poniedziałek, 12 listopada 2018

Od Keyi

Wyprostowałam kręgosłup, odchylając głowę do tyłu. Pozwoliłam, aby chłodne powietrze otoczyło mnie z każdej strony i niedbale pieściło ciało. Patrzyłam na niebo, które powoli stawało się jasne. 
- Gotowa? – zza pleców wyłonił się współtowarzysz. 
Ziewnęłam, zwracając wzrok ponownie na dolinę. Strumień odbijał poranne promienie słońca, tworząc niesamowitą atmosferę. 
- Jak zawsze. – Powoli wstałam, ciężko wzdychając.
Dzisiejszy dzień miał należeć raczej do tych nudnych i mało ekscytujących. Razem z towarzyszącym mi Micahem mieliśmy za zadanie wykonać ciche zabójstwo jakiegoś wpływowego człowieka. Wykonanie miało należeć do prostych. Zakradamy się na powóz i wykonujemy pracę. 
Podeszłam do osiodłanego już konia i podałam mu kawałek mojego śniadania, jakim było jabłko. Przeważnie starałam się nie przywiązywać do zwierząt przydzielonych od „szefa”. Ale przecież i one powinny mieć jakieś dobre wspomnienia związane ze współpracą z moją osobą. 
Zwinnie wskoczyłam na nieco poddenerwowaną klacz i ruszyłam stępem. Micah dogonił mnie chwilę później. Przeniosłam wzrok na niego, dokładnie analizując jego zachowanie. Był zdenerwowany.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? – zapytałam rudowłosego. – Masz szansę się wycofać i zniknąć, nie znajdą Cię, a ja…
Nie dał mi dokończyć.
- Oczywiście, że chce. 
Jego włosy sięgające do ramion poruszały się wraz z nacierającym na nas wiatrem. Miał on zielone oczy i przenikliwy wzrok. Wysoki, ale dość cherlawy. Wydawało mi się, że jest w moim wieku, albo niewiele starszy. Zastanawiało mnie co on tak właściwie tu robi.
Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi, nie chcąc dalej prowadzić tego tematu. Jedynie raz również był moim towarzyszem, ale była to jedynie misja szpiegowska. Nic wielkiego, ani wymagającego. Z jakiegoś powodu było mi go żal. Jeśli okaże słabość nasz cudowny przełożony na pewno się o tym dowie. Jednak skoro tego właśnie chce. 
Spięłam konia i ruszyłam szybszym galopem. Kopyta, które uderzały o twardą ziemię i szelest wiatru w uszach pozostawiał przyjemny dreszcz na ciele. Tutejsze lasy były gęste, a droga nieprzewidywalna i kręta. 
- Tam jest. – wstrzymałam zwierzę, przechodząc do kłusu. 
Byliśmy teraz na niewysokiej półce skalnej nad drogą handlową. Oboje przygotowaliśmy broń i nasunęliśmy na twarze chusty. Raczej nikt z nas nie chciał zostać rozpoznany. Kto wie co wtedy stałoby się z naszymi ciałami.
Ostatni raz spojrzałam na Rudego, który mocno zaciskał dłoń na rękojeści sztyletu. Pierwsze zabójstwo zawsze jest najgorsze. 
Klacz nerwowo grzebała kopytem, parskając niespokojnie. Poklepałam ją delikatnie, zapewniając, że wszystko będzie dobrze. 
Dałam znak i ruszyliśmy w dół. Naszym celem był mały powóz z jedynie jednym woźnym. W środku znajdowała się dziewczyna i grubszy mężczyzna, który wyglądał na radosnego. Nie mieli żadnej obstawy, broni ani zabezpieczeń. 
Całe zdarzenie rozegrało się niesamowicie szybko. Rudy skutecznie zatrzymał konie, a ja wskoczyłam na miejsce powożącego. Próbował się bronić przez co mój nos ucierpiał, krwawiąc teraz obficie. Z moich ust wydobyło się ciche przekleństwo, kiedy zatopiłam nóż w jego gardle. 
Ze środka powozu wydobył się dziewczęcy jęk, a ja zwinnie i szybko przystanęłam przy drzwiczkach. Za mną znalazł się Micah wpatrzony w nasze cele. 
- Wysiadać! – krzyknęłam, wyciągając mały pistolet zza pasa. 
Na ich szczęście dostosowali się do polecenia i sprawnie wyszli na zewnątrz. 
- N-nie dam rady. – dobiegł mnie szept partnera. 
Przewróciłam oczami, nadal mierząc bronią w ludzi. Starszy i grubszy mężczyzna wydawał się oszołomiony i nie docierało do niego co się właściwie dzieje. Dziewczyna jednak wykazywała się arogancją i patrzyła na mnie niezwykle gniewnym wzrokiem. 
- Zabijesz własną siostrę? – wysyczała, a ja zgłupiałam.
W jednym momencie zobaczyłam podobieństwo rudych czupryn i zielonych oczu. Micah i młoda dama najwyraźniej byli bliźniakami. 
- To dlatego tak srałeś w gacie. – podsumowałam, opuszczając pistolet zrezygnowana. 
Nagle poczułam na szyi zimne ostrze. Poczułam, że lekko mnie nacina, ale nie na tyle, aby coś mi się stało. Uniosłam ręce do góry, a wtedy została mi odebrana wszelka broń. Zaśmiałam się gorzko, rozumiejąc sytuację. 
- I co teraz? – westchnęłam.
