Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatrzyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatrzyk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 grudnia 2017

Od Rahelii do Elanrina

 Kobieta z niecierpliwością czekała, aż jej brat przetworzy podane mu informacje. Cała ta sytuacja nawet ją bawiła, ale bądźmy szczerzy, kto nie byłby zirytowany, kiedy tak bliska osoba nie jest w stanie cię rozpoznać? Nawet jeśli Elandrin jedynie się z nią droczył, w tej chwili niezbyt jej się to uśmiechało. Nie po tylu latach. Bo naprawdę nie wiedziała, czy tylko udaje, czy też rzeczywiście o niej zapomniał. 
W końcu mężczyzna cicho cmoknął. Świst nabieranego powietrza dotarł do jej uszu. Młodzieniec rozłożył ramiona, jakby chciał objąć cały świat, a nim tropicielka zdała sobie z tego sprawę, to ona znajdowała się w jego niedźwiedzim uścisku. Oczy rozbłysły jej w zdumieniu. Przez chwilę obawiała się nawet, czy kości nie zdążą popękać, nim brat odstawi ją na ziemię. Jeszcze chwilę temu jedynie przyglądał się jej twarzy, a teraz nie potrafił utrzymać w sobie radosnego śmiechu. 
— Wydaje mi się, czy urosłaś trochę? — kuglarz odsunął od siebie dziewkę, na długość ramion i porównał odległość od jej czubka głowy do swojej. — Nie, jednak nie. Za mało mleka piłaś młoda damo. — Oznajmił z szelmowskim uśmieszkiem na ustach. 
Zaledwie sekundę Rahelia stała oszołomiona nie wiedząc jak zareagować i tylko wpatrywała się w niego z rozdziawionymi ustami. Zaraz jednak jej twarz wypełnił iście dziecięcy grymas buty. Brakowało tu tylko założenia rąk pod piersią i mocnego tupnięcia stopą o podłoże. 
— Piłam wystarczająco! — Burknęła zawzięcie, a część włosów opadła jej na oczy, wyplątując się z grubego warkocza. — To nie moja wina, że cała reszta rodziny postanowiła udawać jakieś olbrzymy! 
— Oczywiście... — kuglarz mruknął z powątpiewaniem. Wątły uśmieszek i błysk w oku rozświetlały jednak jego osobę. 
Młoda panna zaraz się rozchmurzyła i wybuchła serdecznym chichotem. Jakby sam widok twarzy swojego rozmówcy tak ją bawił. W końcu byli na tyle blisko, że z łatwością widziała każdą zmarszczkę ciągnącą się z kącików uśmiechniętych oczu. Każdy detal skóry, miejsca, w których wyrastała zgolona teraz dokładnie broda. Może to rzeczywiście cały ten głupkowaty wyraz twarzy oraz komiczny ubiór tak bardzo ją cieszyły?
Czarnowłosa ścisnęła ponownie elfa, wtulając się w jego ciało i nie przestając ciągle się przy tym uśmiechać. Zmienił się. Musiała to przyznać. Zdaje się, że odnalazł siebie. Mogła to zauważyć jeszcze wtedy, gdy uważnie przyglądała się jego drugiemu przedstawieniu. Wręcz ociekał wtedy dumą. Widać było, że dobrze czuł się przed swoją widownią, a nawet był dumny z tego, co pokazywał ludziom.
— To takie stroje nosi się teraz na świecie? — prychnęła śmiechem, chwytając materiał kamizelki z ponaszywanymi, błyszczącymi i pełnymi kolorów zdobieniami.  
— A spróbuj powiedzieć, że mi nie pasują. — Mężczyzna burknął nad jej głową z udawaną groźbą. 
— Nie pasują! Ałć! — Jęknęła czując szarpnięcie za włosy. Oddała bratu natychmiastowo, naskakując na jego stopę. 
Młodzieniec syknął lekko i poluźnił swój uścisk, co elfka wykorzystała odskakując w tył. Przyjęła jedną z form obronnych, którą nauczył ją towarzysz, niedługo po ich ucieczce z rodzinnego domostwa. Twarz dziewczyny wypełnił szelmowski uśmieszek. Aidan zmierzył ją wyzywającym spojrzeniem. 
— Wciąż się nie nauczyłaś — cmoknął z powątpiewaniem. — Odsłonięty bok. 
Zawahała się przez chwilę. Tyle właśnie wystarczyło, by Aidan pokonał niewielki dystans. Panienka nie zdążyła zareagować w żaden sensowny sposób. Jedynie jakiś nieokreślony zamach rękami, jakby to miało ją obronić. Krzyknęła cicho, kiedy elf złapał ją i objął pod brzuchem pochylając głowę w stronę ziemi. Znajdowała się teraz pod ramieniem brata. 
— Elandrin! — Krzyknęła bardziej zaskoczona niż zła. 
