Sama nie wiem dlaczego, ale będąc w obecnym mieście nie potrafiłam znaleźć żadnej karczmy dla naszej trójki, aby móc znaleźć miejsce do przenocowania. W dodatku obecna "piękna" pogoda w niczym nam nie pomagała. Trochę byłam zirytowana, ale nie poddawałam się i szukałam dalej. Yuzu i Ryuu byli pod postacią człowieka, bo z pierwszej karczmy wyrzucili mnie ze względu na ich zwierzęcą formę. Chciałam wejść do następnej karczmy, gdy zobaczyłam jak biegnie w moja stronę jakaś dziewczyna. Była wstrząśnięta i wyglądała jakby szukała czegoś ale bardziej wyglądało jakby szukała kogoś.
- Czy mogę ci jakoś pomóc? - zapytałam się tym samym zatrzymując ją przed wpadnięciem na mnie.
- Wiesz może gdzie w tym mieście znajduje się jakiś lekarz? - była zmęczona i wyglądała na wystraszoną.
- Może ja będę w stanie pomóc? - uśmiechnęłam się do niej, a ona jakby odetchnęła z ulgą. Sama nie wiem kiedy dotarłam do jej domu, ale znaleźliśmy się tam bardzo szybko. Wskazała mi miejsce w którym jakaś dziewczyna leżała. Była mocno rozpalona. Obok niej stała kobieta, robiąc jej zimne okłady.
- Czy coś ją użądliło? - po dotknięciu zabandażowanej ręki wiedziałam co mogło się wydarzyć.
- Tak, ale nie wiem dokładnie co - odpowiedziała starsza kobieta. Zdjęłam opatrunek, wyjęłam ze swojej torby mały nożyk, którym przecięłam skórę.
- Yuzu czy mógłbyś przygotować nowy opatrunek oraz wyjąć z mojej torby maść którą dzisiaj przygotowałam - uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Wyjęłam z nacięcia coś podobnego do żądła osy, jednak to było odrobinę bardziej groźne. Po usunięciu go z dłoni dziewczyny, opatrzyłam ranę, a maść posmarowałam na czoło. To specjalna maść pomagająca zbić gorączkę.
- Nic jej nie będzie - odwróciłam się w stronę dziewczyny. - Zostawię wam maść. Musicie ją stosować do momentu w którym gorączka całkowicie nie minie. Zaklęcie uleczające pomoże jej wrócić szybciej do zdrowia - wytłumaczyłam. - Owad jaki ją użądlił jest bardzo znany w tych terenach jednak mało kto wie, że ich żądła pozostają po ukąszeniu pod skórą. Są małe i bardziej groźniejsze od tych zwykłych owadów. - miałam nadzieję, że uspokoiłam kobiety wystarczająco, aby mogły zasnąć. - Poza tym to powinnaś wypić to, abyś się nie przeziębiła. Jesteś w mokrych ubraniach od dłuższego czasu, a pora roku i pogoda są bardzo dobre na to, aby zachorować - uśmiechnęłam się, chwytając Ryuu za jego płaszcz. - Wybaczcie nam, ale już musimy iść. Ryuu jakbyś mógł mnie poprowadzić - uśmiechnęłam się do niego. - Może zanim wyjdziemy, czy wiecie może gdzie moglibyśmy znaleźć jakieś miejsce w karczmie do przenocowania? Te które odwiedziliśmy nie miały ani jednego pokoju wolnego, a spanie pod niebem dzisiaj odpada. - to był dobry pomysł na to, aby się zapytać. Zwłaszcza, że miasto się zmieniło od mojej ostatniej wizyty.
<Crylin?>
środa, 16 stycznia 2019
Od Takako do Lexie & Mer
Byłam pewna tego, że sobie poradzę podczas walki, wreszcie to nie pierwszy raz. Jednak podczas pogawędki z Lexie, zaskoczyło mnie odrobinę to, że Szaman schwycił mnie tak szybko i to w dodatku w tak bardzo łatwy sposób. Nie opierałam się i dałam się przenieść. Lexie chciała mnie chwycić jednak Szaman był szybszy od niej.
- Witam ciebie moja ukochana Neko! - poczułam jego dotyk na swojej buzi.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się wesoło.
- Wiem co ciebie sprowadza do mnie i mam na to lekarstwo, jednak nie dam tego za darmo... Nim zaczniemy negocjacje, przed twoimi towarzyszami pojawiło się lustro z którego będą mogli oglądać wszystko co się tutaj dzieje jednak nie będą nic słyszeć... - przerwałam mu.
- Więc zacznijmy negocjacje - uśmiechnęłam się ostatni raz tak wesoło, po czym stałam się poważna.
- Masz rację, czasu długo wam nie zostało. Co powiesz na grę w karty lub szachy. Jeżeli wygrasz dostaniesz to co będziesz chciała, jednak jeżeli przegrasz...
- Oddam ci się w twoje ręce i wreszcie będziesz mógł zrobić ze mną co tylko zechcesz... Zaczynajmy lepiej już grę - musiałam szybko działać.
- Podoba mi się twoje zaangażowanie. Usiądź sobie proszę, na stojąco nie wypada. Wiesz, że bardzo ciebie lubię, dlatego dam ci pewną ulgę. Za każdym razem gdy zrobisz dobry ruch, zniknie część upiorów które wysłałem, jednak jeżeli popełnisz błąd to przybędzie ich więcej - zasiadłam do stołu i przytaknęłam głową, że się zgadzam. - Co powiesz na szachy? - wyczułam jego podniecenie.
- Niech będzie, i tak nic nie widzę, więc może być - co prawda był to mały haczyk, gdyż mogłam przez pewien czas używać zaklęcia w którym widziałam mnie więcej zarys planszy oraz pionków. - Miłej gry - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Chciałam przetestować Szamana, dlatego specjalnie popełniłam błąd. To że pojawiły się stwory było prawdą, jednak to, że ja będę czuła ból nie było o tym mowy. Mogłam się spodziewać tego po nim. Jego gry były zawsze takie ekscytujące i pełne wrażeń.
<Lexie? Mer?>
- Witam ciebie moja ukochana Neko! - poczułam jego dotyk na swojej buzi.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się wesoło.
- Wiem co ciebie sprowadza do mnie i mam na to lekarstwo, jednak nie dam tego za darmo... Nim zaczniemy negocjacje, przed twoimi towarzyszami pojawiło się lustro z którego będą mogli oglądać wszystko co się tutaj dzieje jednak nie będą nic słyszeć... - przerwałam mu.
- Więc zacznijmy negocjacje - uśmiechnęłam się ostatni raz tak wesoło, po czym stałam się poważna.
- Masz rację, czasu długo wam nie zostało. Co powiesz na grę w karty lub szachy. Jeżeli wygrasz dostaniesz to co będziesz chciała, jednak jeżeli przegrasz...
- Oddam ci się w twoje ręce i wreszcie będziesz mógł zrobić ze mną co tylko zechcesz... Zaczynajmy lepiej już grę - musiałam szybko działać.
