niedziela, 19 maja 2019

Od Crylin do Lexie

Przyglądałam się tafli wody przed nami, zastanawiając się nad czymś. Czy znałam odpowiednie miejsce?... Oczywiście, ale gdyby gwardzistka zdradziła je komuś ze straży... miałabym kłopoty... To jedyne miejsce w pobliżu, gdzie wraz z siostrą mogłyśmy się ukryć. Już teraz powinnam zakończyć naszą współpracę, przez to wszystko grozi mi i siostrze niebezpieczeństwo. Zacisnęłam mocno pięści, które zaczęły się niekontrolowanie palić. Zawsze się tak działo, kiedy zaczynałam się bać.
- Mam jedno miejsce i nie jest jakoś daleko. - Odparłam niepewnie, po czym uklękłam na podłożu. Obie dłonie położyłam na większym kamieniu i zamieniałam energię w ogień, tworząc kobietę. Kiedy cała była już gotowa, czułam, jak mój oddech zrobił się cięższy. Wstałam na równe nogi ociężale i położyłam rękę na jej głowie, przekazując rozkaz.
- Ona cię zaprowadzi na miejsce, a, jako że wygląda jak istota pewnej rzadkiej i niebezpiecznej rasy, to nic nie powinno was zaatakować. - Odparłam i już miałam kierować się w swoją stronę, ale strażniczka mnie zatrzymała.
- A ty gdzie zamierzasz iść? Nie jest rozważne wracać teraz do miasta. - Odwróciłam się do niej i spojrzałam w jej oczy. Miała całkowitą rację, powrót do miasta może skończyć się teraz moją śmiercią, ale są rzeczy ważne i ważniejsze.
- Garde, nie wiem, czego uczyli cię w straży, ale ja nie zostawiam swoich na pewną śmierć. Muszę wrócić po Arie, zanim ją znajdą i zabiją. - Wyjaśniłam chłodno i nim kobieta zdążyła cokolwiek powiedzieć, zniknęłam jej z oczu. Teraz najważniejsza była siostra, która nie dość, że nie była o niczym świadoma, to pewnie zaczęła się martwić.

Niepostrzeżenie czaiłam się w cieniu, aby nie dać się zauważyć. Widziałam kilku łowców, którzy zapewne pragnęli mojej głowy. Dość szybko zorientowali się, że coś jest nie tak... Skakałam po dachach, ogrodzeniach, murkach, chowałam w koronach drzew. Było ich naprawdę dużo, zapewne poszukują szefa... nie dla słuszności, mogłabym dać sobie rękę uciąć, że wszystko to robią dla pieniędzy. W sumie sama bym zaczęła go szukać, jak za wykonane zadanie nikogo bym nie zastała, a tym bardziej należnego wynagrodzenia.
Po chwili dotarłam pod swój dom. Szybko weszłam do środka i zaczęłam szukać młodej.
- Aria? Aria, gdzie jesteś? Aria! Nie strasz mnie. - Szukałam białowłosej, ale nigdzie jej nie było. Zaczęłam biegać po całym mieszkaniu, ale znalazłam jedynie zapisaną kartkę.
Wiemy, że przetrzymujesz gdzieś szefa, dlatego mamy dla ciebie propozycje nie do odrzucenia. Znaleźliśmy tu małą białowłosą ślicznotkę, jeśli nie chcesz, by koledzy się za nią wzięli, lepiej przyprowadź szefa całego. Masz 48 godzin, inaczej młoda zostanie rozszarpana od środka. A za tobą ruszy każdy wojownik i najemnik. Pamiętaj, że i tak cię znajdziemy, a oddanie młodej to jedynie nasza dobra wola. Masz być o 23 pod karczmą i nie próbuj żadnych sztuczek.
Mało co nie rozszarpałam kartki, czytając zdanie po zdaniu. Zacisnęłam mocno zęby i schowałam papier do kieszeni.
- Moja malutka Aria... - Czułam, jak moje oczy zaczynają piec, a ciało atakują spazmy.
Tylko cię tkną Aria... a wybije każdego... Będą cierpieć bez końca... powypruwam im flaki!!
Na miejsce jaskini wracałam tą samą drogą, jak ktoś mnie zauważył, ginął na miejscu. Nie oszczędzałam nikogo, nawet nie zwróciłam uwagi, że przecięto mi skórę na ramieniu. Ostatecznie, każdy przeciwnik kończył rozszarpany przez smocze pazury.
Będąc już z dala od miasta, a dokładniej pod wejściem do jaskini, pozwoliłam słonym łzom spłynąć po mych policzkach. Wgłąb wejścia, już widziałam mały stolik, który przyniosłam dość dawno, aby Aria mogła na nim jeść w spokoju. Złapałam się za głowę, kierując do jednego z tuneli, w którym słyszałam dźwięki. Wzbierała się we mnie wściekłość, była aż tak silna, że musiałam się powstrzymywać, aby tylko cała nie pokryć się ogniem.
- Jesteś już, a gdzie młoda? ... Czyja to krew? - Spytała gwardzistka, ale na te słowa, tylko ścisnęłam mocniej dłoń. Zauważyłam, że grubas się już obudził, w dodatku był przywiązany do krzesła.
- Va chier! Zapierdole cię sukinsynie, gdzie jest Aria! (przekleństwo, więc nie tłumacze dosłownie) - Ryknęłam głośno, warcząc, jednak ten ani drgnął. - Przysięgam, że rozszarpię cię, jak nie powiesz, gdzie ją zabrali.
Od razu moje kły się wydłużyły, na rękach zaczęły powstawać łuski. Przecięłam opaskę i z furią wpatrywałam się na jego wystraszoną twarz. Nie wiedział o mnie nic i na pewno nie spodziewał się widoku smoczego dziecka.
Złapałam go szponami za szyję, warcząc i rycząc groźnie. Wyjęłam zapisaną przez najemników kartkę i przytknęłam mu pod nos.
- Gdzie ona jest!? - Kiedy nic nie odpowiedział, rzuciłam kartkę za siebie. Pomiędzy warknięciami dało się słyszeć, jak krew z mojej rany kapie na zimne kamienie.