Próbowała jakoś uratować się z uścisku brata, ale i tak doskonale wiedziała, że jest już na przegranej pozycji. Niemal nie mogła się ruszyć, a podłożenie bratu nogi nie przynosiło efektów. Był silniejszym przeciwnikiem i zdecydowanie lepiej trzymał się w tej chwili gruntu. W przeciwieństwie do elfki, której palce u stóp ledwie sięgały ziemi. Nagle duża dłoń brata opadła na jej głowę i silnie zaczęła ocierać jej potylicę, przez co włosy powychodziły z warkocza i zmierzwiły się niczym kupka świeżo przerzuconej słomy.
— Elandrin! Hej, hej, przestań! — szarpała się najsilniej jak tylko mogła, pod silnym chwytem brata. Od ciągłego śmiechu dodatkowo rozbolał ją brzuch i policzki. — Eleeek!
I to był ten moment. Nimfetka uniosła głowę ponad uliczny pył, na skrzynie, które akurat znajdowały się teraz prosto przed nią. Jej ciało zesztywniało, a źrenice rozszerzyły się, emanując blaskiem. Na drewnie siedziała czerwono pióra ptaszyna o smukłej sylwetce i nieco wydłużonej szyi. Przyglądała się rodzeństwu złotymi oczami, przechylając przy tym swój orli dziób w bok. Długi ogon zwracał uwagę. Mienił się w wielu kolorach na wydłużonych piórach. Niebieskie i złote, zielenie i fiolety. Czerwieni również nie brakło. 
Rahelia chwyciła trzymającą ją pod brzuchem dłoń Aidana i jak w transie ją odtrąciła. Nawet nie zdała sobie sprawy z tego, kiedy kuglarz poluźnił uścisk i ją wypuścił. Błyskawicznie rzuciła się do pięknego stworzenia, dłońmi łapiąc mocno za brzeg skrzyni. Skrzek. Feniks był tak zaskoczony gwałtownym zbliżeniem, że rozłożył szeroko skrzydła, kilkukrotnie poruszając nimi w powietrzu. Niefortunnie wydobyły się z nich również iskry, które opadły na prawą dłoń tropicielki. Kobieta syknęła cofając się minimalnie. Zmierzyła zwierzę spod zmrużonych powiek, po czym na powrót rozluźniła mięśnie twarzy. Dmuchnęła jedynie w poparzone miejsce od nadgarstka do knykcia. 
— Spokojnie — zaczęła zbliżając się ponownie, tym razem powoli do stworzenia. Jej głos był uspokajający — przepraszam. Nie chciałam cię przestraszyć. 
Młoda dama niezwykle zainteresowała się stworzeniem. Pierwszy raz widziała takiego ptaka. Słyszała wcześniej o feniksach, a także widziała różne ich szkice, jednak wciąż nie była pewna, czy aby napewno to jeden z nich znajdował się teraz przed nią. 
Cichy śmiech przywrócił ją na ziemię. 
— Asha, to jest Rahelia, moja siostra, Rahciu, to jest Asha — elf przedstawił sobie dziewczęta. 
Czarnowłosa przenosiła promienną twarz od brata do zwierzęcia. Nawet jeśli to drugie nie wyglądało na zachwycone, a może nawet było obrażone, nie zmieniało to dziecięcego wręcz zachwytu kobiety. 
Mogłaby tak nawet zostać na wiele godzin, wpatrując się w ognistego ptaka, gdyby nie nowo przybyła osoba. Ktoś odchrząknął próbując zwrócić na siebie uwagę i z pewnością nie był to kuglarz. 
— Wybaczcie, że przeszkadzam... Wasza praca w przedstawieniu była wspaniała! 
To był... Ten chłopak, który zagrał w przedstawieniu o smoku razem z Rahelią. Czyżby pomyślał, że wybór księżniczki był z góry ustalony w tym wystąpieniu? Rude kosmyki prostych włosów opadały na boki twarzy, tworząc niewielką grzywkę. Gęste piegi podkreślały jasny brąz oczu młodzieńca. Początkowo wydawał się nieco nieśmiały zaczynając rozmowę, zaraz jednak tropicielka pozbyła się tego wrażenia. Chłopak zbliżył się jeszcze kilka kroków, po czym kontynuował swoją wypowiedź. 
— Jeśli byłaby Księżniczka łaskawa — zwrócił się do Rahelii używając teatralnego przydomku i chyląc przed nią w pół — byłbym zaszczycony mogąc zaoferować wspólny obiad. Oczywiście jegomość, oraz jego towarzyszka — tu z pewnością na myśli miał Ashę — także są zaproszeni. Matka z pewnością ucieszyłaby się na takich gości. 
Elfka nie wiedziała co odpowiedzieć. Napewno nie poszłaby sama. Dopiero co spotkała się z Elandrinem, nie miała zamiaru tak po prostu go teraz puścić, żeby zniknął na kolejne trzy lata, bez choć jednej rozmowy. 