Widziałam jak wymieniając się spojrzeniami, a chłopak nagle jakby zyskał wielkiej pewności siebie. Popchnął mnie na ziemię, skutecznie wywracając. W ustach wciąż czułam smak własnej krwi. 
Uniosłam się na kolana i spojrzałam w jego stronę. 
- Zabieramy się stąd, a ty radź sobie sama. – warknął, pomagając zapakować się siostrze.
Do powozu przywiązał również nasze konie, a sam zasiadł na miejscu powożącego. Odjechał zostawiając mnie pośrodku drogi bez broni, konia i godności. Nie mogłam przestać się śmiać z własnej głupoty. Mogłam od razu strzelić lasce w łeb. Teraz czeka mnie samotny powrót do miasta i tłumaczenie się przed cudownym „szefuńciem”. 
W połowie drogi, kiedy śmiech przerodził się w niesamowitą złość, spotkałam dobrze znaną mi osobę, a mianowicie Erikę. Wysoką, ładną blondynkę o brązowych oczach. Ona również od czasu do czasu pomagała mi w misjach. Powitała mnie żałosnym śmiechem i obelgami. 
Mimo wszystko zaproponowała mi pomoc i razem wróciłyśmy do miejscówki. Sama poszła złożyć raport, a ja musiałam sprostać czekającym na mnie Justinem. Do gabinetu weszłam ostrożnie, ale mężczyzna już wtedy wiedział co się wydarzyło. Skąd? Nie miałam zielonego pojęcia.
Justin był tutaj właścicielem, zarządcą i najgroźniejszym z morderców. Każda osoba, która u niego pracowała czuła respekt i raczej nikt z nim nie rozmawiał. Jedynie kilka osób, a w tym mnie uważał za jakąś swoją maskotkę, co dawało mi dużo ulg. Na przykład w takich momentach.
- Masz jakieś wytłumaczenie? – podał mi szklankę z odrobiną alkoholu. 
Zasiadłam na fotelu przed jego pięknie zdobionym biurkiem. Pokręciłam przecząco głową, a on przysiadł na przodzie i złapał mój podbródek, zmuszając abym na niego spojrzała.
Zrobiłam co kazał, oglądając jego twarz. Miał dobrze ułożone ciemne włosy, skórę pokrytą bliznami i równie niebieskie oczy co niebo. Był niezaprzeczalnie przystojnym mężczyzną, a jego ciało zbudowane z masy mięśni, dobrze się prezentujących. 
Wyjął z kieszeni chusteczkę, ocierając moją twarz z pozostałości zaschniętej krwi. 
- Złapiemy go na następny raz. – przeniósł dłoń na moją szyję. 
Wciąż lekko się do mnie uśmiechał. Westchnęłam, unosząc do góry brwi i odpychając delikatnie potężną rękę. 
- Oczywiście, że tak. Zostałam przez niego upokorzona. – nadal czułam zażenowanie. 
- Przyjdź wieczorem do knajpy. – zaproponował wracając do papierowych obowiązków. – Tylko się wcześniej nieco ogarnij, nie wyglądasz za ciekawie. 
Pożegnał mnie śmiechem. Musiałam przyznać, że zawsze był dla mnie jak ojciec, chociaż raczej to nie jest zbyt dobre określenie na naszą relację. 
Wieczorem byłam już przebrana, umyta i przygotowana na zabawę. Przed karczmą spotkałam Bestię, który powitał mnie wskakując na ręce. Zatopiłam twarz w jego miękkiej sierści, składając pocałunki. 
- Muszę już iść. – odstawiłam kota, który od razu uciekł. 
W pomieszczeniu był niesamowity tłok i zaduch. Zabrałam kufel piwa i wywędrowałam na zewnątrz.
Ruszyłam w stronę zajętej przez kogoś ławki. 
- Mogę się dosiąść? – zapytałam. 
Ciemność nie pozwalała mi na dokładnie rozpoznanie osoby czy nawet płci. Czułam jednak jak dokładnie mnie obserwuje i analizuje.

<Ktoś? ^^>

Wiesz, tak naprawdę nie mam wyboru. Czasami po prostu trzeba być tym złym

Autor zdjęcia: Zolaida

Imię: Keya
Nazwisko: Snowy
Przydomek/Pseudonim: Często spotkała się z tym, że ludzie nazywali ją Snow, ale większość zwraca się po prostu Keya.
Wiek: 18.
Płeć: Kobieta
Wzrost: 168 cm
Rasa: Człowiek
Zawód: Szpieg, płatny morderca
Miejsce zamieszkania: Anthrakas
Miejsce urodzenia: Prawdopodobnie matka urodziła ją w Temeni.
