Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fałszywe oskarżenie i porozumienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fałszywe oskarżenie i porozumienie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 września 2020

Od Ayarashi do Lexie

Nie miałam zamiaru wracać do domu, w którym nie miałam mieć przyszłości, mimo to postanowiłam, że dam się odwieźć do granicy państwa i dopiero później ucieknę, by tutejsi  rycerze nie mieli przechlapane u swojego króla. Rano gdy się obudziłam, ubrałam się i uczesałam, po czym zeszłam na dół ze strażą, a później ruszyliśmy w drogę. Po paru godzinach drogi, a tak naprawdę paru godzinach snu dojechaliśmy do lasu, wiem o tym, bo akurat w tym momencie się obudziłam. Zauważyłam, że wszyscy rycerze, byli podenerwowanie, odkąd minęliśmy ścianę lasu. Mimo to ja byłam w pewien sposób spokojna. Ściągnęłam poduszkę  z fotela i położyłam ja na podłodze, a następnie sama się na niej ulokowałam. Jechaliśmy dalej, aż usłyszałam rżenie konia, wtem cała mini karawana się zatrzymała, usłyszałam tylko rozkaz do broni i że mają bronić powozu. Odsunęłam lekko kotarę i zapuszczając jednym okiem żurawia, zauważyłam walkę. Od razu rozpięłam spódnice, zostając w swoich spodenkach i trzymałam broń w ręku. Usłyszawszy, że ktoś niepożądany próbuje dostać się do środka. Gdy tylko zobaczyłam opryszka, wbiłam w niego ostrze, po czym je wyjęłam ,tym samym pozbawiając go życiowej esencji. Wyszłam z powozu i dołączyłam do walki, po jakimś czasie pojawił się ktoś, kto był chyba ich szefem i chciał walczyć, mimo protestów Lexi stanęłam naprzeciwko niego.  
-Co to jakiegos kundelka nadsyłacie na mnie! -Zasmiał sie grubas na widok maleje drobnej dziewczyny, chwycił swój topów i chcial mnie nim przeciąć, ale mu się to nie udała i tak pare razy az zaczał używać magii tak samo jak ja. Po pau chwilach po okolicy rozniósł się zapach spalonej świni, która padła martwa na ziemie. Podeszłam do Lexi wycierając ostrze o jakiś lisc.
-To co jedziemy? -soytałam mijając ja i kierujac sie do powozu.  Po kolejnych spokojnych godzinach dojechalismy do granicy gdzie przeszlam na rodzinną ziemię. Porzegnalam rycerzy i ruszylismy w strone miasta, nie zrobiliśmy nawet dwóch kilometrów jak im nawiałam i natrafiłam na tamtych oprychów.

[END]

piątek, 21 sierpnia 2020

Od Lexie do Ayarashi

Księżniczka zniknęła za swoimi drzwiami, a Lexie odetchnęła z ulgą. Przynajmniej chwilowo kryzys został zażegnany. Pozostawało zaraportować o wszystkim generałowi gwardii i złapać jeszcze kilka godzin snu przed świtem. I kąpiel. Zdecydowanie kąpiel była tym, czego w tym momencie potrzebowała najbardziej.  Szczególnie że w perspektywie kilka najbliższych dni będzie musiała obyć się bez tego luksusu.

[...] Ostatecznie wszystko potoczyło się tak, jak miało się potoczyć. Eskorta już czekała przy koniach, gdy księżniczka Ayarashi wyszła z zamku. Wyglądała na całkiem wypoczętą, mimo nie do końca przespanej nocy, czego nie można było powiedzieć o Lexie, która musiała wstać nieco wcześniej, by dopilnować przygotowań. Nie była specjalnie w nastroju do rozmów i tylko minimalizując kontakt wzrokowy z księżniczką próbowała jej pomóc wsiąść na konia, co ta kompletnie zignorowała, wskakując na niego bez większego problemu prosto z ziemi.
- Nie wsiadam na konia pierwszy raz, Lexi - powiedziała, uśmiechając się i poprawiając w siodle. - Może nie robię tego często, ale uczono mnie konnej jazdy.
  Gwardzistka tylko skinęła głową, podchodząc do swojego wierzchowca. Powiodła wzrokiem po zgromadzonych. Eskorta: w pełnym rynsztunku i gotowa. Zapasy na podróż: załadowane i trzy razy sprawdzone. Sprzęt obozowy: w doskonałym stanie i odpowiedniej liczbie. Ayarashi: na koniu i jak zawsze w zuchwałym humorze. Jeśli wszystko pójdzie dobrze wyrobią się, nim upłynie kolejny księżyc. Wskoczyła na konia i dała sygnał do wymarszu. Ciężki stukot końskich kopyt odbił się od bruku na dziedzińcu. Wyjeżdżając, gwardzistka rzuciła ostatnie spojrzenie na okno komnaty, w której rezydowała jej własna księżniczka. Pewnie jeszcze spała. Oczekiwanie, że pożegna ją machając z tego okna byłoby zbyt...  Lexie spojrzała na Ayarashi. Księżniczka Aranayi będzie wszystkim, co dostanie przez jakiś czas. Miała tylko nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie gładko. 
- Nie mów, że jesteś zła o wczoraj, Lexi. - Księżniczka zrównała swojego konia z koniem gwardzistki.
- Nie, pani - przyznała całkiem szczerze kobieta. Badawcze spojrzenie Ayarashi omiotło twarz gwardzistki, po czym lisica pokiwała ze zrozumieniem głową. 
  Przez chwilę jechały bez słowa. Niewielka karawana poruszała się przez pełne jezior ziemie Leoatle. Otaczające ją krajobrazy były spokojne i kojące. Lexie nie miała wątpliwości, że póki przemierzają ziemie jej pani nie muszą się obawiać specjalnie ataków bandytów. Szczególnie tutaj, w we wschodniej części państwa. Niebezpiecznie może zacząć być dopiero na skraju Anthrakas, którego gęste lasy i nieliczne zamknięte w górach osady stwarzały dobre środowisko dla stacjonujących w Ucurum rzezimieszków. 
- Byłaś kiedyś w Aranayi, Lexi? - z zadumy wyrwał ją głos księżniczki.
- Nie, pani - zaprzeczyła, a widząc, że rozmówczyni oczekuje czegoś więcej, dodała: - Byłam za to nie raz w Anthrakas, Nalayan, Merkez, raz w Ziyou oraz krótko w Khayrze.
- Nie sądziłam, że taki z ciebie podróżnik. - Dziewczyna spojrzała na towarzyszkę z lekkim zdziwieniem. - Twoja pani tak wiele podróżuje.
  Lexie lekko się skrzywiła. Po prawdzie większość ze swoich wypraw odbyła na polecenie króla, goniąc za różnymi artefaktami, eskortując ważne osobistości i tylko kilka razy towarzysząc Mirajane w jej wizytach do władców innych państw. Zamiast wdawać się w szczegóły, odpowiedziała jedynie:
- Moja pani też lubi zwiedzać świat - zamyśliła się na sekundę, po czym dodała - A ty, pani? 
- Ja? Co zwiedziłam?
  Gwardzistka pokiwała głową. Miała nadzieję zrzucić nieco ciężar rozmowy na tamtą. Krótkie wspomnienie o Mirajane zupełnie przekierowały jej myśli w stronę pozostawionej w zamku księżniczki.
(Ayarashi?)

