Ech... Nie wiem, czy według niej ucieczka i płacz to rozwiązanie na wszystko? Poszedłem za nią korytarzem. Jej ambicja mnie powala... Przecież nikt nie pomyślałby, że schowa się w spiżarni, która jako jedyna na tym piętrze ma uchylone drzwi. Wszedłem do środka i zwróciłem wzrok ku beczkom płaczącym niesamowicie podobnie do dziewczyny.
- Znalazłem Cię. I zaskoczę Cię... to nie było jakoś szczególnie skomplikowane. - rzuciłem ironicznie, ale w zamierzeniu nie miało być to niemiłe, a miało to uchodzić za "żarcik", ale... zawsze byłem w tym słaby i może dlatego Fufu na to nie zareagowała. - Słuchaj... masz rację. Nie obchodzi mnie to, to Twoje życie i Twoje problemy. Skoro nie chcesz wracać, rozumiem, a raczej akceptuję, to... Mogę przynajmniej wiedzieć skąd pochodzisz? Gdzie jest ten straszny i zły dom?
< Fufu? Skąd jesteś? :3 >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quérote. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quérote. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 listopada 2017
środa, 8 listopada 2017
Od Fufu do Sakita
- Nie! Nie wracam do domu! - krzyknęłam, przycisnęłam Pompejusza do piersi i uciekłam, taranując barkiem Sakita.
- Nie będę za Tobą ganiał. - usłyszałam z tyłu jego kroki.
- Nie wrócę tam! Ty nic nie rozumiesz, nikt mnie nie rozumie. - krzyknęłam przez łzy. - Nie pozwolę im na to, nie mogą za mnie decydować! To moje życie i tylko moje, rozumiesz? A oni są, są... - jąkałam się. - Oni są źli! Źli, bardzo źli.
- O co Ci w ogóle chodzi? - zrównał się ze mną.
- O nic! - pisnęłam. - Spadaj, przecież to i tak Cię to nie obchodzi!
Pobiegłam przez kolejne korytarze, chowając się na końcu w spiżarni, pomiędzy beczkami.
< Sakit? Ona wcale nie płacze. Znowu xD >
- Nie będę za Tobą ganiał. - usłyszałam z tyłu jego kroki.
- Nie wrócę tam! Ty nic nie rozumiesz, nikt mnie nie rozumie. - krzyknęłam przez łzy. - Nie pozwolę im na to, nie mogą za mnie decydować! To moje życie i tylko moje, rozumiesz? A oni są, są... - jąkałam się. - Oni są źli! Źli, bardzo źli.
- O co Ci w ogóle chodzi? - zrównał się ze mną.
- O nic! - pisnęłam. - Spadaj, przecież to i tak Cię to nie obchodzi!
Pobiegłam przez kolejne korytarze, chowając się na końcu w spiżarni, pomiędzy beczkami.
< Sakit? Ona wcale nie płacze. Znowu xD >
wtorek, 7 listopada 2017
Od Sakita do Fufu
- Nie potrzebuję żadnych "lekcji" dobrego wychowania, tym bardziej nie od kogoś kto sam nie przestrzega tych zasad. Wiem jak mam się zachować. Fakt, że to odrzucam i uznaję za zbędne to inna sprawa. - wiedziałem, że dziewczyna chce mi przerwać, ale jej na to nie pozwoliłem. - Jeśli chodzi o mojego ojca to nie potrzebuję żadnego pozwolenia. Nigdy nie mówię mu, że gdzieś wyjeżdżam, a on nie ma nade mną żadnej kontroli, więc Twoje argumenty nie są trafne.
Spojrzałem na dziewczynę.
- Ale... wiem też, a raczej domyślam się, jaka jest Twoja sytuacja - po prostu nie chcesz zostać sama bo nie wiesz co ze sobą zrobić? Rozumiem to wszystko, ale... nie możesz błąkać się samotnie po świecie. Jak chcesz mogę odprowadzić Cię do domu... - ona ewidentnie nie chce wracać do domu, nie będę wnikać dlaczego, ale to głupie! Sama sobie nie poradzi, a ja nie nadaję się na niańkę...
< Fufu? Zaprowadzi Cię do domu? xD W specyficzny sposób można powiedzieć, że się martwi chyba xD >
Spojrzałem na dziewczynę.
- Ale... wiem też, a raczej domyślam się, jaka jest Twoja sytuacja - po prostu nie chcesz zostać sama bo nie wiesz co ze sobą zrobić? Rozumiem to wszystko, ale... nie możesz błąkać się samotnie po świecie. Jak chcesz mogę odprowadzić Cię do domu... - ona ewidentnie nie chce wracać do domu, nie będę wnikać dlaczego, ale to głupie! Sama sobie nie poradzi, a ja nie nadaję się na niańkę...
< Fufu? Zaprowadzi Cię do domu? xD W specyficzny sposób można powiedzieć, że się martwi chyba xD >
poniedziałek, 6 listopada 2017
Od Fufu do Sakita
- Dokąd idę? - powtórzyłam głupio. - W sensie ja?
- A kto inny?
Dobre pytanie. W okolicy nie było nikogo, a nawet jeśli służący nadstawiali uszu zza ścian to to raczej ich nie dotyczyło. Co jednak powinnam zrobić? Co odpowiedzieć? Uciekłam przed ślubem, ojcem, rodziną... Czemu zaś tutaj? Cóż, Khayr zawsze było miejscem bliskim mojemu sercu, które darzyłam sympatią i, które chciałam poznać. Ale co dalej? Do ojca nie chce wracać, tutaj nie wiem ile dam radę wytrzymać. A on... był, nie powiem, że miły, ale inny. Nie myślał jak pozostali mężczyźni, nie myślał tylko o jednym, a do tego nie trzymał się określonych przez wieki praw i schematów rozmów. Tych durnych stereotypów i przekonań, które wpajano nam od dziecka. Nie zgrywał jednak uprzejmego, mówił to co myślał i był przez to... ciekawy. Do tego, mimo pozorów, nie zostawił mnie. I kupił mi bizona!
- Nie wiem, ja chciałam... chciałam zwiedzić Khayr... - zawahałam się, nie wiedząc jak to ująć. - Ale pójdę z Tobą! - dodałam szybko. - I to nie dlatego, że Cię lubię, ale dlatego, że jeszcze mnie nie przeprosiłeś! A te drugie się nie liczą, za podeptanie mnie słowa nie powiedziałeś! A ja nie mogę pozwolić byś innych obrażał i wywracał, ja Cię wychowam! I będziesz grzeczny!
Całe poważne rozważania, które trzymały się mnie przed chwilą, wyparowały. Zaś starannie przemyślany wywód zniknął jak zawsze z pierwszym wypowiedzianym przeze mnie słowem. Ale to nie moja wina! Ja się bardzo starałam, ja chciałam być poważna. Odchrząknęłam.
- Po prostu nie godzi się wracać do swojego kraju jako taki cham i prostak, pokaż, że ta podróż Cię zmieniła! To może ojciec pozwoli Ci częściej wyjeżdżać. - powiedziałam, przekonana, że ojciec tż go ściga o ucieczkę. - Weź mnie ze sobą! - dodałam piskliwie, a moje oczy przybrały idealny wyraz do tak zwanych "słodkich oczek", które tak często gubiły mężczyzn.
< Sakiteczku? :3 Fufu oferuje darmowe lekcje dobrego wychowania - nic tylko brać! xD >
- A kto inny?
Dobre pytanie. W okolicy nie było nikogo, a nawet jeśli służący nadstawiali uszu zza ścian to to raczej ich nie dotyczyło. Co jednak powinnam zrobić? Co odpowiedzieć? Uciekłam przed ślubem, ojcem, rodziną... Czemu zaś tutaj? Cóż, Khayr zawsze było miejscem bliskim mojemu sercu, które darzyłam sympatią i, które chciałam poznać. Ale co dalej? Do ojca nie chce wracać, tutaj nie wiem ile dam radę wytrzymać. A on... był, nie powiem, że miły, ale inny. Nie myślał jak pozostali mężczyźni, nie myślał tylko o jednym, a do tego nie trzymał się określonych przez wieki praw i schematów rozmów. Tych durnych stereotypów i przekonań, które wpajano nam od dziecka. Nie zgrywał jednak uprzejmego, mówił to co myślał i był przez to... ciekawy. Do tego, mimo pozorów, nie zostawił mnie. I kupił mi bizona!
- Nie wiem, ja chciałam... chciałam zwiedzić Khayr... - zawahałam się, nie wiedząc jak to ująć. - Ale pójdę z Tobą! - dodałam szybko. - I to nie dlatego, że Cię lubię, ale dlatego, że jeszcze mnie nie przeprosiłeś! A te drugie się nie liczą, za podeptanie mnie słowa nie powiedziałeś! A ja nie mogę pozwolić byś innych obrażał i wywracał, ja Cię wychowam! I będziesz grzeczny!
Całe poważne rozważania, które trzymały się mnie przed chwilą, wyparowały. Zaś starannie przemyślany wywód zniknął jak zawsze z pierwszym wypowiedzianym przeze mnie słowem. Ale to nie moja wina! Ja się bardzo starałam, ja chciałam być poważna. Odchrząknęłam.
- Po prostu nie godzi się wracać do swojego kraju jako taki cham i prostak, pokaż, że ta podróż Cię zmieniła! To może ojciec pozwoli Ci częściej wyjeżdżać. - powiedziałam, przekonana, że ojciec tż go ściga o ucieczkę. - Weź mnie ze sobą! - dodałam piskliwie, a moje oczy przybrały idealny wyraz do tak zwanych "słodkich oczek", które tak często gubiły mężczyzn.
< Sakiteczku? :3 Fufu oferuje darmowe lekcje dobrego wychowania - nic tylko brać! xD >
Od Sakita do Fufu
Przetwarzałem w myślach cała rozmowę z Francisem, chyba nie padło tam żadne niepożądane słowo w stylu książę, królestwo etc. Fufu wie zatem tyle co nic. Na szczęście...
- Po co pytasz skoro słyszałaś o czym mówiliśmy? Muszę wracać i już, ojciec mnie wzywa... - popatrzyłem na nią, ale ona spojrzała na mnie jakby chciała powiedzieć "i tak wiem, że tego nie zrobisz", "wiem, że musisz, ale czemu nie chcesz?".
Po co tam wracać? Może to tylko moje myśli, których odbicie widzę w jej zakłopotanej twarzy. Może boi się, że będzie musiała zostać sama? Przecież to oczywiste, nie będę jej niańczyć przez cały czas i tak dużo jej pomogłem, ale... nie poradzi sobie sama. Chwila, co mnie to obchodzi?
- Nieważne, pójdę to pójdę, nie to trudno. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, a do domu daleka droga i niezbyt mi miła. A Ty? Dokąd zmierzasz?
< (40) Fufu? On już chyba nie wie co myśleć xD Ale... przejmuje się, mimo, że to wypiera xD >
- Po co pytasz skoro słyszałaś o czym mówiliśmy? Muszę wracać i już, ojciec mnie wzywa... - popatrzyłem na nią, ale ona spojrzała na mnie jakby chciała powiedzieć "i tak wiem, że tego nie zrobisz", "wiem, że musisz, ale czemu nie chcesz?".