Charakter: Keya zawsze chce być najlepsza. Jej dążenie do perfekcji stało się wręcz obsesją i powodem do częstych załamań dziewczyny. Jej życie składa się raczej z ciągłych kłamstw, nad którymi zresztą przestała panować. Można by rzecz, że to wręcz jej nawyk. Należy to do jednej z największych wad, ale również zalet. Bo czy łgarze to nie ci, którzy najlepiej wpasowują się w każde otoczenie? Niestety to również nie zapewnia jej wielu przyjaciół. Zdecydowanie należy również do osób, które potrafią dążyć do celu po trupach. Nie sposób określić jak się w danym momencie zachowa. Potrafi maskować własne uczucia (dzięki czemu potrafi zabijać), ale tak naprawdę jest osobą wrażliwą i raczej potrzebującą przewodnika w życiu. Boi się mówić o sobie, dlatego unika tego stara się tego unikać. Interakcje z ludźmi ogranicza do minimalnych, nawet jeśli bardzo tego potrzebuje. Mimo wszystko jest osobą pewną swojego zdania i potrafi uparcie go bronić. Często zostaje odbierana jako zimna egoistka. Sprawia wrażenie oschłej i zaczepnej. Kiedy jednak bliżej ją poznać okazuje się jedynie zagubionym dzieciakiem. Nie należy do osób, które niczego się nie boją. Wręcz przeciwnie, strach często ją paraliżuje, ale szybko potrafi go pokonać. Mówi dużo, robi jeszcze więcej. Przeważnie stara się wszystko dokładnie planować, dzięki temu rzadko ponosi klęskę. Bardzo szybko uczy się nowych rzeczy i jest inteligentna, pomimo, że większość postrzega ją jako mało inteligentną. Ma tendencję do użalania się nad sobą, marzycielstwa i częstego upijania się. Potrafi zachować w tym umiar i opanowanie, co zdecydowanie ratuje jej opinię. Ciężko jej zaufać innym ludziom, utrzymuje dystans. Nawet pomimo tego lubi dużo mówić i wymieniać się różnymi poglądami, a nawet należy do osób, które szybko się przywiązują. Chciało by się rzec, że jest wręcz chodzącą sprzecznością. Niestety jej największą słabością są zwierzęta. Kocha swoich „małych” przyjaciół ponad wszystko. Podsumowując przewyższają wady, ale jeśli zyskasz jej zaufanie zdobędziesz kompankę na długi okres czasu.
Rodzina:
- Matka – nie zna imienia, pamięta jedynie urywki. To po niej odziedziczyła urodę i kolor włosów. Nie pamięta kto ją zabił, ale to właśnie to wydarzenie najbardziej zapadło jej w pamięci.
- Ojciec - Salvador Snowy, zwyczajny złodziej jakich dużo. Kiedyś podobno jego ojciec był wysoko urodzonym człowiekiem, który był szanowany i niezwykle dobry. Niestety kontakty dziewczyny z tym draniem są na minimalnym poziomie, z jakiegoś powodu jej towarzystwo go brzydzi. Dlatego też nie poznała dokładnie nawet historii własnego rodu. Oboje jedynie tolerują swoje towarzystwo.
- Siostra przyrodnia – Karen Snowy, pospolita dziewczyna w ogóle nie przypominająca Keyi, łączy je ojciec i równie niebieskie oczy.
- Brat przyrodni – Eryk Snowy, uczciwy dwudziestolatek, który wyjechał z miasta w poszukiwaniu lepszej pracy, aby nie skończyć jak ojciec.
Partner: Nie znalazła kandydata na całe życie, jednak dość szybko potrafi się w kimś zauroczyć.
Umiejętności: Bardzo dobrze jeździ konno, strzela z łuku i broni palnej. Jej walka jest wysokim poziomie, potrafi wiele skomplikowanych form ręcznych, uderzeń jak i form z bronią różną. Kolejną umiejętnością z pewnością jest bezszelestne zakradanie się i szybka analiza. Zwinność i szybkość również tutaj przeważają nad siłą, której właściwie jej brak.
Aparycja: Włosy przybrały kolor wręcz mlecznobiały i należą do tych, które ciężko zdyscyplinować. Układają się w fale sięgające poniżej piersi dziewczyny. Owalna twarz, jasna cera niekiedy pokryta trądzikiem, prosty nos i schowane nieco odstające uszy. Według niej samej największym jej atrybutem są oczy, które przybierają kolor w zależności od humoru właścicielki ciała. Od szarości, aż po żywy niebieski. Uważa je nie tylko za zmysł wzroku, ale jej najpotężniejsze narzędzie. Jej uroda nie należy do najpiękniejszych, ale nie jest też osobą brzydką.
Sylwetkę ma bardzo kobiecą. Dość duże piersi, aby mieściły się w dłoni mężczyzny, nie za szerokie biodra, smukłe i długie nogi. Jest zdecydowanie wysportowaną dziewczyną. Mimo tego, uważa, aby jej ciało utrzymywało się jedynie w lekkim wyrzeźbieniu. Nie lubi bowiem zbyt dużej widoczności mięśni.
Na jej oczach zawsze widnieje ciemna kredka, która podkreśla je jeszcze bardziej. Ubiera się kobieco, lubi uwydatniać swoje atuty.
Historia: To śmierć matki zapoczątkowała lawinę przykrych wydarzeń. Miała wtedy jedynie 5 lat i nie wiele pamięta. Nie potrafiła zapobiec tragizmu jaki się wtedy odegrał.
W jej wspomnieniach pokazuje się ciemna okolica, spowita mgłą, a wśród niej mały, ale przytulny domek. Po śmierci rodzicielki zabrał ją ojciec, który już wtedy posiadał inną kobietę i dwójkę dzieci. Dorastała w przygnębiającej atmosferze, tępiona przez macochę. Ojciec również pozostał obojętny na jej istnienie. W wieku 13 lat pierwszy raz napiła się alkoholu. Pomagał jej uciec od rzeczywistości. Kiedy skończyła 14 rok urodzin po raz pierwszy pozbawiła człowieka życia. Z jakiegoś powodu wciąż czuła niedosyt, który nadal pozostał. Wtedy też znalazła ludzi, którzy z chęcią płacili za wykonanie zabójstwa lub inne prace, polegające na szpiegowaniu. Tak też została wciągnięta w ten biznes i próbuje wciąż funkcjonować.
Towarzysz: Na wpół dziki czarny kot Bestia, ślepy na jedno oko.