piątek, 26 czerwca 2020

Ayarashi do Lexi

Zatrzymałam się w pół kroku po słowach kobiety. Spojrzawszy na światła, świecących się komnat i korytarzy zamyśliłam się nad jej całą wypowiedzią.
-Wiesz co naprawdę łatwiej, byłoby teraz nawiać i zostawić cię w pewnym sensie w opałach. -zamknęłam oczy i zaciągnęłam się powietrzem. -Jednakże wrócę z tobą do zamku i odeskortujecie mnie do granicy. Jeśli wiele się tam nie zmieniło, nie doprowadzą mnie do świetlistego wodospadu. -powiedziałam z lekkim uśmiechem i ruszyłam z miejsca. -A tak poza tym, nie chce, by ci się jeszcze bardziej oberwało, mimo że zawiedli ludzie, któży strzegli drzwi, od paru godzin, zanim przygotowaliście powóz. -zauważyłam lekkie zaskoczenie namalowane na wyrazie twarzy kobiety. -A i jeszcze jedna taka sprawa możesz mowić mi Ayarashi albo Aya jak tam chcesz, nie przepadam za formalnym wzrostem, kiedy nie ma ludzi, którzy mają zasady ich wymawiać. -uśmiechnęłam się przyjacielsko do strażniczki, zanim ujrzała nas straż, która następnie wpuściła nas ba tereny miasta, przez które szybko się przedostaliśmy i wróciliśmy na teren zamkowy. Gdy doprowadzono mnie do pomieszczenia, spojrzałam ba gwardzistkę. -Dobranoc pani Lexi. -pożegnałam się i poszłam spać. 



 (Wybacz tak długi przestój :"3.Lexi?)

niedziela, 24 maja 2020

Od Lexie do Ayarashi

  To wyglądało jak duży problem. Lexie rozumiała racje dziewczyny, ale z drugiej strony miała swoje obowiązki. A król zapewne nie zrezygnuje tak łatwo z pomysłu odesłania księżniczki do jej królestwa. Szczególnie że nikt nie chciał mieć wroga w Królowej Aranayi. 
  Były już coraz bliżej zamku. Gwardzistka spojrzała na dumną posturę dziewczyny. 
- Wiesz, że mogłabyś pani, czysto teoretycznie, ogłuszyć mnie i uciec - zasugerowała, odwracając spojrzenie i nieco nerwowo drapiąc się po narośli na ramieniu.
- W każdej chwili - odparła z uśmiechem. - Ale obiecałam, że wrócę z tobą do zamku.
- Cóż, skoro zamierzasz pani ze mną wrócić będę musiała nazajutrz wyruszyć razem z tobą do Aranayi. Przydzielono ci poza mną dziesiątkę zbrojnych. W tej podróży, jeśli zawiodę i nie zdołam doprowadzić cię na miejsce... odpowiedzialność będzie znacznie gorsza, niż ta, do której pociągnięto nas ostatnio. Jeśli teraz dotrzemy do zamku, będę musiała odeskortować cię do granic Aranayi. Aż do samej granicy nie będę mogła pozwolić ci się wymknąć. Chyba że uciekniesz mi teraz.
- A teraz, jeśli ucieknę, nie będziesz miała problemów? Nie dlatego za mną ruszyłaś? - dziewczyna uniosła brwi.
  Lexie zamilkła. To była prawda. Mimo wszystko uczyniono nią odpowiedzialną za tą księżniczkę, aż do jej powrotu do ojczyzny. Niefortunnie, że ona tego nie chciała.
- Tak było, pani - odpowiedziała wreszcie na jednym tchu. 
- Do granicy Aranayi mówisz... - księżniczka zamyśliła się. 
- Pani. Na granicy będą czekać ludzie Królowej. Odbiorą cię z naszych rąk. Gdy będziesz pod ich opieką, moja rola jako twojego obrońcy się skończy. - Gwardzistka przełknęła nieco nerwowo ślinę. Nie podobało jej się, o czym rozmawiała teraz z Ayarashi. Wolałaby załatwić to jak należało. Upewnić się, że trafi do stolicy, by z czystym sumieniem zaraportować przed królem wykonanie misji. Ale rozumiała. Rozumiała pragnienie dziewczyny oderwania się od rodziny. I nie chciała być tą, która zmusi ją do powrotu do miejsca, którego nienawidziła.
  Zamek był coraz bliżej.
- Za chwilę będziemy za blisko na cokolwiek - powiedziała bardziej do siebie, niż do księżniczki.
(Sugeruję, że jeśli chcesz zakończyć wątek, to ucieknij tutaj. Jeśli nie... albo idziemy za sugestią Lexie, albo jestem otwarta na twój pomysł xD Ayarashi?)