Po co tam wracać? Może to tylko moje myśli, których odbicie widzę w jej zakłopotanej twarzy. Może boi się, że będzie musiała zostać sama? Przecież to oczywiste, nie będę jej niańczyć przez cały czas i tak dużo jej pomogłem, ale... nie poradzi sobie sama. Chwila, co mnie to obchodzi?
- Nieważne, pójdę to pójdę, nie to trudno. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, a do domu daleka droga i niezbyt mi miła. A Ty? Dokąd zmierzasz?
< (40) Fufu? On już chyba nie wie co myśleć xD Ale... przejmuje się, mimo, że to wypiera xD >
niedziela, 5 listopada 2017
Od Fufu do Sakita
- Nic! - pisnęłam. - Ja szłam tylko do toalety, nie bij mnie!
Przecież to nie moja wina, że mnie ta nieładnie wyprosili i kazali sobie iść. Tak się nie robi po prostu! Zresztą musiałam przecież wiedzieć o czym mówią, oni mogli chcieć mnie porwać. Moim interesem było ich podsłuchiwanie! A w takim przypadku nie mogło to być przecież złe.
- Toaleta jest u góry, Indra Ci ją zapewne pokazała, prawda? - spytał tym notorycznie spokojnym i znudzonym tonem, równocześnie przyglądając mi się bacznie.
- Nieprawda!
Jak można tak ludzi z równowagi wyprowadzać samym tonem to niedorzeczne! Jakby on chociaż dodał do tej rozmowy trochę emocji, złości, zaskoczenia czy czegokolwiek, naprawdę! Widzisz przed sobą jakąś martwą kukłę, która wygląda jakby jej największym marzeniem było właśnie ziewnięcie, ale mimo wszystko porusza ustami i coś do Ciebie mówi. Nie powiem żeby mnie było szczególnie trudno rozgniewać, ale to, to to... było złe! Bardzo!
- Prawda i dobrze o tym wiesz.
- Nie!
Spojrzał na mnie znacząco, a ja zaraz spuściłam oczka, speszona. Może miał troszkę racji. Troszeczkę?
- Sakit... - powiedziałam cichutko. - A czemu musisz stąd wyjeżdżać... I nie patrz tak, Pompejusz mi to powiedział! - podniosłam zwierzaka pod oczy mężczyzny z miną "to nie ja, to on!".
< Sakitku? Nie rób jej nic, Fufu niewinna :c Pompejusza też nie bić! >
Przecież to nie moja wina, że mnie ta nieładnie wyprosili i kazali sobie iść. Tak się nie robi po prostu! Zresztą musiałam przecież wiedzieć o czym mówią, oni mogli chcieć mnie porwać. Moim interesem było ich podsłuchiwanie! A w takim przypadku nie mogło to być przecież złe.
- Toaleta jest u góry, Indra Ci ją zapewne pokazała, prawda? - spytał tym notorycznie spokojnym i znudzonym tonem, równocześnie przyglądając mi się bacznie.
- Nieprawda!
Jak można tak ludzi z równowagi wyprowadzać samym tonem to niedorzeczne! Jakby on chociaż dodał do tej rozmowy trochę emocji, złości, zaskoczenia czy czegokolwiek, naprawdę! Widzisz przed sobą jakąś martwą kukłę, która wygląda jakby jej największym marzeniem było właśnie ziewnięcie, ale mimo wszystko porusza ustami i coś do Ciebie mówi. Nie powiem żeby mnie było szczególnie trudno rozgniewać, ale to, to to... było złe! Bardzo!
- Prawda i dobrze o tym wiesz.
- Nie!
Spojrzał na mnie znacząco, a ja zaraz spuściłam oczka, speszona. Może miał troszkę racji. Troszeczkę?
- Sakit... - powiedziałam cichutko. - A czemu musisz stąd wyjeżdżać... I nie patrz tak, Pompejusz mi to powiedział! - podniosłam zwierzaka pod oczy mężczyzny z miną "to nie ja, to on!".
< Sakitku? Nie rób jej nic, Fufu niewinna :c Pompejusza też nie bić! >
czwartek, 2 listopada 2017
Od Sakita do Fufu
Wiedziałem, że blefuje, ta kobieta to w ogóle nie potrafi kłamać. Mimo wszystko postanowiłem jej nie demaskować, sam miałem w końcu wiele tajemnic. Swoją drogą, zeszła na bardzo wrażliwy temat, który musiałem sprostować.
- Oczywiście! Może jeszcze Cię pobiłem i okradłem? - zapytałem ironicznie.
- Było blisko! - odparła stanowczo.
- No jasne! Wypraszam sobie! Kto normalny kładzie się na środku drogi?
- Kto normalny przebiega po ludziach?
- Haha, dobrze, widzę, że skończyliście jeść. Łazienka jest na drugim piętrze, tak samo jak Wasze pokoje. Indra Was zaprowadzi. - wskazał na pomoc domową i zatrzymał mnie gestem ręki. - Sakit, chciałbym z Tobą chwilę pomówić.
- Oczywiście. - spojrzałem na Fufu i wymownym spojrzeniem poleciłem jej udać się z Indrą.
Kiedy zniknęły na schodach Francis znów zaczął.
- Co do Twojego ojca...
- Proszę Cię, nie poruszaj tego tematu przy Fufu. Nie chcę, aby wiedziała o moich korzeniach. Więc... o co chodzi?
- Jak wspomniałem - wysłał wiadomość do swoich wszystkich posłów, w tym do mnie, z prośbą o niezwłoczną informację jeśli gdzieś Cię spotkamy.
- Nic mu nie mów!
- To mój obowiązek! Tak jak przekazanie Ci o nakazie natychmiastowego powrotu do domu. To sprawa wysokiej wagi. - tego się obawiałem przychodząc do jego domu.
- Mam jeszcze parę spraw do załatwienia, jak skończę - wrócę do domu.
- Chyba nie rozumiesz powagi sytuacji, musisz udać się tam niezwłocznie, albo sam Cię odprowadzę...
- Nie będzie takiej konieczności. Poradzę sobie, ale nie ukrywajmy, że jestem teraz na drugim końcu krainy, a droga powrotna trochę zajmie. Na wasze szczęście akurat moja misja w tych stronach kończy się i miałem udać się w trasę powrotną. Skoro to takie ważne mogę ją trochę skrócić.
- To nie są żarty Sakit!
- Wiem. Nic nie mój mojemu ojcu, dotrę do stolicy najwyżej w miesiąc..
- Przykro mi, to mój obowiązek. - odparł co wcale mnie nie zadowoliło.
Nie trzeba było tutaj przychodzić. Nic nie powiedziałem i zapadła chwila ciszy.
- Wyruszamy o świcie.
- Dobra decyzja Sakicie. Pewnie jesteś wykończony. Idź do swojego pokoju i prześpij się. - zrobiłem co kazał, ale idąc po schodach usłyszałem głośne tupanie niczym bieg po korytarzu.
Kiedy doszedłem do końca, zatrzasnęły się drzwi od pokoju Fufu. Wszedłem tam zdegustowany.
- Co słyszałaś? - spytałem ostro.
< Fufu? Nieładnie podsłuchiwać! :P >
- Oczywiście! Może jeszcze Cię pobiłem i okradłem? - zapytałem ironicznie.
- Było blisko! - odparła stanowczo.
- No jasne! Wypraszam sobie! Kto normalny kładzie się na środku drogi?
- Kto normalny przebiega po ludziach?
- Haha, dobrze, widzę, że skończyliście jeść. Łazienka jest na drugim piętrze, tak samo jak Wasze pokoje. Indra Was zaprowadzi. - wskazał na pomoc domową i zatrzymał mnie gestem ręki. - Sakit, chciałbym z Tobą chwilę pomówić.
- Oczywiście. - spojrzałem na Fufu i wymownym spojrzeniem poleciłem jej udać się z Indrą.
Kiedy zniknęły na schodach Francis znów zaczął.
- Co do Twojego ojca...
- Proszę Cię, nie poruszaj tego tematu przy Fufu. Nie chcę, aby wiedziała o moich korzeniach. Więc... o co chodzi?
- Jak wspomniałem - wysłał wiadomość do swoich wszystkich posłów, w tym do mnie, z prośbą o niezwłoczną informację jeśli gdzieś Cię spotkamy.
- Nic mu nie mów!
- To mój obowiązek! Tak jak przekazanie Ci o nakazie natychmiastowego powrotu do domu. To sprawa wysokiej wagi. - tego się obawiałem przychodząc do jego domu.
- Mam jeszcze parę spraw do załatwienia, jak skończę - wrócę do domu.
- Chyba nie rozumiesz powagi sytuacji, musisz udać się tam niezwłocznie, albo sam Cię odprowadzę...
- Nie będzie takiej konieczności. Poradzę sobie, ale nie ukrywajmy, że jestem teraz na drugim końcu krainy, a droga powrotna trochę zajmie. Na wasze szczęście akurat moja misja w tych stronach kończy się i miałem udać się w trasę powrotną. Skoro to takie ważne mogę ją trochę skrócić.
- To nie są żarty Sakit!
- Wiem. Nic nie mój mojemu ojcu, dotrę do stolicy najwyżej w miesiąc..
- Przykro mi, to mój obowiązek. - odparł co wcale mnie nie zadowoliło.
Nie trzeba było tutaj przychodzić. Nic nie powiedziałem i zapadła chwila ciszy.
- Wyruszamy o świcie.
- Dobra decyzja Sakicie. Pewnie jesteś wykończony. Idź do swojego pokoju i prześpij się. - zrobiłem co kazał, ale idąc po schodach usłyszałem głośne tupanie niczym bieg po korytarzu.
Kiedy doszedłem do końca, zatrzasnęły się drzwi od pokoju Fufu. Wszedłem tam zdegustowany.
- Co słyszałaś? - spytałem ostro.
< Fufu? Nieładnie podsłuchiwać! :P >
niedziela, 23 lipca 2017
Od Fufu do Sakita
- Ja...? - spytałam niepewnie, nie wiedząc co im odpowiedzieć.
Nie mogę przecież powiedzieć im prawdy! Jeszcze się okaże, że znają mojego ojca i mnie zaciągną do niego, a potem zmuszą do małżeństwa! Nie, nie, nie! Dla zdobycia trochę czasu wepchnęłam sobie do wciąż otwartych ust pokaźną porcję jakiejś brei, pokazując, że nie mogę tym samym nic powiedzieć. Damom przecież nie wypada mówić z pełną buzią. Prawda? Prawda.
- Ja... - znów zaczęłam, gdy tylko przełknęłam ostatni kęsek. - Zwiedzałam! - olśniło mnie nagle. - Tak, zwiedzałam! Macie bardzo fajną krainę.
Sakit uniósł znacząco brew, ale choć starałam się to ignorować to język mi się zaczął plątać.
- No, nie kłamałabym przecież, prawda? Dorosłam to tatuś pozwolił mi wyjechać, a uznałam, że pandy będą miłą odmianą po niedźwiedziach. Macie tu pandy, tak? - zaczęłam się mieszać. - Ale za to tego Pana doskonale wiem jak poznałam! - wskazałam palcem na Sakita.
Który znów próbował mi przerwać!
- Ten Pan. - podniosłam znacząco głos. - Był na tyle nieuprzejmy, że pomylił mnie z drogą! I chciał mnie zabić! Na szczęście tylko mnie podeptał. - naburmuszyłam się, a Francis zaśmiał się szczerze, milknąc nagle jakby czymś zmieszany.