<Lexie?>

czwartek, 9 maja 2019

Od Fufu do Azraela

Całkowicie nie rozumiem jego zachowania! Nie dość, że rzucił się na mnie jak jakiś chłop i prostak to jeszcze śmiał obrażać moich rodziców, gdy to jego użarło to jakże piękne stworzenie! Znaczy, dobra, jest dość nietypowe i wygląda egzotycznie, może nawet jest z Khayru, ale mimo wszystko było naprawdę urokliwe. Szczególnie, że mój ojciec nigdy nie przepadał jakoś za zwierzakami, a na futro marudził, więc może byłaby szansa go o coś takiego poprosić. O, albo nawet mogłabym go dostać od tego człowieka! W końcu go uratowałam, prawda?
- Przepraszam bardzo, nigdzie Wami nie gardziłam! - Pisnęłam, odwracając się gwałtownie w jego stronę, gdy ten skończył swoje psioczenie. - Ja tu człeka ratuję, a ten jak się odwdzięcza? No jak? Zamiast dać mi zwierzątko w podziękowaniu, powiedzieć coś czy wynieść na rękach w akcie wzruszenia to ten najzwyczajniej w świecie marudzi! I to jeszcze klnie przy damach! Wiesz, że tak nie wypada? - Zawołałam gwałtownie, zapominając o tym, że miałam mu nic nie mówić o moim planie.
Tyle dobrze, że drogę ucieczki znałam akurat doskonale. Nie pierwszy raz przemierzałam te korytarze i nawet służba zdążyła się już przyzwyczaić do moich niecodziennych przechadzek po tych okolicach. Znaczy, no, niektórych trzeba było wspomóc lekką porcją złota, by nie mówili nic mojemu ojcu, ale większość z nich zwyczajnie mnie ignorowała czy kwitowała to jedynie lekkim skinieniem głowy. Nie byłam w żaden sposób dla nich uciążliwa, a nawet starałam się ich zawsze jakoś rozweselić, więc nie widzieli powodu, by coś z tym robić. No chyba, że ojczulek się na mnie wściekał, że znowu mnie gdzieś wcięło. Szczególnie, gdy właśnie podczas tych przechadzek robiłam sobie krzywdę i brudziłam wszystkie pobliskie komnaty krwią. Właśnie, przecież te ostatnie plamy wyglądają świeżo. To nie ja je zostawiłam!
- Hej, Ty krwawisz! - Zawołałam nagle, spoglądając na jego ramię. - Widzisz? Trza było nie podtykać łapek pod nieznane Ci zwierzaki. Każdy może dziabnąć! A przynajmniej tak mówi mój tato. - Mruczałam, grzebiąc w swojej torbie w poszukiwaniu czegoś co mogłoby tu pomóc. Na szczęście, jak wiadomo, kobiety potrafią całkiem sporo przydatnych rzeczy upchnąć w takim kawałku materiału, więc już po chwili trzymałam w ręce dużą chustkę. - No dawaj to ramię tutaj! Może i jestem tą wyższą, głupią i gardzącą wszystkimi, ale tyle razy się już zepsułam, że bez problemu powinnam Cię opatrzyć.