- Podoba mi się twoje zaangażowanie. Usiądź sobie proszę, na stojąco nie wypada. Wiesz, że bardzo ciebie lubię, dlatego dam ci pewną ulgę. Za każdym razem gdy zrobisz dobry ruch, zniknie część upiorów które wysłałem, jednak jeżeli popełnisz błąd to przybędzie ich więcej - zasiadłam do stołu i przytaknęłam głową, że się zgadzam. - Co powiesz na szachy? - wyczułam jego podniecenie.
- Niech będzie, i tak nic nie widzę, więc może być - co prawda był to mały haczyk, gdyż mogłam przez pewien czas używać zaklęcia w którym widziałam mnie więcej zarys planszy oraz pionków. - Miłej gry - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Chciałam przetestować Szamana, dlatego specjalnie popełniłam błąd. To że pojawiły się stwory było prawdą, jednak to, że ja będę czuła ból nie było o tym mowy. Mogłam się spodziewać tego po nim. Jego gry były zawsze takie ekscytujące i pełne wrażeń.
<Lexie? Mer?>
wtorek, 15 stycznia 2019
Od Crylin
Minęły trzy dni od rozpoczęcia mojej misji, ale nareszcie udało mi się ją wykonać i wrócić po zapłatę. Przez ten czas musiałam dać siostrę pod opiekę sąsiadce, która jak zawsze nie miała z tym problemu. Nie lubiłam zostawiać Arii samej, ale musiałam, aby zagwarantować jej dach nad głową. Spokojnym krokiem kierowałam się do karczmy, z której już od dłuższego czasu wykonywałam zlecenia obcych mi ludzi. W myślach wyklinałam paskudną pogodę. Zdecydowanie pory deszczowe nie odpowiadały mi przez ograniczoną widoczność. Kiedy jednak dostrzegłam charakterystyczny znak tawerny, w głębi duszy cieszyłam się, że w końcu otrzymam zapłatę. Poprawiłam czarny materiał chusty na twarzy i otworzyłam agresywnie drzwi. Przez chwilę przyglądałam się otoczeniu, by zaraz później dumnie ruszyć w stronę barmana. Usłyszałam, jak dźwięki burzy cichną w towarzystwie skrzypiących drzwi. Usiadłam wygodnie na krześle, wyciągając z sakiewki monety, które niedbale rzuciłam na blat. Brązowowłosy karczmarz szybko zebrał pieniądze i zaczął nalewać mój ulubiony trunek.
- Dość szybko wróciłaś, najwyraźniej misja nie była tak trudna, jak się spodziewałem. – Ciemne tęczówki uważnie przyglądały się potwierdzeniu wykonanej misji, którym tym razem była poplamiona krwią księga.
- Pamiętaj, nie robię tego za darmo, dupeur. – Odrzekłam chłodnym tonem, widząc jego lepkie rączki na księdze. Postawił przede mną trunek, wzdychając męczeńsko.
Szybko odsłoniłam materiał chusty i jednym chlustem wypiłam alkohol, który po chwili rozgrzał moje ciało. Po chwili na stole pojawiła się moja zapłata za zlecenie. Szybko zebrałam wynagrodzenie i nie zwracając szczególnej uwagi na otoczenie, zamówiłam kolejną kolejkę.
- Mam kilka nowych ofert, które mogą cię w najbliższym czasie zainteresować. – Machnęłam zachęcająco dłonią, aby mówił dalej. – Jest zlecenie, aby pozbyć się dzikich bestii z obrzeży miasta, albo zabójstwo handlarza podającego się za lekarza i sprzedającego zatrute lekarstwa.
- Gdzie ostatnio widziano tego handlarza? – Spytałam, bawiąc się kieliszkiem.
- I tu jest właśnie problem. Wiadomo tylko, że przebywa gdzieś w tym państwie, jako doktor Alberto.
- Biorę!
- Haha, przecież ta ślepa kura nie złapałaby tego doktorka, jakby przeszedł jej przed nosem. – Kpiący śmiech rozbrzmiał obok mnie.
- Oj chłopie, rzucasz sobie gwoździe pod nogi. – Ostrzegł wstawionego kolegę, wiedząc, jak to się skończy.
- Chyba żartujesz, co mi może zrobić ślepa baba? – Otwartą dłonią walnął w blat. Wykorzystując chwilę, wyciągnęłam z pochwy cienkie ostrza i rzuciłam tak, aby wbiły się pomiędzy trzema palcami chłystka. Następnie wbiłam swoje przedłużone kunai między nogi najemnika kilka centymetrów od jego przyrodzenia. Nie musiałam nawet przekręcać głowy w jego stronę, by idealnie trafić w wyznaczone miejsca.
- Ferme ta gueule. – Z moich ust wydobyły się spokojne, a zarazem chłodne słowa.
- Ostrzegałem. – W pubie rozbrzmiał melodyjny głos właściciela.
Znudzona atmosferą, podniosłam się z wygodnego krzesła, ówcześnie chwytając i zwijając zlecenie w rulon. Wychodząc z budynku, ponownie nałożyłam na twarz materiał. Pośpiesznie ruszyłam w stronę domu, sprawdzając, czy przypadkiem ktoś mnie nie śledzi. Chciałam jak najszybciej pójść po siostrę, dlatego pośpiesznie rozebrałam się ze stroju roboczego i nałożyłam swoje codzienne ubrania. W drzwiach włożyłam płaszcz, do którego włożyłam naszyjnik z niebiesko-zielonym kamieniem na środku. Zawsze jak znikałam na kilka dni, przynosiłam Arii coś ładnego z podróży w ramach przeprosin. Zmęczonym wzrokiem spojrzałam na porywisty wiatr, niosący ze sobą stado kropli wody. Westchnęłam głośno i pobiegłam pod mieszkanie siwej, starszej kobiety. Głośno zapukałam w jasne drzwi, a już po chwili otworzyła mi zmartwiona kobieta, wpuszczając do środka. Coś mi jednak nie pasowało w jej wyrazie twarzy.
- Dzień dobry, przyszłam po Arie. – Delikatnie uśmiechnęłam się do kobiety, jednak ten szybko zniknął z mojej twarzy, gdy ujrzałam leżącą w salonie siostrę. Cała była pokryta rumieńcami, na głowie leżał zimny okład, a jej ręka była obwiązana bandażem. – Dobry Boże, Aria, co się stało?
Jak najszybciej pobiegłam do siostry i złapałam za rozpalony policzek.
- Dziś rano, powiedziała, że wieczorem, jak wracała z koleżanką, ugryzło ją coś w rękę. Początkowo myślałam, że to nic poważnego, ale zaczęła dostawać gorączki, a w miejscu ugryzienia, powstał obrzęk. Nie wiedziałam, co mam robić.
- Jest gdzieś w okolicy lekarz dla ludzi? – Spytałam zestresowana, próbując wybudzić białowłosą.
- Nie mam pojęcia, nie jestem człowiekiem.
- Aria, wytrzymaj amour. – Pocałowałam rozpalone czoło siostry i wybiegłam z mieszkania.
