Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zniszczmy sobie kraj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zniszczmy sobie kraj. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2020

Od Akroteastora do Raggasha

Morteo patrzył na demona, próbując przeniknąć jego materię. I rzeczywiście ją przeniknął, bo ciało tamtego rozstąpiło się w miejscu, w które się wpatrywał. Akroteastor mógł się tego spodziewać. Wyglądało na to, że Raggash faktycznie miał na myśli to, co mówił. Co, pomimo że nie było do końca w smak nekromancie, było akceptowalne. Szczególnie że tak duża siła ognia była w istocie potrzebna stworowi, do osiągnięcia zamierzonych celów.
- DOBRZE. POŻĄDA PAN CZEGOŚ, CO DOPROWADZI DO ISTNEGO CHAOSU, PANIE AVEGASH? - Liivei zrezygnował z prób przyciskania demona. Byłoby wręcz głupstwem upierać się przy tym, gdy ten wyraźnie i uparcie zamierzał się trzymać wersji żartownisia.  - NIECHAJ NAJPIERWSZYM, KTÓŻ UNIESIE U SIEBIE DANINĘ BĘDZIE BARON GEODORF. CO PONADTO, NIECH SĄDZI, IŻ BYŁ TO JEGOŻ KONCEPT. NIECHAJ SKOMPROMITUJE SIĘ PRZED KRÓLEM NA NASZE BENEFICJUM I JEGO FURIE ŚCIĄGNIE NA SIEBIE.
- A pan znowu wraca do tego tematu? - zdziwił się demon. - Myślałem, że skończył pan uzgadniać z panem Elkanovem front działania.
- PAN ELKANOV NIE MUSI ZNAĆ KAŻDEGO RUCHU. TYM BARDZIEJ ŻE BĘDZIE TERAZ ZAJĘTY PRZYJĘCIEM. PAN TEŻ NIE MUSI, JEDNAKOŻ... - Morteo przerwał na chwilę, sięgając do poręcznej skrytki międzywymiarowej i wyjmując z niej Nekronomikon i składniki okultystyczne - ZADANIE WPROST IDEALNIE WPASOWUJE SIĘ W PROFIL PAŃSKIEGO ZAINTERESOWANIA. A MOŻE NAWET UŻYTEK ZROBIONY MÓGŁBY BYĆ Z KONCEPTU BUNTU CHŁOPSKIEGO?
- Chciałby mnie pan wysłać i beztrosko obserwować moje popisy, czy chciałby mnie pan wysłać i mieć z głowy moją irytującą osobę? - zapytał Raggash, rozkładając się na meblu w teatralnym geście rozpaczy. - Rani me serce ten brak poszanowania dla prawdziwej sztuki i kunsztu dowcipu, który gości mógłby rozruszać już na przyjęciu.
- NIE WĄTPIĘ - mruknął Akroteastor bez przekonania w głosie. - ACZKOLWIEK TALENT PAŃSKI LEPIEJ LŚNIŁ BĘDZIE NA SAMOTNEJ SCENIE - Jednym gestem rozsunął meble, robiąć na środku pokoju sporą wolną przestrzeń. - NIŻ PRZY TYM KOMIKU ELKANOVIE. - Gdyby stwór miał usta skrzywiłby się. Elkanov był kluczowym i niezbędnym elementem planu, był złem koniecznym, które trzeba było tolerować. Kolejnym gestem zwinął dywan, odkrywając ciemne kamienie posadzki. - OBAWIAM SIĘ, ŻE STĘŻENIE ŻARTU W PREZENCJI WAS OBU MOGŁOBY OKAZAĆ SIĘ SZKODLIWE DLA NAS WSZYSTKICH. - A szczególnie dla mnie, dodał w myślach. - MOJA OSOBA NIE SPECJALNIE MA MOŻLIWOŚĆ PORUSZANIA SIĘ PO KRÓLESTWIE, Z TEGO WIĘC MIEJSCA WESPRĘ PANA W KAŻDY MOŻLIWY SPOSÓB - oraz dopilnuję, by baron Elkanov pchał sprawę w korzystnym dla nas kierunku, a nie w korzystnym dla tego demona kierunku. Akroteastor ocenił wzrokiem odsłonięty fragment pokoju. Raggash również to uczynił.
- Lepiej panu do twarzy było ze szkarłatem fotela, panie Akroteastor - skomentował. - Szary odcień kamieni źle rezonuje z pańską bladą czaszką i gubi pana szare cielsko, które na nim spoczywa. Pana scena zdecydowanie musi być bardziej kolorowa. 
  Nekromanta obrzucił go zmęczonym spojrzeniem i sproszkowanym srebrem rysować potrójny krąg Hexotekla, uzupełniony o runy czwartego projektu dynastii Goo. Po czym przywołał ogień, którego gorący powiew osmalił świeżo usypany kształt i przy okazji wąsy Raggasha, które jeszcze przed chwilą nie istniały na twarzy demona.
- JAK MÓWIŁEM - Morteo z zadowoleniem stał w środku swego dzieła. Krąg wyszedł dobrze, jak na tak polowe warunki. I nawet żaden mebel nie ucierpiał w procesie przypiekania, co przypisał jako duży sukces. - STĄD BĘDĘ PANU ASYSTOWAŁ. ZECHCE PAN UDOWODNIĆ SWÓJ RZEKOMY GENIUSZ KOMEDIOWY, PANIE AVEGASH?
- Rzekomy? Uraża pan moje uczucia, panie Akroteastor - demon teatralnym gestem przyłożył dłoń do skroni, ale zaraz potem uśmiechnął się. - Udowodnię panu coś, czego nigdy by pan nie przyznał przed nikim. - Zaczął powoli rozmwyać się od dołu.
- A CÓŻ TO TAKIEGO, PANIE AVEGASH?
- Że poczuciem humoru można zwojować świat! - Demon zniknął, pozostawiając morteo samego w pokoju.