< Az? Udało się! >

środa, 8 maja 2019

Od Lexie do Mirajane

W jednej chwili Mirajane rozmawiała ze swoją gwardzistką normalnie, by w drugiej... Lexie chwyciła dziewczynę w locie, nie pozwalając jej uderzyć o twardy piach. Ułożyła ją delikatnie na nim, po czym położyła swoją dłoń na jej czole. Było rozpalone. Gwardzistka nie miała wykształcenia medycznego. Jej ojciec kiedyś próbował co prawda nauczać ją o ziołach i dolegliwościach, jednak w głowie dziewczyny nie pozostało z tego wiele. Zresztą i tak nie miała czasu niczego szukać. Co prawda stwory pozostały w tyle, jednak strażniczka była pewna, że wkrótce je dogonią. Pytanie brzmiało tylko - jak szybko. 
  Trzeba ją ochłodzić. Ta myśl wydała się nagle kobiecie tak oczywista. Matka zawsze schładzała jej ciało, gdy gorączkowała. Lexie szybko rozpięła pancerz i ściągnęła z siebie noszoną pod spodem koszulkę, odsłaniając nagi brzuch oraz bandaż, przysłaniający biust. Poczuła zimny powiew wiatru na skórze, gdy podchodziła do morza i nachylała się nad wodą mocząc szmatkę. Następnie wycisnęła ją i ułożyła na czole księżniczki. Miała świadomość, że nie pomoże to na długo. Plan. Nowy plan. Potrzebny jest nowy plan. W tym stanie jej wysokość nie była w stanie nawet otworzyć oczu, a tym bardziej wyczarowywać kry.
  Gwardzistka uklękła ułożyła Discorda na brzuchu swojej pani, po czym wzięła ją w ramiona. Ciepło, buchające od jej ciała nieco grzało jej własne ciało, czuła się też trochę raźniej mając ją tak blisko. Odetchnęła i ruszyła wzdłuż brzegu, w kierunku przeciwnym do stolicy. W głowie starała się szybko określić ich lokalizację. Gdyby dotarła do najbliższej wioski i pożyczyła od kogoś łódź... Nie. Nic. Fekanas znajduje się dwa dni drogi od ich obecnego położenia. Do tego czasu... Lexie nie chciała nawet myśleć, co może się do tego czasu wydarzyć. Czy zdoła dopłynąć do królestwa syren w pław? Może zdoła zaalarmować jeden z ich posterunków? Sprawy Królestwa Podwodnego były w gestii tamtejszego króla i dostęp do takich informacji, jak rozmieszczenie sił trytonów pozostawały do wglądu jedynie wysoko postawionym oficerom oraz władcy. Gwardzistka nie była nawet do końca pewne w jaki sposób królestwa się ze sobą komunikowały. Zatrzymała się i niepewnie spojrzała w stronę morza. Nie było spokojne, a ciemne fale nadawały mu dziki wygląd. Zamknęła oczy. Jej słaba, telepatyczna moc nieśmiało popłynęła w kierunku nieznanego, jednak nie była w stanie nawet określić, czy pod osłoną wody kryje się jakieś życie. Lexie zacisnęła usta. Ponownie na przeszkodzie staje jej ten beznadziejny "dar", odrzucający całą magię. O ile prościej by było, gdyby mogła dosięgnąć czyjegoś umysłu...
  Mirajane poruszyła się delikatnie. W zimnym powietrzu jej oddech zamieniał się w parę. Krople potu spływały po wszystkich odsłoniętych częściach ciała, jednak na dłoniach wciąż widać było ślady odmrożeń. Jeśli tak dalej pójdzie... pustka napełniała serce Lexie, gdy próbowała o tym myśleć. Czuła, że jeśli czegoś zaraz nie zrobi ta pustka ją pochłonie.
  Gwałtownie ruszyła w kierunku morza. Wszelkie racjonalne instynkty zaczęły krzyczeć. To się nie uda. Nie ma prawa. To bezsensu. Co ty zamierzasz zrobić? Idiotka. Idiotka. Idiotka! 
  Zaś od strony lasu zaczął dobiegać cichy, nieregularny szelest. 
  Lexie była już po pas w wodzie, gdy pierwsza sylwetka pojawiła się na plaży. Ciało księżniczki wciąż jeszcze nie dotykało fal, jednak Discord przemieścił się już na ramię gwardzistki. Kobieta spojrzała na niego. Potem na plażę.
- Nie masz pewnie o mnie zbyt dobrego zdania, co? - mruknęła, patrząc w oczy Haresowi. - Weź księżniczkę i leć. Od tego zależy jej życie. Musisz zanieść ją do zamku Króla Podwodnego. Tam się nią zajmą. I tam się spotkamy, rozumiesz? 
  Spojrzenie zwierzaczka było rozumne. Przynajmniej Lexie miała taką nadzieję. Jeśli się myliła... Na plaży było ich już kilkanaście. Niektóre zbliżał się do wody, sycząc. Widać jej obecność im się nie podobała. W końcu owady zwykle nie umieją pływać. Jednak tylko kwestią czasu będzie, nim spróbują. A wtedy nagle może się okazać, że nie jest to dla nich problemem.
- Leć. Już. - Lexie zrobiła głową gwałtowny ruch w bok. Discord zeskoczył z jej ramienia, opadł nieco, machając niezdarnie skrzydłami, po czym wyrównał z trudem lot. Gwałtownie urósł do swojego pełnego rozmiaru i pozwolił usadowić na swoim grzbiecie księżniczkę, po czym z trudem wzbił się na niebo. Gwardzistka obserwowała go przez chwilę, jednak cichy plusk odwrócił jej uwagę od oddalającego się Haresa. Odwróciła się. Pierwsza z dziwacznych kobiet wskoczyła do wody. Jej nogi zanurzone były tylko do połowy łydki, jednak wyglądało na to, że się nie topi, więc ośmielona ruszyła w stronę kobiety. A kolejne poszły w jej ślady.
  Lexie pobłogosławiła w duchu matkę, która uczyła ją pływać i skoczyła w ciemną toń, umykając z łap goniących ją stworów. Cieszyła się, że nie ma na sobie zbroi. Cieszyła się, z morderczego treningu, który przeszła. Cieszyła się, że Mirajane jest chwilowo bezpieczna. Jednak cała ta radość była niczym wobec przerażenia, które ją ogarnęło, gdy ujrzała, jak stworzenia płynnie przechodzą z niezdarnego brodzenia w powolne płynięcie.
(Mirajane? Przyślij wsparcie jak dotrzecie! XD)

