Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomarańczowe Słońce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomarańczowe Słońce. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 października 2022

Od Cythian'diala do Kiku

 Karzełek majtał nogami w powietrzu, delektując się aromatem napoju. Zwłoki zniknęły na zapleczu, a właściciel baru starał się właśnie pozbyć nieprzyjemnego zapaszku i doprowadzić herbaciarnię do jej zwykłego stanu. A szkoda, niewielka doza gore przypominała ludziom o kruchości ich istnienia i nieuchronności śmierci. Cythian zastanowił się, czy by po powrocie nie umieścić gnijącego cielska jakiegoś monstrum nad tronem. A może jakiś nadto wyrywny mag byłby lepszym materiałem? Będzie musiał to jeszcze uważnie przemyśleć. Nie chciał przecież portretować się jako tyrana, choć może dla pewnej scenerii wizja takiego władcy byłaby odpowiednia?
- Przepraszam za to truchło. - Kiku oparł się o ladę przed demonem. - Zapomnij i rozkoszuj się herbatą. Nie jest to w końcu pierwszy raz.
Karzełek pokiwał głową lekko, a jego nóżki majtały zabawnie.
"Nie jest to pierwszy, ale jest ostatni. To miejsce jest od teraz pod moją jurysdykcją. Nikt nie będzie niepokoił mojego herbaciarza."
- Cenię sobie swoją niezależność - Kiku roześmiał się. - Ale miło z twojej strony, że proponujesz. - Cythian'dial patrzył nieruchomo na kotowatego, a temu uśmiech nieco zrzedł z twarzy. - Nie mówisz chyba, że... - Demon zeskoczył ze stołka, znikając za blatem. Kiku wychylił się za nim z nietęgą miną. - Zaczekaj! Dokąd idziesz? Zamierzasz tak po prostu wyjść po takim oświadczeniu?
"Twoja herbata jest doskonała. Zapach pubu ma w sobie melodię minionych dni i straconego czasu. Nie zostanie utracone, co doceniłem, nie odejdzie w przeszłość barman, który napełnia duszą międzywymiarowy bar." Władca Temeni pchnął drzwi, otwierając je na niewielkie pomieszczenie, na którego jednej ścianie znajdował się regał, a na drugiej lustro. Karzełek odwrócił się do skonsternowanego barmana. "Będę tu wracać. Nie mogę się doczekać, jaką herbatą zaskoczysz mnie następnym razem." Cythian'dial przekroczył magiczne wrota, stając w swoim gabinecie. Przed nim w dół ciągnęły się kręte schody wieży, a zaskoczony pyszczek Lamii powiedział demonowi, w jak dziwny sposób działały drzwi.
- Życzysz sobie coś ode mnie, mistrzu? - królica zastrzygła uszami.
"Poleć Ghormowi ustawić luźną czujkę w herbaciarni Kiku."

[...] - Witamy, witamy! - wykrzyknął Kiku zza baru, widząc wchodzącą postać w kapturze. - Co podać?
- A masz Nicollasa Dalies rocznik 1100? - mężczyzna wyszczerzył się, w uśmiechu, siadając przy barze.
- Tak jest, jak pan sobie życzy.
Nieznajomy podniósł w zadbanych palcach szklaneczkę z napojem, unosząc ją do ust. Uważny obserwator zapewne zauważyłby, jak spod jego podbródka powoli cofa się przed światłem czarny cierń róży.