piątek, 27 marca 2020

Ayarashi do Lexi

Dość szybko udało mi się zgubić pościg, a raczej pościg wyminął mnie myśląc, że oddaliłam się jak najdalej od zamku. Cóż trudno mieć im to za złe kiedy  większość ludzi by tak zrobiła. Zatrzymałam się na jednej z solidnych gałęzi starego i solidnego dębu.
 -Co za idioci.
wydusiłam cicho opierając się skórę drzewa jakim jest kora. Wszyscy przemknęli jak strzały puszczone z łuków przez las w stronę miasta. spojrzałam w dół i ujrzałam, zwalniającego konia bez  jeźdźca. Zeskoczyłam z drzewa i rozejrzałam się w koło za krzaków. Po jakiś dziesięciu minutach usłyszałam dźwięk zbroi, a chwile później zauważyłam dobrze mi znaną gwardzistkę. Odsunęłam kamień i wyjęłam sojowe rzeczy, po czym wyszłam z ukrycia.
-Zgubiłaś coś, Lexie?
zapytałam opierając lewą dłoń na biodrze i odchylając głowę lekko do tyłu, nadal nie puszczałam wzroku z gwardzistki.
-Dostaliśmy rozkazy, by sprowadzić cię z powrotem do zamku.
Parskam lekko śmiechem, odwracając lekko głowę, a mój ogon zaczął lekko się bujać na boki.
-Nigdzie nie wracam, nie mam zamiaru wracać do domu.
widząc jej zaskoczenia na twarzy, a raczej na oczach postanowiłam jej to wytłumaczyć
-Ale....
-Widzisz i tak nie będę władać moim domem, więc nie mam powodu, by siedzieć i przytakiwać na ich pomysły, co do mojej osoby. Mam zamiar zwiedzić cały świat i później o nim opowiadać.  Jeśli chcesz mogę z wami wrócić do pałacu ale nie sądź, że zaprowadzicie mnie do mojego domu.
Powiedziałam zaplatając dłonie pod biustem, który był zasłonięty bandażami. Po wyrażeniu prośby o powrocie z strony gwardzistki, ruszyłam swój zacny ogon w stronę zamku.

czwartek, 19 marca 2020

Od Lexie do Ayarashi

Niespodziewany alarm zupełnie rozbudził Lexie, która właśnie położyła się do łóżka, a wieść o ucieczce księżniczki Ayarashi... cóż, gwardzistka chciałaby, żeby ją to zbudziło. Jednak już w trakcie rozmowy z generałem gwardii spodziewała się, że tak będzie. Jakiekolwiek powody miała księżniczka, by ukrywać swoją tożsamość, na pewno jednym z nich była niechęć do powrotu do domu.
  Szybko przywdziała mundur i w biegu chwytając włócznię pognała na plac, gdzie zbierała się ekipa poszukiwawcza. W chwiejnym świetle pochodni tłum ludzi, koni i psów, krzyki, rozkazy, obłoki pary w zimnym powietrzu, to wszystko robiło jakieś ponure wrażenie narastającego niebezpieczeństwa. Gwardzistka chwyciła wyprowadzonego przez służbę konia i kilka minut później gnała w jednym z oddziałów w stronę lasu. Pęd zimnego powietrza owiewał jej twarz, psy ujadały. Ktoś wydał rozkaz do utworzenia szpaleru i zwarta dotąd grupa rozproszyła się, by wpaść do lasu równym szeregiem. 
  Strażniczka jednak wątpiła, by Ayarashi dała się złapać tej nagonce. Była zbyt bystra. Niemniej utrzymywała szyk i rozglądała się za brązowymi włosami ściganej. W pewnej chwili coś błysnęło jej wysoko w koronach drzew. Lexie wydawało się nawet, że rozpoznaje sylwetkę księżniczki. Poluzowała chwyt na uździe konia i szturchnęła go piętami w boki. Zwierzak jakby poczuł odrobinę wolności, bo wystrzelił gwałtownie do przodu, zrzucając swojego jeźdźca i wyrywając przed szereg. Rozległy się jakieś krzyki, jednak zbierająca się w bólu z ziemi gwardzistka nie bardzo ich słuchała. Szybko starała się odzyskać oddech i skoncentrować na miejscu, gdzie ostatnio widziała słaby kształt Ayarashi. Rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie na oddalających się zbrojnych i ruszyła tam, gdzie jej zdaniem powinna znajdować się księżniczka. Miała tylko nadzieję, że się nie myliła i bolące plecy nie pójdą na marne.
(Ayarashi? Dasz się odnaleźć czy bawimy się w kotka i myszkę? :3)

sobota, 11 stycznia 2020

Od Ayarshi do Lexi

Dziewczyna jeszcze miła trochę czasu dla siebie wiec zażyczyła sobie kanapek na posiłek. Po paru minutach przyszła służka z talerzem, na którym była wieża kanapek. Gdy była sama zjadła trzy kanapki, a resztę dobrze zawiązałam w tkaninę i schowałam do szuflady. Gdy słyszała pukanie do drzwi.
-Wejść. -jakaś osoba dała jej list, kobieta odprawiła osobnika i otworzyła  list zaczęła go czytać i aż krew w niej się zagotowała, gdy ujrzała, że król ma zamiar ja od eskortować do domu.
-Po moim trupie. -Zerwała się z miejsca i chciała zabrać swoje ciuchy, ale ich tam nie było. Przeszukała pomieszczenie i znalazła tylko suknie i spódnicę. Zezłoszczona rozerwała suknie i przewiązała ja na piersiach, a spódnice skróciła, przewiązała jeszcze worek sznurem i wyślizgła się oknem.
- Wysoko - powiedziałam do siebie w myślach, idąc krawędziarką budynku. Przeoczyła kolejne części i zeszła na ziemię, gdy przemykała przez ogród zauważył ją jeden ze strażników i zaczął ją gonić, lecz nie udało mu się złapać dziewczyny która uciekła do pobliskiego lasu. W tym czasie, straż weszła do pomieszczenia, w którym  spodziewali się Ayarashi, ale jej tam nie było powiadomili o tym Lexie. Ayarashi mknęła miedzy gałęziami i ukryła się w zamaskowanej dziupli słysząc w oddali zbliżający się pościg.

(Wybacz za ta beznadzieje Lexi)