Od Lexie do Crylin

Gwardzistka z niejakim trudem zdołała pokonać zaporę schodów, ciągnąc ze sobą mężczyznę. Crylin dobrze się sprawiła, w zamieszaniu na parterze nikt nie zwracał uwagi na brunetkę i jej bagaż. W burdach karczemnych zbyt wiele jest nieprzytomnych, by zważać na to, kim oni są. Lexie, zgodnie z zaleceniami najemniczki, skierowała się w stronę baru, osłaniając twarz ramieniem, okutym w ciężką rękawicę. Kilka razy poczuła, jak coś ciężkiego się o nią obija, jednak zignorowała ten fakt na razie i w ostatniej chwili umykając pędzącej szarży wyjątkowo dobrze zbudowanego najemnika wpadła za kontuar, rzucając ciężkim ciałem przywódcy bandytów o ziemię. Mężczyzna wydał z siebie głuchy odgłos, gdy siła pędu wydusiła z jego płuc całe powietrze przez zatykającą jego usta szmatę.
- Pośpiesz się, garde. - Pochylona nad klapą postać Crylin poprawiała właśnie opaskę na oczach. Przez chwilę gwardzistce wydawało się, że ujrzała pod nią błysk błękitnego kryształu, jednak nie miała czasu się nad tym teraz zastanawiać. 
  Starając się nie wychylać ponad blat ruszyła w stronę towarzyszki, wlokąc za sobą ciało nieprzytomnego. Kilkanaście centymetrów nad nią o ścianę roztrzaskała się butelka z winem, a odłamki poleciały na wszystkie strony razem z czerwonym trunkiem, na chwilę oślepiając strażniczkę. Lexie ocierając oczy jedną ręką, drugą niemal wrzuciła swojego jeńca do otworu w podłożu karczmy, po czym rzucając przelotne spojrzenie Crylin sama do niego wskoczyła.
  Wylądowała twardo dobrych kilka metrów poniżej na miękkiej, nieco błotnistej ziemi. Uniosła za kark swojego jeńca i otrzepała go nieco, by nie pobrudzić swojego ubrania, po czym zarzuciła go sobie na ramię. Za jej plecami najemniczka wylądowała miękko i wyczarowała niewielką kulę ognia, rozjaśniając korytarz. Lexie odwróciła się, odsuwając nieco na bok i omiotła spojrzeniem niewidomą. Nie skomentowała rozpalenia przed nią ognia, jednak uniosła brew.
- Prowadź - powiedziała cicho, jednak mimo to ciche korytarze porwały jej głos i poniosły w ciemną dal.
  Kobieta bez słowa wyminęła gwardzistkę i pewnym krokiem ruszyła tunelem. Widać korzystała już z niego wcześniej. I zapewne nie tylko z tego. Lexie zaczęła się zastanawiać, czy gdyby udało jej się pociągnąć tę współpracę i zawiązać silniejsze kontakty z podziemiem przestępczość w Leoatle nie zostałaby zminimalizowana. Szybko jednak odrzuciła te myśli, jako nierealne. Nawet jeśli zdobyłaby wpływy w podziemiu to przecież jako gwardzistka i tak nie miała niczego, co mogłaby zaoferować tak dużej grupie ludzi.
  Kroki kobiet odbijały się w ciszy o klepisko, a ogień na dłoni Crylin migotał. Gwardzistce przypomniał się moment, w którym dziewczyna wychodziła z gabinetu szefa. Wydawało jej się, czy ściągnęła opaskę? A potem? Poprawiała ją, czy wiązała na nowo? Jej oczy były kryształowe... chyba. Lexie widziała już takie oczy. Po plecach przebiegły jej ciarki. Była wtedy dzieckiem, jednak dobrze pamiętała dobroduszną sylwetkę Flitza - młodego smoka kryształu, który często bawił się z dziećmi Tha'xil na jej rodzinnej wyspie. W końcu opiekował się też jej bratem. W końcu... był tam z nimi tego dnia. Kobiecie po plecach przeleciały ciarki. Przed oczyma stanął jej obraz tych oczu. Tych roześmianych i przyjaznych oczu. Oczu, należących do przyjaciela. Zupełnie pustych.
  Delikatny powiew zimnego wiatru wyrwał gwardzistę z ponurych rozmyślań. Błoto pod jej stopami ustąpiło miejsca kamieniowi i po chwili obie kobiety znalazły się na morskim wybrzeżu. Za nimi ziały mroczne otwory grot, wyrzeźbionych przez wodę.
- Dokąd teraz zamierzasz się udać, garde? - głos Crylin skierował myśli gwardzistki na tory, które dotąd starały się omijać. Nie mogła wziąć mężczyzny na zamek, nie mogła go oddać w ręce straży miejskiej. Potrzebowały cichego, ustronnego miejsca, w którym w spokoju mogłyby z nim porozmawiać.
- Zakładam, że znasz odpowiednie miejsce, by rozmówić się z nim? - Lexie poprawiła ciało mężczyzny, które zaczynało jej powoli ciążyć na ramieniu.
(Crylin? Mi też nie poszło najlepiej xd W każdym razie jedziemy z tym koksem!)

poniedziałek, 6 maja 2019

Od Nuvena do Aradii

Zmrużyłem oczy i wbiłem wzrok w pręty klatki, które żarzyły się jasnym światłem. Przygryzłem wargę i przeniosłem go na wiedźmę. Szelmowska żmija. Zastanawiałem się ile w  jej słowach jest prawdziwej groźby, a ile najzwyklejszego straszenia. Odhaczyłem od paska kawałek linki i rzuciłem w pręty. Sznur od razu zajął się płomieniami. Czyli nie kłamała. Nagle zaśmiała się szyderczo.
- Niedowiarek nam się trafił - w jej oczach zatańczyły iskierki. Ewidentnie szukała pretekstu do wymiany zdań.
Uśmiechnąłem się pod nosem i skrzyżowałem ramiona na piersi. Nie z takimi już miałem do czynienia, przynajmniej dobrze za nią zapłacili. Ciekawe, czym tak podpadła tamtej wiosce. Pierwszy raz zdarzyło mi się zlecenie od takiej sporej grupy. Pamiętam bardzo dobrze, jak siedziałem w barze i podeszło do mnie nagle dwóch wieśniaków, chcących pogadać o interesach. Nie ukrywam zdziwiłem się niezmiernie, aczkolwiek praca to praca. Ich prośba była tak absurdalna, że podałem równie absurdalną cenę. Myślałem, że będę mieć ich z głowy, ale gdy miesiąc później znowu do mnie przybyli z pełną kwotą, nie mogłem im odmówić. Z jednej strony spory pieniądz, z drugiej ciekawość. Podrapałem się po brodzie i obserwowałem ją uważnie. Na jej szyi nie było choćby najmniejszej rysy po ostrzu. Samoleczenie? Raczej wątpię, zbyt krótki czas. Eliksiru żadnego też nie spożyła. Zapewne jakieś czary, jak na wiedźmę przystało. Jednak w tej chwili bardziej niż ona interesowało mnie to ptaszysko. Siedziało na pobliskim krzaku i wodziło głową za swoją panią nie spuszczając choćby na chwilę zeń wzroku. To było dosyć intrygujące. Gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się, miałem wrażenie, jakby oczy ptaszyska płonęły żywym ogniem, zaczęły się szybko powiększać i pulsować, a przed oczami pojawiły się okropne sceny. Trzeba unikać jego oczu, to zdecydowanie, ciekawe, czy to ptak, animag, czy przeklęty. Trzeba być ostrożnym. ,,A mówiłem Ci, nie mieszaj się w sprawy z wiedźmami powiązanymi'' - no i się zaczęło, stary pierdziel rozpoczyna swoje wywody - ,,Twój ród spłonąłby wstydem, gdyby dowiedział się, co jeden z nich wydziwia na sayarskich ziemiach. Hańba powiadam i lekkomyślność, a już nader wszystko pazerność.  Jesteś łapserdakiem i zdania swego nie zmienię Dudi''. Podłoga pode mną nagle się zatrzęsła. Odruchowo chciałem złapać za pręty, ale szybko odzyskałem równowagę. Wiedźma ruszyła spokojnym krokiem przed siebie w bliżej nieznanym mi kierunku. Klatka w której aktualnie się znajdowałem sunęła spokojnie za nią. Mogłem zatem stać i wpatrywać się w postać, którą to obserwowałem od kilku dni, ale ze zdecydowanie bliższej odległości. Najważniejszą z rzeczy, która przykuwała mój wzrok było to na czym poruszała się wiedźma, buty z długą iglicą na pięcie, która sprawiała, że była nieznacznie niższa ode mnie.  Jej zdolność poruszania się w tym osprzęcie była niezwykła, ani razu przez okres mojej obserwacji nie wydała się być wybitą z równowagi. Mam pewne podejrzenia, że może być to jeden z jej słabszych punktów. Gdyby, dokonać destrukcji tej szpicruty podejrzewam iż wiedźma padłaby niczym jedna z katedr swego czasu, i stałaby się jednocześnie łatwiejszym celem. Pytanie czy magia pirokinezy działa wyłącznie na prętach, czy również na przestrzeni między nimi. Wysunąłem delikatnie ostrze i zbliżyłem się to prętów, które nadal równie silnie żarzyły się. Płynnym ruchem umieściłem ostrze pomiędzy nimi, eureka! ,,Nie kombinuj zbyt wiele młodzieńcze, dajże rozwinąć się sytuacji, przypominam ci, iż nawet w moich kręgach dało się słyszeć imię tej wiedźmy''. Przydusiłem dłonią kieszeń, w której siedział niewyparzony w gadce golec i cofnąłem delikatnie ostrze umieszczając je z powrotem w pochwie. Dlaczegoż on uważa mnie za takiego matoła? Logicznym jest, że obbadam wszystkie możliwości i dostępne alternatywy z zachowaniem szczególnej ostrożności. Wystarczy iż raz dałem się zaskoczyć podstępnemu ptaszysku, którego wcześniej, ani razu nigdzie nie przyuważyłem. Ten błąd mógł mnie życie kosztować i z pewnością tak by się wydarzyło w większości przypadkach. Jednakże wiedźma nie dokonała aktu mordu na mojej osobie. Jakież ma zatem zamiary?