Biegłam w deszczu, poszukując kogoś, kto mógłby mi pomóc. Gdybym sama znała się na medycynie, prawdopodobnie nie musiałabym się teraz bać o życie swojej ostatniej rodziny. Miałam wrażenie, że biegłam po opustoszałych drogach wieczność, kiedy w końcu zauważyłam jakąś postać przed sobą.
<Ktoś?>
- Dość szybko wróciłaś, najwyraźniej misja nie była tak trudna, jak się spodziewałem. – Ciemne tęczówki uważnie przyglądały się potwierdzeniu wykonanej misji, którym tym razem była poplamiona krwią księga.
- Pamiętaj, nie robię tego za darmo, dupeur. – Odrzekłam chłodnym tonem, widząc jego lepkie rączki na księdze. Postawił przede mną trunek, wzdychając męczeńsko.
Szybko odsłoniłam materiał chusty i jednym chlustem wypiłam alkohol, który po chwili rozgrzał moje ciało. Po chwili na stole pojawiła się moja zapłata za zlecenie. Szybko zebrałam wynagrodzenie i nie zwracając szczególnej uwagi na otoczenie, zamówiłam kolejną kolejkę.
- Mam kilka nowych ofert, które mogą cię w najbliższym czasie zainteresować. – Machnęłam zachęcająco dłonią, aby mówił dalej. – Jest zlecenie, aby pozbyć się dzikich bestii z obrzeży miasta, albo zabójstwo handlarza podającego się za lekarza i sprzedającego zatrute lekarstwa.
- Gdzie ostatnio widziano tego handlarza? – Spytałam, bawiąc się kieliszkiem.
- I tu jest właśnie problem. Wiadomo tylko, że przebywa gdzieś w tym państwie, jako doktor Alberto.
- Biorę!
- Haha, przecież ta ślepa kura nie złapałaby tego doktorka, jakby przeszedł jej przed nosem. – Kpiący śmiech rozbrzmiał obok mnie.
- Oj chłopie, rzucasz sobie gwoździe pod nogi. – Ostrzegł wstawionego kolegę, wiedząc, jak to się skończy.
- Chyba żartujesz, co mi może zrobić ślepa baba? – Otwartą dłonią walnął w blat. Wykorzystując chwilę, wyciągnęłam z pochwy cienkie ostrza i rzuciłam tak, aby wbiły się pomiędzy trzema palcami chłystka. Następnie wbiłam swoje przedłużone kunai między nogi najemnika kilka centymetrów od jego przyrodzenia. Nie musiałam nawet przekręcać głowy w jego stronę, by idealnie trafić w wyznaczone miejsca.
- Ferme ta gueule. – Z moich ust wydobyły się spokojne, a zarazem chłodne słowa.
- Ostrzegałem. – W pubie rozbrzmiał melodyjny głos właściciela.
Znudzona atmosferą, podniosłam się z wygodnego krzesła, ówcześnie chwytając i zwijając zlecenie w rulon. Wychodząc z budynku, ponownie nałożyłam na twarz materiał. Pośpiesznie ruszyłam w stronę domu, sprawdzając, czy przypadkiem ktoś mnie nie śledzi. Chciałam jak najszybciej pójść po siostrę, dlatego pośpiesznie rozebrałam się ze stroju roboczego i nałożyłam swoje codzienne ubrania. W drzwiach włożyłam płaszcz, do którego włożyłam naszyjnik z niebiesko-zielonym kamieniem na środku. Zawsze jak znikałam na kilka dni, przynosiłam Arii coś ładnego z podróży w ramach przeprosin. Zmęczonym wzrokiem spojrzałam na porywisty wiatr, niosący ze sobą stado kropli wody. Westchnęłam głośno i pobiegłam pod mieszkanie siwej, starszej kobiety. Głośno zapukałam w jasne drzwi, a już po chwili otworzyła mi zmartwiona kobieta, wpuszczając do środka. Coś mi jednak nie pasowało w jej wyrazie twarzy.
- Dzień dobry, przyszłam po Arie. – Delikatnie uśmiechnęłam się do kobiety, jednak ten szybko zniknął z mojej twarzy, gdy ujrzałam leżącą w salonie siostrę. Cała była pokryta rumieńcami, na głowie leżał zimny okład, a jej ręka była obwiązana bandażem. – Dobry Boże, Aria, co się stało?
Jak najszybciej pobiegłam do siostry i złapałam za rozpalony policzek.
- Dziś rano, powiedziała, że wieczorem, jak wracała z koleżanką, ugryzło ją coś w rękę. Początkowo myślałam, że to nic poważnego, ale zaczęła dostawać gorączki, a w miejscu ugryzienia, powstał obrzęk. Nie wiedziałam, co mam robić.
- Jest gdzieś w okolicy lekarz dla ludzi? – Spytałam zestresowana, próbując wybudzić białowłosą.
- Nie mam pojęcia, nie jestem człowiekiem.
- Aria, wytrzymaj amour. – Pocałowałam rozpalone czoło siostry i wybiegłam z mieszkania.
Biegłam w deszczu, poszukując kogoś, kto mógłby mi pomóc. Gdybym sama znała się na medycynie, prawdopodobnie nie musiałabym się teraz bać o życie swojej ostatniej rodziny. Miałam wrażenie, że biegłam po opustoszałych drogach wieczność, kiedy w końcu zauważyłam jakąś postać przed sobą.
<Ktoś?>
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Bo to takie ludzkie. Źle interpretujemy świat i twierdzimy, że nas oszukuje.

Imię: Mało kto zna jej imię, do takich istot może zaliczyć nieliczne osoby z jej dzieciństwa. Nigdy nie przedstawia się pierwsza, nie mówiąc już, po jakim czasie możesz otrzymać jej prawdziwe imię… Crylin Alira zwykłe smocze imiona, które wśród ludzi mogą zasiać panikę
Nazwisko: Od kiedy pamięta, ród, w którym się urodziła nazywany był Doragon, oznaczający smocze dzieci.
Pseudonim: Kryształowy zabójca, duch, przez informatorów znana, jako ślepa łowczyni.
Wiek: Po dziesiątym roku życia przestała liczyć, bardziej zajmowała się przetrwaniem, ale obecnie można podejrzewać jakieś 18 lub 19 lat.
Płeć: Kobieta
Wzrost: Nigdy się nie mierzyła, ale można uznać, że ma jakieś 166 cm wzrostu
Rasa: Crylin należy do smoczych potomków, którzy rodzą się ze smoczymi cechami i zdolnościami. Wygląd nie różni się praktycznie niczym od zwykłych ludzi. Jedynie włosy dopasowują się do zdolności. Dodatkowo posiadają charakterystyczne smocze oczy. Podczas używania swoich mocy, na ich ciele pojawiają się różne symbole i runy przypisane konkretnemu smokowi. Minusem tej rasy jest posiadanie tylko jednej mocy, ponieważ każdy jest przypisany do jednego stworzenia. Bardzo rzadko zdarzają się istoty mające dwie zdolności. Dzieje się to wtedy, gdy w tym samym czasie umierają dwa smoki, a rodzi się jedno dziecko. Moc dwóch stworów kieruje się do jednego dziecka, aby ostatecznie nie wyginąć. Każdy ze smoczych dzieci ma inne wady, zależne od rasy. Crylin ma problemy z regenerowaniem się krwi. Jej rany goją się dłużej, przez co łatwo może się wykrwawić bez pomocy lekarza. W dodatku nigdy nie udało jej się całkowicie przemienić w smoka.