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Od Lexie do Ayarashi

Po trochu to i to, pani - odpowiedziała po namyśle kobieta. W łaźni było cicho. Woda była przyjemnie ciepła. Prawie nie umiała sobie przypomnieć kiedy ostatnio była w takim miejscu. Ostatnimi czasy była dość... zabiegana. Spojrzała na księżniczkę, która o dziwo nie naciskała, by mówiła dalej, jednak nie wyglądała też by zamierzała coś powiedzieć. Gwardzistka westchnęła cicho. - Chciałam zostać wojownikiem, co tam skąd pochodzę nie jest potrzebne. To marzenie przywiodło mnie do Leoatle, a przypadek uczynił gwardzistą. 
- Skąd więc pochodzisz? - Ayarashi zapytała od niechcenia.
- Z Tehali, pani. To mały kraj na wyspie.
- Tam jeszcze nie byłam. To mogłoby być ciekawe. Słyszałam, że Tha'xil to bardzo interesujący naród.
- Mogłabyś tego nie przeżyć, pani. - Lexie spojrzała w sufit. - Źródło niszczy wszystkich, którzy znajdują się przy nim. Szczególnie tych otwartych na magię. Ty pani  zapewne jesteś magiem?
  Strażniczka spojrzała na towarzyszkę, która tylko skinęła lekko głową. 
  Ciszę przerwało wejście służącej do pomieszczenia. Dziewczyna skierowała się prosto do Lexie, która gwałtownie wstała i wyszła z basenu, by spotkać się z nią w pół drogi. Zupełnie naga stanęła przed zaskoczoną dziewczyną, zaplatając ręce na piersiach.
- O co chodzi? - spytała spokojnie. 
- Generał gwardii chce cię widzieć, pani - powiedziała dziewczyna, to zawieszając wzrok na tkwiącej zdecydowanie w skórze gwardzistki łusce, to uciekając nim. Lexie przeszło przez myśl, że wśród służby musiało krążyć wiele wątpliwości, odnośnie naramiennika, być może nawet jakiś zakład, które ta dziewczyna rozwieje, gdy tylko wróci do sutereny.
- Zaraz będę. Jeśli chcesz tego dotknąć, śmiało.
- Nie-nie - dziewczyna spłoszyła się nieco. - M-muszę już iść.
  I nie czekając na reakcję, wybiegła z pomieszczenia. Gwardzistka odwróciła się do Ayarashi i skłoniła głęboko. 
- Muszę iść, pani. 
- Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze przed moim wyjazdem - rzuciła niedbale księżniczka.
- Ja również, pani - odpowiedziała Lexie, po czym wytarła swoje ciało i przywdziała mundur. Był nieco przepocony, jednak nie miała czasu załatwiać świeżego.

Tego samego dnia wieczorem Ayarashi dostała przez służbę wiadomość, że grupa gwardzistów, z Lexie E'eian na czele odeskortuje ją prosto do jej domu w Aranayi.
(Ayarashi? Co z tym zrobisz? XD)

środa, 20 listopada 2019

Ayarashi do Lexie

Pójdziemy zatem do łaźni, pani -zasugerowała ponownie, mając nadzieję, że księżniczka postanowi nie drążyć tematu.
-Oczywiście. -powiedziała spokojnie, podnosząc się z ławki i odwróciła się frontem to gwardzistki. -Za ten prowadź do tej waszej łaźni. -powiedziała, a gwardzistka lekko się ukłonił i ruszyła przodem, wskazując tym samym drogę księżniczce do łaźni. Gdy weszły do środka, woda w ogromnym basenie parował i tym samym ogrzewał pomieszczenie. -Wchodzisz, będzie miło jak dołączysz do kąpieli. -Lexie na początku odmówiła, lecz po kolejnej prośbie przystała na zdanie księżniczki. Po paru minutach obie siedziały zanurzone po szyje w gorącej widzie.
-Lexie nie musisz się tak spinać, jutro was opuszczę jesli o to chodzi, albo raczej dam ci spokój od mojej osoby. -Powiedziała zanurzając tył głowy w wodzie i się odprężając. -Będziesz w końcu mogła wrócić do swojej pani na służbę. -Usmienęla sie, leżąc na tafli wody, w stronę sufitu. Po czym zanurkowała i wynurzyła się tuż przy gwardzistce i się oparła o jej bok. -Tym razem nie daj się tak łatwo zaskoczyć. -gdy się odwróciła w mojej stronę, by cos powiedzieć uśmiechnęłam się i wysłuchałam.
-Spokojnie każdemu mogło się to zdarzyć droga Lexie. W sumie i tak na miejsu księżniczki cieszyłam, by sie z takiej wspaniałej gwardzistki i jak się nie myle zapewne przyjsciółki. -Powiedziałam po czym oparłam sie plecami o ścianę ogromnej wanny i opatłam łokcie na jej krawędzi. -A tak wogóle jak to się stało, że postanowiłaś zostać gwardzistką? Szczęście, a może marzenie? -Spojrzałam na tafle wody, a po chwili kontem oka na zamyśloną kobiete.
(Lexie? Wybacz za czas i ten nie poradny bełkot)

poniedziałek, 21 października 2019

Od Lexie do Ayarashi

Gwardzistka nie patrzała na nią. Stojąc obok ławki księżniczki miała wzrok wbity gdzieś daleko w przestrzeń. Nie bardzo wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Spojrzenie dzikich, niemal zwierzęcych oczu księżniczki wwiercało się boleśnie w jej osobę. Lexie odkaszlnęła nieco nerwowo, na prawdę źle się czuła w towarzystwie tej dziewczyny po całym tym czasie, w którym pomiatała nią jak szmatą.
- Wasza wysokość chciała się wykąpać - powiedziała wreszcie, desperacko próbując odwrócić jej uwagę od swojej osoby. - Jestem pewna, że łaźnia jest już gotowa.
  Ayarashi wygodniej rozsiadła się na ławce, obracając nieco na brzuch i wyraźnie zbliżając swoją twarz do nadal stojącej gwardzistki.
- A a a. - Wyciągnęła dłoń przed siebie i pokręciła palcem. - Nie ładnie tak nie odpowiadać na pytania, Lexie. Czemu się wymigujesz? To przecież nic takiego, nie sądzisz?
  Ogon księżniczki poruszał się nieregularnie, jakby żył własnym życiem. Strażniczka wiedziała, że kolejne próby sprowadzenia tematu na inne tury będą bezskuteczne, więc ponownie odkaszlnęła, przykładając dłoń zaciśniętą w pięść do ust i spuściła wzrok na Ayarashi.
- Nie jestem zbyt dobra w mówieniu o uczuciach, pani - odpowiedziała wreszcie nieco chłodniej, niż planowała.
- Spróbuj - zachęcała ją dalej księżniczka. - Nigdzie nie pójdziemy, póki tego z siebie nie wydusisz.
- To... dla mnie... - zaczęła powoli Lexie, ważąc każde wypowiedziane przez siebie słowo - niehonorowe, jak dotąd zachowywałam się względem ciebie, pani. Ciężko mi... przejść przez to... by odzyskać mój... wizerunek. W twoich oczach, pani.
  Te słowa może nie wyrażały pełni uczuć, targających kobietą, jednak były dostatecznie dobre. Może nawet więcej, niż dobre. Dopiero po ich wypowiedzeniu Lexie uświadomiła sobie, jak bardzo gryzło ją złe wrażenie, które musiała zrobić na zagranicznej księżniczce.
  Jej myśli przerwał szczery śmiech dziewczyny. Gwardzistka z niejakim zdziwieniem patrzyła na chichoczącą lisicę, której uszy położyły się na głowie, a ogon szaleńczo wirował w takt odgłosów radości.
- Przepraszam cię, Lexie. - Ayarashi otarła łezkę, która zebrała się w jej oku. - Jak już mówiłam, nie mam do ciebie żalu. Twój "wizerunek" - to mówiąc zakreśliła w powietrzu cudzysłów - nie ucierpi przecież tylko od czegoś takiego.
  Gwardzistka nie wyglądała na przekonaną jej słowami, jednak skłoniła się lekko, potakując.
- Pójdziemy zatem do łaźni, pani? - zasugerowała ponownie, mając nadzieję, że księżniczka postanowi nie drążyć tematu.
(Ayarashi?)