KONIEC WĄTKU

wtorek, 22 września 2020

Od Cythian'diala do Kiku

"Nie specjalnie konkretna i nie wiele mówiąca o celach twórcy." Skomentował Cythian'dial, siadając za barkiem tuż przed truchłem kota. Nie ma podpisu adresata ani jego żądań. Arcymag oglądał zwierzę z dużą uwagą. "Choć zapewne brak ucha i serca może wskazywać na konkretną treść. Kot, który nie słyszy i nie ma serca, zamordowany za barem. Odór rozkładu wskazuje, iż znajduje się tutaj od około kilku godzin. A jeśli w danym miejscu do baru istnieje tylko jedno wejście, możemy spokojnie założyć, że ktokolwiek to zrobił, zrobił to wcześniej, niż 4 godziny temu. Czyli czyn dokonany został między szóstą a ósmą rano. I to przez kogoś, kto wiedział, że będziesz wychodził i zabawisz dłuższy czas poza barem." Karzełek na chwilę zamilkł, jakby się zastanawiał, przeglądając listę wrogów w myślach rozmówcy.
- Zwolnij nieco, herbata gotowa - powiedział tamten, korzystając z chwili i stawiając parujący napar przed Cythian'dialem. Aromat pomarańczy, czarnej herbaty z Aranayi, imbiru i goździków wniknął pod maskę Arcymaga.
"To naprawdę dobra herbata. Czarna mamba, jeśli się nie mylę, z południowych lasów Aranayi. Zbierana w czwartym nowiu roku. Doskonale aromatyczna. Dobrze dobrane przyprawy i plasterek pomarańczy tylko uwydatniają jej zalety." 
- A jak smakuje. Śmiało, skosztuj - zachęcił go Kiku. - Nie sądziłem, że spotkałem takiego znawcę herbat.
  Karzełek nieco zachwiał się na krześle.
"To niestety niefortunne, ale mój organizm nie jest w stanie przyswajać pokarmów materialnych. Sam zapach jest wszystkim, czego mi potrzeba do osiągnięcia pełni doznań smakowych i pokarmowych. Choć z drugiej strony pozwala mi to rozkoszować się aromatem znacznie dłużej, niż śmiertelnym." 
  Atmosfera i barwa tego miejsca bardzo odpowiadały Cythian'dialowi. Było spokojne, a jednocześnie tętniące magią, ciepło urządzone, a jedna z nutą tajemniczości, a zwłoki kocięcia, umieszczone za barem dopełniały obrazu o dzieło sadystycznej sztuki. Kto jak kto, ale Arcymag doceniał dobrą metaforę i niejasne przekazy. Umiejętnie sformułowana groźba również nie była mu niczym obcym. Z tym że on zwykle od razu wiedział, od kogo otrzymał prezent i czyja głowa powinna zostać oddzielona od ciała na stałe.
  I jeszcze ta herbata. Rzadko, naprawdę rzadko spotykał kogoś, kto faktycznie rozumiałby sztukę komponowania herbat owocowych w ten sposób, nie nie uchybić ani aromatowi herbaty, ani zawartemu w niej specjalnemu składnikowi, jakim był owoc. 
(Kiku?)