<Wiedźmo?>

Od Ayarashi do Lexie

Lexie poprosiła, by zostawili nas samych, więc mundurowi rzucili spojrzeniem jeszcze raz na więźnia, a gdy minęli gwardzistkę ich wzrok skupił się na mojej osobie, niewiele myśląc wystawiłam język, a ich skwaszone miny na mój ruch były bez cenne. gdy tylko zamknęli drzwi Lexie zaczęła szukać czegoś na ciele. Sprawdzała ręce, kark, aż w końcu podniosła bluzkę i mruknęła słowo "puchacz".
- To nie wygląda dobrze. - wymruczała strażniczka, zaciekawieniem podeszłam do zakneblowanego mężczyzny i przyjrzałam się jego tatuażowi.
- Czy ja wiem czy taki niefart. - powiedziałam, kobieta wbiła we mnie swój mroźny wzrok. - No co widzisz te złote zabarwienie na szponach i dziobie. - dziewczyna przyjrzała się jeszcze raz znakowi. i przyznała jej racje.
- I jaki to ma związek z sprawą?
- O boże - uderzyłam się ręką w głowę - dlaczego pracuje z idiotami - wymruczałam pod nosem i spojrzałam na łańcuch "Racja" - To ma, że ten debil to przywódca Puchaczy. Musi być zły, że ostatnia akcja mu nie wyszła, ponieważ są znani z załatwiania spraw po cichu i w bardzo szybkim tempie. - brązowowłosa gwardzistka, była zdumiona moją wiedzą, ale cóż poradzić wszystko kiedyś się przyda nieprawdaż. Podeszłam do osobnika i wyjęłam knebel z jego ust, a w drugiej dłoni trzymałam cukierka.
- Powiedz nam co wiesz na temat sprawy w zamku. - mówiłam wyciągając mu ten durny knebel, jednak on znowu spróbował odgryźć sobie język, wtedy szybko wsunęłam mu cukierka między zęby i go szybko przegryzł cukierka i moje palce. Zapiszczałam cicho z bólu, ale on zrobił się cały czerwony i zaczął dyszeć.
- Pić, dajcie wody!! Wody! - zaczął krzyczeć tak głośno, że słyszeli go dwa pomieszczenia dalej.
- Co mu? - zapytała kobieta patrząc na niego to na mnie.
- Przegryzł trzy pestki czeline, tej czerwono czarnej. Ma niezłego kopa, a ugasić ją może specjalny rodzaj mleka.
- Daj tego mleka! - darł się w niebo głosy.
- Odpowiedz na nasze pytanie. - powiedziała Lexie.
- No dobra powiem, powiem. Tak dostaliśmy zlecenie od szlachcica Denaro.
- Mów prawdę!
- Dobrze Damero! Zlecenie od Damero! Tak się przestawił! A teraz proszę daj mleko. - uśmiechnęłam się i wyjęłam butelkę ukrytą pod bluzą i podałam i napoiłam mordercę, który wypuścił oddech z nie opisaną ulgą.
- A teraz powiesz to przed władcą. - powiedziała gwardzistka i zanim tamten zdążył wyrazić jakikolwiek sprzeciw, ta go z powrotem zakneblowała. wyszliśmy stamtąd.
- Znasz tego arystokratę?
(Lexie?)