niedziela, 13 października 2019

Od Ayarashi do Lexi

Dziękuję, wasza wysokość. Nie martw się, nie jestem obrażona -powiedziała Ayarashi swobodnie. - Mam tylko jeszcze jedną prośbę...
-Proś, o co ze chcesz -król rozpromienił się nieco. - Oczywiście w granicach rozsądku. 
-No więc... Po pierwsze, by nie dopuścić do nieporozumienia, między naszymi królestwami proponuję, by ta sytuacja została między nami w tej sali. -Ayarashi powiedziała, obserwując reakcje króla. -Po drugie, gorąca kąpiel, po tak cienkich dniach przydała, by się chwila relaksu. -Gdy skończyła, król zawołał służbę, która miała za zadanie zając się przygotowaniem łaźni. -Jeśli to wszystko chciałam, bym już odpocząć wraz z obecną tutaj gwardzistką. -Wskazała na nią ręką, a gdy skończyła się rozmowa, wraz z Lexi udały się do zamkowego ogrodu. Ciemnowłosa księżniczka zaplotła ręce za plecami w tak zwany koszyczek.
 -Lexi czemu jesteś taka spięta? Jestem przecież tą samą dziewczyną z którą, byłaś skuta przed paroma chwilami. -Powiedziała, siadają na ławce, jej wzrok nadal, był skierowany na gwardzistce. -Słuchaj. -Powiedziała brazowowłosa lisica, zakładając prawa nogę na lewą. -Nie mam do ciebie żalu, co do twojego postępowania względem mojej osoby. Nie miałaś prawa wiedzieć, kim jestem i skat pochodzę. Jakbyś wiedziała, kim jestem, zaraz byś zaczęła stosować tę królewską etykietę. -powiedziała, a do ostatnich słów podniosła rękę i dłonią w powietrzu zakreśliła trzy kółka, a następnie oparła łokieć o drewniane oparcie ławy, a dłoń o lewy policzek. Aya obserwowała zachowanie gwardzistki, która w widoczny sposób, była zmieszana, a wzrok księżniczki z sojuszniczego królestwa w tym przypadku nie pomagał. - Nie wiem za kogo uważałeś, mnie pod tamtą pistacią, ale to już nieważne. -Powiedziała, a po ogrodzie zaczął hulać morski wiatr, niosący znany świeży zapach.
(Lexie?)

poniedziałek, 16 września 2019

Od Lexie do Ayarashi

Lexie czuła, że ta dziewczyna coś ukrywa, jednak sądziła raczej, że jest to przynależność do półświatka przestępczego. Nigdy by nie zgadła, że ta niepozorna osóbka może należeć do rodziny królewskiej.
  Drzwi cicho trzasnęły za oddalającym się skazańcem. Ayarashi rzuciła zadziorne spojrzenie gwardzistce, która nieco nerwowo przyklękła  na jedno kolano i spuściła wzrok. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak nieodpowiednie było jej zachowanie względem osoby szlachetnie urodzonej oraz ile to może kosztować ją oraz całe jej królestwo.
  Król wstał powoli ze swojego tronu i odchrząknął.
- Żałuję, że swojej tożsamości nie zdradziłaś nam wcześniej, księżniczko Ayarashi. Leoatle cieszy się dobrymi stosunkami z Aranayą i oczywiście przyjęlibyśmy cię w swoim zamku ze wszelkimi honorami na jakie zasługujesz. Na pewno też ominęlibyśmy to nieporozumienie, które miało miejsce. - Władca starał się kryć zmieszanie, jednak nawet jak na ucho Lexie szło mu nie najlepiej. - Proszę, jako zadośćuczynienie i podziękowanie za pomoc w ujęciu zamachowca zostań moim gościem na jakiś czas. Myślę, że obecna tu gwardzistka z przyjemnością zadba o twoją wygodę i dopilnuje, byś nie nudziła się tutaj podczas swojego pobytu.
  Strażniczka poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Wyglądało na to, że będzie zmuszona przebywać z dala od swojej pani jeszcze przez jakiś czas. Nie podobało jej się to. Bardzo. Wierzyła w umiejętności Mer, jednak pragnęła samodzielnie zajmować się bezpieczeństwem Mirajane.
- Dziękuję, wasza wysokość. Nie martw się, nie jestem obrażona - powiedziała Ayarashi sfobodnie. - Mam tylko jeszcze jedną prośbę...
- Proś o co zechcesz - król rozpromienił się nieco. - Oczywiście w granicach rozsądku.
- No więc...
(Ayarashi? O co poprosisz :P)