Zawód: Wolny najemnik, szuka różnych ofert, które zagwarantują jej pieniądze. Najczęściej bierze zlecenia polegające na pojmaniu kogoś, rzadziej zabiciu, ewentualnie odnalezieniu czegoś, bo uważa to za najprostsze i dobrze płatne.
Miejsce zamieszkania: Nie ma stałego miejsca zamieszkania. Czasem zatrzymuje się na parę miesięcy w jakimś mieście, by za jakiś czas znów wyruszyć w podróż do stolicy.
Miejsce urodzenia: Urodziła i wychowywała się w Darawie, nieprzyjemne miejsce, które opiera się na zasadach zabić, lub zostać zabitym.
Charakter: Na pierwszy rzut oka Crylin wydaje się nieprzyjemna, awanturnicza i zamknięta. Tak właśnie wygląda jej maska, gdy musi wykonywać różne misje lub ktoś ma do niej problem. Nikt by się nie spodziewał, że pod tą czarną płachtą skrywa się spokojna i troskliwa dziewczyna, która nie miała miłej przeszłości. Zacznijmy od tego, że ciężko jej przychodzi zaufanie do kogoś, przez co nie dowiesz się o niej zbyt dużo na początku. Zdarza się, że masz wrażenie, że wcale cię nie słucha, jednak jest to całkowitą bzdurą. Kobieta uwielbia słuchać innych. Chętnie uczy się nowych rzeczy i choć to ukrywa, to często jest zafascynowana technologią ludzi. Kiedy trzeba, potrafi wykazać się odwagą i śmiałością. Może wydawać się to dziwne, ale dziewczyna lubi się śmiać i żartować. Początkowo rozmowy z Crylin nie są zbyt ciekawe, dzięki swojemu ciętemu językowi zniechęca potencjalnych interlokutorów. Nie zdziw się jednak, słysząc z jej ust delikatne i przyjemne słowa. Gdy nabierze zaufania, staje się przyjemniejsza. Kiedy jednak wpadnie w furię, lepiej nie być w pobliżu. Nie ciężko ją rozzłościć. Kiedy nie pracuje, często pomaga ludziom z okolicy, jako zwykła dziewczyna.
Rodzina: Matka, Lucia zmarła po narodzeniu się jej młodszej siostry, mimo to nie pamięta jej, za dzieciaka nie widziały się dość często. Ojciec opuścił ich, gdy Crylin miała 2 lata, dlatego nie ma pojęcia, jaki był. Pamięta jedynie jego nad wyraz błękitne smocze oczy, które pojawiają się w jej koszmarach. Przy niej została jedynie 8-letnia Aria, która nie urodziła się ze smoczymi zdolnościami. Dzięki temu Crylin zrozumiała, że ich matka była człowiekiem.
Partner: Nigdy się nie zakochała, chociaż zdarzało jej się w kimś zauroczyć, nie trwało to jednak długo. Na pierwszym miejscu jest ochrona jej ostatniej rodziny, chociaż nie raz przyznała siostrze, że chciałaby kiedyś założyć rodzinę.
Umiejętności: Białowłosa od małego dzieciaka potrafiła świetnie wyczuwać swoją moc, co nie oznacza, że używała jej do zabawy. Przychodząc na świat, jej oczy wyglądały jak dwa błękitne kryształy z kolorowymi przebłyskami. Niedługo potem zauważyła, że może tworzyć różne rzeczy z kryształu. Nie raz uratowało jej to życie, kiedy postanawiała, jak zwykle korzystać z ilości drzew wokół niej. Od małego skakała po drzewach i wykorzystywała ciężkie warunki, aby odciągnąć się od ciągłego strachu. Nawet teraz lubi poskakać na wysokościach wykonując różne akrobacje, mimo że nie musi bać się zagrożenia ze strony innych istot. Nie raz można ją spotkać na murach lub budynkach. Będąc jeszcze za górami, uwielbiała tworzyć z kryształów małe rzeźby, nawet teraz nie raz robi dzieciom małe figurki z kryształów. Z czasem zauważyła, że może się posługiwać ogniem, co oznaczało, że podczas jej narodzin zginęły dwa smoki. W czasie opieki nad młodszą siostrą nauczyła się śpiewać, znała również wiele smoczych pieśni, które opowiadały o męstwie i miłości. W dodatku po uwolnieniu się z Darawy zaczęła bawić się tworzeniem broni i różnych mechanizmów, ułatwiających jej ucieczkę lub walkę. Oczywiście, bez problemu umie posługiwać się rozmaitą bronią. Białowłosa, od kiedy poznała instrumenty takie jak pianino, czy flet poprzeczny, zakochała się w cudnych dźwiękach i sama przy najbliższej okazji szkoliła się w ich obsłudze. Może być również dziwne, że jako chodząca maszyna mordu potrafi tańczyć i lubi to robić, kiedy jest poza pracą. Żyjąc za górami, jej dominującym językiem była stara smocza mowa, dlatego zdarza się, że używa jej zamiast niektórych słów.
Aparycja: Crylin posiada długie białe włosy, najczęściej ukryte za głębokim kapturem. Na jej twarzy zawsze widnieje czarna przepaska, zasłaniająca krystalicznie błękitne, smocze oczy, przez co uważana jest za ślepą i tego się trzyma. Na pozór zwykła szczupła kobieta o wyrazistych kształtach, jednak pod jej ubraniami znajdują się liczne ślady po walce. Największa blizna, jaką ma, znajduje się na jej plecach. Zyskała ją, chroniąc siostrę własnym ciałem przed lodowymi wilkami. Cudem udało jej się przeżyć.
Historia: Te informacje nie zostaną tak łatwo wyjawione.
Głos: https://www.youtube.com/watch?v=oNGq16nHr-Q
Towarzysz: Nigdy jej nikt nie towarzyszył. W Darawie albo zabijałeś, albo dałeś się zabić.
Inne:
- Panicznie boi się głębin morskich, nie potrafi pływać.
- Często można ją spotkać w barach.
- W czasie pełni księżyca, na najwyższym budynku, jaki znajdzie śpiewa spokojną pieśń, aby oddać szacunek wszystkim smokom.
- Wstydzi się prosić kogoś o pomoc.
- Uwielbia dzieci, więc w wolnych chwilach próbuje ich zabawić, tworząc ogniowe zwierzątka lub kryształowe figurki.
- Zawsze, jak pytają o jej rasę, odpowiada mag, co oczywiście nie jest zgodne z prawdą.
- Potrafi być naprawdę uprzejma, jeśli kogoś dobrze pozna.