< Sakitek? Nie tłumacz się! I nie obraź się na Francisa :c >
Nie mogę przecież powiedzieć im prawdy! Jeszcze się okaże, że znają mojego ojca i mnie zaciągną do niego, a potem zmuszą do małżeństwa! Nie, nie, nie! Dla zdobycia trochę czasu wepchnęłam sobie do wciąż otwartych ust pokaźną porcję jakiejś brei, pokazując, że nie mogę tym samym nic powiedzieć. Damom przecież nie wypada mówić z pełną buzią. Prawda? Prawda.
- Ja... - znów zaczęłam, gdy tylko przełknęłam ostatni kęsek. - Zwiedzałam! - olśniło mnie nagle. - Tak, zwiedzałam! Macie bardzo fajną krainę.
Sakit uniósł znacząco brew, ale choć starałam się to ignorować to język mi się zaczął plątać.
- No, nie kłamałabym przecież, prawda? Dorosłam to tatuś pozwolił mi wyjechać, a uznałam, że pandy będą miłą odmianą po niedźwiedziach. Macie tu pandy, tak? - zaczęłam się mieszać. - Ale za to tego Pana doskonale wiem jak poznałam! - wskazałam palcem na Sakita.
Który znów próbował mi przerwać!
- Ten Pan. - podniosłam znacząco głos. - Był na tyle nieuprzejmy, że pomylił mnie z drogą! I chciał mnie zabić! Na szczęście tylko mnie podeptał. - naburmuszyłam się, a Francis zaśmiał się szczerze, milknąc nagle jakby czymś zmieszany.
< Sakitek? Nie tłumacz się! I nie obraź się na Francisa :c >
NEW : Fufowo-Sakitowe
Odetchnęłam głęboko, próbując pozbierać myśli i nie skoczyć mu prosto do gardła. Miałam ochotę wykrzyczeć mu teraz w twarz wszystkie znane mi przekleństwa, i uwierzcie, nie ograniczałabym się jedynie do języka wspólnego, i pewnie nie ograniczałabym się też tylko do języka. Po prostu aż mną rzucało na jego widok zwłaszcza, że znowu chciał dodać swoje kilka, jakże zacnych, słówek, które miały ponownie ukazać jakim jest ciotą.
- Zamilcz. - powiedziałam cicho, spoglądając na niego ostro. - Daj mi zebrać myśli, a postaram wypowiedzieć się stosunkowo grzecznie.
Jeszcze tego brakowało, by smarkacz znowu zaczął mi coś truć. Co ta młodzież ma teraz w głowie? Przecież dwa wieki to nie tak długo, by całkowicie pozbyć się etykiety i zasad, w końcu ile mogło się w tym czasie zmienić? Przecież za moich czasów to gówniarze przynajmniej znali swoje miejsce, a nie nadskakiwali królowej! Czekaj... w tej powłoce nie byłam królową, ale nawet Fufu miała wyższy od niego status! Była damą, księżniczką, a ten był jedynie podrzędnym złodziejaszkiem, który powinien jej buty lizać.
Spojrzałam lekko w lewo, chcąc na chwilę zapomnieć o tym tępym mężczyźnie, a mój wzrok spoczął na czekającym nieopodal drwalu. Szlag. Musieliśmy o nim podczas całej tej rozmowy zapomnieć. Nie chciałam mu jednak dawać złudnych nadziei, że ktoś zwrócił na niego uwagę, więc rzuciłam w jego stronę jedno z moich zabójczych spojrzeń i ostatecznie odwróciłam się w stronę lasu.
Khayr... Jak ja tu dawno nie byłam. Nad moją głową przeleciał jakiś charakterystyczny dla tych rejonów ptak, a ja ponownie przyłapałam się na tym, że nie pamiętam ich nazwy. Ach, Simánei z pewnością skarciłaby mnie za tę niewiedzę - w końcu nie był to pierwszy raz jak odwiedzałam tę krainę, a przez dłuższy czas nawet mieszkałam tutaj. Choć moja nauczycielka doskonale wiedziała, że od jej ukochanych zwierzątek o wiele bardziej pociągały mnie zaklęcia i czary, których w tych stronach nie brakowało to mimo żądała ode mnie chociaż znajomości podstawowych nazw fauny i flory. Simánei była zdecydowanie wymagająca, ale chciała mi przede wszystkim przekazać jak najwięcej. I jej się udało.
Od wspomnień oderwał mnie jednak pojedynczy błysk, wyłapany kątem oka. Nieopodal drogi, ukryty lekko pomiędzy krzewami, spoczywał głaz, na którym ktoś dawno temu postarał się wyryć kilka znaków, aktualnie mocno zatartych przez czas. Zaciekawiona, podeszłam do niego i delikatnie przesuwając palcami po jego powierzchni starałam się odczytać przesłanie. Po kolei wyczuwałam rysy, które stopniowo układały się runy, pisane w starym języku magów. Napis głosił: Ypakoí, dwie mile stąd, teren zajęty. Uśmiechnęłam się lekko. Był to jeden ze starych i dobrze znanych sposobów za zarobek, który wśród czarodziei uchodził raczej za mało wydajny i przeznaczony głównie dla starszych i znudzonych ludzi, nie mających już siły na eksperymenty. Dlatego ten też zawód skupiał się na jednostajnym pomaganiu i służeniu jednemu, wybranemu miastu. Od prostych porad i medycyny do drobnych zaklęć pogodowych, naparów, eliksirów; zależnie od tego co potrafił sam mag. Bywało jednak, że ze względu na ograniczone zainteresowanie takimi usługami czy też nieufność mieszkańców często pozostawiano na skraju osady właśnie takie kamienie, które na celu miały ograniczanie konkurencji. No i często też towarzyszyły temu drobne zaklęcia, które miały wykrywać każde odrobiny magii i informować właściciela o potencjalnych gościach czy zagrożeniu. Przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie tak? Dlatego też nie miałam wątpliwości, że ktokolwiek tu teraz mieszkał już o nas wiedział. To jednak podsunęło mi pewien plan.
- Słuchaj, tępaku. - odwróciłam się gwałtownie do Sakita, który najwidoczniej do mnie podszedł jak byłam zajęta oglądaniem kamienia. - Widać, że się nie dogadamy, więc przedstawiam prosty sposób, byś pozbył się mnie i Fufu.
Sakit ciekawie spojrzał mi w oczy choć zauważyłam, że też lekko posmutniał może? Chyba na pewno nie jest taki twardy za jakiego się uważa, albo po prostu mam zwidy. W każdym razie kiwnął przyzwalająco głową, bym kontynuowała temat, a ja nie zamierzałam zwlekać.
- Dwie mile stąd jest niewielkie miasteczko - Ypakoí, powinniście dotrzeć tam w nie dłużej niż godzinę. - machnęłam ręką w stronę osady. - Tam będziesz musiał rozejrzeć się za okolicznym magiem, każdy mieszkaniec pewnie będzie potrafił wskazać Ci drogę, a Ty powiesz czarodziejowi pewną formułkę, której zaraz Cię nauczę. Nie powinno być w każdym razie większych problemów, a jeśli będziesz miał szczęście to powinien Ci z góry dostarczyć napór i zapas ziół, który pozwoli mi utrzymywać kontrolę nad ciałem. Ewentualnie poczekacie dzień na zebranie zielska i będziesz mógł już spokojnie sobie odtruchtać stąd.
Podniosłam gwałtownie dłoń, widząc, że się wcina.
- Chcesz, byśmy dały Ci spokój to się słuchaj. Chcę dostarczyć Fufu w jednym kawałku, a do tego potrzebuję pełnej władzy nad jej ciałem. - poprawiłem ręką włosy, układając w głowie formułę. - Naucz się tego "Je ame Arete, tier é frixe. Nevi atepsima ore Simánei."*, a nie powinno być już z niczym problemów.
Wtedy też poczułam jakby ktoś uderzył mnie prosto w brzuch, a moje ciało zaczęło bezwładnie opadać na ziemię, by niespodziewanie złapał je... drwal? Skąd on się u licha wziął za mną, cholera... Chyba tracę kontrolę.
* - Jestem Arete, nowa powłoka. Potrzebuję kontroli lub Simánei.
< Sakitku? c: Co zrobisz z tym faktem? :D >
~~~~~~
Cholera jasna znowu to samo?! Nie sądzę aby nagła zmiana charakteru była jakimś kolejnym skutkiem zatrutych jagód, więc to musi być „ona” i najwidoczniej ponownie nie przyszła tu z pokojową misją.
-Słuchaj, ona nie ma już 5 lat, a ja nie jestem jej tatą, który będzie trzymał ją za rączkę. Gdyby się mnie nie uczepiła już dawno leżałaby martwa gdzieś między drzewami. Nie prosiłem żeby za mną lazła, nawet jej to odradzałem, więc jeśli coś ci się nie podoba – szybkim ruchem ręki zebrałem z ziemi rzeczy, podniosłem Pompejusza i wcisnąłem dziewczynie – to zabieraj swoje manatki i futrzaka i wynoście się stąd! Nikt nie karze wam za mną leźć! Nie potrzebuję towarzystwa. – widząc, że drwal ma jakiś problem i zmierza w moją stronę, wyciągnąłem miecz i prosta ręką skierowałem go w stronę mężczyzny – Nie wtrącaj się! – warknąłem nie opuszczając miecza, znów zwróciłem się do Fufu, albo kogoś kim aktualnie była – Decyzja należy do niej, jeśli chce może iść ze mną, ale to nie znaczy że będę robił za jej ojca, jeśli nie, to znikajcie z moich oczu zanim sztylet powiruje i w waszą stronę!
<Fufu? Sakitek chyba się z lekka zirytował całą tą sytuacją xD>
~~~~~~
Cholera. Czy to durne dziecko musi mieć tyle siły? Nie wiem czy przeżyłaby w lesie dłużej sama, ale jak raz próbuję wyjść na powierzchnię to nawet po totalnym nawaleniu jagodami walczy. Jak tonący chwyta się brzytwy. No ile można! Gwałtownym zrywem przejęłam jej ciało, odpędzając ostatnie myśli o ojcu, książętach, ropuchach i bizonach. Bogowie, co to dziecko ma w głowie?
Zamrugałam, gdy w końcu poczułam światło słoneczne na moich powiekach i wstałam z ziemi. Dobra, to co ta mała ostatnio wyprawiała? Lazła z tym głupkiem, nażarła się jagód i jeśli dobrze pamiętam to powiększyła swoją drobną kampanię. Rozejrzałam się. Tsa, niedaleko stał Sakit, który chyba nawet okazał się na tyle rozumny, by dostrzec przemianę, a kawałek dalej był... drwal. Ta to sobie potrafi dobierać facetów (<3 xD ~ podpisane i dopisane przez Olę :D).
Rozgarnęłam ręką fryzurę, wzięłam głęboki wdech na uspokojenie i się zaczęło:
- Co Ty, durniu, sobie wyobrażasz? - podeszłam, wbijając palec w jego pierś. - Albo ją raz i porządnie spław i zostaw na pastwę losu, czy też zabij bo może to Ci bardziej odpowiada, albo bądź, do cholery, odpowiedzialny! Jagody rozpoznałeś? Rozpoznałeś. To czemu pozwoliłeś jej je zjeść? Kuźwa no, ona zachowuje się jak dziecko, a takie da się zadowolić czy przypilnować jednym słowem. Jednym! Do cholery jasnej, nawet Ty dałbyś temu radę. Ale nie, lepiej sobie grabić u rodziny królewskiej. - urwałam, by nabrać tchu.