WĄTEK ZAKOŃCZONY

piątek, 29 maja 2020

Od Raggasha do Akroteastora

O co Pan naprawdę pyta, Morfeo, to czy można mi zaufać. Cóż, z zaufaniem jest jak z dobrym żartem. Nie powstaje od razu! – demon z udawanym patosem uniósł palec, aby odrzeć swoją wypowiedź z jakiejkolwiek powagi, i widząc brak jakiejkolwiek reakcji od swego rozmówcy, kontynuował wywód- Nie oczekuję, że zaufa Pan od razu demonowi który przybył do świata materialnego by stroić sobie żarty ze wszystkich i wszystkiego. Ba, w ogóle tego nie oczekuję, tak będzie zabawniej. Jeśli to Pana uspokoi, Akroteastorze- tu demon wyraźnie zwolnił, cedząc każdą sylabę imienia swego towarzysza – to mogę Pana zapewnić że nie interesuje mnie nawet jakakolwiek istotna decyzja jaką podejmiecie wraz z Baronem Elkanovem i jego poplecznikami. W ten sposób będę mniej „groźny”, choć na chłopski rozum, czemu miałbym komukolwiek cokolwiek wyjawiać? Wszak mógłbym choćby teraz chwycić Hrabiego za fraki i zaciągnąć go do zamku samego króla. Po takiej podróży mógłby się nawet zarzekać że codziennie dwie godziny po północy rozmawia z duchami Sasius Spiritus! Plus, sam fakt że obłok przyniósł go prosto do zamku byłby wystarczająco podejrzany. Jak mawiał mój były pracodawca, nullum magnum ingenium sine mixtura dementiae fuit!
W słowach demonach było sporo racji. Nikomu wszakże nie podlegał, skoro mógł spędzać czas gdziekolwiek chciał i jak długo pragnął, podróżując po świecie i spełniając swoje szalone fantazje, zatem zdrada w celu uzyskania jakichś profitów byłaby bezsensowna. Jedyna rzecz, jaka może popchnąć go do zdrady to... rozrywka.
- Pański wywód jest bardzo logiczny, Raggash, ale Wasze poczucie humoru jest dość... niestandardowe, nazwijmy to. Skąd mam wiedzieć że pewnego dnia nie uzna Pan że zabawnym byłoby obrócić wszystkie wysiłki i starania wniwecz? – Akroteastor zaplótł palce i oparł się głębiej w fotelu, świdrując twarz diabła, usypującą się od czasu do czasu tylko po to aby w miejscach braków pojawiały się na krótką chwilę nietypowe kształty. Nietypowe, i nieprzyzwoite.
- Proste, Morteo. Zabawny jest chaos kontrolowany, a nie dziki! Chaos jest jak cebula... albo nie, jak tort, nie ma warstw, ale wprawny cukiernik wygładzi go i obrobi, tworząc dzieło sztuki! A partacz, już, nałoży masy na ciasto i włoży świeczki. Z cudnie zapowiadającej się uczty zrobi się kiszka. A ja lubię tort! – W tym miejscu Raggash zawiesił głos, i już trochę ciszej podjął po chwili swój słowotok – to znaczy, gdybym go mógł strawić, to bym lubił. Tak to tylko mogę użyć magii do poczucia smaku, a po tym wnioskuję że tort to jest to!
- Nie dość że trajkota Pan jak przekupka, zaczyna Pan zbaczać z tematu... – wtrącił się mocno poirytowany Morfeo, choć oczywiście nikt poza nim nie wiedział o uczuciach które odczuwał, jako że kości marnie je oddają. – I czy Pański były pracodawca mawiał również Quidquid agis, prudenter agas et respice finem?
Demon zamyślił się przez chwilę, po czym z figlarnym uśmiechem odparł krótko: -Quidquid Latine dictum sit, altum videtur!
(Raggash się określił, choć mu zeszło :v Co z Morteo?)

środa, 18 marca 2020

Od Akroteastora do Raggasha

Akroteastor milczał dłuższą chwilę, przyglądając się taktycznej planszy, po której pionki przesuwał demon. Istotnie, ten plan wydawał się rozsądniejszy od poprzedniego, niemniej nadal męczyła go myśl, iż będą zbyt podatni na wykrycie. Niemniej kto nie ryzykuje nie wygrywa. Na tą myśl pewnie by się skrzywił, gdyby czaszka dawała mu taką możliwość.
- PROSZĘ POWIEDZIEĆ, PANIE ELKANOV, JAKIEŻ POPARCIE PAŃSKA OSOBA MA OBECNIE U SZLACHTY? - Morteo oderwał niechętnie wzrok od planszy i przeniósł go na barona.
- Dwie z siedmiu baronii mnie popierają. Z pozostałych z dwoma jestem w pozytywnych stosunkach, z królewską baronią pozostaję w neutralnych, a z jedną cóż... baron Geodorf chyba nie docenia dobrego żartu. - Baron rozłożył ramiona. Nekromanta skinął głową i spojrzał na Raggasha przelotnie, po czym wrócił spojrzeniem do Elkanova.
- NIECH ZATEM BĘDZIE TAK, JAK ZAPROPONOWAŁ ÓW DEMON. ZJEDNAMY NASZEJ SPRAWIE POZOSTAŁE BARONIE, PODNIESIEMY CZASOWO DANINĘ, BY WYWOŁAĆ CHAOS WŚRÓD POSPÓLSTWA I GDY KRÓL ZAJĘTY BĘDZIE PRÓBAMI ZAPANOWANIA NAD WAŚNIĄ, JEGO DZIEDZIC PODMIENION ZOSTANIE NA... - zawahał się, po czym pokiwał głową, jakby do siebie - TAK, TAK MOŻNA ZROBIĆ. - Po czym kontynuował, znów zwracając się do barona. - NASTĘPNIE WKRADNIEMY SIĘ W ŁASKI WŁADCY NASZĄ FORTUNĄ I ODBIERZEMY JEMUŻ ŻYCIE, GDY NIE BĘDZIE SIĘ BACZYŁ, A NASZA MARIONETKA PRZEJMIE JEGOŻ URZĄD.
- Wiedziałem, że tak światły umysł jak pański doceni zalety mojego planu. - Demon wyglądał na wyraźnie zadowolonego i Akroteastorowi wcale się to nie podobało. On chciał się zabawić, a najlepszą zabawę mógł uzyskać wystawiając ich w kluczowym momencie. Nekromanta zdecydowanie wolałby mieć jakąkolwiek gwarancję, że mądre słowa Raggasha nie są tylko czczym gadaniem ku zwiedzeniu czujności i zyskaniu zaufania. 
- PROSZĘ NIE POPADAĆ W SAMOZACHWYT, PANIE AVENGASH. - Morteo spuścił wzrok na planszę, a jedna z jego rąk powędrowała w jej kierunku. - WCIĄŻ DOSTRZEGAM LICZNE NIEDOSKONAŁOŚCI W TYMŻ KONCEPCIE - to mówiąc jakby od niechcenia chwycił jedną z figur i przesunął po planie - JEDNAKOWOŻ CHWILOWO JESTEM SKŁONNY SIĘ ZGODZIĆ, ŻE MOŻE BYĆ DOBRYM POCZĄTKIEM. A TERAZ PANIE ELKANOV, JAK PAN SĄDZI, W PAŁACU KTÓREGO Z TWOICH SOJUSZNIKÓW URZĄDZENIE BALU WYPADNIE DLA NAS NAJKOŻYSTNIEJ?
- Cóż, Baron Fluhulm nie przepada za takimi imprezami. - Elkanov poprawił kołnierzyk, spoglądając przy tym w bok, gdzieś poza swoim rozmówcą. -  Tak po prawdzie nie wiem za czym wogle przepada. Jest sztywny, jakby połknął kij od miotły i zupełnie nie posiada szlachetnego poczucia hum... - nagle zamilkł, jakby zorientował się, że wchodzi na niebezpieczny grunt, choć Morteo nie poruszył się nawet o cal. - W każdym razie on raczej nie. Ale Baron Kullend zapewne z przyjemnością się tego podejmie. Już od jakiegoś czasu narzeka, że obowiązki barona pozbawiły go codziennych uciech związanych ze spędzaniem czasu z pięknymi damami i przystojnymi pan... - ponownie nieco się zaciął, jakby gryząc w język.
- PROSZĘ ROZPOCZĄĆ WIĘC PRZYGOTOWANIA. I JEŚLI PAN POZWOLI, JESTEM ZMĘCZONY PODRÓŻĄ I NIE POGARDZIŁBYM WYGODNYM MIEJSCEM DO SPOCZYNKU. – Akroteastor podniósł się powoli z fotela, poprawiając osłaniający czaszkę welon.
- Oczywiście, lokaj pana zaprowadzi. Wygląda na to, że zostaniemy sami panie demonie – Elkanov uśmiechnął się z entuzjazmem do Raggasha.
- OBOAWIAM SIĘ, ŻE PAN AVEGASH PÓJDZIE ZE MNĄ – powiedział stanowczo Morteo, zwracając się bardziej do samego demona, niż barona. – MUSZĘ ODPRAWIĆ KILKA RYTUAŁÓW, BY MÓGŁ POZOSTAĆ W TYM ŚWIECIE. OKULTYSTYCZNE SPRAWY, ROZUMIE PAN.
- Oczywiście, dokładnie tak! Mam nadzieję, że nie zapomniał pan przynieść kadzidełek rozweselających oraz tej specjalnej księgi 1001 dowcipów stulecia? – Wtrącił demon. – Bez zabawnego tańca się oczywiście też nie obejdzie.
- Zabawnego…? – Baron wyglądał na zaciekawionego, ale Morteo odchrząknął i skłonił się przed szlachcicem.
- DZIĘKUJĘ PANU ZA NASZE DZISIEJSZE OBRADY. DO JUTRA ZATEM.
- Oczywiście, do jutra. – Elkanov również odkłonił się lekko i Akroteastor opuścił pokój. Szli w ciszy. A właściwie Avengash polatywał wokół maszerującego nekromanty, wygwizdując jakąś wesołą melodię, o której pochodzenie Morteo nie śmiałby zapytać, ale które na pewno było albo nieprzyzwoite, albo nieprzyzwoicie plebejskie. Gdy już byli sami w pokoju, nekromanta odetchnął. Mógł wreszcie ściągnąć okrywające go warstwy materiału bez obawy, że wzbudzi panikę.
- Z takim wyglądem nie dziwię się, że ma pan nastroju do żartów – skomentował demon, przysiadając na szafie. – Nawet domalowanie ci uśmiechu mogłoby panu nie pomóc.
- PROSZĘ MI POWIEDZIEĆ, JAKI MA PAN RZECZYWIŚCIE INTERES W POMAGANIU NAM? CZEGO PAN SZUKA NAPRAWDĘ, PANIE AVEGASH?
(Raggash? Nie było lekko, ale mam to xd)