niedziela, 15 września 2019

Od Ayarashi do Lexie

Wreszcie po tylu ciężkich dniach poszukiwań prawdziwego zamachowca udała nam się go schwytać bez żadnych przeszkód. Lexie zakuła mężczyznę w kajdany, po czym wyprowadziliśmy go z baru. Bez przeszkód dotarliśmy na ternen zamku, Lexie poinformowała jednego ze straży, by ten przekazał wiadomość królowi o schwytaniu prawdziwego zamachowca. Po pięciu minutach "spacerku" po zamkowym korytarzu dotarliśmy do sali tronowej, gdzie obecna była cała rodzina królewska. Lexi pchnęła mężczyznę tak, by klęknął przed schodami prowadzącymi do tronów. Ja również uklękłam, a gwardzistka stała wiec, byłam blisko niej, by nie musiała szarpać w razie czego za łończący nas łańcuch. Zaczęła się rozmowa i cos w stylu składania raportu z pokazaniem dowodów.
-...śmierć.-usłyszałam końcowy wyrok, z ulgą nie tyczący się, że to nie mnie czeka.
-Nie sądziłem, że mnie przechytrzysz księżniczko Ayarashi Blood. -Powiedział mężczyzna odwracając się w moją osobę z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem. Po sali przeszedł szmer, a oczy rodu królewskiego tutejszej ziemi zwróciły się na moją osobę. Wypuściła ciężko powietrze z płuc, a następnie się uśmiechnęłam, łańcuch upadł na ziemie, ponieważ potrafiłam się z tak prostego zabezpieczenia wydostać.
-Widzę, że jesteś dobrze poinformowany. -U uśmiechnęłam się i powoli przybrałam swoją naturalną formę, włosy zmieniły barwę na brązowa i urosły do pasa i urosłam do 165cm i się ukłoniłam
-Ayarashi Blood księżniczka królestwa Aranaya. -wyprostowałam się dumnie, widok miny mojej dotychczasowej towarzyszki był przebajeczny, oskarżonego wyprowadzono z sali.
(Lexie)

środa, 14 sierpnia 2019

Od Lexie do Ayarashi

I oto był on, cel naszych poszukiwań i prawdopodobnie zleceniodawca działań skrytobójców. Kierująca się pewnie w jego stronę postać strażniczki oraz jej drobnej towarzyszki sprawiła, że ze źle skrywanym napięciem jął dopijać swoje piwo i zbierać się do wyjścia. Nie miał jednak szans. Kobiety stały dokładnie pomiędzy nim a upragnioną wolnością.
- Wybierasz się gdzieś, panie? - zapytała uprzejmie Lexie, stając przed nim i zakładając ręce na piersi. 
- Nie pani interes - powiedział dumnie, próbując wyminąć gwardzistkę, jednak wtedy drogę zagrodziła mu Ayarashi. Spojrzał na nią z niejaką obawą w oczach. Uwadze strażniczki nie umknęło, że na nią patrzył nieco z góry, jej towarzyszka zaś wzbudzała w nim zupełnie inne emocje. Mimo że tak na prawdę powinien bardziej obawiać się wymiaru sprawiedliwości, niż wątłego ciałka najemniczki.
- Owszem, mój. - Twarz Lexie przybrała poważny wyraz. - Jesteś panie aresztowany pod zarzutem zamachu na jej wysokość Mirajane Melanie z rodu Reiss. Masz prawo zachować milczenie, wszystko co powiesz może zostać wykorzystane przeciw tobie. - W karczmie zapadła cisza. Wszystkie spojrzenia utkwiły w scenie, rozgrywającej się przy jednym ze stolików. Położyła mu dłoń na ramieniu. Co zaskakujące nie oponował i dał się bez problemów zakuć w kajdany. Prowadzony w stronę wyjścia rzucił tylko złotą monetę na stolik i bez słowa dał się wyprowadzić na zewnątrz. 
  Lexie spojrzała na Ayarashi, a na jej ustach zagościło coś na kształt cienia uśmiechu. W końcu mogły zamknąć tą sprawę i pozbyć się tego irytującego łańcucha, który łączył je ze sobą.
(Ayarashi? Co powiesz?)

niedziela, 23 czerwca 2019

Od Ayarashi do Lexie

Czwarta alejka, półka pierwsza od dołu, pod literą R. - powiedział niechętnie, po czym stracił zainteresowanie przybyłymi i wrócił do przeglądania dokumentów. Ruszyłam za gwardzistką, gdy tylko poczułam ruch łańcucha, którym, byłam połączona z dziewczyną. Mijałyśmy kolejno alejki, aż trafiły na alejko oznaczoną numerem IV.
-Teraz wystarczy ją znaleźć. -powiedziała gwardzistka zaczynając przeszukiwać dany regał z dokumentami, również zaczęłam przeszukiwać półkę. Przeglądanie tej całej papirologi w dwie osoby zeszło nam bardzo szybko i znaleźliśmy to po co przyszliśmy. wzięliśmy księgę i zaczęliśmy ją studiować wzrokiem, by jak najszybciej znaleźć tego osobnika.
-Jest! - powiedziała trochę głośniej, po czym przeczytała miejsce zamieszkania owego osobnika, a było nim Merkez. spisałam dane na małą kartkę, zanim Lexe zamknęła spis wejść.
-Może przekażemy strażnik, żeby tej osoby nie wypuszczali za mury miasta. Wtedy mielibyśmy lepsze szansę, że go schwytamy. -powiedziałam licząc na reprymendę od strony towarzyszki.
-Dobra uwaga, to ruszajmy. -Szybkim tempem dotarliśmy do bram miasta i poinformowaliśmy straż i ruszyliśmy sprawdzić poprzedni bar. Na nasze szczęście przy samym wejściu rozbrzmiało owe imię osobnika, którego czekaliśmy teraz wystarczyło go tylko złapać. Atmosfera była luźna prawie tak samo jak po zmierzchu, powoli wkroczyłyśmy do środka, natomiast ja byłam dwa kroki za gwardzistką. Nasz cel od razu zwrócił wzrok w naszą stronę, a jego ciało nagle się spięło, powodując lekkie drżenie jego ciała.

(Lexie?)