Inne:
- ma uczulenie na komarzy jad, w miejscu ukąszenie przez tego owada pojawia się opuchlizna,
- dużo czyta,
- uwielbia słuchać muzyki, ale nie potrafi śpiewać,
- często mówi pod nosem lub po prostu do siebie,
- opiekuje się koniem sąsiada, którego bardzo lubi,
- uwielbia zimę,
- nocne spacery to wręcz jej hobby,
-ulubiony napój to herbata,
- panicznie boi się owadów,
- stara się pomagać w wolnej chwili bezdomnym zwierzętom,
- uwielbia zapach mężczyzn,
-podczas stresu lub zainteresowania przygryza dolną wargę.
Właściciel: Kicia2oo2 (howrse), wilczycalarisa@gamil.com
Preferowana długość odpisów: Średnie (400-800), długie (800+).
Stopień Wpływu (SW): 4 - Twojej postaci można zrobić wszystko, łącznie z poważnym okaleczeniem, ale nie można jej zabić.
Inne uwagi: Wybieram 4SW, ale nie zezwalam na spowodowanie trwałego kalectwa, utraty jakiegoś zmysłu.

~~~~~


Autor zdjęcia: [Klik]
Imię: Bestia
Płeć: Samiec
Wiek: Około 5 lat.
Gatunek: Kot
Charakter: Nieufny, płochliwy i ostrożny. Ciężko zdobyć zaufanie, ale kiedy to się uda okazuje się być pieszczochem. Jego ślepota nie wpływa na zachowanie, jest zwinny i idealnie manewruje pomiędzy ludźmi. Zdarza mu się być agresywnym, ale raczej unika konfliktów.
Wygląd: Czarne futro, głęboko badające żółte oczy i niesamowicie zadziorny wzrok. Jest większy niż reszta kotów, posiada wysokie łapy i smukłe ciało.
Moce: Brak.
Historia: Znaleziony na ulicy z wylewającym się okiem. Dzięki interwencji Keyi udało się go uratować, a między dwójką wytworzyła się niezwykła więź.
Właściciel: Keya Snowy

niedziela, 11 listopada 2018

Od Vanitasa do Imogen

Westchnąłem ciężko rozglądając się jednocześnie po otaczających mnie budynkach. Dzielnica, którą zamieszkiwałem nie grzeszyła nowoczesnością, ba, śmiałbym rzec że zamieszkuję jedną z biedniejszych części tego miasta. Przynajmniej tak to na pozór wygląda, bowiem mój domek, którego się dorobiłem bardzo ciężką pracą, ma naprawdę wystarczającą ilość metrów kwadratowych. Na samą myśl na moich ustach zagościł delikatny uśmiech. Zacisnąłem mocniej dłoń na lnianej torbie z zakupami, którą przyszło mi tego miłego popołudnia dzierżyć. Wracałem aktualnie ze sklepu, jak można się domyślić. W domu nie zostało zupełnie nic dobrego do jedzenia, co zmusiło moją osobę do zebrania czterech liter... Nic chyba nie mogę na to poradzić.
W każdym razie - miałem przynajmniej na tyle szczęścia, że pogoda jakoś się utrzymała i nie musiałem moknąć. Rankiem zapowiadało się na swoiste oberwanie chmury, jednak z tego co już przyszło mi zauważyć - burza przeszła bokiem. Nic, naprawdę nic niespodziewanego nie mogłoby mi zepsuć tego dnia... Aż sam się sobie dziwię, że mogę normalnie, wręcz z delikatnym uśmiechem na ustach kroczyć po tym krzywym chodniku! Wzruszające... "Zaraz wykraczę" - zganiłem samego siebie w myślach, wywracając z lekka oczami. Dosłownie nie minęła minuta, aż moje oczy przykuł pewien przedmiot? - moment, może dla bezpieczeństwa nazwałbym to niezidentyfikowanym obiektem spadającym. Skrzywiłem się nieco rozpoznając jakby człowieczy kształt owego "czegoś". Kilka sekund zajęło mi przetworzenie wszystkiego w myślach, by w końcu zgodnie stwierdzić, że obserwuję spadającą anielicę. Wytrzeszczyłem nieco szerzej oczy, sam do końca nie wiedząc co robić. Rozejrzałem się wokół - jak na złość wszyscy ludzie poszli się pieprzyć! Przekląłem pod nosem, zaciskając mocniej zęby. "Dobra, chyba w końcu jestem lekarzem... Niby składałem jakieś tam przysięgi na ratowanie ludzkiego życia... Cholera, Vanitas" - mruknąłem jeszcze, nim zebrałem się do szybszego kroku. Wkrótce mój chód zebrał się na bieg, gdy kobieta była coraz bliżej ziemi. Napędzało mnie to do momentu, aż jej biedne ciało zetknęło się z twardą powierzchnią brudnej ziemi. Zatrzymany gwałtownie w miejscu, zamarłem wewnętrznie przyglądając się zarówno olśniewająco pięknej kobiecie, jak i jej potężnym skrzydłom. Co do jej żywota przestałem mieć wątpliwości, gdy spostrzegłem wciąż unoszące się i opadające piersi... Przybiłem piątkę z własną twarzą, uzmysławiając sobie na co teraz patrzę. Zbliżyłem się nieco, by po chwili móc z lekka nachylić się nad ciemnowłosą. Sama w sobie chyba nie skończyła tak źle, w porównaniu do jej najwidoczniej połamanych w różnych miejscach skrzydeł. Całkiem skąpo ubrana jak na końcówkę jesieni, nie mogła skończyć inaczej... No cóż, ta rasa podobno charakteryzuje się "szczęśliwą głupotą", jak to lubię sobie określać. Ten jednak przypadek może być cięższy niż przewiduje ustawa.