<Aidan? >

środa, 1 listopada 2017

Od Elandrina do Rahelii

Przedstawienie przebiegło lepiej niż planował. Zarówno wyłowiona z tłumu księżniczka i młodzieniec, który zgłosił się ją uratować, odegrali swoje role doskonale. Wszystko przebiegło jak planował, udało mu się zarobić, ba przygotowanie zapasowej historii okazało się strzałem w dziesiątkę, bo ludzie po skończeniu pierwszej bajki poprosili o kolejną. A taki sukces zwiastował kilka obfitych obiadów i kolacji na najbliższy tydzień. Jak tu się nie cieszyć? Nawet Asha będzie zadowolona jak kupi jej coś dobrego. 
- Dziękuję wam bardzo za wysłuchanie moich historii, które przyniosłem wam ze świata! - Ukłonił się dwukrotnie przed zgromadzonymi. - Wielki Aidan, zawsze do usług!
Zaczął szybko zbierać swoje rzeczy kątem oka obserwując rozchodzący się tłum. Podniósł płócienny worek, przerzucił go sobie przez ramię i spojrzał w kierunku sterty skrzyń, przy której stał. Asha siedziała tam i obserwowała uważnie, co młodzieniec robi. Nie miała swojej roli w drugim przedstawieniu, więc nie dziwił jej się, że postanowiła się polenić.
Westchnął, gdy ktoś szarpnął go za ramię i siłą obrócił, a nim zdążył cokolwiek powiedzieć, zapytać, w czym może służyć otrzymał jeden z najbardziej siarczystych ciosów w twarz w życiu. Stęknął zaskoczony i cofnął się krok do tyłu. Odruchowo przyłożył dłoń do policzka i podniósł wzrok na dziewczynę, która odgrywała księżniczkę w jego pierwszym przedstawieniu. 
- Gamoń! - Syknęła elfka.
Zmrużył na chwilę wzrok. Byli razem? Nie. Zdradził ją? Na pewno nie. Chciała zapłaty za swoją rolę? Nie, nikt nigdy od niego tego nie chciał. A przynajmniej miał nadzieję, że nie chce pieniędzy, a jak już to nie za dużo. Zamrugał kilkakrotnie i ponownie przyjrzał się badawczo swojej oprawczyni.
- Czy zrobiłem panience coś złego, że na to zasłużyłem? - spytał w końcu całkowicie zbity z tropu.
- To teraz nie poznaje się już własnych sióstr, tak?! - Aidan zawahał się na chwilę kalkulując wypowiedziane przez nią słowa.
Niemożliwe. Ostatni raz widział Rahelię... trzy lata temu? Tak, zanim się rozstali. I doskonale pamiętał, że nie przemieszczała się z bronią tak otwarcie, jak ta tutaj dama. Była bardziej nieśmiała, a przynajmniej w jego towarzystwie tak było. No niech go piorun trafi, jeśli nie śmiał się, gdy zawstydził ją czasami. I nigdy nie rozstawała się z Drobiazgiem. Prawda, podobieństwo tej panienki i jego siostry jest uderzające, ale... No on by rodzonej nie poznał? Tej samej krwi, ojca, matki, rodu, rasy, ojca. Miał świetną pamięć, na pewno nie zapomniałby jak wygląda tak bliska mu osoba. 
- Imię ojca - palnął bez namysłu i wyciągnął palec wskazujący w stronę rozmówczyni.
- No żarty chyba sobie robisz - parsknęła czarnowłosa częściowo poirytowana a częściowo rozbawiona jego podejściem. - Lord Kellar.
- Każdy mógł to wiedzieć - odpalił szybko. - Jak się nazywa twój misiek?
- Drobiazg - odpowiedziała równie szybko i założyła ręce na piersi. - Zgłupiałeś przez ostatnie trzy lata, czy udajesz? 
Zacisnął wargi i uważnie przyjrzał się dziewczynie. Pogłaskał się kciukiem po podbródku i pokiwał głową dokładnie porównując to co pamiętał, z tym co aktualnie widział. Cmoknął cicho. Minęła minuta, kiedy wziął głęboki wdech i rozłożył szeroko ramiona.
- Rahcia? Na bogów, nie wierzę. - Kuglarz zaśmiał się z własnej głupoty i złapał siostrę za ramiona. - Nie wierzę, to naprawdę ty! - Uważnie przyjrzał się jej twarzy z bliska, przez moment ich nosy niemal się stykały. - No jak nie ty, jak to ty! Haha! - Nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć przytulił ją mocno do siebie nie przestając się śmiać. - Wydaje mi się, czy urosłaś trochę? - odsunął ją nagle i z miną godną badacza porównał wzrost elfki ze swoim. - Nie, jednak nie. Za mało mleka piłaś, młoda damo. - Wydał szybką diagnozę i uśmiechnął się szelmowsko.