- Przy pierwszym spotkaniu, nie podaje swojego prawdziwego imienia. Przedstawia się jako „Angech” oznaczające upadłego anioła.
- Jej sekretem są smocze oczy i rasa, z jakiej się wywodzi.
Właściciel: Howrse: BłękitnookaKate | Discord: TheWolfNeto#9158
Preferowana długość odpisów: Średnie
Stopień Wpływu (SW): 4 SW
Inne uwagi: Mimo 4 SW, nie życzę sobie, aby moja postać została zgwałcona oraz okaleczona trwale w oczy. Można sobie jednak pozwolić na zauważenie jej tajemnicy.
niedziela, 13 stycznia 2019
Od Lexie & Mer do Takako
Lexie i Mer pochylili swoje włócznie, odpychając zielarkę do tyłu i stając pomiędzy Lazy i jej towarzyszami a zbliżającymi się ludźmi. Ciała tych ostatnich nie wyglądały jak nic, co dotychczas widziała gwardzistka. Były paskudnie zmutowane i powykrzywiane. Właściwie nazywanie ich "ludźmi" było sporym eufemizmem, gdyż ich człowieczeństwo zostało zaprzepaszczone już dawno, dawno temu. Stwór, którego dane jej było widzieć w zamku mógłby wśród nich uchodzić za przystojniaka.
Gwardziści synchronicznie poprawili tarcze i przygotowali się do walki. Zielarka za ich plecami dobyła sztyletu, a jej towarzysze przybrali zwierzęcą formę i czarna pantera skoczyła na przód, powalając dwóch ludzi na raz. Mer skrzypnął i ruszył za nim, a Lexie wycofała się, zagradzając drogę zielarce, która również chciał przyłączyć się do walki. Biały lis zakręcił się niespokojnie i przybrał formę człowieka. Lazy dała mu jednak znak, żeby dołączył do walki na przedzie.
- Co robisz? - spytała spokojnie tamta, słysząc przed sobą szczęk pancerza gwardzistki.
- Osłaniam cię, pani - wyjaśniła brunetka, nie odwracając się. Bacznie kontrolowała sytuację z przodu na wypadek, gdyby zbliżające się istoty w jakiś sposób wyminęły śmiercionośne kły wielkiego kota lub zabójczą włócznię milczącego strażnika.
- Jestem równie dobra w walce jak obaj moi towarzysze, dam sobie radę - zapewniła z miłym uśmiechem.
- Z całym szacunkiem, pani, nie mogę ci pozwolić narażać swojego życia. - Lexie była już przyzwyczajona do tego typu zachowania. Księżniczka Mirajane za każdym jednym choćby najbardziej błahym razem robiła dokładnie to samo. I najwyraźniej uczyniła to o jeden raz za dużo, skoro dosięgła jej ta paskudna klątwa.
- W cale ich nie ubywa! - krzyknął Ryu, wokół którego tańczyły czerwone płomienie. Rzeczywiście, wyglądało na to, że przeciwnicy pojawiali się znikąd, nieustannie wychodząc z jamy. Jakby byli tam skądś sprowadzani przemknęło gwardzistce przez myśl. Skoro tak.... Odwróciła się akurat w momencie, w którym z czarnego lustra, okolonego szarymi kłębami toksycznej magii wyłonił się kształt, na którego twarzy znajdowała się zwierzęca czaszka, zakończona pióropuszem, opadającym na plecy. Jego długie ręce chwyciły od tyłu zielarkę, która nie mogła przecież go dostrzec i pociągnęły.
- Nie! - Lexie skoczyła do przodu, celując dłońmi w portal, jednak szaman zniknął wraz ze swoją zakładniczką, zanim palce strażniczki zdążyły go dosięgnąć. A potem było już za późno. Gładka tafla rozsypała się w szary pył przy kontakcie ze skórą kobiety, pozostawiając po sobie jedynie ciemniejszy ślad na podłożu.
(Takako? :3 I cyk, porwana xd)
poniedziałek, 7 stycznia 2019
Od Takako do Lexie & Mer
Postanowiłam wyruszyć, przygotowania nie zajęły mi długo. Podałam również szczegółową instrukcję lekarzy co mają robić. Wreszcie miałam zamiar uniknąć jakichkolwiek komplikacji jak i zmniejszyć liczbę zgonów. Co prawda miałam pewne obawy co do zabrania Mer i Lexie nie na wzgląd, że by nas spowalniali, ale może bardziej przydali by się tutaj niż mnie. Poza tym nie chciałam, aby coś się im stało. Jednak nie chcąc się sprzeciwiać, postanowiłam ich wziąć ze sobą.
- Yuzu musimy dotrzeć tam jak najszybciej, Ryuu czy mógłbyś użyć swoich mocy, aby dodać trochę prędkości koniom, proszę - powiedziałam szeptem do nich z uśmiechem na twarzy.
Nie przewidywałam niczego złego, zawsze myślałam pozytywnie, ale coś w głębi mnie mówiło, że wydarzy się coś niespodziewanego. Ruszyliśmy, gdy tylko ja usiadłam na Yuzu. Ryuu pilnował tyłów i pomagał koniom w razie jakichkolwiek przeszkód na drodze czy też przy użyciu magii pomagał im regenerować siły.
Temenia nie znajdowała się daleko, a dotarcie do szamana nie było trudne, gdyż każdy go znał. Mieszkał przy samej granicy, w pewnej jamie przy najbliższym lesie. Tuż koło jego drzwi do jamy rosły przeróżne kwiaty o kolorze czarnym. Dotarliśmy tam bez najmniejszych przeszkód co mnie zaskoczyło, zupełnie tak jakby wszyscy czekali na nasz przyjazd i chcieli się zmierzyć we większej grupie przeciwko nam. Stanęliśmy przed jamą. Każdy zszedł ze swojego pojazdu.
- Bądźcie ostrożni na kwiaty jak i na wasze otoczenie - powiedziałam trochę ciszej. - Przy okazji wypijcie to - podałam im dwie małe buteleczki.
- A co to jest? - zapytała się Lexie.
- Pomoże wam przezwyciężyć zapach kwitów jak i ich działanie na was. Nie bez powodu są one tutaj i to w dodatku czarne - uśmiechnęłam się delikatnie.
Wysunęłam się bardziej w przód. Stanęłam prosto przed wejściem od jamy. Pozostali byli za mną. Wywołanie Szamana nie było zbyt trudne.
- Szamanie, to ja Neko! - uniosłam tak wysoko głos jak tylko mogłam. Niestety dostałam brak odpowiedzi słownej, ale za to do okoła nas pojawili się ludzie chcący zmusić nasze odejście.
<Lexie? Mer?>
- Yuzu musimy dotrzeć tam jak najszybciej, Ryuu czy mógłbyś użyć swoich mocy, aby dodać trochę prędkości koniom, proszę - powiedziałam szeptem do nich z uśmiechem na twarzy.