piątek, 3 stycznia 2020

Od Raggasha do Akroteastora

Demon przewrócił oczami z dezaprobatą, po czym zginając palce środkowy i wskazujący w każdej dłoni przedrzeźniał Akroteastora:
- Rzekomo zaginiony syn władcy, no pewnie przecież każdy władca tyle chędoży, za przeproszeniem, że nie zliczy swoich następców tronu. Pójdźmy zatem na kompromis. Skoro nie ma powodu do buntu... Stwórzmy go.
Akroteastor, z racji braku mimiki twarzy, nie mógł wyrazić swego zniesmaczenia zachowaniem demona, ale aby Raggash miał okazję wyrzucenia z siebie potoku słów dał mu szansę na wypowiedzenie się.
- A PO CO MAMY SIĘ ANGAŻOWAĆ W PODŻEGANIE PODDANYCH? ZWYKŁA STRATA CZASU.
- Nic Pan nie rozumie, nieprawdaż? Bez zamieszania nie mamy szans na... podmianę, nazwijmy to, dziedzica właściwego na nowego. Łatwiej zinfiltrować przeciwnika gdy jest zdezorientowany. Jeśli obszar po obszarze będziemy nakłaniać do współpracy, bądź podmieniać lokalnych włodarzy, będziemy w stanie podnieść daninę i chwilowo przetrzymać ją dla siebie, czyli zebrać dodatkowe fundusze dla naszej kampanii. Gdy rozpęta się chaos, wkradniemy się w łaski władcy i wykradniemy dziedzica, by zwrócić... nowego, bądź pozbędziemy się obu w taki czy inny sposób. Jeśli zapanują zamieszki, ludziom będzie bez różnicy kto obejmie tron, byleby zapanował pokój.- To powiedziawszy, machnął ręką i stworzył na stole mapę królestwa, a na niej żołnierzyki, przesuwające się w jedną i drugą stronę. Baron, widząc konsternację, zechciał wyrazić niepewność.
- A czy utrata ludzi nie osłabi już wątłego królestwa? Władza krajem bez poddanych jest bezsensowna...
- A któż ma ich mordować, jeśli nie kontrolowani przez nas możni? Nie chcemy wojny, tylko chaosu kontrolowanego. Resztę załatwi propaganda!
- WIĘC ROZPOCZYNAMY REWOLUCJĘ OD OSŁABIENIA JUŻ DELIKATNEJ GOSPODARKI- Morfeo z przyjemnością wynajdywał każdą lukę w myśleniu demona.- NAWET BĘDĄC TAK GŁUPKOWATĄ PERSONĄ, AVENGASH, ZASKAKUJE MNIE PAN TYM LEKKOMYŚLNYM "PLANEM".
- A Pan zaskakuje mnie swoim uporem, i udawaniem że nie zauważa Pan rozległych zalet mojego planu - fuknął na pozór obrażony Raggash. - Nie będziemy rujnować gospodarki, tylko opróżniać skarbiec państwa i napełniać nasz. Gdy król będzie miał przed oczami widmo bankructwa, obecny tu Baron von Rihler zaskarbi sobie jego sympatię swoimi własnymi bogactwami, które de facto pożyczył od monarchy na chwilę. Gdy zbliżymy się do niego, pozbędziemy się go po cichu. A władzę, jako główny sponsor królestwa, będziemy mieć już wcześniej, co tylko da nam dodatkowy czas na przygotowanie tego kraju "po naszemu".
- Muszę przyznać, Panie Akroteastorze- Rihler, jako niewątpliwie najlepszy kandydat na twarz całego planu, również chciał mieć coś do powiedzenia w materii sposobu jego wykonania- że jakkolwiek szalony by ten plan nie był, ma duże szanse powodzenia. Wzniecając zamieszki z powodu zwiększenia drastycznie daniny, zmusimy króla do interwencji, co zwiększy wydatki na żołd i zmusi go do rozproszenia swych sił. Jeśli uda nam się odpowiednio długo podtrzymać ten stan i doprowadzić do desperackiej sytuacji finansowej, wkradnięcie się w łaski będzie dziecinnie proste. Co więcej, niektórych szlachciców możemy przekonać do współpracy, biorąc na cel najbogatszą baronię jako pierwszą i zrobienie z niej przykładu... Oczywiście, rozmowy z kolejnymi baronami odbyć musiałyby się w kuluarach.
- Z tym nie powinno być problemu, zamki mają słabe zabezpieczenia antydemonowe - rzucił od niechcenia Raggash, przesuwając siłą woli pionki na mapie. Akroteastor teraz zorientował się, że demon wszystkie ruchy o których mówili zaznaczał na mapie.
- Tym lepiej, a przy okazji nie stracimy zbyt wielu cennych ludzi, tworząc okazje do pozbywania się tych... niewygodnych.
- A JEŚLI KTÓRYŚ BARON BĘDZIE MIAŁ NA SŁUŻBIE MAGA KTÓRY UTWORZY BARIERĘ DZIĘKI KTÓREJ PAN RAGGASH BĘDZIE MÓGŁ CO NAJWYŻEJ POPATRZEĆ NA JEGO ZAMEK?
- Wtedy należy pamiętać, że Bełt z kuszy nie jest magiczny - Raggash rzekł to z taką lekkością jakby właśnie ogłaszał deser- I nieprzyjemnie piecze czy trafieniu- odparł wciąż patrząc na mapę teraz naczelny strateg całego przedsięwzięcia.- A jeśli zaszyje się w zamku, kto niby mu uwierzy? Ludzie pomyślą że oszalał. Łącznie ze służbą i strażą. Ktokolwiek by się nam nie przeciwstawił, przy odrobinie myślenia bez problemu zostanie zneutralizowany. I ten sam los może spotkać króla. Taki jest mój plan, panie Akroteastorze. Jeśli chce pan nam przedstawić nam jakiś dyskretny i czasochłonny plan działania, na którego efekty będziemy czekać do następnego stulecia którego tylko pan dożyje, bo ja wrócę do piekła z nudów w międzyczasie a ludzie są bardzo śmiertelni, więc cóż... słucham.
- Panowie wybaczą że się wtrącę przed szanownym panem Akroteastorem - Baron wyglądał jak  maleńkie ziarnko piasku przy dwóch antycznych skałach- czy zarzucamy koncept tworzenia ludziom przywódców? Jeśli przywiążą się do nich zbytnio, mogą wymagać ich obecności także po rewolucji...
- Nie zawsze będą niezbędni, ale ma pan rację, powinniśmy ograniczyć udział osób trzecich. Ukazanie ich wszystkich jednocześnie będzie wyzwaniem nawet dla mnie- demon patetycznie wskazał na siebie z uśmiechem. Żartuje z króla, szlachty, Akroteastora, mnie a teraz z siebie, rzekł sobie w duchu Elkanov. Jeśli to jest diabeł, to ludzie w piekle cierpią od śmiania się w nieskończoność...
(Fox, decyzja jest Twoja, Raggash może i ma ciekawe pomysły, ale to Akro jest szefem, jak bardzo sztywny by nie był :3)


