, czy też świece, były ozdobione kurzem i pajęczynami. Warto zapamiętać, że w tej plątaninie korytarzy są takie miejsca, będzie gdzie się chować w razie czego.
- To nie wygląda jak droga do celi. - powiedziałem beznamiętnie. Jednak w głębi byłem ciekawy co takiego księżniczka Fufuzani planuje zrobić. Bo to trochę podejrzane więźnia prowadzić po zapomnianych korytarzach zamiast prosto do celu. Odwróciłem lekko głowę, patrząc jak otwiera usta, aby po chwili je zamknąć wydymając przy tym policzki. Chyba trafiłem w sedno, teraz trzeba tylko rozgryźć czego.
- Może jest, a może nie! - pisnęła dziewczyna, jak gdyby wytrącona z równowagi. - Zresztą jesteś w mojej władzy i masz się mnie słuchać! No chodź! - powiedziała, dalej ciągnąc mnie za rękę. Tym razem jednak zaparłem się nogami, słysząc coraz głośniejsze rżenie mojego towarzysza.
- Ja nic nie muszę moja droga, ja ewentualnie mogę. - stwierdziłem. Ciekawiło mnie co knuje damulka, ale nie chciałem aby Lezard błąkał się po zamku szukając mnie kiedy ja będę nie wiadomo gdzie.
- Jestem księżniczką, więc musisz! - tupnęła nogą, kiedy to mówiła. Ta sytuacja coraz bardziej mnie przy okazji bawiła, moje tęczówki pewnie nabrały koloru soczystej zieleni.
- No chodź po prostu. - dodała już z większym spokojem w głosie jednak nie przestając mnie ciągnąc. Westchnąłem zdając sobie sprawę, że nie przestanie więc po prostu powoli ruszyłem za nią. Nic się nie odzywałem przez co znowu szliśmy w ciszy. Jedak niezbyt długo bo po paru minutach usłyszałem za sobą cichy warkot i szuranie łapą po kamienistej posadce.
- No w końcu jesteś. - powiedziałem odwracając się w stronę Jaszczura, który mierzył dziewczynę wzrokiem, mogącym zabijać. Niebieskozielone łuski stworzenia pokrywał szkarłat krwi, zapewne końskiej i ludzkiej.
- Ale jak widze świetnie się beze mnie bawiłeś. - dodałem z cichym śmiechem odwracając głowe w kierunku Fufuzani, aby zobaczyć jej reakcje.

< Fufu? >

poniedziałek, 11 września 2017

Od Fufu do Azraela

Drobne małe zwierzątko rozbudziło się w moim ciele, zamieszkało się w żołądku, a potem, chłonąc moje emocje, stopniowo przeradzało się w prawdziwą bestię. Gniew. Czysta, negatywna energia, która tak często porywa nieświadomych ludzi i zmusza do czynów złych, a czasami wręcz karygodnych. Wzięłam głęboki wdech, wydęłam policzki:
- To, to... - usilnie próbowałam wymyślić jakąś karę. - Każę Cię powiesić! Właśnie, powiesić! - wypaliłam nagle, zadowolona z chwilowego natchnienia.
- I myślisz, że jest to gorsze od stracenia ręki? - spojrzał na mnie z lekką kpiną.
Wtopa. Faktycznie nie wyobrażam sobie życia bez ręki. Czym ja miałabym pisać? I jeść?!
- Nie, ale... - mój umysł znów gorączkowo szukał jakiejś wymówki, ale zamiast tego znajdował jedynie pustkę.
Przeklęty człowieczek. Jak ja mam mu teraz powiedzieć, że tak naprawdę chciałam go jedynie zabrać z rąk straży? Hej, hej, wlokę Cię w kajdanach, ale to tak wiesz, dla zabawy i realności? Mhm, już to widzę. Prędzej uzna, że to kolejny kaprys księżniczki i zwyczajnie mnie zignoruje lub wykpi. A ja naprawdę chciałam go poznać! I to wcale nie tak, że mi się nudziło... No, może troszkeczkę?
Drgnęłam. Z oddali słychać było jakiś przytłumiony dźwięk. Był jednak nienaturalnie regularny i niespotykany w pałacu. Zazwyczaj otaczał mnie dźwięk sztućców, szelest sukien, kroki służby czy plotki arystokracji. Nie było to tętniące życiem miasto czy zapracowana wieś, a nudne, szlacheckie grono które rzadko kiedy zmieniało swoje dzienne przyzwyczajenia. Wszystko płynęło powoli i leniwie, a niecodzienne sytuacje były tutaj rzadkością. Dlatego też ciekawie podniosłam głowę i spróbowałam odnaleźć źródło dźwięku, kątem oka widząc, że mój towarzysz robi to samo. Mimo wszystko zachowywał się jednak spokojniej ode mnie.
- Chodź. - powiedziałam, łapiąc go za rękę i ciągnąc do ukrytych drzwi w ścianie.
Nie wiem co się działo, ale jeśli ktokolwiek zorientował się w naszej sytuacji to wolałam wymknąć się korytarzami służby niż paradować po otwartej przestrzeni. Gorzej będzie jeśli Pan Złodziejaszek nie będzie chciał współpracować.