Nie wiem i nie chce wiedzieć jak Fufu wytrzymuje z tym gościem. Może własny, porąbany świat w jej głowie ma jednak jakieś zalety?
- Bogowie. - westchnęłam, przewracając oczami i zwracając się tym samym do drwala. - A Ty na co się gapisz? Wracaj do swoich ukochanych drzewek, to nie są problemy dla takich małych móżdżków jak Twój. - burknęłam.
Choć może powinnam mu choć trochę podziękować? Eee, kurczę, chyba udziela mi się co nieco z myślenia Fufu co nie jest dobrym znakiem. Jak się dłużej zastanowić... ten pomysł jest po prostu idiotyczny.
- Dziękuje za Twą jakże "wspaniałą" obecność, ale naprawdę możesz już wrócić do swojego lasku gdzie mieszkają pierwotni ludzie. Ewentualnie jak możesz to mógłbyś sprać jeszcze tego tutaj. - wskazałam Sakita, ale mężczyzna dalej patrzył na mnie nierozumnym wzrokiem. - No, dalej, do widzenia. Papa. Sayonara i inne takie. - wskazałam ręką skąd przyszedł.
Wtedy też w oczach drwala zalśniły niebezpieczne iskierki gniewu.
< Sakitek? Ups? xD>
Zabije ;-;
- Zamilcz. - powiedziałam cicho, spoglądając na niego ostro. - Daj mi zebrać myśli, a postaram wypowiedzieć się stosunkowo grzecznie.
Jeszcze tego brakowało, by smarkacz znowu zaczął mi coś truć. Co ta młodzież ma teraz w głowie? Przecież dwa wieki to nie tak długo, by całkowicie pozbyć się etykiety i zasad, w końcu ile mogło się w tym czasie zmienić? Przecież za moich czasów to gówniarze przynajmniej znali swoje miejsce, a nie nadskakiwali królowej! Czekaj... w tej powłoce nie byłam królową, ale nawet Fufu miała wyższy od niego status! Była damą, księżniczką, a ten był jedynie podrzędnym złodziejaszkiem, który powinien jej buty lizać.
Spojrzałam lekko w lewo, chcąc na chwilę zapomnieć o tym tępym mężczyźnie, a mój wzrok spoczął na czekającym nieopodal drwalu. Szlag. Musieliśmy o nim podczas całej tej rozmowy zapomnieć. Nie chciałam mu jednak dawać złudnych nadziei, że ktoś zwrócił na niego uwagę, więc rzuciłam w jego stronę jedno z moich zabójczych spojrzeń i ostatecznie odwróciłam się w stronę lasu.
Khayr... Jak ja tu dawno nie byłam. Nad moją głową przeleciał jakiś charakterystyczny dla tych rejonów ptak, a ja ponownie przyłapałam się na tym, że nie pamiętam ich nazwy. Ach, Simánei z pewnością skarciłaby mnie za tę niewiedzę - w końcu nie był to pierwszy raz jak odwiedzałam tę krainę, a przez dłuższy czas nawet mieszkałam tutaj. Choć moja nauczycielka doskonale wiedziała, że od jej ukochanych zwierzątek o wiele bardziej pociągały mnie zaklęcia i czary, których w tych stronach nie brakowało to mimo żądała ode mnie chociaż znajomości podstawowych nazw fauny i flory. Simánei była zdecydowanie wymagająca, ale chciała mi przede wszystkim przekazać jak najwięcej. I jej się udało.
Od wspomnień oderwał mnie jednak pojedynczy błysk, wyłapany kątem oka. Nieopodal drogi, ukryty lekko pomiędzy krzewami, spoczywał głaz, na którym ktoś dawno temu postarał się wyryć kilka znaków, aktualnie mocno zatartych przez czas. Zaciekawiona, podeszłam do niego i delikatnie przesuwając palcami po jego powierzchni starałam się odczytać przesłanie. Po kolei wyczuwałam rysy, które stopniowo układały się runy, pisane w starym języku magów. Napis głosił: Ypakoí, dwie mile stąd, teren zajęty. Uśmiechnęłam się lekko. Był to jeden ze starych i dobrze znanych sposobów za zarobek, który wśród czarodziei uchodził raczej za mało wydajny i przeznaczony głównie dla starszych i znudzonych ludzi, nie mających już siły na eksperymenty. Dlatego ten też zawód skupiał się na jednostajnym pomaganiu i służeniu jednemu, wybranemu miastu. Od prostych porad i medycyny do drobnych zaklęć pogodowych, naparów, eliksirów; zależnie od tego co potrafił sam mag. Bywało jednak, że ze względu na ograniczone zainteresowanie takimi usługami czy też nieufność mieszkańców często pozostawiano na skraju osady właśnie takie kamienie, które na celu miały ograniczanie konkurencji. No i często też towarzyszyły temu drobne zaklęcia, które miały wykrywać każde odrobiny magii i informować właściciela o potencjalnych gościach czy zagrożeniu. Przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie tak? Dlatego też nie miałam wątpliwości, że ktokolwiek tu teraz mieszkał już o nas wiedział. To jednak podsunęło mi pewien plan.
- Słuchaj, tępaku. - odwróciłam się gwałtownie do Sakita, który najwidoczniej do mnie podszedł jak byłam zajęta oglądaniem kamienia. - Widać, że się nie dogadamy, więc przedstawiam prosty sposób, byś pozbył się mnie i Fufu.
Sakit ciekawie spojrzał mi w oczy choć zauważyłam, że też lekko posmutniał może? Chyba na pewno nie jest taki twardy za jakiego się uważa, albo po prostu mam zwidy. W każdym razie kiwnął przyzwalająco głową, bym kontynuowała temat, a ja nie zamierzałam zwlekać.
- Dwie mile stąd jest niewielkie miasteczko - Ypakoí, powinniście dotrzeć tam w nie dłużej niż godzinę. - machnęłam ręką w stronę osady. - Tam będziesz musiał rozejrzeć się za okolicznym magiem, każdy mieszkaniec pewnie będzie potrafił wskazać Ci drogę, a Ty powiesz czarodziejowi pewną formułkę, której zaraz Cię nauczę. Nie powinno być w każdym razie większych problemów, a jeśli będziesz miał szczęście to powinien Ci z góry dostarczyć napór i zapas ziół, który pozwoli mi utrzymywać kontrolę nad ciałem. Ewentualnie poczekacie dzień na zebranie zielska i będziesz mógł już spokojnie sobie odtruchtać stąd.
Podniosłam gwałtownie dłoń, widząc, że się wcina.
- Chcesz, byśmy dały Ci spokój to się słuchaj. Chcę dostarczyć Fufu w jednym kawałku, a do tego potrzebuję pełnej władzy nad jej ciałem. - poprawiłem ręką włosy, układając w głowie formułę. - Naucz się tego "Je ame Arete, tier é frixe. Nevi atepsima ore Simánei."*, a nie powinno być już z niczym problemów.
Wtedy też poczułam jakby ktoś uderzył mnie prosto w brzuch, a moje ciało zaczęło bezwładnie opadać na ziemię, by niespodziewanie złapał je... drwal? Skąd on się u licha wziął za mną, cholera... Chyba tracę kontrolę.
* - Jestem Arete, nowa powłoka. Potrzebuję kontroli lub Simánei.
< Sakitku? c: Co zrobisz z tym faktem? :D >
~~~~~~
Cholera jasna znowu to samo?! Nie sądzę aby nagła zmiana charakteru była jakimś kolejnym skutkiem zatrutych jagód, więc to musi być „ona” i najwidoczniej ponownie nie przyszła tu z pokojową misją.
-Słuchaj, ona nie ma już 5 lat, a ja nie jestem jej tatą, który będzie trzymał ją za rączkę. Gdyby się mnie nie uczepiła już dawno leżałaby martwa gdzieś między drzewami. Nie prosiłem żeby za mną lazła, nawet jej to odradzałem, więc jeśli coś ci się nie podoba – szybkim ruchem ręki zebrałem z ziemi rzeczy, podniosłem Pompejusza i wcisnąłem dziewczynie – to zabieraj swoje manatki i futrzaka i wynoście się stąd! Nikt nie karze wam za mną leźć! Nie potrzebuję towarzystwa. – widząc, że drwal ma jakiś problem i zmierza w moją stronę, wyciągnąłem miecz i prosta ręką skierowałem go w stronę mężczyzny – Nie wtrącaj się! – warknąłem nie opuszczając miecza, znów zwróciłem się do Fufu, albo kogoś kim aktualnie była – Decyzja należy do niej, jeśli chce może iść ze mną, ale to nie znaczy że będę robił za jej ojca, jeśli nie, to znikajcie z moich oczu zanim sztylet powiruje i w waszą stronę!
<Fufu? Sakitek chyba się z lekka zirytował całą tą sytuacją xD>
~~~~~~
Cholera. Czy to durne dziecko musi mieć tyle siły? Nie wiem czy przeżyłaby w lesie dłużej sama, ale jak raz próbuję wyjść na powierzchnię to nawet po totalnym nawaleniu jagodami walczy. Jak tonący chwyta się brzytwy. No ile można! Gwałtownym zrywem przejęłam jej ciało, odpędzając ostatnie myśli o ojcu, książętach, ropuchach i bizonach. Bogowie, co to dziecko ma w głowie?
Zamrugałam, gdy w końcu poczułam światło słoneczne na moich powiekach i wstałam z ziemi. Dobra, to co ta mała ostatnio wyprawiała? Lazła z tym głupkiem, nażarła się jagód i jeśli dobrze pamiętam to powiększyła swoją drobną kampanię. Rozejrzałam się. Tsa, niedaleko stał Sakit, który chyba nawet okazał się na tyle rozumny, by dostrzec przemianę, a kawałek dalej był... drwal. Ta to sobie potrafi dobierać facetów (<3 xD ~ podpisane i dopisane przez Olę :D).
Rozgarnęłam ręką fryzurę, wzięłam głęboki wdech na uspokojenie i się zaczęło:
- Co Ty, durniu, sobie wyobrażasz? - podeszłam, wbijając palec w jego pierś. - Albo ją raz i porządnie spław i zostaw na pastwę losu, czy też zabij bo może to Ci bardziej odpowiada, albo bądź, do cholery, odpowiedzialny! Jagody rozpoznałeś? Rozpoznałeś. To czemu pozwoliłeś jej je zjeść? Kuźwa no, ona zachowuje się jak dziecko, a takie da się zadowolić czy przypilnować jednym słowem. Jednym! Do cholery jasnej, nawet Ty dałbyś temu radę. Ale nie, lepiej sobie grabić u rodziny królewskiej. - urwałam, by nabrać tchu.
Nie wiem i nie chce wiedzieć jak Fufu wytrzymuje z tym gościem. Może własny, porąbany świat w jej głowie ma jednak jakieś zalety?
- Bogowie. - westchnęłam, przewracając oczami i zwracając się tym samym do drwala. - A Ty na co się gapisz? Wracaj do swoich ukochanych drzewek, to nie są problemy dla takich małych móżdżków jak Twój. - burknęłam.
Choć może powinnam mu choć trochę podziękować? Eee, kurczę, chyba udziela mi się co nieco z myślenia Fufu co nie jest dobrym znakiem. Jak się dłużej zastanowić... ten pomysł jest po prostu idiotyczny.