wtorek, 19 listopada 2019

Od Akroteastora do Raggasha

TO BARDZO ŚMIAŁY KONCEPT – powiedział po namyśle Akroteastor. Nie w smak było mu tak otwarte działanie. – MOJA OSOBA JEDNAKOWOŻ WOLAŁABY UNIKNĄĆ OTWARTEJ WOJNY DOMOWEJ. A DO TEGOŻ POSIADAM LICZNE POWODY.
- Ale czemu nie? – demon wzruszył pogodnie ramionami. – Świat jest zbyt nudny, by zatrzymywać jedną czy drugą sprzeczkę wewnątrzpaństwową. A zresztą, nie to chciał pan osiągnąć, panie Akroteastorze? Skłócenie wszystkich i osiągnięcie tytułu nadwornego bła… znaczy się króla. Króla wspaniałego państwa.
Morteo oparł jeden z łokci na oparciu fotela, by podeprzeć swoją ciężką czaszkę. Zasłonka chroniąca ją przed oczami barona zafalowała lekko, odsłaniając niewielki skrawek białej kości szczęki.
- ZACZNIJMY OD TEGO, IŻ JEDYNĄ ZALETĄ KRAJU, W KTÓRYM SIĘ ZNAJDUJEMY JEST JEGO STABILNA DYNASTIA. DULLUNDOWIE SPRAWIAJĄ, ŻE TEN UGÓR JEST W STANIE FUNKCJONOWAĆ I CHOĆ WIELU SIĘ NIE ZGADZA Z POLITYKĄ, PROWADZONĄ PRZEZ KRÓLA, JEDNAK ŻEBY SIĘ NIE ZGADZAĆ TRZBA NAJPIERW MIEĆ WŁASNE ZDANIE. A MOTŁOCH GO NIE MA. JAKI ZATEM PRETEKST IM PODASZ DO REWOLUCJI? ZBYT WYSOKA PAŃSZCZYZNA? LUDZIE ZAWSZE UWAŻAJĄ, ŻE PAŃSZCZYZNA JEST ZBYT WYSOKIA. NIE RUSZĄ W BÓJ DLA KILKU GROSZY. A MOŻE CHCESZ IM ZAOFEROWAĆ COŚ LEPSZEGO? MOŻE DASZ IM WOLNOŚĆ? NIEKOŻYTNE. – Akroteastor dla podkreślenia swoich słów machnął jedną z wolnych dłoni. – TRZEBA BY IM JĄ WTEDY DAĆ. A TO ZACHWIEJE GOSPODARKĄ CAŁEGO KRAJU I UCZYNI GO BEZUŻYTECZNYM DLA NASZEJ SPRAWY. NASTAWI RÓWNIEŻ PRZECIWN NAM WYKSZTAŁCONE ELITY, KTÓRE ZAPEWNE ZECHCĄ UCIEC Z CELLANU, ZOSTAWIAJĄC NAS Z PLASTYCZNĄ, ACZ SUROWĄ GLINĄ. DODATKOWO POCHŁONIĘCI KONFLIKTEM WEWNĘTRZNYM NIE BĘDZIEMY W STANIE ODPIERAĆ SKUTECZNIE ATAKÓW PIRATÓW I OSTATECZNIE MOŻEMY SKOŃCZYĆ W GRUZACH.
  Baron drgnął lekko, słysząc te słowa. Raggash wyglądał jednak na niezbyt poruszonego i wyglądającego, jakby nagle jego paznokcie okazały się najbardziej interesującą rzeczą w tym pomieszczeniu.
- Niemniej, gdy już będziemy mieć władzę, zdołamy odbudować Cellan po naszemu – zauważył. Morteo zmierzył szlachcica pogardliwym spojrzeniem. Jedna zabawka i Elkanov dał się przekupić demonowi jak dziecko.
- ZBYTW WIELU UŻYTECZNYCH LUDZI ZGINIE PODCZAS, A SZKOLENIE ZAJMUJE CZAS. MY TEGO CZASU NIE MAMY. NIE MUSZĘ CHYBA PRZYPOMINAĆ PANU, BARONIE, POWODU, DLA KTÓREGO PODEJMUJEMY JUŻ I TAK OLBRZYMIE RYZYKO. – Stwór zrobił pauzę by upewnić się, że szlachcic dobrze zrozumie jego ostatnie słowa, po czym dodał: - ZALEŻY NAM NA UTRZYMANIU SPRAWY W TAJEMNICY NA TYLE, NA ILE TO MOŻLIWE. NAJLEPIEJ, ŻEBY CI IDIOCI ZNISZCZYLI SIĘ SAMI.
- Ma pan absolutną rację, panie Akroteastor – demon gwałtownie zmienił się w pył, by przybrać kształt ponownie tego samego mężczyzny, opierającego się łokciami o stolik kawowy tuż przed Morteo i lewitującego lekko w powietrzu.
- MAM? – Stwór uniósł czaszkę z dłoni i spojrzał z góry na rozmówcę.
- Ależ oczywiście. I zapewne ma pan ułożony w głowie doskonały plan! Chętnie go posłucham.
- OCZYWIŚCIE, ŻE MAM. UWAŻAM, ŻE POWINNIŚMY…
- Buuuu! – Demon przyłożył dłonie do ust, robiąc z nich tubę. – Nuuudy~ Także co  pan powie, panie baronie? Chaos w Cellanie i dużo zabawy dla nas obu, czy propozycja pana Akroteastora? Hm?
- Cóż… - Ostatnie słowa nekromanty chyba wzbudziły w szlachcicu wahanie, bo nie odpowiedział od razu, zerkając na masywną postać maga. – Być może… faktycznie nie powinniśmy wytaczać od razu najcięższych armat. Z tego co wiem plan miał obejmować nastawienie rodziny królewskiej przeciw sobie i… jakieś komplikacje z dziedzicem?
- MIELIŚMY DOPROWADZIĆ DO ROZŁAMU W RODZINIE KRÓLEWSKIEJ, A NASTĘPNIE WPROWADZIĆ RZEKOMO ZAGINIONEGO NAJSTARSZEGO SYNA KRÓLA NA SCENĘ POLITYCZNĄ. W GRĘ WCHODZIŁO RÓWNIEŻ PODMIENIENIE WŁADCY, JAK RÓWNIEŻ OPĘTANIE GO PRZEZ DEMONA I UCZYNIENIE NASZĄ MARIONETKĄ.
(Raggash? Wasze style pracy totalnie się nie zgadzają XD Ale ja uważam, że twój plan jest cool)