Nie przewidywałam niczego złego, zawsze myślałam pozytywnie, ale coś w głębi mnie mówiło, że wydarzy się coś niespodziewanego. Ruszyliśmy, gdy tylko ja usiadłam na Yuzu. Ryuu pilnował tyłów i pomagał koniom w razie jakichkolwiek przeszkód na drodze czy też przy użyciu magii pomagał im regenerować siły.
Temenia nie znajdowała się daleko, a dotarcie do szamana nie było trudne, gdyż każdy go znał. Mieszkał przy samej granicy, w pewnej jamie przy najbliższym lesie. Tuż koło jego drzwi do jamy rosły przeróżne kwiaty o kolorze czarnym. Dotarliśmy tam bez najmniejszych przeszkód co mnie zaskoczyło, zupełnie tak jakby wszyscy czekali na nasz przyjazd i chcieli się zmierzyć we większej grupie przeciwko nam. Stanęliśmy przed jamą. Każdy zszedł ze swojego pojazdu.
- Bądźcie ostrożni na kwiaty jak i na wasze otoczenie - powiedziałam trochę ciszej. - Przy okazji wypijcie to - podałam im dwie małe buteleczki.
- A co to jest? - zapytała się Lexie.
- Pomoże wam przezwyciężyć zapach kwitów jak i ich działanie na was. Nie bez powodu są one tutaj i to w dodatku czarne - uśmiechnęłam się delikatnie.
Wysunęłam się bardziej w przód. Stanęłam prosto przed wejściem od jamy. Pozostali byli za mną. Wywołanie Szamana nie było zbyt trudne.
- Szamanie, to ja Neko! - uniosłam tak wysoko głos jak tylko mogłam. Niestety dostałam brak odpowiedzi słownej, ale za to do okoła nas pojawili się ludzie chcący zmusić nasze odejście.
<Lexie? Mer?>
Od Ayarashi do Mirajane
Kolejny dzień poza swoją ziemią zdarza się, że tęsknie za tamtym miejscem, ale tutaj nikt mnie nie zna, przynajmniej odnoszę takie wrażenie. Poranne słońce przebiło się przez ciemne zasłony do mojego pokoju, budząc mnie swoim ciepłem. Przeciągałam się i podniosłam się z łóżka, skierowałam swoje kroki do toalety, za swoją potrzebą. Po przemyciu twarzy wodą wróciłam do pokoju i podeszłam do szafy, wyjęłam brązową bluzkę i ciemniejsze spodenki. Spojrzałam w lustro i ujrzałam moją piękną szopę na głowie, ale czas mnie naglił, bo zaraz miały zacząć się lekcje. Sięgnęłam po szczotkę i związałam gumką włosy w koka, wrzuciłam potrzebne rzeczy do torby, ubrałam sandały i wybiegłam z domu, zawijając go wokół szyi. Po drodze od znajomego zabrałam śniadanie, nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Na szczęście zdążyłam na lekcję, nauka magii bardzo się sprzedaje w życiu. Zegar wybił godzinę drugą, lekcję dobiegły końca, a wielkimi krokami zbliża się egzamin na maga. Spakowałam książki do torby.
- Ayarashi. – Nauczyciel wypowiedział moje imię, powodując, że zatrzymałam się w pół kroku.
- Tak profesorze?
- Chciałbym, żebyś odwiedziła moją znajomą, Nerea Anastazja Guarniere. Podszkoli cię do egzaminu.
- No dobrze. - Wzięłam od psoraka adres. Wróciłam do domu, zostawiłam torbę i wyszłam z domu, zamknęłam drzwi i ruszyłam do kolegi podziękować. Po wymienieniu się z nim paroma zdaniami.
Spotkałam się, ze znajomymi i zeszliśmy po głazach bliżej wody, tam zostawiliśmy swoje rzeczy i wskoczyliśmy do niej. Bawiliśmy się w wodzie, gdy nagle usłyszeliśmy głośny plusk, jedna z osób powiedziała. Przebiegliśmy po kamieniach, ujrzeliśmy osobę nieprzytomną opadającą na dno. Kora rzuciła zaklęcie ułatwiające nam nurkowania i popłynęliśmy po tą osobę. Ja złapałam ją po jednej stronie, a mój towarzysz po drugiej stronie. Wyciągnęliśmy nieprzytomną dziewczynę na skały.
- To jest księżniczka Mirajane.
- Księżniczka?
- To zaraz pewnie przyjdzie straż, jak nas znajdą będziemy mieć kłopoty.
- To idźcie, ja się nią zajmę.
- Ale.
- Spokojnie widzimy się w szkole. - Po tych słowach wszyscy zniknęli, zajęłam się księżniczką, udało mi się szybko przywrócić jej oddech. Po chwili odzyskała przytomność, blond włosa musiała stracić przytomność podczas treningu lub walki, bo od razu zaatakowała mnie ostrzem, który zahaczył o moją rękę, rozcinając moje lewe przedramię po zewnętrznej stronie.
- Dobrze wiedzieć, że już lepiej się czujesz.
(Mirajane?)
sobota, 5 stycznia 2019
Ludzi ocenia się po czynach, a nie po pochodzeniu.

Imię i nazwisko: Ayarashi Blood choć tego nazwiska rzadko używa, częściej używa nazwiska Fexseri. Znana też jest jako Aya, król Lisów.
Pseudonim: Aya
Wiek: 17 jesieni ma za sobą.
Wzrost: 165 cm.
Rasa: Jest mieszanka dwóch ras psowatych „Okami” i „Kitsune” co nie oznacza, że jest pół na pół. Ponieważ z tej pierwszej rasy z wyglądu ma 44% z drugiego 56%. Rasę nazwano Kisame
Stanowisko: Jest trzecią w kolejce do tronu, wiec wie, że może do niego nie dotrzeć. Jest jednym z najlepszych wojowników, daje radę dużej grupie ludzi, jest dobrym strategiem i posłańcem. Po dłuższym pobycie poza terytoriom swojego królestwa założyła własną grupę szpiegowską i działającą na zlecenie.
Miejsce zamieszkania i urodzenia: Urodziła się w Aranayi. Aktualnie przebywa w Leoatle i czasem w Merkez.
Charakter: Aya jest dziewczyną pełną energii, choć z wyglądu wydaję się bezbronna i bezradną dziewczynką, to potrafi o siebie zadbać. Od trzech lat jest przywódcą Umbri
Rodzina: Rodzina królewska i Umbri.
Partner: -
Umiejętności: Aya w podróży nauczyła się wielu sztuczek, w tym żeglowania. Potrafi używać noży do rzucania, bardzo przydatna umiejętność. Widzi dobrze w ciemnościach, potrafi się zwinnie przemieszczać. Włada każdą bronią białą oraz zna sztuki walki. Aya jest zdolna do używania magii dlatego szkoli się w tej dziedzinie
Aparycja: Ayarash posiada oczy w kolorze złocistym, rysy twarzy ma delikatne. Włosy ma dość długie w kolorach pomarańczowego, brązowego, czerwonego, więc można rzec, że jej włosy podchodzą pod kolor rudawy, najczęściej związane są w kucyk, a'
la koka lub zostają rozpuszczone. Ubrana jest w bluzkę z krótkimi rękawami, które kończą się leciutką koroneczką, a całą bluzkę jest w jasno-brązowym kolorze i na to sweterkowy bezrękawnik w kolorze szarym. Spodenki są ciemnego koloru. Na jej szyi zawieszony jest wisiorek z czerwonym „okiem”, a oprócz tego ma cieniutki szalik. Jej buty to sandałki z fioletowym kamyczkiem. Ma jasną karnację, a oprócz tego jej uszka są prawie z niewidoczne bo wtapiają się w jej włosy.