- Teraz ją sobie zawiń do domu, jak jakiś gwałciciel któremu została zesłana ofiara z nieba... - mruknąłem pod nosem, przyglądając się kobiecie. Gdy tak na nią patrzyłem, chyba najgorszym "elementem" do przetransportowania będą właśnie skrzydła. Westchnąłem ciężko, klękając przy anielicy. Nie miałem większego wyboru w tym momencie, niż dosłownie zawinąć piękność w pierzastego naleśnika, stworzonego z jej własnych kończyn! Co do uniesienia tego "przysmaku" nie miałem większego problemu, jednak sposób w który musiałem to zrobić... Akh... Kombinowanie na poziomie przedszkolaka. Sam wolę nie wiedzieć co w tym momencie sobie myślałem, zbierając tą ciemnowłosą z ziemi... Ba, najchętniej wymazałbym sobie z pamięci ten moment, gdy jakoś starałem się przemycić ją do swojego domu... To chyba nazbyt zniszczyłoby mi psychikę.
Po jakiś piętnastu minutach dotarłem na miejsce, jakim była moja prześliczna sofa w salonie. Od razu ułożyłem przedstawicielkę płci wyjątkowo pięknej na miękkiej poduszce. Przez moje gwałtowne ruchy zdawała się być coraz bardziej tutejsza... Zdawało się być jedynie kwestią sekund, aż jej powieki się otworzą. Nachylony z lekka, wciąż badałem jej osobę swoim lekarskim spojrzeniem...
- Od razu mówię, że nie mam wobec Ciebie złych zamiarów... - powiedziałem chyba bardziej do siebie, niż wracającej "do tego świata" anielicy.

<Imogen?>

wtorek, 7 sierpnia 2018

Od Dolorem do Takako

Opuściłam sypialnię zajmowaną przez dziewczynę i ruszyłam wolno korytarzem. Miałam wiele rzeczy do zrobienia, więc tak, jak poprzednio, nie mogłam pilnować porządku na piętrze. Ja i Diaval ponownie musieliśmy podzielić obowiązki.
Zeszłam do kuchni i otworzyłam awaryjne drzwi, prowadzące na zewnątrz. Kruk rozłożył skrzydła, po czym wzbił się w powietrze. Przez chwilę obserwowałam, jak szybuje po zachmurzonym niebie, by w końcu usiąść na parapecie pod oknem od pokoju Takako. Nie mogłam pozwolić, by któreś z tej trójki mi przeszkodziło. Gdyby to jednak nastąpiło, nie miałabym wyjścia i zakończyłabym naszą znajomość w niezbyt przyjemny dla moich gości sposób.
Tak, jak poprzednio odsunęłam kosze na bok i otworzyłam klapę w podłodze. Następnie wzięłam do ręki stary świecznik i zeszłam z nim po schodach. Słabe światło świecy rozpraszało mrok wokół nas, który wydawał się być tak gęsty, jak bagno. Czarne bagno, w którym wszystko, co zostało pozbawione światła tonie i nie ma możliwości powrotu.
Ostrożnie stawiałam każdy krok. Narobienie hałasu było w tym momencie zbędne. Automatycznie zaraz po postawieniu obu nóg na zimnej, kamiennej podłodze, skierowałam się do również kamiennego stołu, na którym leżeli ci, co mi się narazili. A raczej to, co z nich zostało.
Miałam to szczęście, że piwnica została urządzona przed przejęciem przeze mnie rządów. Ktoś mądry wpadł na pomysł, żeby umieścić w niej kamienny stół do krojenia mięsa, ponieważ krew trudniej usuwa się z drewnianego. Zbliżyłam świecę do pochodni, wiszącej na ścianie. Jej koniec szybko zapłoną i oświetlił częściowo pomieszczenie.
Na początek włożyłam czarny fartuch i rękawiczki. Dopiero później zabrałam się do pracy. Spojrzałam na przygotowane wcześniej narzędzia i wybrałam nożyce. Za ich pomocą obcięłam włosy ofiar oraz pozbyłam się ubrań z ich ciał. Następnie wrzuciłam materiały do jednego kosza, a włosy do drugiego. Wszystko musiało być na właściwym miejscu. Inaczej usuwanie dowodów by się nie powiodło.
Później przy udziale szczypiec usunęłam zęby i wrzuciłam je do małego wiadra. Następnie przyszedł czas na paznokcie i organy wewnętrzne wraz z oczami. Wszystko zostało posegregowane.
Dopiero po "oczyszczeniu mięsa" mogłam oddzielić skórę od mięśni, a mięśnie od kości. Zwinęłam beżowe płaty jak dywan i umieściłam je w dużym, pustym koszu. Mięso natomiast trafiło do dużego wiadra obok. Po tym wszystkim przyszedł czas na kości. Wrzucałam je po kolei do miski i rozdrabniałam moździeżem, tworzącym z nią komplet. Po starciu wszystkich kości na proch, przesypałam go do dużej miski. Na koniec posprzątałam. To był koniec mojej pracy na ten dzień.
Odłożyłam rękawice i fartuch na miejsce, po czym zgasiłam pochodnię. Następnie wróciłam ze świecą do kuchni. Na nowo ukryłam klapę, po czym wyszłam na zewnątrz. Diaval poderwał się z miejsca i podleciał do mnie. Gdy tylko usiadł na moim ramieniu, przekazał mi informacje o wszystkim, co miało miejsce pod moją nieobecność.