Rah? Przepraszam, że tak długo czekałaś >o<

wtorek, 26 września 2017

Od Rahelii do Elandrina

Rahelia przemierzała właśnie kręte uliczki Nehiru. Z każdym krokiem była coraz bliżej. Czas i miejsce spotkania nieuchronnie zmierzały ku ziszczeniu. Przynajmniej w samej teorii. Ustalona godzina była jedynie orientacyjna, jednak kobieta wolała być zbyt wcześnie, niż za późno. Mogło jej to zapewnić dodatkowe poczucie bezpieczeństwa, ponieważ wcześniej zorientuje się w otoczeniu i upewni, że w razie problemów znajdzie przystępną drogę ucieczki. Takie zachowania niwelowały również niemiłe niespodzianki w postaci oszustwa ze strony prawdopodobnego klienta. A ze trzy razy, jak nie więcej, zdarzyło jej się, że zleceniodawca najzwyczajniej w świecie szukał sobie ofiary, którą mógłby wrobić w swoje przekręty, a samemu odejść bez winy. Głupcy. Jaka inteligentna istota próbowałaby oszukać kogoś, na miarę łowcy głów? Mając świadomość jakie pełni usługi. Elfka nie była przecież jedyną osobą w tym fachu, którą próbowano w ten sposób oszukać. Z większością łowców i tropicieli nie jest to bynajmniej łatwa sztuka. Najczęściej nabierali się ci z niedużym doświadczeniem i bardziej zdesperowani. W poszukiwaniu zarobku człowiek staje się zaślepiony... 
Kocie łby, którymi wyłożone zostały uliczki postukiwały przyjaźnie w cichym tonie, gdy podbijane kozaki elfiej panny się z nimi stykały. Przemierzała teraz średnio zamożną dzielnicę, a więc budynki choć drewniane i proste, w sporej części posiadały już kamienne dachy zamiast strzechy. Dwie przecznice dalej znajdował się kanał rzeki dzielący miasto na dwie części, a łączyło je jedynie kilka mostów, w większości wciąż drewnianych, jednak stale naprawianych i konserwowanych, by zapobiegać ewentualnym wypadkom. O ile Rahelia zdążyła się już zorientować w mieście, do przejazdu powozów i większych towarów mogły służyć jedynie trzy mosty, przystosowane i wzmocnione w odpowiedni sposób. 
Spora część tutejszych mieszkańców, nawet jeśli nie zajmowała się połowem ryb, posiadała własne łodzie i często porusza się kanałami. Uznali takie wyjście za wygodniejsze i dużo szybsze, na co eks-lordowska córa prychała z pogardą. Może powodem była jej niechęć do poruszania się po wodzie, a może to, że rzeka była teraz cała zapchana przez kajaki i inne podobne im wynalazki, przez co poruszanie się kanałem było znacząco utrudnione. Za to ulice miasta często witały z ciszą i nienaturalnym osamotnieniem. Na dziesięciu tubylców około trzech wybierało podróże lądowe. Była to znacząca mniejszość.
Dzierlatka skręciła w kolejną ulicę. W zdumieniu spostrzegła, iż w tym miejscu zaczynało już przybywać mieszczan. Bardzo dobrze. Opustoszałe alejki nie sprzyjały potajemnym spotkaniom. To zwykła ułuda, bo kiedy tylko mieszczaństwo widzi szemrzących po kątach ludzi natychmiastowo nabiera podejrzliwości. Taka już człowiecza natura. A dawnej matronie w szczególności zależało na tym, by nie rzucać się w oczy i przypadkiem nie stać się obiektem zainteresowania nieodpowiednich osób. Nie tak dawno jeszcze znalazła się pod czujnym spojrzeniem lśniących oczu jednego z tutejszych wartowników. Przez jakiś czas musiała borykać się z nieprzyjemnym wrażeniem przebywania pod obserwacją. W końcu chyba jednak uznano ją za osobę nie rokującą żadnych problemów. Nie ma co ukrywać! Na samo wspomnienie poczucia wolności w tamtym momencie twarz jej promieniała a usta wykrzywiał zadowolony, a również drwiący uśmiech. W końcu gdyby tylko chciała, byłaby w stanie posunąć się do odpowiednich kroków i udowodnić swoje zdolności robienia zamieszania, czyż nie? A przynajmniej taka informacja krążyła po jej umyśle.
Było już blisko. Dzieciaki bawiące się w ulicznym pyle nie zwracały uwagi na przechodniów ani pędzące niebezpiecznie konie, z których pysków toczyła się piana. Właściciele jedynie pospieszali szkapy batem czy kijem, nie patrząc, że ktoś może wpaść pod koła ich wozów. A małolaty dodatkowo bagatelizowały niebezpieczeństwo przeskakując brudne kałuże, grając w klasy czy bawiąc się w berka. Ale dla nich nie liczyło się nic poza zabawą i spędzaniem czasu z przyjaciółmi.
Kruczowłosa uśmiechnęła się smutno. Jej większość możliwych wspomnień odebrał dom, w którym się narodziła. To prawda, młode lata również spędziła na zabawie, jednak rodzice zawsze dbali o to, by znajdowała się w odpowiednim towarzystwie. Nie chcieli, by ich dzieci skaziły się brudem plebsu. Na nią i brata równie szybko czekał koniec dzieciństwa i nadejście obowiązków. Z początku traktowała to jako rozrywkę jednak wraz z wiekiem nabierała powagi i pojętności w różnych tematach. Zrozumiała, że świat, w którym prawdziwie chciała uczestniczyć, świat, od którego ją odgrodzono i którego nigdy nie znała został dla niej zamknięty. Była odgrodzona od jego tajemnic, piękna i brzydoty. A chciała wiedzieć jak to jest poza znanym jej murem.
Teraz już wiedziała. Nie zniszczyła go. Uciekła mu. Przeskoczyła i zostawiła daleko za sobą sprawiając, że odgrodziła się jedynie od tego, co wcześniej ją więziło.
Zaczęcie życia od nowa nie należało do łatwych, ale udało się. Nie była wtedy sama. Tylko dlatego była też w stanie zajść tu, gdzie znajduje się teraz. Gdyby nie Elandrin siedziałaby teraz pewnie na dworze jakiegoś człowieka, z dwójką dzieci przy piersi, lub zwyczajnie byłaby martwa, gdyby zdecydowała się na ucieczkę z ambasady ojca bez pomocy brata.