< Az? Przepraszam, że tak późno i krótko, ale świeżo wróciłam i staram się rozpisać D: >

sobota, 22 lipca 2017

Od Azraela do Fufu

Byłem nienaturalnie spokojny kiedy księżniczka posłała po kata. Nie bałem się śmierci przecież znałem ją lepiej niż ktokolwiek tutaj. Jednak, aby wyglądać naturalnie na mojej twarzy było widać nutkę gniewu, a może i strachu. Jednak to oczy pokazywały prawdę, oczy w których mieszał się szary z odrobiną zieleni. Cała ta sytuacja zaczynała mnie powoli bawić. Tym bardziej, że księżniczce nie podobała się moja postawa. Nie należałem wszak do uległych osób, które przyparte do muru odpowiedzą na każde pytanie. Trudno było tego ode mnie chcieć. Nawet teraz czekałem tylko na dogodną chwile do ucieczki, a taka się nie nadarzy dopóki nie pozbędę się z rąk tych łańcuchów. Aktualnie szedłem obok niej przez kręte korytarze zamku. Zastanawiało mnie jak to się zakończy i czy się odezwie, bo mi ta cisza raczej nie przeszkadzają, kto wie jak jej.
- Hej, człowieczku... - odezwała się dziewczyna przeciągając nienaturalnie wyrazy. - Jak się w ogóle nazywasz?
- A czy to potrzebne do przycięcia ręki? - spytałem z chamskim uśmiechem. Raczej nie podawałem cennych informacji od tak. Nawet komuś tak ważnemu w królestwie.
- Nie... - mruknęła speszona, jednak zaraz znowu odżyła. - Nie pozwolę Ci jednak uciec przed tym jak mi nie powiesz! Chcę widzieć!
Cicho prychnąłem.
- Jesteś trochę zbyt rozpieszczona. - stwierdziłem lekko ziewając. Czekałem jedynie, aż Lezard się tu zjawi, przydałby się.
- Nie jestem rozpieszczona! - pisnęła. - Jestem dzielną, samodzielną kobietą co potrafi sobie radzić w życiu! - tupnęła nogą. - I nie waż mi się mówić, że polegam tylko na moim durnym ojcu! Zresztą... - uśmiechnęła się szeroko. - Kto ma klucz do Twoich łańcuchów, no kto? Ja! I sama go zdobyłam!
- I wydaje Ci się, że można dostać wszystko czego Ci się chce. - westchnąłem. Ciężki przypadek człowieka, ale cóż nawet nie wie co to znaczy życie w biedzie. Czego ja od niej chce. - Wybacz, ale to nie takie proste. - dodałem po chwili ciszy. Kompletnie nic sobie nie robiłem z jej złości, wręcz przeciwnie - bawiło mnie to.
- Nieprawda! - lekko prychnęła dodając - Ale... Czemu to nie takie proste? Nie rozumiem. - w jej oczach skierowanych na mnie była ciekawość.
- I zapewne nie zrozumiesz. - odpowiedziałem. O swoim życiu opowiadam tylko tym, którym ufam. Czyli aktualnie nikomu, pomijając pewne koniowate stworzenie, które się spóźnia.
- A właśnie, że zrozumiem! Musisz mi tylko powiedzieć! -  dziewczyna nadal się ze mną wykłócała.
- A co jeśli Ci powiem, że nie mam na to ochoty. - powiedziałem spokojnych głosem. Na mojej twarzy tak nie widać było, żadnych emocji.
Kiedy dziewczyna zaczęła swój wywód po zamku rozniosło się histeryczne rżenie koni, teraz pewnie już martwych, a po chwili dziwny odgłos wydawany przez Lezarda (coś między rżeniem a wyciem). Cicho zagwizdałem, aby łatwiej mu było mnie znaleźć. Jednak musiał się tu najpierw przedrzeć przez straż.