poniedziałek, 27 maja 2019

Od Lexie do Ayarashi

Lexie zastanowiła się przez chwilę. W królestwie było bardzo wielu szlachciców o pięknych i szlachetnych nazwiskach, które teraz kotłowały się w jej głowie, dopominając uwagi.
- Nie - mruknęła, marszcząc brwi. Nie przypominała sobie, by w Leoatle w ogóle był taki ród. Zresztą wydźwięk tego imienia wskazywał wyraźnie na pochodzenie wschodnie. - To nie będzie takie proste - powiedziała ni to do siebie, ni to do towarzyszki.
- Znalezienie kogoś o takim nazwisku nie powinno być problemem. Szczególnie jeśli jest arystokratą, jak mówił tamten - zauważyła Aya, a gwardzistka skinęła jej na to głową bez przekonania.
- Chyba, że już opuścił miasto - rozmawiając z rudowłosą Lexie bezwiednie maszerowała w kierunku działu rejestrów. - Zresztą może tak być, że podał fałszywe nazwisko.
  Gdyby był przedstawicielem jednego z dużych rodów arystokratów w Leoatle oczywiście nie byłoby to możliwe - członkowie Puchaczy na pewno doskonale znali wszystkich możnowładców w mieście, więc mieliby dokładniejsze dane o tym jednym. A najwyraźniej jedyne co o nim wiedzieli to to imię. Damero. Lexie przystanęła przed drzwiami, za którymi mieściły się najważniejsze dokumenty straży miejskiej. Spojrzała na łańcuch, który je łączył.
- Gdyby nie to wysłałabym cię, byś sprawdziła karczmy - westchnęła, po czym nacisnęła klamkę i weszła do niewielkiego, zawalonego regałami z jakimiś papierami pomieszczenia. Siedzący za biurkiem młodzik rzucił na nią zmęczonym spojrzeniem i zasalutował niedbale, po czym wrócił do przeglądania dokumentów. Gwardzistka podeszła bliżej i położyła mu przed nosem odznakę Gwardii Królewskiej. Chłopak drgnął i rzucił zdziwione spojrzenie dziewczynie. Przestał na chwilę przeglądać.
- Czegoś potrzeba? - zapytał.
- Rejestr podróżnych - oznajmiła Lexie.
- Nie mamy czegoś takiego - płynnie odparł młodzieniec. Gwardzistka przewróciła oczami i gwałtownie chwyciła go za kołnierz i uniosła nieco w górę.
- Nie oszukuj mnie, chłopcze. Wytyczne, dotyczące jego stworzenia przeszły przez moje ręce - wycedziła przez zęby, puszczając strażnika.
- Czwarta alejka, półka pierwsza od dołu, pod literą R - powiedział niechętnie, po czym stracił zainteresowanie przybyłymi i wrócił do przeglądania dokumentów.
  Ciągnąc za sobą Ayarashi Lexie ruszyła we wskazanym przez niego kierunku.
(Ayarashi?)

poniedziałek, 6 maja 2019

Od Ayarashi do Lexie

Lexie poprosiła, by zostawili nas samych, więc mundurowi rzucili spojrzeniem jeszcze raz na więźnia, a gdy minęli gwardzistkę ich wzrok skupił się na mojej osobie, niewiele myśląc wystawiłam język, a ich skwaszone miny na mój ruch były bez cenne. gdy tylko zamknęli drzwi Lexie zaczęła szukać czegoś na ciele. Sprawdzała ręce, kark, aż w końcu podniosła bluzkę i mruknęła słowo "puchacz".
- To nie wygląda dobrze. - wymruczała strażniczka, zaciekawieniem podeszłam do zakneblowanego mężczyzny i przyjrzałam się jego tatuażowi.
- Czy ja wiem czy taki niefart. - powiedziałam, kobieta wbiła we mnie swój mroźny wzrok. - No co widzisz te złote zabarwienie na szponach i dziobie. - dziewczyna przyjrzała się jeszcze raz znakowi. i przyznała jej racje.
- I jaki to ma związek z sprawą?
- O boże - uderzyłam się ręką w głowę - dlaczego pracuje z idiotami - wymruczałam pod nosem i spojrzałam na łańcuch "Racja" - To ma, że ten debil to przywódca Puchaczy. Musi być zły, że ostatnia akcja mu nie wyszła, ponieważ są znani z załatwiania spraw po cichu i w bardzo szybkim tempie. - brązowowłosa gwardzistka, była zdumiona moją wiedzą, ale cóż poradzić wszystko kiedyś się przyda nieprawdaż. Podeszłam do osobnika i wyjęłam knebel z jego ust, a w drugiej dłoni trzymałam cukierka.
- Powiedz nam co wiesz na temat sprawy w zamku. - mówiłam wyciągając mu ten durny knebel, jednak on znowu spróbował odgryźć sobie język, wtedy szybko wsunęłam mu cukierka między zęby i go szybko przegryzł cukierka i moje palce. Zapiszczałam cicho z bólu, ale on zrobił się cały czerwony i zaczął dyszeć.
- Pić, dajcie wody!! Wody! - zaczął krzyczeć tak głośno, że słyszeli go dwa pomieszczenia dalej.
- Co mu? - zapytała kobieta patrząc na niego to na mnie.
- Przegryzł trzy pestki czeline, tej czerwono czarnej. Ma niezłego kopa, a ugasić ją może specjalny rodzaj mleka.
- Daj tego mleka! - darł się w niebo głosy.
- Odpowiedz na nasze pytanie. - powiedziała Lexie.
- No dobra powiem, powiem. Tak dostaliśmy zlecenie od szlachcica Denaro.
- Mów prawdę!
- Dobrze Damero! Zlecenie od Damero! Tak się przestawił! A teraz proszę daj mleko. - uśmiechnęłam się i wyjęłam butelkę ukrytą pod bluzą i podałam i napoiłam mordercę, który wypuścił oddech z nie opisaną ulgą.
- A teraz powiesz to przed władcą. - powiedziała gwardzistka i zanim tamten zdążył wyrazić jakikolwiek sprzeciw, ta go z powrotem zakneblowała. wyszliśmy stamtąd.
- Znasz tego arystokratę?
(Lexie?)

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Od Lexie do Ayarashi

  Lexie cieszyła się, że nie musi za to płacić. Drobna, rudowłosa dziewczyna miała apetyt jak chłop na żniwach. Obserwowanie jak wciąga danie za daniem było wręcz fascynujące i gwardzistkę zaczęło zastanawiać, jakim cudem nie przybiera na wadze.
  Gdy tylko młodszy strażnik powiadomił kobiety o przebudzeniu tajemniczego napastnika gwardzistka przerwała jedzenie i wstała od stołu, posyłając znaczące spojrzenie Aya.
- Zostały mi dosłownie dwa dania. Poczeka na nas jeszcze pięć minut - oznajmiła ruda, dojadając nuggetsy. Lexie przewróciła oczami i pociągnęła za łańcuch gwałtownie, podrywając za rękę dziewczynę od stołu.
- Im szybciej to załatwimy, tym lepiej - mruknęła, ciągnąć towarzyszkę w stronę wejścia do lochów. 
  Po krętych schodach w dół sprowadził nas strażnik w pełnym rynsztunku oraz z pochodnią, a na dole przejęło nas dwóch kolejnych, podobnie odzianych. Co jak co, ale służba więzienna działała w tym kraju jak należy. W końcu nikt nie chciał ścigać drugi raz tych samych przestępców.
  Kobiety zaprowadzono do przedostatniej celi. Zgrzytnął klucz w zamku i ich oczom ukazał się przykuty za dłonie do ściany, dobrze zbudowany mężczyzna. W zębach miał knebel i ponuro patrzył na wchodzących.
- Dlaczego został zakneblowany? - zapytała Lexie jednego ze strażników, patrząc na niedawnego napastnika.
- Próbował odgryźć sobie język, pani - odpowiedział tamten, a gwardzistka pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Zostawcie nas samych - rozkazała, a strażnicy wyszli. Lexie wiedziała, że w razie czego będę tuż za drzwiami, a nie będą się przynajmniej plątać pod nogami podczas przesłuchania. Brunetka spojrzała na kątem oka na Ayę, po czym podeszła bliżej mężczyzny. Obejrzała go dokładnie, podwijając najpierw jego rękawy, potem odginając kołnierz, a następnie podnosząc koszulę. Z ponurym uśmiechem odsunęła się nieco, by pokazać towarzyszce, co znalazła. Na skórze więźnia wypalony został symbol sowy w locie. - Puchacz - powiedziała krótko i ponuro. - To nie wygląda dobrze.
(Ayarashi?^^ Może słyszałaś już wcześniej o Puchaczu? XD)