- Dziękuje za Twą jakże "wspaniałą" obecność, ale naprawdę możesz już wrócić do swojego lasku gdzie mieszkają pierwotni ludzie. Ewentualnie jak możesz to mógłbyś sprać jeszcze tego tutaj. - wskazałam Sakita, ale mężczyzna dalej patrzył na mnie nierozumnym wzrokiem. - No, dalej, do widzenia. Papa. Sayonara i inne takie. - wskazałam ręką skąd przyszedł.
Wtedy też w oczach drwala zalśniły niebezpieczne iskierki gniewu.
< Sakitek? Ups? xD>
Zabije ;-;
sobota, 22 lipca 2017
Od Sakita do Fufu
Jednak, gdy wprowadziłem dziewczynę do domu przyjaciela to nie zdążyłem ich nawet przedstawić bo Fufu po kilku sekundach zniknęła. Francis ewidentnie chciał mi coś powiedzieć, ale w momencie kiedy otworzył usta, a jego struny głosowe wydały pierwszy dźwięk usłyszeliśmy głośny wrzask dochodzący z drugiego piętra. Mój niedoszły rozmówca już chciał tam iść, ale go uprzedziłem.
- Załatwię to. - rzuciłem krótko.
- Dziękuje, ja zrobię kolację. Pewnie jesteście strasznie głodni. - skinąłem głową i pobiegłem na górę.
Namierzenie źródła krzyku nie było trudne. Francis ma trójkę dzieci, więc od razu udałem się do ich pokoju. Widok Fufu bawiącej się z nimi nie zdziwił mnie. Wszyscy zamarli kiedy przekroczyłem próg.
- Kto krzyczał i dlaczego? - zapytałem sucho, a dzieci zaczęły mówić jedno przez drugie. - Cisza! Nic nie rozumiem z Waszych wrzasków. Sofia, tłumacz.
- No bo Maggie była księżniczką czekającą na rycerza, ale jej zamek atakowała wielka bestia - krwiożerczy Pompejusz. - wskazała futrzaka na rękach Fufu. - No, a dama w opałach piszczy...
- Ech... Fufu? Co Ty tutaj robisz?! - zapytałem, akceptując wytłumaczenie dziewczynki.
- No bo, ja, emm... Pilnuję dzieci! Były tutaj całkiem same!
- W ich własnym domu? - nie ma szans, że jej uwierzę. - Nieważne, chodź... Wypadałoby się przywiać z właścicielem i podziękować za gościnę, nieprawdaż? - Fufu uśmiechnęła się lekko i poszła za mną.
Zeszliśmy na dół i udaliśmy się do jadalni gdzie stał ogromny stół ozdobiony daniami z całego obrębu Sayari, a nawet dalej. Fufu mimo wszystko powstrzymała żądzę dążenia do jedzenia i poczekała aż przedstawię ją właścicielowi domu.
- Francis, to jest moja towarzyszka - Fufu i jej zwierzak - Pompejusz.
- Pompejusz Klusek I z rodu Włochatków! - przerwała mi dziewczyna, szeroko się uśmiechając.
- Bardzo miło mi gościć Wasz... Was, w moim skromnym domu.
- To my jesteśmy wdzięczni. - głupie zasady dobrego wychowania. - Naprawdę nie musiałeś przygotowywać tyle jedzenia...
- Ależ to czysta przyjemność przyjmować takich gości! Zapraszam, usiądźmy. - poprowadził nas gestem gestem ręki.
Zajęliśmy miejsca przy stole i rozpoczęliśmy ucztę.
- Co Ty tutaj tak właściwie robisz, Sakit? - zaczął rozmowę.
- Przyjechałem pozwiedzać. - rzuciłem sucho.
- W to akurat nie uwierzę. - naciskał.
- Miałem tu do załatwienia kilka spraw. - konwersacja była tylko formalnością i ożywiła się dopiero kiedy Francis zaczął:
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - popatrzyłem na niego przerywając na chwilę jedzenie, ale nie miałem zamiaru mówić, a on dobrze o tym wiedział.
- Twój ojciec... szuka Cię. Domyślam się, że to coś poważnego bo rozesłał wiadomość do wszystkich swoich zagranicznych posłów. - popatrzyłem na niego surowo, nie powinien poruszać tego tematu przy Fufu.
Mój wzrok ewidentnie to pokazywał co Francis szybko zrozumiał. Kiwnął lekko głową na znak akceptacji tego, że wrócimy do tej rozmowy później, na osobności. - Dobrze, to nieistotne. Fufu, a Ty skąd się tu wzięłaś? Skąd się znacie? - zapytał mimo wszystko bardzo uprzejmie.
< Fufu? Noo... skąd się tu wzięłaś :3 Opowiedz coś o sobie x3 >
- Załatwię to. - rzuciłem krótko.
- Dziękuje, ja zrobię kolację. Pewnie jesteście strasznie głodni. - skinąłem głową i pobiegłem na górę.
Namierzenie źródła krzyku nie było trudne. Francis ma trójkę dzieci, więc od razu udałem się do ich pokoju. Widok Fufu bawiącej się z nimi nie zdziwił mnie. Wszyscy zamarli kiedy przekroczyłem próg.
- Kto krzyczał i dlaczego? - zapytałem sucho, a dzieci zaczęły mówić jedno przez drugie. - Cisza! Nic nie rozumiem z Waszych wrzasków. Sofia, tłumacz.
- No bo Maggie była księżniczką czekającą na rycerza, ale jej zamek atakowała wielka bestia - krwiożerczy Pompejusz. - wskazała futrzaka na rękach Fufu. - No, a dama w opałach piszczy...
- Ech... Fufu? Co Ty tutaj robisz?! - zapytałem, akceptując wytłumaczenie dziewczynki.
- No bo, ja, emm... Pilnuję dzieci! Były tutaj całkiem same!
- W ich własnym domu? - nie ma szans, że jej uwierzę. - Nieważne, chodź... Wypadałoby się przywiać z właścicielem i podziękować za gościnę, nieprawdaż? - Fufu uśmiechnęła się lekko i poszła za mną.
Zeszliśmy na dół i udaliśmy się do jadalni gdzie stał ogromny stół ozdobiony daniami z całego obrębu Sayari, a nawet dalej. Fufu mimo wszystko powstrzymała żądzę dążenia do jedzenia i poczekała aż przedstawię ją właścicielowi domu.
- Francis, to jest moja towarzyszka - Fufu i jej zwierzak - Pompejusz.
- Pompejusz Klusek I z rodu Włochatków! - przerwała mi dziewczyna, szeroko się uśmiechając.
- Bardzo miło mi gościć Wasz... Was, w moim skromnym domu.
- To my jesteśmy wdzięczni. - głupie zasady dobrego wychowania. - Naprawdę nie musiałeś przygotowywać tyle jedzenia...
- Ależ to czysta przyjemność przyjmować takich gości! Zapraszam, usiądźmy. - poprowadził nas gestem gestem ręki.
Zajęliśmy miejsca przy stole i rozpoczęliśmy ucztę.
- Co Ty tutaj tak właściwie robisz, Sakit? - zaczął rozmowę.
- Przyjechałem pozwiedzać. - rzuciłem sucho.
- W to akurat nie uwierzę. - naciskał.
- Miałem tu do załatwienia kilka spraw. - konwersacja była tylko formalnością i ożywiła się dopiero kiedy Francis zaczął:
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - popatrzyłem na niego przerywając na chwilę jedzenie, ale nie miałem zamiaru mówić, a on dobrze o tym wiedział.
- Twój ojciec... szuka Cię. Domyślam się, że to coś poważnego bo rozesłał wiadomość do wszystkich swoich zagranicznych posłów. - popatrzyłem na niego surowo, nie powinien poruszać tego tematu przy Fufu.
Mój wzrok ewidentnie to pokazywał co Francis szybko zrozumiał. Kiwnął lekko głową na znak akceptacji tego, że wrócimy do tej rozmowy później, na osobności. - Dobrze, to nieistotne. Fufu, a Ty skąd się tu wzięłaś? Skąd się znacie? - zapytał mimo wszystko bardzo uprzejmie.
< Fufu? Noo... skąd się tu wzięłaś :3 Opowiedz coś o sobie x3 >
Od Fufu do Sakita
Duże domki w pewnym momencie przestały robić na mnie wrażenie póki nie odkryłam, że w większych domach jest więcej zakamarków i jeszcze więcej sekretów! Nie zawsze lubiłam je oglądać, w końcu wszystkie arystokracie mieszkania wyglądały tak samo, według tych samych, aktualnie sławnych, wzorów, ale uwielbiałam przechodzić przez małe drzwiczki, szukać tajnych przejść czy zaglądać we wszystkie szuflady. Wiecie ile ciekawych rzeczy można się doszukać, a ile o domownikach dowiedzieć? Począwszy od kochanków w szafach do tajemniczych, delikatnych liścików miłosnych, które nigdy nie zostaną doręczone. No chyba, że znałabym tą uroczą kobietę, bądź mężczyznę... wtedy ktoś mógłby je przypadkiem znaleźć.
Dlatego też, gdy mężczyźni wrócili do pokoju - mnie już tam nie było. Przemierzałam liczne korytarze, zerkając nawet z lekką ciekawością na tutejszą architekturę i ozdoby, szukając jakiś drzwi, które do mnie przemówią. Co prawda, nie miało to być aż tak dosłowne, ale gdy usłyszałam jak zza drzwi dobiegają wesołe piski to nie wahałam się długo, a po prostu tam weszłam.
W środku zaś był raj. Cały pokój zabawek ze stadem szczęśliwych dzieciaków w środku. Ja zaś nie mogłabym ich tak zostawić bez opiekuna, prawda? Przypilnuję ich, przypilnuje grzecznie.
< Sakitek? :3 Masz wolną rękę, może porwać i ubrudzić dzieci xD >
Dlatego też, gdy mężczyźni wrócili do pokoju - mnie już tam nie było. Przemierzałam liczne korytarze, zerkając nawet z lekką ciekawością na tutejszą architekturę i ozdoby, szukając jakiś drzwi, które do mnie przemówią. Co prawda, nie miało to być aż tak dosłowne, ale gdy usłyszałam jak zza drzwi dobiegają wesołe piski to nie wahałam się długo, a po prostu tam weszłam.
W środku zaś był raj. Cały pokój zabawek ze stadem szczęśliwych dzieciaków w środku. Ja zaś nie mogłabym ich tak zostawić bez opiekuna, prawda? Przypilnuję ich, przypilnuje grzecznie.
< Sakitek? :3 Masz wolną rękę, może porwać i ubrudzić dzieci xD >
czwartek, 13 lipca 2017
Od Sakita do Fufu
Byłem naprawdę zdziwiony, że Fufu nie zareagowała na to "magiczne słówko", ale to lepiej... Nie mamy czasu na pierdoły. Ruszyłem za podskakującą dziewczyną i szybko ją wyminąłem, chyba nawet nie zwróciła uwagi.
Trafiliśmy na najgorszy możliwy okres do noclegu w tym mieście. Te ich głupie święto ściąga tutaj pełno kretynów, podniecających się targiem. Spojrzałem na zachwyconą wszystkim i skaczącą dookoła Fufu. No właśnie... Patrzyłem na budynki w poszukiwaniu napisu karczma, tawerna czy tym podobne. Podeszliśmy do pierwszego budynku, który rzucił mi się w oczy i zapukałem, a drzwi szybko otworzyły się. Stojąca w progu kobieta była ubrana w narodowy strój i ich wizytówkę - uśmiech.