< Fufu? >

sobota, 15 lipca 2017

Od Fufu do Azraela

Nuda.
Leniwie przerzuciłam nogi przez oparcie tronu skutecznie ignorując tym samym głos mojego ojca, który zawsze mi tego zabraniał. Tak, miałam mu za złe, że znów gdzieś wyjechał, do tego zrzucając na mnie część swoich obowiązków, dlatego też nie widziałam problemu w tym, by wykonać je w moim stylu. A to, że zhańbię królestwo, a przynajmniej własną osobę, w najmniejszym stopniu mi nie przeszkadzało. W końcu moja osoba, a osoba polityczna księżniczki Fufuzani, to były dwa różne światy, które się ze sobą nie łączyły. Zwłaszcza, że różnice zaczynały się już chociażby od sposobu wołania na mnie - nie znosiłam swojego pełnego imienia.
- Księżniczko? - zwrócił mi uwagę mój główny doradca.
Zdałam sobie wtedy sprawę, że zawędrowałam myślami za daleko i nie usłyszałam ani słowa z ust mojego poddanego. Musiałam jednak wrócić do swojej roli.
- Moi doradcy chętnie omówią z Wami tą kwestię. - odparłam spokojnym, wyuczonym tonem, który porzuciłam, gdy tylko usłyszałam dźwięk zamykanym drzwi. - Długo jeszcze, Ax? Nie chce mi się już. - mruknęłam, przeciągając ostatnie słowa. Axyriel jednak, jak głosiło jego pełne imię, wytłumaczył mi cierpliwie, że audiencja trwać będzie jeszcze godzinę i bym była cierpliwa po czym sam powrócił do swoich zapisków.
Lubiłam go. Mimo, że często oddawał się pracy i miewał momenty, w których zmywał mnie klasycznym "nie mam czasu" to był on dalej jedną z sympatyczniejszych osób na dworze, a swoim zachowaniem wymazywał drobne niesmaki. Często opowiadał różne historie, lubując się szczególnie w legendach Khayru, z którego pochodziła jego matka, i nie oszukujmy się, ja też kochałam te opowieści. Miał on naturalny dar operowania słowem i wszystko co mówił przenosiło mnie do innej krainy - do wszechobecnego ciepła, kolorów, magicznych stworzeń czy lasów, które w żadnym stopniu nie przypominały naszych. Zamiast solidnych drzew składały się one z lekkim patyków, zwanych bambusami, które czasem sprowadzaliśmy do nas na potrzeby treningów. Były zaskakująco twarde jak na ten ciężar! Były tam też podobno czarno-białe niedźwiedzie, które żywiły się wcześniej wspomnianymi roślinami, oraz duże, pasiaste koty zdolne upolować nawet zwierzynę większą od siebie. Państwo było tak odległe, odmienne i magiczne, że za dzieciaka całkowicie mnie zauroczyło, a do dziś pozostała we mnie sympatia i szczere zainteresowanie tym krajem. Zwłaszcza, że opowieści te pozwoliły mi zrozumieć skąd wzięło się w Axie jego naturalne ciepło i otwartość, nadając mu wrażenie człowieka godnego zaufania. Tacy byli po prostu wszyscy Khayarze. Mili, przyjacielscy i beztroscy. Co prawda, mój doradca nie ukochał sobie szczególnie ostatniej cechy, ale dalej go kochałam.
- Nie mógłbyś się tym sam zająć, Ax? - spytałam zrezygnowana, pozwalając, by moja głowa swobodnie opadła poza oparcie. - Zaraz zasnę. - powiedziałam, by zaraz ziewnąć.
- Doskonale znasz odpowiedź, księżniczko Fufuzani. - skrzywiłam się delikatnie na dźwięk mojego oryginalnego imienia, a on widząc to westchnął i zaraz się poprawił. - Fufu, wiem, że nie chcesz tu być, ale w tym momencie musisz zastępować ojca.
- Och, oczywiście to skoro jestem aktualnie królem to może mogę wypowiedzieć komuś wojnę? Zmobilizować armię? Och, oczywiście, że nie bo pewien durny ojciec nie pozostawiłby takiej władzy swojej niewdzięcznej córeczce. Ciekawe o kim może być tutaj mowa i kto kilka dni temu oświadczył, że wyjeżdża, nie wspominając o tym wcześniej ani słowa. I to na miesiąc!