niedziela, 20 września 2020

Od Kiku do Cythian'diala

Umieszczony wśród ciemnych tkanin owoc tworzył piękne, kontrastowe widowisko. Pomarańcz pasowała do wszystkiego, ale to jednak rozbieżność między kolorami dodawała niewysokiej istocie mistycyzmu. Choć wrażenie to mogło być złudne - Kiku rzadko spotykał magów, nie wiedział więc co przy nich uznać za naturalne. Poza tym głęboko też faworyzował pomarańcze.
Przechwycił swój mały skarb i ostrożnie upuścił go do plecionego koszyka. Nieznajomy miał rację, cennych owoców nie powinno narażać się na obrażenia. Widok schludnie ułożonych produktów poprawił humor czarnowłosego. Gdy wszystko było na miejscu, czuł się lepiej. 
Spojrzenie posłane przybyszowi było prawie tak ciepłe, jak ofiarowany uśmiech. Propozycja herbaty była miła. Nic tak nie rozgrzewa relacji, jak umiejętnie przygotowany napar owocowy. Szczególnie gdy włożysz w niego całe swoje serce. Cudze też można, ale przy innej okazji.
 - Zapraszam! Właściwie to nie byłem dziś przygotowany na gości. Proszę więc wybaczyć bałagan. A! Jestem Kiku.- gdy tylko szczupłe palce objęły gałkę, pomiędzy obiektami przeskoczyła magiczna iskra. Po plecach Kiku przeszedł dreszcz i ogarnęło go nieziemskie ciepło. Z tego, co zdołał ustalić, uczucie przy przejściu zależało od relacji z domem. Podczas gdy on czuł eteryczną przyjemność, większość nie czuła nic, a niektórzy wręcz cierpieli.
  Drzwi ustąpiły pod delikatnym naciskiem drobnego ciała, a tuż za nim wsunęła się materia maga. Sala biesiadna skąpana była w delikatnym półmroku, wśród stolików tańczyła miotła, zamiatając podłogę. Magiczne sprzęty były prawie tak niesamowite, jak świadomy dom. To dzięki niemu z każdym krokiem barmana rozpalały się kolejne świeczniki. To również Kiku lubił, mniej pracy więcej efektowności.
  W takich chwilach do szczęścia brakowało mu tylko muzyki kokieteryjnego barda i przyśpiewek podchmielonej gawiedzi. Momentami dobrze było odsapnąć... jednak to oni nadawali jego życiu sens, oni tworzyli jego dom. Bez nich jego życie było niepełne.
  Kiedy otwierał ten bar, nie spodziewał się, że ściągnie tak barwną klientelę. Kupcy, złodzieje czy mordercy. W pewnym momencie lądowała tu większość poszukujących czegoś straceńców. Bawili się razem i razem rozpaczali, a w spokojniejsze dni wspólnie też odpoczywali. W takie dni pojawiała się też Zadra z tomikiem poezji.
  Zadra kochała wiersze, ale każdy dobrze wiedział, że czytała je głównie dla Kiku. Jej głos zawsze był pełen emocji, a oczy zatracały się w przedstawianych w nim uczuciach. Dla niej jednak najważniejsza była w tym radość ojca. Czarnowłosy zadbał o edukację dzieci, choć sam nigdy jej nie zaczął. Często z tego powodu rozpaczał, umiejętność czytania i pisania pomogłaby mu w ratowaniu większej ilości biednych istnień. Aktualnie mógł im zaoferować wyłącznie drobne pieniądze i własne rady.
  Gdy zbliżał się do baru, jego stopy ledwo dotykały posadzki. Tańczył mimo braku melodii, unosił się, był melodią. Mimo tego, że rzadko używał kociej bądź humanoidalnej formy trudno było przeoczyć jego specyficzny chód. Zamiłowanie do wysokich miejsc także było charakterystyczne. Takie właściwości kociego bytu.
  Jednak właściwością bytu Kiku były przeróżne groźby. Pomaganie licznym postaciom przynosiło wrogów na jeszcze liczniejszych frontach. Podrzucone wiadomości, zawieszone plakaty, czy też groźby szeptane wprost do ucha. Wielu ludziom nie pasował zbyt dobry barman. Nieczęsto jednak ktoś miał na tyle odwagi, by zostawić ostrzeżenie w sercu jego domu. Szczególnie w tak wymownej formie.
  Tuż za barem śmiałek ułożył truchło czarnego kota. Zwierzak został pozbawiony jednego z uszu, widoczny był również brak serca. Czyżby kocie uszko mogło wyprzedzić królicze łapki w rankingu szczęśliwych amuletów? A ponoć przynosił tylko pecha... 
  Cóż, to naprawdę nie był dobry dzień dla jego futrzanej persony. Postanowił jednak najpierw zrobić herbatę, a dopiero później zastanawiać się jak ten jakże hojny prezent znalazł się w jego posiadłości.
Spojrzał oceniająco na truchło i głęboko westchnął, teraz i on potrzebował herbaty.
(Cythian'dial)