Historia: Nie ma co opowiadać. Urodziła się jako kolejne dziecko i w tym druga córka rodziny królewskiej. Ayarashi żyła w cieniu swojej siostry bliźniaczki, dziewczynka mogła robić wszystko co chciała bo rodzice nie zwracali na nią uwagi. Bawiła się z innymi dziećmi z państwa, gdy tylko udało jej się zmylić straż.
Głos: I Don't Wanna Die
Inne:
- ma tatuaż na prawej wewnętrznej stronie ręki, przypomina on lisa. Jest on znakiem rozpoznawczym rodziny królewskiej,
- wisiorek prawdopodobnie jest magiczny.
Właściciel: yuki21
Od Misericordii do Te'Yahnny
Misericordia patrzyła zaskoczona na stworzenie, które ukazało się jej oczom. Przypominało ono smoka, jednak spod warstwy słota wystawały biało-czarne pióra. Ze swojego schronienia widziała jak smok chwycił zająca, którego zamierzała upolować, a teraz wpatruje się w nią swoimi żółtymi ślepiami. Słyszała co prawda zbliżające się kroki czegoś dużego, jednakże nie sądziła, że spotka pierzastego smoka w samym środku lasu. Spodziewała się ujrzeć sarnę, jelenia, może nawet wychudzonego niedźwiedzia cierpiącego na bezsenność, ale nie to! Dopiero kiedy pierwszy szok minął postanowiła dokładniej się przyjrzeć stojącej przed nią postaci. Nie wiedzieć czemu była niemal pewna, że osobnik przed nią jest samicą. Postanowiła jednak zostawić te przemyślenia na lepszy moment.
Smoczyca miała długi pawi ogon i błękitną skórę, teraz pokryte warstwą błota. Jedno z jej skrzydeł wisiało pod dziwnym kątem. Misericordia domyśliła się, że z jakichś powodów jest ono niewładne. Jej ciało było drobne, wręcz wychudzone. W zębach trzymała miotającego się i krwawiącego zająca. Dziewczyna miała wrażenie, że skrzydlata jest równie zaskoczona tym niecodziennym spotkaniem. Przeklęła w duchu swój słaby kamuflaż i zaczęła zastanawiać się co dalej. Nie mogła uciec, widziany przed chwilą pokaz szybkości sprawił, że od razu zaniechała tego pomysłu. Schować się też nie miała jak, gdyż najbliższe krzewy znajdowały się za plecami smoczycy. Istniało też prawdopodobieństwo, że pierzasta spopieliłaby ten krzak razem z siedzącą tam dziewczyną. Topniejący śnieg stopniowo wsiąkał w ubrania sprawiając, że odmarzały jej korzonki. Jednak to nie mróz okazał się być najgorszy. Najcięższy do zniesienia był strach, który z każdą upływającą sekundą ogarniał kolejne zakątki jej duszy. Miała przed sobą dziwną istotę o nieznanych zamiarach, która to była większa i silniejsza od niej. Znajdowała się w miejscu, gdzie mało kto się zapuszczał. Ponadto Misericordia nie miała rodziny ani przyjaciół, jeśli zginie tu i teraz, w tym lesie, nikt nie będzie jej szukał.
Jednak nad tymi lękami stał jeszcze jeden, najsilniejszy. Czuła jak magia stopniowo się wyczerpuje i znika. Nie zostało jej zbyt wiele czasu. Pochopnie podjęta decyzja może być tragiczna w skutkach. Jeśli jednak się nie pospieszy nie zdąży się schować na czas przemiany, co może doprowadzić do jeszcze większej tragedii. Nie mogła pokazać swojej prawdziwej formy. Nigdy. Nikomu. Nie bez powodu tak pieczołowicie ukrywała swój wygląd, kiedy to nie przypominała człowieka. Nie na darmo trzymała się z dala od ludzkich siedzib, a do wiosek się zbliżała tylko, jeśli miała coś na sprzedaż. To możliwość ujawnienia jej największego z sekretów wydawała się być teraz najbardziej przerażająca. Gdyby tylko bardziej oszczędzała magię..
Wiedziała, że jeśli teraz polegnie nigdy nie osiągnie swojego celu. Celu, który prowadził ją przez życie, dodawał jej sił w trudnych chwilach i nadawał sens każdemu jej działaniu. Jeśli pewnego zimowego dnia zniknie z powierzchni ziemi, któż inny podejmie się zadania, które przecież tak wiele dla niej znaczy? Czy którykolwiek z bardów będzie opiewał jej bohaterskie czyny, jeśli teraz stchórzy? Doprawdy dziwne myśli targały nią w obliczu niebezpieczeństwa, jednak to właśnie w nich znajdowała siłę i odwagę aby iść naprzód. Również i teraz poczuła przypływ energii, a w jej umyśle pojawił się plan. Nie dbała już o oszczędne gospodarowanie magią, potrzebowała maksymalnego skupienia. Skrzydlata wydawała się być wygłodzona, co stało się podstawą dla jej planu.
Będąc pod silną presją czasu Misericordia zdecydowała się na radykalne rozwiązanie. Niezależnie od tego, czy ruszy się czy zostanie w miejscu czeka ją rozprawa ze smokiem. Smoczyca zdążyła oswoić się z sytuacją. Pora działać, teraz, albo nigdy. Choć jej introwertyczna dusza ostro protestowała, postanowiła zrobić coś, co zaskoczyło nawet nią samą. Kierowała nią determinacja. Powoli wstała i otrzepała kurtkę z resztek śniegu. Spod kaptura wysunął się kosmyk jaskrawo-pomarańczowych włosów. Wytężyła wszystkie zmysły i zaczęła powolnym krokiem iść w stronę smoka. Kiedy już zbliżyła się na odpowiednią odległość, tj. na tyle blisko by mogły swobodnie rozmawiać lecz na tyle daleko, my smoczyca nie dosięgła jej swoim skrzydłem, odezwała się cicho.
- Nie zjadaj mnie, proszę. – powiedziała patrząc jej prosto w oczy – Ja również szukam pożywienia w tym lesie. Jeśli chcesz mogę coś dla ciebie upolować
Zamilkła czekając na odpowiedź.
(Te’Yahnna?)