- Panna i młodzieniec sam na sam o tej porze? To nietaktowne nawet jeśli są przyjaciółmi.
Kruk skinął głową, zgadzając się z moimi słowami.
- Póki do niczego nie doszło, nie mam zamiaru interweniować. Chodźmy, nam też przyda się odpoczynek.
Wraz z krukiem na początek udałam się do łazienki, by dopiero po dokładnej kąpieli ułożyć się do snu przebrana w piżamę.
***
Wstałam jeszcze nim zapiał kogut, by przygotować śniadanie. Miałam przed sobą kolejny pracowity dzień.
Zaniosłam wszystkie lekkie potrawy na stół i przygotowałam go na powitanie gości.


<Takako? >

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Od Nichio do Regulusa

Mówiąc szczerze, to gadanie Regulusa powoli mnie, jednym słowem, wkurwiało. I to nie przez to, że byłem głodny (a wtedy robię się drażliwy jak niejedna baba). Sam nie byłem pewien, dlaczego, ale po prostu jedyne, na co miałem ochotę, to uderzyć go w ten mały nos, pogryźć, zjeść... Ale nie mogłem tego zrobić. Jakby coś mnie blokowało. Cholera, od kiedy jestem taki miękki?
Zerknąłem na pudło w swoich dłoniach, a następnie na chłopaka. Przewróciłem oczami. Nie chcę z nim iść. Muszę wypełnić misję. Kolejne ukradkowe spojrzenie, do przewrócenia dołączyło westchnięcie. Nie chcę go zostawić. A jak coś mu się stanie? Ktoś zaatakuje go, myśląc, że te rzeźby to jakieś drogocenne rzeczy?
Na myśl o ciele Reggiego w jakimś rowie, zadrżałem nieco wbrew sobie i wpakowałem Dyubuka czy inne drewno do torby. Bezpardonowo zacząłem zbierać jego rzeźby, ignorując zszokowane spojrzenie chłopaka.
— N-Nichio? — wyjąkał, kiedy zarzuciłem sobie na ramię przedmioty, a jemu wcisnąłem swoją, lżejszą torbę. Chwilę ją ważył w dłoniach, aby później, pod moim naciskiem, przełożyć skórzany pasek przez szyję.
— A więc, gdzie mieszkasz? — spytałem jakby od niechcenia, kierując się ku bramie. Regulus jakimś cudem za mną nadążył. Zamyślił się chwilę.
— Trochę trudno się tam dostać...
Wzruszyłem ramionami i wziąłem z pobliskiego straganu wykałaczkę, którą włożyłem do swoich ust.
— No i? Lubię wyzywania. To co? Gdzie idziemy? Tylko decyduj się, Pancho zaraz będzie taki denerwujący, że będziesz błagał, abym go uciszył.
— Ej! — Pies zaprotestował momentalnie, a kiedy się roześmiałem, prychnął, odwracając wzrok na Regulusa.

<Reggi?>

Od Carreou do Sivika

Na szczęście, Sivik okazał się na tyle tolerancyjną osobą, że pozwolił mi na dokończenie modłów, w ogóle przy tym nie przeszkadzając. To całkiem miłe z jego strony. Jest przecież wiele osób, które darzą szczerą nienawiścią tych, co mają otwarte umysły na istoty wyższe, nazywając ich wariatami czy po prostu idiotami. W skrajnych przypadkach, robią jeszcze gorsze rzeczy. Tak złe, że nawet nie chcę o nich myśleć. Nie lubię myśleć o grzechach, nieuleczalnej chorobie, która toczy każdy wymiar, nie dając nikomu odetchnąć od siebie. Jedyne schronienie znajduje się w ramionach Ojca, który przyjmuje każde zagubione owieczki jak własne dzieci. Zauważyłem, że od dłuższego czasu stałem się bardzo religijny. To znaczy, zawsze byłem, ale teraz to jakby przybrało na sile. Może to wina działania Stwórcy, może taka jest moja natura. A może chciałem po prostu przekonać samego siebie, że nie jestem sam na tym świecie, odrzucić od siebie fakt, że mój Pan może już nigdy nie wróci? Nie wiem. Nie chcę chyba wiedzieć.
Mężczyzna opadł na łóżko, ponownie wzbudzając we mnie chęć rzucenia się na pomoc. Odczuwałem wewnętrzny, nadany przez własną podświadomość przymus, aby choć trochę poprawić te poduszki, choć trochę otulić kołdrą Siviego, choć trochę...!
— Pozwolisz — powiedział mężczyzna, kiedy już usiadł w, najpewniej, najtwardszym miejscu na meblu — Udam się na krótki spoczynek, jeśli to nie problem.
Skinąłem gorliwie głową, przez co kilka jasnych kosmyków opadło mi na twarz. Spojrzałem na nie szybko i niedbałym gestem odgarnąłem za uszy. Nie chciałem przecież, aby Piórkowy Człowiek uznał mnie za zapatrzonego w siebie narcyza. Zależało mi na jego opinii chyba bardziej niż jakiejkolwiek innej osoby na tym świecie.
— Oczywiście, Sivik. Należy ci się — splotłem dłonie na swoim brzuchu, bawiąc się kciukami — Miłych snów.
Zakończyłem swoją wypowiedź szerokim, ciepłym uśmiechem. Może to sprawi, że Sivi nie będzie już miał koszmarów?