środa, 19 sierpnia 2020

Od Cythian'diala do Kiku

Dzień był ciepły i spokojny, słońce raz po raz wyglądało zza nielicznych chmur, to rozświetlając miejski plac, to zaciemniając go niemal zupełnie. Większość śpieszących tam i z powrotem ludzi zapewne wogle nie zwracała na to uwagi, ludzie zwykle nie mają w zwyczaju zwracać uwagi na takie szczegóły. Ich życie jest za krótkie, by stać w miejscu i patrzeć w niebo. Cythian'dial machał pogodnie nogami, zwieszonymi z murku od dawna nieczynnej fontanny, stojącej w centrum ryneczku. On nie narzekał na brak czasu. Mógł sobie pozwolić na posiadanie go tyle, ile chciał i robienie z nim dokładnie tego, na co miał ochotę. Bezwiednie przeglądając zawartość umysłów przechodniów wpatrywał się w drzwi do budynku, znajdujące się dokładnie naprzeciw niego. 
"...na wszystkich bogów, jak ona mog..."
"...gdzie ja znajdę taki dz..."
Drzwi były proste, bez zbędnych zdobień, stylem wpasowywały się w małomiasteczkowy klimat. Nie wyróżniały się niczym, w stosunku do pozostałych, znajdujących się na placu. Nie w warstwie fizycznej.
"...gdyby tak wyjechać do Merkez? Może..."
"...wygląda na nadziane..."
To, co zainteresowało karzełka znajdowało się znacznie głębiej, pod powłoką świata widzialnego. Wydawały się nie być tym, na co wyglądały.
"...cholerne dzieciaki, za mo..."
"...ale zabezpieczenia są zbyt..."
A przynajmniej nie być tym zawsze. Był zaciekawiony, a przez jego głowę przesuwały się dzieła naukowe, dotyczące artefaktów, przejść w świat astralny czy wyrw w czasoprzestrzeni. 
"...głupiec. Trzy wozy pszenicy za koronę..."
"...byle do wieczora, byle do..."
Na chwilę zamyślił się nad przypadkiem oktagonalnych bram Feldera Milsa i przy pomocy prostego zaklęcia przywołał jego dzieło prosto do swoich małych rączek. Poprawił kaptur, czując, że jasne światło dostało się przez fałdy do gołej materii i zagłębił w lekturze, przypominając sobie szczegóły działania bram.
"...i to wszystko przez tego durnego..."
"...jajka, chleb, ziemniaki..."
Coś się zmieniło, magia przy drzwiach wyraźnie stała się intensywniejsza. Cythian'dial wstał, odkładając książkę w fałdy swojej szaty i ruszył w ich stronę. 
"...i co ja zrobię z tymi wszystkimi szczurami..." 
"...moja wina. Gdybym wtedy nie stracił  koncentracji..."
Ostatnia myśl, wychwycona przez Arcymaga gwałtownie zwróciła jego uwagę. Nie w niej samej było coś niezwykłego. Niezwykłe były obrazy, które wychwycił tuż pod powierzchnią świadomego myślenia. I to, że zrobił to na chwilę przed zderzeniem. Niezbyt wysoka i niezbyt masywna postać nie wpadła na karzełka ze zbyt dużą prędkością, jednak to wystarczyło, by przewrócić małego człowieczka i wywołać upadek niewielkiego, pomarańczowego owocu na kostkę placu. Młodzieniec zaczął od razu przepraszać, jego miła twarz wyglądała na zakłopotaną, jednak myśli oscylowały gdzieś koło soczystego owocu. Cythian'dial zebrał się z ziemi, otrzepując przy tym swoje przepastne szaty.
"Twój owoc nie wygląda na uszkodzony." Do swojej niewielkiej dłoni przywołał pomarańczę, której giętka skórka wytrzymała upadek. Przyjemny zapach przeniknął do świadomości demona, powodując przyjemne uczucie, gdzieś w okolicach brzucha. Wyciągnął go w stronę Kiku, przyglądając się mu uważnie. W końcu stała przed nim dokładnie ta osoba, której obecności oczekiwał. "Mimo wszystko rzeczywiście poświęcanie większej uwagi drodze zapewnia większe prawdopodobieństwo utrzymania tego, co jest ci cenne we właściwej formie. Skórka zwykle dobrze chroni wnętrze, jednak dobrze ukrywa przed niewprawnym okiem uszkodzenia, które powstają pod nią." Przerwał dosłownie na sekundę, nie dając dojść do słowa barmanowi. "Nie pogardziłbym herbatą pomarańczową, skoro już stoimy przed pubem."
(Kiku? XD)