środa, 2 stycznia 2019
Od Te'Yahnny do Misericordii
Niebieska smoczyca, zwinięta w kłębek pod złamanym drzewem, ziewnęła szeroko, budząc się z płytkiego snu. Oblizała się rozwidlonym, wężowym językiem i otworzyła żółte ślepia. Podniosła głowę, by zorientować się w swoim położeniu. Nie spała długo; nadal było ciemno i smoczyca podejrzewała, że dopiero nadchodzi bardzo wczesny ranek. Wstała powoli, wypełzła ze swojej kryjówki i przeciągnęła się jak kot. Wyprostowała na całą długość również swoje lewe skrzydło. Prawe poruszyło się lekko, lecz pozostało przykurczone blisko ciała. Te’Yahnna, bo tak brzmiało imię smoczycy, nawet nie poświęciła mu zbytniej uwagi. Zamiast tego rozejrzała się uważnie, szukając jakiegokolwiek ruchu między drzewami. Szara wiewiórka przeskoczyła z drzewa na drzewo. Dwie wrony poderwały się do lotu. Poza tym cisza i spokój. Te’Yahnna mruknęła cicho, zadowolona. Znajdowała się tuż przy granicy Temeni, więc musiała być ostrożna. Rezydujący tutaj magowie z pewnością pogoniliby ją, gdyby dowiedzieli się o jej istnieniu. Te’Yahnna byłaby skłonna z nimi porozmawiać i przekonać, by pozwolili jej tu pozostać, lecz nie wiedziała, jak się do tego zabrać. Ledwie znała język wspólny, ponadto magowie, których dotąd spotykała, nie byli zbyt życzliwi.
Smoczyca niespiesznie ruszyła przed siebie. Opadłe, gnijące powoli liście szeleściły pod jej łapami. Unosząca się nad ziemią mgła sprawiała, że gęsty las wyglądał niemal mistycznie. Gdzieniegdzie widać było plamy śniegu, lecz nie było go zbyt wiele – większość osiadła na gałęziach iglastych drzew. Te’Yahnna była jednak niemal pewna, że niedługo czeka ją jakaś śnieżyca. Zima się zbliżała, a właściwie już przyszła, tylko jeszcze nie do końca oficjalnie. Wraz z nią nadchodził znacznie cięższy dla smoczycy czas, czas głodu i jeszcze dokładniejszego ukrywania się. Ślady na śniegu widać bardzo wyraźnie, nie mówiąc już o tym, że śnieg nie chciał się trzymać szafirowej sierści tak dobrze, jak obecne na niej teraz zaschnięte błoto. Większość zimy Te’Yahnna z pewnością spędzi pod górskim stokiem, widocznym w oddali między drzewami. Zaszyje się w jednej z kilku obecnych tam grot i będzie wychodzić tylko, gdy będzie kompletnie ciemno i na tyle późno, by nikomu nie przychodziło do głowy zapuszczać się tak głęboko w las. Porzuciła planowanie swojej strategii na kolejną zimę, słysząc burczenie w brzuchu. Syknęła cicho. Głód był znacznie bardziej naglącą sprawą. Pochyliła głowę, układając ją w jednej linii z grzbietem, i złożyła ciasno skrzydła. To złamane końcówką ciągnęło się po ziemi, pozostawiając na śniegu obok śladów łap również nieregularną linię. Te’Yahnna zwolniła kroku. Jej żółte oczy przesuwały się szybko z lewa na prawo, skanując otoczenie. Gdy zarejestrowały szybki ruch w oddali, smoczyca zatrzymała się. Wyciągnęła szyję. Ruch nastąpił znowu i Te’Yahnna zorientowała się, że patrzy na zająca, stojącego słupka i rozglądającego się równie uważnie, jak ona. Długie uszy zwierzaka poruszały się szybko. Te’Yahnna wysunęła znów język, zastanawiając się. Zające były łatwą zdobyczą, ale tylko pod warunkiem, że podeszło się do nich wystarczająco blisko. Trzeba było być niezwykle cicho, co nie było proste przy rozmiarach smoka, Te’Yahnna miała jednak doświadczenie. Uniosła nieco głowę i poczuła, jak lekki wiatr zwiewa jej długie, delikatne pióra. Skręciła, chcąc podejść do zająca pod wiatr. Sama miała słaby węch, lecz zdawała sobie sprawę, że w świecie zwierząt jest pod tym względem wyjątkiem. Idąc pomiędzy rosnącymi blisko siebie, starymi drzewami, Te’Yahnna cały czas wzrok miała utkwiony w zającu. Szarak obgryzał uschnięty krzak, co jakiś czas przysiadając na tylnych łapkach, by się rozejrzeć. Smoczyca cieszyła się, że jest w większości osłonięta przez grube pnie drzew i młode iglaste krzewy.
Z wielkim zadowoleniem przypadła do ziemi, stawiając łapy bardzo rozważnie i cicho. Zwierzak był już naprawdę niedaleko. Była to odległość na tyle mała, by móc podjąć pościg, ale trzeba jeszcze wykorzystać element zaskoczenia. Te’Yahnna umiała szybko biegać i szybko się zrywać, lecz zające posiadały tę samą umiejętność. Smoczyca siedziała na zgiętych łapach tak długo, że te zaczęły jej drętwieć, lecz nadal nie ruszała się z miejsca. Zając był czujny, kilkakrotnie patrzył w jej stronę, lecz na szczęście dla Te’Yahnny oddzielało ich kilka sporych krzewów. Źrenice Te’Yahnny powiększyły się, gdy zając usiadł na ziemi i zaczął się drapać tylną łapką za uchem. Smoczyca powoli wyprostowała tylne łapy. Szarak podniósł przednie łapki, pochylając łeb i wycierając sobie pyszczek. Te’Yahnna zrobiła powolny, długi krok. Nie podejrzewający niczego zając skończył czyścić długie uszy w momencie, gdy pysk smoczycy wychynął powoli spomiędzy gałęzi dużego jałowca. Ucho zwierzaka drgnęło i biedak odwrócił się w samą porę, by zobaczyć wyskakującą z krzewów niebieską błyskawicę. Nie minął ułamek sekundy, nim zając rzucił się do panicznej ucieczki, ale Te’Yahnna, poruszając się długimi susami, wcale nie była daleko za nim. Wystartowała szybciej, szarak na swoje nieszczęście nie zdążył się rozpędzić. Długie zęby kłapnęły przy tylnych łapach zająca, łapiąc jedną z nich. Zając zdążył ledwie pisnąć, gdy smoczyca zatrzymała się, wzniecając fontannę ziemi i śniegu, i podrzuciła go w górę. Chwyciła go w zęby i już miała połknąć w całości, gdy zamarła.
Przed podejściem do zająca upewniła się kilkakrotnie, że nikogo nie ma w pobliżu. Była wręcz pewna, że jest tutaj sama. Najwyraźniej jednak burczący brzuch zaślepił ją na tyle, że nie zorientowała się, że plama śniegu pomiędzy pobliskimi drzewami wcale nie była plamą śniegu. Była białą, futrzaną kurtką. Te’Yahnna zastanawiała się, jak mogła być tak głupia i tak ślepa, wpatrując się swoimi żółtymi ślepiami w zielone oczy leżącej na ziemi postaci.
(Misericordia?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)