Dotarła. Ulica nieco się rozszerzyła, tworząc mały ryneczek. Przedsionek pobliskiego targowiska. Kobieta poświęciła kilkanaście minut na rozeznanie się w terenie, wcześniej upewniwszy się, iż jej klient nie dotarł jeszcze na miejsce. Po zapoznaniu się w otoczeniu przystanęła z boku, udając, że relaksuje się ciepłym dniem. Kaptur błękitnego płaszcza był luźno założony na jej głowie, w taki sposób by skrywał w swoim cieniu oczy i część nosa. Czekała. 

Spotkanie minęło bez komplikacji. Jej zleceniodawca przysłał zaufanego sługę, który przekazał jej wszelkie znane i potrzebne informacje. Daraka... Kraina tak zmienna i nieznana, że ludzie bali się wymawiać samą jej nazwę. Była ciekawa. Bardzo. Czemu jej ofiara wybrała akurat takie miejsce, by schronić się przed wysoko urodzonym panem? Musiała się dowiedzieć. Jakim człowiekiem mógł być w rzeczywistości? Adrenalina i uniesienie już od kilkudziesięciu minut krążyły w jej żyłach i przywodziły do głowy coraz to nowsze pytania. Mogło wydawać się to głupie, ale aż paliła się wewnątrz, by uciąć sobie krótką pogawędkę z jej nowym celem. 

Przez jakiś czas pozostała jeszcze na rynku i dopiero później rozpoczęła ponowną wędrówkę przez miejskie zaułki. Dziewoja tak zamyśliła się nad swoim ukochanym niedźwiadkiem pozostawionym na cały dzień w lesie, że nawet nie dostrzegła rosnącego wkoło niej tłumu. Z całkiem innego miejsca, do rzeczywistości przywrócił ją dopiero mocny uścisk na nadgarstku. Lśniące, błękitne oczy były jedną z niewielu rzeczy, które zdołała zarejestrować, nim znalazła się kompletnie zaskoczona, przed gromadką ludzi. Dzieci i starców. Młodzików, dziewcząt i chłopców. 

— Oto księżniczka z odległej kraju zwanego Farenią. — Na pierwsze słowa mężczyzny serce Rahelii załomotało w lęku. Co się dzieje, czy ten człowiek może chcieć ją w coś wciągnąć? — Córka starego, kochanego króla, który sprawiedliwie rządził zapomnianym już dzisiaj królestwem. Zarówno ona, jak i jej ojciec, byli bardzo kochani przez swój lud. Oboje troszczyli się o bezpieczeństwo poddanych, codziennością były wyjazdy tej młodej damy do różnych miast, by móc spędzać czas wśród zwyczajnych ludzi, pomagać im i dowiadywać się, czego im brakuje. — Ukłonił się w stronę wyłowionej spośród tłumu nimfetki, a jej mózg rozpalił w głowie drobną świeczkę. Przecież nie jest jej nieznajomy! — Mogłoby się wydawać, że nastały idealne dni w królestwie Farenii. Jednakże pewnego dnia, gdy księżniczka ponownie wyruszyła w podróż, zły smok potrafiący sypać iskrami ze swoich ogromnych skrzydeł, znany z grabieży, zaatakował królewski powóz i porwał niewinną dziewczynę!