- W czym mogę pomóc? - spytała właścicielka.
- Szukamy noclegu. - odparłem z pewnością siebie, kiwając delikatnie głową w stronę mojej towarzyszki.
Kobieta spojrzała na futrzaka śpiącego na rękach Fufu.
- Mamy wolny pokój, ale zwierzę musi spełnić noc w stajni. - dodała, dalej uśmiechając się szeroko.
- Zgo... - zacząłem, ale nie dane było mi skończyć.
- Nie ma mowy! - krzyknęła Fufu, skutecznie mi przerywając. - Pompejusz nie będzie spał w jakiejś stajni! - zdenerwowała się dziewczyna.
- W takim razie my nie mamy dla państwa noclegu. Dobranoc. - odpowiedziała kobieta, a uśmiech towarzyszył jej nawet przy zamykaniu nam przed nosem drzwi.
- Zgłupiałaś?! - zapytałem z irytacją. - Musimy gdzieś spać!
- Pompejusz nie może spać w stajni! Jest za mały, by zostać sam na sam na cała noc! - z chwili na chwilę podróż z tą kobietą robi się coraz trudniejsza.
Poszliśmy dalej, weszliśmy do kilku tawern, ale albo nie było miejsc, albo nie życzyli sowie zwierzaków. Odchodząc od ostatniej karczmy w tym mieście wiedziałem, że muszę podjąć się ostateczności.
- Cholera. - zakląłem cicho, a dziewczyna popatrzyła na mnie nic nie rozumiejąc. - Chodź... Chyba nie mamy innej opcji.
- Nie oddam Pompejusza! - zaprotestowała od razu.
- Nikt Ci nie każe go zostawiać! Rusz się, znam tu jednego gościa... Weszliśmy w bogatszą część miasta i stanęliśmy u bram jednego z większych domów.
- Poczekaj tu chwilę, załatwię to. - powiedziałem krótko, a dziewczyna kiwnęła głową, gdy ja stanąłem pod drzwiami i zapukałem.
- Pan... - zaczął bardzo zaskoczony właściciel domu jednak zdążyłem mu przerwać.
- Ciii! Musimy pogadać. - powiedziałem szybko i weszliśmy za drzwi.
- Panie, co Ty tutaj robisz? Król Cię szuka! - powiedział szeptem arystokrata.
- Francis... Mam do Ciebie wielką prośbę. Moglibyśmy u Ciebie przenocować?
- Oczywiście, Panie! Twoja wola jest dla mnie rozkazem. - odpowiedział dawny mieszkaniec Merkez, którego mój ojciec przysłał tu jako posłańca i tu już się osiedlił. - Twoja przyjaciółka i jej zwierzę są u mnie tak mile widziane widziane jak Ty!
- Dziękuje Ci bardzo. - skłoniłem się nisko. - Tylko... moja towarzyszka nie wie kim jestem i wolałbym, aby tak zostało, dlatego, proszę Cię, traktuj mnie jak starego przyjaciela i tak się do mnie zwracaj.
- Nie rozumiem, Panie...
- Sakit, po prostu Sakit. - wyszedłem na zewnątrz i zaprosiłem dziewczynę do środka, a Francis bardzo radośnie ją powitał.
Mam nadzieję, że nie wypali nic głupiego na temat mojego pochodzenia...
< Fufu? Znalazłam nocleg :D Tylko... może być zabawnie xD >
Trafiliśmy na najgorszy możliwy okres do noclegu w tym mieście. Te ich głupie święto ściąga tutaj pełno kretynów, podniecających się targiem. Spojrzałem na zachwyconą wszystkim i skaczącą dookoła Fufu. No właśnie... Patrzyłem na budynki w poszukiwaniu napisu karczma, tawerna czy tym podobne. Podeszliśmy do pierwszego budynku, który rzucił mi się w oczy i zapukałem, a drzwi szybko otworzyły się. Stojąca w progu kobieta była ubrana w narodowy strój i ich wizytówkę - uśmiech.
- W czym mogę pomóc? - spytała właścicielka.
- Szukamy noclegu. - odparłem z pewnością siebie, kiwając delikatnie głową w stronę mojej towarzyszki.
Kobieta spojrzała na futrzaka śpiącego na rękach Fufu.
- Mamy wolny pokój, ale zwierzę musi spełnić noc w stajni. - dodała, dalej uśmiechając się szeroko.
- Zgo... - zacząłem, ale nie dane było mi skończyć.
- Nie ma mowy! - krzyknęła Fufu, skutecznie mi przerywając. - Pompejusz nie będzie spał w jakiejś stajni! - zdenerwowała się dziewczyna.
- W takim razie my nie mamy dla państwa noclegu. Dobranoc. - odpowiedziała kobieta, a uśmiech towarzyszył jej nawet przy zamykaniu nam przed nosem drzwi.
- Zgłupiałaś?! - zapytałem z irytacją. - Musimy gdzieś spać!
- Pompejusz nie może spać w stajni! Jest za mały, by zostać sam na sam na cała noc! - z chwili na chwilę podróż z tą kobietą robi się coraz trudniejsza.
Poszliśmy dalej, weszliśmy do kilku tawern, ale albo nie było miejsc, albo nie życzyli sowie zwierzaków. Odchodząc od ostatniej karczmy w tym mieście wiedziałem, że muszę podjąć się ostateczności.
- Cholera. - zakląłem cicho, a dziewczyna popatrzyła na mnie nic nie rozumiejąc. - Chodź... Chyba nie mamy innej opcji.
- Nie oddam Pompejusza! - zaprotestowała od razu.
- Nikt Ci nie każe go zostawiać! Rusz się, znam tu jednego gościa... Weszliśmy w bogatszą część miasta i stanęliśmy u bram jednego z większych domów.
- Poczekaj tu chwilę, załatwię to. - powiedziałem krótko, a dziewczyna kiwnęła głową, gdy ja stanąłem pod drzwiami i zapukałem.
- Pan... - zaczął bardzo zaskoczony właściciel domu jednak zdążyłem mu przerwać.
- Ciii! Musimy pogadać. - powiedziałem szybko i weszliśmy za drzwi.
* * *
- Panie, co Ty tutaj robisz? Król Cię szuka! - powiedział szeptem arystokrata.
- Francis... Mam do Ciebie wielką prośbę. Moglibyśmy u Ciebie przenocować?
- Oczywiście, Panie! Twoja wola jest dla mnie rozkazem. - odpowiedział dawny mieszkaniec Merkez, którego mój ojciec przysłał tu jako posłańca i tu już się osiedlił. - Twoja przyjaciółka i jej zwierzę są u mnie tak mile widziane widziane jak Ty!
- Dziękuje Ci bardzo. - skłoniłem się nisko. - Tylko... moja towarzyszka nie wie kim jestem i wolałbym, aby tak zostało, dlatego, proszę Cię, traktuj mnie jak starego przyjaciela i tak się do mnie zwracaj.
- Nie rozumiem, Panie...
- Sakit, po prostu Sakit. - wyszedłem na zewnątrz i zaprosiłem dziewczynę do środka, a Francis bardzo radośnie ją powitał.
Mam nadzieję, że nie wypali nic głupiego na temat mojego pochodzenia...
< Fufu? Znalazłam nocleg :D Tylko... może być zabawnie xD >
Od Fufu do Sakita
Patrząc na to później zdałam sobie sprawę, że musiałam być bardzo zaspana, albo bardzo zmęczona, by nie zacząć go dręczyć o to słówko. Wtedy jednak, uspokojona magicznym wyrazem z jego ust, porwałam Pompejusza na ręce z uśmiechem.
- Już go nie oddam! - przytuliłam Kluska. - Jeszcze go porwą tacy jak Ty. - powiedziałam z poważną miną, a po chwili hasałam już wesoło naprzód.
Obejrzałam się dopiero po kilku skokach dostrzegając w tyle nieruchomego i najwyraźniej nieco zdziwionego Sakita. Nie zrozumiałam o co mu chodzi.
- Mieliśmy iść poszukać noclegu, co nie? - przechyliłam lekko łepek, nie pojmując czemu wciąż stoi.
Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że spełnił jeden z moich celów, prawda? Niby za kopnięcie nie przeprosił, ale to to już pierwszy krok w lepszą stronę! Jeszcze mnie za tamto przeprosi, ja Wam mówię, przeprosi.
Sakit w czasie moich przemyśleń zdążył jednak już się zebrać i ruszyliśmy w poszukiwanie noclegu.
< Sakitku? Przejmujesz pałeczkę, nie będę Ci (na razie) przeszkadzać :) >
- Już go nie oddam! - przytuliłam Kluska. - Jeszcze go porwą tacy jak Ty. - powiedziałam z poważną miną, a po chwili hasałam już wesoło naprzód.
Obejrzałam się dopiero po kilku skokach dostrzegając w tyle nieruchomego i najwyraźniej nieco zdziwionego Sakita. Nie zrozumiałam o co mu chodzi.
- Mieliśmy iść poszukać noclegu, co nie? - przechyliłam lekko łepek, nie pojmując czemu wciąż stoi.
Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że spełnił jeden z moich celów, prawda? Niby za kopnięcie nie przeprosił, ale to to już pierwszy krok w lepszą stronę! Jeszcze mnie za tamto przeprosi, ja Wam mówię, przeprosi.
Sakit w czasie moich przemyśleń zdążył jednak już się zebrać i ruszyliśmy w poszukiwanie noclegu.
< Sakitku? Przejmujesz pałeczkę, nie będę Ci (na razie) przeszkadzać :) >
Od Sakita do Fufu
Musiała, musiała się wiercić jak cholera, a finalnie obudzić... Nie mogła przecież posiedzieć trochę w spokoju, najlepiej do rana. Początkowo miałem nadzieję, że kręci się tak bo coś jej się śni, ale kiedy dostałem ręką w twarz, po czym jak opętana darła się na mnie i biła, zrozumiałem, że już nie śpi.
- Uspokój się! - krzyknąłem krótko. - Jak będziesz się tak szarpać to spadniesz!
- I dobrze! Postaw mnie na ziemię! - zaczęła się wydzierać i szamotać jeszcze intensywnie, więc musiałem ją puścić bo znając jej zdolności to pewnie spadłaby na głowę.
Oczywiście przewidziałem to, że będzie chciała uciec, ale złapałem ją za rękę i nie puściłem mimo wielkiego sprzeciwu z jej strony. Pragnę zauważyć, że zawsze mam asa w rękawie w postaci futrzaka na sznurku.
- Uspokój się i zastanów co robisz! Naprawdę chcesz zostać sama w tym mieście? Nie będę latać za Tobą jak głupi. - powiedziałem surowo, zapadła chwila ciszy, popatrzyłem na nią i uspokoiłem głos. - Pompejusz to Twój zwierzak i to Ty powinnaś go pilnować. Nie możesz wciskać futrzaka komu popadnie. - widząc, że dziewczyna wcale nie jest zadowolona z moich słów i tylko się złości dodałem. - Racja, nie powinienem zostawiać Kluska samego... - urwałem na chwilę. - Przepraszam. - dodałem od niechcenia, a to słowo sprawiło mi więcej trudu w wypowiedzeniu niż przypuszczałem.