czwartek, 19 lipca 2018

Od Takako do Dolorem

Miło się spędzało czas w tak licznym towarzystwie. Każda minuta przemijała jak sen do momentu w którym czas nadszedł, aby samemu się zanurzyć w błogi sen. Zastanawiałam się już od pewnego czasu, jak wygląda kobieta z uśmiechem na twarzy.
Dolorem była uprzejmą damą, która odprowadziła nas do naszych pokoi. Trochę dziwnie się czułam, że będę sama spać w pokoju. Przebrana w piżamę, zostałam ułożona do snu przez Dolorem.
- Życzę dobrej nocy - powiedziała kobieta. Usłyszałam jak zrobiła pierwszy krok w stronę drzwi. Zebrałam całkowicie swoją koncentrację i zatrzymałam ją chwytając za kawałek jej sukienki. - Czy coś się stało? - zapytała spokojnym, a zarazem opanowanym głosem.
- Dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłaś - powiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Puściłam kawałek jej sukienki tym samym pozwalając jej odejść. Ułożyłam się do snu. Łóżko było wygodne. Po dłuższym wyczekiwaniu, aż zasnę naszedł ubogi sen.
Niemowlę zawinięte w kocyk trzymało palec jednego z rodziców. Dziecię małe uśmiechało się gorąco w stronę rodziców. Sceneria wyjęta niczym z jakiejś pięknej bajki. Rodzice wyglądali na szczęśliwych. Ja stałam z boku i przyglądałam się wszystkiemu uważnie. Może i nie widziałam twarzy rodziców, a sama byłam niewidoma to w śnie widziałam wszystko. Koło nich mogłam zauważyć kwiaty, które rozkwitały. Całe tło za nimi było wypełnione pięknymi kwiatami. Piękna sceneria zniknęła, a zamiast niej pojawiła się ta w której to same dziecko zostało porzucone w koszyku. Jakiś mężczyzna znalazł je mężczyzna. Kwiaty ponownie pojawiły się w tle jednak były to same słoneczniki. Kolejne scenerii były tak samo piękne jak poprzednie. Kolejną scenerią była ta w której rycerz, mój "ojciec", mistrz, był we krwi. Leżał, a ja stałam i nie potrafiłam nic zrobić.
Obudziłam się ze łzami w oczach. Nie mogąc dalej przebywać w tym pokoju, wyszłam z pokoju. Skierowałam się do pokoju obok w którym był Yuzuki.
- Takako co się stało? - przestraszony podbiegł do mnie. Przytulił mnie, a ja tylko mocniej wtuliłam się w niego. - Idziemy na zewnątrz? - nie czekając na moją odpowiedź, wziął mnie na ręce i przez okno, opuściliśmy jego pokój. Usiedliśmy na dachu. Po deszczu zostały tylko ślady. Zapach po takim deszczu jednak zawsze był najlepszy.
- Na zewnątrz jest lepiej niż w środku - wtuliłam się do jego torsu i z uśmiechem na twarzy zamknęłam oczy.
Obudziłam się gdy promienie słońca zaczęły padać na mnie. Czując bijące ciepło, otworzyłam oczy. Może i nie potrafiłam niczego zobaczyć, ale uczucie gdy nie byłam sama było najlepsze.
- Lepiej będzie jak wrócimy do środka - powiedziałam cicho.
- Masz rację - opowiedział Yuzu gładząc mnie po głowie.
Wróciliśmy do pokoju chłopaka w ten sam sposób w jaki z niego wyszliśmy. Podziękowałam swojemu towarzyszowi i wrócił do swojego pokoju.
- Dzień dobry - powiedziałam jak tylko wyczułam obecność Dolorem. Byłam już przebrana, zaścieliłam łóżko za sobą. Poranna rutynę odpękałam prawie, że do końca. To co mi pozostało to splecenie swoich włosów.

<Dolorem?>

środa, 11 lipca 2018

Od Dolorem do Takako

Pogładziłam delikatnie grzbiet kruka. Diaval nie spuszczał wzroku z goszczonej przez nas trójki. Wciąż im nie ufał. Nie dziwiło mnie to, w końcu znamy ich głównie z imion. Oni również o nas niewiele wiedzieli, ale nie wyglądali, jakby im to specjalnie przeszkadzało. Siedzieliśmy tak w salonie jeszcze kilka godzin, spędzając czas na rozmowie. Chciałam poznać jak najwięcej szczegółów, ale wiedziałam, że muszę być niezwykle delikatna. Inaczej dziewczyna się przede mną nie otworzy. Poznałam jej zawód, dowiedziałam się nawet dlaczego zapuściła się w te strony, jakich ziół szukała i w jakim celu. Jednak to wciąż było za mało. Ale wystarczająco na ten etap znajomości. Otworzyłam kolejną butelkę wina i napełniłam nim kieliszki. Gdy Takako i jej przyjaciele zrobili się senni, przygotowałam dla nich piżamy. Po udaniu się z nimi do łazienki, przyznałam im pokoje. Każdy z nich był urządzony w podobnym stylu. Ciężkie, masywne meble z drewna dębu o dużych rozmiarach zdobiły każdy z nich. Na podłodze leżały perskie dywany. Wzorzyste ściany były pełne ręcznie malowanych przez artystów obrazów. Jednak tym, co najbardziej przykuwało uwagę były ogromne łóżka z baldachimem. Zaprowadziłam Takako do tego, które zostało jej przydzielone. 
- Życzę dobrej nocy. - powiedziałam, gdy dziewczyna już leżała pod kołdrą. Następnie ruszyłam wolno do drzwi. 