czwartek, 21 maja 2020

Od Kiku do Cythian'diala

Zawieszony pod sufitem dzwonek wypełnij ponure pomieszczenie radosnym dźwiękiem. Odgłos zdawał się jeszcze kryć w zakamarkach skromnego sklepiku, gdy za lady wyłoniła się zmarnowana staruszka. Jej mętne oczy potwierdzały teorie Kiku. Tam, gdzie życie nie ma wartości, nie odnajdziesz radości.
Doskonale rozumiał przemianę która zaszła w kobiecie. Znał ludzi, których udręki wyniszczały od środka, a ona była świadectwem mocy bólu, który przeszywa matkę po stracie dziecka. Jego okrucieństwo wyłaniało się z braku naturalności tego zjawiska. Najgorsze w obserwacji tego cierpienia było jednak poczucie winy. Miał przecież temu zapobiec…
Niechętnie zsunął z włosów smolisty kaptur i spojrzał na towarzyszkę spod przydługich włosów. Starsza pani uśmiechnęła się serdecznie i wydostała zza lady, aby wyściskać niespodziewanego gościa. Jej sylwetka wyprostowała się, a twarz wydawała się młodsza o dekadę. Nic nie działało na nią tak jak obecność tego niepozornego młodzieńca.
To również go raniło. Gdy rok temu poprosiła go o pomoc, miał uratować obu synów, a nie tylko młodszego. Absolutnie nie jest wart uczuć tej kobiety.
-Dobrze Cię widzieć, dziecino. - Za pozornym spokojem głos skrywał całkiem uroczą troskę. Nie czuł się godny obecności tak wspaniałego uczucia jednak świadomość, że komuś na nim zależy była najzwyczajniej w świecie miła. Kobieta powoli odsunęła się od wychudzonej sylwetki, aby zmierzyć ją uważnie wzrokiem. - Znów o siebie nie dbasz. Jaki kucharz wygląda tak mizernie?
- Też cieszę się, że Panią widzę, Pa… Ciociu Irmo- Złowrogi wzrok staruszki spowodował błyskawiczną poprawę. Nie byli spokrewnieni, ale był jej winny wszystkich tytułów.
Z ulgą przyjął fakt, że kobieta nie oczekiwała odpowiedzi na swoje pytanie. Jeszcze parę miesięcy temu naciskałaby i robiła wykłady o zdrowiu. Teraz wiedziała, że to nie jest sposób, w który można dotrzeć do tego człowieka. Jedyną osobą, która mogła znać jego problemy był on sam. Ona mogła co najwyżej dać mu trochę ciepła.
Najbliższy kwadrans spędzili na luźnej rozmowie. Nie było w niej trudnych zagadnień, czy niekomfortowych niedopowiedzeń. Nigdy nie musieli dyskutować o rzeczach wielkich, to nie było przecież sednem tej relacji. Najważniejsza była obecność i to, że mimo wszystko znów mogli się spotkać.
Podczas rozkwitu rozmowy Kiku wybierał potrzebne mu warzywa i owoce. Mimo skromności sklepiku nigdy nie mógł poskarżyć się na złą jakość towaru. Tak jak za każdym razem zapłata była dwukrotnie większa od tej należnej. Wiedział, że Irma nie przyjmie od niego pieniędzy w inny sposób niż w wersji napiwku. Niebyt tylko pewny czy w warzywniakach nazywa się to napiwkiem.
Nim opuścił sklepik należycie pożegnał się z właścicielką. Przekazał jej też prezent dla jej syna - misternie rzeźbioną figurkę konia, kobietę nie było stać na zabawki, a kilkoletni Caleb był zakochany w figurkach. Sam Kiku też dostał prezent, była to wyjątkowo soczysta pomarańcza. Lubił pomarańcze. Ostatni raz uśmiechnął się do kobiety. Uprzednio zarzucając kaptur wyszedł na ulicę.
W jego dłoni wciąż tkwił podarek sprowadzający smutny uśmiech na jego twarz. Śmierć Matta była wynikiem jego błędów więc też jego winą. Jedną z wielu win, których nie potrafił sobie wybaczyć. Gdyby wtedy nie stracił koncentracji…
Gdyby teraz nie stracił koncentracji nie wpadłby na nikogo, a tak jego piękny owoc przeturlał się po bruku. Nim jednak zajmie się oceną stanu zdrowia pomarańczy powinien przeprosić za swój wybryk. Więc przeprasza.
(Cythian'dial)