środa, 6 listopada 2019

Od Raggasha do Akroteastora

Raggash zamyślił się chwilę.
- Nie nie nie, palenie przestępców jest nudne. Miałem tego dość w piekle. Nic tylko krzyczą i krzyczą. Jakby, na przykład, łaskotać kogoś aż się udusi, to byłby ciekawsze!
Baron, choć ciężko w to uwierzyć, zrobił się jeszcze bledszy. Demon uznał, że starczy już nabijania się z gospodarza, w końcu miał niezłe poczucie humoru, choć widać było że jego najlepsza odmiana jest mu kompletnie obca. Wyswobodziwszy kciuk w sobie tylko znany sposób, kontynuował swą przemowę, żywo gestykulując, przy okazji machając zabawką przed oczami zebranych. Demon zdawał się tego nie zauważać
-Baronie, niech się Pan nie trwoży! Pańska mała, hm, inicjatywa reorganizacji Cellanu... Znajdujemy się w Cellanie, nieprawdaż? - Raggash poczekał na potwierdzenie od któregoś z zebranych, w końcu Elkanov kiwnął powoli głową - Świetnie, reasumując, jesteście Panowie całkiem bezpieczni. Zresztą, kto mi niby uwierzy? Przylecę pod osłoną nocy do komnaty obecnie panującego w postaci chmury pyłu, zmaterializuję się na środku jego komnaty i powiem mu "Siemasz królu, jestem duchem Twojej teściowej, von Rihler spiskuje przeciw Tobie"?- gospodarz zachichotał,  rozluźniając się nieco- Poza tym, już Pana polubiłem Baronie, żart o praczce godny powinszowania. Przy okazji, nie chciałby się Pan wymienić? Pański elektryczny pierścień za moją pułapkę? - Morteo wolał przeczekać ten wybuch aktywności Raggasha, a Baron przyjrzał się przedmiotowi. Niezbyt odważnie odrzekł:
- Pan wybaczy, ale niezmiernie polubiłem ten przedmiot. Mogę jednak skierować Pana do rzemieślnika, który go dla mnie wykonał. Ale jeśli Pan pozwoli, chętnie przetestuję tę pułapkę, o ile jest bezpieczna!
- Gwarantuję, że palca Panu nie utnie- uśmiechnął się Raggash, podając mu zabawkę. Baron mocując się z zabawką podjął temat właściwy.
- Skoro każdy z nas pragnie obalenia tej żałosnej dynastii, omówmy sposób osiągnięcia tego celu.
- Doprowadzenie króla do zawału wchodzi w grę? - Wtrącił Raggash
- ZA WCZEŚNIE NA TAK DRASTYCZNE DZIAŁANIA. SUGERUJĘ PRZEMYŚLANE, ROZWAŻNE CZYNNOŚCI.
- A chaos kontrolowany? - Demon nie dawał za wygraną.
- MA PAN COŚ KONKRETNEGO NA MYŚLI?
- Mówił Pan o zdobywaniu popleczników. Można poszerzać nasze wpływy wprowadzając anarchię, która służy naszym celom. Gdy przestanie być użyteczna, zgasimy ją jak płomień świecy.
- Jedno pytanie, Panie Avangash... - Baron wrócił do rozmowy, z kciukami uwięzionymi w zabawce wyglądał jednak infantylnie- Może dwa. Jak chce Pan ten... Bezład, kontrolować?
- Będę tworzył ludziom przywódców, którzy znikną gdy rewolucja osiągnie swój cel- mówiąc to przybrał postać niskiego, groźnie wyglądającego mężczyzny o czarnych, króciutkich wąsach i prostych włosach tego samego koloru, zsuwających się na czoło.
- A TO KTO?
- Pewien jegomość zasłużony u byłego szefa.-postać mówiła z dziwnym, ostrym akcentem-Bardzo charyzmatyczny. Ale może, ot tak- Demon pstryknął palcami i wrócił do poprzedniej postaci-zniknąć. Rebelia bez wodza się nie ostoi...
- Czyli będziemy osłabiać pozostałych siłą... Chłopów?- Baron był co najmniej zdumiony.
- Chłopów, mieszczan, żołnierzy. Gdy zdobędziemy ich serca i osłabimy władzę ich Panów, złożymy im propozycję nie do odrzucenia. Mogę nawet przybierać postać naszych popleczników, których potem ustawimy na stanowiskach...
- Zanim podejmiemy decyzję- von Rihler ponownie zabrał głos- czy mogę zadać drugie pytanie? -Avangash skinął zachęcająco głową- jak to zdjąć? - Spytał szlachcic, unosząc spętane dłonie.
Demon zarechotał i kilkoma ruchami uwolnił Barona z pułapki. Ten roztarł kciuki z ulgą.
- Za kontakt do owego rzemieślnika ofiaruję Panu ten przedmiot, von Rihler.
- Stoi!
W ten sposób szybciej ustalono cenę zabawki niż sposób obalenia monarchii. Zbrodnia doskonała! Raggash wykonał jeszcze kilka ruchów i wyjął coś z zabawki, a następnie przekazał podarek Elkanovowi.
- Co Pan wyjął?
- Hm? A tak, mechanizm odcinający palce. Raczej się Panu nie przyda.
Baron zaśmiał się, traktując to jako żart. Raggash pomyślał, że lepiej będzie nie mówić mu że gdyby szarpnął z obu stron, stałby się Czteropalczastym Baronem.  Miał, co prawda, kontrolę nad urządzeniem, ale wystarczyłaby chwila nieuwagi...
- Zatem, taka jest moja propozycja. Podburzyć, osłabić, przejąć kontrolę i pokazać ludowi ich "wodza" z poprzednim Baronem jako nowe przymierze.
- Dobra zmiana, że się tak wyrażę- rzucił z uśmiechem Baron- masa chaosu, mamimy ludzi i dopychamy się do władzy. Niegłupie, przyznaję, Panie Avangash, jestem pod wrażeniem!
- Dziękuję, Baronie. Miło słyszeć że tak oświecony jegomość podziela moje zdanie. Pytanie, czy Pan Akroteastor ma może inną koncepcję?
(No właśnie Ketsurui, ma jakąś?)