Od Aradii do Nuvena

Dzień dla Aradii nadszedł zdecydowanie zbyt szybko. Promienie słońca przedzierające się przez zasłony oświetlały jej bladą twarz co zaskutkowało natychmiastowym przebudzeniem. Powoli otworzyła oczy. Wbiła wzrok w sufit głośno wzdychając. Wiedziała, że nie może pozwolić sobie na chwilę lenistwa. Półki w sklepie same się nie napełnią. Podniosła się i usiadła na krawędzi łóżka. Palcami zaczesała białe pasma włosów, które opadały na jej twarz. Ubrała czarny, satynowy szlafrok, którym zasłoniła swoje nagie ciało.
Przechodząc przez sypialnię kątem oka spojrzała na lustro. Coś jej nie pasowało. Wróciła do zwierciadła i dokładnie przyjrzała się swojemu odbiciu. Kilka zmarszczek pojawiło się na jej twarzy.
- Nie wygląda to dobrze - pstryknęła palcami. Szlafrok zastąpiła długa suknia z wyciętym rozporkiem i dekoltem sięgającym do pępka, który połączony był kilkoma paskami. Na jej stopach pojawiły się wysokie szpilki. Ponownie spojrzała na siebie. Brakowało jej jeszcze jednej rzeczy. Kolejne pstryknięcie spowodowało pojawienie się na jej twarzy niewielkiej ilości makijażu. Delikatne, czarne cienie na powiekach oraz szminka w tym samym odcieniu. Wychodząc narzuciła na plecy płaszcz i założyła kaptur.
Poprzedniej nocy do późna tworzyła listę składników potrzebnych do stworzenia eliksirów, które ludzie u niej zamawiali. Dokładnie wiedziała gdzie ich szukać. W lesie kilka kilometrów za miastem znajdowało się wszystko czego potrzebowała. Szła powoli, nie spieszyła się. Zwłaszcza kiedy opuściła mury stolicy. Śpiew ptaków, szum wody jak i szelest liści działał na nią kojąco. Bez pośpiechu zbierała napotkane po drodze rośliny, których potrzebowała. Kiedy miała już wszystko czego  potrzebowała zaczęła rozglądać się za 'pożywieniem'. Potrzebowała dużo energii. Czuła, że jej ciało starzeje się w zawrotnym tempie. Na swoją ofiarę wybrała drzewo. Średniej wielkości w środku lasu było idealne. Zdjęła kaptur z głowy. Wypowiedziała słowa zaklęcia. Wykonała prosty ruch ręką, a drzewo tuż po chwili runęło na ziemię. Kobieta kucnęła przy pniu. Dotknęła go dłonią i zaczęła wysysać energię. Jej żyły zaczęły świecić. Czuła jak wypełnia ją moc. Jej ciało młodniało. Po chwili po zmarszczkach nie było śladu. Drzewo więdło z każdą sekundą oddając życie Wiedźmie. Kiedy się podniosła po roślinie nie został nawet ślad. Zmieniła się w proch. Chciała się podnieść jednak coś uniemożliwiło jej wykonanie ruchu. Poczuła zimne ostrze na szyi. Była bardzo zdziwiona, że nie wyczuła obecności swojego przyszłego mordercy. Nie mogła wykonać żadnego ruchu, ponieważ nóż rozciąłby jej skórę jeszcze bardziej. Już czuła jak krew spływa po jej klatce piersiowej.
- Jaki masz w tym cel? - przełknęła ślinę co spowodowało pogłębienie rany.
- Takie zlecenie Wiedźmo z Merkez – gdyby tylko nieznajomy wiedział ilu już próbowało ją zabić. Kobieta westchnęła głośno dobrze wiedząc jak to się skończy. Kiedy mężczyzna chciał dokończyć swoje dzieło Mori przybył na ratunek. Usiadł na głowie Aradii i spojrzał prosto w oczy elfa. Ten osunął się na ziemię. Zaczął krzyczeć i rzucać się na wszystkie strony. Wiedźma mogła w tym czasie szybko wyleczyć ranę zrywając kilka kwiatków rosnących tuż obok. Akurat kiedy skończyła płatny morderca złamał czar kruka. Kobieta wypowiedziała słowa zaklęcia, które uwięziły nieznajomego w klatce stworzonej z błyskawic.
- Lepiej nie dotykaj – uśmiechnęła się delikatnie i podeszła bliżej. Patrzyła na niego z góry. - I co ja mam z tobą zrobić co?

< Nuven? >

Jeśli masz przed sobą jedynie ścianę, musisz sobie zorganizować drzwi, wszystko dozwolone.