Kiedy tylko panicz ogłosił ostatnie słowa powietrze przeciął ostry skrzek. Złoto-pomarańczowy kształt o barwnym tyle pikował tuż nad głowami zebranych ludzi. Rozległy się piski i okrzyki, a ognisty stwór przysiadł na ramieniu ciemnowłosej elfki. Rozłożył swe pióra i potrząsając nimi spuścił ku ziemi błyskające iskry. Kobieta poczuła bijące od stworzenia ciepło. W głównej mierze była zaintrygowana nieznanym gatunkiem, zaraz jednak zwróciła spojrzenie, na swojego bliźniaczego brata. Ten widząc, iż nic jej się nie dzieje kontynuował swoją opowieść. 

— Płonąca gadzina porwała księżniczkę i zabrała do swojej góry, w której dotychczas mieszkała, śpiąc na swoim skradzionym złocie. Król, gdy tylko doszła go wiadomość o porwaniu jedynego dziecka posłał gońców we wszystkie strony świata z wiadomością, że odda część królestwa i rękę córki temu, który wyzwoli ją z łap potwora i zgładzi tę bestię, by nie zagrażała już nikomu więcej. — Feniks ponownie wydobył ze swojego gardła groźny pomruk, a rybałt przeleciał wzrokiem po tłumie. - Czy znajdzie się jakiś dzielny ochotnik, który wyzwoli piękną niewiastę?

Z początku tłum owiała cisza. Jakby słowa elfa dopiero docierały do umysłów widowni. Zaraz rozniósł się pomruk, kilka osób zaczęło unosić ręce wysoko w górę, czy też podskakiwać. Zdarzało się, że również i małe dziewczynki unosiły swe łapki. Nim Elamdrin zdołał dokonać wyboru, przez zgromadzonych przecisnął się uśmiechnięty młodzieniec o puszystej, lekko poskręcanej czuprynie i pyzatej twarzy. 

— Ja to zrobię! — Zakrzyknął przez tłum, a uniesione ręce opadły. Ludzie znów z napięciem czekali na podjęcie opowieści. Rahelia sama zauważyła, że zaczęła wczuwać się w swoją rolę. 

Wielkie nieba! Co też ten półgłówek sobie wyobrażał!? Żeby własnej siostry nie poznać... W dodatku wyglądającej niemal jak on sam! Rahelia przeklinała pod nosem zarówno swój wyjątkowo niski jak na elfa wzrost, jak i brata, który wykazał się przed chwilą swoją niezawodną pamięcią. Własnej siostry nie poznać, co za łajza!, zaklęła ponownie, gdy rybałt wykonał ostatnią historię i przedstawił się zgromadzonym. 

Kobieta odepchnęła się mocno butem od podpieranego budynku i z założonymi przy bokach rękami, oraz srogą miną rozpoczęła przepychankę z tłumem. Napędzana palącą wściekłością dotarła ku swojej ofierze w zawrotnym tempie. Chwyciła mężczyznę za ramię i szarpnęła, a gdy tylko jego twarz zwróciła się w jej stronę, sprzedała mu porządny cios w policzek. Co prawda jedynie otwartą dłonią, jednak w powietrzu dało się słyszeć głuchy plask. 

— Gamoń! — Syknęła ostro. 

— Czy zrobiłem panience coś złego, że na to zasłużyłem? — spytał z szeroko otworzonymi, wpatrzonymi w nią oczami. 

— To teraz nie poznaje się już własnych sióstr, tak!? 