sobota, 6 kwietnia 2019

Od Ayarashi do Lexie

Uważałam, że gwardzistka, działała trochę za szybko, ten typek mógł wyjawić nam coś jeszcze, jakby tylko poczekała trochę dłużej. Moja towarzyszka podniosła nie przytomnego mężczyznę z podłoża i ruszyliśmy w stronę posterunku, gdzie chciała go zostawić. Ruszyłam powolnym krokiem, za nią. Nie miałam ochoty, być targana za ten przeklęty łańcuch. W pewnym momencie, z cienia wyskoczyła na mnie zakapturzona postać, w ostatniej chwili zablokowałam atak swoim ostrzem. Gdy Lexie wyciąga broń, postać odskoczyła. Chwytając łańcuch i przyciągając go do siebie. Ta mała chwila nieuwagi, kosztowała nas obie wytrącenie z równowagi. Brązowowłosa oparła się o miecz, tym samym się odsłaniając, zabójca chciał to wykorzystać, lecz nie spodziewał się, że szybko się zbiorę i go atakuje. Skoczyłam mu na plecy, przez co zaczął się szamotać. Zupełnie nie widziałam otoczenia, nie byłam w stanie stwierdzić, co właśnie robi Lex. Gdy postać mnie z rzuciła, tym samym zacisnęła pętle na swojej szyi, która utworzyła się podczas naszej szamotaniny. Obie szarpnęłyśmy mocno łańcuch, tak by postać straciła przytomność. Gdy to nastało, poluźniliśmy i sprawdziliśmy, czy żyje. Po upewnieniu się, że wszystko jest dobrze, zaciągaliśmy obu panów na posterunek. Tam się niemi zajmą. Gdy tylko przekroczyliśmy próg drzwi, wręczyliśmy ich, komu trzeba. Zaburczało mi cicho w brzuchu.
- Może mała przerwa na posiłek, skoro musimy poczekać, aż się obudzą. - Dziewczyna odparła zadowalając moją osobę. Ruszyliśmy na jadalnie, która znajdowała się na posterunku. Nawet nie wiedziałam, że ją tutaj mają. Podeszliśmy do okienka, po drugiej stronie stał chudy jasnowłosy mężczyzna.
- Co chcecie? - Zapytał nas z uśmiechem na twarzy, wydawał się lubić swoją pracę, zaczęłam wymieniać dania. -Widać, że masz spory apetyt. - Zaśmiał się i po paru chwilach, podał zamówione danie, gdy Lex też odebrała swój posiłek, usiadłyśmy przy stole, a jej mina zdradzała jej zaskoczenie.
- Ty to wszystko zjesz?
- Tak, to takie dziwne? - Zapytałam między ugryzieniami kurczaka. Pierogi, nuggetsy, naleśniki, Shake, soczek., frytki, schabowy wszystko to pochłonęłam. Gdy zostały mi nuggetsy i shake, dowidzieliśmy się, że interesująca nas osoba właśnie się ocknęła.
(Lexie?)

piątek, 5 kwietnia 2019

Od Lexie do Ayarashi

  Głowa mężczyzny odwróciła się na moment, po czym spojrzał wściekle na Lexie. Z ust płynęła mu stróżka krwi.
- Słuchaj no, ty suko - warknął, jednocześnie korzystając z chwili swobody próbując się wyrwać. Na próżno. Ręka gwardzistki tylko mocniej przycisnęła mu sztylet do gardła. - Puść mnie, albo będziesz mieć do czynienia z na prawdę nieprzyjemnymi ludźmi.
- Nie ty dyktujesz warunki - zauważyła ciemnowłosa. - A teraz mów, póki możesz.
  Mężczyzna zacisnął usta w wąską szparkę. Strażniczka znała ten wyraz twarzy. Westchnęła i z całej siły przywaliła mu pięścią w skroń. Minormator zaczął się osuwać po ścianie na bruk, jednak Lexie złapała go w połowie drogi. Schowała sztylet i zarzuciła sobie oprycha na ramię.
- Nic nam nie powiedział - zauważyła Aya. 
- Nic by nie powiedział - mruknęła gwardzistka, wzruszając ramionami, co sprawiło, że zbir się zachwiał. - Odniosę go na posterunek. 
- Powiedziałby - zapewniła ruda, ruszając za towarzyszką. - Za słabo naciskałaś.
- Może - odparła krótko, ucinając dyskusję. Być może gdyby bardziej naciskała faktycznie by coś powiedział. Być może nawet zrobiłby to kilka chwil przed tym, jak jego ziomki nie pojawiłyby się za plecami dziewczyn. Lexie jednak obawiała się, że zrobiły zbyt wiele zamieszania i nie zdołałyby umknąć towarzyszom Minormatora.
  Ulice były ciche, wiał lekki wietrzyk. Gdzieś zaszczekał pies. Gwałtownie z ciemności wyłoniła się zakapturzona postać i rzuciła prosto na Ayę, zupełnie ignorując idącą obok niej gwardzistkę. Lexie wypuściła trzymanego zbira w tym samym momencie, w którym klinga noża napastnika skrzyżowała się z bronią rudej. Miecz wyskoczył z pochwy strażniczki, jednak przeciwnik jakby to wyczuł, bo gwałtownie odskoczył, chwytając przy tym za łańcuch, łączący obie dziewczyny i wytrącając je z równowagi. Wtedy...
(Ayarashi? Zostawiam cię z naszym zabójcą^^)