poniedziałek, 4 listopada 2019

Od Akroteastora do Raggasha

Akroteastor nie lubił ryzyka. Ryzyko zawsze niosło ze sobą mnóstwo kłopotów. Jedną ze świętych zasad, które Morteo wyznawał było "Jeśli coś może pójść nie tak, to pójdzie. Jeśli coś nie może pójść nie tak, i tak pójdzie.", a jak powszechnie wiadomo demonom nie wolno ufać. Nawet najmarniejszy imp, jeśli mu pozwolić, doprowadzi do zguby swego pana. Jednak czy cała ta sytuacja nie była na tyle ryzykowna, że podjęcie tego dodatkowego, niewielkiego ryzyka nie zmieni zbytnio jego poziomu? Liivei nie wiedział nic o tym demonie, może poza tym, że lubił dobre żarty. Uniósł się w fotelu, by móc zbliżyć się do rozmówcy.
- CZYLI ZALEŻY PANU NA CHAOSIE? ACZKOLWIEK NIE POWINNO MNIE TO ZBYTNIO DZIWIĆ, JEST JEDNAK NIETYPOWYM, PRAGNĄĆ JEDYNIE BY ZAPANOWAŁ DISCORD. - Morteo wysunął głowę do przodu nieco za daleko, by mogło to uchodzić za gest naturalny dla człowieka. Spomiędzy pół płaszcza dało się teraz dojrzeć kawałki jego włochatej grzywy i ciemnych cierni.
- Nie docenia pan wagi dobrych dowcipów, ot co! - Avangash rozłożył teatralnie ramiona, po czym założył je za głowę i osunął się powoli do tyły, by rozeprzeć się wygodnie na powietrzu, jakby stał tam wygodny fotel. - Niech pan go zapyta, jak ważny i satysfakcjonujący jest pozytywny chaos! - To mówiąc demon, jakby od niechcenia wskazał na szlachcica, który najwyraźniej właśnie się obudził. Stwór momentalnie cofnął głowę i poprawił kaptur. Spojrzał w stronę wciąż nieco zszokowanego barona. Niespodziewanie Akroteastor dojrzał w tym szansę na wzięcie rewanżu na szlachcicu.
- UFAM, IŻ DROBNY ŻART MOJEJ OSOBY NIE URAZIŁ PANA ZBYTNIO - powiedział, wracając na swoje miejsce i splatając parę swoich dłoni w piramidkę na kolanach. - OBECNY TU RAGGASH ŻARTOWNIŚ WSPOMOŻE NAS W NASZYM PRZEDSIĘWZIĘCIU.
- Żart? - Von Rihler był nieco wciąż zdezorientowany i wodził wzrokiem od Morteo do demona. - To pański demon?
- MOŻNA TAK POWIEDZIEĆ - Stwór spojrzał w stronę Raggasha, z naciskiem wymawiając ostatnie słowo i licząc, iż tamten zrozumie aluzję. Demon wyszczerzył się w uśmiechu do barona. Na szczęście nie powiedział nic. Elkanov odchrząknął i uśmiechnął się nieco blado. 
- Na prawdę, nigdy nie zrozumiem humoru okultystów. Dobrze, skoro pański demon będzie nas wspierał, może lepiej przejdźmy do interesów, nieprawdaż? 
  Morteo przewrócił oczami za woalką. Miał nadzieję, że "do interesów" przejdą od razu, niestety został zaskoczony przez nie jednego, jak można było przypuszczać, ale aż dwóch żartownisiów. Nadprogramowy dowcipniś zresztą nie wyglądał na specjalnie zainteresowanego rozmową. W tym momencie bawił się czymś, co wyglądała jak Sharrska pułapka na kciuki. 
- OWSZEM.
- Zatem – baron pochylił się konspiracyjnie w stronę Akroteastora, dając mu znać, żeby zrobił to samo. Stwór zignorował to, wpatrując się w niego nieruchomo. Niezrażony dał ten sam sygnał demonowi, który z błyskiem w oku pochylił się do niego. Morteo poczuł w plecach ostrzegawcze ukłucie. – Chcecie obalić dynastię Dullundów?
- OWSZEM.
- Cudownie! – Raggash podskoczył, prawie ponownie zamieniając się w pył i zacierając ręce, niemal przyprawiając barona o kolejny atak serca. – Uwielbiam zapach obalonej dynastii o poranku.
- JEŚLI POWIADOMISZ O TYM WSZYSTKICH W PROMIENIU TYSIĄCA MIL, NASTĘPNĄ RZECZĄ JAKĄ POCZUJESZ BĘDZIE ZAPACH PALONYCH SPISKOWCÓW – Stwór zaplótł dotychczas trzymane luźno dłonie ba piersi, a drugą parą poprawił rzemyk przy płaszczu.
(Raggash?)