Nigdy wcześniej tego nie używałem, dziwne uczucie...
< Fufu? Nie możesz się więcej złościć xD >
- Uspokój się! - krzyknąłem krótko. - Jak będziesz się tak szarpać to spadniesz!
- I dobrze! Postaw mnie na ziemię! - zaczęła się wydzierać i szamotać jeszcze intensywnie, więc musiałem ją puścić bo znając jej zdolności to pewnie spadłaby na głowę.
Oczywiście przewidziałem to, że będzie chciała uciec, ale złapałem ją za rękę i nie puściłem mimo wielkiego sprzeciwu z jej strony. Pragnę zauważyć, że zawsze mam asa w rękawie w postaci futrzaka na sznurku.
- Uspokój się i zastanów co robisz! Naprawdę chcesz zostać sama w tym mieście? Nie będę latać za Tobą jak głupi. - powiedziałem surowo, zapadła chwila ciszy, popatrzyłem na nią i uspokoiłem głos. - Pompejusz to Twój zwierzak i to Ty powinnaś go pilnować. Nie możesz wciskać futrzaka komu popadnie. - widząc, że dziewczyna wcale nie jest zadowolona z moich słów i tylko się złości dodałem. - Racja, nie powinienem zostawiać Kluska samego... - urwałem na chwilę. - Przepraszam. - dodałem od niechcenia, a to słowo sprawiło mi więcej trudu w wypowiedzeniu niż przypuszczałem.
Nigdy wcześniej tego nie używałem, dziwne uczucie...
< Fufu? Nie możesz się więcej złościć xD >
Od Fufu do Sakita
Rozejrzałam się, a z każdym kolejnym obrazem moje oczy rozszerzały się z przerażenia. Byłam otoczona przez śnieżnobiałe ściany z których patrzyły na mnie wizerunki wszystkich znanych mi bogów; nie tylko naszych, a również innych krajów. Każda znana wiara miała tu swój kąt, a ich skumulowana siła patrzyła na mnie, przewiercając mnie wzrokiem. Byłam w świątyni, przed ołtarzem.
Spróbowałam zrobić krok, wzdrygając się na myśl dlaczego tu jestem, ale poczułam jak coś blokuje moje ruchy. Dwa ogromne łańcuchy trzymały moje nogi, a moje ręce pochwyciły nagle wilkopodobne istoty, które pojawiły się niespodziewanie obok mnie. Wtedy też moje ciało spowiła długa, biała suknia, a moją głowę spowił długi welon, sprawiając, że świat wydawał się rozmazany. To był mój ślub! Wzdrygnęłam się natychmiast, próbując stąd uciec, ale im bardziej się rzucałam tym silnej wilki mnie ciągnęły, a każdy napięty mięsień bolał.
- Nie chcę... - jęknęłam, ale czułam, że nie ma to już sensu.
Pod drzwiami pojawiły się dwie owce, prowadząc mojego narzeczonego, który przybrał postać obrzydliwego ropucha, a także księdza - ślimaka.
- Oj, nie myśl tylko malutka, że będę jak Ci książęta w bajkach, których pocałunek księżniczki zmienia w pięknego mężczyznę, oj nie, nie. - zarechotał, pożerając mnie wzrokiem i oblizując się obleśnie. - Jestem tym czym jestem, a Ty jesteś zbyt ładna, by tego nie wykorzystać. I... tylko ładna. - znów zaśmiał się obrzydliwie.
Nie, to nie może być prawda! Nie chcę, nie chcę, nie mogę... Czemu oni mi to robią? Czemu mnie już nie kochają, czemu mnie porzucili?
- Nie! - krzyknęłam.
- Nie, nie, nie! - piszczałam, wiercąc się na jakimś dziwnym podłożu. - Nie! - niespodziewanie moja ręka uderzyła w coś miękkiego co jęknęło cicho.
Co? Odwróciłam się gwałtowanie, wiercąc się przy tym straszliwie na czyiś... rękach?!
- Sakit? Spadaj! - wierzgnęłam porządnie nogami. - Nie chcę Cię widzieć, jesteś zły! Zły, zły, zły! - nie mogąc się wyrwać z jego uścisku zaczęłam uderzać pięściami w jego pierś. - Porwałeś mnie? Gdzie jest Klusek? Co z nim zrobiłeś? I tak nie dam Ci się pocałować! - wołałam piskliwie.
Dopiero potem dotarł do mnie sens ostatniego zdania i zarumieniłam się gwałtownie.
< Sakitek? Fufu odwala po koszmarze, a on wciąż obrywa xD >
Spróbowałam zrobić krok, wzdrygając się na myśl dlaczego tu jestem, ale poczułam jak coś blokuje moje ruchy. Dwa ogromne łańcuchy trzymały moje nogi, a moje ręce pochwyciły nagle wilkopodobne istoty, które pojawiły się niespodziewanie obok mnie. Wtedy też moje ciało spowiła długa, biała suknia, a moją głowę spowił długi welon, sprawiając, że świat wydawał się rozmazany. To był mój ślub! Wzdrygnęłam się natychmiast, próbując stąd uciec, ale im bardziej się rzucałam tym silnej wilki mnie ciągnęły, a każdy napięty mięsień bolał.
- Nie chcę... - jęknęłam, ale czułam, że nie ma to już sensu.
Pod drzwiami pojawiły się dwie owce, prowadząc mojego narzeczonego, który przybrał postać obrzydliwego ropucha, a także księdza - ślimaka.
- Oj, nie myśl tylko malutka, że będę jak Ci książęta w bajkach, których pocałunek księżniczki zmienia w pięknego mężczyznę, oj nie, nie. - zarechotał, pożerając mnie wzrokiem i oblizując się obleśnie. - Jestem tym czym jestem, a Ty jesteś zbyt ładna, by tego nie wykorzystać. I... tylko ładna. - znów zaśmiał się obrzydliwie.
Nie, to nie może być prawda! Nie chcę, nie chcę, nie mogę... Czemu oni mi to robią? Czemu mnie już nie kochają, czemu mnie porzucili?
- Nie! - krzyknęłam.
* * *
- Nie, nie, nie! - piszczałam, wiercąc się na jakimś dziwnym podłożu. - Nie! - niespodziewanie moja ręka uderzyła w coś miękkiego co jęknęło cicho.
Co? Odwróciłam się gwałtowanie, wiercąc się przy tym straszliwie na czyiś... rękach?!
- Sakit? Spadaj! - wierzgnęłam porządnie nogami. - Nie chcę Cię widzieć, jesteś zły! Zły, zły, zły! - nie mogąc się wyrwać z jego uścisku zaczęłam uderzać pięściami w jego pierś. - Porwałeś mnie? Gdzie jest Klusek? Co z nim zrobiłeś? I tak nie dam Ci się pocałować! - wołałam piskliwie.
Dopiero potem dotarł do mnie sens ostatniego zdania i zarumieniłam się gwałtownie.
< Sakitek? Fufu odwala po koszmarze, a on wciąż obrywa xD >
Od Sakita do Fufu
Im dłużej znam tę dziewczynę tym mniej ogarniam o co jej chodzi. Przecież nic się nie stało, a Pompejusz to dzikie zwierzę, które samo najlepiej, by sobie poradziło. Rozumiem, że Fufu lubi tego futrzaka i nie powinienem go zostawiać, ale mimo wszystko to jej pupil i to ona powinna pilnować Kluska, a nie zwalać swoje obowiązki na innych. Nie spodziewałem się jednak, że dziewczyna nakręci się do tego stopnia żeby uciec. Widząc jak biegnie przez tłum ludzi moja noga sama postawiła krok w drugą stronę wykorzystując sytuację do pozbycia się wszelakich problemów. Mimo wszystko nie mogłem być tak beztroski jak moje stopy. Nie miałem wyboru, obróciłem się i podążyłem za uciekającą dziewczyną, swoją drogą nie było jej trudno znaleźć, bo mamy wiosnę, a więc bizon leni się jak cholera i wszędzie zostawia swoją sierść. Idąc tropem szybko dotarłem do zaułka, w którym na puchatym maluchu spała niewiele większa dziewczyna. Chyba ta droga faktycznie ją przemęczyła. Zbliżyłem się do nich, zawiązałem luźny sznurek na szyi zwierzaka i delikatnie podniosłem dziewczynę. Była lżejsza niż mi się wydawało, ale nadrobiła to strasznym wierceniem się w poszukiwaniu wygodnej pozycji na moich rękach... Pociągnąłem lekko Pompejusza, a ten zadowolony, bez większych problemów, powędrował za nami przez tłum. Musimy znaleźć jakiś nocleg.
< (30) Fufu? Dasz radę nie obudzić się do momentu znalezienia postoju? I tak, wiem, że nie xD >
< (30) Fufu? Dasz radę nie obudzić się do momentu znalezienia postoju? I tak, wiem, że nie xD >
Od Fufu do Sakita
Przez chwilę zaskoczona dałam się ciągnać, ale szybko odzyskałam rozum i wyrwałam moją rękę z jego uścisku.
- Zostawiłeś go! - krzyknęłam urażona.
Spojrzał na mnie bez zrozumienia.
- Zostawiłeś Pompejusza! Miałeś trzymać, a go zostawiłeś! On mógł zginąć, mogli go zadeptać, albo porwać i torturować! Myślałam, że mogę Ci zaufać, a Ty wcale nie chcesz Kluska! - zaszkliły mi się oczka.
- Teraz musimy... - zaczął, chcąc mnie znów złapać, ale uciekłam przed jego dłonią.
- Nie, nic nie musimy! Nie będę szła z kimś kto chciał zamordować mojego bizona! - piszczałam. - Nie, nie, nie! Jesteś zły, zły do szpiku kości. - łzy już same płynęły mi z oczu, a nie chcąc tego pokazać - przytuliłam się do zwierzaka i pobiegłam przed siebie, nie zwracając uwagi na wszystkich ludzi, którzy się za nami oglądali.
On był zły! Myślałam, że jednak jest dobry, ale on był taki jak wszyscy inni! Wredny, niewzruszony i głupi! Z powodu faceta uciekłam z domu, a teraz znów uciekam przez pewien głupi rodzaj męski.
Zasapana zatrzymałam się w jakimś zaułku i wciskając się w jakiś kąt zapłakałam cicho, by zaraz zaczęło mnie coś morzyć.
< Sakitek? Fufu zła i poszła spać xD >
- Zostawiłeś go! - krzyknęłam urażona.
Spojrzał na mnie bez zrozumienia.
- Zostawiłeś Pompejusza! Miałeś trzymać, a go zostawiłeś! On mógł zginąć, mogli go zadeptać, albo porwać i torturować! Myślałam, że mogę Ci zaufać, a Ty wcale nie chcesz Kluska! - zaszkliły mi się oczka.
- Teraz musimy... - zaczął, chcąc mnie znów złapać, ale uciekłam przed jego dłonią.
- Nie, nic nie musimy! Nie będę szła z kimś kto chciał zamordować mojego bizona! - piszczałam. - Nie, nie, nie! Jesteś zły, zły do szpiku kości. - łzy już same płynęły mi z oczu, a nie chcąc tego pokazać - przytuliłam się do zwierzaka i pobiegłam przed siebie, nie zwracając uwagi na wszystkich ludzi, którzy się za nami oglądali.