Imię: Serenity z rodu Ignis
Pseudonim: Serek, Iskierka
Wiek: 22 lat
Płeć: Kobieta
Wzrost: 170 cm
Rasa: Demon
Stanowisko: Księżniczka i wojownik.
Miejsce zamieszkania i urodzenia: Khayr
Charakter: Zwykle podczas wolnego, Serek wydaje się nadzwyczaj wyluzowana i mało przejęta kryzysami na tym świecie, chociaż cechuje ją też zachowanie księżniczki pełnej ogłady i spokoju. Zawsze na jej twarzy znajdzie się uśmiech i to niezależnie od rozmiaru kataklizmu sytuacji co bywa przerażające. Czasem bardziej kobieca, czasem mniej - wszystko zależy od sytuacji. Dobrze wie jak pozyskać różne informacje, ma na to swoje sposoby, głównie przez wykorzystanie kobiecych atrybutów. Została również zapamiętana jako bezwzględna i krwiożercza na polu bitwy, czerpiąc niepokojącą radość z ciskania we wroga różnymi atakami z dziką satysfakcją. Choć nie jest zdolna okazywać miłosierdziu swoim wrogom, zwykle robiłaby to tylko na żądanie brata, obecnie pewnie zrobiłaby to samo na prośbę kogoś bliższemu sercu. Ma już spore jak na jej wiek doświadczenie na polu bitwy i na arenie, więc warto z nią czasem coś uzgodnić. Jako wykształcona księżniczka to niezły z niej strateg i dyplomata, potrafi rozmawiać nadzwyczaj dorośle, co nieraz może się wydawać kłótliwe co do jej osobowości. Jednak jej mocną stroną są walki. Jej delikatność, serce(oraz inne wnętrzności) wraz z tą dobrą stroną chyba czekają na tego jedynego, który zawładnie nią przez siłę miłości. Ciężko stwierdzić czy faktycznie ma łagodną stronę, jednak plotki głoszą, że wyjdzie za mężczyznę zdolnego ją pokonać w starciu. Potrafi się rozczulać i zachwycać dziwnymi rzeczami... Ponoć nie pasuje do niej jej głos bo wydaje się delikatny aczkolwiek pociągający, nic bardziej mylnego. Właśnie ta naturalna tonacja głosu jest w niej przerażająca, brzmi niemal cały czas kusząc, a w tej samej chwili może właśnie pozbawiać kogoś flaków, dlatego nigdy nie musi podnosić głosu.
Rodzina: 
- obecnie panująca para królewska;
- starszy brat bliźniak (wychowywani osobno, mają ze sobą bardzo nikłe styczności).
Partner: -
Umiejętności: Jako demon ma znacznie szybszą prędkość ataku niż zwykli ludzie. Włada też ogniem, który jest głównie zauważany przy walce: podpala broń, ognista szarża (wystrzeliwuje tą samą broń w dwóch czy czterech salwach, oczywiście mają coś z ognia). Łatwo idzie jej podpalanie, jej najgroźniejszą mocą jest diabelski taniec kiedy zaczyna wirować i się przemieszczać, a wokół niej tworzy się wstęga ognia, która cały czas się powiększa podczas tańca. Przy odpowiedniej figurze zatrzymania cały ogień się rozbryzguje, jeśli jednak przestanie, ot tak, ogień wygaśnie. W pewien sposób umie wtopić się w ogień i stać się z nim jednością, co nie wyrządza jej krzywdy. Jako człowiek ma talenty w kierunku muzycznym, bowiem umie grać na pianinie oraz skrzypcach przez fakt odebrania bardzo dobrego wykształcenia. Świetnie tańczy. Niesamowicie walczy mieczem, sztyletami (pochowane w jej ubraniu, nie zdziwcie się), czasami toporem, jej celność jest wysoka, praktycznie nigdy nie chybia. Chociaż nie przepada za politycznymi potyczkami, sprawdza się jako dyplomata o godnym języku.
Aparycja: Dosyć wysokie dziewczę o długich rudych włosach i pociągających fioletowych oczach. Sylwetka smukła, chociaż widać jej wysportowane ciało i gibkość w różnego rodzaju poczynaniach. Trzeba zaznaczyć, że została hojnie obdarowana przez naturę i to tam gdzie trzeba. Ładnie podkreśla swoje walory w ubiorach, które idealnie nadają się do różnych okazji w tym walk, w przypadku oficjalnych imprez zawsze ubierze się tak, by niewiele można byłoby dojrzeć, ale wystarczająco dla mężczyzn, by tak szybko nie zapomnieli tej seksownej kobiety. Z okresu dzieciństwa została jej niewielka i mało widoczna blizna na karku, która jest praktycznie zawsze za włosami upięte jak na załączonym obrazku, z późniejszych walk również ma pewnego rodzaju kolekcje blizn, jednak są widoczne tylko przy braku jej ubrań. Porusza się z wyjątkową gracją godnej księżniczki, tego jej nie wolno odmówić.
Historia: Nie ma tu zbyt ciekawego. Urodziła się jako druga z bliźniąt, a trzeba pamiętać, że uważano takie dzieci za nasienia szatana, co w jej przypadku nawet się sprawdziło. Jednak biorąc pod uwagę jej ród i pozycję, rodzice musieli odłożyć na bok swoje widzimisię i zająć się wykształceniem oddzielając od siebie dzieci. Tak właśnie rodzeństwo pobierało już od małego wiele nauk, jednak najbardziej przypadły im do gustu walki, mieli do niej ogromny talent, według oceny nauczycieli. Ponieważ ich plany nauki u obojga były różne, bardzo rzadko natykała się na brata. Osiągając wiek nastoletni zaczęła brać czynny udział w starciach, cały czas rozwijając swoje możliwości. Uważana jest za trudnego przeciwnika, ciężej jest ją pokonać niż księcia.
Towarzysz: -
Inne: 
- jest druga w kolejce do tronu (po starszym bracie bliźniaku);
- bardzo lubi długie gorące kąpiele;
- uczulona na jaskry; 
- nie lubi otrzymywać kwiatów pyłkowych, nie przepada za ich walącym się pyłkiem;
- na ręce pod rękawiczką nosi jeden z prezentów od brata- jest to niewielki wisiorek, otrzymała go na 18 urodziny;
- nieoficjalnie jest powiedziane, że wyjdzie jedynie za mężczyznę zdolnego ją pokonać w starciu, ponieważ patrzy na geny przydatne w walce;
- ponoć ma słabość do wojowników jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie;
Właściciel: Luna34

Preferowana długość odpisów: średnie/ długie
Stopień Wpływu (SW): 1
Inne uwagi: -