poniedziałek, 28 października 2019

Od Raggasha do Akroteastora

Zapadła cisza. Akroteastor mrugał tylko oczami z niedowierzaniem. Ze wsztstkich hrabiów w tym królestwie akurat ten musi być najmożniejszym z buntowników. Cóż, mawiają że nie ma ludzi bez wad. Morteo jednak miał kilka typów osób których nie znosił całym swym jestestwem. Zgrywusi byli w tym zestawieniu bardzo wysoko.
- Jeśli skończył Pan już część humorystyczną naszego spotkania, Baronie, z niezmierną radością przejdę do tej właściwej...
Gospodarz nie dał mu skończyć.
- Panie Akroteastorze, wszak pierwsze wrażenie jest najistotniejsze! A jako że będziemy współpracować, warto zadbać o przyjemną atmosferę! Mój ojciec zawsze mawiał... -Morfeo zagotował się w środku. "Świetnie. Na dodatek gaduła. Jeśli zacznie ganiać za każdą niezamężną kobietą w Cellanie, jak ten przeklęty elf, zatrudnię zabójcę". Gwałtownym ruchem uciszył młodzieńca.
- Hrabio von Rihler- rozpoczął swą przemowę, cedząc słowa przez zęby- każda sekunda, którą trwoni Pan na opowieściach o dubach smalonych, to sekunda którą moglibyśmy poświęcić na rządzenie tym krajem. Zechce Pan przejść do rzeczy, miast od rzeczy gadać?
Eklanov miał minę dziecka któremu odebrano zabawkę.
- Naturalnie, Panie Akroteastorze. Raczy Pan usiąść- odparł, wskazując na kanapę - Przybył Pan do mnie z propozycją, więc zamieniam się w słuch.
"I możesz w tym stanie pozostać, głupcze" pomyślał Morteo, siadając.
- Jak Pan wie, królestwo nieźle radzi sobie gospodarczo, ale jest wewnętrznie skłócone. Aby przejąć kontrolę, musielibyśmy pozbyć się lub przeciągnąć na naszą stronę wszystkich ambitniejszych szlach... - zamarł w pół zdania.
Usłuszał parsknięcie.
Tym razem nie mógł być to Baron, bo dźwięk zaskoczył go tak samo jak Akroteastora. Spiskowcy zerwali się na równe nogi, nerwowo szukając źródła dźwięku. Nagle Baron zauważył ruch w rogu komnaty. Na ich oczach kurz... Unosił się, chichocząc. Chmura robiła się coraz większa, i coraz głośniej się śmiała. Akroteastor szykował zaklęcie ochronne. Jemu raczej nic nie groziło, ale ten błazen był mu potrzebny. Po chwili kurz opadł, ukazując czarnego jak smoła diabła, z płonącymi oczodołami i kłębami czarnego pyłu wydobywającymi się z ust, trzymającego w łapie najeżonej kolcsmi ogromne widły. Baron był blady jak pergamin, Morteo rozluźnił się nieco. Był prawie pewny, że demon jest niegroźny, a widok Elkanova śmiertelnie przerażonego sprawiał mu przyjemność.
- Nie bój się- zwrócił się nowo przybyły do von Rihlera głosem jakby z innego wymiaru- nie jestem tak straszny jak mnie malują!
Baron zemdlał ze strachu. Słowa potwora chyba niespecjalnie go uspokoiły. Jego ciało opadło bezładnie na chmurę kurzu która pojawiła się za nim w mgnieniu oka i przeniosła go na fotel.
- Przesadziłem?- Demon po raz pierwszy odezwał się do Akroteastora rozbawionym tonem. Ten popatrzył chwilę na nieprzytomnego von Rihlera. Po jego ustach przebiegł grymas, który mógł być czymś na kształt uśmiechu, gdyby ktoś wiedział jak wygląda uśmiechnięty Morteo.
- Nie, ale jeśli usłyszę dziś jeszcze jeden idiotyczny dowcip, nie ręczę za siebie.
Demon znowu przepoczwarzył się w chmurze dymu, powracając z niej jako mężczyzna po trzydziestce wysokiego wzrostu, z kompletnie łysą głową i ciemnym zarostem. Jego prawe oko zdobiła blizna.
- Strasznieś Pan sztywny, Panie Akroteastor.- rzucił z niezadowoleniem demon, już ludzkim głosem- Ale gdzie moje maniery. Jestem Raggash Avengash, były diabeł.- Podał mu rękę, jednak Morteo dokładnie ją zlustrował przed uściśnięciem, obawiając się kolejnej sztuczki. Przypomniawszy sobie jednak dłoń, którą Raggash posiadał przed chwilą, wstrzymał się od podania swojej, mrucząc pod nosem coś na kształt powitania.
- Po co te nerwy? Zmarszczki Panu wyjdą - Raggash wyszczerzył się szyderczo.
- A skądże ten uśmiech, skoro lada chwila może Pan wrócić ad infernum? - odciął się Morteo, zbierając magię.
Raggash skrzywił się słysząc pradawną nazwę piekła, ale zachował opanowanie.
- Widzę aurę, która Pana otacza, Akroteastorze. Nie ma Pan nade mną władzy z tej prostej przyczyny, że nie posiada Pan tego, czego szukam. Wydaje mi się jednak, że możemy mieć wspólne zainteresowania.
Morteo popatrzył nieufnie na demona. Słyszał wszystko, to pewne. Skąd jednak się tu wziął, i czemu się śmiał, tego nie wiedział. Pracował dla kogoś? Sam chciał władzy? Mocy? Ofiary?
- Czyżby? A czego Pan pożąda, Avengash?
- Chaosu. - słowo to wybrzmiewało przez chwilę w komnacie - No i dowcipów, tego pragnę bardziej jakby się nad tym zastanowić. Od kilkuset lat poszukuję okazji do żartów. Przez jakieś... Który w ogóle mamy rok? Nie miałem od dawna okazji do dobrego dowcipu. A im więcej bezładu ów kawał spowoduje, tym lepiej! Zechciałby Pan wyjaśnić mi szczegóły swego planu gdy już Pan Baron się obudzi?
- A dlaczegóż niby miałbym Panu zaufać? Dosłownie pojawił się Pan w tumanie kurzu, śmiejąc się do rozpuku.
- Ah tak, to sprawa tego doskonałego dowcipu o praczce. Szlachcic z poczuciem humoru, cudowny okaz śmiertelnika!
Wariat, pomyślał Morteo. Na dodatek kolejny żartowniś. Ale może być piekielnie, tfu, szalenie, tfu!, niezmiernie użyteczny. Tylko czy warto ryzykować?
(No właśnie Ketsurui, warto? :3)