On był zły! Myślałam, że jednak jest dobry, ale on był taki jak wszyscy inni! Wredny, niewzruszony i głupi! Z powodu faceta uciekłam z domu, a teraz znów uciekam przez pewien głupi rodzaj męski.
Zasapana zatrzymałam się w jakimś zaułku i wciskając się w jakiś kąt zapłakałam cicho, by zaraz zaczęło mnie coś morzyć.
< Sakitek? Fufu zła i poszła spać xD >
Od Sakita do Fufu
"Spokojnie, nie wybuchaj, za dużo wydałeś na tę kulkę futra żeby teraz ją zabić" - powtarzałem sobie w myślach. Najprościej byłoby pogrozić sprzedawcy i uciec, ale jesteśmy na wschodzie, zaraz ktoś zawołałby straże...
Musiałem zatem zdusić złość, ogarnąć się i udawać grzeczność, w tym akurat jestem wyszkolony, żyjąc w pałacu często musiałem być "uprzejmy" mimo woli. Przybrałem zatem standardową poważną, aczkolwiek milszą niż zazwyczaj minę, wyprostowałem i zaparodiowałem lekki uśmiech.
- Bardzo Pana przepraszam za wszelakie wyrządzone przez naszego podopiecznego szkody. Moja towarzyszka powinna lepiej pilnować pupila. - powiedziałem pewnie, ale sympatycznie.
Z lekką pokorą i skruchą w głosie, jak na zasranego księcia przystało, skłoniłem się delikatnie. Widząc, że dziewczyna chce zaprzeczyć moim słowom o niedopilnowaniu zwierza, zacząłem mówić zanim ona zdążyła otworzyć usta:
- Jakie zatem mam pokryć koszty? - kończąc zdanie rzuciłem Fufu groźne spojrzenie z jasnym przekazem "odezwij się, a zabiję i Ciebie, i futrzaka", chyba zrozumiała.
- Tak na oko straty będą warte jakieś trzysta sztuk złota. - odpowiedział kupiec wyraźnie zaskoczony, na szczęście pozytywnie, przybraną przeze mnie postawą. Mimo wszystko, słysząc cenę, przełknąłem głośno ślinę. Miałem niecałe czterysta sztuk złota, po zakupie Pompejusza, starczy nam co najwyżej na nocleg i trochę prowiantu, o powrocie na ziemię Merkez nie ma mocy. Nie żeby mi się spieszyło.
- Nie dałoby się tego jakoś inaczej rozwiązać?
- Hmm... Mógłbym się ewentualnie skusić na ten sztylet, który tak sprytnie chowasz pod kurtką. Wtedy zapomnimy o całej sprawie...
- Niestety on nie jest na sprzedaż. Trzymaj swoje pieniądze i daj nam spokój. - przestałem udawać grzecznego.
Jego sugestie na temat sztyletu zdenerwowała mnie na tyle, że rzuciłem mu worek złota prosto w pierś, zabrałem futrzaka dziewczynie i chwyciłem za jej nadgarstek, ciągnąc za sobą przez tłum. Wolałem się oddalić zanim kupiec zorientuje się, że oszukałem go o pięćdziesiąt sztuk złota.
< Fufu? Był uprzejmy, do czasu xD >
Musiałem zatem zdusić złość, ogarnąć się i udawać grzeczność, w tym akurat jestem wyszkolony, żyjąc w pałacu często musiałem być "uprzejmy" mimo woli. Przybrałem zatem standardową poważną, aczkolwiek milszą niż zazwyczaj minę, wyprostowałem i zaparodiowałem lekki uśmiech.
- Bardzo Pana przepraszam za wszelakie wyrządzone przez naszego podopiecznego szkody. Moja towarzyszka powinna lepiej pilnować pupila. - powiedziałem pewnie, ale sympatycznie.
Z lekką pokorą i skruchą w głosie, jak na zasranego księcia przystało, skłoniłem się delikatnie. Widząc, że dziewczyna chce zaprzeczyć moim słowom o niedopilnowaniu zwierza, zacząłem mówić zanim ona zdążyła otworzyć usta:
- Jakie zatem mam pokryć koszty? - kończąc zdanie rzuciłem Fufu groźne spojrzenie z jasnym przekazem "odezwij się, a zabiję i Ciebie, i futrzaka", chyba zrozumiała.
- Tak na oko straty będą warte jakieś trzysta sztuk złota. - odpowiedział kupiec wyraźnie zaskoczony, na szczęście pozytywnie, przybraną przeze mnie postawą. Mimo wszystko, słysząc cenę, przełknąłem głośno ślinę. Miałem niecałe czterysta sztuk złota, po zakupie Pompejusza, starczy nam co najwyżej na nocleg i trochę prowiantu, o powrocie na ziemię Merkez nie ma mocy. Nie żeby mi się spieszyło.
- Nie dałoby się tego jakoś inaczej rozwiązać?
- Hmm... Mógłbym się ewentualnie skusić na ten sztylet, który tak sprytnie chowasz pod kurtką. Wtedy zapomnimy o całej sprawie...
- Niestety on nie jest na sprzedaż. Trzymaj swoje pieniądze i daj nam spokój. - przestałem udawać grzecznego.
Jego sugestie na temat sztyletu zdenerwowała mnie na tyle, że rzuciłem mu worek złota prosto w pierś, zabrałem futrzaka dziewczynie i chwyciłem za jej nadgarstek, ciągnąc za sobą przez tłum. Wolałem się oddalić zanim kupiec zorientuje się, że oszukałem go o pięćdziesiąt sztuk złota.
< Fufu? Był uprzejmy, do czasu xD >
Od Fufu do Sakita
"Mój, mój, mój! Nikomu go nie oddam!" - powtarzałam wciąż w myślach, tuląc naszego Włochatka. Oczywiście nie przewidziałam tego, że za chwilę ujrzę bardzo, bardzo, bardzo ciekawą rzecz i pobiegnę do niej, wciskając wcześniej bizona Sakitowi:
- Trzymaj! - pisnęłam.
Podeszłam do kolejnego stanowiska od czasu do czasu podając coś towarzyszowi z epitetem w stylu: piękny, słodki czy fajny. Nie dziw więc, że podczas którejś serii rzeczy do przejrzenia i obmacania Sakit odłożył gdzieś zwierzaka. Nie przewidzieliśmy jednak, że się oddali, a tym bardziej, że będzie testował wytrzymałości pobliskiego drewna.
- Proszę państwa. - podszedł do nas ktoś, sądząc po stroju, kupiec. - To państwa zwierzę? - wyciągnął przed siebie Pompejusza.
- Owszem. - odparł Sakit. - Jakiś problem?
- Żaden, chciałbym jedynie spytać które z Was chce zapłacić za te szkody. - wskazał głową najwyraźniej swoje stanowisko, która noga była niebezpiecznie nadgryziona, a kilka przedmiotów które leżały na ziemi było doszczętnie zniszczonych.
< Sakitek? Pokochasz bizonka, pokochasz :3 >
- Trzymaj! - pisnęłam.
Podeszłam do kolejnego stanowiska od czasu do czasu podając coś towarzyszowi z epitetem w stylu: piękny, słodki czy fajny. Nie dziw więc, że podczas którejś serii rzeczy do przejrzenia i obmacania Sakit odłożył gdzieś zwierzaka. Nie przewidzieliśmy jednak, że się oddali, a tym bardziej, że będzie testował wytrzymałości pobliskiego drewna.
- Proszę państwa. - podszedł do nas ktoś, sądząc po stroju, kupiec. - To państwa zwierzę? - wyciągnął przed siebie Pompejusza.
- Owszem. - odparł Sakit. - Jakiś problem?
- Żaden, chciałbym jedynie spytać które z Was chce zapłacić za te szkody. - wskazał głową najwyraźniej swoje stanowisko, która noga była niebezpiecznie nadgryziona, a kilka przedmiotów które leżały na ziemi było doszczętnie zniszczonych.
< Sakitek? Pokochasz bizonka, pokochasz :3 >
wtorek, 11 lipca 2017
Od Sakita do Fufu
- Zapomnij. - powiedziałem obojętnie. - To Twój zwierzak, nazwij go jak chcesz...
- Chcę, żebyś Ty go nazwał! - odparła uparta dziewczyna.
- Niech będzie Bizon i po krzyku...
- Nie! Musi mieć oryginalne imię! - dalej trzyma przy swoim, ale ja nigdy nie nazywałem niczego.
Nie wiem jakie imię powinienem wymyślić. To bez sensu!
- To tylko kulka futra, duża kluska, po co mu oryginalne imię?
- Kluska! Świetne im... - nagle urwała i podniosła futrzaka w górę, trochę nim pomachała w powietrzu po czym dodała. - Kurczę, to chłopiec. To Klusek!
- Błagam... Nazwiesz go Klusek? Już lepiej byłoby Zygfryd czy Pompejusz...
- Pompejusz! - krzyknęła Fufu z wielkim uśmiechem na twarzy, a jej oczy aż zabłysnęły. - Idealne! - popatrzyła na zwierzaka i przytuliła go mocno. - Pompejuszek! Pompejusz Klusek!
- Taa... Zaraz nadasz temu Włochaczowi nazwisko rodowe... - powiedziałem ironicznie.
- Włochatek! Świetny pomysł! Pompejusz Klusek I z rodu Włochatków! Wspaniały założyciel dostojnego rodu i głowa rodziny. - naprawdę jej się podobało, szczerze, wielki banan na jej twarzy tylko to potwierdził. - Dziękuję! - powiedziała cicho, tuląc futrza... Pompejusza! Zaś w jej głosie usłyszałem pełnię wdzięczności.
- Nie ma sprawy. - odparłem sucho, ale mniej sucho niż zazwyczaj!
< Fufu? I jak się podoba Pompejusz Klusek Włochatek I? >
- Chcę, żebyś Ty go nazwał! - odparła uparta dziewczyna.
- Niech będzie Bizon i po krzyku...
- Nie! Musi mieć oryginalne imię! - dalej trzyma przy swoim, ale ja nigdy nie nazywałem niczego.
Nie wiem jakie imię powinienem wymyślić. To bez sensu!
- To tylko kulka futra, duża kluska, po co mu oryginalne imię?
- Kluska! Świetne im... - nagle urwała i podniosła futrzaka w górę, trochę nim pomachała w powietrzu po czym dodała. - Kurczę, to chłopiec. To Klusek!
- Błagam... Nazwiesz go Klusek? Już lepiej byłoby Zygfryd czy Pompejusz...
- Pompejusz! - krzyknęła Fufu z wielkim uśmiechem na twarzy, a jej oczy aż zabłysnęły. - Idealne! - popatrzyła na zwierzaka i przytuliła go mocno. - Pompejuszek! Pompejusz Klusek!
- Taa... Zaraz nadasz temu Włochaczowi nazwisko rodowe... - powiedziałem ironicznie.
- Włochatek! Świetny pomysł! Pompejusz Klusek I z rodu Włochatków! Wspaniały założyciel dostojnego rodu i głowa rodziny. - naprawdę jej się podobało, szczerze, wielki banan na jej twarzy tylko to potwierdził. - Dziękuję! - powiedziała cicho, tuląc futrza... Pompejusza! Zaś w jej głosie usłyszałem pełnię wdzięczności.
- Nie ma sprawy. - odparłem sucho, ale mniej sucho niż zazwyczaj!
< Fufu? I jak się podoba Pompejusz Klusek Włochatek I? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)