No Elek nooo, a skleroza podobno nie boli XD

poniedziałek, 18 września 2017

Od Elandrina do Rahelii

Nehir zdecydowanie posiadał swój urok. Zresztą jak każde inne państwo, wszystkie miały w sobie coś, co sprawiało, że Aidan bardzo je lubił lub uwielbiał. Jeszcze żadne nie zdobyło u niego negatywnej opinii. Co prawda nie odwiedził jeszcze wszystkich, te najbardziej go ciekawiące zostawił na koniec swojej pierwszej wycieczki dookoła świata. Więc przed nim były jeszcze Mantrikar, Cellan, Sharr, Khayr, Ziyou i Darawa, do której aktualnie zmierzał. Z początku chciał ją zostawić na koniec, ale plotki, które słyszał, sprawiały, że cierpliwość zżerała go od środka, musiał tam dotrzeć jak najszybciej, by przekonać się, że to co mówią to prawda. Przy okazji wzbogaciłby się w nowe historie, te z pewnością jeszcze bardziej zaciekawiłyby potencjalnych widzów. Kto by nie chciał posłuchać o tym, co mieszka w Darawie. A i sam młodzieniec chciał na własne oczy zobaczyć to miejsce.
- Asha, mam nadzieję, że dziś nie uciekniesz na polowanie przed przedstawieniem - mruknął cicho do feniksa siedzącego na jego ramieniu i uśmiechnął się szeroko do młodej dziewczyny, która przyglądała mu się, gdy ją mijał. - Dziś sam przyszykowałem dla ciebie posiłek, nie musisz się nigdzie wybierać.
- Jeśli znowu pozwolisz grupie młodocianych ciągać mnie za ogon i wyrywać pióra to nie licz na moją pomoc w twoich zabawach. - Usłyszał poważny i obrażony głos w myślach na co parsknął. - Jak cię to bawi mogę polecieć już teraz. Tylko nigdy więcej mnie nie zobaczysz.
- Oh, nie rób mi tego! - Stęknął męczeńsko, choć dało się zauważyć, że tylko udaje. - Obiecuję, dziś młodzi się do ciebie nie zbliżą. Dziś będziesz musiała tylko przestraszyć widzów, przelecieć blisko ich głów z zapalonymi piórami i strząsnąć kilka iskier. 
- Znowu historia o smoku? - Aidan mógłby przysiąc, że samica przewróciła właśnie oczami. Na pewno to zrobiła. 
- Wiesz, że jest najbardziej lubiana - urwał, gdy żwawym krokiem wyszedł z uliczki na obszerny rynek miasta. Ludzie kręcili się wokół niego, czuł na sobie kilka zainteresowanych spojrzeń, a troje dzieci już od paru minut szło za nim, oczywiście zachowując pewien dystans. 
Dziś dopiero tutaj przybył, zanim wkroczył do miasta pozwolił sobie wynająć pokój w tawernie poza mieściną i przebrać się w swoje "robocze", kolorowe ciuchy. Aktualnie miał na sobie czarne spodnie i buty, błękitną, luźną koszulę i za duży płaszcz bez rękawów i kaptura. Ten element stroju w przeciwieństwie do reszty mienił się wszelkimi możliwymi kolorami za sprawą naszytych nań przeróżnych łatek i złoconych guziczków, które połyskiwały w słońcu. Dla ludzi mogło to wyglądać groteskowo, zwłaszcza w połączeniu z brązowym kapeluszem i wetkniętym doń pawim piórem. Jednak Aidan czuł się w takim stroju lepiej, przecież starał się być radosnym, kolorowym człowiekiem, który pragnął zabawiać ludzi swoimi historiami i przedstawieniami. I ponoć mu to wychodziło. 
Gestem nakazał Ashy wzbić się w powietrze i krążenie w okolicy. Jeśli faktycznie chciał, by zaskoczyła ludzi, musiała na jakiś czas zniknąć, a obecni na rynku zapomnieć o jej obecności. Aidan natomiast przysiadł z boku na bruku i rozejrzał się po okolicy. Położył obok nogi płócienny worek, z którym przyszedł, wyciągnął niego flet i dla rozgrzewki odegrał krótką, ale skoczną, melodyjkę. Przyciągnął tym uwagę kilkorga przechodniów, do każdego zainteresowanego uśmiechał się szeroko i witał skinieniem głową. 
- Dobra... - mruknął pod nosem po kilku minutach, zerwał się z bruku i poprawił rozpuszczone włosy. Wokół niego stało już kilka osób, głównie były to dzieci. Jednak jego nagły ruch i przerwanie gry sprawiły, że poruszyły się zaciekawione, jakby licząc na coś jeszcze. 
Aidan podszedł do jednego z chłopców i przykucnął obok niego. 
- Czy chciałbyś młodzieńcze usłyszeć pewną historię? - zapytał tajemniczo i nawiązał z wybranym z tłumu kontakt wzrokowy. - Historię o smoku, co spał na górze złota? - Powiedziawszy to wyciągnął monetę zza ucha dziecka i podał mu do ręki. 