- Wiesz, że musiał wyjechać. - przynajmniej nie zamierzał kłamać, że ojciec wcale tak o mnie nie myśli. - Królestwo go potrzebuje, trzeba odbudować...
- Tak, tak, potrzeby silnej ręki władcy, by móc uratować nasze tereny po długich walkach, bla bla bla. Tej historyjki nauczyli mnie już w dzieciństwie.
- Fufu, wiem, że denerwuję Cię...
Nie zdążył dokończyć, gdy do sali wprowadzono kolejnego gościa choć, co zanotowałam, nie zaanonsowali go wcześniej. Dziwne, dziwne. Może przynajmniej teraz będzie troszkę ciekawiej?
- Złodziej. - burknął strażnik, rzucając przede mnie skutego mężczyznę. - Próbował ukraść biżuterię na jarmarku.
Ooo. Spokojnie podniosłam się na tronie, wracając znów do pozycji siedzącej, i przyjrzałam się dokładniej złoczyńcy. Przyznać trzeba, że wygląd miał nietypowy. Na oko był niewiele wyższy ode mnie, co znaczy, że od większości społeczeństwa był niższy, a jego włosy były na tyle charakterystyczne, że nie sposób przegapić ich w tłumie. Kilka krótszych kosmyków zachowało, prawdopodobnie naturalny, blond kolor podczas, gdy dłuższe paski mieniły się we wszystkich kolorach tęczy. Ciekawe skąd on ma wszystkie barwniki?
- Skąd jesteś? - spytałam, ignorując zaciekawione spojrzenie Axa, który najwyraźniej wyczuł, że coś się w mojej postawie zmieniło.
- A co to wnosi do sprawy? Aktualnie jestem tutaj, skuty, jakby ktoś nie zauważył. - potrząsnął przede mną łańcuchami.
- Co ukradłeś?
- Kilka błyskotek, nic istotnego.
- Czemu?
- A czemu ludzie kradną? - uśmiechnął się kpiąco.
W środku przez chwilę we grzało, słysząc tyle odmów w tak krótkim czasie, ale równocześnie poczułam jakąś iskierkę ciekawości, która powoli wypłynęła na wierzch i ugasiła gniew. To nie było standardowe polityczne gadanie czy też szlacheckie narzekanie, a tym samym stawało się inne, a inne było ciekawe. Zawsze.
- Axyriel? - przywołałam doradcę, który spojrzał na mnie tak jakby chciał zrozumieć co zamierzam. - Poinformuj kata, by się szykował. Złodzieje nie są tolerowani w królestwie, a słyszałam, że dobrą nauczką bywa odcięcie głównej dłoni.
Wszyscy, poza strażnikiem, spojrzeli na mnie zdziwieni, a u złodzieja dostrzegłam też nutkę gniewu, za którą zapewne skrywał również strach. Nie wierzę, że ktoś potrafi być niewzruszonym na takie słowa. Odetchnęłam też z ulgą, że kłamstwa, które nie są moją specjalnością, tym razem okazały się skuteczne. Dlatego ten mężczyzna powinien być mi już wdzięczny za to, że tronie byłam ja, a nie prawdziwy król.
- Ax? Co się stało? Czyż nie tak postąpiłby mój ojciec?
- Tak, księżniczko, ale...
- Idź już bo... bo zaraz nie zastaniesz kata! - przerwałam mu, wyrzucając coś co miało brzmieć jak usprawiedliwienie, ale uważne spojrzenie doradcy zdradziło mi, że wcale tak nie było.
Mimo wszystko skinął uprzejmie głową i odszedł przez boczne drzwi, a ja tym razem zwróciłam się do strażnika, który zdążył się już znudzić tą wymianą zdań. Trza będzie pamiętać, by poszukać kogoś uważniejszego i nie brać do straży tylko tych co waga mięśni przekracza wagę tłuszczu, a na pewno mózgu. Cóż, akurat w tej sytuacji było mi to na rękę.
- Oddaj mi klucze, a odprowadzę tego złodziejaszka do celi.
- Ale, księżniczko...
- Dość. Nie zamierzam wynudzać się ani chwili dłużej w tym miejscu, a z tymi łańcuchami na rękach nic mi nie zrobi. Oddaj klucze.
Chwilę jeszcze zwlekał, ale wkrótce wręczył mi to co chciałam. Co za dureń. Wrzuciłam klucze do kieszeni, równocześnie chwytając za ramię pobliskiego przestępcę, i poprowadziłam go przez pałacowe labirynty. Mam nadzieję, że nie będzie na tyle durny, by uciekać na własną rękę.