< Takako? >

poniedziałek, 9 lipca 2018

Od Takako do Dolorem

Przypuszczenia o deszczu sprawdziły się tak więc Dolorem poprosiła mnie przy pomocy zdejmowania prania z linki.  Uśmiechnęła się i że zadowoleniem kroczyłam tam gdzie Dolorem poszła. Nie spuszczałam jej ani na moment. Wzięłam kosz na pranie, a kobieta zajęła się brakiem prania i składania go. Jak skończyliśmy z praniem odłożyliśmy je w odpowiednie pranie. Chłopcy mieli posprzątane i wrócili do mnie. Dolorem dała nam czyste ubrania do przebrania się po czym kazała nam ugościć się w salonie. Pozostawiła nas w obecności kruka, a sama zniknęła gdzieś.
- Jak tylko dostaniemy jakieś wezwanie to odejdziemy stąd... - powiedziałam cicho pod nosem. - Nie chce przysparzać więcej problemów Dolorem. Ona jest zbyt miła dla takiego nieudacznika jak ja - poczułam dłoń na swojej głowie. Był to Yuzu który zawsze mnie pocieszał w taki o to Przypuszczenia o deszczu sprawdziły się tak więc Dolorem poprosiła mnie przy pomocy zdejmowania prania z linki.  Uśmiechnęła się i że zadowoleniem kroczyłam tam gdzie Dolorem poszła. Nie spuszczałam jej ani na moment. Wzięłam kosz na pranie, a kobieta zajęła się brakiem prania i składania go. Jak skończyliśmy z praniem odłożyliśmy je w odpowiednie pranie. Chłopcy mieli posprzątane i wrócili do mnie. Dolorem dała nam czyste ubrania do przebrania się po czym kazała nam ugościć się w salonie. Pozostawiła nas w obecności kruka, a sama zniknęła gdzieś.
- Jak tylko dostaniemy jakieś wezwanie to odejdziemy stąd... - powiedziałam cicho pod nosem. - Nie chce przysparzać więcej problemów Dolorem. Ona jest zbyt miła dla takiego nieudacznika jak ja - poczułam dłoń na swojej głowie. Był to Yuzu który zawsze mnie pocieszał w taki o to sposób.
Usłyszałam jak Dolorem się zbliżała. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Ciasto jakie przyrządziła kobieta było przepyszne.
- Co was sprowadza w te strony, jeśli można wiedzieć? - zapytała się, a ja spojrzałam się w jej stronę.
- Przyszłam po kilka ziół oraz roślin. Jednak z tego wszystkie wyszło na to, że spędziliśmy tutaj noc. No i przez pewien bieg wydarzeń ja napotkałam ciebie, będąc cała obłocona a chłopcy doszli. Wiem, że to już mówiłam, ale dziękuję ci za wszystko co dla nas zrobiłaś - uśmiechnęłam się do niej.

<Dolorem?> :3 

niedziela, 1 lipca 2018

Od Dolorem do Takako

Dziewczyna po raz kolejny zwiesiła głowę. 
- Powinnam być w stanie rozróżnić zioła, gdyż jestem w stanie rozpoznać je po zapachu. Mogę również podlać kwiatki, ale to i tak mogę zrobić źle... - zaczęła wymieniać po chwili 
- Jestem bezużyteczna we wszystkim, jakim cudem mogę komuś pomóc gdy to wszyscy wciąż pomagają mi? 
Z ukrywaną niechęcią wysłuchałam tej depresyjnej mowy. Ślepota a paraliż to co innego. Takako wróciła na ziemię i zwinęła się na niej w kulkę. Westchnęłam cicho. I co ja mam z nią zrobić? Uniosłam wzrok ku górze, oczekując jakiejś podpowiedzi od nieba. Czarne chmury przypomniały mi o czymś bardzo ważnym. 
- Wstań, bo się ubrudzisz. Pomożesz mi zdjąć pranie. 
Zabrałam swoje oraz te przeznaczone dla dziewczyny kosze i wiadra. Plony bez skazy zaniosłam do kuchni, a pozostałe zostawiłam na zewnątrz pod bocznymi drzwiami. Szybkim krokiem udałam się po duży kosz na pranie i przyniosłam go Takako. Następnie zaprowadziłam ją na miejsce, gdzie suszyło się pranie. Czym prędzej zaczęłam je zbierać, składać i wrzucać do kosza trzymanego przez dziewczynę. Gdy sznurki były już całkowicie pozbawione ciężaru, przeszłam z Takako do pokoju, w którym trzymałam ubrania dla służby i pościel. Następnie wróciłyśmy do przyjaciół dziewczyny. Zawołałam wszystkich ze sprzętem do domu, a tam dokonałam kolejnego podziału owoców. Goście otrzymali nowe, czyste ubrania i po przebraniu się w nie zostali zaproszeni do salonu. Rozpaliłam w kominku i poczęstowałam wszystkich winem własnej roboty. Następnie przeprosiłam gości na chwilę, informując ich, że idę coś przygotować. Zostawiłam z Takako i jej przyjaciółmi kruka. Sama wróciłam do kuchni, w której to przygotowałam placek z zebranych owoców. Przyniosłam go na tacy wraz z talerzami i widelczykami. Każdemu ukroiłam po kawałku, a na niewielkim talerzyku Diaval'a rozsypałam trochę kruszonki. Pogładziłam opuszkami palców czarne pióra. Następnie usiadłam na fotelu. 
- Co was sprowadza w te strony, jeśli można wiedzieć? 
<Takako? >