niedziela, 27 października 2019

Od Akroteastora do Raggasha

Akroteastor garbił się nieco, idąc za dość niskim, nawet jak na człowieka, majordomusem, przemierzając za nim pozornie puste korytarze pałacu miejscowego barona. Morteo nie czuł się zbyt dobrze w zamkniętych przestrzeniach. Oferowały za mało dróg ucieczki. I jeszcze ten zapach... Stwór miał tylko nadzieję, że negocjacje przebiegną bez zakłóceń inaczej być może przepadnie mu ostatnia szansa odegrania swojej roli w nadchodzących wydarzeniach. Osoba tak zapobiegawcza jak on wolała stać po tej zwycięskiej stronie, gdy opadnie pył bitewny. A, cóż, zawsze łatwiej jest, gdy samemu miało się pewien wkład w zwycięstwo.
  Masywne wrota zgrzytnęły cicho, ujawniając przed Akroteastorem obszerny, bogato zdobiony misternie kutą miedzią i żelazem, powyginaną w kształty pnączy i kwiatów, salon, na którego środku pyszniła się puszysta, czerwona sofa, usytuowana przy niskim stoliczku dokładnie na przeciwko równie czerwonego fotela. W tym momencie odwróconego tyłem do wchodzących. Majordomus ukłonił się głęboko i wyszedł, zamykając za sobą drzwi i pozostawiając stwora sam na sam z odwróconym fotelem. Morteo poprawił kaptur i upewnił, że zasłonka okrywająca jego czaszkę znajduje się wciąż na właściwym miejscu. Odchrząknął, nieco niezdarnie. Nie wydarzyło się nic. Odchrząknął ponownie. Cisza.
  Zatem gospodarz zapewne zjawi się tutaj za chwilę. Akroteastor udał się w stronę kanapy, by wygodnie na niej usiąść w oczekiwaniu na barona. Sięgnął do wyrwy międzywymiarowej i wyciągnął z niej książkę, by nie tracić czasu w oczekiwaniu. W ciszy wertował dzieło, gdy nagle fotel zaskrzypiał, zwracając uwagę Morteo i powoli odwrócił się, ujawniając postać smukłego młodzieńca o dość niepocieszonej minie.
 Nekromanta zamknął dzieło i bezwiednie odłożył do międzywymiaru. 
- Miałem nadzieję, że sprawdzi pan czy na prawdę mnie tu nie ma - powiedział ponuro baron, ale zaraz się rozpromienił. - No cóż, mówi się trudno i rusza dalej. Jak zapewne wiesz nazywam się baron Elkanov von Rihler. Miło mi - to mówiąc wyciągnął do stwora dłoń. Akroteastor bardzo niechętnie i z ociąganiem wyciągnął swoją. Uścisnęli je sobie w milczeniu, a przez ciało Morteo przebiegł niespodziewany dreszcz energii elektrycznej. Odskoczył gwałtowni, a nagle postawiona tarcza magiczna z dużą siłą odepchnęła stojące obok niego meble. Baron wywrócił się na fotel, chichocząc w najlepsze. Stwór otarł dłoń o swój płaszcz i spojrzał ponuro na gospodarza.
- Musiałby pan zobaczyć siebie - powiedział wreszcie szlachcic przez łzy. - Genialna! Oh, to nie było nic takiego, pierścień rażący słabym piorunem. - To mówiąc pokazał stworowi sygnet na swoim palcu.
- PROSZĘ TAK WIĘCEJ NIE ROBIĆ - burknął Akroteastor, siadając ponownie na sofie. 
- Oczywiście, oczywiście. - Baron nieco spoważniał. - Jeśli mi pan powie, co mówi praczka podczas wieszania ubrań.
  Stwór przechylił pytająco głowę. Pytanie było dość abstrakcyjne. Na tyle abstrakcyjne, że Morteo wyczuwał podstęp. Gospodarz jednak nie dał dużo czasu do namysłu i sam sobie odpowiedział.
- Rzeczywiście!
(Raggash? Masz swój suchar XD)

wtorek, 15 października 2019

Od Raggasha do Akroteastora- zniszczmy sobie kraj

Mówią, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Jednakże opowiadana tu historia udowodni, że sprawa prezentuje się zgoła inaczej, gdyż nasi ulubieni mistrzowie tortur post mortem mogą więcej niż można by wnioskować z przysłowia. Raggash Avengash był zwykłym diabłem... Okej, wróć, brzmi to nudno. I kłamliwie przedstawia naszego bohatera. Przez krótki okres swego życia pracował jako diabeł w odmętach piekielnych. Jednak spotkanie duszy pewnego błazna przekonało go do przebranżowienia, ba, do przejścia na drugi świat... A może na pierwszy świat? W końcu z umarłych przechodzi do żywych, nie odwrotnie... Nieistotne. Otóż Ragg, bo tak wolał być nazywany, stwierdził że w piekle jest jakoś tak se i wydostał się do krainy Sayari w okolicach miejsca magii w Temeni. Poświęcił jednak tyle mocy, że skończył jako kupka kurzu i gruzu. Przez setki lat próbował zebrać dość mocy by stworzyć sobie ciało, ale odkrył że może poruszać się po świecie jako drobinki piasku, kurzu i innych sypkich substancji. Ba, nauczył się także przybierać kształty i... No w końcu podnosić przedmioty. Było to fatalne zdarzenie dla historii świata Sayari i początek końca pewnego... A nie, zbyt wcześnie by o tym mówić. W każdym razie kojarzycie moment w którym niemowlęciu wyrasta ząb? Po tym wydarzeniu zaczyna gryźć wszystko wokół. Ragg był taki sam.
Znał ludzie zwyczaje i postępki, a że w piekle zostało paru jego znajomych którzy uwielbiali swój zawód, postanowił im pomóc dokuczając najpierw ultrawierzącym. Wybierał najpiękniejsze szlachcianki na drodze do świątyni i nagłym porywem wiatru zadzierał to i owo w górę, doprowadzając kilku bezdomnych starców do zawału z wrażenia. Uczęszczał także na uroczystości i wpadał kapłanowi w oko (pamiętajmy, Ragg jest piaskiem, nie śmiertelnikiem o niebagatelnej urodzie) gdy miał czytać proroctwa. Jeśli czytacie na głos, kurz w oku mocno utrudnia sprawę. A spróbujcie przy tym wyglądać godnie! Pewien kapłan, z gatunku hipokrytów, gdy odruchowo chciał wyjąć uporczywą drobinę spod oka, wsadził w nie sobie pierścień z ogromnym klejnotem przy wszystkich zgromadzonych. A mówili że kapłani nie kalają swego języka prostactwem. Raggowi jednak dokuczanie duchownym rychło się przejadło i zaczął szukać żartownisiów, by słuchać dowcipów i kawałów. Jednakże wyższe sfery znały się na humorze jak diabeł na modlitwie, a żarty chłopów znał co do jednego po 100 latach. W oczekiwaniu na coś, co wyrwałoby go z letargu (a trochę to trwało!), zaległ w zapomnianym kącie jakiejś komaty... Do czasu...

(Don't kill me, to pierwszy odpis ;_; Lecimy ketsurui :3)