< Azrael? Opowiadanie mehu meh, ale zobaczymy co zrobisz ^.^ >

sobota, 8 lipca 2017

Od Azraela

Z domu jak zwykle wyszedłem z samego rana. Znowu powoli zaczynało brakować kasy, a dawno nie było zleceń. Z tego też powodu postanowiłem coś ukraść, a potem sprzedać na Czarnym Rynku. Nie należało to do najprostszych rzeczy, bo stragany było dosłownie oblegane przez ludzi, a gdzie indziej miałem zwędzić coś cennego. Obok mnie dumnie kroczyło nietypowe koniowate zwierze o imieniu Lezard.
- Zostań tu, jeśli nie wrócę za parę minut, to mnie szukaj. - powiedziałem, klepiąc go po szyi. Ciekawe było, że tylko mi pozwalał się dotykać, ba nawet podejść do siebie. Ruszyłem więc na zwiedzanie straganów, po chwili zauważyłem jeden stojący w cieniu. Było na nim wiele ręcznie robionych ozdób na ścianę oraz biżuterii, czyli, innymi słowy, cenny łup. Kiedy przy stoisku było pełno ludzi, podszedłem i zwinąłem parę rzeczy. Pech chciał, że ktoś to zauważył, a że był dojść silny, nie udało mi się uciec.
- Ładnie to tak kraść? - spytał, wykrzywiając mi rękę. Puściłem swoje łupy z nadzieją, że mnie puści. Jednak facet nie miał zamiaru tego zrobić. Postanowił zabrać mnie do króla, w czym pomogło mu paru jego kolegów. Co jak co ale z tyloma osobami nie miałem szans samemu. Byłem zły na siebie, że tak łatwo dałem się podejść. Związali mi ręce, abym nie uciekł i wsadzili na konia. Po krótkim czasie byliśmy już w zamku. Jednak jak się okazało, króla nie było. Zastaliśmy natomiast jego córkę. Mam nadzieję, że jaszczur postanowi mnie szybko znaleźć.

< Fufu? >