Od Azraela do Fufu

Spojrzałem na lekko rozjuszonego Lezarda wpatrzonego w dziewczynę. Może jakoś wielce jej nie lubiłem, w sumie była mi ona obojętna. To jednak nie za bardzo chciałem, aby stała się jej krzywda. Wszak była księżniczką, córką króla. Za to na pewno by mnie stracili i to w porządnych męczarniach.
- Mogę go dotknąć? - usłyszałem wesoły, prawie piszczący głos dziewczyny.
- Nie rad.. - zanim w ogóle cokolwiek powiedziałem dziewczyna zrobiła kilka kroków w stronę stworzenia. Ten przedreptał zdenerwowany w miejscu po czym rzucił się w jej stronę. Tak naprawdę zakryłem ją swoimi ciałem w ostatnim momencie, przez co mój towarzysz wgryzł mi się porządnie w ramię. Szybko mnie puścił i zaskomlał przepraszająco lekko się przy tym cofającego.
- Ej! - Pisnęła, gdy zasłoniłem stworzenie - Widzisz? Nie lubi Cię i Cię gryzie! Mnie, by polubił.
Słysząc to spojrzałem na nią mocno czerwonymi oczami. Moją złość jeszcze potęgował naprawdę mocny ból po ugryzieniu.
- I właśnie dlatego kurwa nie lubię was wysoko urodzonych. Myślicie, że wam wszystko wolno i jesteście najlepsi. Bo co? Bo macie władze i pieniądze. Czy to właśnie pozwala wam tak gardzić nami, biedniejszymi? - warknąłem łapiąc się za krwawiące ramię. - Mogłem mu pozwolić się na ciebie rzucić, ale nie odezwało się we mnie sumienie. - wyszeptałem bardziej do siebie niż do niej. Byłem wściekły na nią i na siebie. Na siebie, że zachciało mi się ją ratować i na nią, że nawet nie potrafi za to podziękować. A ten gad lubi mnie bardziej niż kogokolwiek innego. Kiedy już zauważył swój błąd podszedł do mnie i wtulił swój pysk w mój bok mrucząc mi w myślach przeprosiny. Coś czułem, że ta rana szybko się nie zagoi, a przy okazji zostanie po niej blizna.

< Fufu? >

niedziela, 5 maja 2019

Od Keyi do Lexie

Zmrużyłam oczy, dokładnie zapamiętując opis przedmiotu. Zdarzyło mi się mieć do czynienia z magicznymi rzeczami, ale ten był wyjątkowo potężny. Rozumiałam teraz w pełni, dlaczego nie chcieli, aby dostał się w nieodpowiednie ręce. Jednocześnie znaczyło to, że mamy jeszcze mniej czasu.
Przeszedł mnie dreszcz przerażenia, ale i niezwykłej ekscytacji. Przez moment wyobraziłam sobie, że to ja mam w posiadaniu taki przedmiot. Szybko jednak się opamiętałam i przypomniałam obrzydzenie do magii.
- To ciekawe i odrażające. – wykrzywiłam się. – Teraz lepiej rozumiem skąd ten pośpiech.
Jastrząb przytaknął skinieniem głowy. Jej wyraz twarzy zdradzał zaniepokojenie. Spięła konia, nie czekając na nas i pozostawiając nieznacznie w tyle.
Kiedy wiatr mocniej zawiał, odsłonił nieznaczna część pleców Ptaka. Dostrzegłam tam cos błękitnego, które było wręcz wrośnięte w jej skórę. Tworzyło to łuski, ale wyglądały one pięknie. Ta dziewczyna jest dla mnie wielką zagadką. Ile dziwactw jeszcze skrywa?
Droga była już coraz mniej zaśnieżona, a my poza granicami Anthrakas. Zimno, nadal trzymało i nie pozwalało na wytchnienie.
Kiedy przeszliśmy do stępa, pozwoliłam sobie na zbliżenie się do ciemnowłosej.
- Jak myślisz, dla kogo pracują? – zaczęłam.
- Na pewno dla kogoś, kto nie ma dobrych zamiarów. – westchnęła zniecierpliwiona. – Musimy odzyskać to, zanim narobią więcej szkód. Tyle niewinnych żyć już zostało unicestwionych…
Przytaknęłam jej. Ona naprawdę się tym przejmowała. Zawsze byłam zdziwiona, skąd biorą się tak empatyczne stworzenia.
- To przypomina mi moc mojej matki. – rzuciłam mimochodem. – Potrafiła kontrolować zmarłe dusze. Chociaż niezbyt dobrze to pamiętam.
Jastrząb wypuścił powietrze i spojrzał się w moją stronę. Wyglądała, jakby dokładnie mnie ilustrowała.
- Przestało padać. Przyspieszamy? – zapytałam, zmieniając temat.
- Im szybciej to odbierzemy, tym lepiej. – odpowiedziała.
Wydawało mi się, że na jej usta wpłynął niemal niewidoczny uśmiech.

Kiedy zaczęło się ściemniać, znów powróciliśmy do wolnej jazdy. Konie wyraźnie sapały i wykazywały zmęczenie. Poklepałam mojego wierzchowca jakby w geście przeprosin.
- Muszę przyznać, że…
- Cicho! – Ptak nie dał mi dokończyć.
Nagle się zatrzymała i wskazałam geesem dłoni, abyśmy zamilkli. Albo raczej ja, bo Mer od początku nie miał z tym problemu.
W oddali dało się zobaczyć małą pomarańczową plamkę, z której unosił się dym. Wokół siedziało może z czterech ludzi, a jeszcze dalej dało się zauważyć kilka pasących się dalej koni.
- Myślisz, że to oni? – zapytałam cicho.
- Czuję magię, więc niewykluczone. – zacisnęła pięść i zmrużyła groźnie oczy.
Uśmiechnęłam się zadziornie i spojrzałam na wciąż niewzruszonego Zbroję. Sama złapałam za broń, która spoczywała teraz w mojej prawej dłoni. Długie i lekkie ostrze przecięło powietrze, gotowe do działania.
- Mogę pojechać do nich pierwsza i zobaczyć czy to na pewno bliźniaki. Spróbuję odwrócić ich uwagę.
- Rudy cię rozpozna. – przypomniała mi.
Przytaknęłam jej i wzruszyłam ramionami.
- No dobra, chciałam tylko trochę się pobawić. Wizja odessania mojej niezwykle cennej duszy, faktycznie mnie nie przekonuje.
Zaśmiałam się rozczarowana. Kiedy już miałam proponować kilka kolejnych możliwości, okazało się, że grupka się rusza i jadą dalej. Posłałam kobiecie znaczące spojrzenie, wyczekując, co ona ma teraz do powiedzenia i jaki plan uważa za najlepszy.

Lexie? Najmocniejsze przeprosiny się należą ;-;. Plus moja wena to jakaś tragedia >.<  >