Chłopiec otworzył szeroko oczy i z niedowierzaniem pokazał pieniążek kolegom, z którymi przyszedł. W tym czasie kuglarz odsunął się od niego i podszedł do dziewczynki, która właśnie podeszła.
- Czy zainteresuje was historia, o młodzieńcu, który z łap tej chciwej i głodnej bestii ziejącej ogniem chciał uratować piękną księżniczkę? - We włosy malutkiej panienki wplątał mały kwiat wyjęty z pozornie pustej kieszeni płaszcza. 
Kilkoro zainteresowanych przystanęło i podeszło do Aidana, powoli zaczynał powstawać tłum. Chłopak uśmiechnął się, nim historia dobiegnie końca widzów będzie wielu, dobrze, że miał przygotowane zapasowe przedstawienia, gdyby słuchacze chcieli więcej.
Rozejrzał się po ludziach wpatrujących się w niego i innych, którzy nie zwrócili jeszcze uwagi na szykujące się widowisko. Jego oko przykuła dziewczyna o kruczoczarnych włosach zaplecionych w warkocz. Pierwszy rzut oka starczył by rozpoznał w niej elfkę, spiczastych uszu nie dało się od tak przegapić. Nie widział jej twarzy zbyt dobrze, jednak wiedział, że będzie idealną, piękną księżniczką, bohaterką opowiadanej historii. Przez chwilę miał nawet wrażenie, że skądś ją zna. Nie miał jednak czasu na rozmyślanie o tych sprawach. Widownia czekała.
Niewiele myśląc rozbił o ziemię woreczek będący mieszanką zmielonych ziół, które stworzyły chwilową, różnobarwną mgiełkę. Wykorzystując ten element zaskoczenia przemknął przez tłum i delikatnie złapał młodą pannę za nadgarstek i ukłonił się jej wdzięcznie.
- Pozwoli pani, że wciągnę panią w wir historii, której nie da się zapomnieć - powiedział głośno i wyraźnie. - Nie pożałujesz poświęconego mi czasu, czcigodna księżniczko.
Nim zdążyła odpowiedzieć, pociągnął ją za sobą, po czym zamaszystym ruchem ręką wskazał i przedstawił zgromadzonym.
- Oto księżniczka z odległej kraju zwanego Farenią. Córka starego, kochanego króla, który sprawiedliwie rządził zapomnianym już dzisiaj królestwem. Zarówno ona, jak i jej ojciec, byli bardzo kochani przez swój lud. Oboje troszczyli się o bezpieczeństwo poddanych, codziennością były wyjazdy tej młodej damy do różnych miast, by móc spędzać czas wśród zwyczajnych ludzi, pomagać im i dowiadywać się, czego im brakuje. - Znów ukłonił się swojej aktorce i przerwał na chwilę, by wziąć głębszy wdech. - Mogłoby się wydawać, że nastały idealne dni w królestwie Farenii. Jednakże pewnego dnia, gdy księżniczka ponownie wyruszyła w podróż, zły smok potrafiący sypać iskrami ze swoich ogromnych skrzydeł, znany z grabieży, zaatakował królewski powóz i porwał niewinną dziewczynę!
Gdy tylko Aidan wypowiedział ostatnie słowo, głośny skrzek rozległ się na rynku, a tuż nad głowami słuchaczy śmignął feniks. Młody mężczyzna mógł przysiąc, że słyszał kilka zaskoczonych i wystraszonych krzyków. Kilka osób wzięło też głębokie wdechy, kiedy płonący ptak przysiadł na ramieniu księżniczki przedstawienia i zamachnął się skrzydłami. Iskry i ciepło ognia, które się przy tym pojawiły, nawet Aidan poczuł na swoim policzku, więc wraz z widownią odsunął się o kilka kroków. Wiedział jednak, że nie musi obawiać się o elfkę wciągniętą w przedstawienie, Asha została zaznajomiona z faktem, że oboje mogą mieć problemy, jeśli przez przypadek zrobią komuś krzywdę.
Mimo wszystko nie spuszczał wzroku z twarzy dziewczyny, nie chciał, by zbytnio przestraszyła się siedzącego na jej ramieniu stworzenia. Feniksy nie były czymś pospolitym, obecność takiego osobnika potrafiła zaszokować bądź przestraszyć. A rybałt nie chciał siać paniki, nie o to mu chodziło.
- Płonąca gadzina porwała księżniczkę i zabrała do swojej góry, w której dotychczas mieszkała, śpiąc na swoim skradzionym złocie. Król, gdy tylko doszła go wiadomość o porwaniu jedynego dziecka posłał gońców we wszystkie strony świata z wiadomością, że odda część królestwa i rękę córki temu, który wyzwoli ją z łap potwora i zgładzi tę bestię, by nie zagrażała już nikomu więcej. - Asha ponownie zaskrzeczała groźnie po tych słowach, a Aidan ponownie przeleciał wzrokiem po tłumie. - Czy znajdzie się jakiś dzielny ochotnik, który wyzwoli piękną niewiastę?

Rahelia, kto ma być wybawcą? 
I czy siorka rozpozna brata ze sklerozą czy nie? Onmachybazanikipamięci